Kącik dla nieochrzczonych

KĄCIK DLA NIEOCHRZCZONYCH
(opracował ks. Adam Skwarczyński)

fragment (całość do pobrania na dole wpisu)

Wiadomości ogólne: Objawienie Boże, Chrzest i chrześcijanie (Kościół), grzech, łaska Boża.
       Wszyscy ludzie pragną być szczęśliwi, jednak w ziemskim życiu nikt jeszcze pełni szczęścia nie osiągnął. Nawet najbogatsi, mogący zaspokoić wszystkie swoje zachcianki, przeżywają wielkie rozczarowanie i są biedniejsi od biedaków: tym ostatnim pozostają jeszcze marzenia o bogactwie, a tamtym… znudzenie życiem, którego bez końca urozmaicać się nie da. Wielu z nich odbiera sobie życie, widząc jego bezsens, a w wieczne nie wierząc.
Wśród ubogich jest o wiele więcej szczęśliwych. Do nich i ja należę. Bardzo lubię piosenkę o Prawdziwym Bogactwie. Jej melodię charakteryzuje radość i młodzieńczy entuzjazm. Gdy zaśpiewałem ją na cmentarzu na zakończenie kazania, miałem wrażenie, jakby to smutne miejsce zmieniło swój charakter, a serca ludzi napełniła nadzieja:
Ja nie narzekam, chociaż wiele tu nie mam:
izdebkę małą i więcej nic.
Ale w wieczności, w mej ojczyźnie niebiańskiej
będę miał pałac, co złotem lśni.

Refren: Tak, ja mam pałac, tam poza górami,
w tym jasnym kraju, gdzie młodość wciąż trwa.
Gdzie łzy nie płyną, wszystkie troski przeminą.
Tam mi mój Zbawca koronę da.
Choć tu tak często zmęczony, znękany,
i tak jak prorok pod głową mam głaz,
ja się nie martwię, bo w Niebie dostanę
swój własny pałac na wieczny czas.
Więc mi nie współczuj, choć wydaję się biedny,
ja pielgrzymuję do górnych stron.
Ja szukam miasta ze złotymi bramami,
tam ja dostanę koronę i dom.

       „To są mrzonki” – może ktoś powiedzieć. „Śmierć kończy wszystko i… koniec! Nikt w tej szczęśliwej krainie nie był, więc skąd mamy wiedzieć, że istnieje i że jest właśnie taka? A gdyby nawet ktoś po śmierci tam się znalazł, i tak nie wróci i nam nie opowie! A Bóg…? Kto Go widział?!”
Że nikt w tej Krainie nie był, z tym się nie zgodzę. To prawda, że nie ciałem, ale duchem mogło w niej znaleźć się, z woli Bożej, wielu ludzi na przestrzeni wieków, co też niektórzy z nich opisali. Nawet mnie dane to było kilka razy, co spowodowało u mnie wielką tęsknotę za tym cudownym „Rajem”…
Bóg zawsze istniał, a nawet sam jest Istnieniem (Życiem), nie ma początku i nie będzie miał końca. Jest czystym duchem, więc naszymi cielesnymi oczami nie możemy Go zobaczyć. Nie moglibyśmy Go poznać, gdyby On sam nam tego nie umożliwił. Czyni to poprzez objawienie nam Siebie oraz prawd związanych z Jego życiem, istotą, naturą.
Objawił nam się jako nasz Stworzyciel – Dawca Życia, już na początku życia ludzi na ziemi. Stworzył nas do szczęścia, i to podwójnego: ziemskiego i wiecznego (po śmierci). Ponieważ stworzył nas z miłości, ma prawo oczekiwać od nas miłości i wdzięczności. Aby się przekonać, czy człowiek Go kocha, poddał go próbie posłuszeństwa w rajskim ogrodzie i obiecał, że jako posłuszny otrzyma ten Raj na zawsze. Niestety do Raju zakradł się nieposłuszny Bogu anioł (takich zbuntowanych aniołów nazywamy szatanami albo duchami upadłymi, piekielnymi) i namówił pierwszych ludzi do nieposłuszeństwa Bogu. Nazywamy je grzechem pierworodnym, gdyż był to bunt przeciw Bogu pierwszych rodziców (pierwszej pary ludzkiej). Skutki tego grzechu były straszne: utrata darów ponadnaturalnych (m.in. przyjaźni z Bogiem i Jego łaski, wniebowzięcia z duszą i ciałem, wielkiej łatwości czynienia dobra) oraz naturalnych (np. utrata jasności umysłu, utrata Raju, a więc podatność na choroby i takie cierpienia, jak niedostatek, głód, bóle porodu, zagrożenia ze strony zwierząt). Od chwili wypędzenia z Raju ludzie rodzą się w grzechu pierworodnym i ciążą na nich jego skutki. Tak zwane dary sprawiedliwości (świętości) pierwotnej straciliśmy na zawsze, lecz szatę łaski uświęcającej, obecność Boga w duszy oraz prawo do życia wiecznego w Niebie możemy odzyskać właśnie przez Chrzest święty.[…]
[…]

Pragnę przyjąć Chrzest… i co dalej?

