Zbieramy intencje do grobu ks. Dolindo Ruotolo i do św. o. Pio

Podaj w komentarzu lub na maila swoje intencje a 16 października zostaną one złożone przy grobie księdza Dolindo Ruotolo w Neapolu oraz u św. O. Pio w San Giovanni Rotondo, gdzie będziemy modlić się w intencjach wszystkich Czytelników „Wowit”, prosząc o wstawiennictwo w naszych codziennych sprawach i troskach. Możesz dołączyć do pielgrzymki lub uczestniczyć duchowo omadlając ją codziennie w dniach 12-20 października jednym „Zdrowaś Maryjo”  

Link do wpisywania intencji: kliknij 

Reklamy
Opublikowano Aktualności | Otagowano ,

23 września: Św. Ojca Pio. Zostań duchowym dzieckiem Padre Pio i oddaj się Mu w opiekę

Święty o. Pio z Pietrelciny

O. Pio urodził się w Petrelcinie (na południu Włoch) 25 maja 1887 r. Na chrzcie otrzymał imię Franciszek. Już w dzieciństwie szukał samotności i często oddawał się modlitwie i rozmyślaniu. W wieku 5 lat objawił mu się po raz pierwszy Jezus. W wieku 16 lat Franciszek przyjął habit kapucyński i otrzymał zakonne imię Pio. Rok później złożył śluby zakonne i rozpoczął studia filozoficzno-teologiczne. W 1910 r. przyjął święcenia kapłańskie. Już wtedy od dawna miał poważne problemy ze zdrowiem. Po kilku latach kapłaństwa został powołany do wojska. Służbę przerwał ze względu na zły stan zdrowia. Pod koniec lipca 1916 r. przybył do San Giovanni Rotondo i tam przebywał aż do śmierci. Był kierownikiem duchowym młodych zakonników.

20 września 1918 r. podczas modlitwy przed wizerunkiem Chrystusa ukrzyżowanego o. Pio otrzymał stygmaty. Na jego dłoniach, stopach i boku pojawiły się otwarte rany – znaki męki Jezusa. Wkrótce do San Giovanni Rotondo zaczęły przybywać rzesze pielgrzymów i dziennikarzy, którzy chcieli zobaczyć niezwykłego kapucyna. Stygmaty i mistyczne doświadczenia o. Pio były także przedmiotem wnikliwych badań ze strony Kościoła. W związku z nimi o. Pio na 2 lata otrzymał zakaz publicznego sprawowania Eucharystii i spowiadania wiernych. Sam zakonnik przyjął tę decyzję z wielkim spokojem. Po wydaniu opinii przez dr Festa, który uznał, że stygmatyczne rany nie są wytłumaczalne z punktu widzenia nauki, o. Pio mógł ponownie sprawować publicznie sakramenty.

Ojciec Pio był mistykiem. Często surowo pokutował, bardzo dużo czasu poświęcał na modlitwę. Wielokrotnie przeżywał ekstazy, miał wizje Maryi, Jezusa i swojego Anioła Stróża. Bóg obdarzył go również darem bilokacji – znajdowania się jednocześnie w dwóch miejscach. Podczas pewnej bitwy w trakcie wojny, o. Pio, który cały czas przebywał w swoim klasztorze, ostrzegł jednego z dowódców na Sycylii, by usunął się z miejsca, w którym się znajdował. Dowódca postąpił zgodnie z tym ostrzeżeniem i w ten sposób uratował swoje życie – na miejsce, w którym się wcześniej znajdował, spadł granat.

Włoski zakonnik niezwykłą czcią darzył Eucharystię. Przez długie godziny przygotowywał się do niej, trwając na modlitwie, i długo dziękował Bogu po jej odprawieniu. Odprawiane przez o. Pio Msze święte trwały nieraz nawet dwie godziny. Ich uczestnicy opowiadali, że ojciec Pio w ich trakcie – zwłaszcza w momencie Przeistoczenia – w widoczny sposób bardzo cierpiał fizycznie. Kapucyn z Pietrelciny nie rozstawał się również z różańcem.

W 1922 r. powstała inicjatywa wybudowania szpitala w San Giovanni Rotondo. Ojciec Pio gorąco ten pomysł poparł. Szpital szybko się rozrastał, a problemy finansowe przy jego budowie udawało się szczęśliwie rozwiązać. „Dom Ulgi w Cierpieniu” otwarto w maju 1956 r. Kroniki zaczęły się zapełniać kolejnymi świadectwami cudownego uzdrowienia dzięki wstawienniczej modlitwie o. Pio. Tymczasem zakonnika zaczęły powoli opuszczać siły, coraz częściej upadał na zdrowiu.

Zmarł w swoim klasztorze 23 września 1968 r. Na kilka dni przed jego śmiercią, po 50 latach, zagoiły się stygmaty.

W 1983 r. rozpoczął się proces informacyjny, zakończony w 1990 r. stwierdzeniem przez Kongregację Spraw Kanonizacyjnych jego ważności. W 1997 r. ogłoszono dekret o heroiczności cnót o. Pio; rok później – dekret stwierdzający cud uzdrowienia za wstawiennictwem o. Pio. Beatyfikacji o. Pio dokonał Jan Paweł II 2 maja 1999 r. 16 czerwca 2002 r. Ojciec Święty dokonał jego kanonizacji.

Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój

Jeden z licznych cudów św. Ojca Pio – cud wskrzeszenia

Był maj 1925. roku. Maria miała małe dziecko, które było chore od urodzenia. W związku z tym Maria była bardzo zatroskana o los swojego dziecka. Po wizycie lekarskiej powiedziano jej, że jej dziecko ma bardzo skomplikowaną chorobę. Nie było dla niej żadnej nadziei, żadnych szans na wyzdrowienie. Wtedy Maria zdecydowała się pojechać pociągiem do Rotundy San Giovanni. Mimo że mieszkała w maleńkiej miejscowości na południu Puglii (biedny rejon południowych Włoch), dotarły do niej opowieści o Ojcu Pio, o zakonniku, który był znamienny jak Jezus, czynił cuda, uzdrawiał chorych i dawał nadzieję zdesperowanym. Natychmiast wyjechała w stronę Rotundy, lecz po drodze dziecko zmarło. Czuwała przy nim całą noc a potem położyła do kufra i zamknęła wieko. Następnego dnia dotarła do Rotundy San Giovanni. Nie miała nadziei lecz nie utraciła wiary. Tego wieczora poznała Ojca Pio. Czekała w kolejce do konfesjonału i niosła na rękach kufer, gdzie znajdowało się ciało jej synka, który zmarł dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Kiedy stanęła przed Ojcem Pio, uklękła, zapłakała i błagała o pomoc. On przypatrywał się jej uważnie i wtedy ona uchyliła wieko i pokazała Ojcu zwłoki dziecka. Ojciec Pio, do głębi serca poruszony jej żalem, wziął maleńkie ciałko jej synka i położył na jego czole swą dłoń. Modlił się, zadzierając głowę do Nieba. Nagle dziecko ożyło. Zaczęło ruszać rączkami, nóżkami i wyglądało tak, jakby dopiero co przebudziło się z długiego snu. Zwracając się do matki, Ojciec Pio rzekł: „Matko, czemu płaczesz? Twój syn spał!” Okrzyki radości matki i zebranych wypełniły cały kościół i wydarzenia tego dnia i cudu, jaki uczynił Ojciec Pio były na ustach wszystkich.

Jak zostać dzieckiem duchowym Ojca Pio? 

Wypowiedź brata Modestino, zm. 23.08.2011 r., („Skromniutki”),
który
osobiście znał Ojca Pio.

Każdy katolik, któremu bliska jest duchowość Ojca Pio marzył o tym, żeby stać się jego duchowym synem (córką). Zasłużenie sobie na ten tytuł nie było wcale takie łatwe, ponieważ O. Pio zanim przyjął kogoś pod swoją duchową opiekę, od samego początku wymagał nawrócenia, zmiany dotychczasowego życia oraz wkroczenia na drogę ascezy, którą  zresztą on sam kroczył.

W 1956 roku, przebywając w klasztorze w Agnone, rozmyślałem o pożytkach duchowych jakimi cieszyli się synowie i córki mojego współbrata, a zarazem o tych, którzy nie mogli się udać do San Giovanni Rotondo, aby poprosić go o adopcję duchową. Z jeszcze większą intensywnością i zatroskaniem myślałem także o tych, którzy po śmierci O. Pio chcieli by cieszyć się z tego tak zacnego miana jakim jest bycie jego „duchowym dzieckiem”.

