Piątek z Drogą Krzyżową – stacja VI: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Wielu użalało się nad Chrystusem, ale tylko Weronika podeszła,
by obetrzeć Mu twarz. Może to ją wspomniał po latach św. Jan, kiedy pisał
w swoim liście, byśmy nie miłowali słowem i językiem, ale czynem i prawdą.

14 grudnia napisałam:
Od dziś przez 15 piątków chcę publikować po jednej stacji Drogi Krzyżowej, napisanej przez ks. Piotra Pawlukiewicza. Te właśnie rozważania towarzyszyły nam podczas odprawiania Drogi Krzyżowej w San Giovanni Rotondo, podczas wrześniowej pielgrzymki do Włoch. Rozważania są tak głębokie i przejmujące, że chcę je „rozciągnąć w czasie” po to, by rozważaniami z kolejnej stacji karmić swoją duszę i serce przez cały tydzień

Jedna ze stacji drogi krzyżowej w San Giovanni Rotondo

Stacja VI: Weronika ociera twarz Panu Jezusowi

Wielu użalało się nad Chrystusem, ale tylko Weronika podeszła, by obetrzeć Mu twarz. Może to ją wspomniał po latach św. Jan, kiedy pisał w swoim liście, byśmy nie miłowali słowem i językiem, ale czynem i prawdą. Jak łatwo można zagubić chrześcijaństwo we wzniosłej teorii i pięknych sformułowaniach. I to chyba grozi szczególnie ludziom mocno związanym z religią. Francuski poeta i publicysta Charles Peguy napisał kiedyś: Są tacy, którzy ponieważ nie należą do człowieka myślą, że należą do Boga. Sądzą, że kochają Boga, ponieważ niczego nie kochają. Ewangelia domaga się konkretu. Bo można kochać świat, ludzkość, Kościół i nie kochać nikogo. A gdyby tak usiąść i napisać imiona i nazwiska tych, których kochamy. A potem skreślić matkę, ojca, brata, dziecko, przyjaciela, bo przecież poganie też kochają najbliższych. Ile osób by na tej kartce pozostało? A byłoby tam imię skazańca z Golgoty?

Przed laty w jednej z gazet ukazało się niecodzienne ogłoszenie. Pewien żołnierz, trzymający wartę przy Grobie Nieznanego Żołnierza dziękował w nim nieznanej kobiecie, która w upalny, letni dzień otarła mu pot z twarzy. Wtedy, stojąc na baczność, nie mógł powiedzieć ani słowa. Teraz chciał okazać jej wdzięczność. Ile miłości jest w geście otarcia twarzy bezradnemu człowiekowi. Jezus odnajdzie wszystkich, którzy kiedykolwiek Mu to uczynili.

Reklamy
Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 8 Komentarzy

Ks. Adam Skwarczyński: Poczwórna wizja Tomasza z 23 grudnia 2018 r. – Różaniec to ostatnia deska ratunku

Ks. Adam Skwarczyński:
       Nie należę do „zwalczających Sobór”! Wspomnę jednak, że te posunięcia zaowocowały (sterowaną przez masonerię) protestantyzacją Kościoła, trwającą aż do dzisiaj. Jej rozmiary i zasięg trudno by było ocenić. Między innymi nasze świątynie opustoszały: wyrzucono na śmietnik figury i obrazy świętych, a nawet relikwie, obecne wtedy w każdym ołtarzu. Upodobniły się one do „kirchy” protestanckiej ze stołem i mównicą pośrodku, a kapłani wyrugowali Pana Jezusa (dobrze, jeśli tylko na pobocze!), a sami zasiedli za stołem, zasłaniając Jego tron eucharystyczny. Wkrótce potem dziesiątkami tysięcy opuścili Kościół, a ci co zostali… no cóż, sąd nad nimi nie do nas należy.
Wystarczy wspomnieć, że co czwarty z nich we Francji przyznaje się dziś do tego, że nie wierzy w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, chociaż staje przy Jego ołtarzu. Zresztą tych „stających” jest tak mało, że kościoły są sprzedawane albo zarosły trawą. Coraz liczniejsi (np. w Niemczech, w Argentynie) nie mają problemu z udzielaniem Komunii Świętej ludziom niegodnym, zresztą liczni wśród nich sami stają się niegodnymi przez swój styl życia!
            I tak ze wspaniałego okrętu Kościół stał się zniszczoną łódką, nie dającą już ani schronienia, ani ratunku ginącym w odmętach grzechu! Gdzie jest jej kapitan, gdzie sternik, gdzie żagle tej łódki, która stała się igraszką fal? Gdzie są ludzie, zdolni nieść ratunek ginącym wśród rozpaczliwych błagań? Ponieważ ich nie ma, albo są zbyt nieliczni, zbliża się moment, w którym Głowa Kościoła sama obejmie dowództwo nad tą biedną łódką: przyjdzie „w wielkiej chwale, z mocą i majestatem, ze swoimi aniołami”, i wystąpi w roli sędziego wszystkich „żywych i umarłych”. Pierwszych powita jako swoich – tych żyjących w łasce uświęcającej, zaś „umarłym” da jeszcze ostatnią szansę ratunku przez uświadomienie im konieczności nawrócenia. Nie pozwoli, by czarny ocean grzechu pochłonął wszystkich na zawsze. To jedyne w historii pokolenie otrzyma wyjątkową łaskę, chociaż najmniej ze wszystkich na nią sobie zasłużyło: przejdzie przez pośmiertny sąd szczegółowy, jednak bez śmierci!

Różaniec jako „ostatnia deska ratunku” występuje także w wizji z 19.08.2018. (…) Niech mężczyźni, różańcowi „rycerze i wojownicy” Maryi, czerpią z tych wizji umocnienie!

POCZWÓRNA WIZJA TOMASZA 23 GRUDNIA 2018
komentuje na prośbę Tomasza ks. Adam Skwarczyński

W dniu dzisiejszym zobaczyłem cztery odrębne obrazy. Były mi one pokazane jeden po drugim.

1. Zobaczyłem ziemię, było to z bardzo wysoka, ponieważ widziałem jej okrąg. Po lewej stronie zobaczyłem Matkę Bożą Fatimską. Była w koronie, z różańcem w ręku, z Jej oczu płynęły łzy. Popatrzyłem przed siebie i zobaczyłem, że nad okręgiem ziemi zachodzi słońce, było czerwono‑poma­rańczowe. Wydawało by się, że jest to jakiś zachód słońca, bo nadciągała jakaś ciemność, jednak ciemność ta nadchodziła od strony słońca. Odebrałem to tak: gdy zajdzie to słońce, które jeszcze świeci, nadejdzie jakaś ciemność. To nie był widok ziemskiego zjawiska, bo zmrok zawsze pojawia się po przeciwnej stronie zachodu słońca. Ta ciemność była bardzo zła, jej mrok miał jakby okryć całą ziemię.

       Gdy tylko zakończyło się to widzenie, zaraz pojawiło się następne.

Komentarz. 101 lat temu Maryja stała na tle słońca, w nie obleczona i nim zarządzająca w ramach „cudu”. Teraz stoi zlekceważona, na uboczu, i płacze nad losem ziemi. Słońce dogasa i ma być wkrótce pochłonięte przez mrok jako mieszaninę ciemności piekielnych i ziemskich – przez grzech. Zbliża się więc potop ciemności, mający z dnia na dzień pochłaniać ziemię, stającą się polem decydującej bitwy między Michałem i jego aniołami oraz Smokiem. Będzie ona trwała aż do „trzech dni ciemności”, gdy nad oczyszczoną ziemią wzejdzie słońce i zacznie się Nowy Świat Bożego Królestwa. Jednak Niewiasta z Apokalipsy, trzymając się na uboczu, daje nam do zrozumienia, że nie będzie w tej bitwie brać udziału jako nasza Orędowniczka, gdyż jako „porwana na pustynię” będzie musiała pozostawić nas naszemu losowi na czas wylania się na ziemię Bożej sprawiedliwości. Święty Jan pisze, że „stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć Jej Dziecię”. Czy wobec tego data wizji (23 grudnia, przed samą uroczystością Bożego Narodzenia) nie jest tu znamienna i nie nawiązuje do Apokalipsy…?

2. Zawisłem w powietrzu. Scena mi pokazana była nadzwyczaj wyraźna, nigdy wcześniej nie widziałem tylu szczegółów. Był to wielki ocean o wodzie tak czarnej, jakiej nie ma na ziemi. Nad tym oceanem kłębiły się ogromne czarno‑granatowe chmury – przelewały się i kłębiły w sposób nienaturalny, bardzo szybko i groźnie. Woda szalała, a wielkie fale unosiły się i opadały. Panowała straszliwa ciemność. Gdyby nie jakieś światło, które oświetlało mi tę scenę, zapewne prawie niczego bym nie widział. Był to niezwykły sztorm budzący wielki lęk.
       Na środku tego oceanu dostrzegłem ludzi którzy tonęli. Była ich ogromna liczba, widziałem ich ręce wystające znad wody, było ich całe morze. Po chwili spostrzegłem, że pośrodku tego strasznego sztormu jest jakaś łódź. Gdy zostałem przysunięty, zobaczyłem coś jakby okręt, łódź… Dano mi odczuć, że kiedyś był to piękny okręt płynący do jakiegoś portu, a teraz stał się zniszczoną, obdartą, miotaną falami łodzią, która jednak unosiła się na wodzie i była jedynym źródłem nadziei dla tych tonących. Zobaczyłem też, że choć jest teraz tylko małą łódką do jakiegoś celu, miała kiedyś maszty, na których były piękne białe żagle, w które dął wiatr niosąc ją, gdy była jeszcze pięknym wielkim okrętem. Teraz jednak z wielu masztów został tylko jeden połamany maszt, na dodatek bez żagla, przez co łódka ta była zdana na igraszkę fal.
       Zobaczyłem wtedy, że ci wszyscy ludzie tak naprawdę chcieli dostać się do tej łodzi, mimo iż była tak zniszczona i nie przypominała okrętu. Ci, którym udało się choć złapać za jej burtę, zaraz zaczynali wzywać Boga, prosząc o ratunek. Wielu jednak odpadało i znikało w odmętach. Ci, którzy jednak dostali się do łodzi, wołali błagalnie Boga o pomoc jeszcze mocniej. Wielu chciało uchwycić się tego masztu, żeby wstać choć na chwilę – myśleli, że Bóg usłyszy lepiej ich wołanie widząc, jak trzymają za ten maszt. Jeden z ludzi wołał tak rozpaczliwie, z taką wiarą wyciągając jedną dłoń, że nagle na tym czarnym niebie pojawiło się światło.
       Odebrałem to tak, że to światło pojawiło się, gdyż taka była wola Boga. On to światło wysłał ze swojej woli, a nie od tych wołań. Nagle światło rozpędziło chmury i zobaczyłem blask ogromny i wielką chwałę. To nie było tylko światło, to był blask chwały Pana Jezusa. Widok Pana Jezusa zaskoczył mnie strasznie, bo wyglądał jak na Wielkanoc, miał też w ręku proporczyk, na którym dominował kolor czerwony. Blask był tak wielki, że rozświetlił ogromną część tej strasznej kipieli.

