Porady kulinarne :)

Większość ludzi jest zaganiana, kupuje gotowe produkty, mało kto umie samemu piec super ciasta (ja też nie bardzo, rzec można nie tylko „po japońsku – jako tako” ale gorzej niż lepiej). I dziś zaskoczył mnie główny Admin. No cóż, już od dawna wiadomo, że mężczyźni to wspaniali kucharze, ciastkarze i  nie tylko ….

Oto przepis na jedno z ciast Admina  – Kwitnący tulipan

CIASTO I  KAWA

KWITNĄCY TULIPAN:

CIASTO:

1, margaryna

6, jajek

6, łyżek oleju

1,1/2 szklanki cukru

2, szklanki mąki

2, łyżeczki proszku do pieczenia

2, łyżki kakao

1, czerwony kisiel

4, łyżki kokosu

3, łyżki suchego maku

PRZYGOTOWANIE:

Margarynę ucieramy z cukrem i żółtkami dodając po łyżce oleju. Do utartej masy dodajemy mąkę z proszkiem i ubite białka. Mieszamy i dzielimy ciasto na cztery części. Ciasto nakładamy łyżką mieszając kolory ( np. w kwadraty jak szachownica).

1-tacka -{ do 1 części dajemy kisiel

{ do 2 części dajemy mak

2-tacka- { do 3 części dajemy kakao

{ do 4 części dajemy kokos

Pieczemy dwa placki i przekładamy gorącym serem.

MASA SEROWA:

¾, kostki margaryny

1, kg. Sera

1, budyń śmietankowy

1 ½ szklanki cukru kryształu

4, całe jaja

Sok cytryny do smaku

PRZYGOTOWANIE:

Budyń rozpuszczamy z żółtkami i z 3 łyżkami mleka i wlewamy do sera. Reszta jaj sok z cytryny do smaku dodajemy do sera i mieszamy. Na ogniu roztopić ¾ kostki margaryny dodać cukier zagotować ciągle mieszając.

Przełożenie ciasta: ciasto/ser/ciasto/ser/polewa czekoladowa.

Można polać gotową, ja robię taką:

POLEWA:

2 łyżki margaryny

1 łyżka cukru

2 łyżki kakao

3 łyżki wody

Składniki polewy gotować aż do całkowitego rozpuszczenia cukru, ostudzoną polewam ciasto.

Zapraszam do współtworzenia (i ja się czegoś nauczę)

Reklamy

74 odpowiedzi na „Porady kulinarne :)

  1. Małgorzata Z pisze:

    Panna cotta
    Panna cotta
    Panna cotta to kolejny, obok tiramisu, popularny włoski deser. Finezja smaku w czystej postaci, którą otrzymasz z połączenia mleka, śmietany, cukru i żelatyny. Do dzieła!

    Panna cotta (czyli „gotowana śmietana”) jest tradycyjną piemoncką potrawą, którą przyrządza się we Włoszech od czasów Karola Alberta, króla Sardynii i Piemontu (XVIII-XIXw.). Sekret udanego deseru tkwi w odpowiednio dobranej śmietanie, koniecznie o zawartości tłuszczu ok. 30-36%, która podgrzewana jest bardzo wolno w niezbyt wysokiej temperaturze, aby nie zżółkła.
    Składniki:
    250 ml śmietanki kremówki
    250 ml mleka 3,2%
    90-100 g cukru pudru
    4 łyżeczki żelatyny
    cukier waniliowy (można zrezygnować)

    Przygotowanie:
    Żelatynę rozpuścić w wodzie. Zagotować mleko z cukrem, dodać żelatynę. W drugim garnuszku podgrzać śmietanę z cukrem waniliowym. Powoli wlać śmietanę do mleka, ubijając całość trzepaczką (nie ubijamy na pianę, tylko łączymy składniki). Gotową mieszankę przekładamy do naczynek. (Aby łatwiej było wyjąć deser po ostygnięciu dobrze jest przepłukać naczynka zimną wodą.) Ostawiamy do ostygnięcia i stężenia na co najmniej 12 godzin. Po tym czasie ostrożnie wyjmujemy z foremek (można na chwilę wstawić ją do gorącej wody, to usprawni wyjmowanie panna cotty), układamy na talerzyku i dekorujemy syropem owocowym np. truskawkowym, jeżynowym lub jagodowym. W zależności od upodobań. Możemy też podać panna cottę samą, przyozdobioną jedynie listkiem melisy.
    Smacznego!

  2. wobroniewiary pisze:

    Placek z jabłkami (szarlotka królewska)
    Składniki:
    3 szklanki mąki
    3 żółtka + piana
    1 szklanka cukru
    1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
    25 dag. Masła (margaryny)
    1 cukier waniliowy
    jabłka
    Przygotowanie:
    Wymieszać mąkę, cukier, proszek do pieczenia dodać masło, żółtka i sztywno ubitą pianę.
    Podzielić na dwie części. Jedną rozwałkować do formy, na ciasto położyć starte jabłka (najlepsza szara reneta) położyć drugą część ciasta, zrobić w niej dziurki widelcem. Piec około 60 minut.

    Szarlotka dla Adminki. Czytelnicy mogą sobie upiec taką samą i podzielić się swymi radami oraz przepisami. Admin

  3. Justyna pisze:

    jeszcze przez miesiac nie jem slodkiego ,ale potem napewno sprobuje.

  4. Kabaczek Faszerowany pisze:

    KABACZEK FASZEROWANY
    A ja zupełnie z innej beczki 🙂 Chciałam podzielić się z Wami przepisem na fantastyczne, przepyszne danie, które można przygotować właśnie teraz, w sierpniu i na początku września. Świeżych kabaczków nie dostaniemy w inne pory roku, warto więc spróbować tego rzadkiego ale bardzo zdrowego i smacznego warzywa. Ten wpis to także odpowiedź na prośbę Admina o przepis. Jadł będąc u nas w gościnie i baaaardzo mu smakowało 😉
    Kabaczek najlepiej kupić na targu od rolnika. W sklepach prawie go nie ma, a jak jest to tak twardy, że ciężko go obrać ze skórki. Musi być młody, nie za duży ale o pękatym kształcie, żeby łatwo było go nafaszerować.
    Składniki (dla 2 osób)
    -kabaczek
    -0,5 kg mięsa mielonego, wieprzowo-wołowego, nie za tłustego
    -2 średnie cebule lub 1 duża
    -2 duże ząbki czosnku
    -sól, pieprz
    -parę plasterków sera żółtego
    -masło do wysmarowania brytfanny (ciekawe, czy ktoś z czytelników używa jeszcze tego zamierzchłego wynalazku naszych babć (oczywiście oprócz Babci Od Jezusowych Porządków ;))? Brytfannę można zastąpić naczyniem żaroodpornym, ale koniecznie z przykrywką!
    Zaczynamy od tego, że odcinamy wierzchołki kabaczka. Obieramy go ze skórki i kroimy na pół. Wydrążamy obie połówki tak, żeby pozbyć się całego miąższu i pestek. Powinny być tak samo gładkie wewnątrz jak na zewnątrz. Całe połówki nacieramy dokładnie solą i odstawiamy na czas robienia farszu.
    Farsz:
    Podsmażamy mięso na gorącym oleju tak, by się zbrązowiło ale nie usmażyło, ok 5 min. Dodajemy sól i pieprz do smaku. Przekładamy podsmażone mięso do garnka, na wierzch wrzucamy drobniutko posiekaną cebulę i czosnek. NIE MIESZAMY ZAWARTOŚCI GARNKA! Przykrywamy i dusimy 20 min.
    Po tym czasie dokładnie mieszamy uduszone mięso z cebulą, jeśli farsz jest zbyt suchy to można dodać 1 jajko, i nakładamy farsz do wydrążonych połówek kabaczka. Przykrywamy plasterkami sera żółtego tak, by nie wychodziły poza kabaczka. Obie połówki wkładamy do brytfanny lub innego naczynia zdatnego do pieczenia, wysmarowanego obficie masłem, i pieczemy 30min w piekarniku rozgrzanym do 200 stopni.
    Tak zrobiony kabaczek najlepszy jest z gotowanymi ziemniakami. Smacznego! 🙂
    Może uda się tu później dodać apetyczną fotkę kabaczka.

    • Kabaczek Faszerowany pisze:

      Kabaczek pieczemy pod przykryciem!!

      • Michał pisze:

        Dobrze by jeszcze było aby jajka, mleko, czy masło nie było kupowane w markecie. Najlepiej od jakiegoś gospodarza, który jeszcze coś chowa i daje jeść normalnie, czyli paszę nie skażoną, bez antybiotyków, czy jakichś „przyspieszaczy”. Dzisiaj kupienie takiej czystej żywności jest sporym problemem, niestety.