Pragnienie to łączyło się z innym, które tkwiło we mnie od czasu kiedy zacząłem myśleć o kapłaństwie: “Być krzewicielem pobożności Maryjnej poprzez codzienne odmawianie Różańca.” Tego to roku, z wymienionymi pragnieniami w sercu, przyjechałem na wakacje do San Giovanni Rotondo, aby spędzić kilka dni blisko Ojca.

Podczas spowiedzi w zakrystii, po wyznaniu grzechów, za poruszeniem wewnętrznym i po zdobyciu się na odwagę zapytałem: „Ojcze, chciałbym założyć w Agnone grupę twoich duchowych dzieci.” Ojciec Pio, z wyrazem zrozumienia w swoich wielkich, błyszczących oczach, odpowiedział z niewymowną słodyczą: „Na czym miałoby polegać to o co prosisz?” Zachęcony tym wyrazem oczu, dodałem: „Ojcze, chciałbym przyjąć do twoich duchowych dzieci tych wszystkich, którzy podejmą się odmawiania każdego dnia, jednej części różańca oraz zamówią od czasu do czasu jedną Mszę św. w twoich intencjach. Mogę to zrobić czy nie?” Ojciec Pio, wyciągając ramiona, podniósł oczy ku niebu i wykrzyknął: „Czyżbym mógł bracie Modestino zrezygnować z tak wielkiego dobrodziejstwa? Rób to o co mnie prosisz, a ja będę cię wspierał.” Po powrocie do Agnone rozpocząłem z entuzjazmem nową misję. Różaniec święty rozprzestrzeniał się, a duchowa rodzina O. Pio powiększała się także dzięki mojej skromnej osobie.

Pewnego dnia zbliżyłem się do O. Pio, zagłębionego w modlitwie, z zapytaniem: „Ojcze, co mam powiedzieć twoim duchowym dzieciom?” Odpowiedział mi głosem przepełnionym miłością: „Powiedz, że jestem z nimi całym sercem, byleby tylko pozostawali wytrwali w modlitwie i dobru.”

Innego znowu dnia towarzysząc mu w drodze z chóru do celi i zadałem pytanie: „Ojcze, liczba twoich dzieci duchowych jest już bardzo duża! Co mam robić, przyjmować innych, czy już nie?” A O. Pio rozkładając ręce, głosem, który wprawił w drżenie moje serce odpowiedział: „Synu mój, powiększaj grupę jak tylko możesz, ponieważ oni otrzymują więcej dobrodziejstw od Boga niż ja.”

Muszę się przyznać, że czasie rozlicznych spotkań, jakie odbyłem z O. Pio, zawsze prosiłem go o jakąś pamiątkę w darze, ale nigdy nie byłem wysłuchany, aż do 1968, kiedy przebywałem w Isernia. Przybył wtedy do mnie pewien współbrat z następującą wiadomością od O. Pio: „Powiedz bratu Modestino, że kiedy przyjedzie do San Giovanni Rotondo, otrzyma ode mnie piękną rzecz.”

Kiedy zatem 20 września odbywało się tam międzynarodowe spotkanie grup modlitewnych, pobiegłem do niego. Po odprawieniu uroczystej Mszy św. zaprowadzono O. Pio na taras. Byli obecni z nim O. Honorat Marcucci i Tarcisio da Cervinara. O. Pio był bardzo wzruszony, mówił z trudem i często popłakiwał. Było to skutkiem wielu emocji przeżytych w czasie tego pracowitego dnia. W pewnym momencie dał mi znak, abym zbliżył się do niego. Zdjął swój nieodłączny różaniec z nadgarstka i złożył go w moich rękach, ze wzrokiem którym zdawał się mówić: „Oto powierzam ci święty różaniec. Rozprzestrzeniaj go wśród moich dzieci”. Było to potwierdzenie misji, tego przepięknego zadania.

Dzisiaj, po jego śmierci liczba dzieci duchowych O. Pio jest nie do policzenia. Cała ta wielka rodzina gromadzi się duchowo, każdego wieczoru o 20.30, dookoła grobu O. Pio. Jestem tam także i ja, brat Modestino aby przewodniczyć modlitwie różańcowej. Wszyscy ci, którzy mimo że pozostają we własnych domach będą się z nami łączyć duchowo, w tej wybranej przez Ojca godzinie różańcowej (20.30-21.00), oraz co jakiś czas zamówią Mszę św. według intencji O. Pio, będą mogli stać się jego dziećmi. Zaświadczam to na moją własną odpowiedzialność. Będą się cieszyć nieustannym wsparciem Ojca oraz naszej modlitwy przy jego grobie.