Komentarz. Pamiętamy słynną wizję świętego Jana Bosko, zmarłego w 1888 roku. Ujrzał on Kościół w postaci majestatycznego okrętu, dowodzonego przez dwóch papieży, przy czym drugi z nich zastąpił pierwszego, zabitego przez masonerię, wściekle atakującą okręt ze wszystkich stron. Straszliwa bitwa kończy się przywiązaniem okrętu do dwóch kolumn, na których widnieje Najświętszy Sakrament oraz figura Maryi, jak też zatopieniem statków i łodzi masońskich, zwalczających się wtedy nawzajem.
       Zdawało się, że wtedy, w tej bitwie, zwycięski Kościół jest blisko dwóch kolumn, gdyż zakony cieszyły się wielką obfitością powołań, pobożność eucharystyczna kwitła, seminaria duchowne były przepełnione, a kult Maryi osiągnął swój szczyt: za życia ks. Bosko – w 1854 roku – został ogłoszony dogmat o Jej Niepokalanym Poczęciu. Jednak Pani Fatimska wiedziała co nadchodzi, skoro przez siostrę Łucję tak mocno naciskała na papieża, by ogłosił światu treść „III tajemnicy fatimskiej” do roku 1960. Miało to być naglące ostrzeżenie, jednak Jan XXIII nie posłuchał Jej, gdyż miał własne plany: chciał zwołać sobór „ekumeniczny”, sadzając w ławach obok siebie katolików, prawosławnych i protestantów na równych prawach. Zemściło się to okrutnie na Kościele: prawosławni i protestanci wystąpili w roli „obserwatorów” (nie chcieli pozwolić katolikom dyktować sobie czegokolwiek i ustąpić nam choćby na milimetr), jednak pozwolono im przemawiać na równi z ojcami Soboru i wpływać na jego decyzje i dokumenty!
       Nie należę do „zwalczających Sobór”! Wspomnę jednak, że te posunięcia zaowocowały (sterowaną przez masonerię) protestantyzacją Kościoła, trwającą aż do dzisiaj. Jej rozmiary i zasięg trudno by było ocenić. Między innymi nasze świątynie opustoszały: wyrzucono na śmietnik figury i obrazy świętych, a nawet relikwie, obecne wtedy w każdym ołtarzu. Upodobniły się one do „kirchy” protestanckiej ze stołem i mównicą pośrodku, a kapłani wyrugowali Pana Jezusa (dobrze, jeśli tylko na pobocze!), a sami zasiedli za stołem, zasłaniając Jego tron eucharystyczny. Wkrótce potem dziesiątkami tysięcy opuścili Kościół, a ci co zostali… no cóż, sąd nad nimi nie do nas należy. Wystarczy wspomnieć, że co czwarty z nich we Francji przyznaje się dziś do tego, że nie wierzy w obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie, chociaż staje przy Jego ołtarzu. Zresztą tych „stających” jest tak mało, że kościoły są sprzedawane albo zarosły trawą. Coraz liczniejsi (np. w Niemczech, w Argentynie) nie mają problemu z udzielaniem Komunii Świętej ludziom niegodnym, zresztą liczni wśród nich sami stają się niegodnymi przez swój styl życia!
       I tak ze wspaniałego okrętu Kościół stał się zniszczoną łódką, nie dającą już ani schronienia, ani ratunku ginącym w odmętach grzechu! Gdzie jest jej kapitan, gdzie sternik, gdzie żagle tej łódki, która stała się igraszką fal? Gdzie są ludzie, zdolni nieść ratunek ginącym wśród rozpaczliwych błagań? Ponieważ ich nie ma, albo są zbyt nieliczni, zbliża się moment, w którym Głowa Kościoła sama obejmie dowództwo nad tą biedną łódką: przyjdzie „w wielkiej chwale, z mocą i majestatem, ze swoimi aniołami”, i wystąpi w roli sędziego wszystkich „żywych i umarłych”. Pierwszych powita jako swoich – tych żyjących w łasce uświęcającej, zaś „umarłym” da jeszcze ostatnią szansę ratunku przez uświadomienie im konieczności nawrócenia. Nie pozwoli, by czarny ocean grzechu pochłonął wszystkich na zawsze. To jedyne w historii pokolenie otrzyma wyjątkową łaskę, chociaż najmniej ze wszystkich na nią sobie zasłużyło: przejdzie przez pośmiertny sąd szczegółowy, jednak bez śmierci! A ponieważ na końcu świata wszyscy zmarli będą już osądzeni „na prawicę” lub „na lewicę” Jezusa, małej garstce żyjących będzie już potrzebny tylko sąd osobisty, szczegółowy, w chwili zabrania ich z ziemi. Dlatego też sąd, przygotowany dla naszego pokolenia, będzie już ostateczny (!), a mając charakter poprawczy, stanie się tą łaską wyjątkową. Wydawałoby się, że nikt nie powinien nią pogardzić, a jednak nie! Miliony ludzi wybiorą wtedy, w pełni świadomie i dobrowolnie, piekło. W czasie „trzech dni ciemności” demony zbiorą z ziemi swoje straszliwe żniwo.

3. Gdy zakończył się tamten obraz, zaczął się następny. Stałem przed jakimś placem lub dziedzińcem, który był wielki, po prawej stronie była jakby bazylika lub potężna katedra. Wszystko to jednak było o zmroku – była to ta sama ciemność, która nadciągnęła w widzeniu pierwszym. Z boku stali niby dobrzy, odebrałem ich jako kapłanów, ale nie wiem do końca, bo byli poza moim polem widzenia. Z lewej zobaczyłem niezwykłą rzecz: jacyś ludzie pchali coś w kierunku tej katedry czy bazyliki. Kiedy podepchnęli to bliżej, spostrzegłem że jest to tron, wielki kamienny tron. Ci co go pchali, składali się z istot dwóch typów: jedni to byli ludzie, ale drudzy nie byli ludźmi, lecz wyraźnie pomagali pchać ten tron ludziom. Kiedy ten tron był już na wysokości moich oczu, zapytałem ich: co to za tron? Odpowiedzieli, że to tron dla Pana Boga, dla Pana Jezusa. Wtedy usłyszałem: „Spójrz!” i zobaczyłem, że ten tron jest kamienny. Wyglądał raczej jak jakiś tron azteckich bogów zła, miał wyryte na samym szczycie oparcia „oko Horusa”. Ci co go pchali bardzo się namęczyli, chcąc go dopchać tak blisko tej katedry. Zdziwiło mnie, że niektórzy z nich są jakby pokraczni, jacyś diaboliczni, i śmieją się dziwnie szyderczo.
       Pomyślałem: kto może tak się zachowywać, przygotowując tron dla Boga? I usłyszałem głos: „Spójrz na znaki!”. Zrozumiałem, że to wcale nie jest tron dla Boga, tylko dla kogoś innego, ale nie wiem dla kogo. Poprosiłem o pomoc tych „dobrych”, ale oni nic nie odpowiedzieli, machnęli jakby rękami i zaczęli iść w kierunku tej katedry. Wtedy zacząłem krzyczeć: czy nie widzicie, że to nie jest tron dla Boga?! Czy nie widzicie?! Pomóżcie mi, gdzie idziecie?! Oni jednak nie odpowiadali. Wtedy usłyszałem głos z Nieba, odpowiedział on zamiast tych niby-kapłanów: „To nie jest tron dla Boga. Ten nie będzie z kamienia. Będzie potężny i świetlisty, będzie on chwałą!”. Gdy to usłyszałem, zrozumiałem że to jakiś podstęp. Wtedy też zobaczyłem że ci, którzy podepchnęli ten kamienny tron, zaczęli uciekać. Krzyczałem, że tron jest podstępem, że tak blisko został dopchany, żeby mi pomogli! Nikt jednak mnie nie słuchał.