        • wobroniewiary pisze:

          Tak to jakoś dziwnie jest że jedni maja problemy żeby kupić prawdziwą nie skażoną chemicznie żywność a inni którzy produkowali tą żywność mieli wielkie problemy aby ją sprzedać w związku z tym polikwidowali gospodarstwa i albo wyjechali za chlebem za granicę albo wegetują trzymając w obórce jedną krówkę i parę kurek i to tylko z myślą o własnym zdrowiu aby mieć trochę swojej naturalnej czystej od chemii zdrowej żywności.
          Widzę wokół siebie szybko postępujący upadek polskiego rolnictwa kto za to odpowiada nie trudno zgadnąć.
          Admin.

  5. maxymilianin pisze:

    Judzaszowe geszefty

    W rzeczywistości rodem z Orwella,
    co noc szatani gotują strawę
    po czym ją Szachraj gojom rozdziela
    krzywiąc co proste lewiąc co prawe!

    Pijany naród kasa wybawców,
    co mu żelazne rozkuć chcą pęta
    woli się łasić u stóp oprawców
    choć ci traktują go jak bydlęta!

    I wierzy w święte pisma marksistów
    pieczętowane czerwoną flagą;
    Rozbiorcza – organ komunistów
    gdzie mali ludzie łżą wielką blagą!

    Przed rewolucją encyklopedia
    klasyka każdej okupacji.
    Chcesz podbić naród odbierz mu media;
    Oto taktyka wybranej nacji!

  6. Małgosia pisze:

    Rady św. Hildegardy

    Święta Hildegarda z Bingen przed ośmioma wiekami wskazywała, że najlepszym lekarstwem jest odpowiedni pokarm. Oczywiście, polecała także używanie czosnku (Allium sativum). „Czosnek zjedzony zarówno przez chorych, jak i zdrowych skuteczniejszy jest w zwalczaniu chorób niż szczypiorek”. Powinien być spożywany na surowo, bowiem „jego sok jest umiarkowany i posiada właściwe ciepło”. A trzeba stosować go umiarkowanie, by nie „ogrzać krwi” nadmiernie. Ale też, kto zjada go dziennie sporo, jest bezpieczny od „ukąszenia jadowitych bestii”.

  7. Małgosia pisze:

    DLA ZDROWIA

    Receptura tybetańska na odmłodzenie

    25 dag czosnku należy zmiażdżyć i zalać 300 g czystego spirytusu. Przez 10 dni przechować w szczelnie zakorkowanym naczyniu (najlepiej w ciemnej butelce, słoiku). Następnie odcedzić i płyn zlać do butelki, a potem odstawić w chłodzie na 3 dni. Po tym czasie wskazane jest rozpoczęcie kuracji. Preparat spożywać trzy razy dziennie. Najlepiej stosować z przegotowanym mlekiem. Do kieliszka przegotowanego i schłodzonego mleka dolewa się podaną niżej ilość nalewki.

    To, co zostanie, po 10 dniach kuracji wypija się po 25 kropli 3 razy dziennie aż do wyczerpania nalewki.

    1 dzień – rano – 1 kropla, południe – 2, wieczór – 3,

    2 dzień – rano – 4 krople, południe – 5, wieczór – 6,

    3 dzień – rano – 7 kropli, południe – 8, wieczór – 9,

    4 dzień – rano – 10 kropli, południe – 11, wieczór – 12,

    5 dzień – rano – 13 kropli, południe – 14, wieczór – 15,

    6 dzień – rano – 15 kropli, południe – 14, wieczór – 13,

    7 dzień – rano – 12 kropli, południe – 11, wieczór – 10,

    8 dzień – rano – 9 kropli, południe – 8, wieczór – 7,

    9 dzień – rano – 6 kropli, południe – 5, wieczór – 4,

    10 dzień – rano – 3 krople, południe – 2, wieczór – 1 kropla.

    Kuracja czosnkowa oczyszcza organizm ze zbędnych tłuszczów i toksyn, poprawia przemianę materii, zapobiega udarowi mózgu, skrzepom i kłopotom trawiennym, poprawia samopoczucie, dodaje energii. Taką kurację powinno się stosować dopiero po 40 roku życia i powtarzać nie wcześniej niż po 5 latach.

    Syrop

    1/4 l wrzątku zalać 5 ząbków czosnku. Pół doby macerować. Potem dodać tyle samo miodu i wymieszać.

    Dzieciom do 5-6 lat podawać małą łyżeczkę, starszym i dorosłym – po łyżce stołowej, co dwie godziny przy silnym kaszlu i nieżytach dróg oddechowych.

    Wino czosnkowe (według Ireny Gumowskiej)

    Zmiażdżony czosnek (26 ząbków), zalać 1 l przegotowanej chłodnej wody. Następnie dodać sok z 3 cytryn. Po 2-3 dniach zażywać po 1 kieliszku wina 2 razy dziennie. Wino nie wydziela czosnkowego zapachu.

    Alkoholowa nalewka (według prof. Ożarowskiego)

    Około 125 g zmiażdżonego albo bardzo drobno posiekanego czosnku należy zalać 50 ml czystej wódki albo rozwodnionego spirytusu, ok. 40%. Niech to postoi 5 dni. Warto naczyniem od czasu do czasu poruszyć, by się masa nie ustała. Potem starannie przecedzamy i czysty płyn przechowujemy w chłodzie.

    Stosowanie: rozpocząć od dawki 1-2 krople, stopniowo ją zwiększając i w 20 dniu brać po 20 kropel. Przyjmować tak przez miesiąc, po czym zmniejszyć dawkę i potem przerwać na co najmniej 3-4 tygodnie.

    Na dolegliwości kobiece

    Wskazany jest czosnek połączony z gliceryną. 50 g miazgi czosnkowej należy ściśle połączyć ze 100 ml gliceryny. Przechowywać w szczelnym słoiku przez 6-8 dni. Następnie płyn oddzielić od miazgi, nasączać nim tampony i umieszczać w pochwie najwyżej 3 razy na dobę. W ten sposób leczy się grzyby, drożdżaki i rzęsistka. Istotnie, od wieków zalecano czosnek na inne schorzenia związane z grzybicą, łącznie z grzybicą rąk i stóp. Wystarczy nacierać chore miejsca, np. pomiędzy palcami, posiekanym drobno czy wyciśniętym czosnkiem.

    Na hemoroidy

    Główkę czosnku, niezbyt wielką i ostrą w smaku, trzeba zmiażdżyć i zalać połową szklanki oliwy. Ważne jest, by wyciąg był szczelnie zamknięty przez około dwa tygodnie. Po tym czasie zaleca się dodać do tego płynu 4-6 utartych tabletek witaminy E i całość dobrze wymieszać.

    Takim preparatem można nasączać kłębek waty czy gazy i na noc przykładać na hemoroidy. Dobrze regeneruje też skórę, pomaga goić się ranom i, co ważne, oczyszcza je i nie dopuszcza do zakażeń. W przypadku ewentualnych podrażnień można ranę czy hemoroidy przemyć tonizującym wywarem z rumianku, ale rzadko jest to potrzebne.
    http://naturaity.pl/apteka-natury/ziola-i-chwasty/item/120-czosnkiem-w-zim%C4%99.html

  8. Adela pisze:

    Ojciec Grande powiedział, żeby „margarynę wyrzucić przez okno”.

  9. wobroniewiary pisze:

    Coś dla smakoszy 🙂

    STRUCLA Z MAKIEM

    CIASTO:
    50 dag
    przesianej mąki
    4 dag drożdży
    10 dag cukru
    1 szklanka letniego przegotowanego mleka
    6 dag masła
    3 żółtka
    1 torebka cukru waniliowego

    FARSZ MAKOWY:
    50 dag suchego maku
    1 duża łyżka masła
    pół litra płynnego,
    naturalnego miodu
    duża ilość dowolnych bakalii
    sok z 1 cytryny
    3 całe jajka
    kieliszek rumu lub winiaku

    WYKONANIE:
    Ciasto: Do przesianej mąki dodać cukier, cukier waniliowy, pokruszone drożdże, wlać mleko. To wszystko rozmieszać, dodać żółtka i to wszystko wyrabiać ręką przez 20 min. Potem dodać 6 dag roztopionego masła i ponownie wymieszać na gładką masę. Przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu. Farsz makowy: Suchy mak zalać litrem wrzącej wody, postawić na bardzo małym ogniu na 8-10 minut. Mak w garnku powinien lekko „mrugać”. Odstawić do ostygnięcia. Dobrze napęczniały mak odcedzić na bardzo gęstym sicie i trzykrotnie zemleć przez maszynkę do mięsa z gęstym sitkiem.
    W dużym garnku lub rondlu rozpuścić dużą łyżkę masła, dodać miód, zmielony mak, bakalie wg uznania i sok z cytryny. Dokładnie wymieszać, postawić na małym ogniu i smażyć przez 10 minut, często mieszając. Odstawić z ognia. Gdy masa dobrze przestygnie, dodać 3 całe jajka. Smak masy będzie jeszcze lepszy, jeżeli dodamy kieliszek dobrego alkoholu.