Kto podejmie obowiązek odmawiania różańca, powinien oczywiście  odrzucić grzech i o ile to możliwe naśladować O. Pio. Po tym będą mogli być rozpoznawani jego duchowi synowie i córki: będą kochać, modlić się i cierpieć tak jak to robił O. Pio, dla dobra własnego oraz dla zbawienia grzeszników.

Niezliczone telefony zaświadczające o łaskach otrzymanych, są dowodem wierności O. Pio złożonym obietnicom, który w sposób szczególny chroni tych, którzy nie zaniedbują wieczornego spotkania z Dziewicą podczas odmawianego różańca o 20.30-21.00.

Na podstawie książki: “Io, testimone del Padre”, Fra Modestino da Pietrelcina.
Za: kliknij

Ojciec Pio nie wypuszczał różańca z rąk!
Czyń podobnie – kliknij

„Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.
„Podajcie mi moją broń – mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. – Tym się zwycięża szatana – wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec”
Często, nawet w godzinie śmierci powtarzał : „Zawsze odmawiaj różaniec”.

„Ledwie się obudzisz, nie pozostawiaj ani sekundy szatanowi, zaczynaj odmawiać Różaniec. Nawet wtedy, gdy pracujesz: myjesz naczynia czy cokolwiek innego robisz, módl się – bo wtedy nie dajesz miejsca szatanowi, żeby pracował w twoich myślach. A poza tym kroczysz w wolności i zawsze jesteś spokojny” św. O. Pio

Kiedy O. Pio konał:
„Kiedy konał i już z nami nie mógł rozmawiać, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i szeptane słowa: Zawsze, zawsze…”

Ojciec Pio powiedział:

„Przyjmuję cię chętnie za mego syna duchowego, ale pod warunkiem, że będziesz zawsze szlachetnie postępował i dawał dobry przykład życia chrześcijańskiego”.

Definicja świętego według o. Pio:
„Święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: „pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu”. Powtarza to do końca swojego życia” 

Na kilka dni przed śmiercią Ojciec Pio powiedział swoim współbraciom:

,,Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój. Kocham moich synów duchowych na równi z moją duszą. Odrodziłem ich dla Jezusa w bólu i miłości. Mogę zapomnieć samego siebie, ale nie moje dzieci duchowe. Jestem pewien, że kiedy Pan mnie zawoła do Siebie, to Mu powiem: Panie, ja zaczekam u niebieskich drzwi, wejdę, gdy zobaczę, że weszło do nieba ostatnie z moich duchowych dzieci”

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 5 Komentarzy

Szturm modlitewny za 3-letnią Alę. Nie bądź obojętny – każde Zdrowaś na wagę złota!

Ksiądz mówi: ten człowiek nie potrzebuje kasy, ten człowiek potrzebuje modlitwy. On i cała Jego rodzina, a najbardziej chora na guza 3-letnia córeczka Ala. Nie przejdź obojętnie! Każde Zdrowaś Maryjo na wagę złota!

Opublikowano Aktualności | 7 Komentarzy

Polska pod Krzyżem – konferencja Lecha Dokowicza

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 11 Komentarzy

Lekcja życia dla nas wszystkich – podarujmy innym chwilę radości zanim usłyszymy dźwięk zamykanych drzwi ich życia

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Jej autorem jest anonimowy taksówkarz z Nowego Jorku

(…) „I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno. „Dałeś staruszce małą chwilę radości” – powiedziała. „Dziękuję”. Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi – był to dźwięk zamykanego Życia.