Komentarz. My, Polacy, możemy kojarzyć sobie tę wizję z „Narodową Intronizacją”, która do dzisiaj budzi u wielu i pytania, i kontrowersje. 12 września 2018 roku Tomasz usłyszał od samego Pana Jezusa komentarz do niej, którego fragmenty tu przytoczę. «Jakiż to król, w którego królestwie nikt nie przestrzega jego prawa ani nie słucha słowa? Daliście Mi berło jako symbol władzy, ale nie daliście Mi zapanować w waszych sercach. Na Moją głowę założyliście ozdobną koronę, lecz czym jest korona na głowie króla w królestwie, k którego nie ma? […] Wprowadźcie Moje prawo do waszych rodzin i do waszego państwa, a Ja was uchronię przed tym co nadchodzi».
A tron kamienny…? Na pewno w sercu człowieka na takim Bóg nie zasiądzie! Wprost przeciwnie, można go potraktować jako symbol buntu przeciwko Bogu, Jego władzy i miłości, a więc jako obiekt godny unicestwienia. Prorok Ezechiel (36,26) pisze w imieniu Boga, wzywającego Żydów do nawrócenia: „Zabiorę wam serce kamienne, a dam wam serce z ciała”. Także dzisiaj takie nawrócenie jest warunkiem królowania Boga i w sercach, i w świecie.
Wizja Tomasza dotyczy dzisiejszego świata, który sterowany jest przez masonerię (wyraźnym jej symbolem okultystycznym jest „oko Horusa” na oparciu tronu, przygotowanego dla jej Antychrysta). Możliwe, że w tle widnieje olbrzymia Bazylika Hagia Sofia (Świętej Mądrości Bożej), będąca swego rodzaju wizytówką Konstantynopola, dawnej stolicy wschodniego chrześcijaństwa, a dzisiejszego Stambułu. Pod drzwi tego już tylko muzeum, przez wieki rozbrzmiewającego głosem modlitw, demony z wyraźną kpiną i zadowoleniem pomagają pchać tron przedstawicielom tych narodów (z Polską włącznie), które podpisały tzw. „Konwencję Stambulską”. Jest ona kpiną i ze Stwórcy, i z Jego stworzeń, które już nie potrafią uszanować nikogo ani niczego, z własną naturą włącznie. Na przykład zgodnie z artykułem 12 ust. 1 „strony podejmą działania niezbędne do promowania zmian wzorców społecznych i kulturowych, dotyczących zachowania kobiet i mężczyzn, w celu wykorzenienia uprzedzeń, zwyczajów, tradycji oraz innych praktyk opartych na idei niższości kobiet lub na stereotypowym modelu roli kobiet i mężczyzn”. Konwencja ta to jakby dekalog genderystów, w oparciu o który zaleca się sygnatariuszom rozmontowywanie tego, co przez wieki było dobre, mądre, naturalne i święte. Bazują na nim np. dewianci, wchodzący coraz natarczywiej do polskich szkół i podpierający się nim w razie odmowy ich wpuszczenia. Opierać się na nim mogą wszyscy, którzy chcą rozprawić się z Kościołem i z głoszonymi przezeń zasadami moralności. Także aborcjoniści wraz z ogromnym przemysłem, czerpiącym zyski z ich krwawego procederu – wszak wg statystyk (nikt nie liczy skutków używania pigułek wczesnoporonnych!) rocznie świat morduje 42 miliony nienarodzonych dzieci, dwoje na sekundę!
       Jaki może być powód nagłej ucieczki ludzi, a nawet demonów? Znany włoski egzorcysta, ks. Giuseppe Tomaselli, opublikował swój dialog z Melidem, „oficerem” duchów nieczystości, p.t. „Twarzą w twarz z demonem”. Melid stwierdza, że wprawdzie do grzechów nieczystych sprzecznych z naturą szatani kuszą ludzi z zadowoleniem, gdy jednak już do takiego grzechu dochodzi, uciekają w popłochu! Nawet one, nawykłe do piekielnego smrodu, nie mogą znieść ohydnego fetoru grzechu sodomitów… Czy ten fetor, już teraz zwielokrotniony, nie rozszedł się po Stambule? Demony wykonały tam swoje zadanie, ale nie są w stanie czekać na „wybuch swojej bomby”!

4. Czwarta wizja dotyczyła tego co było później: zobaczyłem Pana Jezusa w Jego blasku. Było to jakieś zwycięstwo, coś bardzo dobrego, niestety reszta została zasłonięta. Dostałem wskazówkę, że gdy przyjdzie czas, Bóg odsłoni mi to co przed chwilą widziałem i będę mógł to przekazać.
       W chwilę później Matka Boża przemówiła słowami: „Pomóżcie Mi ratować Moje kochane ziemskie dzieci!”. To skierowała jako szczególne przesłanie do mężczyzn. Odebrałem, że mężczyźni muszą koniecznie jak najszybciej zacząć być Jej armią, której bronią ma być Różaniec święty. Stać się jakby Jej rycerzami, wojownikami… Nie umiem tego lepiej wyrazić.

Komentarz. „Zwycięstwo Jezusa przychodzącego w blasku” czy nie staje się zrozumiałe w świetle otrzymanego przez Tomasza (7 grudnia 2018) „Olśnienia”? Oto jego fragmenty: «„Teraz przyjdzie czas, w którym wszystko zostanie zmienione, a ziemia będzie przywrócona do takiego stanu jak kiedyś. Chciałbym, żeby jak najwięcej ludzi poznało taką ziemię. […] Przygotowałem dla tych, którzy wybiorą życie ze Mną, tak niezwykłe rzeczy, że ten stary świat wyda się im ohydny, brzydki, że zapragną o nim zapomnieć, nie będą chcieli nawet go wspominać. Mów o tym wszystkim”. […] Nowy świat będzie przeczysty, przepiękny, pełen jakiegoś blasku, radości i wielu rzeczy, których teraz mi nie pokaże. I tak mam o tym mówić».
       Co do Różańca – najpierw powyżej, w wizji pierwszej, zauważmy obecność Pani Fatimskiej z różańcem w ręku, płaczącej nad światem. Ponadto przypomnijmy sobie pouczenie w tej kwestii, otrzymane przez Tomasza: «Nie wiem czemu, ale wyraźnie mam podany Różaniec. Nie znam się na tym, ale Różańcem trzeba się modlić najwięcej. […] Najlepiej rano jedną tajemnicę za nawrócenie grzeszników (obok codziennej modlitwy), także ofiarować za nich krzyż dnia codziennego. […] Wieczorem obok modlitwy codziennej jedną tajemnicę za dusze czyśćcowe, za nawrócenie grzeszników lub za księży (dusze w Czyśćcu połączą się w modlitwie za nas, a my im pomożemy w cierpieniu). Powinno modlić się dużo mężczyzn (tak mało ich się modli!). I w ogóle niech ludzie nie wstydzą się [modlitwy], bo kiedy przyjdzie godzina Pańska, zamiast strachu będą czuli wielką radość».
       Różaniec jako „ostatnia deska ratunku” występuje także w wizji z 19.08.2018, oto jej fragment: «Zobaczyłem potężnego anioła, stojącego na krawędzi Nieba i ziemi […] Na plecach jego peleryny naniesiony był obraz, który nazywał się „Sprawiedliwość”. […] W prawym ręku anioł trzymał włócznię, na jej końcu był proporczyk z napisem „Kara”. Nagle włócznia zaczęła opadać, ale nie dotknęła ziemi (chyba jej ostrze wskazywało Skandynawię). Zawołałem: „Panie, czy można to zatrzymać?!” […] Wtedy nad ziemią pokazała się Matka Boża ubrana w niebieski płaszcz. W prawym ręku trzymała różaniec, a lewą pokazywała na Swoje Serce, to Serce poprzebijane było jakby ostrzami. Zapytałem, co mam z tym widzeniem zrobić? „Przekaż je, twój czas nadchodzi”».

       Niech mężczyźni, różańcowi „rycerze i wojownicy” Maryi, czerpią z tych wizji umocnienie!
Pobierz PDF: POCZWÓRNA WIZJA TOMASZA 23 GRUDNIA 2018

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 103 Komentarze

Matka Boża do ks. Gobbi: Druga Pięćdziesiątnica czyli mały sąd sumienia. Apel: nie bądźcie „Marcinami” – brońcie czci Maryi!

Będzie to jakby sąd w pomniejszeniu, który otworzy wasze serca na przyjęcie wielkiego daru Bożego Miłosierdzia.

Darem Mojego Niepokalanego Serca będzie przede wszystkim nowa Pięćdziesiątnica. Apostołowie, zebrani w Wieczerniku Jerozolimskim na modlitwie ze Mną, przygotowywali chwilę pierwszej Pięćdziesiątnicy. 

Wybrane fragmenty książki Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej,
ks. Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016

(546. Języki ogniste)
c W duchowym Wieczerniku Mojego Niepokalanego Serca powinno obecnie dokonać się cudowne wydarzenie drugiej Pięćdziesiątnicy, której wzywacie i oczekujecie. 

d Na nowo zstąpią na Kościół i całą ludzkość cudowne ogniste języki.

h Języki ognia zstąpią na was wszystkich, Moje biedne dzieci, tak zwiedzione i oszukane przez szatana i przez wszystkie złe duchy, które w tych latach odniosły swój największy tryumf. Zostaniecie oświeceni tym Bożym światłem i ujrzycie samych siebie w zwierciadle Bożej prawdy i świętości.

i Będzie to jakby sąd w pomniejszeniu, który otworzy wasze serca na przyjęcie wielkiego daru Bożego Miłosierdzia.

j Wtedy Duch Święty dokona nowego cudu powszechnej przemiany w sercach i w życiu wszystkich: grzesznicy się nawrócą, słabi zostaną podtrzymani, chorzy zostaną uzdrowieni, oddaleni powrócą do domu Ojca, ofiary podziału i rozdzielenia odnajdą pełnię jedności.

k Dokona się tak cud drugiej Pięćdziesiątnicy. Nadejdzie on poprzez tryumf Mojego Niepokalanego Serca w świecie.

Najświętsza Maryja Panna mówi: Mój plan

Mój plan polega na wprowadzeniu wszystkich Moich dzieci na drogę doskonałego naśladowania Jezusa, aby mógł On ożywać w nich i kontemplować z radością obfite owoce Swego wielkiego daru Odkupienia.
Mój plan polega na przygotowaniu serc i dusz na przyjęcie Ducha Świętego, który rozleje się w pełni dla dokonania w świecie drugiej Pięćdziesiątnicy ognia i miłości.
Mój plan polega na wskazaniu wszystkim dzieciom drogi wiary i ufności, miłości i czystości, dobroci i świętości.
W ten sposób przygotowuję w ogrodzie Mego Niepokalanego Serca małą resztę, która pośród gwałtownych fal odstępstwa i zepsucia pozostanie wierna Chrystusowi, Ewangelii i Kościołowi.
To właśnie z tą małą trzódką, strzeżoną w Niepokalanym Sercu waszej Niebieskiej Mamy, Jezus ustanowi na świecie Swoje chwalebne królestwo

Brońmy czci i szacunku dla Najświętszej Maryi Panny –
żadnej Marii (protestanci) czy Marysi (współcześni liberalni kaznodzieje)

Nie wszyscy czytają komentarze pod wpisami, dlatego jeszcze tutaj podniosę bardzo ważną kwestię – kwestię Marcina Zielińskiego, protestantów i  Matki Bożej.  Otóż słynny „charyzmatyk i uzdrowiciel” nagrał ostatnio jakąś mini-konferencję, w której broni protestantów, ich stosunku do NMP itp. itd. I w odpowiedzi na tę konferencję  odezwał się – a jakże – pastor protestancki, który domaga się od Marcina przyznania mu racji, że Maryja to tylko zwykła Maria, że katolicy to bałwochwalcy, heretycy itd. Katoliccy kaznodzieje, obrońcy Marcina Z. również mają jakiś co najmniej dziwny stosunek do NMP (niejaki o. Szustak, który wita się „ziewaniem i siema” lub o. Remigiusz Recław, który woła „pochwalony” – tylko nie wiadomo kto i kiedy) i nie mówią Maryja, tylko Maryś, Marysia i tym podobnie – oto cytat z o. Szustaka: „ty Maryś, weź mi powiedz jak ty to zrobiłaś, że ty byłaś otwarta na jego (Jego – czyli Jezusa – przyp. autora) łaskę”.

