Pomagamy czyścić czyściec: Nowenna Pompejańska za dusze czyśćcowe – link do zapisów

Organizujemy Nowennę Pompejańską w intencji Dusz Czyśćcowych odmawianą w grupach po 4 osoby, w terminie od 1 listopada do 24 grudnia 2019. Kończymy celowo w Wigilię, bo w Boże Narodzenie – właśnie tego dnia najwięcej dusz opuszcza czyściec i idzie do Nieba, bo NARODZIŁ SIĘ ZBAWICIEL i zbawienie przyszło na świat 
Link do wpisu z modlitwami i listą osób biorących udział w NP  >>>Kliknij<<<

Opublikowano Wydarzenia

Kiedy kochamy Boga miłością interesowną…

Myślę, że chociaż raz w życiu przeżyliście coś takiego, kiedy ktoś Wam mówił, że Was kocha. Mówił: „kocham cię, bardzo cię kocham” a później się okazuje, że ktoś tylko Cię potrzebuje jak instrumentu do czegoś. I okazuje się, że w ogóle nie jesteś dla niego kimś wartościowym. Wykorzystał co trzeba i zostawił!

Nawet nie zadzwonił, nie powiedział „do widzenia” – nawet nie powiedział „spieprzaj”! Jak się wtedy czujesz?

Jeśli ktoś z Was chociaż raz w życiu coś takiego przeżył, to wie, co czuje Pan Bóg, kiedy my Go kochamy interesowną miłością! Kochamy Cię, bo Cię potrzebujemy, załatw nam to….

Mocne? Mocne!!!
To nie ja – to tylko ojciec Augustyn Pelanowski!

Link do nagrania podam wieczorem lub jutro – na razie „prześpijcie się” z tym fragmentem, niech w Was (nas) wszystkich on owocuje 🙃🤣🙈

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 2 Komentarze

Kard. Robert Sarah: Trzymajcie się mocno nauczania Kościoła i módlcie się

Trzeba trzymać się mocno doktryny, wielowiekowego nauczania Kościoła, które jest niezmienne. Nie ma zbawienia, ocalenia, jeśli człowiek nie trzyma się mocno Objawienia i doktryny. Kościół nie ma przyszłości, jeśli nie będzie się modlił. Żaden człowiek nie ma przyszłości jeśli się nie modli. Chciałbym wam powtórzyć to samo: trzymajcie się mocno nauczania Kościoła i módlcie się
powiedział kard. Robert Sarah, Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, podczas konferencji prasowej na temat książki „Wieczór się zbliża i dzień już się chyli”, która odbyła się 14 listopada w Sekretariacie Konferencji Episkopatu Polski.

Kard. Sarah zauważył, że istnieje duży kryzys w Kościele, który jest kryzysem wiary: „Utrata wiary, utrata wiary w rzeczywistą obecność Jezusa w Eucharystii – to powoduje dzisiaj ten ogromny kryzys”.

Kard. Sarah przyznał, że pisanie książki zajęło mu dwa lata. Konsultował się w tym czasie z wieloma biskupami, prezbiterami i świeckimi. „Ta książka opisuje wiele negatywnych zjawisk, ale jednocześnie z nadzieją. To tak jak w Wielki Piątek – Chrystus umarł, wszystko się skończyło i rozpadło. Wydaje mi się, że dziś znajdujemy się w podobnej sytuacji, jak apostołowie w Wielki Piątek. My dzisiaj zdradzamy Jezusa tak jak Judasz. Ale jednocześnie znajdujemy się w czasie uczniów udających się do Emaus – jesteśmy zrozpaczeni, ale w naszej rozpaczy i zamęcie przychodzi do nas Chrystus. I przeprowadza nas przez nie objaśniając swoją historię. To jest lectio divina. A podróż kończy się przy świętym stole, Eucharystii” – wyjaśnił kard. Sarah.

 Bp Artur G. Miziński, Sekretarz Generalny Konferencji Episkopatu Polski, podziękował za obecność księdza Kardynała i za publikacje, które możemy czytać w języku polskim „Każdy jest pod wrażeniem  słowa, które w tej książce jest zawarte, ukazujące sprawy najważniejsze w życiu Kościoła, w życiu człowieka” – powiedział.

 „Ta książka i poprzednie, które ukazały się w naszym wydawnictwie, dają nam szansę, aby ta łódź naszej wiary została uratowana, aby Pan Bóg przeprowadził nas przez te trudne tematy, które znajdujemy w książce i których doświadczamy w życiu” – zauważyła s. Stefania G. Korbuszewska CSL, dyrektor Wydawnictwa Sióstr Loretanek, w którym ukazało się polskie wydanie książki kard. Saraha.

Kard. Robert Sarah przebywa w Polsce na zaproszenie Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie oraz Forum Szkół Katolickich.

*****

Jeden episkopat mówi jedno, drugi drugie. Jeden biskup mówi jedno, drugi mówi coś innego, a wierni są zdezorientowani. To prawdziwy kryzys kapłaństwa – powiedział kard. Robert Sarah

Miałem wiele rozmów z duchownymi, którzy są wstrząśnięci obecną sytuacją Kościoła. Spotykałem również osoby, które pytały się jaką drogę obrać, a ja zawsze odpowiadam, że trzeba postępować jak apostołowie na jeziorze Genazaret – użyć swoich kompetencji do ratowania sytuacji, a następnie zwrócić się do Boga z prośbą o ratunek – wyjaśnił.

Duchowny podkreślił, że przekładając tę naukę na dzisiejsze czasy, należy trzymać się mocno doktryny Kościoła i pamiętać o gorliwej modlitwie, ponieważ bez tego nie ma zbawienia. – Trzymajcie się mocno łodzi, czyli tradycyjnego nauczania Kościoła i módlcie się – zaapelował.

Kard. Sarah zauważył, że w dzisiejszych czasach nawet zasadnicze kwestie są podważane. – Podnosi się obecnie sprawę święceń kobiet, a przecież te kwestie rozwiązał już dawno Jan Paweł II. Te dylematy są skandaliczne – zaznaczył.

Jego zdaniem, problemem jest największy w historii kryzys kapłaństwa. – Nigdy w historii Kościoła nie padały takie oskarżenia względem księży. Oczywiście zawsze istniały problemy i uchybienia, ale dziś są one ogromne. Kryzys w Kościele jest tak ogromny, jakbyśmy już nie wiedzieli czego nauczać. Jakbyśmy nie mieli doktryny, objawienia i depozytu wiary. Jeden episkopat mówi jedno, drugi drugie. Jeden biskup mówi jedno, drugi mówi coś innego, a wierni są zdezorientowani. To prawdziwy kryzys kapłaństwa – stwierdził.

Jak podkreślił kard. Sarah, głównym powodem takiego stanu jest utrata wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, co prowadzi do nadużyć liturgicznych. W jego opinii, po sposobie sprawowania Mszy św. można poznać czy dany ksiądz ma wiarę.

Duchowny dodał również, że opisał w książce wiele negatywnych zjawisk, ale pozostawia czytelnika z nadzieją.

– Dziś znajdujemy się w sytuacji apostołów w Wielki Piątek. Żyjemy w czasach Judasza. Zdradzamy Jezusa jak Judasz, ale znajdujemy się na drodze do Emaus. Jesteśmy zrozpaczeni, ale w naszej rozpaczy i zamęcie przychodzi do nas Chrystus – tłumaczył kapłan.

Prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów wyjaśnił, że drogą do odzyskania nadziei jest rzeczywiste przeżywanie Eucharystii, natomiast „im bardziej niszczymy liturgię, tym bardziej niszczymy naszą wiarę”, natomiast „sprawowanie Mszy św. z wiarą daje nadzieję”.

Za: http://www.gosc.pl oraz www. episkopat.pl

„Widziałem jak na Placu Św. Piotra kapłan przyjmuje Komunię,
a ręką robi sobie selfie”

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 19 Komentarzy

Zjazd egzorcystów z całego świata na Jasnej Górze: złe duchy istnieją i chcą nas krzywdzić

Egzorcyści biorą udział w siódmym spotkaniu Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Uwalniania i osób posługujących modlitwą uwalniania. Ich spotkanie właśnie dobiega końca na Jasnej Górze.

Takie konferencje odbywają się co dwa lata i gromadzą przedstawicieli różnych krajów, w tym roku także z Korei, Paragwaju i Stanów Zjednoczonych. Jest też emerytowany kard. Paul Josef Cordes z Watykanu. W ściśle zamkniętym pięciodniowym spotkaniu udział bierze prawie 400 osób.

Egzorcyści nie mają wątpliwości – złe duchy, czyli upadłe anioły, szatan jako byt osobowy – istnieją i robią co mogą, by krzywdzić ludzi. Jednak największym problemem jest dziś to, że nie wierzymy w żywą obecność Jezusa, który kocha każdego człowieka. Dlatego, jak przypomina ks. Janusz Czenczek, koordynator księży egzorcystów z ramienia Konferencji Episkopatu Polski, najważniejszym ich zadaniem jest głoszenie miłości Boga i profilaktyka.

Zagrożeniem jest każdy grzech
– Zagrożenia duchowe to bardzo ważny problem, a my zagubiliśmy dziś znaczenie rozumienia słów. Musimy mieć świadomość, że zagrożenia to coś, co może stanowić dla każdego z nas niebezpieczeństwo, co może sprawić, że w moim życiu duchowym, ale także zewnętrznym, może pojawić się problem np. uzależnienie, brak pracy, chęć zdrady – wylicza kapłan. Ks. Czenczek przypomina, że „zagrożenie stanowi wszystko to, co jest grzechem”. – Są te grzechy, które szczególnie mocno niszczą np. zdrada małżeńska. Dlatego musimy mówić o tym jeszcze przed ślubem, czym zdrada jest i jakim jest zagrożeniem, że może się przytrafić – zauważa. Podkreśla, że to jest „pewnego rodzaju profilaktyka”.