Przyjechałem pod adres do klienta, i zatrąbiłem. Po odczekaniu kilku minut, zatrąbiłem ponownie. Był późny wieczór, pomyślałem że klient się rozmyślił i wrócę do „bazy”… ale zamiast tego zaparkowałem samochód, podszedłem do drzwi i zapukałem. „Minutkę!”, odpowiedział wątły, starszy głos. Usłyszałem odgłos tak jakby coś było ciągnięte po podłodze…
Po długiej przerwie, otworzyły się drzwi. Stała przede mną niska, na oko dziewięćdziesięcioletnia kobieta. Miała na sobie kolorową sukienkę i kapelusz z dopiętym welonem; wyglądała jak ktoś z filmu z lat czterdziestych.
U Jej boku była mała nylonowa walizka. Mieszkanie wyglądało tak, jakby nikt nie mieszkał w nim od lat. Wszystkie meble przykryte były płachtami materiału.
Nie było zegarów na ścianach, żadnych bibelotów ani naczyń na blacie. W rogu stało kartonowe pudło wypełnione zdjęciami i szkłem.
„Czy mógłby Pan zanieść moją torbę do samochodu?”, zapytała. Zabrałem walizkę do auta, po czym wróciłem aby pomóc kobiecie.
Wzięła mnie za rękę i szliśmy powoli w stronę krawężnika.
Trzymała mnie za ramię, dziękując mi za życzliwość. „To nic” – powiedziałem. „Staram się traktować moich pasażerów w sposób, w jaki chciałbym, aby traktowano moją mamę.”

„Och, jesteś takim dobrym chłopcem” – odrzekła. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, dała mi adres, a potem zapytała: „Czy mógłbyś pojechać przez centrum miasta?

„To nie jest najkrótsza droga”, odpowiedziałem szybko, włączając licznik opłaty. „Och, nie mam nic przeciwko temu” – powiedziała. „Nie spieszę się. Jestem w drodze do hospicjum.”
Spojrzałem w lusterko. Jej oczy lśniły. „Nie mam już nikogo z rodziny” – mówiła łagodnym głosem. „Lekarz mówi, że nie zostało mi zbyt wiele…”

Wyłączyłem licznik… „Którędy chce Pani jechać?”

Przez kilka godzin jeździliśmy po mieście. Pokazała mi budynek, gdzie kiedyś pracowała jako operator windy.

Jechaliśmy przez okolicę, w której żyli z mężem jako nowożeńcy. Poprosiła abym zatrzymał się przed magazynem meblowym który był niegdyś salą balową, gdzie chodziła tańczyć jako młoda dziewczyna.

Czasami prosiła,by zwolnić przy danym budynku lub skrzyżowaniu, i siedziała wpatrując się w ciemność, bez słowa.

Gdy pierwsze promienie Słońca przełamały horyzont, powiedziała nagle: „Jestem zmęczona. Jedźmy już proszę”. Jechaliśmy w milczeniu pod wskazany adres. Był to był niski budynek z podjazdem, tak typowy dla domów opieki.

Dwaj sanitariusze wyszli na zewnątrz gdy tylko zatrzymałem się na podjeździe. Musieli się jej spodziewać. Byli uprzejmi i troskliwi. Otworzyłem bagażnik i zaniosłem małą walizeczkę kobiety do drzwi. Ona sama została już usadzona na wózku inwalidzkim.

„Ile jestem panu winna?” – spytała, sięgając do torebki.

„Nic” – odpowiedziałem.

„Trzeba zarabiać na życie” – zaoponowała.

„Są inni pasażerowie” – odparłem.

I nie zastanawiając się kompletnie nad tym co robię, pochyliłem się i przytuliłem Ją. Objęła mnie mocno.

„Dałeś staruszce małą chwilę radości” – powiedziała. „Dziękuję”.

Uścisnąłem jej dłoń, a następnie wyszedłem w półmrok poranka. Za mną zamknęły się drzwi – był to dźwięk zamykanego Życia.

Tego ranka nie zabierałem już żadnych pasażerów. Jeździłem bez celu, zagubiony w myślach. Co jeśli do kobiety wysłany zostałby nieuprzejmy kierowca, lub niecierpliwy aby zakończyć jego zmianę? Co gdybym nie podszedł do drzwi, lub zatrąbił tylko raz, a następnie odjechał?

Myśląc o tym teraz, nie sądzę, abym zrobił coś ważniejszego w całym swoim życiu. Jesteśmy uzależnieni od poszukiwania emocjonujących zdarzeń i pięknych chwil, którymi staramy się wypełnić nasze życia.

Tymczasem Piękne Chwile mogą przydarzyć się nam zupełnie nieoczekiwanie, opakowane w to, co inni mogą nazwać rutyną. Nie przegapmy ich…

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 43 Komentarze

20 września – rocznica otrzymania przez św. o. Pio stygmatów Męki Pańskiej

Obok stygmatów Ojca Pio nie sposób przejść obojętnie. Są one wielkim znakiem danym od Boga w naszych czasach – kolejnym przypomnieniem, że On jest, kocha i działa!