       Gdy człowiek dorosły zapragnie przyjąć sakrament Chrztu świętego i zostać chrześcija­ninem, w normalnych warunkach nawiąże kontakt ze wspólnotą ochrzczonych – z jej podstawową komórką, jaką jest parafia. Musi się jednak liczyć z tym, że księża pracujący w parafii skierują go wyżej, mianowicie do biskupa diecezji, w której mieszka. O ile bowiem chrzest dzieci w parafiach odbywa się – po odpowiednim przygotowaniu ich rodziców naturalnych i chrzestnych – dość regularnie, najczęściej raz w miesiącu, o tyle chrzest dorosłych jest zastrzeżony samemu biskupowi. On też odpowiada za przygotowanie kandydatów, które może być rozłożone na okres od jednego do trzech lat. Okres ten nazywany jest katechumenatem. Gdyby więc teraz kandydat do chrztu stał się katechumenem, od biskupa zależałoby wyznaczenie terminu jego chrztu.
Może jednak zdarzyć się sytuacja wyjątkowa, a mianowicie zagrożenie życia, obejmujące ludzi na całej kuli ziemskiej. Kościół oczekuje powrotu Jezusa Chrystusa w chwale, co nazywamy z grecka Paruzją albo Jego powtórnym przyjściem i odnowieniem ziemi. O tym wydarzeniu można wiele przeczytać na stronie https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com, a będzie się ono wiązało z tzw. „Ostrzeżeniem”, a więc sądem szczegółowym Boga nad każdym mieszkańcem ziemi. Wkrótce po nim nastąpią inne wydarzenia, w które tu nie będziemy wnikać, mające pociągnąć za sobą karę oczyszczającą świat, dotykającą ogromnych obszarów ziemi i niosącą śmierć zamieszkującym je ludziom, nawet całym miliardom. Jest oczywiste, że katechumenat dorosłych będzie wtedy zawieszony. Nie znaczy to jednak, że nie będą oni mogli przyjąć chrztu. Wprost przeciwnie – będą mogli to uczynić po choćby krótkim przygotowaniu.
Wspomniałem o „Ostrzeżeniu”, które teraz zwięźle poruszę. Najpierw ukaże się wszystkim Jezus Chrystus w otoczeniu aniołów – niewierzącym także, a więc przestaną być od tej chwili niewierzącymi – jako Przyjaciel i Brat, pragnąć wszystkich zanurzyć w swojej miłości, a za chwilę jako Sędzia, stawiający warunki pragnącym należeć do Jego Królestwa. Po „wielkim płaczu” na widok swojej niewierności Bogu katolicy rzucą się do konfesjonałów, by w sakramencie Pokuty wyspowiadać się z całego życia (prawosławni też praktykują spowiedź), nieochrzczeni zapragną tego sakramentu i przyłączenia się do Kościoła, zaś opętani przez złe duchy i odrzucający propozycję Chrystusa umrą albo staną się na jakiś czas prześladowcami Kościoła.
Po tym wydarzeniu wielu będzie szukać w swoim otoczeniu kogoś, kto udzieli im Chrztu. Może go udzielić każdy ochrzczony, który umie to uczynić, a w jego braku nawet nieochrzczony, który będzie miał intencję udzielenia go w taki sposób, w jaki czyni to Kościół. W niebezpieczeństwie śmierci, gdy nie będzie czasu na dobre przygotowanie się do niego, wystarczy, jeśli pragnący go przyjąć:
1. w sercu wzbudzi sobie głęboki żal za wszelkie zło w życiu popełnione i postanowi walkę z grzechem i z szatanem, który do grzechu namawia;
2. w jakiś sposób wyrazi swoją wiarę w Boga Jedynego w Trzech Osobach oraz w życie wieczne (chodzi o istnienie Nieba i piekła), np. odpowie na pytania o wiarę, postawione mu przez osobę udzielającą Chrztu lub wypowie Wyznanie Wiary;
3. zostanie trzykrotnie zanurzony w jakiejkolwiek wodzie (lub tylko nią polany – powinna trzykrotnie spłynąć na jego głowę) przy wymawianiu słów sakramentalnych:
[imię – np. Janie lub Janino – chrzczący wypowiada imię chrzczonego, a jeśli nie jest to imię kogoś ze świętych, może dołączyć jako drugie imię wybranego świętego], ja ciebie chrzczę w Imię Ojca (pierwsze polanie lub zanurzenie) i Syna (drugie) i Ducha Świętego (trzecie). W liturgiach wschodnich są to słowa: „Janie, sługo Boży, jesteś chrzczony w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”.
4. Po Chrzcie może okazać wdzięczność Bogu w modlitwie, np. słowami: „Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków. Amen”.
5. Ochrzczony ma prawo od razu przyjąć sakrament Bierzmowania (w którym zstąpi na niego Duch Święty – Trzecia Osoba Boska, dawca 7 darów) oraz przyjąć Chrystusa Pana w Komunii świętej. Tych dwóch sakramentów udziela zwykle Kościół katolicki dorosłym razem z uroczystym Chrztem, lecz w warunkach wyjątkowych – jak np. wyżej opisane – nie jest to wymagane, a nawet prawdopodobnie będzie niemożliwe. Trzeba je odłożyć na później.