    Przygotowane ciasto rozwałkować w kształcie prostokąta i przykryć równą warstwą makowego farszu w taki sposób, by po bokach pozostało 2 cm wolnego ciasta. Ostrożnie zwinąć, przenieść do podłużnej formy dobrze wysmarowanej masłem i pozwolić strucli rosnąć przez godzinę – koniecznie w ciepłym, pozbawionym przeciągu miejscu.

    Przed wstawieniem do piekarnika – żeby strucla nie popękała, nakłuć ciasto w kilku miejscach lub lekko naciąć przez środek. Z podanych proporcji ciasta wyjdą 2 średniej wielkości strucle.

    Piec w średnio gorącym piekarniku (180° C) przez 50-60 min. Można polukrować lub posypać cukrem pudrem.
    Źródło: http://www.niedziela.pl/artykul/7153/2/Swiateczne-slodkosci

  10. wobroniewiary pisze:

    DOBRY SERNIK

    SKŁADNIKI:
    1kg sera (2 razy zmielonego lub gotowego w wiaderku),
    20 dag masła,
    8 jaj,
    35 dag cukru,
    1 budyń waniliowy,
    bakalie: rodzynki,
    skórka pomarańczowa

    WYKONANIE:
    Masło utrzeć z cukrem i żółtkami, dodać ser i budyń (cały czas ucierając). Wsypać bakalie, na koniec dodać pianę z białek. Masę delikatnie wymieszać drewnianą łyżką, wylać na blachę posmarowaną tłuszczem i wyłożoną papierem do pieczenia. Piec ok. 1 godz. w temp. 160 °C. Pozostawić do ostygnięcia. Ciasto posypać cukrem pudrem.

    Przepis smacznego sernika zamieszcza 🙂 http://www.niedziela.pl/artykul/7153/13/Swiateczne-slodkosci

  11. an m pisze:

    wygląda smacznie 🙂 czy ktoś skorzystał z tego przepisu i może podzielić się opiniami? lub prostymi, sprawdzonymi przepisami na sernik……….

  12. an m pisze:

    ponawiam zapytanie ……..:)

    • Monika pisze:

      Wybieraj: zależy co kto lubi, jeden lubi z rodzynkami, skórką z pomarańczy a drugi z galaretką, jeden woli na zimno (z lodówki) a kto inny pieczony. Wybierz sama i eksperymentuj – jest tyle przepisów na blogach kulinarnych. Zależy też czy sernik ma być drogi – bo są przepisy na sernik nawet z 20 jajek albo z serków homogenizowanych czy serka mascarpone czy raczej tani i szybko robiony.
      https://www.google.pl/search?q=sernik+obrazy&client=firefox-b-ab&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0ahUKEwi37srxke_QAhVMXSwKHbLKBhMQsAQIHA&biw=911&bih=421

    • Nie pamiętam czy robiłem ten wyżej, ale masz mój przepis

      SERNIK
      Składniki:
      1,5 kg twarogu (dobrze zmielonego np. 3x potem łatwiej utrzeć i lepszy sernik wychodzi)
      1,5 szklanki cukru
      0,5 kostki masła (12,5 dkg)
      12 jaj
      1 budyń śmietankowy
      1 łyżeczka proszku do pieczenia
      biszkopty lub herbatniki do wyłożenia formy (ja wolę herbatniki)
      Wykonanie:
      Masło utrzeć z cukrem (w makutrze) dodawać po 1 żółtku na zmianę ze zmielonym twarogiem i ucierać.
      Dodać budyń i proszek do pieczenia i rodzynki (nie muszą być sparzone, wsiąkną wilgoć z ciasta).
      Ubić białka na pianę (na sztywno) i delikatnie wymieszać z ciastem.
      Na spód i boki formy (może być ta trochę szersza) wyłożyć herbatniki, wyłożyć ciasto,
      piec 60-70 minut w 180-200 stopni.
      Smacznego.

      Ps. można wylać część ciasta, poukładać w odstępach łyżką mak przygotowany jak na makowiec i zalać resztą ciasta, gwarantuje szybkie znikanie ciasta ze stołu 🙂

    • Maggie pisze:

      Podam raczej tani przepis, ktory otrzymałam wiele (!) lat temu w pracy jeszcze za komuny, i który zawsze mi wychodził, choć sobie go ciut zmieniłam – i to podam.

      PRZEPIS ANI (z pracy)

      Kruchy spód dowolny.

      Masa serowa:

      1 kg białego twarogu (taniego – chudego),

      4 żółtka (zachować białka z jaj na pianę),

      1 budyń waniliowy (NIE GOTOWAĆ!),

      1/2 kostki margaryny
      (pół kostki margaryny – ja używam masło, a że u nas funtowe kostki 464g, to daję na oko 1/4 kostki czyli ciut mniej niż połowa polskiej kostki margaryny).

      1 1/2 szklanki cukru kryształu
      (daję znacznie mniej, w Polsce ograniczałam również tą ilość do smaku, a teraz daję połowę tej ilości i jeden do dwóch, małych polskich torebeczek, cukrów waniliowych),

      1 łyżeczka (płaska) proszku do pieczenia
      (proszek zanim dodam, zawsze mieszam w łyżce kwaśnej śmietany, bo wówczas nie czuć go w wypiekach, a do tego jeśli musuje i to jest znakiem, że dobry i pracuje),

      4 ubite białka,

      Garść lub mniej rodzynków
      (opłukane obtoczyć w mące i położyć na zakończenie na pianę, delikatnie wymieszać z masą serową. Jeśli mam suszone morele, to parę płuczę parę, kroję w kostki wielkości rodzynków i razem z rodzynkami mieszam obtaczając wszystkie w mące)

      Ser rozetrzeć i łączyć z pozostałymi składnikami wg podanej kolejności, pamiętając aby na samym końcu położyć ubitą pianę, a na nią obtoczone w mące rodzynki, i delikatnie połączyć z resztą.
      Wkładać do ogrzanego piekarnika na wysmarowanę i posypaną tartą bułką: wymieszaną z odrobina mąki.

      Ja przecieram ser przecierakiem elektrycznym, odsuwam w misce, robiąc miejsce na żółtka, cukier i masło, z które tym samym przecierakiem miksuję na kogelmogel/krem; następnie łączę przecierakiem ze serem, dosypywanym budyniem nie gotowanym (w proszku) dodaję, proszek do pieczenia wymieszany w śmietanie (musujący). Kiedy wszystko razem jest połączone, łyżką nakładam ubitą na sztywno pianę białek, a na nią rodzynki obtaczane w mące i delikatnie mieszając, łaczę razem.
      Wkładam na kruchy spód, którym wyłożyłam foremkę/blaszkę wysmarowaną i oprószoną „bułko-mąką”.

      Kruchy spód robię z 1 1/2 kubeczka mąki krupczatki (kubeczek to prawie 1 szklanka, a więc można dać 1 1/2 szklanki mąki – może byż inna niż krupczatka, ale ja tą wolę). Nie używam margaryny, więc daję na oko 1/4 funtowej kostki masła, a więc to będzie blisko połowy kostki masła lub margaryny (ok. 120 g); 1 całe jako.; 1/3 kubeczka cukru kryształu; 1/2 łyżeczki musująceto proszku do pieczenia, wymieszanego w kwaśnej śmietanie; pół opakowania cukru waniliowego (takiego na 500 g mąki). Dobrze wyrabiam i obklejam wysmarowaną i oprószoną „bułko-mąką” foremkę/blaszkę. Na ten spód masę serową i szust do piekarnika.
      Mam zwyczaj widelcem tj jego ząbkami „pojeździć” po masie serowej aby ją ozdobić esami-floresami

      • an m pisze:

        dzięki Maggie, jeszcze nie wiem, który przepis wypróbuje, ale fajnie, że możemy się dzielić sprawami duchowymi( wiadomo najważniejszych:) ), ale również takimi przyziemnymi jak przepisy 🙂 super

        • an m pisze:

          miało być : najważniejszymi 😉

        • Maggie pisze:

          @an m:
          Przez żołądek do serca … hi, hi, a więc jakby i dla ducha.
          Wszystko kusi, w tym sensie, że ja zawsze lubiłam eksperymentować w kuchni. Admina przepis przypomina mi przepis babci, więc też przy okazji skorzystam.
          Znajoma, ta Ania z pracy, powiedziała mi, że ten sernik zawsze wyjdzie, nawet jeśli nie wyjdzie. Chyba ostatnio, po wielu latach rozumię, co miała na myśli, bo używany ser w ostatnim czasie bywa wodnisty lub przegrzany albo jedno i drugie i …. siada, ale jest O’K.