Czy myślicie, że M. Zieliński odniósł się do tego i jako katolik powiedział choćby krótkie „nie”? Otwórzcie oczy, przeczytajcie ten artykuł, którego fragment zamieszczam, i nie dajcie się!  Ja w komentarzach napisałam i powtarzam:

„A ponoć to prawdziwy katolik – kochający Maryję – Boże widzisz a nie grzmisz! I niech mnie nikt nie próbuje nawet o 1 mm przekonać do niego i jego „teologii i ewangelii sukcesu”!!! Bo dam patelnią po łbie!
No i ma NMP patelnianą obrończynię. Święci mają atrybuty takie jak lilia, księga, okulary. A ja grzesznica ale kochająca Maryję mam swój atrybut: patelnię 😀

Pastor Bartosik do M. Zielińskiego w sprawie Marii: mam nadzieję, że…

Na koniec zwraca się bezpośrednio do Marcina Zielińskiego:
„Marcin, mam nadzieję, że i Ciebie z powodu Twojego oddania Słowu Bożemu (Biblii) również oburza czynienie z naszej szczególnie ubłogosławionej siostry w wierze obiektu pospolitego bałwochwalstwa, nadawanie jej boskich cech (np. treść modlitwy „Pod twą obronę”), modlitwy i nabożeństwa do niej oraz obdzieranie z piękna służebnicy Pańskiej poprzez niebiblijne dogmaty (np. o jej Niepokalanym Poczęciu, Wniebowzięciu), święte obrazy i figury będące obiektami kultu. Taka Maria (tzw. „Maryja”) to zupełnie inna postać, o innych cechach. Prawdziwą Marię spotykamy na kartach Ewangelii. Udajmy się tam, by ją lepiej poznać i prawdziwie pokochać jako naszą siostrę w wierze i służebnicę Pańską. Niech Ci Bóg błogosławi i prowadzi w Swoim spisanym Słowie przez Ducha Świętego”.
Za: 
https://chnnews.pl/

Nie bądźmy Marcinami – bądźmy Maksymilianami!


Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 66 Komentarzy

Dziś mija 7 lat od powstania naszej strony – dziękujemy, że jesteście!

Nasza strona powstała 9 stycznia 2012 roku – tego dnia minęła 150 rocznica narodzin dla nieba sługi Bożej Pauliny Jaricot (1799-1862), założycielki Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Żywego Różańca

A dziś mija 7. rocznica istnienia naszej strony i wchodzi w 8-my rok internetowej ewangelizacji. Bogu Najwyższemu dziękujemy za te 7 lat istnienia, a zaraz potem dziękujemy Wam za to, że jesteście z nami i że mamy dla kogo być, działać, ewangelizować. Dziękujemy ks. Adamowi, o. Jerzemu i pozostałym kapłanom-Opiekunom oraz Przyjaciołom!

Prosimy o modlitwę i zachęcamy do pozostania z nami oraz do częstszego komentowania na stronie pod poszczególnymi wpisami (a nie w mailach), ponieważ wtedy i inni korzystają z rad, z naszego doświadczenia oraz omodlają tych, którzy o to proszą.

Prosząc o modlitwę, sami o modlitwie zapewniamy
i zapraszamy do wspólnej modlitwy
 – kliknij

I przypominamy: Będziesz miłował Pana Boga swego, całym swoim sercem,
całą swoją duszą i całym swoim umysłem, a bliźniego swego jak siebie samego

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 139 Komentarzy

Ksiądz Stanisław Małkowski – Historia zawierzenia silniejszego, niż nienawiść i śmierć

„Nie ma już generała Kiszczaka pomysłodawcy wysłania ks. Stanisława na Cmentarz Północny w Warszawie, nie ma już księdza prymasa [Józefa Glempa], a to „zesłanie” w jakiejś mierze wciąż trwa. I ono wcale nie obejmuje tylko archidiecezji warszawskiej”.

„Jak napisać taką książkę w prawdzie i nie wspomnieć o tym, że przełożeni księdza Małkowskiego, wysłannicy kardynała Nycza zaraz po tym, jak kapłan bronił krzyża na Krakowskim Przedmieściu, powiedzieli mu: „Spóźniłeś się Stasiu na męczeństwo, teraz możesz być co najwyżej obsikany ciepłym moczem”. Jak katolik, człowiek, dla którego kościół jest świętością ma napisać taką książkę i nie powiedzieć o tym, w jaki sposób był ksiądz traktowany przez swoich przełożonych”.

Czytam książkę pana Wojciecha Sumlińskiego o księdzu Stanisławie Małkowskim i polecam ją z serca każdemu bez wyjątku. Łez i chusteczek brakuje… we wpisie zamieszczam mały fragment z wstępu do książki.

W ramach dopowiedzenia (gdyż mam całą książkę) napiszę, że dzień wcześniej kanadyjski proboszcz sam zaczepił księdza Stanisława w kościele, zaprosił na kolację, nie dał dojść do słowa, rozpływał się w zachwytach, poprosił o przybycie na spotkanie z weteranami II wojny św., poprosił o odprawienie Mszy św. i wygłoszenie homilii, by już następnego dnia potraktować ks. Stanisława jak „szmatę”. Przepraszam za dosadność powiedzenia ale takie są fakty.

Fragment książki:

Spojrzałem na księdza Stanisława, na twarzy którego uwidocznił się gniew, ale zaraz potem smutek, jak płomień objął go w jednej chwili – lecz opanował się. Pytającym wzrokiem spojrzał na księdza z Toronto, który jednak ponownie zajął się lustracją swoich butów.

– Niech ksiądz spojrzy mi w oczy – poprosił wreszcie ksiądz Stanisław Małkowski. Gospodarz oderwał spojrzenie od ziemi i spojrzał na starszego o ćwierć wieku kapłana.

– Mam tylko jedno pytanie: dlaczego?

– Proszę o nic nie pytać. Byłoby dobrze, gdyby ksiądz już sobie poszedł – odparł gospodarz parafii.

Nie zdążyłem dobrze się zastanowić, jak zachować się w tej sytuacji, ani co będzie dalej, gdy nagle ksiądz Stanisław energicznie ruszył do przodu. – Co ksiądz najlepszego wyprawia?! – gospodarz wbiegł za nim i zastąpił mu drogę.

– Za chwilę odejdę, ale chciałbym zmówić modlitwę i pokłonić się Jezusowi.

– To niech ksiądz pokłoni się gdzie indziej. Jest tyle innych kościołów – krzyknął miły naszemu sercu wczorajszy serdeczny gospodarz, dziś jakże odmieniony. Z wczorajszej grzeczności nie pozostał nawet ślad. I nagle dotarło do mnie to, co powinienem dostrzec od razu, ale z jakichś przyczyn nie dostrzegłem: ten człowiek był przerażony. Śmiertelnie przerażony. Naparł teraz na księdza Stanisława całym ciężarem swojego ciała i, nim zdążyłem zareagować, wypchnął go za drzwi świątyni, do tego tak niefortunnie, że, zatrzaskując je, głęboko zranił księdzu wskazujący palec. Krew pociekła strużką na podłogę i sutannę.

– Przykro mi – rzucił na odchodne gospodarz parafii.

(…) Myślałem o księdzu z Toronto. Było coś niepojętego w tym, że ten człowiek, tak serdeczny i gościnny, podejmujący księdza Stasia Małkowskiego z taką atencją i wręcz uwielbieniem, nagle, niczym w kreskówkach, przemienił się w człowieka zimnego, brutalnego i wręcz wrogiego. 

Czy poprzedniego dnia mógł udawać kogoś, kim w rzeczywistości nie był, czy jego życzliwość mogła być tylko przemyślaną na zimno grą? Nie! 

Jego zachowanie było nazbyt spontaniczne i szczere, by mogło być udawane. Wiedziałem, że nie ma takiego aktora, który potrafiłby wcielić się w taką rolę aż do tego stopnia. Poza wszystkim – po co ksiądz miałby odgrywać taką rolę i czemu miałaby służyć tak wyrafinowana gra? Nie miałem zatem najmniejszych wątpliwości, że uwielbienie naszego gospodarza okazywane księdzu Małkowskiego poprzedniego wieczora było równie spontaniczne, co autentyczne. Co się więc stało, że doszło w nim aż do takiej przemiany i to zaledwie w ciągu jednej nocy? Nie zamierzałem przed samym sobą udawać, że wiem, co spowodowało, że ksiądz z Toronto zachował się tak jak się zachował, ale w oparciu o logikę i zdrowy rozsądek, a także na bazie tego, że wiedziałem, co wiedziałem, było tylko jedno wytłumaczenie. Darowałem sobie zatem pytanie o to, kto zadziałał – a jednak sam fakt, że ktoś zadziałał, był dla mnie tak oczywisty, jak to, że woda jest mokra. Być może ktoś, komu nasz gospodarz się pochwalił, jakiego to nazajutrz będzie miał gościa, a kto chodził na „smyczy” kogoś innego, uraczył go bajeczką o „szalonym Małkowskim”? A może ktoś uświadomił mu, że podejmując takiego gościa właśnie pogrzebał swoją karierę i co najwyżej załatwił sobie „awans” do parafii na Grenlandii bez prawa głoszenia kazań, bo ksiądz kardynał Kazimierz Nycz, szczery przyjaciel prezydenta Polski Bronisława Komorowskiego – z którym kardynał jest po imieniu – a zaprzysięgłego wroga księdza Małkowskiego, nie podaruje takiego afrontu? A może wydarzyło się jeszcze coś innego? Jasne było dla mnie jedno: ktoś przypilnował tej sprawy i nie popełnił „grzechu zaniechania”.
Wojciech Sumliński

*****

„Nie ma już generała Kiszczaka pomysłodawcy wysłania ks. Stanisława na Cmentarz Północny w Warszawie, nie ma już księdza prymasa [Józefa Glempa], a to „zesłanie” w jakiejś mierze wciąż trwa. I ono wcale nie obejmuje tylko archidiecezji warszawskiej”.