Każdy ochrzczony powinien od razu poczuwać się do zaszczytnego obowiązku trzymania się nauki Chrystusa. Po czym poznać prawdziwego chrześcijanina, czyli człowieka mocno trzymającego się przymierza Chrztu świętego, z Bogiem zawartego?
1. Po miłości, okazywanej Bogu. Polega ona na życiu zgodnie z głosem sumienia (właściwie wychowanego), na modlitwie osobistej, a także liturgicznej. Nauka Boga, odnosząca się do reguł naszego życia, zawarta jest w Piśmie Świętym, które trzeba koniecznie mieć i czytać, jak też w Tradycji Kościoła pozabiblijnej, zawartej w dokumentach, tworzonych na przestrzeni wieków. Na Piśmie Świętym i Tradycji powinni opierać się księża i katecheci, którzy nauczają drogi Bożej.
2. Po miłości, okazywanej Bogu, obecnemu „pod postacią” ludzi z otoczenia, zwłaszcza potrzebujących pomocy. Chrystus powiedział, że co im uczyniliśmy, zrobiliśmy to Jemu samemu, i z tego na końcu życia i świata będzie nas sądził. Dotyczy to także naszych nieprzyjaciół, których powinniśmy miłować (litować się nad stanem ich duszy, współczuć im, przebaczać im ich przewiny, modlić się za nich, a nawet ofiarować Bogu za ich nawrócenie swoje cierpienia).
3. Po dążeniu do doskonałości chrześcijańskiej, której najdoskonalszy wzór widzimy w Jezusie i w Maryi, Jego i naszej Matce. Życie świętych także może służyć za dobry przykład, chociaż nie pod każdym względem – każdy ma trochę inną drogę uświęcenia. Każdy chrześcijanin ma obowiązek pracować nad sobą, przezwyciężając zło i czyniąc dobro. Im większy wkłada w to wysiłek, tym większa może być jego chwała (szczęście) po śmierci w Niebie.
4. Po trosce o zbawienie innych – by i oni mogli po śmierci wejść do Nieba. Zarówno swoim przyjaciołom, jak i nieprzyjaciołom – o których wyżej była mowa – można pomóc w tej drodze na różne sposoby, które nieraz określa się mianem apostolstwa: dobrym słowem, czynną miłością, modlitwą, ofiarowaniem się za nich Bogu.
5. Po niektórych znakach zewnętrznych, do których – dla przykładu – należą:
– przeżegnanie się: „W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen”. Wypowiadając te słowa, kreślę na sobie krzyż, kładąc prawą dłoń na czole, potem na sercu, wreszcie na lewym i na prawym ramieniu. Przy słowie „Amen”, które tłumaczymy na polski: „Niech tak będzie” (niech tak się stanie), łączę obie dłonie, co jest starożytnym gestem o podwójnym znaczeniu: znakiem poddania się komuś wyższemu oraz znakiem rozpoczęcia modlitwy. I tak np. włożenie złożonych dłoni w dłonie biskupa stanowi symbol posłuszeństwa, przyrzekanego biskupowi przez przyjmującego święcenia kapłańskie.
– Odwiedzanie Jezusa, ukrytego w kościele. Skoro On sam wybrał sobie to właśnie miejsce spotkania, to czeka tam na tych co Go kochają. Zachodzą jak najczęściej do Niego, adorują Go (w ciszy lub głośno, z innymi ludźmi). W Dniu Pańskim – w niedzielę i uroczystości liturgiczne – starają się uczestniczyć we Mszy świętej oraz poświęcić Bogu czas, powstrzymując się od niekoniecznych prac (i handlu), zagłębiając się w osobistej modlitwie i w lekturze, która ich duchowo ubogaca. Troszczą się także o wygląd i wystrój swoich świątyń, wspierając parafię swymi datkami i pracą.
– Szacunek, okazywany krzyżowi. Krzyż – zarówno przedmiot (np. umieszczony na ścianie lub na dachu budynku, przy drodze, czy też noszony na piersi), jak i znak wykonany na sobie przy przeżegnaniu się – jest symbolem wiary chrześcijańskiej. Dlatego ze czcią go całujemy, błogosławimy nim ludzi i miejsca, umieszczamy na widocznym miejscu.
– Innym znakiem rozpoznawczym jest noszony na sobie medalik, a ostatnio – w nawiązaniu do praktyki sięgającej początków Kościoła, gdy popularny był w nim język grecki – znak ryby (na samochodzie). Znak ten pozwalał chrześcijanom rozpoznawać się w czasie prześladowań. Nawiązuje on do greckich liter, składających się na słowo „ryba”, a rozpoczynających następujące greckie słowa: „Jezus Chrystus Syn Boga Zbawiciel”.
– Przyzwoity i skromny strój. Przede wszystkim w czasie nabożeństw, ale także we wszystkich miejscach publicznych. Szczegółów chyba omawiać nie trzeba…?
– Odrzucenie „zabawek szatana”, źle oddziaływujących na duszę, a więc np. złych filmów, obrazów, czasopism, nieprzyzwoitych kontaktów internetowych i telefonicznych, dyskotek i zabaw z muzyką zabarwioną satanizmem.
– Przestrzeganie nakazanych postów. I tak np. w piątki całego roku (jeśli nie są uroczystościami liturgicznymi) katolicy nie jedzą mięsa ani nie biorą udziału w zabawach ani w hucznych imprezach. Piątek, dzień śmierci Jezusa, traktują tak jak cały Wielki Post, nazywając go „czasem zakazanym”.