          Lubię tortownicę z rodzajem stożka na środku, tak, że wypiek z proszkiem jak np sernik, ma kształt obręczy/opony z dziurką na samym środku.
          Jest zręczniej krajać i do tego równo się piecze i jeśli siądzie … to nie straszy i oczywiście łatwiej kontrolować porcje.

          Dlatego musiałam napisać o tej foremce=tortownicy – kupiłam taką z wymiennym dnem do wyboru. Jednym normalnym krążkiem a drugim ze stożkiem (to dno ze stożkiem ma wytłoczone serduszka, więc z przymusową ozdobą) w IKEA. Jeszcze uczę się w niej piec, bo inaczej się piecze niż w poprzedniej srebrzysto-aluminiowej tortownicy (unikam aluminiowych „garów”) i … przypieka dno.

        • an m pisze:

          ja też muszę kupić nową blaszkę, ale jeszcze nie wiem jaką, tortownicę mam, ale nie piekę w niej zbyt często, prawdę mówiąc w ostatnich latach bardzo mało, w sumie to tylko na święta 🙂

  13. Teodor pisze:

    Nazwałem to „Kaszą Renifera” bo można po tym ciągać ciężkie sanie 🙂 Mój przepis!
    Przygotowuję na pierwsze i drugie śniadanie:

    Do gara wrzucam po miarze kaszy gryczanej, jęczmiennej, owsianki (wedle potrzeb ta miara, ja daję taką swoją szklaneczkę)
    Jednocześnie po cebuli na każda miarę kaszy i pora sporo siekanego, pieprz cayenne i jakieś przyprawy…
    oraz mięsko kiełbaskę boczku dla smaku i oleju na koniec odrobinę dobrego, oczywiście jak już się zagotowuje olej, by nie tracił właściwości!
    Oraz otręby i siemię lniane!!!

    To wszystko zalewam gorącą wodą z czajnika i gotuję razem jednocześnie, PONIEWAŻ: te dwie kasze i owsianka mają lekko różny indeks glikemiczny, różnie się rozgotowują i bardzo stabilnie zasilają organizm w cukier! 🙂

    Po ugotowaniu, UWAGA! Nakładając do kubka przekładam TWARÓG SER BIAŁY tą gorącą kaszą, łycha kaszy, trochę twarogu…

    I zostawiam na kilka minut przykryte żeby ta gorąca kasza rozgrzała twaróg a w międzyczasie jeszcze gorzką herbatę jakąś bez cukru w czajniczku zaparzam czy inne ziółka bez cukru.

    WŁALA! A na drugie śniadanie pozostałą połowę gara odgrzewam i tak samo podaję z twarogiem…

    SMAKUJE JAK KLUSKI Z SEREM! 😀 Smacznego! Bardzo energetyczne!

    Jak chcecie to robię jeszcze śniadaniowy placek serowy (15 minut roboty, dojrzewa w nocy i starcza na cały dzień! Równie rączy jak reniferowa kasza, tylko tego przepisu miałem nie podawać przez internet, jest zbyt dobry by wszyscy znali…

    • Monika pisze:

      Teodor, to ja się zgłaszam na ochotnika do poznania tego dobrego przepisu, by uraczyć mego kochanego męża.

    • eska pisze:

      Teodor, no wiesz… Weź no się podziel tym plackiem serowym… 😉

      • Teodor pisze:

        Dobrze, podzielę się, zwłaszcza, że to dla mężów i synów, nabija mięśniami i spala tłuszcz. W ostatnim etapie przyrządzania potrzeba kogoś do pomocy, żeby potrzymał pół minuty garnek 🙂 Można zrobić duży na dwa dni!

        Oto historia „Serowego Placka”. Nim zacząłem przyrządzać kasze i serowe placki, moje życie wyglądało tak:

        Przepraszam Boże, że tak późno wstałem,
        Moja to wina że tak złe koszmary miałem,
        za słodkiego cukru cenę
        zaprzedałem snu higienę…
        I miast modlić się wieczór ciastem objadałem…

        Pan Bóg wysłuchał i dał łaskę podźwignięcia się ze złych nawyków (Flm 1, 8-20):

        Panie, dla Ciebie powstaję z grobu ku wolności,
        Pociągnięty więzami Twej czystej Miłości…
        Miłość Twoja mnie przynagla,
        każdy grzech mój przecinasz szablą!
        Panie! Ratuj! Dozwól już umrzeć mej próżności!

        Tu również Pan i Matka Najświętsza wysłuchali, a chcąc zachęcić Mamę do śniadań otrzymałem kaszkowo- mannowe natchnienie. Wyszło wyśmienicie:

        Siostro! Bracie! Gdy ranek pragniesz mieć rytmiczny,
        wprowadź wnet w swe życie mój przepis fantastyczny!
        Placek! Ze wszystkich kasz skondensowany…
        Zwarty, serowy, cukier wyrugowany!
        Fundament mocarny, Polski Program Kosmiczny!

        Serowy Placek:

        Ja przygotowuję go wieczorem, ponieważ ideą stojąca za plackiem jest wyrobienie dobrych nawyków, placek robi się błyskawicznie, a „dojrzewa” sam w nocy (kasze). Dopiero na końcu przepisu nabiera on sensu, wytrwajcie!

        Gotując wodę na gorzką herbatę odlewamy przegotowanej gorącej wody do garnka i rozpuszczamy mieszając dobry żółty ser dla smaku, ser topiony dla wypełnienia oraz większą porcję twarogu jako zdrową serową podstawę. Nie wrzemy tego tylko rozpuszczamy ładnie, ser żółty pociąć wypada, trzeba wyczucia tu.

        Te sery NIE SĄ lepiszczem placka, ten dodaję na samiutki koniec!

        Do rozpuszczonych serów wsypuję mieszając np kaszową mieszankę
        + siemię, otręby, jak w przepisie na „Kaszę Renifera”, ale to dla twardzieli, pierwotnie używałem samej owsianki, i taki jest najsmaczniejszy dla gości i nie traci serowego smaku tak.

        Oto ważna rzecz: Kasz nie gotuję aż się zagotują, nie trzeba, mogą być na wpół zagotowane, zaraz pojmiecie dlaczego.

        Doprawiam, tu wedle waszego uznania, obowiązkowo pieprz Cayanee, bo daje na koniec żółty, serowy kolor!

        Ostatnio dodaję też mięsa, ale to już wtórna receptura bo drewno rąbałem, oraz…

        Nie zapominajcie MASŁA, bo placek jest suchy, ale to bliżej końca.

        UWAGA, OTO ZWIEŃCZENIE PRAC:

        Minęło 10-15 minut, wszystko się gotuje, kasze na wpół zagotowane, i teraz prosimy o pomoc kogoś, a jak nie ma to nogą przytrzymujemy garnek i…

        Ciągle mieszając wsypujemy taką porcję KASZY MANNY aż wszystko stanie!

        Mieszamy odrywając od dna i wykładamy na płaski talerz taki, wiecie, jak do ciast, i FORMUJEMY NOŻEM (takim do masła) PLACEK W FORMĘ ZWARTEGO WALCA. Można sobie pomóc nakładając odrobinę masła na nóż.

        Formacja placka trwa max minutę, ćwiczcie!

        Placek odstawiamy na noc by kasze wszystkie niedogotowane dopęczniały, serowe aromaty wszystko przeszły i wszystko się wykrystalizowało.

        Włala! Pijemy tę herbatkę i przygotowujemy się do snu, rano głodny mózg i mięśnie WYRWĄ NAS Z ŁÓŻKA w stronę placka 🙂 Dziękujemy Bogu za dary i za nowy dzień, i jemy ten placek i ciśniemy! Nawet na dwa dni można zrobić WIEEELGACHNY 🙂

        A co do Herbaty:

        Odwiedziny siostry i odwiedziny brata,
        skarbem są same, a jak jeszcze jest herbata…
        I herbatniki, co szczęścia dopełnią,
        z nimi skarbiec szczęścia słowa wypełnią…
        Dobrą długą pogawędką bez czasu straty!

        Smacznego!