Przestrzeń, którą zagospodarowuje szatan
– Zniewolenia i braku przebaczenia nie wolno banalizować, także tego co widzimy, że społeczeństwo coraz bardziej staje się laickie – uważa egzorcysta. Jego zdaniem, „nie chodzi tylko o chodzenie czy nie chodzenie do kościoła, ale o przeżywanie pewnych wartości, a to jest przestrzeń, którą zagospodarowuje szatan. Można powiedzieć, że jak w świecie fizycznym nie ma pustki, tak w świecie duchowym pustki też nie ma. W przestrzeniach, skąd wyrzucimy Jezusa, gdzie odstawimy Go do kąta, tam to puste miejsce zagospodaruje szatan – powiedział kapłan. Podkreślił jednak, że „nie oznacza to, że wszyscy są satanistami, opętanymi itd., bo zło wchodzi krok po kroku”. Ks. Czenczek porównał tę sytuację do sprzątania. – Jeśli jeden dzień nie posprzątam, może nic się nie stanie, nikt nie zauważy, ale drugi, trzeci itd. Poza tym zadał filozoficzne pytanie: czy jeden papierek na podłodze to już brud czy nie, a czy pięćdziesiąt papierków to już brud czy jeszcze nie?

Naturalna ochrona
Kapłan zapewnił, że „osoby, które są praktykującymi, żyją sakramentami, uczestniczą w niedzielnych Mszach św., modlą się itd. mają naturalną ochronę”. Problem pojawia się wtedy, gdy „tu coś szwankuje, gdy nie ma niedzielnej Mszy, gdy wybieramy coś innego”. – Gdy przestaniesz jeść, to za kilka dni nie masz sił, gdy odstawimy pokarm duchowy, to skąd mamy mieć siły na zmaganie się z zagrożeniami? – pyta ks. Czenczek. Podkreśla, że „najlepszą formą walki ze złem jest unikanie zła, unikanie grzechu i pokus, lepszej metody nie ma”.

Na czym polega na posługa egzorcysty
Na pytanie czy posługa egzorcysty jest potrzebna w Kościele kapłan odpowiada, że „tak”, ale dodaje, że jest ona „chyba źle rozumiana”. – Odnosimy wrażenie, pewnie na podstawie filmów i książek, że egzorcysta to starzec z rozwianym włosem, chudy, goniący szatana. Tymczasem nasza posługa jest inna – podkreśla. Wyjaśnia, że zadaniem kapłana egzorcysty jest rozeznanie, które czasem trwa kilka lat, potem egzorcyzm i towarzyszenie na drodze uwalniania. – To taka triada: rozeznanie, uwolnienie, towarzyszenie, by ta uwolniona przestrzeń nie była pusta, by w to miejsce „włożyć Jezusa”, by Zły nie miał dostępu – tłumaczy kapłan. Zdaniem egzorcystów, problem braku przebaczenia pojawia się także dlatego, że w zlaicyzowanym świecie jesteśmy ukierunkowani tylko na siebie. O czym przypomniał również dzisiejszy gość konferencji emerytowany kard. Paul Josef Cordes z Watykanu. – Powstaje wrażenie jakoby człowiek nie potrzebował Pana Boga i sobie ze wszystkim poradził. Jest kult ja, swojego ja. Stara się samemu być szczęśliwym, samemu się uzdrowić, uzupełnić i spełnić – powiedział kardynał.

Wpływ azjatyckich medytacji
Podczas konferencji kardynał mówił o wpływie azjatyckich medytacji na naszą wiarę. Podkreślił, że wielu ludzi myśli, że jest to coś dobrego, że ma dobry wpływ na nasze zdrowie, jednak potem pojawiają się komplikacje. – Nauczyciele jogi twierdzą, że sam człowiek może siebie zbawić, może uzdrowić, to jest wzmacnianie tych tendencji, które tak mocno są reklamowane – powiedział kardynał. Zaznaczył, że nie jest prawdą, iż joga to tylko ćwiczenia fizyczne. – To wielkie zagrożenie duchowe, w internecie możemy przeczytać wiele świadectw mówiących o tym, że ludzie są nakłaniani do zaniechania modlitwy, zdejmowania krzyża – zauważył gość konferencji. Dodał, że „joga znajduje upodobanie u wielu ludzi i nawet w Kościele katolickim nie wszyscy ją rozpoznali, nawet niektóre wspólnoty np. sióstr zakonnych w Niemczech”. – To pomieszanie New Age, buddyzmu i jogi, to jest mieszanina, która jest zgubna i niszcząca – podkreślił kard. Cordes.

Ks. Janusz Czenczek podkreśla, że celem spotkań na Jasnej Górze jest formacja intelektualna, której służą przede wszystkim wykłady i konferencje, ale też wspólna modlitwa „w miejscu, które jest obmodlone przez stulecia, które ma duchową moc i jest święte”. W czasie konferencji miała np. miejsce modlitwa uwielbienia i nocna adoracja Najświętszego Sakramentu w Kaplicy Matki Bożej. Egzorcyści przypominają, że szatan jest, że jest on bytem osobowym, wielkim nieprzyjacielem człowieka i Kościoła. Złe duchy dręczą ludzi, co objawia się niepokojem czy oporną na leczenie depresją. Zniewalają, co może się wyrażać uzależnieniem od alkoholu, narkotyków, seksu czy internetu. Najgroźniejsze jest opętanie.

Opętanie i zniewolenie
Jednym z jego istotnych elementów jest awersja wobec sacrum. Ktoś taki, jak twierdzą egzorcyści, nie chce wymówić imienia Jezusa i Maryi, nie przechodzi mu przez usta formuła, że wyrzeka się szatana, nie chce wejść do świątyni. Może mieć np. nadprzyrodzone umiejętności: rozmawiać w języku, którego nigdy się nie uczył, a po chwili nie rozumie ani jednego słowa w nim wypowiedzianego. Istnieje także komponent psychopatologiczny, przypominający niektóre choroby psychiczne, ale niewynikający z takich chorób. Dlatego współcześni egzorcyści współpracują z psychiatrami, psychologami, by rozróżnić, u kogo mamy do czynienia z chorobą, u kogo natomiast to wpływ złych duchów. Opętanie czy zniewolenie przez złego ducha jest diagnozowane wtedy, gdy „lekarze mówią: nie wiemy co ci jest, albo nie możemy cię z tego wyleczyć”. Najczęściej dana osoba trafia najpierw do psychologa czy psychiatry, który dokonuje wstępnego rozpoznania, czy chodzi tu o działanie Złego czy może o jakąś chorobę psychiczną. I dlatego prócz duchownych także psychiatrzy i psycholodzy biorą udział w jasnogórskich spotkaniach. Poza kapłanami zajmującymi się uwalnianiem biorą też udział świeccy specjaliści.

Warto wiedzieć
Tylko kapłan powołany przez ordynariusza może sprawować egzorcyzm uroczysty, czyli komunikować się ze złym duchem i używać w tym celu specjalnych formuł. Inni księża oraz osoby świeckie mogą stosować egzorcyzm prosty, czyli modlić się o uwolnienie konkretnej osoby od mocy złego ducha. Egzorcystę, czasem kilku, ma niemal każda diecezja. W Polsce jest ich teraz ok. 100. Posługa egzorcyzmu jest czymś normalnym w Kościele, to odwieczna praktyka, której nie trzeba się bać. Jest to nauka umocowana w prawie kanonicznym i katechizmie Kościoła, a od niedawna także w nowym rytuale. Po pomoc do egzorcystów zgłasza się coraz więcej osób a ich zdaniem będzie jeszcze gorzej, bo zagrożenie złem, zniewoleniami jest związane z grzechem i panującym relatywizmem moralnym. Kapłani przekonują, że diabeł naprawdę istnieje, a im słabsza wiara, tym niebezpieczeństwo „wpadnięcia w jego sidło jest większe”.

We wskazaniach Konferencji Episkopatu Polski z 2015 r. dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty czytamy m.in., że „Ewangelia zbawienia ogłoszona przez Jezusa Chrystusa jest także proklamacją dzieła wyzwolenia człowieka z niewoli zła, w którą popadł po zwiedzeniu go przez „ojca kłamstwa”, „Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła”. Jego odniesienie do szatana uwidacznia się w uwolnieniu opętanych, których dokonuje w chwilach decydujących dla zrozumienia prawdy o swojej misji. Biskupi przypominają, że władzę uzdrawiania i egzorcyzmowania Jezus powierzył swojemu Kościołowi, gdy wysyłał uczniów na pierwszą wyprawę misyjną, nakazał im: „Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy!”. Po zmartwychwstaniu przekazał tę władzę całemu Kościołowi.

Kościół korzysta z władzy wypędzania złych duchów i sprawowania egzorcyzmów. Choć praktyka celebracji egzorcyzmu była różnorodna na przestrzeni wieków, to zawsze korzystano z mocy imienia Jezus, rozkazując nieczystemu duchowi, aby odstąpił od osoby przez niego usidlonej. Zasadniczą formą zmagania się z szatanem jest walka człowieka z grzechem we własnym życiu. Pierwszym i podstawowym sposobem wyzwalania się spod panowania szatana jest sakrament pokuty i pojednania, gdzie Chrystus Zmartwychwstały daje nam udział w swoim zwycięstwie nad mocami ciemności i leczy w nas to, co grzech osłabił i poranił. Natomiast częste przyjmowanie Ciała Pańskiego broni nas najskuteczniej przed mocą Złego, który nie może się ostać w sercu, do którego wchodzi Ten, który wypędza demony. Innym sposobem wyzwalania się spod panowania szatana jest celebracja egzorcyzmów. Egzorcyzmy są sakramentaliami, czyli świętymi znakami, które na podobieństwo sakramentów sprowadzają duchowe dobra osiągane dzięki wstawiennictwu Kościoła. Przygotowują one ludzi do przyjęcia właściwego skutku sakramentów i uświęcają różne okoliczności życia.