13 października w Domu Pielgrzyma Amicus przy parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu odbył się wieczór autorski redaktora Wojciecha Sumlińskiego. Autor na spotkanie w klubie Ronina zaprosił księdza Stanisława Małkowskiego – bohatera swojej najnowszej książki pt. „Ksiądz: historia zawierzenia silniejszego niż nienawiść i śmierć”. Fragmenty publikacji czytał Jerzy Zelnik.

Jak zaznacza Wojciech Sumliński „Ksiądz” to niezwykła historia księdza Stanisława Małkowskiego, który marzył o pokoju, ale stał się symbolem walki, człowieka zawierzenia, który pomimo wyroku śmierci, prześladowań i zakazu odprawiania Mszy Świętej, pozostał wierny Kościołowi, prawdzie i przesłaniu „czyń swoje nie patrząc końca”, by udowodnić, że nadzieja z Bogiem nie umiera nigdy. To zarazem zapis nieprawdopodobnie prawdziwych wydarzeń odkrywających odpowiedzi na pytania dotąd bez odpowiedzi, odsłaniających szereg tajemnic III RP.

„Choć czasami wielcy tego świata zamykają przed ks. Stanisławem drzwi, to zwyczajni ludzie wiedzą, że to jest boży człowiek”. – powiedział red. Sumliński, zaczynając swoją opowieść. Przypomniał, że ks. Stanisław Małkowski, podobnie jak ks. Jerzy Popiełuszko był skazany na śmierć ((był na liście niewygodnych księży sporządzonej dla zastępcy dyrektora Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, płk. Adama Pietruszki). Miał nawet zginąć jako pierwszy, ale „ostatecznie uznano, że jeśli zamordują ks. Stanisława, to wokół ks. Jerzego może się stworzyć taki kordon, który uniemożliwi dotarcie do niego”.

Dziennikarz wspomniał o operacji kryptonim „Godot”, sprawie operacyjnego rozpracowania księdza. „Przecierałem oczy z niedowierzania, jak potężne były to operacje, ile pracy, wysiłku jak wielkiej grupy ludzi poświęcono, żeby zneutralizować skromnego kapłana, ks. Stanisława”.

Po zamordowaniu ks. Jerzego Popiełuszki, uznano, że oczy całego świata skierowane są na Polskę, wymyślono więc plan, żeby zneutralizować ks. Małkowskiego nie fizycznie, ale w inny sposób. Kapłan został wysłany na cmentarz na Wólkę Węglową, żeby tam odprawiał msze pogrzebowe. Jednocześnie dostał zakaz głoszenia słowa bożego w archidiecezji warszawskiej.

Mogłoby się wydawać, że taka decyzja kurii wynikała z troski o księdza, jednak – jak zaznaczył Sumliński – przyszedł rok 1989, a ks. Stanisław dalej był na Wólce Węglowej, mamy rok 2017 a to się nie zmieniło.

„Nie ma już generała Kiszczaka pomysłodawcy wysłania ks. Stanisława na Cmentarz Północny w Warszawie, nie ma już księdza prymasa [Józefa Glempa], a to „zesłanie” w jakiejś mierze wciąż trwa. I ono wcale nie obejmuje tylko archidiecezji warszawskiej”. – zaznaczył autor książki „Ksiądz”.
Okazuje się, że również – co jest opisane dokładnie w książce „Ksiądz” – ta decyzja kurii warszawskiej sięga za granicę. Warto uzupełnić, że ksiądz podlega metropolicie warszawskiemu, księdzu kardynałowi Kazimierzowi Nyczowi.

Jak wyjaśnił Sumliński, ks. Małkowski odwiedza więźniów, pomaga tym, których wyroki się skończyły, szuka dla nich pracy. Dziennikarz przypomniał zdarzenie z 2014 roku, kiedy jeden z podopiecznych kapłana, były więzień pobił go i okradł. Ks. Małkowski – jak donosiła prasa – dał mu wówczas koszule, skarpety i spodnie, o które prosił, jednak to mu nie wystarczyło, żądał pieniędzy i groził kapłanowi śmiercią. Ksiądz początkowo nie zamierzał zgłaszać tego pobicia i kradzieży na policję, bo obawiał się konsekwencji dla sprawcy, jednak ostatecznie, przekonany przez brata zgłosił zdarzenie. Jednak prokuratura umorzyła szybko sprawę, choć ksiądz miał ślady pobicia na ciele.

Jak zauważył red. Sumliński, te same metody stosowała SB w latach 80. Często w takich działaniach uczestniczyli bandyci, recydywiści, którzy mieli immunitet bezkarności, bo stali za nimi mocodawcy z SB. Oni dopuszczali się napaści, dokonywali pobić. „I znowu pobicie i znowu bezkarność recydywisty”.
Sumliński dodał, że tym razem jednak, po protestach wielu środowisk wznowiono postępowanie w sprawie tego pobicia.

Książka „Ksiądz” miała powstać już dawno, ale jak przyznał Sumliński była dla niego trudna, gdyż musiał dotknąć sfer delikatnych dla każdego katolika.

„Jak napisać taką książkę w prawdzie i nie wspomnieć o tym, że przełożeni księdza Małkowskiego, wysłannicy kardynała Nycza zaraz po tym, jak kapłan bronił krzyża na Krakowskim Przedmieściu, powiedzieli mu: „Spóźniłeś się Stasiu na męczeństwo, teraz możesz być co najwyżej obsikany ciepłym moczem”. Jak katolik, człowiek, dla którego kościół jest świętością ma napisać taką książkę i nie powiedzieć o tym, w jaki sposób był ksiądz traktowany przez swoich przełożonych”.

Został np. zwyzywany przez jednego z nich, gdy miał być prelegentem Kongresu „Dla społecznego panowania Chrystusa Króla”.

To jest los ks. Stanisława, o którym ludzie nie wiedzą. Los skromnego kapłana, który w ciszy dźwiga swój krzyż – zaznaczył autor książki „Ksiądz”. – On o tym nie mówi, to wszystko wychodzi przy okazji. Dla mnie historia księdza Stanisława to historia o pokorze.

Ksiądz Małkowski w czasie spotkania w klubie Ronina opowiadał o swojej znajomości z ks. Jerzym Popiełuszko, którego poznał w czasach kleryckich. Obu leżała na sercu sprawa obrony życia poczętego. Potem razem pracowali w parafii św. Stanisława Kostki. Opowiadał także o tym, jak to się stało, że sam został kapłanem.

Więcej: kliknij

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 48 Komentarzy

Ks. Adam Skwarczyński: Dzisiaj po Apelu Jasnogórskim dokonam dodatkowego egzorcyzmowania wody

W związku z licznymi prośbami ks. Adam Skwarczyński informuje i wyjaśnia: 

Dzisiaj po Apelu Jasnogórskim o godz. 21.20 dokonam dodatkowego egzorcyzmowania wody

wodę dla chorych i dla walczących ze złymi duchami poświęcam, podobnie jak wielu innych księży, „na odległość” w oparciu o pisemne pozwolenie jednej z kurii diecezjalnych przy użyciu starej modlitwy, zalecanej przez śp. ks. Gabriele Amortha, „szefa” egzorcystów;
nad chorymi modlę się o ich uzdrowienie, otrzymawszy na tę praktykę (w 1978 r.) osobiste błogosławieństwo bpa Jana Mazura oraz (3 maja 1981 roku) św. Jana Pawła II;

Chodzi o poświęcenie wody raz w miesiącu, w Pierwsze Soboty o 1000 rano. Znają ten termin tysiące Polaków w Kraju i za granicą, przygotowują wodę do poświęcenia, a nawet sami, gdy mogą, łączą się w duchu z poświęcającymi ją księżmi i przyjmują ich błogosławieństwo

 WODA EGZORCYZMOWANA

        Od wieków istnieje zwyczaj używania, m.in. do celów leczniczych, wody z sanktuariów oraz z innych miejsc słynących łaskami. W niektórych sanktuariach woda ta jest poświęcana, podobnie jak różne dewocjonalia: medaliki, obrazki, modlitewniki, różańce itp. Nie może być poświęcona „hurtem” w studni albo w źródełku.

       Pod adresem kapłanów kierowane są pytania: czy można taką wodę pić, dawać do picia zwierzętom, podlewać rośliny…

       Trzeba odróżnić wodę poświęconą przez kapłana od wziętej po prostu z „cudownego źródełka” (a więc nie poświęconej). Pierwsza z nich jest przez poświęcenie wyłączona ze zwykłego (tzw. świeckiego) użytku i powinna być używana tylko w taki sposób, jaki podano w modlitwie Kościoła przy jej poświęceniu. Druga natomiast może być używana jak zwyczajna woda we wszystkich okolicznościach (a więc np. do mycia, na herbatę, do zmywania naczyń), co widzi się chociażby w gospodarstwach domowych korzystających na co dzień z „cudownego” źródła.

       Modlitwa na poświęcenie wody zmieniała się w ciągu wieków, chociaż trzeba przyznać, że ostatnia z używanych do czasu II Soboru Watykańskiego ma za sobą bogatą tradycję. Dopiero po Soborze wprowadzono różnorodność modlitw na poświęcenie, pozostawiając księżom ich wybór. Nowe modlitwy poświęcenia, używane poza Mszą świętą, zawierają z zasady prośby ogólne: o Bożą opiekę (w Obrzędach Błogosławieństw nr 1093), o nasze odnowienie na duchu i ciele (1094), o błogosławieństwo i oczyszczenie dla Kościoła (1095), o to, by woda przypominała nam nasz chrzest (1304, 1324), by była znakiem pokuty (1324). We wspomnienie św. Agaty poświęca się wodę, aby „chroniła nas przed ogniem i wszelkim niebezpieczeństwem” (1333). Wyraźna prośba o to, by Bóg przez tę wodę udzielił „obrony przeciwko wszelkim chorobom i zasadzkom szatana” oraz pozwolił uniknąć „wszelkich niebezpieczeństw duszy i ciała”, zawarta jest wyłącznie w modlitwie drugiej (spośród trzech w Mszale, używanych na początku Mszy świętej). Można tylko ubolewać, że pokropienie wodą święconą we Mszy świętej wyszło prawie zupełnie z użytku, często zanikło wraz z odejściem starych proboszczów, przyzwyczajonych do tego obrzędu.

       Ks. Gabriel Amorth, odpowiedzialny za przygotowanie kandydatów do pełnienia posługi egzorcysty, zachęca księży, by wrócili do poświęcania wody według przedsoborowego Rytuału. Tylko i wyłącznie woda poświęcona zaczerpniętą z niego modlitwą (na język polski z łaciny tylko częściowo przetłumaczoną) może być nazywana „egzorcyzmowaną”, gdyż nie tylko tak nazywa ją Rytuał: aqua exorcizata, lecz rzeczywiście wypowiadany jest nad nią egzorcyzm. Właśnie w oparciu o stary Rytuał Kościół prosi Boga, by służyła ona do „wielorakich oczyszczeń”: do odpędzania od nas złych duchów mocą Bożej łaski, do uwalniania nas „od wszelkiej nieczystości i szkody”, od zarazy i niezdrowego powietrza oraz wszelkich zasadzek ukrytego wroga, który ma uciekać w popłochu, gdyby „czyhał na pomyślność lub spokój mieszkańców”, względnie napadał na ich zdrowie. Ta właśnie modlitwa wyraża wiarę w to, że moc Bożej uzdrawiającej łaski rozciąga się na „wszystko, na cokolwiek padną krople tej wody”, a więc nie tylko na ludzi. Istnieją świadectwa uzdrowień także zwierząt i roślin, o czym dalej wspomnimy.

       Zauważono dobre skutki używania tejże wody „na odległość”. Przecież ksiądz, poświęcając pola, nie idzie na każdy zagon; poświęcając pokarmy, nie podchodzi do każdego koszyczka, zaś przy poświęceniu medalików może objąć modlitwą także będące w kieszeni lub torebce. Nie musi więc ona paść ona na daną osobę czy miejsce – wystarczy, że jest użyta z wiarą, iż Bóg przychodzi z pomocą komuś właśnie tam, może bardzo daleko. Można, strząsając kroplę, wyobrazić sobie daną osobę, by modlitwa Kościoła odniosła swój skutek.

       Jeżeli użycie tej wody „na odległość” przynosi dobre owoce, dlaczego nie poświęcać jej również „na odległość”…? Czyż Tym, który ją uświęca, nie jest Bóg, który jest jednocześnie wszędzie – a więc tam, gdzie ktoś przygotował naczynie z wodą oraz tam, gdzie modli się kapłan poświęcający ją?

       To prawda, że nie było dotychczas w Kościele takiej praktyki – zwyczaj nakazywał przyniesienie do kapłana przedmiotu do poświęcenia, a tym bardziej wody, do której przez całe wieki wsypywało się szczyptę soli (teraz z reguły tego się nie czyni). Gdy jednak nowe modlitwy posoborowe doprowadziły do wyjścia z użycia wody egzorcyzmowanej, wierni zaczęli jej poszukiwać, a więc np. próbowali zanieść wodę do „specjalnego” poświęcenia do zakrystii. I tu napotykali na tyle problemów (zwłaszcza ze strony młodszych księży, którzy nie mieli nawet pojęcia o istnieniu dawnej modlitwy), że musieli zaprzestać poszukiwań.

       Jednak najwytrwalsi nie dali za wygraną… To właśnie wtedy, pod ich naciskiem, z konieczności niektórzy księża dokonali „eksperymentu”: powiadamiani na różne sposoby (przy osobistym spotkaniu, przez telefon, a nawet w liście), że w danym miejscu przygotowano wodę do poświęcenia, poświęcali ją właśnie „na odległość”, tylko w wyobraźni obejmując naczynie i błogosławiąc tę wodę. Jednocześnie wsłuchiwali się uważnie w opowiadania wiernych, którzy z tej wody korzystali, by się przekonać, czy jej użycie przynosi podobne owoce jak wówczas, gdy posłużono się wodą poświęconą w sposób tradycyjny. Ponieważ po dobrych owocach, zgodnie ze wskazówką Pana Jezusa, dało się poznać dobre drzewo, mogli dalej śmiało stosować tę praktykę, i czynią to do dnia dzisiejszego[1]. Istnieje grupa dziesięciu księży, którzy umówili się, że będą czynić to nie tylko indywidualnie – gdy ktoś ich osobiście poprosi o poświęcenie – lecz także wspólnie, o umówionej godzinie. Chodzi o poświęcenie wody raz w miesiącu, w Pierwsze Soboty o 1000 rano. Znają ten termin tysiące Polaków w Kraju i za granicą, przygotowują wodę do poświęcenia, a nawet sami, gdy mogą, łączą się w duchu z poświęcającymi ją księżmi i przyjmują ich błogosławieństwo[2].

       Na pewno nie zaistniałaby powyższa praktyka, gdyby wierni nie opowiadali sobie nawzajem o skuteczności wody egzorcyzmowanej; pozostałaby do dzisiaj tylko domeną księży egzorcystów, a więc wąskiego kręgu walczących z szatanem na mocy polecenia i władzy udzielonej im przez biskupów. A przecież na mocy sakramentu chrztu, a zwłaszcza bierzmowania, wszyscy chrześcijanie powołani są do codziennego zmagania się z piekielnym przeciwnikiem, nie powinni więc lekceważyć tak potężnej broni przeciwko niemu, jakim jest woda egzorcyzmowana.

       Na atak najlepiej jest odpowiadać, jeśli to tylko możliwe, kontratakiem, a więc nie tylko nie uciekać z pola walki, lecz śmiało uderzyć w napastnika. Takie uderzenie umożliwia nam właśnie woda święcona, co warto zilustrować na kilku przykładach.

       Duch nietrzeźwości często bardzo boi się tej wody, z wiarą używanej przez otoczenie osoby nadużywającej alkoholu. Według relacji żon alkoholików nawet oni sami prosili, by ich ratować przed atakami „okrutnych zjaw”, a w.e. (tym skrótem będziemy dalej zastępować słowa: „woda egzorcyzmowana”) odpędzała te zjawy. Kropla w.e., wpuszczona do butelki z wódką, spowodowała w jednym wypadku całkowitą utratę przez wódkę mocy („Wylałaś wódkę, a nalałaś wody!” – krzyczał uzależniony), w drugim zaś – niemożność jej picia z powodu wymiotów.

       Duch nikotynizmu, który bywa dość mocny (potrafi przy wypędzaniu miotać zniewolonymi, a nawet odebrać przytomność), także mocno reaguje na w.e.: łyk tej wody może spowodować ustanie głodu nikotyny (bywa, że na zawsze), podobny skutek zauważono przy pokropieniu nią paczki papierosów.

       Skoro przyglądamy się wpływowi w.e. na ciało, należy powołać się na mnóstwo opowiadań, które aż szkoda że nie zostały zapisane i zebrane w księdze. Dotyczą one cudownych uzdrowień ludzi, zwierząt, a nawet roślin. Zacznijmy od końca:

– rośliny w czasie ogromnej suszy skrapiane codziennie odrobiną w.e. (tam, gdzie ich podlewanie było niemożliwe ze wzgl. na dużą odległość) urosły tak ogromne, że budziły podziw sąsiadów, którym wszystko powysychało.

– W.e. chroniła wielokrotnie uprawy (na polu i pod folią) przed szkodnikami oraz chorobami, a nawet przed złodziejami.

– Rośliny i drzewa, które zaczynały obumierać, w.e. przywracała do życia.

       Zwierzęta, o dziwo, potrafią odróżnić wodę zwykłą od poświęconej, którą chętnie piją, gdy są chore. Podobne zjawisko zauważono u małych dzieci, które, jakby prowadzone niewidzialną ręką (Anioła Stróża?), często znajdują tę wodę gdzieś w kredensie i wypijają, a nieco starsze nawet o nią proszą.

– W chlewie moich parafian wszystkie (duże już) prosięta padały z głodowego wycieńczenia, pomoc weterynarza okazała się nieskuteczna. Gospodyni przypomniała sobie o w.e., pokropiła nią wieczorem koryto z karmą, a rano przekonała się, że zostało opróżnione. Obok niego stało drugie – pełne, którego nie pokropiła… Przy codziennym używaniu w.e. wyprowadziła wszystkie prosiaki z ciężkiego stanu[3].

– Inna mieszkanka tej samej wsi, używając w.e. „poprawiła” weterynarza, bezskutecznie usiłującego, przy pomocy zastrzyków, pomóc jej maciorze, która oprosiła się i długo leżała bezsilna. Wystarczyła kropla tej wody, by świnia zerwała się na równe nogi, odzyskując siły.

       Dobry Bóg, wysłuchując modlitwy Kościoła, przychodzi z pomocą używającym w.e. na wiele różnych sposobów, aby tylko czynili to z wiarą (przejawiającą się w ufności, najczęściej wyrażonej w ich modlitwie). Tak więc skrapiają nią oni mieszkanie, gospodarstwo, pola i ogrody, osoby chore i atakowane przez szatana (nawet, jak wyżej wspomniano, „na odległość”), ich łóżko i ubranie; dodają kilka kropli do pokarmu ludzi i zwierząt, wpuszczają do studni dla oczyszczenia w niej wody i uczynienia jej zdrową. Chorzy dotykają w.e. zaatakowanych części ciała, stosują kroplę do przemywań, do okładów, często do picia[4]. Użycie jej, połączone z krótkimi egzorcyzmami dostępnymi dla ludzi świeckich, oddala burze i chmury gradowe, gasi ogień pożarów. Im starsi będą świadkowie niezwykłych zdarzeń, tym więcej na ogół potrafią ich opowiedzieć, jak też liczniejsze wskazać zastosowania w.e.[5]

       W.e. nie działa w sposób „magiczny”, jak zaklęcie dobre na określone sytuacje, gdyż Boga można tylko pokornie prosić o łaskę (jak przy użyciu także innych poświęconych przedmiotów), a nie narzucać Mu swojej woli, nie dyktować, co ma dać, kiedy i w jakich ilościach. Z tego względu nie zawsze odpowiedź Nieba będzie taka sama w podobnych do siebie sytuacjach, lecz zależy w pierwszym rzędzie od samego Boga i Jego planów względem nas, w drugim zaś od naszej wiary i ufności w Nim pokładanej.