        • eska pisze:

          Skopiowałam sobie i będę wdrażać. Spadasz mi z nieba, bo coś ostatnio podupadam energetycznie i szukałam czegoś, co mnie ustawi do pionu. Bóg zapłać! 🙂

        • Anna Maria pisze:

          Jeżeli kupujesz te wszystkie sery przemysłowo robione to „gratuluje!” ile chemii sobie włożysz! Za jakiś czas bedzie ruina zdrowia! A kasze nie organic są traktowane glifosatem (roundup) kilkakrotnie w czasie produkcji; tak samo jak i reszta mąk i innych kasz.

        • Teodor pisze:

          Kasza gryczana, kasza jęczmienna, owsianka, kasza manna są bardzo zdrowe. Nie sugeruję ich źródła. Podobnie sery. Poza tym placek wspomaga oczyszczanie, daje otręby, siemię lniane… Takie kasze takprzelatują przez człwieka, że nawet te z niepewnego źródła oczyszczają. A jeśli plackowi czegoś brakuje… czy musi zawierać wszystko? Po pierwsze nie jem go cały miesiąc, co dzień co innego zagotowuję na śniadanie (jestem kucharzem od śniadań mistrzów). Poza tym do placka coś tam jeszcze jem zawsze, to jak z chlebem: nie samym chlebem człowiek żyje! Trzeba go czymś posmarować, przyłożyć, popić. Na samym moim placku zbiedniejecie, jak zresztą na jakimkolwiek monotonnym jedzeniu.

          Moje przepisy to szkielet, podaje bardzo ogólnie i przyrządzajcie jak serce podpowiada 🙂 A ideą placka jest nie samo jedzenie, ale to, że on czeka o poranku. Ja np we Mszy Świętej uczestniczę teraz wieczorami, bo z rana chcę wykorzystać talent mięśni i wykonać pracę, a teraz sporo rozpalania, drewna i fizyczne roboty… To bardziej przepis na rączy poranek jak na placek 🙂

          Pozdrawiam i błogosławię wszystkim 🙂

        • Monika pisze:

          Niekoniecznie. My z Grzesiem grykę siejemy rokrocznie i nikt jej Roundupem ani żadnym odpowiednikiem nie pryska i nie ma w ogóle takiej potrzeby, chociaż wcale nie mamy gospodarstwa ekologicznego z nazwy, to de facto jest jak ekologiczne. Grześ powiedział mi, że jeszcze nigdy w życiu nie stosował glifosatu na swoich polach. Jeszcze nie tak dawno przy pomocy konia uprawiał ziemię. Czy macie pojęcie ile to trzeba się nachodzić za koniem, żeby zaorać choćby hektar ziemi? Wystarczy sobie tylko wyobrazić. A siewnik konny jeszcze do dzisiaj ma. Ale kto dzisiaj chciałby tak pracować? To trzeba kochać, by to zrozumieć.

          Polecam każdemu pracę we własnym ogrodzie, kto ma taką możliwość – wtedy to dopiero ma się pewność i bezpieczeństwo tego co się je – a i smak jest nieporównywalny, tego wszystkiego co świeże i zdrowe z własnego ogrodu czy sadu – rewelacja!
          Dziś na polskiej wsi tak często widzę, że wiele osób mając ziemię, porzuca jej uprawę, bo nikomu się to nie opłaca i nie chce – bo wiedzą dobrze, że to nie jest lekkie, jakakolwiek uprawa warzyw i owoców. Ile to trudu potrzeba i zachodu a jeszcze nie wiadomo czy się uda – bo susza, bo szkodniki. Tak wiele osób już dawno porzuciło własne ogródki i pracę w nich, tak, że nawet już pietruszki własnej do zupy nie mają – no niestety, samo się nie zrobi a ludzie dziś są tak skrajnie wygodni, że komu by się chciało i jak mówią, co by nie robić, to nieopłacalne. Ziemniaki się nie opłacają, cebula też nie, podobnie i fasola, i tak można wyliczać, ba, nawet dynia, bo cena spadła drastycznie od ostatniego roku: z 9 zł do 5 a nawet 3,50 zł za kg.
          Na wsi ludzie już tak przyzwyczaili się do tych szokowo spadających cen z sezonu na sezon, że już dobrze muszą nieraz główkować co mają posiać, co uprawiać, oczywiście jeśli chodzi o tych, którym się jeszcze chce. Bo czy to nie jest szokiem gdy za wysuszone pestki dyni oferują 3,50 a jeszcze rok temu cena była 9 zł? Z fasolą było dokładnie to samo tylko sezon czy dwa wcześniej. Sama suszarnia kosztuje i to nawet wtedy, gdy ktoś ma własną, to przecież czymś musi palić, żeby te pestki wysuszyć. Tylko spróbujcie wyprodukować i następnie uzyskać ten kilogram pestek – ileż dyń potrzeba na 1 kg. A zobaczcie tylko jaka cena oferowana jest w sprzedaży za 1 kg pestek.

          Podobnie ma się sprawa w dzisiejszych czasach jeśli chodzi o masową rezygnację z przygotowywania potraw, nieraz naprawdę czasochłonnych i pracochłonnych posiłków, na rzecz gotowych potraw, przy których się nie trzeba napracować, jednak, w których nie wiemy ile konserwantów i „polepszaczy” dodano. Wystarczy zobaczyć ile dziś osób kupuje gotowe potrawy na Święta: jak pierogi, ciasta, bigos i wszystko inne, żeby się nie narobić, bo po co, jak wszystko jest dziś gotowe i na wyciągnięcie ręki.
          Tylko to chyba nie tędy droga. Żeby coś miało jakąś wartość musi dużo kosztować i musi być trudne – tak mawiał nasz Święty Kardynał Stefan Wyszyński.

        • Maggie pisze:

          Esko, pestki z dyni mają mnóstwo selenu, którego niezbyt wiele w żywności i dlatego szczególnie zalecane są panom jako ochrona przed rakiem.
          Kiedy kupuję do chrupania, to oczywiście bez soli i chętniej te nie spreparowane, ktore jak kto lubi, sam może sobie podprażyć na patelni lub w toaster-oven.

          W Kanadzie ceny pestek nie spadają ale idą w górę. Dynie zaś, jak się domyślasz, są tu bardzo popularne, nie tylko w okresie halloween.

          Sprawdż Esko krew na hormon tarczycy – czasem wystarczy dodać vitaminy B2 aby mieć więcej energii, a czasem nie. B-complex służy przeciwstressowo. Wyczytałam,u pani Gumowskiej-Dąbrowskiej, że niedobór witaminy B2 często widać u starszych osób, gdy wokół ust robią się zmarszczki, a osoba nie jest złośnicą zaciskającą usta, ale tak wygląda.

          Stress też poduje, źe człowiek czuje się jakby coś wyssało energię.

        • eska pisze:

          Maggie, dziękuję za porady. Kopiuję, drukuję i będę próbowała ogarniać. 🙂

  14. an m pisze:

    ja też !!!!! dla męża i syna 🙂

    • Teodor pisze:

      Już jest wyżej, miłego dnia 🙂

      • wobroniewiary pisze:

        Lepiej dziś poradźcie coś na stawy wczoraj od 16-00 doslownie płkałam, potem położyłam się, wzięłam Artresan, dziś nie wiem jak pisać, jak każde zgięcie ręki, nogi boli, każda kostka,każdy staw.
        Artresan nie pomaga, ofiarowałam to cierpienie za grzeszników i tych co mi źle życzą…

        • Anna Maria pisze:

          Tu sa 2 problemy; ogromne zanieczyszczenie organizmu chemiczną żywnoscią i jednoczesnie zagłodzenie tj. brak podstawowych składnikow na ktorych funkcjonuje nasz organizm. Oczyszczenie organizmu postem Daniela ale przed podjęciem postu trzeba organizm nasycic witD (80-100) oraz kwasami tłuszczowymi (omega3 bardzo ważna) aby proces autofagii mógł sie dokonać.
          Stan pani organizmu jest fatalny; ciągle choroby i stres.
          Jesteśmy truci tą chemiczną żywnoscią jak szczury a pewien ksiądz w swoich pogadankach (na tej stronie) uważa że „branie witamin” to bałwochwalstwo!!!!
          Nie sądzę aby Bóg odebrał nam prawo do zdrowej żywnosci oraz w sytuacji totalnej i zaplanowanej ukrytej zagłady ludzi (poprzez chemię w żywnosci!) prawo do brania witamin i innych supli aby sie ratować przed kalectwem czy nawet śmiercią z wygłodzenia i zatrucia organizmu….
          Realnie rzecz biorąc stan pani zdrowia się nie zmieni na lepsze jezeli nie wyrzuci pani żywnosci przetworzonej przemyslowo i uzupelni braki i oczysci organizm!!!!
          A branie jakiegokolwiek specyfiku na stawy nic nie zmieni!!! Bo organizm musi mieć spełnione te wszystkie warunki na których dobrze funkcjonuje!