Pobierz całość pdf: nieochrzczeni
Pobierz całość word: nieochrzczeni

3 odpowiedzi na „Kącik dla nieochrzczonych

  1. Edek-Radom pisze:

    Witam szanownych Państwa! Z tego co wyczytałem, to Wy się chyba zajmujecie takimi sprawami, a więc proszę, poczytajcie sobie co piszą o nas nasi „jakby starsi bracia w wierze”.

    forum.jewish.org.pl

    Jedna z żydówek pisze np. „[…] Jak nalezy, a jak nie można nazwać dziecka? No i co z tą Marią? Jak sami rozumiecie – interesuje mnie to. Nie chcę miec „źle kojarzącego” sie imienia :-(((”
    https://forum.jewish.org.pl/viewtopic.php?t=1278&sid=7647517093eba3fb903fe890b62247ac

    Co Wy sądzicie o takim BRZYDZENIIU SIĘ Matką Chrystusową naszych „umiłowanych braci Talmudowo-Kabałowych”? Czy należy miłować tych co lżą Chrystusa? Czy np. Król Sobieski nie powinien nadstawić drugiego policzka i pozwolić na swobodną dyskusję religijną ludu Europy z nadciągającymi muzułmanami zamiast z nimi walczyć? Co zatem powinniśmy uczynić z wyznawcami spirytyzmu kabalicznego, którzy „grzecznie” nam dają do zrozumienia, że jako goje zasługujemy co najwyżej na śmierć?
    Pozdrawiam wszystkich! Edek z (dziś pochmurnego) Radomia

  2. cod pisze:

    W tym wpisie widzę pewien błąd merytoryczny. Mianowicie, to nieprawda, że nikt nie wrócił ze stanu śmierci. I nie mam wcale na myśli powrotów ludzi ze śmierci klinicznej czy też zmartwychwstania Chrystusa. Mam na myśli przynajmniej jeden, dosyć dobrze udokumentowany przypadek – Pauliny Preziozi wskrzeszonej … za wstawiennictwem ojca Pio ! Tak, wskrzeszonej, bo kobieta była już nieżywa. Przeczytałem sam o tym w biografii ojca Pio: http://www.ojciec-pio.pl/ – tu jest o tej książce Giovanniego Cavagnariego. Moim zdaniem, rzuca to bardzo duże światło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s