       Głęboka wiara cechowała prawdopodobnie pielęgniarza, który w B. P. rozchylił wargi dziewczyny, od miesięcy po wypadku samochodowym sztucznie podtrzymywanej przy życiu, i wlał jej kilka kropli w.e. Zauważywszy, że się zakrztusiła, wybiegł na korytarz z wołaniem: „B. żyje!” Gdy wrócił na czele personelu medycznego, jakież było jego zdziwienie, gdy zastał ją już siedzącą na łóżku i usłyszał jej słowa do siebie skierowane: „Co ty mi dałeś do picia…? Bo gdy mi to coś wlałeś do ust, jakiś głos mi powiedział: «B., weź się za siebie!» I oto jestem zdrowa!” Rzeczywiście była zdrowa, po krótkiej obserwacji opuściła szpital, choć przy tak mocnym stłuczeniu mózgu nikt nie dawał jej szans na powrót do życia w ogóle, a tym bardziej do życia samodzielnego.

       Na zakończenie kilka uwag co do wpływu w.e. na naszą sferę duchową. W modlitwie Kościoła przy jej poświęceniu zawarta jest prośba o oddalenie wszystkich zasadzek ukrytego wroga oraz wszystkiego, co czyha na pomyślność lub spokój mieszkańców. Prośba ta decyduje o niezmiernie szerokim jej zastosowaniu, co znajdowało potwierdzenie w przedsoborowej praktyce Kościoła. W nowym Rytuale użycie wody święconej do poświęcenia przedmiotów jest prawie zawsze dowolne, a więc często zupełnie pominięte. Nie znaczy to wcale, że powinno być pominięte, lecz że użycie wody uzależniono od decyzji osoby dokonującej poświęcenia. Można tylko zachęcać wszystkie te osoby, by nie odchodziły od praktyki, tak mocno wrośniętej w życie Kościoła wielu wieków, tym bardziej, że ilość chorób i zagrożeń ze strony piekła nie maleje, lecz ciągle wzrasta.

                              ŚWIADECTWA LUDZI, POSŁUGUJĄCYCH SIĘ WODĄ EGZ.

       Mieszkam na III piętrze. Sąsiedzi z IV piętra mieli wielkiego czarnego psa, którego zawsze się bałam. Sprowadzany na dół, zwykle z dużą siłą uderzał bokiem lub tyłem w moje drzwi. Pewnego razu poświęciłam schody wodą egzorcyzmowaną (w.e.) tuż przed 1500, przed wyprowadzeniem bestii na spacer. W chwilę potem usłyszałam na schodach ruch oraz mocny głos właścicielki psa, więc wyjrzałam przez wziernik. Stała z psem między dwoma piętrami i popychała go, bo nie chciał schodzić i skomlił. Zawołała do męża: „Co mu się stało, nie chce iść!” Próbował przeskoczyć balustradę, lecz i na dole schody były pokropione. Wyszedł sąsiad i we dwoje popchnęli psa, a ten ze skowytem, jak poparzony, wielkimi susami przebiegł przez miejsca skropione w.e.

        Moja córka E. mieszka na „Czubach” w Lublinie. W bloku w pobliżu 2 wind jest hol, na którym zbierali się chłopcy palący papierosy, pijący alkohol, a może i zażywający narkotyki. E. zaczęła systematycznie kropić to miejsce w.e. W niedługim czasie wszyscy oni przestali tam się zbierać.

        W tymże bloku mieszkał chłopiec samotny. Jego matka robiła karierę za granicą, co jakiś czas przysyłała mu pieniądze, czasami przyjeżdżała. Chłopiec sprowadzał kolegów, odbywały się głośne libacje. Nie pomagały groźby sąsiadów, że sprowadzą policję, zresztą policja znała ten problem.

       E. i jej sąsiadka T. systematycznie skrapiały w.e. korytarz, zwłaszcza przed drzwiami tego chłopca. Po jakimś czasie przyjechała matka i wyprowadzili się stamtąd.


       [1]Broszura, zachęcająca do korzystania z tej nowej praktyki, otrzymała aprobatę jednej z kurii diecezjalnych, więc tym odważniej mogli wdrożyć tę praktykę, choć nie bez zdziwienia, a nawet krytyki ze strony niektórych duchownych.
       [2]Niektórzy wierni pytają, czy muszą być obecni przy naczyniu z wodą, a także czy naczynie musi być otwarte. Odpowiedź na oba pytania brzmi, oczywiście, NIE, gdyż wystarczy z ich strony samo pragnienie posiadania poświęconej wody w przygotowanym przez nich naczyniu, a uświęcająca ją moc Boga przenika, mówiąc żartobliwie, także przez korek…
       [3]Ktoś powie może: „I gdzie tu szatan…?” Z pewnością istnieje „duch śmiertelnego wygłodzenia”, który daje się we znaki także ludziom (nazwano jego działanie „anoreksją”). Ileż to dzisiaj dzieci i młodzieży staje się przedmiotem jego ataku, co zresztą mogą potwierdzić księża egzorcyści. Groźny jest także duch, powodujący coś wręcz przeciwnego: niepohamowane obżarstwo, które zwykło się uważać za (tajemniczą) „chorobę” („bulimia”).
       [4]Ponieważ w.e. jest wyłączona z tzw. „użytku świeckiego”, nie może być używana, jak zwykła woda, jako napój przez ludzi spragnionych (chyba że na pustyni), także do mycia, do gotowania posiłków czy zwykłego podlewania roślin. Może natomiast, w niewielkiej ilości, podobnie jak używa się w niewielkich dawkach leków, mieć zastosowanie wszędzie tam, gdzie potrzebna jest jako lekarstwo dla duszy lub ciała oraz jako broń przeciwko szatanowi. Tak więc łyk jej można wypić w duchu modlitwy, nie powinno się natomiast gotować jej na herbatę (choć do herbaty można wpuścić niewielką jej ilość).
       [5]Wiąże się to m.in. z faktem, że w ich czasach nie było innej wody święconej, niż egzorcyzmowana.
Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 58 Komentarzy

Święto Trzech Króli – Uroczystość Objawienia Pańskiego

Trzej Królowie, Trzej Mędrcy (nazwa Trzej Magowie nie jest fortunna) idą od Kosmosu i Gwiazd do Chrystusa. Dzisiaj ludzie ochrzczeni idą w przeciwnym kierunku – od Chrystusa z powrotem do Gwiazd i Kosmosu, które powtórnie ubóstwiają. Przyjmują bezprawnie pogańskie i neopogańskie inicjacje

Uroczystość Objawienia Pańskiego

Księga Izajasza 60,1-6.

Powstań, świeć, Jeruzalem, bo przyszło twe światło i chwała Pańska rozbłyska nad tobą.
Bo oto ciemność okrywa ziemię i gęsty mrok spowija ludy, a ponad tobą jaśnieje Pan, i Jego chwała jawi się nad tobą.
I pójdą narody do twojego światła, królowie do blasku twojego wschodu. Podnieś oczy wokoło i popatrz: Ci wszyscy zebrani zdążają do ciebie. Twoi synowie przychodzą z daleka, na rękach niesione twe córki.
Wtedy zobaczysz i promienieć będziesz, a serce twe zadrży i rozszerzy się, bo do ciebie napłyną bogactwa zamorskie, zasoby narodów przyjdą ku tobie. Zaleje cię mnogość wielbłądów, dromadery z Madianu i z Efy. Wszyscy oni przybędą ze Saby, zaofiarują złoto i kadzidło, nucąc radośnie hymny na cześć Pana.

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza 

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony Król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać Mu pokłon». 
Skoro to usłyszał król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz. 
Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak zostało napisane przez Proroka: A ty, Betlejem, ziemio Judy, nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy, albowiem z ciebie wyjdzie władca, który będzie pasterzem ludu mego, Izraela». 
Wtedy Herod przywołał potajemnie mędrców i wywiedział się od nich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie, donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś, wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę. 
A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, postępowała przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; padli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę. 
A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się z powrotem do swojego kraju.

 

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 95 Komentarzy

Wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół – czyli jak Marcin Zieliński „słucha Kościoła”

Podczas Mszy św. mówimy „wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół” – czyli jak Marcin Zieliński „słucha Kościoła” 

Temat ważny – jutro niedziela, wielu z nas pójdzie do kościoła na Mszę św. i kolejny raz dokona uroczystego wyznania wiary. Podczas odmawiania Credo padną słowa „wierzę w jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół”

Musiałam zadać Marcinowi Zielińskiemu to pytanie, bo on twierdzi tak:
„Ja uważam, że nikt nie powinien nikogo nawracać ale uczyć się nawzajem od siebie i pomagać we wzroście. Prawdziwy ekumenizm zakłada pozostanie w swoich Kościołach:) Resztę zostawmy Bogu.”

Nie mówimy przecież „wierzę w wiele kościołów”

Zapytałam i czekam na odpowiedź:
@Marcin Zieliński ja uważam? A św. O. Pio tępił jajecznicę „ja, ja, ja…” A co jest mówione co niedzielę podczas Mszy św. – „wierzę w jeden święty, powszechny i apostolski Kościół”. Nie ma mowy o „wierzę w wiele kościołów” czyli czy na pewno słuchasz nauczania Kościoła?

Dyskusję można znaleźć pod jego nagraniem „Czy zostałem namaszczony podczas Toronto Blessing?”

Gdzie leży prawda?
We wpisie niżej czytamy:

Jaką postawę przyjąć wobec chrześcijan innych wyznań – protestantów, prawosławnych…?
Pozostawić ich tam, gdzie są, czy „nawracać”? Czy to niemal bez znaczenia, w jakim wyznaniu jesteśmy – bylebyśmy tylko kochali Pana Jezusa i spełniali Jego wolę?

Matka Boża odpowiada przez ks. Gobbiego:
„Bądźcie światłem i bezpieczeństwem dla wszystkich należących do innych wyznań chrześcijańskich i ukażcie im port, do którego powinni wejść, by wypełnić wolę Mego Syna Jezusa: Kościół święty i katolicki, mający Papieża jako pewny fundament i przewodnika. Zapewniam was, że po tryumfie Mojego Niepokalanego Serca w waszych krajach pozostanie tylko ten jedyny i prawdziwy Kościół”.

Źródło cytatu: Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej, ks. Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016

Ponadto w tej samej książce czytamy:

406. Bestia podobna do baranka
p. Kościół jest prawdą, gdyż to jedynie jemu Jezus powierzył strzeżenie całego nienaruszalnego depozytu wiary. Powierzył to Kościołowi hierarchicznemu, czyli Papieżowi i zjednoczonym z nim Biskupom. Masoneria kościelna usiłuje zniszczyć tę rzeczywistość przez fałszywy ekumenizm, skłaniający do przyjęcia wszystkich Kościołów chrześcijańskich jako posiadających część prawdy. Masoneria kościelna opracowuje plan założenia jednego powszechnego Kościoła ekumenicznego, utworzonego przez zmieszanie wszystkich wyznań chrześcijańskich – w tym i Kościoła katolickiego.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 43 Komentarze

Matka Boża do ks. Gobbi: Jaką postawę przyjąć wobec chrześcijan innych wyznań – protestantów, prawosławnych…?

Jaką postawę przyjąć wobec chrześcijan innych wyznań – protestantów, prawosławnych…? Pozostawić ich tam, gdzie są, czy „nawracać”? Czy to niemal bez znaczenia, w jakim wyznaniu jesteśmy – bylebyśmy tylko kochali Pana Jezusa i spełniali Jego wolę?

Matka Boża odpowiada przez ks. Gobbiego:
„Bądźcie światłem i bezpieczeństwem dla wszystkich należących do innych wyznań chrześcijańskich i ukażcie im port, do którego powinni wejść, by wypełnić wolę Mego Syna Jezusa: Kościół święty i katolicki, mający Papieża jako pewny fundament i przewodnika. Zapewniam was, że po tryumfie Mojego Niepokalanego Serca w waszych krajach pozostanie tylko ten jedyny i prawdziwy Kościół”.

Źródło cytatu: Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej, ks. Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016, za: Vicona

Na zdjęciu: Święta Góra Grabarka, centrum prawosławia w Polsce – za Vicona

Fragment książki ks. Stefano Gobbi: „Do Kapłanów, umiłowanych Synów Matki Bożej”, która uzyskała imprimatur kardynała Ruiza – zobacz imprimatur

485. Koniec Czasów

b Wiele razy wam ogłaszałam, że zbliża się koniec czasów i przyjście Jezusa w chwale. Pragnę wam dziś pomóc w zrozumieniu znaków opisanych w Bożym Piśmie, które wskazują na wielką bliskość Jego chwalebnego powrotu.

c Znaki te – jasno ukazane w Ewangeliach, Listach św. Piotra i Pawła – realizują się w obecnych latach.

dPierwszy znak to rozszerzanie się błędów, prowadzących do utraty wiary i odstępstwa.

Błędy te rozszerzają fałszywi nauczyciele, słynni teolodzy, którzy nie nauczają już prawdy Ewangelii, lecz głoszą zgubne herezje – oparte na błędnym i ludzkim rozumowaniu. Z powodu tego głoszenia błędów gubi się prawdziwa wiara i rozszerza się wszędzie wielkie odstępstwo.

«Strzeżcie się, żeby was kto nie zwiódł. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem Mesjaszem. I wielu w błąd wprowadzą. Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą.» «Dzień ten nie nadejdzie, dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo.» «Znaleźli się jednak fałszywi prorocy wśród ludu tak samo, jak wśród was będą fałszywi nauczyciele, którzy wprowadzą wśród was zgubne herezje. Wyprą się oni Władcy, który ich nabył, a sprowadzą na siebie rychłą zgubę. A wielu pójdzie za ich rozpustą, przez nich zaś droga prawdy będzie obrzucona bluźnierstwami; dla zaspokojenia swej chciwości obłudnymi słowami was sprzedadzą.»

e – Drugi znak to wybuch wojen i walki bratobójcze. Doprowadzą one do szczytu przemoc i nienawiść, a miłość – do powszechnego wystygnięcia. Będą się też mnożyć katastrofy naturalne, takie jak epidemie, głód, powodzie i trzęsienia ziemi

«Będziecie słyszeć o wojnach i o pogłoskach wojennych; uważajcie, nie trwóżcie się tym. To musi się stać… Powstanie bowiem naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będzie głód i zaraza, a miejscami trzęsienia ziemi. Lecz to wszystko jest dopiero początkiem boleści. …ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.»

fTrzeci znak to krwawe prześladowanie tych, którzy pozostaną wierni Jezusowi oraz Jego Ewangelii i będą niewzruszenie trwać w prawdziwej wierze. Ewangelia będzie jednak głoszona we wszystkich częściach świata.

Pomyślcie, najmilsi synowie, o wielkich prześladowaniach, którym poddany jest Kościół, oraz o apostolskiej gorliwości ostatnich Papieży – przede wszystkim Mojego Papieża Jana Pawła II, głoszącego Ewangelię wszystkim narodom ziemi.

«Wtedy wydadzą was na udrękę i będą was zabijać, i będziecie w nienawiści u wszystkich narodów, z powodu mego imienia. Wówczas wielu zachwieje się w wierze; będą się wzajemnie wydawać i jedni drugich nienawidzić (…). A ta Ewangelia o królestwie będzie głoszona po całej ziemi, na świadectwo wszystkim narodom. I wtedy nadejdzie koniec.»

gCzwarty znak to straszne świętokradztwo dokonane przez tego, który sprzeciwia się Chrystusowi, to znaczy przez Antychrysta. Wejdzie on do Świętej Świątyni Bożej i zasiądzie na swoim tronie, każąc siebie adorować jako Boga.

«…objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia, który się sprzeciwia i wynosi ponad wszystko, co nazywa się Bogiem lub tym, co odbiera cześć… Pojawieniu się jego towarzyszyć będzie działanie szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów, działanie z wszelkim zwodzeniem ku nieprawości…»

«…ujrzycie ‘ohydę spustoszenia’, o której mówi prorok Daniel, zalegającą miejsce święte – kto czyta, niech rozumie».

Najmilsi synowie, aby zrozumieć, na czym polega ohyda spustoszenia, przeczytajcie to, co zostało przepowiedziane przez proroka Daniela: «Idź, Danielu, bo słowa zostały ukryte i obłożone pieczęciami aż do końca czasu. Wielu ulegnie oczyszczeniu, wybieleniu, wypróbowaniu, ale przewrotni będą postępować przewrotnie i żaden z przewrotnych nie zrozumie tego, lecz roztropni zrozumieją. A od czasu, gdy zostanie zniesiona codzienna ofiara, zapanuje ohyda ziejąca pustką, upłynie tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni. Szczęśliwy ten, który wytrwa i doczeka tysiąca trzystu trzydziestu pięciu dni.»

Msza Święta jest codzienną ofiarą – ofiarą czystą składaną Panu na wszystkich ołtarzach od wschodu aż do zachodu słońca. Ofiara Mszy Świętej uobecnia ofiarę, którą Jezus złożył na Kalwarii.

Przyjmując protestancką naukę, będzie się mówić, że Msza nie jest ofiarą, lecz jedynie świętą ucztą – to znaczy tylko pamiątką tego, czego dokonał Jezus w czasie Swojej Ostatniej Wieczerzy. Zniesie się w ten sposób odprawianie Mszy Świętej. Na tym właśnie zniesieniu codziennej ofiary polega straszliwe świętokradztwo dokonane przez Antychrysta. Trwać to będzie około trzy i pół roku, to znaczy tysiąc dwieście dziewięćdziesiąt dni.

hPiąty znak stanowią nadzwyczajne znaki, które pojawią się na niebie.
«… słońce się zaćmi i księżyc nie da swego blasku; gwiazdy zaczną padać z nieba i moce niebios zostaną wstrząśnięte.»

Cud słońca – dokonany w Fatimie w czasie Mojego ostatniego objawienia się – wskazuje, że weszliście obecnie w czasy, w których spełniają się wydarzenia przygotowujące was na powrót Jezusa w chwale.

«Wówczas ukaże się na niebie znak Syna Człowieczego i wtedy będą narzekać wszystkie narody ziemi; i ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłokach niebieskich z wielką mocą i chwałą.»

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 36 Komentarzy

Piątek z Drogą Krzyżową – stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

Każda droga krzyżowa rozpoczyna się od pytania: czy chcesz?

14 grudnia napisałam:
Od dziś przez 15 piątków chcę publikować po jednej stacji Drogi Krzyżowej, napisanej przez ks. Piotra Pawlukiewicza. Te właśnie rozważania towarzyszyły nam podczas odprawiania Drogi Krzyżowej w San Giovanni Rotondo, podczas wrześniowej pielgrzymki do Włoch. Rozważania są tak głębokie i przejmujące, że chcę je „rozciągnąć w czasie” po to, by rozważaniami z kolejnej stacji karmić swoją duszę i serce przez cały tydzień

jedna ze stacji drogi krzyżowej w San Giovanni Rotondo

Stacja V: Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi

„Czasem krzyż pojawia się choć go nie szukamy: to właśnie Chrystus niepokoi się o nas”. (biskup Escriva de Balaguer).

W ścisłym sensie Szymon Cyrenejczyk nie niósł krzyża. Niósł tylko ciężki kawał drewna. Bo żeby nieść krzyż, trzeba tego gorąco pragnąć, trzeba tego chcieć. Jezus zawsze mówił: „Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż”. A jarzmo Jezusa nie było jarzmem Szymona. To nie była jego sprawa. Żołnierze zmusili go, by je dźwigał. Fundamentem niesienia Chrystusowego krzyża jest nasza zgoda, nasze „tak”. Dlatego każda droga krzyżowa rozpoczyna się od pytania: czy chcesz?

Chcę nieść krzyż; chcę pomóc nieść krzyż swemu bratu. Na tym właśnie polega prawdziwe uzdrowienie z naszego egoizmu, który zawsze czyha. Relacja z drugimi uzdrawia nas i generuje braterstwo mistyczne, które potrafi dostrzegać świętą wielkość bliźniego, które umie odkrywać Boga w każdym ludzkim istnieniu, które znosi trudy życia trzymając się miłości Boga. Jedynie otwarcie serca na Bożą miłość popycha mnie do poszukiwania szczęścia drugich w tylu działaniach: w nocy spędzonej w szpitalu, w pożyczce bez lichwy, w otarciu łzy w rodzinie, w szczerej darmowości, w dalekowzrocznym zaangażowaniu dla dobra wspólnego, w dzieleniu się chlebem i pracą, przezwyciężając jakąkolwiek zazdrość czy zawiść.

Kiedyś bardzo ciężko chory chłopiec zapytał swoją mamę: Mamusiu, dlaczego mnie tak boli? Kobieta odpowiedziała pytaniem: a gdyby Pan Jezus poprosił cię, byś cierpiał dla Niego, czy zgodziłbyś się? Tak – odpowiedział chłopczyk. No to Cię poprosił.

Bracie i siostro, a gdyby ciebie Chrystus poprosił?

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , , , | 12 Komentarzy