        • wobroniewiary pisze:

          No i masz babo placek, bo:
          1) stosuję Post Daniela bardzo często w roku – dietę Ewy Dąbrowskiej
          Stosuję zdrową żywność, dużo wody mineralnej (z cytryną) ze słodyczy (ciasto raz na pół roku) to stosuje ogórki kiszone, więc jak można tak napisać nie znając mnie i mego stylu odżywiania?

          2) I który to ksiądz mówi, że branie witamin to bałwochwalstwo????

        • wobroniewiary pisze:

          Poczytałam o naturopatach – kolejne diabelstwo zwiażane z NLP, homeopatią, i innymi „cudami naturalnymi”
          Nie każdy naturopata jest OK

          Poczytajcie i ….zwiewajcie!!!!
          http://www.neurolingwistyka.com/naturopata

      • Monika pisze:

        Wielkie dzięki, Teodor Dziś wypróbujemy jak tylko z lasu wrócimy, bo trzeba drzewo wyrabiać na opał, więc taka strawa bardzo się przyda. Tym bardziej, że u nas dziś -14 stopni nad granicą. Gorąco pozdrawiamy i modlitwę obiecujemy, drogi Teodorze,

        • wobroniewiary pisze:

          Teodor dobrze wie, jaka u nas temp.
          Nasz ci On – poznaliśmy się na schodach u egzorcysty, jak przywiozłam osoby do omadlania 😉

        • Anna Maria pisze:

          Co z tego że Pani to robi jeżeli pani organizm jest dalej w takim fatalnym stanie? Tu trzeba szukać odpowiedzi i to szybko!!!!! Coś jest nie tak!!!

        • Maggie pisze:

          @Anna Maria: dlaczego tak ostro?
          Balans w organiźmie może być zakłócony z różnych powodów, są też sprawy genetyczne, wpływ „diety” z dzieciństwa itp i trzeba też pamiętać, źe jak się nie ma co się lubi, to się lubi: co się ma … i Bogu się dziękuje, że nie jest gorzej i idzie przez życie z głową do góry, wpatrując w niebo … a nie jest to zadzieraniem nosa. Ostrzeżenie to nie oskarżenie z wydawaniem wyroku o osobie. Wolny wybór, wolna wola, ważne aby przemyśleć.

          Podam tu przepis na kartoflankę, jaką matka karmiła swe dziecko w Kanadzie (!), które jednak wyrosło, i gdy podrosło, za dodre wyniki, dostało stypendium naukowe i skończyło studia.
          Oto ten super odżywczy przepis: wyciągnąć ze śmietnika obierki z ziemniaków, umyć dobrze, opłukane i odsączone wrzucić na wrzątek i gotować …. ot i cała filozofia i kartoflanka gotowa – opcjonalnie można dodać soli.

          Pracując z seniorami nasłuchałam się o wielu „miodach”, jakie czekały tutaj na tych, ktorzy mieli za sobą Syberię, tułaczkę z Armią Andersa czy niemieckie łagry i nie mogli lub nie chcieli wrócić do kraju zawładniętego przez komunę.

        • Teodor pisze:

          Powodzenia! 🙂

          Podzielę się jeszcze jednym żywieniowym nawykiem: Otóż często, kiedy w życiu troszkę spowalniamy, z różnych powodów… Spowalnia nie tylko nasz metabolizm, ale i retencja produktów spożywczych W NASZEJ LODÓWCE!
          Co ja wtedy robię, by to przełamać? Od lat co jakiś czas tak działam: wyjmuję wszystko, szoruję lodówkę i wyjadam wszystko co najbardziej zalegało jeśli jakoś totalnie nie śmierdzi, powiem wam, że zjadam nawet te po terminie i lekko nieświeże… A najgorliwiej to wyjadam, co najmniej mi smakuje! Podobnie czerstwy chleb. Zaraz mnie tu objedziecie ostro pewnie!!! Ale zawsze dostaję wtedy strzał kalorii, i tego czego mój organizm najbardziej potrzebuje, za co od razu mi dziękuje, a jak wiadomo: zawsze na tył lodówki lądują NAJMNIEJ SMACZNE A NAJWARTOŚCIOWSZE RZECZY 🙂 To dobra pokuta za zostawianie wszystkiego w głębi lodówki, i takie przełamanie się na wiele miesięcy potrafi nas poddźwignąć.

          Wspomnijcie jak św Franciszek jadł posiłek na kamieniu i co mówił (jest w kwiatkach ;))

          Mój spowiednik ciągle mówi mi o higienie życia, oraz powiedział raz przed rozgrzeszeniem: pij zsiadłe mleko. Otóż kiedy zawiesiłem na drzwiach obrazki z Ojcem Pio i Janem Marią Vianneyem, mimochodem tez zawiesiłem sreberko z pojemniczka na zsiadłe mleko, bo to dobry nawyk… I wtedy przyszło światło: To są święci spowiednicy, a ja podwieszam razem z nimi jeszcze PORADĘ SOWIEDNIKA! Oby osiągnął jeszcze większą świętość!

          A zsiadłe mleko- kupuję z różnych firm i piję na zmianę, wtedy w jelitach buduje się zróżnicowana flora bakteryjna! Check this out!

          No i nie ważne tylko co jemy, ale i JAK JEMY: Cokolwiek czynicie, czy jecie, czy pijecie na większą chwałę Bożą czyńcie. (św Paweł Apostoł) Tak więc posiłek nie byle jak, umyć ręce, twarz, przygotować i pomodlić się, ja to stosuję zwłaszcza z owocami: banan, pomarańcz, jabłka marchew, wszystko poobierać, pociąć, usiąść i ofiarować jedzenie bez rozproszeń.

          Ewo, św Paweł to poooooootężny internetowy święty, już Ciebie mu poleciłem, polecam Tobie się do niego zwracać ze swoimi nerwami!!!

          Co do kąpieli, prysznica: „Panie Boże, ofiarowuję Ci szybkie rącze mycie z szorowaniem bez ociągania! Serce czyste stwórz we mnie o Boże i ducha prawego odnów we wnętrznościach moich” A ks Dominik Chmielewski mówił coś o Matce Bożej Plażowej: myślę, że jak kąpała Jezusa to i nas wykąpie i ogarnie higienicznie, dając czystość serca, ciała, duszy i umysłu!

          O kurcze, miałem napisać jeden nawyk żywieniowy tylko, przepraszam 😛

  15. Ava pisze:

    Najzdrowsze sa przepisy raw bo składniki nie są obrabiane termicznie i nie tracą naturalnych właściwosci.

    O to moja ulubiona SZARLOTKA Raw
    Spód:
    2 szklanki orzechów włoskich
    1 łyżeczka wanilii
    1/2 szklanki suszonych daktyli, uprzednio moczonych
    1/2 łyżeczki cynamonu cejlońskiego
    1/8 łyżeczki soli himalajskiej
    PRZEMIELIĆ w rozdrabniaczu (food procesorze) orzechy włoskie, wanilię, moczone daktyle, cynamon oraz sól, mielić aż mieszanina stanie się ciastem. Przenieść ciasto do foremki na tarte.

    Nadzienie:
    6 kwaśnych jabłek (np. Antonówka, Granny Smith) obrać, usunąć ośrodki i pociąć na bardzo cienkie plasterki
    1 łyżka stołowa świeżego soku z cytryny
    2 łyżeczki zmielonego cynamonu

    Sos z surowej czekolady

    1 szklanka namoczonych daktyli
    1/8 łyżeczki soli himalajskiej
    ½ szklanki nektaru z agawy/miodu (można pominąć jeżeli się chce)
    łyżka surowej czekolady bio (zmielony kruszony surowy kakaowiec)
    łyżka oleju kokosowego bio
    ½ lyżeczki cardamonu/lub innych ulubionych przypraw do czekolady

    Przygotowanie nadzienia:
    Włożyć poszatkowane (na płatki) jabłka do miski, polać sokiem z cytryny oraz posypać cynamonem (1 łyżeczka), przemieszać dokładnie.

    Przygotowanie sosu
    Włożyć do blendera: moczone daktyle, nektar z agawy, 1 łyżeczka cynamonu,½ szklanki nektaru z agawy/miodu (można pominąć jeżeli się chce)
    łyżka surowej czekolady bio i oleju kokosowego
    ½ lyżeczki cardamonu/lub innych ulubionych przypraw do czekolady
    oraz dodać soli himalajskiej.
    Dodać bardzo małą ilość czystej wody, w celu osiągnięcia właściwej konsystencji, podczas miksowania, miksować aż do uzyskania jednorodnej masy.

    Sos dodać do poszatkowanych jabłek i dokładnie wymieszać. Nakładać je na spód, równomiernie rozprowadzić. Można też polać wierzch sosem i posypać skruszonymi orzechami.

    Następnie pociąć placek na odpowiednie kawałki i podawać do stołu.

    Oraz
    Surowe ciasto marchewkowe

    Konsystencja ciasta przypomina lekki, mokry mus, lekką chmurkę, z wyczuwalną nutą orzechów włoskich i cynamonu. Słodki morelowy spód świetnie współgra z całością, a krem z nerkowców dopełnia całość i tworzy ciasto geniusz.

    Jeśli chcesz przyśpieszyć moczenie moreli, daktyli i nerkowców, możesz zalać je wrzącą wodą. W przypadku moreli i daktyli wystarczy 15 minut moczenia, a nerkowców około 3 godzin. Tym sposobem ciasto będzie gotowe w kilka godzin od punktu zero.

    Składniki na formę około 18cm:
    spód:
    1 szklanka suszonych moreli, dobrze namoczonych w wodzie
    1 szklanka migdałów
    1 łyżeczka oleju kokosowego

    masa:
    3–4 średnie marchewki = około 3 szklanki startej marchewki
    pół szklanki wiórków kokosowych
    1 szklanka daktyli, namoczonych dobrze w wodzie
    1 szklanka orzechów włoskich
    2 łyżeczki cynamonu
    pół łyżeczki gałki muszkatołowej
    szczypta soli himalajskiej

    krem:
    spora szklanka orzechów nerkowca, namoczonych przez noc
    1 łyżka oleju kokosowego
    miąższ wyłuskany z 1 laski wanilii (bądź pasta, ekstrakt)
    1–2 łyżki syropu z agawy, bądź dowolnego innego
    sok z 1–2 cytryn, do smaku

    Uwagi;
     spód można rownież zrobić dowolny jaki tylko chcesz, nawet z ciasteczek owsianych, bądź wiórków kokosowych

    olej kokosowy idzie tylko do kremu z nerkowców, by się ładnie trzymał i zastygał – jeśli nie chcesz używać oleju po prosto go pomiń, wyjdzie polewa z nerkowców, która i tak dość ładnie zastygnie w lodówce, 

  16. Anna Maria pisze:

    Nie pamietam nazwiska tego księdza ale jego krótkie i nie za mądre konferencje (takie na wpół żartem i na wpół-serio) i „pod publiczkę”, i żenująco płytkie teologicznie były gdzies w komentarzach okolo 2-3tyg temu. A jedna prelekcja była właśnie na temat odżywiania i bałwochwalstwa! Wydaje mi się że nazwisko ks zaczyna sie na lietre „p” ale nie jestem 100% pewna.

  17. Anna Maria pisze:

    Jeżeli chodzi o post Daniela to moj naturopata uważa że jest to rewelacyjny program II stopniowy ale przy obecnym zatruciu organizmow chemią potrzebna jest dodatkowa wiedza na temat co może być przyczyna że post nie wyjdzie tj po nim ludzie mają; anemię, wypadanie włosów,bóle róznorakiego rodzaju,problemy z tarczycą itd. osłabienie; fatalną morfologię itd.
    Najczęstsze przyczyny to tak wyjałowiony organizm że proces autofagii nie może zajść w czasie postu i jest tylko fatalna głodówka a jej oznaką jest brak wyłączenia ośrodka głodu.
    Bardzo często spotykane przyczyny to uszkodzone szlaki metaboliczne i jednocześnie nie mia wchłaniania bo nie ma enzymów np desaturazy 6, nieprzyswajanie wit B bo organizm nie potrafi przeprowadzic metylacji wit B. Brak minerałow w organizmie np jodu i selenu i innych mikroelementow. To jest skomplikowany proces i bez podstawowych elementow potrzebnych z ktorych najczęsciej nam brakuje to oprocz w/w wymienionych to jeszcze konieczny jest wysoki poziom wit D,K i C kwasow tłuszczowych(najczęsciej mamy za mało omega3 i za dużo 6).
    Dlatego przed postem należy uzupełnić te wszystkie braki!!!! Bo inaczej nie ma on sensu i jest szkodliwy bo ludzie sie po prostu głodzą z fatalnym skutkiem.
    II etap to właściwego solidnie zdrowego i przemyślanego odżywiania bez żadnej chemii.
    To jest szalenie ważne!!!
    Jeżeli post byl wlasciwie przeprowadzony dwu-etapowo to jesteśmy jak nowi; pełni energii, zdrowi i promieniujący radoscią. Czesto do całkowitego leczenia potrzebne są wielokrotne posty.
    Kobiety w okresie menopauzy mają problemy hormonalne tj brak równowagi i to też może żle wplywać na przebieg postu tak samo jak związki chemiczne tj trucizny z jedzenia obecne w organizmie. To nie tak łatwo je wydalić!

    To tylko w dużym skrócie. Pani nie powinna robić postu dopóki nie uzupełni brakow a sądząc po chorobach (załamanie odpornosci!) jest ich ogromnie dużo! Z tym, że trzeba znalezć bio-chemiczne przyczyny tych braków bo zakładam (z tego co pani pisze) są one (mikro i makroelementy,kwasy tłuszczowe i inne) dostarczane ale niestety najprawdopodobniej nie są przyswajane przez organizm!

    Nie było moim celem ani atakowanie ani obrażanie kogokolwiek tylko uświadomienie czegoś o czym po prostu możemy ani nie wiedzieć ani też o tym nawet nie myśleć bo po prostu nie mamy tej fachowej wiedzy czy nawet świadomosci problemów!!! Bo i skąd? Tutaj jest potrzebna fachowa i dobra ekspertyza kogoś z naprawde ogromną wiedzą bo to wszystko jest bardzo skomplikowane i współzależne.

    Pozdrawiam i jest Pani na mojej liscie codziennej modlitwy; tak jak zwykle!!

    • wobroniewiary pisze:

      Przyjmuję selen, potas, magnez, kwasy omega witaminę B, jestem pod kontrolą lekarza, – jedyne czego nie mogę wyeliminować to potwornego stresu, ale przecież nie zabiję tych, którzy mi go w megadawkach dostarczają

      • an m pisze:

        moja śp. babcia, Panie świeć nad jej duszą, na problemy ze stawami stosowała zieleninę, czyli nać pietruszki, selera, cały por, no i obowiązkowo posiekaną pokrzywę a na obolałe stawy tłuczoną kapustę. Efekty nie były powalające, ale przy dłuższym regularnym stosowaniu, czuła poprawę.

        • an m pisze:

          zapomniałam dodać, że zielenina oczywiście do jedzenia no i pokrzywa hehehe 🙂 tylko kapusta do okładów 🙂

        • wobroniewiary pisze:

          Ja najbardziej lubię wszelką „trawę” kto mnie zna, potwierdzi od razu 😉

        • an m pisze:

          ja uwielbiam pietruszkę i koperek, coś wspaniałego 🙂

        • wobroniewiary pisze:

          Ja do koperku, pietruszki i szczypiorku jeszcze bardziej czosnek, bazylię, cząber (dodaję do gotujących się ziemniaków, zapach na pół bloku)
          Uwielbiam ryby a śledzie lepsze są te żółtawe a nie białe (bo naturalne a nie hodowlane, podobnie jak kurczaki)

          O zdrowej żywności mogę pisać więcej jak o wierze, hehehe a wczoraj zmiana pogody i dlatego ta stawy bolały, zresztą ile razy mam adresować olej tak jest, boli i już.
          Bo rękami trzeba pracować i nogami pójść na pocztę a potem mija….

        • an m pisze:

          czosnek u mnie w kuchni to podstawa:) rybki niestety rzadko jadam, ogólnie jestem wszystkożerna hehe

    • Admin pisze:

      Chodzisz do „naturopaty” serio? a do którego cechu on należy?
      może tu: http://www.naturopata.com.pl/

      • wobroniewiary pisze:

        Hehe, jednocześnie ostrzegamy 😀 😀 😀

      • Anna Maria pisze:

        Mój lekarz jest katolikiem a w leczeniu stosuje rownież ziołolecznictwo i ma ogromną wiedzę i szacunek do pacjenta,oraz dużą świadomosc zagrożeń duchowych w naturopatii, nie jest Polakiem i nie mieszka u nas. Pan Bóg dał nam naturę po to abyśmy z niej korzystali a nie z BigFarmy tak jak teraz jest właśnie z medycyną i leczeniem u nas! Wielka Tragedia!!!!
        Tak, właściwa naturopatia jest możliwa bo o to chodziło Panu Bogu (nie o chemiczne leczenie!)