Etymologicznie słowo „egzorcyzmować” (łac. exorcisare) pochodzi z greckiego horkos (przysięga) lub horkidzein (przysięgać, zaklinać). W walce ze złym duchem stosuje się egzorcyzm większy, czyli uroczysty, modlitwę z egzorcyzmem podczas chrztu dzieci, egzorcyzm mniejszy podczas skrutyniów, egzorcyzm nad przedmiotami i miejscami oraz modlitwę o ochronę przed wpływem złego ducha.

Egzorcyzm większy jest obrzędem liturgicznym, którego celem jest „wypędzenie złych duchów lub uwolnienie od ich demonicznego wpływu mocą duchowej władzy, jaką Jezus powierzył Kościołowi”. Egzorcyzm większy ma na uwadze sytuację, w której człowiek jest opętany, to znaczy – szatan zawładnął ciałem człowieka i w znacznej mierze wpływa na jego zewnętrzne zachowania. Człowiek jednak nadal zachowuje wolność, jeśli chodzi o decyzje jego woli. Kodeks Prawa Kanonicznego z 1983 r. a także Katechizm Kościoła Katolickiego, jako szafarza egzorcyzmu większego wskazują biskupa i prezbitera. Natomiast egzorcyzmy mniejsze podczas skrutyniów, które zwykle odmawia szafarz wyświęcony, w niektórych wypadkach może sprawować także odpowiednio przygotowany katecheta, który otrzymał upoważnienie od biskupa.

W sprawie egzorcyzmu nad przedmiotami i miejscami nowa księga liturgiczna zauważa, że „złe duchy mogą także wywierać wpływ na przedmioty i miejsca, a nadto powodować różne formy sprzeciwu wobec Kościoła i jego prześladowanie”. Księga zawiera odpowiedni obrzęd na takie szczególne okoliczności życia Kościoła, w których istnieje potrzeba zastosowania błagania i egzorcyzmu. Obrzęd ten może odprawić każdy kapłan za zgodą biskupa diecezjalnego.

Modlitwa o ochronę przed wpływem złego ducha jest modlitwą błagalną i wstawienniczą. Może ona być odmawiana przez każdego członka ludu Bożego. Kościół zezwala na jej odmawianie nad osobami, które nie są opętane przez złego ducha, lecz przez niego nękane i doświadczają trudności w trwaniu przy Bogu. Zasady i reguły celebracji obrzędu egzorcyzmu są zawarte w nauczaniu Kościoła i w odnowionych księgach liturgicznych zgodnie z nauką soborowej Konstytucji o liturgii świętej. W duchu jej postanowień opracowano rytuał egzorcyzmu „De exorcismis et supplicationibus quibusdam”. Międzynarodowe Stowarzyszenie ds. Uwalniania powstało w 1995 r. w San Giovanni Rotondo we Włoszech. Jego celem jest pomoc egzorcystom i osobom ich wspierających w tej posłudze duszpasterskiej Kościoła.
Za: kliknij

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 35 Komentarzy

13 listopada – rocznica przywiezienia obrazu Matki Bożej Różańcowej do Pompejów

13 listopada w pompejańskim Sanktuarium obchodzona jest wielka rocznica przywiezienia obrazu do Pompejów. To fundamentalne wydarzenie w historii! Tylko w ten jeden dzień wierni mogą podejść do cudownego obrazu Matki Bożej i ucałować go.

Któż mógłby wówczas pomyśleć, że ten stary obraz, kupiony za nieco ponad trzy liry i przywieziony na wozie z obornikiem, wybrała opatrzność na środek zbawienia dla tak wielu ludzi? Że stanie się godny noszenia diamentowych ozdób i klejnotów? Że zostanie umieszczony w kosztownej świątyni jako jej największa ozdoba? I że będą przed nim gromadzić się nie tylko ubodzy chłopi, ale także niezliczone tłumy pielgrzymów ze wszystkich stron świata?

Od tego wszystko się zaczęło… Oto właśnie 13 listopada 1875 roku bł. Bartolo Longo przywiózł do Pompejów obraz Matki Bożej Różańcowej. Ten wizerunek po dziś dzień jest czczony pod wezwaniem Matki Bożej Pompejańskiej. Choć został przywieziony na wozie pełnym obornika, dziś jest czczony i przyozdabiany kwiatami

Fragment książki: „Historia sanktuarium w Pompejach” bł. Bartola Longo
o wizerunku Matki Bożej Pompejańskiej

GODZINA MIŁOSIERDZIA

Nadszedł październik 1875 roku. Dla zwiększenia czci Najświętszej Panny przywiozłem z Neapolu niewielką figurkę Królowej Różańca. Towarzyszył mi czcigodny kapłan neapolitański, ojciec Carlo Pellegrino-Schipani. Posążek ustawiłem pod baldachimem w starym kościółku parafialnym. Pasquale Matrone, syn najstarszego mieszkańca Doliny, otrzymał ode mnie kilka litrów różnokolorowych farb oraz wapno, po czym grubym pędzlem murarskim pomalował – można sobie wyobrazić jak – ściany kościółka.

Ale wciąż nie nadchodziła godzina łaski dla tej okolicy. Moje nadzieje topniały lecz ku mojej radości biskup z Noli wyznaczył trzech kapłanów na misje. (…) Umieściliśmy ich w starej gospodzie w Dolinie. Ci zacni kapłani nie wahali się zamieszkać w dopiero co odświeżonych pomieszczeniach gospody. Staliśmy się świadkami wzruszających scen. Przybyli misjonarze gromadzili wokół siebie mężczyzn i kobiety, starców i dzieci, całą okoliczną ludność, by głosić Słowo Boże. Ponieważ kościółek był za mały, kazania głosili na drodze nie zważając na niesprzyjającą, listopadową pogodę.

Doczekałem tej szczęśliwej chwili, kiedy słyszałem jak późnym wieczorem po kazaniach, w tej opustoszałej i okrytej milczeniem okolicy, rozbrzmiewały słodkie dźwięki Pozdrowienia anielskiego. Miejscowa ludność powracała do swoich chat głośno odmawiając różaniec. Wspaniałe owoce dowodziły potęgi nabożeństwa różańcowego i życzliwości Królowej Niebios. Wszyscy pojednali się z Bogiem i bliźnimi. Ustępowały zadawnione konflikty i niemal każdy popierał założenie bractwa na cześć Maryi.

12 listopada na zakończenie misji przybył do Doliny biskup z Noli, ksiądz Giuseppe Formisano, by udzielić sakramentu bierzmowania. Wtedy poznałem czcigodnego biskupa osobiście. Powiedziałem mu o wszystkim, z czym nosiłem się w myślach od trzech lat. Powiedziałem też o zamiarze zbudowania z własnych środków ołtarza ku czci Matki Bożej Różańcowej, aby w ten sposób ożywić i rozpowszechnić nabożeństwo różańcowe, które Kościół tak gorąco zaleca, a Najświętsza Panna wynagradza tak licznymi łaskami.
Gdy biskup poznał te zamiary i usłyszał od misjonarzy o przykrym położeniu okolicznych mieszkańców, bardzo się wzruszył. Ze łzami w oczach zwrócił się do hrabiny de Fusco i do mnie, wymawiając pamiętne słowa, które przyczyniły się do rozwinięcia dzieł Bożych w Dolinie:

– Uważam za swój obowiązek zbudować tu kościół, który mógłby pomieścić wszystkich tych biednych ludzi przybywających na nabożeństwa. Już od dwóch lat dokładam wszelkich starań, aby znaleźć choć jedną osobę, która poparłaby mój projekt w tym najodleglejszym zakątku mojej diecezji. Jeżeli więc zamierza pan zbudować ołtarz, to proponowałbym od razu zbudować cały kościół. Proszę się postarać o wiernych, którzy będą składać comiesięczną ofiarę w wysokości jednego solda, a zbierze się fundusz, do którego obiecuję dołożyć 500 lirów.

Po trzyletnich bezowocnych staraniach na postawienie skromnego ołtarza i bez współpracy z miejscową ludnością, projekt ten wydawał mi się co najmniej dziwny i przerastający nasze siły. Nie chciałem na to się zgodzić. Zwierzyłem się ojcu Rossiemu:

– Mam obawy, czy ten projekt nie jest podstępem złego ducha, który kusi czymś pięknym ale i odległym. Czy pod pozorem dobra poprzez czasochłonną budowę kościoła nie chce zniweczyć niemal już powstałe Bractwo różańcowe?
Lecz ten świątobliwy kapłan opowiedział:
– W głosie przełożonych objawia się głos Boży. Ich dobra wola jest miła Bogu. Niech pan tylko zastosuje się do rady swoich przełożonych.

Wkrótce biskup z Noli powtórnie przybył do Doliny Pompejańskiej. Przy okazji odwiedzin raz jeszcze powtórzył gorące życzenie. Było to 14 lutego 1875 roku o godzinie 10 rano. Stojąc przy oknie mojego mieszkania wskazał na pole ciągnące się obok starego kościoła Najświętszego Zbawiciela i powiedział jakby proroczym głosem:

– Oto miejsce, na którym musi stanąć kościół dla Pompejów.

