Shamballa – ostrzeżenie

A co zrobić z różańcami shamballa, jeśli ktoś już je nabył? Można je oddać duszpasterzom w swojej parafii, którzy będą wiedzieli, co z nimi zrobić, albo samemu zniszczyć je w sposób godziwy, jednak niewywołujący zgorszenia. Zgodnie z dawnym zwyczajem Kościoła można je np. dyskretnie spalić
Ks. prof. Marek Chmielewski:

W walce z zagrożeniem duchowym, jakim są różańce shamballa  – przedstawiamy artykuł już nie osoby świeckiej (co nam zarzucały osoby z pewnej wspólnoty, handlujące tym „badziewiem duchowym”), ale artykuł szanowanego księdza profesora, który ostrzega: „…Nie można też wykluczyć, że przedmioty kultu chrześcijańskiego, zwłaszcza różańce i koronki wykonane tą techniką, z uwagi na wplatane koraliki, blaszki lub inne drobne przedmioty mogą zawierać przesłanie ezoteryczne i magiczne, całkowicie sprzeczne z wiarą w Przenajświętszą Trójcę!”

*****

diabelska-szamballaOstatnio natknęłam się w Internecie na informacje o różańcach shamballa. Są one bardzo popularne, wiele osób je nosi. Okazało się, że mam w domu 2 różańce z paciorkami św. Benedykta (kupione w księgarni katolickiej), które nie dość, że mają splot shamballa, to jeszcze na paciorkach zamiast napisu „PAX” widnieje „PAXS”. Czy to faktycznie jest problem? Czy może ktoś chce odstraszyć od różańca?
Milena

Od połowy 90. lat ubiegłego wieku obserwuje się w Europie wzrost zainteresowania bransoletkami shamballa, które nierzadko mają postać różańca. Modę tę popularyzują przede wszystkim celebryci, wśród których wymienia się m.in. Karla Lagerfelda, Paris Hilton, Jennifer Aniston czy Justina Biebera.

Chodzi o bransoletki wykonane przy użyciu specjalnego splotu, któremu nadaje się charakter rytualny. Są one ozdobione kolorowymi kulkami, blaszkami bądź medalikami, a nierzadko imitacjami kości lub maleńkich ludzkich czaszek. Trudno jednoznacznie ustalić pochodzenie tego rodzaju splotu. Zwykle wiąże się go z buddyjskimi legendami, które mówią o idealnym mieście Shambhali. Położenie tego miasta okrywa tajemnica, gdyż jest ono uosobieniem rajskiego spokoju i ładu, co ma też wyrażać jego nazwa.

Mamy tu więc do czynienia z pewnego rodzaju dalekowschodnim mistycyzmem, który niewiele ma wspólnego z chrześcijańską mistyką. Nie można też wykluczyć, że przedmioty kultu chrześcijańskiego, zwłaszcza różańce i koronki wykonane tą techniką, z uwagi na wplatane koraliki, blaszki lub inne drobne przedmioty mogą zawierać przesłanie ezoteryczne i magiczne, całkowicie sprzeczne z wiarą w Przenajświętszą Trójcę.

Do upowszechnienia się mody na bransoletki shamballa przyczynił się sklep jubilerski Madsa Kornerupa w Paryżu, który w 1996 r. zaczął tworzyć tego rodzaju ozdoby dla zamożnych klientów, głównie z branży rozrywkowej. Wskutek tej mody można obecnie w Internecie bez trudu znaleźć filmowe instruktaże, jak domowym sposobem, przy użyciu zwykłych materiałów, wykonać całkiem efektowne bransoletki tego rodzaju. Są tam też oferty wysyłkowej sprzedaży różańców wykonanych tym sposobem.

Zgłaszane wątpliwości co do godziwości posługiwania się tego rodzaju ozdobami i przedmiotami kultu nie są pozbawione racji. Przestrzegając katolików przed uleganiem tej dziwacznej modzie, należałoby wskazać na przynajmniej 3 zasadnicze powody.

Po pierwsze, noszenie bransoletek shamballa, a zwłaszcza posługiwanie się różańcami wykonanymi tą techniką – których nie należy mylić z tzw. czotką, bardzo cenioną już w starożytnym Kościele, zwłaszcza na Wschodziejest przejawem ulegania obcym wierze katolickiej dalekowschodnim ideom religijnym. Zaledwie powierzchowna ich znajomość, połączona z modną w ostatnich dziesięcioleciach fascynacją egzotyką i ezoteryką, łatwo może przerodzić się w bałwochwalstwo, które narusza pierwsze przykazanie Dekalogu:

Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną.