        • wobroniewiary pisze:

          Właściwa ale bez otoczni new age – bardzo ważna i pożyteczna.
          Sama taką popieram

        • Wszystko co do tej pory znalazłem na temat „naturopatii” budzi moje stanowcze NIE
          albo ten twój lekarz nie jest prawdziwym „naturopatą” albo jeszcze coś innego.
          W każdym razie widząc szyld „naturopata” nie skorzystam.

          Nazwa:
          Naturopata

          Kod:
          323009

          Synteza:
          Stosuje niekonwencjonalne naturalne metody terapii i leczenia takie jak: ziołolecznictwo, arteterapię, diety, akupunkturę, akupresurę, hydroterapię, irydologię, i inne w połączeniu z praktykami klasycznej medycyny;
          udziela porad dotyczących higieny życia, zdrowego odżywiania, aktywności fizycznej;
          poprawia jakość życia pacjentów i promuje zdrowy styl życia.

          Zadania zawodowe:
          nawiązywanie kontaktu z pacjentem w celu określenia rodzaju dolegliwości i celu wizyty;
          określanie bilansu energii życiowej na podstawie badań np. tęczówki oka (irydologia);
          układanie indywidualnego programu terapii;
          udzielanie porad dotyczących zachowania odpowiedniej higieny życia, stosowania odpowiedniej diety i ćwiczeń fizycznych;
          stosowanie określonej, wybranej metody terapii np. akupunktury, akupresury, aromatoterapii, arteterapii, koloroterapii i innych;
          prowadzenie dokumentacji zabiegów;
          prowadzenie warsztatów, treningów i zajęć grupowych z dziećmi i młodzieżą pobudzających kreatywność, świadomość wartości itp.;
          przeprowadzanie konsultacji dla lekarzy medycyny oraz innych specjalistów medycyny niekonwencjonalnych;
          prowadzenie działalności profilaktycznej;
          promowanie zdrowego stylu życia w mediach;
          doskonalenie swojej wiedzy i umiejętności.
          http://rozanski.li/3467/ministerstwo-pracy-i-polityki-spolecznej-opublikowalo-opis-zawodu-zielarz-fitoterapeuta-kod-zawodu-323012/

          Mogę jedynie podejrzewać, że ten twój „naturopata” widzi pacjentkę (a może klientkę) jako wierzącą katoliczkę z „wielkim szacunkiem dla pacjenta” dostosowuje metody „leczenia” do oczekiwań pacjenta/klienta.
          Dobrze by było widzieć jego stronę internetową, być może co do akurat jego osoby zmieniłbym zdanie, jak na razie nie znam i dlatego od „naturopatii” jako takiej wolę trzymać się z dala.
          Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę czym może skończyć się reklama takiego „leczenia” jeśli ludzie przeczytają „naturopatia” jest OK więc szukam gabinetu? co znajdą w internecie? zapewne to co ja, mnie to co znalazłem przeraża.

        • Tu jest opis kto może zostać (w Polsce) „naturopatą”

          Naturopata jest specjalistą terapii naturalnych. Zgodnie z porozumieniem międzyszkolnym naturopatą zostaje osoba mająca uprawnienia do wykonywania co najmniej trzech uznanych terapii naturalnych.
          Aktualne zasady dopuszczenia do egzaminu czeladniczego w zawodzie Naturopata
          kurs przygotowawczy (on-line)
          dwa dodatkowe kursy z poniższej wymienionych:
          hipnoza
          akupunktura
          bioenergoterapia
          biomasaż
          coaching
          ustawienia hellingerowskie
          …..lub z innego zakresy medycyny naturalnej
          http://neurolingwistyka.com/kurs-szkolenia-warsztaty/naturopata

        • wobroniewiary pisze:

          pata – jak homeopata.
          Mówiłam, że naturalne ziołolecznictwo tak, ale ne żadne „patie”

        • Maggie pisze:

          Zwróćmy więc uwagę na to, że są leki z Bożej Apteki … ale, że czarownica czy szaman też po zioła sięga … i tu jest problem.
          Zwłaszcza, że w obecnym świecie, wszystko (naukowe, okultystyczne i wyimaginowane itp) wsadza się do jednego i tego samego tygla z napisem: to zdrowe i dla zdrowia, witalności etc.

  18. Anna Maria pisze:

    Prosze sprawdzac czy pani organizm dobrze to przyswaja i asymiluje odpowiednio. Bo tutaj może byc problem ( u mnie tak było, brak enzymów).
    Na stres rózeniec górski lub bardziej wszechstronna ” Lucuma ma wysoką zawartość niacyny (witamina B3), która ułatwia metabolizm białek oraz ma wpływ na wytwarzanie energii. Zaleca się w leczeniu depresji i wsparcia prawidłowego funkcjonowania układu nerwowego.
    Ostatnie badania potwierdziły, że witamina ta  pomaga obniżyć poziom cholesterolu i trójglicerydów we krwi i w związku z tym jest ważna w leczeniu wielu chorób, w szczególności otyłości i chorób sercowo-naczyniowych.
    Stosunkowo wysoka  zawartości żelaza pomaga zwiększyć stężenie hemoglobiny we krwi, co jest ważne w zwalczaniu niedokrwistości (ze względu na słodki smak polubią ją i dzieci).

    Karoten może zmniejszyć ryzyko zawału mięśnia sercowego i zwiększa wydajność układu immunologicznego.
    Lucuma oprócz tego, że ma doskonały smak, ma też wysoką wartość odżywczą.
    Pomaga złagodzić objawy zmęczenia.
    Ma korzystny wpływ na stan skóry. Pomaga w leczeniu chorób skóry i podrażnień skóry.”
    z http://www.peruwianskieziola.pl/lucuma-100-g
    Niektorzy wolą tylko suplementacje Bcomplex z wysokimi dawkami kwasu nikotynowego (niacyna)
    przez jakis czas. Wszystko zalezy od niedoborów i co najlepiej wchłania organizm.
    Ale to tylko część dożywiania,b ważna dla zdrowia ale równie wazna jest strona psychologiczna i środowisko w ktorym sie żyje. O stronie duchowej nie piszę bo to ma pani opanowane mistrzowsko! A my z tego również ogromnie korzystamy!!! Za co bardzo dziękuje!!!

    • Monika pisze:

      Witamina B2 i wszystkie inne z grupy B, to rewelacja i dosłownie balsam na cały nasz układ nerwowy – to wygrana walka ze stresem, depresją, skołatanymi nerwami, nadpobudliwością. Witamina ta to w przypadku układu nerwowego zupełna podstawa (plus magnes, dodający nam wigoru i chęci do działania i do życia) – no a tu to wiadomo, wątróbka się kłania – a nie żadne sztuczne witaminy B, bo to zupełnie niepotrzebne i wręcz szkodliwe.
      Wątróbka jest podstawowym jej źródłem ale jak mawiają mądrzy dietetycy i żywieniowcy, które dzisiaj dziecko da się namówić do zjedzenia wątróbki i co najważniejsze, która mama zachęca swoje dzieci do zjedzenia wątróbki? O zgrozo! Nie dość, że mama sama nie je – bo spożycie wątróbki jest słabiuśkie w Polsce i ciągle spada – to jeszcze dzieciom nie daje/ A to przecież nie tylko wszystkie witaminy z grupy B ale i życiodajne żelazo, które buduje naszą krew, a ta z kolei dostarcza życiodajnego tlenu do każdej komóreczki. Czy ktoś o tym jeszcze pamięta? A przecież wystarczy posłuchać naszego organizmu, obserwować go – on sam się nieraz domaga tej wątróbki, tak, że aż ciągnie do niej przynajmniej co jakiś czas.
      A potem skutki są takie, że przez całe życie kłaniają się złe nawyki żywieniowe, za które nie kto inny odpowiada jak mama każdego z nas, bo nie kto inny jak ona te nawyki żywieniowe kształtuje i utrwala – taka prawda.

  19. Anna Maria pisze:

    @ Monika ale ta wątróbka była karmiona paszą GMO z Argentyny, bo stamtąd pochodzą pasze dostępne u nas. A takiej wątróbki nie polecam; raczej suple. Nie ma innego wyjscia; tak jest żlel

    Masz absolutnie racje; my też przenieslismy sie z zatrutego miasta na wieś; sami hodujemy warzywa i inne. Eko-oczywiscie; praca jest b ciężka ale i duża radość i przyjemnosc z jedzenia prawdziwych i zdrowych rzeczy. I wiele naszych znajomych też tak zrobilo,wymieniamy sie darami natury. Kolo mnie nie ma pól leżących odłogiem tylko uprawy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s