Czcigodny biskup nie znał wówczas całej powagi tych słów. Piętnaście lat później, w 1890 roku, sława niedokończonej jeszcze świątyni rozniosła się na całym świecie, a legat papieski, kardynał Monaco La Valletta uroczyście ją konsekrował. W 1894 roku, papież Leon XIII wyniósł ten kościół biedaków do rangi kościołów pontyfikalnych, będących bezpośrednią własnością Stolicy Apostolskiej, a tym samym zatwierdził na wieczne czasy znaczenie świątyni w Pompejach dla całego Kościoła. A po ćwierćwieczu, w 1901 roku, świątynia otrzymała miano Bazyliki papieskiej.

(…) A teraz przejdźmy do historii obrazu Matki Bożej Różańcowej, którego cuda znane są na całym świecie.

WPROWADZENIE OBRAZU DO POMPEJÓW

Trzej misjonarze, którzy głosili kazania o różańcu, a szczególnie ksiądz Michele Gentile, upominali lud, aby to nabożeństwo odprawiano regularnie. Po zakończeniu misji widziałem, że spełniły się moje pragnienia i dziękowałem za to Bogu z całego serca.
Aby jednak utrwalić zwyczaj wspólnego odmawiania różańca i umożliwić uzyskanie odpustów, potrzeba nam było obrazu Matki Bożej Różańcowej. Na razie wisiała tylko litografia, którą podarowałem księdzu proboszczowi. Tymczasem według przepisów liturgicznych, do dostąpienia odpustów podczas nabożeństw publicznych potrzebny jest obraz olejny. Postanowiłem taki obraz sprowadzić jeszcze przed zakończeniem misji, czyli przed 14 listopada 1875 roku, aby misjonarze zostawili go mieszkańcom Doliny na pamiątkę.

W tym celu pojechałem 13 listopada 1875 roku do Neapolu. Przybywszy do miasta zacząłem zastanawiać się nad tym, gdzie ten obraz można nabyć. Nagle przypomniało mi się, że w pobliżu placu Świętego Ducha często mijałem galerię z obrazami. I przebijał mi się przez pamięć wiszący w niej wizerunek Matki Bożej Różańcowej. Poszedłem tam w niezbyt miłym nastroju, nie lubiłem bowiem targowania się o cenę, co w Neapolu jest powszechnym zwyczajem. „Gdybym tylko mógł wziąć ze sobą ojca Radentego – pomyślałem. – On, neapolitańczyk, wiedziałby najlepiej, jak dobić targu. Ale gdzie go teraz szukać?”. Wiedziałem, że po państwowej kasacie klasztoru świętego Dominika, zamieszkał z dwoma braćmi w wynajętym domu i codziennie odprawiał Mszę świętą w kościele Matki Bożej Różańcowej przy Porta Medina.

Tak więc postanowiłem mimo wszystko udać się sam do galerii. Jeżeli taka wola Boża, to spotkam tego mojego przyjaciela i kapłana. Jeżeli nie, to kupię obraz jak będę umiał. I rzeczywiście! Opatrzność, która już zaczęła czynić cuda swą niewidzialną ręką, sprawiła, że w pobliżu galerii natknąłem się na ojca Radentego. Tego Bożego człowieka niebo zesłało mi po raz pierwszy w czasie największego przełomu w moim burzliwym życiu. W innym miejscu opowiem jeszcze wiele o tym i o cnotach zakonnika. Teraz tylko wspomnę, że znaliśmy i przyjaźniliśmy się od 1865 roku aż do jego śmierci w 1885 roku. Przyjaźń, jaką mnie on zaszczycał, była powodem tego, że będąc w kłopotach myślałem najpierw o nim.

Powitałem go z wielką radością na placu Świętego Ducha i opowiedziałem natychmiast o tym, co wydarzyło się w Pompejach. – O odwiedzinach biskupa z Noli, postanowieniu zbudowania kościoła, Bractwie różańcowym i w końcu o zamiarze kupna obrazu.

– Pracownia malarska Foggiana jest w pobliżu, chodźmy – powiedział ojciec.
Weszliśmy do pomieszczenia, w którym stał obraz Matki Bożej Różańcowej. Nie miał on odniesień do tajemnic różańcowych i miał zaledwie metr wysokości.

– Po ile ten obrazek? – spytał ojciec Radente.

– Czterysta lirów – odpowiedział artysta.

– O, to za wiele.

Sam byłbym skłonny do kupna, ale ojciec skinął na mnie i wyszliśmy na ulicę. Tam powiedział:

– Po co wydawać tyle za jeden niewielki obraz, kiedy liczy się każdy grosz na budowę świątyni? Przypomniałem sobie, że parę lat temu podarowałem stary obraz Matki Bożej Różańcowej znajomej zakonnicy, Marii Concetcie de Litali. Mieszka ona w klasztorze pod wezwaniem Różańca Świętego przy Porta Medina. A obraz kupiłem u przekupnia na ulicy Sapienza za trzy liry i czterdzieści centów. Idź i go obejrzyj. Jest on podniszczony ale jeżeli ci się spodoba i uznasz, że jest odpowiedni, to siostra na pewno ci go odda. Taki obraz pewnie wystarczy mieszkańcom w Pompejach na nabożeństwa różańcowe.
Pobiegłem natychmiast do wskazanego klasztoru.

– Proszę zawołać siostrę Marię – poprosiłem przy kracie rozmównicy. Po krótkiej chwili nadeszła siostra, którą znałem już od kilku lat.

– Przysyła mnie ojciec Radente i prosi, by siostra zechciała podarować mi obraz Matki Bożej Różańcowej, który ma od niego. Biedni ludzie w Pompejach nie otrzymają odpustu bo nie mają obrazu. A jeszcze dzisiaj wieczorem mam przywieźć obraz misjonarzom.

– Bardzo się cieszę, że ten zaniedbany obraz będzie służył tak pięknemu celowi. Przyniosę go natychmiast! – zawołała z radością. Wyszła i niebawem wróciła z obrazem.
Gdy spojrzałem na obraz, o mało się nie wystraszyłem… Było to stare, zniszczone malowidło. Twarz Maryi nie miała tego łagodnego, miłego wyrazu, jaki zazwyczaj widzimy na wizerunkach świętych.

– Kto mógł coś podobnego namalować? – z moich ust wymknął się jęk rozczarowania. Pomyślałem, że biedni mieszkańcy Doliny na widok tak szpetnego obrazu nie będą z miłością i ochotą odmawiać różańca. Poza tym niemiłym wyrazem twarzy Maryi zauważyłem, że u góry brakowało sporego kawałka płótna. Malatura była popękana i podziurawiona przez mole, a w niektórych miejscach farba się wykruszyła. Także wizerunki świętych Dominika i Róży nie wyróżniały się urodą.

Cała kompozycja obrazu była nietrafiona. Królowa Różańca została namalowana w postawie siedzącej i bez korony na głowie. Maryja podawała różaniec świętej Róży zamiast świętemu Dominikowi, który otrzymywał różaniec od Dzieciątka Jezus. Zastanawiałem się, czy w ogóle zabierać obraz ze sobą. Obiecałem jednak misjonarzom i mieszkańcom Doliny, że przywiozę obraz jeszcze tego wieczoru na zakończenie misji. Nie wiedziałem, co robić.

– Niech pan o tym nie myśli – odezwała się pobożna zakonnica – ale weźmie obraz taki jaki jest. On zupełnie wystarczy do odmówienia przed nim różańca.

Nie miałem wyjścia. Zdecydowałem się wziąć go ze sobą, choć sprawiało mi to niemałą trudność. Musiałem dowieźć go do Pompejów, ale był on na tyle duży, że nie mógłbym go wnieść do przedziału kolejowego. Miał 140 centymetrów wysokości i metr szerokości.

Zakonnica poradziła:
– Niech go pan weźmie na ręce. Trzeba będzie trochę się nagimnastykować, ale przecież będzie pan trzymał na rękach samą Najświętszą Pannę!

Ponieważ oznaczałoby to jazdę na stojąco czwartą klasą, nie zgodziłem się na propozycję siostry. Kazałem obraz spakować i zanieść do mojego mieszkania. Jeszcze nie wiedziałem, jak go dowiozę na miejsce. Wtedy przypomniało mi się, że właśnie tego dnia Angelo Tortora, jedyny woźnica z Pompejów, który regularnie jeździł do Neapolu, miał wracać do domu ze swoim ładunkiem. Pracował on przy oczyszczaniu stajni w Neapolu, a zebrany nawóz sprzedawał okolicznym chłopom. Zawołałem więc po niego. Właśnie miał odjeżdżać do Pompejów z pełnym wozem, gdy znalazł go mój posłaniec. Przybył do mnie natychmiast.

– Angelo – powiedziałem – zrób mi tę przysługę i zanieś jeszcze dziś wieczorem ten obraz do kościoła w Dolinie. Skoro z nim przybędziesz, oddaj go natychmiast któremuś z misjonarzy.

Dodam, że Angelo Tortora był jednym z bogatszych i najbardziej poważanych mieszkańców Doliny. Był wysokim, barczystym i silnie zbudowanym mężczyzną, mówił donośnym, ale i przyjemnym głosem. Pomagał mi w pierwszych latach prac nad kościołem ile mu starczyło sił. Często towarzyszył mi w podróżach po Dolinie, kiedy zapraszałem jej mieszkańców na uroczystości różańcowe i zabawy ludowe. Przy loterii ogłaszał na cały głos zwycięskie numery i wzywał po nazwisku szczęściarzy, którzy wygrali pierścionek, krzyżyk albo medalik. Angelo nie dał prosić się dwa razy, wziął obraz na ramię i odszedł. Tymczasem ja udałem się w pośpiechu na stację kolejową, aby przybyć do Doliny jeszcze przed obrazem.

Na miejscu ku swojemu zmartwieniu dowiedziałem się, że Angelo nie mógł inaczej przewieść obrazu, jak tylko położywszy go na stercie gnoju…

Gdy poprosiłem, aby przyjął zapłatę, wzbraniał się stanowczo mówiąc, że jest dla niego wystarczającą nagrodą to, że mógł wieźć na swoim wozie obraz Najświętszej Panienki. Ten poczciwy człowiek nawet nie przypuszczał, że jego imię pozostanie na wieki połączone z historią świątyni Matki Bożej w Pompejach. Z pewnością Najświętsza Panienka wynagrodziła mu w niebie za dobro, jakie czynił na ziemi ku jej chwale.

Któż mógłby wówczas pomyśleć, że ten stary obraz, kupiony za nieco ponad trzy liry i przywieziony na wozie z obornikiem, wybrała opatrzność na środek zbawienia dla tak wielu ludzi? Że stanie się godny noszenia diamentowych ozdób i klejnotów? Że zostanie umieszczony w kosztownej świątyni jako jej największa ozdoba? I że będą przed nim gromadzić się nie tylko ubodzy chłopi, ale także niezliczone tłumy pielgrzymów ze wszystkich stron świata? Nikt nie mógłby wtedy pomyśleć, że zwróci na siebie uwagę i zyska życzliwość pasterza wszystkich wiernych, ojca świętego, i stanie się jego własnością. Gdyby ktoś z nas to wszystko wiedział, to przynieślibyśmy obraz do Pompejów na rękach, w uroczystej procesji wśród okrzyków radości tysięcznych tłumów.

Teraz u stóp obrazu składają podziękowania tysiące osób, które doznały u Królowej Różańca w Pompejach łaski wysłuchania. Kolejne tysiące żebrzą pomocy i zmiłowania w potrzebach duszy i ciała. Ze Szwajcarii, Hiszpanii, Anglii, Austrii, Polski, Niemiec, Belgii, Chin, Afryki, Ameryki, Oceanii – ze wszystkich części ziemi, nie wyłączając naszych rodzimych Włoch – docierają tu codziennie liczne dowody czci i wdzięczności dla Matki Bożej.

Za: http://www.pompejanska.rosemaria.pl/2019/11/13-listopada-niezwykla-historia-obrazu-matki-bozej-pompejanskiej/

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 26 Komentarzy

Arcybiskup Fulton J. Sheen: Fałszywy Kościół będzie doczesny, ekumeniczny, globalny

Fałszywy Kościół będzie doczesny, ekumeniczny, globalny. Będzie luźną federacją kościołów i religii, tworzących swoisty rodzaj światowego stowarzyszenia. Światowego parlamentu kościołów. Zostanie wyzuty z wszelkiej Boskiej zawartości, będzie mistycznym ciałem antychrysta. Mistyczne Ciało na ziemi będzie miało swojego Judasza Iskariotę i będzie on fałszywym prorokiem. Szatan zwerbuje go spośród naszych biskupów
Źródło: „Communism and the Conscience of the West”, 1948r., str. 24-25

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 84 Komentarze

Ks. Sławomir Kostrzewa: Maryja nauczycielką życia duchowego

Prowadzenie życia duchowego bez konkretnego, mądrego i Bożego przewodnictwa, szybko prowadzi człowieka i całe wspólnoty na duchowe manowce. Zamiast zbliżania się do Boga, rozeznawania Jego woli, pojawiają się błędy, wypaczenia, rozłamy i zamęt. Uważne przypatrywanie się jak Maryja prowadziła swoje życie duchowe jest dla nas najlepszą szkołą owocnego trwania w Bogu – przypomina ks. Sławomir Kostrzewa w konferencji wygłoszonej w ramach Polonijnych Dni Maryjnych w Chicago, 29 września 2019 r.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 109 Komentarzy

O. Agostino Lewandowski: Kościół to szpital polowy – my leczymy rany cięte i postrzałowe, a nie cholesterol!

Gloria Tibi Trinitas et captivis libertas! Chwała Tobie Trójco Święta i wolność uwiezionym! To dewiza mojego zakonu Trójcy Świętej – Ordo Sanctissimae Trinitatis (Trynitarze) założonego ponad osiemset lat temu w czasach wypraw krzyżowych.

Bulla Papieża Innocentego III zatwierdzonego i przeznaczonego do wykupu chrześcijan z niewoli muzułmańskiej. Trynitarze zakładali konwenty głownie w miastach portowych Morza Śródziemnego i działali głownie w Afryce Północnej, Ziemi Świętej i Bliskim Wschodzie. Od Marrakeszu poprzez Algier, Jerozolimę po Konstantynopol. Apostolat był konkretny – wykup niewolników. Dziś po ośmiuset latach, w co trudno uwierzyć, charyzma mojego zakonu jest jeszcze bardziej aktualna niż w czasach wypraw krzyżowych. A teren działania jeszcze się powiększył.

Ludzie sobie nie zdają sprawy w ilu miejscach na świecie Chrześcijanie są prześladowani i mordowani ze względu na swoją wiarę. O czym się oczywiście nie mówi, bo i po co ktoś miałby poznać prawdę. Są miejsca gdzie ludzie za noszenie krzyżyka są męczeni i zabijani, a i tak noszą. Gdyby o tym co niektórzy wiedzieli, to by się ugryźli w język zanim by coś palnęli na temat religii.

Zawsze kiedy jestem na placu św. Piotra i widzę te różnokolorowe tłumy myślę jak się to wszystko zaczęło. Szczególnie o Piotrze. W momencie próby – stchórzył, zachował się jak ostatnia menda. On wybrany pośród wybranych, skłamał, zdradził i zaparł się swojego mistrza. I żeby to raz!! Ale trzy razy!!! Nie! – przysięgam nie znam go – zaklinał się. To na „czymś” takim Jezus chciał zbudować swój Kościół?! Najbardziej wtedy cieszył się diabeł, bo jeszcze nic się nie zaczęło a wszystko się skończyło. Ale kiedy czytamy Ewangelie dwie strony dalej, Jezus po swoim zmartwychwstaniu  spotyka się z Piotrem i pyta go: czy mnie kochasz? – pyta go trzy razy. Biedny Piotr rozpłakał się i powiedział: panie ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Paś baranki moje.

Kościół to nie budynki, caritas, biskupi, księża, to nie tylko to – to miłość i przebaczenie

Kościół od dwóch tysięcy lat: bity, kopany, opluwany, wyszydzany, prześladowany, torturowany – stał, stoi i będzie stał do końca świata!!! Bo jest zbudowany na miłości. Kościół to nie budynki, caritas, biskupi, księża, to nie tylko to – to miłość i przebaczenie. Nie ma takiej mocy w tym uniwersum zdolnej zwyciężyć miłość. My tej wzajemnej miłości potrzebujemy. Znajdźcie mi kogoś, kto jest gotowy oddać swoje życie za demokracje, albo konstytucję, albo tolerancję, za równość, za Parlament Europejski, …nie znajdziecie. A ja wam znajdę setki osób gotowych i oddających swoje życie za wiarę!!! Swoją wolność za kościół!!

Parę lat temu powiedział Papież do zakonników: przestańcie kontemplować wnętrza swoich klasztorów, ruszcie się, bo ludzie czekają. Kościół to szpital polowy – my leczymy rany cięte i postrzałowe, a nie cholesterol.

Mamy być z tymi na pierwszej linii frontu. A wielu z nich dostaje się do niewoli. Ja nie mówię tu o niewoli symbolicznej, od narkotyków, alkoholu, seksu, hazardu, internetu etc. Samo wyliczanie tego już przeraża. I walka z tym jest wielkim duchowym wyzwaniem. Czy prawdziwych zniewoleń złem – opętań. Moi współbracia Trynitarze tradycyjnie apostołują na tym terenie jako egzorcyści. Ja sam od ośmiu lat, głównie w naszym klasztorze w Cori pod Rzymem, asystuję przy egzorcyzmach. Aż trudno uwierzyć jaką skale ma ten problem, to wyzwanie do walki ze złem. Ja sam przeszedłem w tym temacie długą drogę od niedowiarka i wielkiego sceptyka po uświadomienie sobie, że tak naprawdę to jesteśmy w stanie wojny.

Kiedy mówię o niewoli, to mam na myśli niewolę dosłowną. Tym ludziom można (trzeba) pomoc, trzeba ich wykupić. W jednym z krajów w Afryce Północnej były takie słynne samochody kontenery. Nielegalnych chrześcijańskich emigrantów, głównie z Sudanu i Erytrei, zamykano w obozach potem ich pakowano w te kontenerowce; dzieci, kobiety, mężczyzn, bez jedzenia i wody i wywożono na odległość trzech dni w głąb pustyni. Kto przeżył ten przeżył, resztę dobijali Tuaregowie albo brali sobie jako niewolników. Można niektórych było uratować. Na tym odcinku z obozu do kontenera…trzeba było dać łapówę sto, sto pięćdziesiąt dolarów za osobę zapakować ją do swojego auta i się zawijać. Znam hiszpańskie zakonnice, które z dużym powodzeniem praktykowały ten rodzaj „apostolatu”. Siostry te, (w odróżnieniu od wielu dzisiejszych mądrali co to jadą po kościele przy każdej okazji), jak mówi hiszpańskie powiedzenie: miały „cojones” (część ciała typowo męska). – Niestety to był tylko niewielki procent tych, którym udało się pomóc. I to nie był koniec. Trzeba było coś dalej z nimi zrobić, gdzieś ich „przeszmuglować” gdzie by mogli jakoś normalnie żyć. To tyko jeden z wielu przykładów na to, że są ludzie, którzy potrzebują naszej pomocy i ze można im pomóc. Metody są co prawda niekonwencjonalne ale najważniejsze, żeby były skuteczne.

Kiedy tak posłucham w mass mediach tego krytykanctwa i ataków na kościół ze strony ludzi, którzy by się posikali ze strachu, jakby zobaczyli pająka, albo skorpiona i np. pomyślę o naszych siostrach zakonnych które podczas wojny w Libii uratowały setki ludzi z narażeniem życia (też muzułmanów), to mnie pusty śmiech ogarnia na myśl o tych ignorantach, nie mających zielonego pojęcia o wielu sprawach.

Jak Pan Bóg pozwoli niedługo mam jechać do Indii odwiedzić moich współbraci Trynitarzy, którzy pracują tam z najbiedniejszymi jak i z prześladowanymi ze względu na wiarę. Ja miałem to szczęście być już w paru miejscach i wiem, że oni tam mają dość ciasno. Potrzebują pomocy. Pomyślałem, że gdyby ktoś chciał ewentualnie zamówić jakąś intencję mszalną, którą oni by tam w dalekich Indiach odprawiali w swoich wspólnotach, byłaby to najlepsza pomoc. Modląc się w naszych intencjach czuli by się z nami zjednoczeni i nie mieli poczucia opuszczenia czy samotności. Tak sadze, a jest to ważne. Nie pojedziecie, do Pakistanu, Indii czy Libii. Pojadę ja czy inni, a wy poczujcie się częścią tej pięknej rzeczywistości jaka jest Kościół Powszechny. Gdybyście tylko mogli ogarnąć całość!!! Wierzcie mi – my naprawdę nie mamy czego się wstydzić (bo pomału zaczynamy) my możemy być tylko dumni z tego, ze jesteśmy wierzącymi katolami!!

Papa Wojtyła gdzie nie pojechał zawsze ludziom powtarzał – corragio – odwagi !! I ja to dzisiaj powtarzam – nie bójcie się – corragio!! Pamiętajcie: odważni nie żyją długo – ale tchórze nie żyją wcale!!!

Od Administracji:
Wiele osób chce zamawiać różne Msze św., ale albo ksiądz nie przyjmuje już intencji (zwłaszcza tych o uwolnienia pokoleń albo nie ma już miejsca, czasu czy możliwości np. nie ma jak odprawić Mszy św. gregoriańskich). Ojciec Agostino ma możliwość zawiezienia tych intencji do swoich współbraci w Indiach). Jeśli ktokolwiek ma chęć czy ochotę – podaję link do profilu Padre Agostino na fb i każdy może sam się skontaktować z ojcem.
A mnie to się marzą rekolekcje z Padre Agostino (np. w górach lub nad morzem lub w Cori pod Rzymem), tyle, że trzeba o tym pomyśleć kilka ładnych miesięcy naprzód, bo Padre dziś w Kazachstanie, jutro w Austrii a pojutrze w Las Palmas…

Profil Padre Agostino na fb:
https://www.facebook.com/agostino.lewandowski

 

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 94 Komentarze

Nieplanowane to więcej niż film. Musisz to zobaczyć!

„Nieplanowane” to niezwykły, dotykający serc, zmieniający myślenie film o aborcji. Nie mieści się w żadnym stereotypie/schemacie „film o aborcji”. Nie jest propagandowy, nie osądza, nie oskarża, po prostu opowiada prawdziwą historię, najmłodszej w historii Stanów Zjednoczonych, dyrektorki kliniki aborcyjnej

Co możesz zrobić?

Zachęcamy do ofiarowania cierpień, odmawiania Różańca, podejmowania postu i ofiarowywania Mszy Świętych w intencji filmu “Nieplanowane”. Każda forma modlitewnego wsparcia jest bardzo ważna.

Zachęcamy także: zaproś kolejne osoby, by dołączyły się do naszej wspólnoty modlitewnej

Więcej: https://www.nieplanowanewpolsce.pl/

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 65 Komentarzy

To już za 3 dni – część odnowi swoje przygotowanie a wielu po raz pierwszy odda się Maryi w niewolę

5 listopada 2019 r. rozpoczniemy kolejną już
edycję 33-dniowych przygotowań do złożenia lub odnowienia
Aktu Ofiarowania Panu Jezusowi przez Niepokalane Serce Maryi
w dniu 8 grudnia 2019 r.

Rekolekcje trwają 33 dni.
Codziennie każdy uczestnik rekolekcji podejmuje swoje ćwiczenia duchowe, indywidualnie, w domu. 
Więcej: 33 dni przygotowania

W ramach przypomnienia:
Św. Ludwik Maria Grignon de Montfort o fałszywych czcicielach i fałszywych nabożeństwach do Najświętszej Maryi Panny

Z wielkim trudem przychodzi im patrzeć na ludzi prostych i pokornych, klęczących przed ołtarzem lub obrazem Najświętszej Dziewicy, a niekiedy i na rogu ulicy, aby tam modlić się do Boga; oskarżają ich niemal o bałwochwalstwo, jak gdyby czcili drzewo lub kamień

Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort
Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny:
Część III Rozdział I: Fałszywi czciciele Najświętszej Dziewicy i fałszywe formy nabożeństwa do Niej.

Wyróżniam siedem rodzajów fałszywych nabożeństw czy też fałszywych czcicieli Najświętszej Panny, mianowicie:
1) krytykantów,
2) skrupulatów,
3) powierzchownych,
4) zarozumiałych,
5) niestałych,
6) obłudników,
7) interesownych.

Czciciele – krytykanci

     Czciciele – krytykanci to zazwyczaj pyszni uczeni, zarozumiali niedowiarkowie, którzy w głębi duszy niby zachowują coś z nabożeństwa do Najświętszej Panny, ale krytykują wszelkie pobożne praktyki nieuczonych ludzi z ich prostotą i namaszczeniem ku czci tej Dobrej Matki, a krytykują je dlatego, że nie odpowiadają one ich gustom. Poddają w wątpliwość wszelkie cuda i zdarzenia, przekazane przez wiarygodnych autorów lub zapisane w kronikach zakonów, a świadczące o miłosierdziu i potędze Najświętszej Maryi Panny. Z wielkim trudem przychodzi im patrzeć na ludzi prostych i pokornych, klęczących przed ołtarzem lub obrazem Najświętszej Dziewicy, a niekiedy i na rogu ulicy, aby tam modlić się do Boga; oskarżają ich niemal o bałwochwalstwo, jak gdyby czcili drzewo lub kamień. Z dumą zaznaczają, że nie lubią takich form pobożności i nie są tak naiwni, by wierzyć w te wszystkie opowiadania i historyjki o Najświętszej Pannie. A kiedy słyszą owe przedziwne pochwały Najświętszej Dziewicy, głoszone przez Ojców Kościoła, to powiadają, że Ojcowie ci jako kaznodzieje przesadzali, lub też przewrotnie tłumaczą ich słowa.

     Tego rodzaju ludzi, pełnych pychy i światowych, źle pojmujących pobożność, bardzo się trzeba wystrzegać. Wyrządzają oni niezmierną krzywdę nabożeństwu do Najświętszej Dziewicy przez to, że oddalają od niego ludzi pod pozorem walki z nadużyciem.

Czciciele – skrupulanci

Czciciele – skrupulaci to ci, którzy obawiają się, by czcząc Matkę, nie ująć czci Synowi, a wynosząc Maryję, nie poniżać Jezusa. Nie znoszą, by Najświętszej Dziewicy oddawano głęboką a tak słuszną cześć, jaką Jej oddawali Ojcowie Kościoła. Z trudem znoszą, gdy widzą, że więcej ludzi klęczy przed ołtarzem Matki Bożej niż przed Najświętszym Sakramentem, jak gdyby jedno było sprzeczne z drugim, jak gdyby ci, co się modlą do Matki Najświętszej, nie modlili się przez Nią do Pana Jezusa. Nie chcą, by tak często mówiono o Najświętszej Dziewicy, by się do Niej często zwracano.

     Oto kilka typowych zwrotów, którymi się zwykle posługują: Po cóż tyle Różańców, tyle bractw i zewnętrznych nabożeństw do Najświętszej Panny? Ileż w tym nieświadomości! Czy to nie jest ośmieszanie naszej religii? Uznaję tylko tych, którzy się modlą do Jezusa Chrystusa. Trzeba się uciekać do Chrystusa, On jest bowiem naszym jedynym Pośrednikiem. Trzeba głosić Jezusa Chrystusa – oto, co jedynie jest pewne.

     Powyższe twierdzenia są poniekąd słuszne, jednakże stosuje się je w tym celu, by przeszkadzać nabożeństwu do Najświętszej Panny. Dlatego są one bardzo niebezpieczne i stanowią pewnego rodzaju sidła, które zły duch zastawia pod pozorem większego dobra. Nigdy bowiem nie czcimy Jezusa Chrystusa więcej niż wtedy, kiedy czcimy Najświętszą Dziewicę; czcimy Ją zaś tylko dlatego, by doskonalej czcić Jezusa Chrystusa. Idziemy ku Niej jako do drogi prowadzącej do zamierzonego celu, którym jest Jezus Chrystus.

Kościół święty wraz z Duchem Świętym błogosławi najpierw Najświętszą Dziewicę, a potem dopiero Jezusa – Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc żywota Twojego, Jezus – nie dlatego, jakoby Najświętsza Maryja Panna znaczyła więcej niż Jezus, lub była Mu równa: byłoby to nieznośną herezją, ale dlatego, że należy najpierw sławić Maryję, by doskonalej wielbić Jezusa. Powiedzmy zatem ze wszystkimi prawdziwymi czcicielami Maryi – wbrew twierdzeniom owych fałszywych skrupulatów: O Maryjo, błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc żywota Twojego, Jezus!

Czciciele powierzchowni

Czciciele powierzchowni to ci, którzy nabożeństwo do Najświętszej Panny opierają na praktykach czysto zewnętrznych. Lubują się tylko w zewnętrznej szacie nabożeństwa do Najświętszej Panny, gdyż nie mają ducha wewnętrznego. Odmawiają pośpiesznie mnóstwo Różańców, wysłuchują po kilka Mszy św. bez nabożeństwa; biorą udział w procesjach bez należytego skupienia; należą do wszystkich możliwych bractw – a przy tym wszystkim: nie ma w ich życiu najmniejszej poprawy; nie walczą z namiętnościami i nie naśladują cnót Najświętszej Maryi Panny. Rozkoszują się tylko uczuciowymi momentami nabożeństw, nie zważając na ich prawdziwą treść. Kiedy w praktykach religijnych nie przeżywają tkliwych uczuć, zdaje się im, że nie robią nic, wpadają w nieład duchowy; przerywają pobożne praktyki lub spełniają je niedbale i dorywczo. Świat jest pełen takich ludzi zewnętrznych i nikt bardziej niż oni nie krytykuje osób prawdziwie religijnych, które skupienie wewnętrzne uważają za sprawę zasadniczą, choć bynajmniej nie lekceważą zewnętrznej skromności jako oznaki prawdziwej pobożności.

Czciciele zarozumiali

Czciciele zarozumiali to grzesznicy pozostający niewolnikami swych namiętności, lub miłośnicy świata, którzy pod pięknym mianem chrześcijan i czcicieli Maryi ukrywają pychę i skąpstwo, nieczystość niesprawiedliwość, złość, obmowę przekleństwo itd. Pod pozorem, że są czcicielami Matki Najświętszej, trwają spokojnie w złych nałogach, nie zadając sobie najmniejszego trudu, by się poprawić. Wmawiają sobie, że Pan Bóg im przebaczy, że nie umrą bez spowiedzi i nie będą potępieni, ponieważ odmawiają Różaniec, poszczą w soboty, należą do Bractwa Różańcowego, do Szkaplerza lub Sodalicji i noszą medalik Matki Bożej, itd.

     Jeśli ktoś im zwróci uwagę, że ich nabożeństwo to tylko szatańska ułuda lub zgubne zuchwalstwo, mające ich doprowadzić do wiecznego potępienia, nie chcą wierzyć. Odpowiadają: Bóg jest dobry i miłosierny i nie po to nas stworzył, by nas potępić; nie ma człowieka, który by nie grzeszył; nie umrą bez spowiedzi; żal doskonały za grzechy w chwili śmierci wystarczy, zwłaszcza iż mają nabożeństwo do Najświętszej Maryi Panny, noszą szkaplerz; odmawiają codziennie, nie chełpiąc się tym, siedem Ojcze nasz i siedem Zdrowaś, Maryjo na Jej cześć, a nawet od czasu do czasu odmawiają Różaniec i Godzinki do Najświętszej Panienki; poszczą itp.

     Aby potwierdzić to, co mówią, i więcej się tym zaślepić, przytaczają rozmaite historie – mniejsza: usłyszane czy przeczytane w książkach, prawdziwe zmyślone – zaświadczające, że pewne osoby zmarłe w grzechu śmiertelnym bez spowiedzi zostały cudem wskrzeszone, aby się mogły wyspowiadać; że w innym przypadku dusza biednego grzesznika pozostała cudownym sposobem w ciele tak długo, dopóki tenże nie odprawił spowiedzi; że wielu otrzymało od Boga przez miłosierdzie Najświętszej Maryi Panny łaskę doskonałego żalu za grzechy, odpuszczenie ich w chwili śmierci i dostąpiło zbawienia. A wszystko to stało się dlatego, iż osoby te za życia odmawiały pewne modlitwy lub spełniały niektóre praktyki religijne na cześć Najświętszej Panny, więc i oni się tego spodziewają.

Nie ma w chrześcijaństwie nic tak godnego potępienia, jak ta szatańska zarozumiałość. Bo czyż może ktoś mówić szczerze, że kocha i czci Najświętszą Dziewicę, jeśli swymi grzechami kłuje, przebija, krzyżuje i znieważa bezlitośnie Jezusa Chrystusa, Jej Syna? Gdyby Maryja przez swe miłosierdzie z reguły ratowała ludzi tego rodzaju, to wprost popierałaby zbrodnię i dopomagała w ukrzyżowaniu i znieważaniu swego Syna. Któż ośmieliłby się coś podobnego przypuścić?

Twierdzę, że nadużywać w ten sposób nabożeństwa do Najświętszej Maryi Panny, które po nabożeństwie do Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie jest najświętsze i najpewniejsze, znaczy popełniać przerażające świętokradztwo – najgorsze i najmniej zasługujące na przebaczenie, prawie jak niegodnie przyjęta Komunia święta.

     Przyznaję wprawdzie, że – aby być prawdziwym czcicielem Najświętszej Maryi Panny – nie potrzeba koniecznie być tak świętym, by wystrzegać się wszelkiego grzechu, jakkolwiek byłoby to bardzo pożądane. Jednakże, prawdziwy czciciel Maryi musi przynajmniej (proszę dobrze uważać na to, co teraz powiem):

     po pierwsze, mieć szczere postanowienie unikania co najmniej wszelkiego grzechu śmiertelnego, który Matkę tak samo znieważa, jak Syna;
     po drugie, zapierać się siebie, by unikać grzechu;
     po trzecie, należeć do bractw, odmawiać Różaniec lub inne modlitwy, pościć w soboty itd.

Wszystko to przedziwnie przyczynia się do nawrócenia nawet najbardziej zatwardziałych grzeszników. Jeśli czytelnik znajduje się w ich liczbie, to radzę mu – choćby jedną nogą był już nad przepaścią – zastosować te ćwiczenia, pod warunkiem jednak, że będzie je wykonywał w intencji uzyskania u Boga za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny łaski żalu doskonałego za grzechy i przebaczenia oraz pokonania złych nałogów i że nie będzie żył spokojnie w stanie grzechu mimo wyrzutów sumienia i wbrew przykładowi Jezusa Chrystusa i świętych oraz wbrew zasadom świętej Ewangelii.

Czciciele niestali

Czciciele niestali to ci, co służą Matce Najświętszej dorywczo i kapryśnie. Raz są żarliwi, raz obojętni; raz są gotowi zrobić wszystko, by służyć Najświętszej Pannie, a niebawem stają się zupełnie inni. Chwytają się wszystkich możliwych nabożeństw ku czci Najświętszej Panny i wstępują do Jej stowarzyszeń, a potem nie spełniają wypływających stąd obowiązków. Zmieniają się jak księżyc105. Toteż Maryja trzyma ich jak księżyc u stóp swoich, bo zmienni są, a niegodni, by zaliczono ich do grona owych sług Panny wiernej, których udziałem jest wierność i stałość. Lepiej nie podejmować się wielu modlitw i praktyk pobożnych; lepiej spełniać ich mniej, lecz wiernie i z miłością, mimo pokus pochodzących od świata, szatana i ciała.

Czciciele obłudni

Do pozornych czcicieli Najświętszej Dziewicy zaliczyć trzeba przede wszystkim czcicieli obłudnych, którzy pod płaszczem tej Dziewicy wiernej ukrywają swe grzechy i złe przyzwyczajenia, by w oczach ludzi uchodzić za takich, jakimi w rzeczywistości nie są.

Czciciele interesowni

Czciciele interesowni wreszcie tylko po to uciekają się do Najświętszej Dziewicy, by wygrać jakiś proces, uniknąć jakiegoś niebezpieczeństwa, wyleczyć się z jakiejś choroby lub w podobnych potrzebach. Inaczej o Panience Najświętszej zapomnieliby. Są to czciciele fałszywi, którzy nie są mili Bogu ani Matce Najświętszej.

Strzeżmy się zatem, by nie należeć do: czcicieli-krytykantów, którzy w nic nie wierzą, a wszystko krytykują; do czcicieli małodusznych, którzy z szacunku dla Pana Jezusa obawiają się czcić zbytnio Matkę Najświętszą; albo do czcicieli powierzchownych, opierających nabożeństwo tylko na praktykach zewnętrznych; czy do czcicieli zuchwałych, co pod pozorem doskonałego nabożeństwa do Najświętszej Dziewicy gnuśnieją w grzechach; albo do czcicieli niestałych, lekkomyślnie zmieniających swe praktyki pobożne lub przy najmniejszej pokusie opuszczających je zupełnie; czy do czcicieli obłudnych, którzy wstępują do bractw i noszą oznaki Najświętszej Panny, by za dobrych uchodzić; lub wreszcie – do czcicieli samolubnych, uciekających się do Najświętszej Dziewicy, by pozbyć się cierpień cielesnych czy uzyskać dobra doczesne.
____________
105 Por. Syr 27, 11.

Za: wobroniewiary – kliknij

Link do 33 dni przygotowań:
https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/niewolnicy-maryi/

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , | 87 Komentarzy

Św. o. Pio a dusze czyśćcowe

Ojciec Pio był wielce oddany duszom czyśćcowym. W liście z 29 listopada 1910 roku, to jest kilka miesięcy przed swoimi święceniami kapłańskimi, zaadresowanym do jego współbrata kapucyna, ojca Benedetta, jego przewodnika duchowego, napisał:

Od dłuższego czasu odczuwam w sobie potrzebę, aby oddać się Panu jako ofiara za nieszczęsnych grzeszników i za dusze czyśćcowe. Pragnienie to coraz bardziej rośnie w moim sercu, tak bardzo, że teraz stało się ono — powiedziałbym — gwałtowną pasją. Jest prawdą, że uczyniłem tę ofertę Panu wielokrotnie, błagając Go, aby zechciał zesłać na mnie kary, które przygotował dla grzeszników i dla dusz mających się oczyścić, aby nawet je pomnożył stukrotnie, byle tylko nawrócił i zbawił grzeszników, a także przyjął szybko do Raju dusze z czyśćca. Teraz jednak chciałbym ponowić moją ofiarę z Twoim pozwoleniem. Wydaje mi się, że Pan Jezus właśnie tego chce (List I, 206).

Ojciec Pio już od wczesnego dzieciństwa wszedł w szczególny kontakt ze światem Bożym, obok wizji i ekstaz został obdarowany łaskami mistycznymi: bilokacją, cudownym zapachem, czytaniem w ludzkich sercach, darem języków, transwerberacją czy stygmatami, a także walczył z szatanem i kontaktował się z Aniołem Stróżem oraz duszami czyśćcowymi.

Dusze czyśćcowe w sposób sobie wiadomy przychodziły do Ojca Pio, najczęściej wtedy gdy przebywał on samotnie zatopiony w modlitwie lub gdy klęczał w chórze zakonnym. Cel tych wizyt był prawie zawsze ten sam: dusze czyśćcowe szukały pomocy i ratunku w modlitwach, cierpieniach i Mszach ofiarowanych za nie przez umiłowanego ich orędownika u Boga – Ojca Pio.

Oto kilka relacji z takich spotkań:

Byłem sam w sali kominkowej i grzałem się przy ogniu, bo na dworze panował okropny ziąb. Było już późno, wszyscy bracia rozeszli się do swych cel. Nagle dostrzegłem tuż obok mnie czterech nie znanych mi zakonników. Usiedli przy kominku, z naciągniętymi na twarze kapturami. Pozdrowiłem ich słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, ale żaden mi nie odpowiedział. Zdziwiony przyjrzałem się im uważnie, by poznać co to za jedni, ale żadnego z nich nie rozpoznałem. Postałem obok nich parę minut i dobrze się im przypatrując odniosłem wrażenie, jakby cierpieli…

Odwiedziny czterech nieznajomych i zakapturzonych braci wywołały poruszenie w klasztorze. Ojciec Pio poszedł bowiem powiadomić ojca gwardiana o niezapowiedzianej wizycie. Gdy obaj powrócili do sali z kominkiem nikogo już nie zastali. Zrozumiałem wtedy -relacjonuje Ojciec Pio – iż najprawdopodobniej byli to dawno zmarli bracia proszący o pomoc. Całą tę noc spędziłem modląc się za nich.

A oto inny opis historii, która przydarzyła się naprawdę Ojcu Pio.

Modliłem się z przymkniętymi oczami, kiedy nagle drzwi otwarły się i do sali wszedł jakiś starzec, opatulony w płaszcz, jaki nosili zazwyczaj wieśniacy z San Giovanni Rotondo. Przysiadł się koło mnie. Spojrzałem nań nie zadawszy sobie pytania, w jaki sposób wszedł do klasztoru o tak późnej porze.
Potem odezwałem się do niego i zapytałem: „Kim jesteś? Czego chcesz?”. Starzec odrzekł: „Ojcze Pio, jestem Pietro Di Mauro z ojca Nicoli, zwany Precoco”. Po czym dodał: „Zmarłem w tym klasztorze 18 września 1908 roku w celi nr 4, kiedy był tu jeszcze przytułek dla żebraków. Któregoś wieczoru, kiedy leżałem w łóżku, zasnąłem z zapalonym cygarem i spaliłem się. Przychodzę z czyśćca. Mogą mnie wybawić modlitwy. Bóg pozwolił mi tu przyjść, aby prosić ojca o ratunek… Zakonnik zapewnił Pietro, iż spełni jego prośbę: „Bądź spokojny, jutro odprawię za ciebie Mszę świętą.”

Ojciec Pio wraz z ojcem gwardianem udali się następnego dnia do archiwum klasztornego, by sprawdzić usłyszane od zjawy informacje. Księgi potwierdziły, iż rzeczywiście taki fakt miał tu miejsce.

A to wydarzyło się w 1921 lub 1922 roku, gdy Ojciec Pio modlił się wieczorem w chórze zakonnym. Nagle usłyszał jakieś zgrzyty, skrzypnięcia, dochodzące z kościoła od strony bocznych ołtarzy, a zaraz potem odgłos spadających z głównego ołtarza świec i świeczników. Pomyślał, że jest to jeden z kleryków, który niezręcznie spełnia swe obowiązki, ale potem wychylił się z balkonu chóru i zobaczył młodego brata stojącego bez ruchu przy głównym ołtarzu.
Zapytał: „Co robisz?” Nie otrzymał jednak odpowiedzi. Karcąco mówił dalej: „Ładnie wypełniasz posługę, zamiast robić porządek, tłuczesz świece i świeczniki!” Brat jednak milczał i stał w bezruchu. Ojciec Pio głośnym i rozkazującym tonem zawołał kolejny raz na nieznajomego:”Ej! Co ty tam robisz?” Wtedy to usłyszał następującą odpowiedź: „Odbywam tutaj swój czyściec. Byłem studentem w klasztorze i tutaj muszę teraz odpokutować za brak pilności w wykonywaniu moich kościelnych obowiązków”.
Ojciec Pio odpowiedział: „No więc posłuchaj! Jutro odprawię za ciebie Mszę świętą, lecz nie wolno ci tu więcej przychodzić.”

Później, kiedy zakonnik opowiadał o tym zdarzeniu, zwykle stwierdzał:

”Za brak pilności w wykonywaniu swoich obowiązków ten brat był nadal w czyśćcu, sześćdziesiąt lat po swojej śmierci! Wyobraź więc sobie, o ile dłużej i jak cięższy będzie czyściec dla tych, którzy popełniają poważniejsze grzechy.”

I jeszcze jedna relacja opowiedziana przez ojca Aurelio:

Pewnego wieczoru przebywał on z Ojcem Pio w jego pokoju wraz z doktorem Sanquinettim i Lupim, budowniczym szpitala. Rozmawiali o tym i owym, aż nagle O.Pio przerwał rozmowę, mówiąc: „Pomódlmy się za króla Anglii”.

I jak to było w jego zwyczaju oparł głowę na rękach i zaczął się modlić.

Spojrzeliśmy na siebie zdumieni – mówi o.Aurelio – i myślnie połączyliśmy się w modlitwie z O.Pio.

Następnego ranka z pierwszego komunikatu w wiadomościach dowiedzieliśmy się, że zmarł Jerzy VI, król Anglii. (1952 r.)

To, że dusze zmarłych były stałymi gośćmi Ojca Pio, oznacza jednocześnie, że miał on wgląd w ich sytuację. Potwierdzeniem tego są relacje wielu ludzi, którzy pytając go o swoich zmarłych krewnych i przyjaciół, otrzymywali często od O.Pio bezpośrednią odpowiedź.

Na pytanie np. Czy zbawiony jest mój brat, matka czy też inna konkretna osoba często odpowiadał: „Tak, ale potrzebuje modlitw”. Niekiedy na znów postawione po jakimś czasie pytanie o tę samą osobę, mówił: „Tak, on czy ona jest tam, w niebie, w Raju”

Kiedy indziej, gdy ktoś zapytał – czy powinien nadal modlić się za swoich zmarłych rodziców, Ojciec Pio odpowiedział: „Jeśli im już więcej nie są potrzebne modlitwy, to one są oddawane innym duszom”

Ojciec Pio mówił, że powinniśmy zawsze modlić się za zmarłych, nawet tych, którzy zmarli wiele lat temu (sam modlił się za swojego pradziadka), ponieważ dla Pana Boga nie ma ani przeszłości, ani przyszłości, lecz wszystko jest odwieczną teraźniejszością.

W sposób wręcz heroiczny przez całe swoje kapłańskie życie Ojciec Pio poprzez cierpienie i miłość pragnął wysługiwać niebo i skracać męki czyśćcowe duszom, których nigdy wcześniej nie znał lub które go o to prosiły w czasie niezwykłych i może spektakularnych odwiedzin. Był bowiem świadom ogromu cierpień i mąk jakie muszą znosić dusze czyśćcowe:

Stąd tak chętnie modlił się i składał za nie Najświętszą Ofiarę, powtarzając swoim braciom: „Więcej dusz zmarłych z czyśćca niż żyjących potrzebuje moich modlitw i wspina się na tę górę, by uczestniczyć w mojej Mszy świętej.”

Za ile dusz czyśćcowych modlił się Ojciec Pio w czasie swojego długiego życia? Ile dusz uwolnił z czyśćca przez modlitwy i cierpienia?

Na te pytania odpowiedź zna tylko Pan Bóg.

Każdy z nas musi umrzeć i każdy z nas przed Bogiem zda relację ze swego życia. A jeżeli nie zdążymy dobrze się przygotować na spotkanie z Panem? Ojciec Pio uczy nas, byśmy pamiętali o duszach w czyśćcu. Bo choć one nas nie odwiedzają, by prosić o pomoc, to jednak jej od nas potrzebują. Bądźmy ich wsparciem i pomóżmy im skrócić czas oczekiwania na niebo!
Za: kliknij

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , | 75 Komentarzy