 Przesadą byłoby jednak przekonanie, że samo noszenie lub posługiwanie się tego rodzaju przedmiotami niemal automatycznie ściąga na wierzącego moce demoniczne i jakiś rodzaj przekleństwa. Zło bowiem nie działa jak choroba zakaźna, niezależnie od aktów wolnej woli człowieka. Dopiero gdy przyzwala się na nie w mniej lub bardziej świadomy sposób, może dojść do zniewolenia. Niemniej bezmyślne i naiwne sięganie po tego rodzaju praktyki może stać się źródłem zgorszenia dla innych.

Po drugie, w ocenie omawianego tu zjawiska nie bez znaczenia jest sensus Ecclesiae, czyli dokonujące się w wierzącym – pod wpływem łaski Bożej – doświadczenie jedności Kościoła świętego jako wspólnoty wiary. Chrześcijanin pielęgnuje swe życie duchowe, a więc modlitwę, sakramenty, praktyki ascetyczne i dzieła apostolskie nie według własnego upodobania, ale zgodnie z duchem Kościoła i jego wielowiekową tradycją. Nie ma więc uzasadnienia wprowadzanie wątpliwej mody na „nowoczesne” różańce wykonane techniką shamballa w miejsce tradycyjnych różańców. Oznaczałoby to, że moda jest ważniejsza od zdrowej pobożności, szukającej Bożej chwały.

Po trzecie, nie bez znaczenia jest też to, skąd pochodzą nabywane przez wierzących przedmioty kultu, takie jak: różańce, koronki, krzyżyki, pobożne obrazki, figurki, modlitewniki, kropielnice Należy zwrócić uwagę na teologiczną poprawność tych przedmiotów. Zdarzają się bowiem dziwaczne, a wręcz obrazoburcze rzeczy, jak chociażby kolczyki w formie krzyża. Zapotrzebowanie na przedmioty kultu religijnego sprawia, że często traktowane są jak zwykły obiekt komercji, a zatem produkuje się je masowo, bez należytej troski o ich odpowiednią estetykę, a tym bardziej kerygmatyczny przekaz. Mamy więc do czynienia z religijną tandetą, która wcześniej czy później ląduje na śmietniku. Tymczasem artystyczna forma i piękno przedmiotów kultu mają odzwierciedlać piękno i chwałę Stwórcy. Odkąd w chrześcijaństwie zaczęto wyrabiać wspomniane rzeczy, zawsze dużo troski wkładano w to, aby wykonywane były przez odpowiednie osoby, które swą modlitwą i pracą uświęcały je, nadając im w ten sposób sakralny charakter już na etapie powstawania. Naturalną jest rzeczą, że godziwe i polecane do użytku wiernych przedmioty kultu wykonywane są przez osoby konsekrowane, tj. zakonnice i zakonników. Ich nabywanie jest formą materialnego wsparcia klasztorów i zarazem uczynkiem miłosierdzia oraz przejawem odpowiedzialności za braci i siostry we wspólnocie Kościoła. Jednym słowem, zamiast nabywać w Internecie czy markecie różańce lub koronki w formie bransoletek shamballa niewiadomego pochodzenia, które mają ponadto wątpliwą formę teologiczno-kerygmatyczną, lepiej byłoby kupić w jakimś klasztorze choćby skromny różaniec.

Jego piękno nie tkwi w technice wykonania, ale w gorliwości odmawiania. Wówczas mamy pewność, że nabywamy godziwy przedmiot kultu religijnego niejako naładowany wiarą i modlitwą pobożnych osób. Przy okazji spełniamy dzieło chrześcijańskiego miłosierdzia i nie wspieramy jakiegoś nieznanego przedsiębiorstwa, dla którego najważniejszy jest kult pieniądza.

A co zrobić z różańcami shamballa, jeśli ktoś już je nabył? Można je oddać duszpasterzom w swojej parafii, którzy będą wiedzieli, co z nimi zrobić, albo samemu zniszczyć je w sposób godziwy, jednak niewywołujący zgorszenia. Zgodnie z dawnym zwyczajem Kościoła można je np. dyskretnie spalić.
Ks. prof. Marek Chmielewski:
doktor habilitowany, teolog, kierownik Katedry Duchowości Katolickiej KUL

Za: www.miesiecznikegzorcysta.pl

*****
Link do wpisu z komentarzami (ważne filmy): Ks. prof. Marek Chmielewski o shamballi: Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną