Nowenna Pompejańska w intencji dzieci nienarodzonych – link do zapisów

Nowennę będziemy odmawiać od 30.01.2019 do 24.03.2019, a więc skończymy w wigilię uroczystości Zwiastowania Pańskiego – dnia, w którym podejmuje się Duchową Adopcję Dziecka Poczętego.
Otwierając zapisy do nowenny w Boże Narodzenie, składamy naszą wolę modlitwy w urodzinowym darze Dzieciątku Jezus, a na Patrona Nowenny obieramy św. Ojca Pio
Link do wpisu z modlitwami i listą osób biorących udział w NP  >>>Kliknij<<<

Reklamy
Opublikowano Wydarzenia

Świadectwo nawrócenia: w tym miejscu, w którym dopuściłem się bluźnierstwa, zostałem potrącony przez samochód…

Chciałem podzielić się z Państwem świadectwem mojego nawrócenia, jako wyraz wdzięczności Bogu za łaski i dobro jakie otrzymałem w życiu. Dziękuję też prowadzącym stronę W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej, bo odegrała ona dużą rolę w moim powrocie do Boga. Niech Wam Pan Bóg błogosławi i strzeże, a Najświętsza Maryja Panna ma Was w swojej opiece.
Z wyrazami szacunku (imię i nazwisko do wiadomości redakcji)

Pamiętam jak natrafiłem na youtube na konferencję ks. Piotra Glasa pt. „Wskazania egzorcysty dla małżonków”, zainteresował mnie tytuł, więc kliknąłem i wsiąkłem na dobre. Wiedziałem, że to Pan Bóg chciał, abym obejrzał ten film, tym bardziej, że pojawił się on dokładnie we wrześniu 2014 r. i nie miał jeszcze wtedy dużej oglądalności. Miałem wrażenie, że ten ksiądz, mieszkający na stałe w Anglii, mówił o mnie i do mnie. Szybko zacząłem przeglądać inne filmy, materiały, portale o treści religijnej (m.in. Gościa Niedzielnego, Polonia Christiana, W obronie Wiary i Tradycji Katolickiej, kanał Ruchu Czystych Serc). Mógłbym wymieniać bardzo długo, generalnie była to wielka odtrutka po tym, czym dotychczas się karmiłem…

Świadectwo nawrócenia

Ponieważ Krzysztof to samo świadectwo przesłał też do Gościa Niedzielnego, damy tylko jego fragment i link do Gościa Niedzielnego oraz całość świadectwa do pobrania

Dopuściłem się bluźnierstwa. A potem…

     Chciałem podzielić się świadectwem, o tym jak Bóg zdziałał wielkie rzeczy w moim życiu, jak wiele dobra od Niego otrzymałem i jak moje życie odmieniło się dzięki sakramentowi Spowiedzi Świętej. Pisanie tego świadectwa nie przyszło mi łatwo, bo zbierałem się do niego od dłuższego czasu i zbytnio się ociągałem, znajdując zawsze coś ważniejszego do zrobienia. Ponadto potrzebowałem trochę czasu, aby sobie wszystko uporządkować, bo droga do mojego nawrócenia była długa, pokrętna, pełna upadków. Dopiero po czasie, patrząc z odpowiedniej perspektywy widać, że Pan Bóg pisze prosto po liniach krzywych.

     Pochodzę z rodziny wierzącej i praktykującej, sam również do czasu mojego nawrócenia, kilka lat temu, uważałem się za taką osobę, ale patrząc z dzisiejszej perspektywy były to pozory, bo tak naprawdę moje duchowe życie było dwulicowe, pełne uwikłania w grzech, niechęci do jego odrzucenia, braku zaufania względem Pana Boga i ciągłej ucieczki przed Bożym Miłosierdziem. Swoją postawę mogę skomentować dwoma fragmentami Pisma Świętego:

„Obłudnicy, dobrze powiedział o was prorok Izajasz: 
Ten lud czci Mnie wargami, 
lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.                                                                              
Ale czci mnie na próżno, 
ucząc zasad podanych przez ludzi” Mt 15, 7-9

oraz
„Nie każdy, który Mi mówi: „Panie, Panie!”, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie.” Mt 7, 21

Ale nie zawsze tak było.

     Pierwsze lata mojego duchowego życia jako kilkuletnie dziecko i w pierwszych klasach szkoły podstawowej oceniam pozytywnie. Moja wiara była żywa, miałem bliską relację z Bogiem, bo był On dla mnie kimś bliskim, kto chce dla mnie wszystkiego co najlepsze, kto mnie kocha i nigdy nie skrzywdzi. Do dziś pamiętam Pierwszą Spowiedź Św., z jak dużym przejęciem się do niej przygotowywałem i jak radośnie i lekko się czułem po odpuszczeniu grzechów. Także Pierwsza Komunia Święta była dla mnie niezwykłym duchowym przeżyciem i wydawało mi się wówczas, że nikt i nic nie odbierze mi szczęścia z obcowania z Bogiem. Wkrótce miało się to jednak zmienić. Czym to było spowodowane? Z perspektywy czasu można by się doszukiwać różnych przyczyn: problemy w domu rodzinnym, zły wpływ rówieśników, telewizji, niewłaściwych książek, zbyt płytka edukacja religijna. Jednak tak naprawdę byłoby to usprawiedliwianie się i szukanie winy u innych, zamiast realnego spojrzenia na własne postępowanie i wybory życiowe.

     To co zniszczyło moją szczerą i prawdziwą relację z Bogiem było spowodowane faktem, że już od wczesnej młodości prowadziłem „podwójne życie”. Rodzina i najbliższe otoczenie uważało mnie za miłe, grzeczne, dobrze ułożone dziecko i tak się zachowywałem, gdy wypadało takim być. W otoczeniu rodzeństwa lub rówieśników postępowałem inaczej. Rozrabialiśmy, używaliśmy dużo wulgaryzmów, dokuczaliśmy sąsiadom, wymyślaliśmy zabawy krzywdzące innych. Robiliśmy wiele złych i głupich rzeczy, z których dawniej byłem dumny, a obecnie wstydzę się i łapię się za głowę jak sobie o tym przypomnę. Sam nie tylko w tym uczestniczyłem, ale byłem często pomysłodawcą wielu grzechów.

     To samo działo się w moim życiu religijnym. Wprawdzie modliłem się codziennie, prosząc Boga o pomoc i opiekę, na lekcjach religii byłem uważany za dobrego ucznia, a co niedzielę z rodziną chodziłem do kościoła na Mszę Św., ale z drugiej strony obrażałem Boga, wyśmiewając się z osób prawdziwie wierzących, przedrzeźniając księży, drwiąc z Sacrum (przerabiając np. modlitwy lub pieśni religijne, zmieniając ich znaczenie lub co gorsza dodając wulgaryzmy). Jednocześnie nadal uważałem się za dobrego chrześcijanina, traktując moje postępowanie za „niewinne żarty”, nie widząc jednocześnie tego, że coraz bardziej otwierałem się na zło.

     Nie trzeba było długo czekać na smutne skutki takiego postępowania. Najgorsze w tym wszystkim było to, że zwątpiłem w dobroć i miłosierdzie Boga. Pewnego razu idąc do spowiedzi (będąc jeszcze w szkole podstawowej) wiedziałem, że powinienem przyznać się do pewnej rzeczy, którą zrobiłem, a która wydawała mi się niewłaściwa. Jednak w konfesjonale zataiłem to ze wstydu przed księdzem, którego znałem. Od razu po skończonej spowiedzi usiadłem w ławce, spojrzałem na Tabernakulum i wiedziałem, że okłamałem nie tylko księdza, ale również Pana Jezusa. Zacząłem przepraszać Boga za to co zrobiłem, ale zamiast jeszcze raz pójść do spowiedzi i wyznać szczerze wszystkie grzechy, pomodliłem się tylko chwilę i wyszedłem z Kościoła.

     To wówczas straciłem coś naprawdę cennego – dziecięcą niewinność i przekonanie, że Bóg jest dobry i naprawdę mnie kocha, jest miłosierny i bliski każdemu człowiekowi. Od tego momentu Bóg stał się dla mnie bardziej sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze. Zamiast prawdziwej bojaźni wynikającej z miłości zacząłem się po prostu Boga bać, a szatan bardzo szybko wykorzystał sytuację w jakiej się znalazłem.

     Będąc jeszcze uczniem szkoły podstawowej dopuściłem się bluźnierstwa – przechodząc z grupą rówieśników koło przydrożnego krzyża splunąłem pod niego. Sam do tej pory nie wiem dlaczego to zrobiłem, czy „dla zabawy”, czy może aby „zaimponować grupie”, choć teraz to mało istotne. Najważniejsze było to, że w momencie w którym to zrobiłem poczułem przynaglenie, aby zrobić to w formie bluźnierstwa przeciw Jezusowi, który wisiał na tym krzyżu. Nikt się jednak nie śmiał, a chyba nawet nie zauważył tego co zrobiłem, ale ja wiedziałem, że było to coś złego i tym samym dałem szatanowi przyzwolenie na wejście z dużą siłą w moje życie. Nie musiałem czekać długo na efekty.

     Wkrótce potem w tym samym miejscu, w którym dopuściłem się bluźnierstwa, zostałem potrącony przez samochód na przejściu dla pieszych. Samego momentu wypadku nie pamiętam, poczułem tylko uderzenie i obudziłem się po jakimś czasie, leżąc zakrwawiony na ulicy, z tłumem gapiów nade mną, a potem podróż karetką do szpitala, zapłakani rodzice nad moim łóżkiem, operacja… W tamtej chwili otarłem się o śmierć. Leżąc przez miesiąc przykuty do szpitalnego łóżka, przestraszyłem się nie na żarty i oczywiście połączyłem ten wypadek z tym, co zrobiłem wcześniej. Obwiniłem o wszystko Boga i uznałem, że to Jego kara, bo przecież On za dobre wynagradza, a za złe karze. Nie myślałem wówczas o Jego miłosierdziu, że powinienem być mu wdzięczny, że jeszcze żyję, że dał mi szansę na nawrócenie. Nawet przysłał do mnie księdza, zapewne kapelana szpitalnego, który chciał mnie wyspowiadać, ale ja nie byłem na to gotowy. Pomyślałem wówczas, że mój grzech był tak ciężki, że ksiądz mi go nie odpuści, ponadto bałem się jego reakcji i co pomyśli rodzina, gdy się dowie co zrobiłem i jaka była prawdziwa przyczyna tego, że znalazłem się w szpitalu. Uczyniłem wtedy w duchu mocne postanowienie, że jeżeli wyspowiadam się kiedykolwiek z tego grzechu, to będzie to pod koniec życia, najpewniej na łożu śmierci. Z perspektywy czasu widzę jak bardzo złe i głupie było moje rozumowanie. Byłem wówczas po prostu przestraszonym dzieckiem, które pozwoliło, aby strach zaczął rządzić moim życiem.

     Po wyjściu ze szpitala, stopniowo odzyskiwałem zdrowie fizyczne, ale wypadek pozostał dla mnie traumą psychiczną i duchową na całe życie, starałem się więc najczęściej nie wracać do niego pamięcią. Mogę to porównać do źle zagojonej rany, zarośniętej blizną. Z pozoru wyglądało w porządku, a pod spodem wszystko ropiało i każde mocniejsze dotknięcie powodowało ból. Najgorsze było jednak to, że szybko zapomniałem o nie wyspowiadanych grzechach, przez co naraziłem swoją duszę na wielkie niebezpieczeństwo. Z pozoru pod względem duchowym wszystko wróciło do normy. Generalnie nadal uważałem się za tzw. „praktykującego katolika” (przez większą część mojego życia Msza Święta co niedzielę, Spowiedź Św. i Komunia Św. przynajmniej dwa razy w roku). Niestety moja wiara była już bardzo letnia, niby wierzyłem w Boga, ale nie całkowicie Jemu ufałem, chodziłem na Mszę Świętą, ale mało co z niej wynosiłem, modliłem się, ale w pośpiechu, bez uwagi i byle jak, stopniowo coraz mniej i coraz rzadziej; chciałem czytać Pismo Święte, ale miałem duże problemy, żeby się do tego zmobilizować. Do spowiedzi chodziłem też bardziej ze strachu, albo z przymusu, bo trzeba się wyspowiadać przed świętami, a nie dlatego, żeby spotkać się z Jezusem w konfesjonale, a potem w Komunii Św. i żyć w stanie łaski uświęcającej. Teraz już wiem, że działo się tak dlatego, bo liczyłem tylko na własne siły i myślałem, że zbawię się samemu, że moje dobre uczynki przeważą zło, które uczyniłem.

            W takim stanie pozostawałem przez ponad 20 lat i z każdym rokiem było coraz gorzej….

Czytaj całość: kliknij na Gosc.pl albo pobierz: Świadectwo

Słowo ode mnie:
Czytając to świadectwo przed opublikowaniem wzruszyłam się i popłakałam. Jakie to cudowne uczucie, przenikające do głębi duszy i serca wiedząc, że dzięki tej stronie i mnie ktoś wrócił do Boga. Obyśmy wszyscy w chwili śmierci i spotkania z Panem mogli usłyszeć, że ktoś dzięki nam wrócił do Boga, że nie odszedł od Boga ku zwodniczym religiom, ułudzie świata, mamonie – ale właśnie wrócił do Boga

Opublikowano Świadectwa | 11 Komentarzy

Oktawa modłów o jedność Kościoła

W Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan módlmy się o powrót wszystkich chrześcijan na łono jedynego, prawdziwego Kościoła katolickiego. Tylko bowiem Kościół katolicki został założony przez Jezusa Chrystusa
Dziś, 21 stycznia modlimy się o powrót do Kościoła luteranów i innych europejskich protestantów

Św. Pius X wprowadził w 1908 r. Oktawę modłów o jedność Kościoła

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 94 Komentarze

Wojciech Sumliński: Między dżumą a grypą

Zapraszam do wysłuchania i refleksji:

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 73 Komentarze

Świadectwo: Wszystkie węzły się wchłonęły, przerzuty zniknęły a uzdrowienie zostało potwierdzone medycznie

Na stronie „Przystań Duchowa”, prowadzonej przez wspólnotę związaną z ks. Łukaszem Prausa SAC (miałam łaskę uczestnictwa w rekolekcjach z tym kapłanem w Licheniu) możemy przeczytać następujące – udokumentowane medycznie – świadectwo 

Szczęść Boże.
Po wielu poszukiwaniach, milionach różnych badań, zdiagnozowano u mnie chłoniaka Hodgkina (złośliwy nowotwór ziarniczy węzłów chłonnych). Zanim jednak to się stało zaczęłam zawierzać Bogu swoje życie. Na Mszę Świętą i nabożeństwo z modlitwą o uzdrowienie prowadzone przez księdza Łukasza Prausa, kiedy pierwszy raz trafiłam byłam pełna nadziei, że podczas tych spotkań Pan wysłucha moich modlitw i mnie uzdrowi. Diagnoza mnie nie zaskoczyła, przyjęłam to ze spokojem i pokorą. Wiedziałam, że jestem w dobrych rękach, ze Pan nade mną czuwa.
Po dokładniejszych badaniach okazało się, że są przerzuty do płuc, kości, wątroby. 
Przed wizytą u lekarza udało mi się porozmawiać z ks.Łukaszem, przedstawiłam mu swoją sytuację, ksiądz zapewnił, że w swoich modlitwach będzie o mnie pamiętał. Na efekty modlitwy nie trzeba było długo czekać. Przed pierwszą chemią pobrano do badania szpik -okazał się być czysty. Wszystko przebiegało bardzo dobrze, a ja nadal uczestniczyłam w Mszach Świętych z modlitwą o uzdrowienie prowadzonych przez ks. Łukasza. Na jednym z takich spotkań usłyszałam słowa poznania, które przekazał ks Łukasz: „Jest wśród nas osoba chora na nowotwór. Pan mówi do Ciebie: ta choroba nie zmierza ku śmierci”.
Wiedziałam, ze chodzi o mnie, a potwierdziło się to na kolejnym spotkaniu, kiedy ks. Łukasz modlił się nade mną, i otrzymał słowo poznania: „Angeliko, Pan kieruje do Ciebie takie słowa: ta choroba nie zmierza do śmierci”, oraz obraz ciemnego tunelu na końcu którego jest światło. Po modlitwach ks. Łukasza udałam się na wizytę lekarską gdzie wykonano kontrolne badanie PET, które pokazało, ze jestem czysta. Wszystkie węzły się wchłonęły. Zniknęły przerzuty. Zostałam uzdrowiona. A uzdrowienie zostało potwierdzone medycznie.
Dziękuje Jezusowi, Maryi za to, że z całą moją rodziną, przyjaciółmi możemy uczestniczyć w tak pięknych spotkaniach ewangelizacyjnych prowadzonych przez księdza Łukasza Prausa.
Wierzymy że to Boże dzieło, które wydaje tak piękne owoce nadal będzie się rozwijać bo my ludzie świeccy tego bardzo potrzebujemy. Każde spotkania ewangelizacyjne, charyzmatyczne Msze św. z modlitwą o uzdrowienie, nas umacniają i sama zachęcam tych, którzy jeszcze nie byli, aby się nie wahali i skorzystali z możliwości uczestniczenia w spotkaniach prowadzonych przez tego kapłana.
Z serca jeszcze raz za wszystko dziękuję. Dziś jestem szczęśliwą żoną i matką. A.K
Za:  profil wspólnoty na fb

Zaproszenie na najbliższe spotkanie modlitewne

Drodzy w Sercu Jezusa, bracia i siostry!
Posługa ks. Łukasza przypada w obecnym czasie, szczególnie naznaczonym mentalnością, która uległa sekularyzacji, w której nie ma miejsca dla Boga, gdzie Bóg jest całkowicie lub częściowo nieobecny w ludzkim sumieniu i egzystencji. Oprócz szczególnego kontaktu z Jezusem podczas odprawianej Mszy Świętej ks. Łukasz otrzymał także inne łaski, takie jak moc modlitwy wstawienniczej o fizyczne i duchowe uzdrowienie oraz uwolnienie od jakiegokolwiek związku ze złem oraz dar uwielbienia Jezusa, które przenika do głębi dusze, porusza i prowadzi do nawrócenia.

Ks. Łukasz, który prowadzi modlitwy o uzdrowienie, jest świadkiem wielu cudów. Bóg wybierając takich jak ks. Łukasz, przypomina o sobie. Ten kapłan ma wiele darów: uzdrawiania, pocieszania a przede wszystkim widoczne jest to jak ludzie zmieniają swoje życie po spotkaniu z nim. W każdą czwartą sobotę do Łódzkiego Sanktuarium Świętości Życia przyjeżdża spora liczba osób z całej Polski w tym czasie ks. Łukasz modli się nad każdym indywidualnie. Jeśli masz wśród bliskich osoby nieuleczalnie chore lub niepełnosprawne – zabierz je ze sobą. Jeżeli nie masz takiej możliwości, weź ze sobą zdjęcie osoby chorej. Zapraszamy serdecznie wszystkich na Spotkanie z Jezusem Boskim Lekarzem i z Jego uczniem ks. Łukaszem Prausa w Łódzkim Sanktuarium Świętości Życia ul. Łagiewnicka 197/201.

W sobotę 26 stycznia br. odbędzie się charyzmatyczne spotkanie ewangelizacyjne które poprowadzi ks. Łukasz Prausa. Spotkanie ma charakter otwarty dla wszystkich. Rozpoczęcie o godz. 11:30 Modlitwą Różańcową, podczas której będzie możliwość spowiedzi. O godz. 12:00 – Msza Święta z homilią ks. Łukasza Prausa. W przerwie od godz. 14:00 do 15.00 czynna będzie herbaciarnia klasztorna. Po Mszy świętej ks. Łukasz poprowadzi modlitwę uzdrowienia i uwolnienia za chorych oraz za wszystkich przybyłych parafian i pielgrzymów, nastąpi również błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem udzielonym na sposób lourdzki wszystkim chorym i pielgrzymom. Zakończenie Spotkania ok. godz. 17:00.

Ps. 1: Info dla osób z okolic  Śląska: 
Kochani organizujemy wyjazd w dniu 26 stycznia z okolic Śląska do Łodzi na charyzmatyczne spotkanie ewangelizacyjne z Mszą Świętą i modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie prowadzone przez ks. Łukasza Prausa. (…) Jesteśmy wstanie po drodze zabrać pielgrzymów. Zastrzegamy, możliwość odwołania wyjazdu w przypadku, gdy zgłosi się mniej niż 40 osób. Informacje i zapisy: 509-260-865 dzwonić po godz. 18:00

Ps. 2 dla tych, którzy nie mogą pojechać i uczestniczyć osobiście
Dla nas pozostaje możliwość duchowego uczestnictwa oraz udziału w nabożeństwie dzięki transmisji on-line, którą udostępnimy również na naszej stronie

Opublikowano Aktualności, Świadectwa | Otagowano , , | 27 Komentarzy

Ks. Marek Wasąg: W klepsydrze czasu spada ostatnie ziarenko i objawi się niebawem Gniew Boży

Homilia ks. Marka Wasąga z wczoraj (17.01.2019)
Podczas homilii padły słowa Pana Jezusa wypowiedziane do Alicji Lenczewskiej:
„W klepsydrze czasu spada ostatnie ziarenko i objawi się niebawem Gniew Boży”

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 52 Komentarze

Nabożeństwo z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie wewnętrzne – dziś od godz. 19.00 w Polańczyku

 

Opublikowano Aktualności | 65 Komentarzy

Ks. infułat Jan Pęzioł: Ludzie nie wierzą w szatana – to jego największe osiągnięcie

Często się zdarza, że podczas nabożeństw z modlitwą o uzdrowienie, które odprawiane są w każdą czwartą sobotę miesiąca, w kościele słychać wielki krzyk. Muszę wtedy podejść i powiedzieć: „W Imię Jezusa mówię ci, milcz!”. Później, po nabożeństwie, odbywa się egzorcyzm

Egzorcysta ks. infułat Jan Pęzioł przekonuje, że diabeł potrafi zawiązać umysł człowieka.

Ksiądz Jan ma blisko 90 lat. Egzorcystą jest od lat 17. Każdego dnia większość swojego czasu spędza w kaplicy, w której znajduje się cudowna figura Matki Bożej Kębelskiej. To tam, u stóp Matki, wyrzuca z ludzi złe duchy.

Do ks. Jana codziennie przyjeżdżają ci, którzy potrzebują pomocy. – To ludzie z całej Polski – mówi egzorcysta. – Każdego dnia mam zapisane przynajmniej dwie osoby. Nie umawiam więcej, bo wiem, że i tak ktoś się trafi bez zapowiedzi, komu nie będę mógł odmówić modlitwy.

Najczęściej do egzorcysty przybywają ci, którzy kiedykolwiek mieli doświadczenie z okultyzmem. – To straszne zło. Dziś przyjechała do mnie kobieta, która od lat próbuje się wyzwolić z praktyk okultystycznych i nie może. Zniewolona i poraniona przez szatana. Egzorcyzm trwał dwie godziny.

Duchowny opowiada, że wielokrotnie miał do czynienia ze studentami, którzy przyjeżdżali do niego po pomoc. – Ich problem polegał na tym, ze nagle przestali móc cokolwiek zapamiętać. Uczyli się, ale bez żadnego skutku. Nie mogli zdać żadnego egzaminu. Po jednym egzorcyzmie wszystko minęło.

Choć wielu myśli, że do Wąwolnicy ludzie przyjeżdżają prosić Matkę Bożą jedynie o uzdrowienie fizyczne, to jak przekonuje ks. Jan, bardzo wiele osób potrzebuje uzdrowienia duchowego. – Często się zdarza, że podczas nabożeństw z modlitwą o uzdrowienie, które odprawiane są w każdą czwartą sobotę miesiąca, w kościele słychać wielki krzyk. Muszę wtedy podejść i powiedzieć: „W Imię Jezusa mówię ci, milcz!”. Później, po nabożeństwie, odbywa się egzorcyzm.

Ks. Jan zwraca uwagę, że dzisiejszym wielkim zwycięstwem szatana jest fakt, że ludzie przestają w niego wierzyć. – Wielu do kościoła chodzi, mówi, że wierzy w Pana Boga, ale nie wierzy w szatana. Tak im umysły pozawiązywał – stwierdza kapłan. – Bo on tak potrafi. Wtedy ludzie prawdy nie widzą.

Duchowny ze złym walczy wytrwałą modlitwą. – Mam taki rytualny modlitewnik – mówi – ale tak naprawdę szatan najbardziej boi się Różańca. – Pamiętam kiedyś, jak zadzwoniła do mnie pani Elżbieta z Irlandii. Bardzo męczył ją zły duch. Długo się modliłem i nic. W końcu zacząłem odmawiać Różaniec. Najpierw pierwszą, potem drugą i trzecią część. Przy czwartej usłyszałem grubym głosem wypowiedziane: przestań! Modliłem się dalej. Doszedłem do szóstej części i wtedy zły krzyknął, że już dłużej tego nie wytrzyma, i że już wychodzi.

Ks. Jan mimo podeszłego wieku cieszy się dobrym zdrowiem i jest otwarty na pomoc każdemu człowiekowi. – Dopóki tylko będę mógł, to będę te złe duchy wyrzucał – podkreśla z mocą.
Źródło: Gość Niedzielny

Nabożeństwa o uzdrowienie duszy i ciała

Odbywają się w każdą 4 sobotę miesiąca. Mają stały przebieg – modlitwy a potem śpiew psalmów i pieśni religijnych. Wszystko jest zrozumiałe, modlitwy wypowiadane po polsku, nie ma modlitw w niezrozumiałych językach, nie ma ogłaszania cudów z góry – jeśli ktoś dostąpi cudu uzdrowienia, to najpierw idzie do lekarza, gromadzi dokumentację medyczną a następnie z tą dokumentacją zgłasza się do Sanktuarium – po jej przestudiowaniu przypadek zostaje wpisany do Księgi Łask a ks. Jan Pęzioł o niektórych przypadkach uzdrowień opowiada podczas homilii czy w trakcie odmawiania modlitw o uwolnienie i uzdrowienie – zawsze po udokumentowaniu faktu uzdrowienia (rok a nawet kilka lat „po”).
Najbliższe Nabożeństwo odbędzie się 26 stycznia, a tu kalendarz na 2019 rok: kliknij

Nabożeństwo uzdrowienia

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 77 Komentarzy

Ks. Adam Skwarczyński: PARUZJA – Idziesz sądzić „żywych” i „umarłych”!!!

Niech jednak nikt nie próbuje „nawracać” swoich duszpasterzy, gdyż nie nadeszły jeszcze wstrząsające wydarzenia, przez które zacznie przemawiać Bóg.
ks. Adam Skwarczyński

PARUZJA
Idziesz sądzić „żywych” i „umarłych”!!!

WSTĘP I z myślą o znajomych

    Wiem, że u niektórych Czytelników zdziwienie wywoła to, że zobaczą znany im mój „List do Rodaków o Paruzji” w połączeniu z nowym tekstem o Paruzji jako Sądzie Ostatecznym. Jednak liczę na Waszą wyrozumiałość! Dlatego to połączenie, by odtąd oba teksty mogły być przekazywane innym łącznie, ich treść jest ze sobą ściśle powiązana. To samo dotyczy druku (i w drukarni, i na domowych drukarkach), oto oba teksty ukazują się pod wspólnym tytułem: «Paruzja. Idziesz sądzić „żywych” i „umarłych”». Gdyby ktoś mógł wesprzeć druk swoim groszem, już nigdy w życiu lepiej go nie wykorzysta – to może mieć wpływ na wieczne zbawienie lub potępienie wielu ludzi! Biedny emeryt musi podnosić alarm i w Polsce, i w świecie (chodzi o druk „Iskry” w językach obcych), za co jest odpowiedzialny przed Bogiem, a tymczasem nie zbił potrzebnej do tego fortuny. Wielcy i możni tego świata śpią, a czas nagli! Nadchodzący kryzys gospodarczy zuboży wszystkich, którzy nie mają sztab złota, zostaną z pustą kieszenią, co wykorzysta książę ciemności i jego pieścidełko: ogólnoświatowy rząd. On będzie dyktował, komu co dać, a kogo czego pozbawić, z życiem włącznie. A więc w ostatnich spokojnych chwilach drukujmy wspólnymi siłami co możliwe, a gdy zabraknie internetu, druki będą na wagę złota. Wykorzystajmy do tego drukarki domowe. Gdyby ktoś chciał zamówić 10 egz. z drukarni lub więcej, niech dzwoni: 25*643*53*10.

WSTĘP II do drukowanej broszury

    «Ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”» (Ap 7,02-03). Teraz właśnie, w ostatnich chwilach przed opisaną niżej Paruzją Jezusa, dokonuje się to apokaliptyczne pieczętowanie i podział ludzi na dwie kategorie. Jedną stanowią niby-wierzący, którzy jak ognia boją się najmniejszego cierpienia, byle pryszcz budzi ich przerażenie i wydają krocie na operacje plastyczne, a jeśli słuchają nauk kapłanów, to tylko głoszących szczęśliwe i przyjemne życie ziemskie. Do drugiej kategorii należą prawdziwi słudzy Boga, mający na czołach (w myślach i w sercu) anielską pieczęć krzyża. Oni są „jak drzewo, zasadzone nad płynącą wodą” (zob. Ps. 1), imponują nie tylko zielenią liści, ale i obfitością owoców. Jako wielki skarb, jako dany im talent traktują to wszystko, co trudne, męczące i bolesne, a co mogą ofiarować Bogu za zdobycie Nieba dla siebie i dla innych. Tylko oni zdolni są rozpoznać ten skarb w ogromie cierpień, jak nigdy dotąd spadających lawiną na całą ziemię, ale też, jak nigdy dotychczas, wysoko cenionych przez naszego Ojca w Niebie. Tylko oni są zdolni, na wzór Jego Syna Jezusa i w zjednoczeniu z Nim, stawać się „małymi zbawicielami” wielu swoich bliźnich, ofiarując się i modląc się za nich. Bóg chce ich mieć jak najszybciej w jak największej liczbie, gdyż apokaliptyczni Aniołowie z sierpami pochyleni już są nad ziemią, przygotowani na krwawe żniwo.

    Właśnie Polska powołana została do tego, by wychodząca z niej „Iskra”, zapowiedziana przez Jezusa, podpaliła wielki stos dusz-ofiar w świecie, przygotowując go na przyjście Sędziego, Zwycięskiego Króla. Jeśli ktoś z Czytelników sam już przyłączył się do naszej „Iskry” według podanych niżej zasad, niech teraz zdobywa innych dla tej idei, znajomych i nieznajomych, gdyż czasu zostało niewiele! I niech nie pyta o „imprimatur” dla tej broszurki, gdyż wystarczy jeśli biskupi, otrzymawszy te teksty, milczą, a nie przeczą ani nie wstrzymują. Gdy zaczną się wstrząsające wydarzenia, one same staną się „podpisem”…

    Obiecuję stałą modlitwę i błogosławię „Iskrze”, ale najgorliwiej wspieram swą osobistą ofiarą apostołujących w swoim otoczeniu. Każdy z tych, którym do ostatniej chwili pomogą oni przyłączyć się do nas, stanie się wielki w oczach Boga i całego Nieba, gdyż jego krzyż i modlitwa będą ostatnią deską ratunku dla grzeszników świata. Będzie ich duchowym ojcem lub matką na całą wieczność!

ks. Adam Skwarczyński
13 stycznia 2019

Fragment 1:
Ks. Adam Skwarczyński, 8 lipca 2018
DO MOICH RODAKÓW – LIST O PARUZJI

    Drodzy Rodacy,

    W ostatnich dniach skierowałem apel do tych Polaków, którzy zastanawiają się nad powrotem do Ojczyzny, być może powodowani jakimś wewnętrznym impulsem. Chciałem ich wesprzeć argumentami, które by ich do tego zachęcały i mobilizowały. Tamten apel da się streścić w 3 zdaniach: 1). nadchodzi Paruzja Jezusa, a wraz z nią wielka i bolesna przemiana, oczyszczenie świata; 2) Polska będzie w dużej mierze oszczędzona (to prawda, że ściąga na siebie surową karę za ogrom grzechów, zwłaszcza za zabójstwo dzieci w łonach matek – wciąż jeszcze giną „w majestacie prawa”(!), jakby nie wystarczyły dziesiątki milionów zamordowanych – jednak Bóg częściowo oszczędzi ją ze względu na jej misję); 3) należy już teraz myśleć o powrocie, gdyż od pewnego dnia będzie on niemożliwy.

    Polka znad Zatoki Arabskiej zapytała: a co mamy zrobić my, którzy z różnych względów nie możemy myśleć o powrocie? Obiecałem jej, że napiszę list z odpowiednimi radami. Z konieczności musi on być dłuższy i bardziej szczegółowy, gdyż muszę w nim poruszyć sprawy natury duchowej. Będzie zawierał odpowiedź na 3 pytania: co zbliża się do ziemi? Jak się przygotować? Jak pomóc innym w tym przygotowaniu?

    Zacząłem pisać ten list do Polaków za granicą, jednak jest wolą Bożą, by dotarł on także do Rodaków w Kraju, bo dlaczego zawsze ma być „najciemniej pod samą latarnią”…? Wprawdzie w Polsce dostępna jest moja „powieść” „Z Aniołem do Nowego Świata”, 5 zeszytów „Iskry z Polski” oraz „wywiad” ze mną, lecz i ten list może mieć jakieś znaczenie w tej „ciszy przed burzą”. Tak, przed „burzą”, której odgłosy są coraz bliższe i wyraźniejsze, a więc najwyższy czas się do niej przygotować.

Fragment 2:
Ks. Adam Skwarczyński, 7-9 grudnia 2018

APEL PROSTACZKA DO WIELKICH TEGO ŚWIATA

W SPRAWIE PARUZJI

    Wstęp
Sprawa jest bardzo poważna, zacznę więc „uroczyście”. Biorę Boga na świadka, że pragnę teraz głosić tylko i wyłącznie Jego Prawdę, i tylko Prawdę, na ile jest mi to w tej chwili dane w sposób wyraźny i zobowiązujący. Niech przy tym głoszeniu moje własne „ja” będzie zdruzgotane i poniżone, moje własne przemyślenia mało ważne, a wszystko co nie jest Boże – pominięte.

    W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Na jak największą chwałę Najświętszej Trójcy i na pożytek Kościoła, który gorąco miłuję. Kościoła, który wreszcie, na końcu czasów, musi powrócić do swojej własnej i właściwej eschatologii, w ciągu wieków wypaczonej.

    Choćby zamieszczone tu stwierdzenia były dla wielu szokujące, ośmielam się je wypowiedzieć w oparciu o wiedzę, od wczesnego dzieciństwa otrzymywaną. Jako małe, może 2-3 letnie dziecko, zostałem przez Maryję w Jej ramionach zaniesiony do Nieba, wprost przed Oblicze Boga siedzącego na tronie. Szczegółowy opis tegoż pomijam. Na oczach mieszkańców Nieba została mi powierzona misja, dotycząca całego mojego życia, a koleje życia – włącznie z rodzajem śmierci – stały mi się znane. Aż do dzisiaj, na przestrzeni lat, przypominam sobie i odkrywam powoli to, co wówczas dane mi było poznać. Ostatnie objawienie, spinające jak klamra wszystko co dotąd poznałem, dane mi było około roku 1983 w czasie nocnej modlitwy w kościele, a dotyczyło przeżycia Paruzji – Powtórnego Przyjścia Jezusa – w sposób identyczny, jak wkrótce doświadczą owego Spotkania z Sędzią w tej samej chwili wszyscy mieszkańcy ziemi.

    Przyjście Jezusa „powtórne” będzie jednocześnie „ostatecznym”. Nie bardzo rozumiałem, dlaczego (chodzi o „Dzienniczek” św. Faustyny) Pan Jezus użył właśnie tego określenia: „Moje ostateczne przyjście”. Na nocnej modlitwie Bóg mnie oświecił, że ma się ono dokonać nie na końcu świata, lecz na końcu czasów, a więc za naszych dni. Pierwsze z tych przeżyć opisywałem dość szczegółowo (na piśmie i w „wywiadach”), wiążąc je z „Ostrzeżeniem” albo „małym sądem”, czy też „prześwietleniem sumień”. Jednak było i drugie. Gdy w ciemności nocy trwałem w kościele, przed Majestem Boga padłszy na twarz, od Jego Tronu wychodził bardzo wąski promień, który powoli przesuwał się po ziemi i jej mieszkańcach, oddzielając zbawionych od potępionych. Kiedy zobaczyłem, że niektóre z bliskich mi osób znalazły się „po lewicy”, oddzielone od reszty, zanurzyłem się w błaganiu o Miłosierdzie dla nich. Po chwili promień przesunął się dalej, pozostawiając te osoby po „naszej” stronie. Była to jeszcze chwila, w której mogłem błagać, lecz mam świadomość, że już wkrótce stanie się to niemożliwe. Napisałem o tym w artykule „Anioł [Apokalipsy] z kadzielnicą”.

    Czerpię teraz z nocnych wizji-pouczeń, które otrzymywałem przez całe lata jako dziecko. Gdy, wstrząśnięty ich głębią i rozmiarami, wracając na ziemię żałowałem, że prawie niczego nie jestem w stanie zapamiętać, a tym bardziej komukolwiek przekazać, zawsze bywałem uspokajany, że w swoim czasie – gdy będzie to potrzebne – skarbiec ten stanie się dla mnie dostępny. Wierzę, że dzisiaj ten czas nadszedł. Wstawszy nad ranem, piszę z polecenia Bożego. Nie otrzymuję go w jakichś słowach, tylko rozpoznaję w swojej woli, nastawionej na wypełnienie Woli Bożej.

    Chrześcijanie pierwszych wieków żyli w przekonaniu, że Jezus powróci „niebawem” i zakróluje na ziemi (w Apokalipsie „niebawem” użyte jest aż osiem razy). Przy tym musieli wiedzieć, że nie chodzi tu o chodzenie Jezusa po ziemi w ciele, ale o tym dalej. Pozdrawiali się słowami „Marana tha”, którymi potwierdzali swoje przekonanie. Później zanikł nie tylko ten zwyczaj, ale także samo oczekiwanie. W ciągu wieków Paruzja splotła się w nauczaniu Kościoła z Sądem Ostatecznym na samym końcu świata, a tym samym ukryła się za mgłą wydarzenia, które za ileś tysięcy lat przyjdzie nieuchronnie samo i nie wymaga ani oczekiwania, ani jakiegoś przygotowania. I właśnie teraz ten błąd powinien zostać przezwyciężony! Spróbujmy pójść w tym kierunku.

Pobierz tekst broszury
(18 stron, stąd nie publikujemy całości) a podajemy link do pobrania
kliknij na: PARUZJA – Idziesz sądzić „żywych” i „umarłych”!!!

 

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano | 91 Komentarzy

Takiej wiary dziś nam trzeba – „Nie lyj dyscu, nie lyj, bo cie tu nie trzeba” czyli św. Jan Paweł II we Lwowie …

Deszcz tak niemiłosiernie uderzał w blaszany dach podium, na którym siedział i przemawiał Papież, że chyba Ojciec Święty sam siebie nie słyszał (…) Nagle Jan Paweł II odłożył kartki przesunął mikrofon bliżej i zaczął śpiewać: ‘Nie lij deszczu, nie lij, bo cię tu nie trzeba…’ … i  przestało padać

‘Nie lij deszczu, nie lij, bo cię tu nie trzeba…’ – jak wielką wiarę miał św. Jan Paweł II

Fragment homilii ks. abpa Konrada Krajewskiego 

Podczas pielgrzymki na Ukrainę w 2001 roku byliśmy z Ojcem Świętym Janem Pawłem II we Lwowie. W godzinach popołudniowych odbywało się spotkanie z wiernymi, przede wszystkim młodymi, tak, jak wczoraj na Lednicy. Plac był wypełniony ludźmi wierzącymi. Tańce, śpiewy, lwowskie przyśpiewki, Ukrainki prawie tak piękne jak nasze łodzianki, i przemówienie Papieża. A tu nagle zerwał się wiatr i nastąpiło oberwanie chmury. Dokładnie tak, jak w minionych dniach, w niektórych zakątkach Polski. Deszcz tak niemiłosiernie uderzał w blaszany dach podium, na którym siedział i przemawiał Papież, że chyba Ojciec Święty sam siebie nie słyszał. Ludzie skuleni, przemoczeni, z wielkim strachem patrzyli na to co się dzieje. Koniec świata. Nagle Jan Paweł II odłożył kartki przesunął mikrofon bliżej i zaczął śpiewać: ‘Nie lij deszczu, nie lij, bo cię tu nie trzeba…’ Wszyscy byli tak zdziwieni, jak wy teraz, że ja śpiewam. Arcybiskup Marini spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Nie rozumiał co śpiewał Papież, bo on Włoch, a Papież śpiewał po polsku. I był przekonany, że Ojcu Świętemu coś się stało. Wiek, choroba, zmęczenie, bezradność, może nie te tabletki. Nagle przestało padać. Zaczynało wychodzić piękne słońce. Papież jak gdyby nigdy nic wrócił do przygotowanego tekstu. Widziałem wiarę ‘niedowiary’!
Staliśmy osłupieni. Zapomnieliśmy, że wiara, jak uczył ks. Twardowski ‘jest cudem ufności po ciemku’. Zapomnieliśmy o słowach Jezusa ‘zaprawdę, zaprawdę powiadam wam – wam – kto we mnie wierzy będzie także dokonywał tych dzieł, których ja dokonuję. A nawet większe od tych uczyni. Będzie czynił cuda.

Za: kliknij

 

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , , | 41 Komentarzy

Matka Boża do ks. Stefano Gobbi: Jestem Matką adoracji i wynagrodzenia

W Eucharystii Jezus jest rzeczywiście obecny. Pozostaje zawsze z wami i ta obecność będzie coraz mocniejsza, zajaśnieje nad światem jak słońce i zaznaczy początek nowej epoki. Przyjście chwalebnego Królestwa Chrystusa zbiegnie się z największą wspaniałością Eucharystii.

Chrystus urzeczywistni Swe wspaniałe Królestwo w powszechnym tryumfie Jego Królestwa Eucharystycznego, które rozwinie się z całą mocą i będzie miało możność zmieniać serca, dusze, osoby, rodziny, społeczeństwo i nawet strukturę świata

Wybrane fragmenty książki Do Kapłanów, umiłowanych synów Matki Bożej,
ks. Stefano Gobbi, wyd. Vox Domini, Katowice 2016

360. Matka adoracji i wynagrodzenia
(fragment)

Jestem Matką adoracji i wynagrodzenia. Obok każdego Tabernakulum na ziemi jestem zawsze obecna jako Matka. Wznoszę nowe Tabernakulum miłości dla Mego Syna Jezusa, otoczonego dziś samotnością. Buduję ogród niebiańskiej miłości, który ogarnia Go całym zachwytem Raju w adorujących chórach anielskich, w błogosławionej modlitwie Świętych, w bolesnym pragnieniu wielu dusz oczyszczających się jeszcze w Czyśćcu. W Moim Niepokalanym Sercu wszyscy uczestniczą w koncercie nieustannej adoracji, stałej modlitwy i głębokiej miłości do Jezusa rzeczywiście obecnego w każdym Tabernakulum na ziemi

c Moje matczyne Serce jest dziś zasmucone i głęboko zranione. Widzę bowiem wokół Boskiej Obecności Jezusa w Eucharystii taką pustkę, tyle opuszczenia, zaniedbania i milczenia!

d Kościele pielgrzymujący i cierpiący, którego jestem Matką, Kościele, rodzino wszystkich Moich dzieci, arko Nowego Przymierza, ludu Boży, musisz zrozumieć, że to Tabernakulum jest centrum twego życia, zdrojem łaski, źródłem twego światła i zasadą działalności apostolskiej. W nim prawdziwie jest obecny Jezus, by uczyć cię wzrastania i pomagać ci chodzić, by udzielać ci siły do dawania świadectwa i odwagi – do ewangelizowania, by podtrzymywać cię we wszystkich twych cierpieniach

e Kościele pielgrzymujący i cierpiący w obecnych czasach, wezwany do przeżywania konania w Getsemani i krwawej godziny swej Kalwarii, chcę cię tu dziś przynieść. Pragnę, abyś ze Mną – upadającą na twarz przed każdym Tabernakulum w akcie nieprzerwanej adoracji i wynagrodzenia – mógł powtórzyć gest wykonywany ciągle przez twoją Niebieską Mamę.

f Jestem Matką adoracji i wynagrodzenia. W Eucharystii Jezus jest rzeczywiście obecny, ze Swoim Ciałem, Krwią, Duszą i Bóstwem. W Eucharystii jest rzeczywiście obecny Jezus Chrystus, Syn tego Boga, którego zawsze w Nim dostrzegałam, w każdej chwili Jego ziemskiego życia, chociaż był ukryty pod osłoną kruchej i słabej natury, rozwijającej się w rytmie jej ludzkiego wzrostu. Ustawicznym aktem wiary zawsze widziałam Boga w Moim Synu Jezusie i adorowałam Go z głęboką miłością.

g Adorowałam Go, gdy był jeszcze ukryty w Moim dziewiczym łonie jak mały pączek. Kochałam Go, żywiłam Go, pomagałam Mu wzrastać, dając Mu Moje własne ciało i Moją własną krew.

h Adorowałam Go po narodzeniu, kontemplując Go w żłobie biednej i pozbawionej wszystkiego groty.

i Adorowałam Mego Boga we wzrastającym Dzieciątku Jezus, w rozwijającym się Młodzieńcu, w młodym Człowieku, pochylonym nad codzienną pracą, w Mesjaszu, wypełniającym publiczną misję.

j Adorowałam Go odrzuconego i odepchniętego, gdy został zdradzony, opuszczony i gdy bliscy się Go wyparli.

k Adorowałam Go skazanego i wyśmianego, ubiczowanego i ukoronowanego cierniem, prowadzonego na śmierć i ukrzyżowanego.

l Adorowałam Go na Krzyżu w Jego niewypowiedzianym cierpieniu oraz niesionego do grobu i złożonego w nim.

m Adorowałam Go po Jego Zmartwychwstaniu, gdy Mnie pierwszej ukazał się w blasku Swego uwielbionego Ciała i w świetle Swego Bóstwa.

n Najmilsi synowie, przez cud miłości, który będziecie mogli zrozumieć dopiero w Raju, Jezus dał wam skarb Swej nieustannej obecności wśród was w Eucharystii.

o W Tabernakulum pod postacią konsekrowanego chleba przebywa ten sam Jezus, którego Ja pierwsza ujrzałam po Jego Zmartwychwstaniu; ten sam Jezus, który w chwale Swego Bóstwa ukazał się jedenastu Apostołom, wielu uczniom, zapłakanej Magdalenie i świętym niewiastom, które poszły do Grobu.

p W Tabernakulum – ukryty pod eucharystyczną zasłoną – obecny jest ten sam Jezus Zmartwychwstały, który ukazał się ponownie przeszło pięciuset uczniom i który poraził prześladowcę, Szawła, na drodze do Damaszku. To ten sam Jezus, który siedzi po prawicy Ojca w chwale Swego uwielbionego Ciała i Swego Bóstwa. On z miłości ku wam ukrywa się po białą postacią konsekrowanego chleba.

q Najmilsi synowie, musicie dziś bardziej wierzyć w Jego obecność pomiędzy wami. Odważnie i z mocą musicie szerzyć wasze kapłańskie zaproszenie do powrotu wszystkich do jednej, silnej i potwierdzanej świadectwem wiary w rzeczywistą obecność Jezusa Chrystusa w Eucharystii. Musicie tak kierować całym Kościołem, aby – wraz z waszą Niebieską Mamą – znalazł się przed Tabernakulum, w akcie wynagrodzenia, stałej adoracji i nieustannej modlitwy. Wasza kapłańska modlitwa musi stać się modlitwą całkowicie Eucharystyczną.

r Proszę, żeby powrócono wszędzie do organizowania godzin adoracji przed Jezusem wystawionym w Najświętszym Sakramencie. Pragnę, żeby wzrósł hołd miłości wobec Eucharystii i aby ujawnił się w dostrzegalnych i wymownych znakach waszej pobożności. Otaczajcie kwiatami i światłami Jezusa Eucharystycznego. Poświęćcie Mu pełną czułości uwagę. Podchodźcie do Niego z głęboką czcią, przyklękając i adorując Go

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 19 Komentarzy