Ból zamiast ran

Stygmaty Ojciec Pio otrzymał 20 września 1918 roku w czasie przejmującej wizji tajemniczej postaci, która włócznią przebiła jego dłonie, stopy i bok. Jednak nie jest to początek historii…
Czas przygotowania do tego wydarzenia trwał dokładnie osiem lat (wrzesień 1910 – wrzesień 1918). Okres ten często jest nazywany czasem stygmatów niewidzialnych, choć znaki męki Zbawiciela i wtedy tymczasowo pojawiały się na ciele Ojca.

Pierwsze ważne wydarzenie miało miejsce pod koniec lata 1910 roku, zaledwie kilka miesięcy po święceniach kapłańskich Ojca Pio. Ósmego września 1911 roku Ojciec Pio pisał do ojca Benedetta:
„Wczoraj wieczorem przydarzyło mi się coś, czego nie potrafię ani wyjaśnić, ani zrozumieć. Na środku mych dłoni pojawiły się zaczerwienienia o kształcie małej monety. Towarzyszył temu bardzo ostry ból, dokładnie w zaczerwienionych miejscach. Był bardziej dokuczliwy w lewej ręce, tak że nawet odczuwam go do tej pory. Odczuwałem go – nieco słabiej – także w stopach.
To wszystko trwa już od roku i powtarza się regularnie, choć ostatnio był też okres, kiedy się nie powtarzało. Niech Ojciec się nie gniewa, że dopiero teraz o tym mówię. Zawsze do tej pory zwyciężał we mnie ten przeklęty wstyd. Gdyby Ojciec wiedział, jak teraz musiałem się ze sobą zmagać, by to wyznać. Wiele mógłbym opowiadać, lecz brak mi słów. Powiem tylko, że gdy znajduję się przed Jezusem obecnym w Najświętszym Sakramencie, serce mi bije tak mocno, jakby niemal chciało wyrwać się z piersi.
Przy ołtarzu niekiedy czuję, jakbym cały płonął. Nie potrafię tego opisać. Najbardziej twarz, wydaje mi się, że zostaje pochłonięta przez ogień. Co to za znaki, mój Ojcze? Ja nie wiem”.

Bóg zabiera widoczne znaki
Przestraszony pojawieniem się niezwykłych ran, młody kapłan modlił się, by „Pan zabrał od niego te widoczne znaki”. I Bóg go wysłuchał. Ale choć nie były już dłużej widoczne znaki zewnętrzne, ból pozostał. Ojciec Pio odczuwał go nieustannie, szczególnie jednak we wtorki oraz od czwartkowego wieczoru do soboty. Pisał do ojca Agostina 21 marca 1912 roku:
„Od czwartku wieczorem aż do soboty, jak i w każdy wtorek trwa mój bolesny dramat. Serce, dłonie i stopy wydają się jakby przebite mieczem – tak wielki odczuwam ból”.
O swych doświadczeniach z okresu zanim na stałe został naznaczony widzialnymi stygmatami obszernie Ojciec Pio informuje ojca Agostina w liście z 10 października 1915 roku:
„Chce Ojciec wiedzieć, od kiedy Jezus obdarza swe nędzne stworzenie swymi niebiańskimi wizjami. Jeśli się nie mylę, rozpoczęły się one tuż po ukończeniu nowicjatu.
Następnie pyta Ojciec, czy otrzymałem niewysłowiony dar świętych stygmatów. Muszę odpowiedzieć na to pytanie twierdząco. Kiedy Jezus obdarzył mnie nimi po raz pierwszy, były widzialne, szczególnie na jednej dłoni, ale ponieważ ma dusza była cała przelękniona, prosiłem Pana, by zabrał zewnętrzne znaki. Od tego czasu już więcej się nie pojawiły. Jednak, mimo że rany zniknęły, nie przestałem odczuwać intensywnego bólu. […]
Ostatnie pytanie dotyczy kwestii, czy Pan pozwolił mi doświadczyć swego cierniem ukoronowania i biczowania. Odpowiedź i na to pytanie musi być twierdząca. Pyta Ojciec ile razy – nie potrafię odpowiedzieć, odważę się jedynie powiedzieć, że przeżywam takie cierpienie od kilku lat prawie co tydzień”.

Wizja tajemniczej postaci
Nieoczekiwana zmiana nastąpiła w piątkowy ranek 20 września 1918 roku. Zatopiony w modlitwie Ojciec Pio ujrzał, jak sam mówi, tajemniczą postać, z której dłoni, stóp i boku broczyła krew. Od tego dnia widoczne stygmaty nosił już przez kolejne pięćdziesiąt lat.
Postać, która otworzyła rany jego dłoni, stóp i boku, ujrzał już wcześniej w wizji 5 sierpnia 1918 roku. Pisze o niej do ojca Benedetta:
„Spowiadałem chłopców wieczorem piątego sierpnia, kiedy nagle ogarnął mnie ogromny strach na widok niebiańskiej postaci, która ukazała się oczom mej duszy. Trzymała w ręku coś w rodzaju narzędzia podobnego do bardzo długiej żelaznej włóczni dobrze zaostrzonej. Wydawało się, że z jej ostrza wychodzi ogień.
Wizja tego wszystkiego i obserwacja postaci, która rzuciła we mnie swą broń, były zupełnie wyjątkowe. Z trudem wydałem jęk, czułem, że umieram. Powiedziałem chłopcu, żeby się oddalił, ponieważ źle się czułem i nie dałem rady dalej spowiadać.
Ta męka trwała nieprzerwanie aż do poranka siódmego sierpnia. Nie potrafię powiedzieć, co czułem w tym czasie tak pełnym bólu. Nawet me wnętrzności, widziałem, były wyciągane i rozrywane tą bronią i rzucone na żelazo i ogień. Od tego dnia noszę śmiertelną ranę. W głębi duszy czuję zawsze otwartą ranę, która sprawia, że doznaję wielkich katuszy”.

Tajemnicza postać zadaje rany
Sam moment otrzymania widocznych stygmatów opisuje Ojciec Pio w liście do ojca Benedetta słowami:
„Co mam odpowiedzieć, gdy pyta mnie Ojciec, jak wyglądało moje ukrzyżowanie? O mój Boże, jakiego zmieszania i upokorzenia doświadczam, gdy muszę ujawnić, co Ty uczyniłeś w swym marnym stworzeniu!
Był ranek dwudziestego dnia ubiegłego miesiąca, po odprawieniu mszy świętej zostałem zaskoczony przez niespodziewany odpoczynek, niczym słodki sen. Wszystkie me zmysły wewnętrzne i zewnętrzne, a także władze mej duszy ogarnął spokój nie do opisania. Wewnątrz mnie i wokół panowała całkowita cisza. Szybko wypełnił mnie wielki pokój i uczucie porzucenia i oderwania się od wszystkiego, odpoczynek w samym nieszczęściu. Wszystko wydarzyło się błyskawicznie.
Gdy to się działo, ujrzałem tajemniczą postać, podobną do tej, którą widziałem wieczorem piątego sierpnia. Jedyna różnica była taka, że teraz jej dłonie, stopy i bok broczyły krwią.
Jej widok mnie przeraził. Nie potrafię opisać, co wtedy poczułem. Czułem, że umieram i umarłbym, gdyby Pan nie wzmocnił mego serca, które wyrywało się z piersi.
Po pewnym czasie postać oddaliła się, ale dostrzegłem, że moje dłonie, stopy i bok zostały przebite i ociekały krwią. Niech Ojciec wyobrazi sobie tę udrękę, jakiej wówczas doznałem i nadal przeżywam prawie każdego dnia.
Rana serca nieustannie krwawi, szczególnie od czwartku wieczorem do soboty. Ojcze, umieram z bólu z powodu ran oraz zażenowania, jakie noszę w głębi duszy. Boję się, że się wykrwawię na śmierć, jeśli Pan nie wysłucha wołania mego serca i nie zmieni sposobu swego działania we mnie. Czy Jezus, który jest tak dobry, udzieli mi tej łaski?”.

Znaki znikają
Stygmaty Ojciec Pio nosił, należy powiedzieć, do śmierci, choć pod koniec życia nastąpiło pewne niespodziewane zjawisko: zaczęły zanikać. Jako ostatni wszystkie stygmaty widział ojciec Eusebio 5 lipca 1964 roku. Latem 1966 roku zanikły stygmaty stóp i boku. W lutym 1968 roku ojciec Alessio widział i zbadał stygmaty rąk. Na przełomie lipca i sierpnia tego samego roku zaniknęły stygmaty na zewnętrznej stronie dłoni Ojca Pio, a na prawej dłoni być może stygmat zniknął nawet całkowicie. Kiedy 22 września Ojciec Pio odprawiał ostatnią mszę świętą, wciąż był widoczny stygmat na wewnętrznej stronie lewej dłoni.
23 września o godzinie 2.30 Ojciec Pio umarł. Zamknął się wtedy ostatecznie także stygmat lewej dłoni. Dziesięć minut po śmierci ojciec Giacomo Piccirillo sfotografował jego bok, dłonie i stopy – stygmaty zniknęły zupełnie, nie zostawiając jakiegokolwiek znaku lub blizny.
Jak odczytać te wydarzenia i znaki?

Tekst Maciej Zinkiewicz OFMCap
„Głos Ojca Pio” [107/5/2017] Kliknij

Fragmenty książki włoskiego kapucyna  o. Luigi Peroni „Ojciec Pio, t.I” Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008, s. 275-297

Stygmatyzacja

Był piątek, 20 września 1918 roku. Ojciec skończył właśnie odprawiać Mszę Świętą w Kościółku Antycznym, zatrzymał się jeszcze na chórze, aby złożyć Panu dziękczynienie. Już prawie godzinę zatopiony był w modlitwie. Było około godziny dziesiątej. Niewielki chór, na którym stoją trzy rzędy spróchniałych drewnianych krzeseł, jest usytuowany na wprost ołtarza głównego, ponad jedynymi drzwiami wiodącymi do kościoła. Okienko oddzielające od siebie rzędy siedzisk wychodzi na mały placyk. Dalej można dostrzec krajobraz roztaczający się za rosnącymi tam licznie migdałowcami. Na balustradzie chóru zawieszono osiemnastowieczny krucyfiks wyrzeźbiony w drewnie cyprysowym. Pan Jezus wiszący na krzyżu zwrócony jest w stronę chóru, tak jakby pragną, aby poprzez okienko tworzące dla niego obramowanie był widziany przez ludzi zatrzymujących się na dziedzińcu przed kościołem. Na suficie wymalowano kilka fresków przedstawiających epizody z życia niektórych świętych. Sznur od niewielkiego dzwonu opada przez specjalny otwór do wnęki okiennej.

Właśnie w trzecim, najwyższym rzędzie krzeseł, w pobliżu okienka, modlił się w największym kupieniu Ojciec. Tego właśnie dnia rozpoczął on nowennę ku czci św. Michała Archanioła, którego święto przypada 29 września. Ojciec darzył tę postać wyjątkową czcią. Kiedy Ojciec modlił się, kościółek był pusty. Serce Ojca, chociaż ustawicznie obciążone ciężką próbą kompletnego wyczerpania duchowego, płonąc miłością i bólem, kołatało silnie w tym świętym miejscu.

Gdy Ojciec, siedząc na chórze kościelnym, pozostawał całkowicie skupiony na swoim bólu i modlitwie, nagle ogarnęło go „znużenie podobne do słodkiego snu”. Wszystkie zmysły duszy zatopiły się w niewysłowionym spokoju. Wokół zapanowała całkowita cisza. I nagle, w okamgnieniu… Ojciec opisał to zdarzenie swemu kierownikowi duchowemu: „Mój Boże jak bardzo jestem zawstydzony i jakiego upokorzenia doznaję, kiedy muszę wyjawić to, czego Ty dokonałeś w tym swoim słabym stworzeniu! Na chórze, po odprawieniu Mszy Świętej (…) nagle ogarnął mnie stan spoczynku, podobny do słodkiego snu. Wszystkie zmysły zatopiły się w niewysłowionym spokoju. Otaczała mnie całkowita cisza, która ogarnęła także moje wnętrze. Pojawił się całkowity spokój i aprobata dla całkowitego wyrzeczenia się oraz wytchnienia od boleści. Wszystko to wydarzyło się w okamgnieniu. I podczas gdy to wszystko się działo, ujrzałem przed sobą tajemniczą postać podobną do tej widzianej wieczorem 5 sierpnia, a różniącą się tym tylko, że jej ręce, nogi i bok ociekały krwią. Ten widok mnie przeraził; nie potrafię opisać, co czułem w tamtej chwili. Czułem, że umieram i zapewne umarłbym, gdyby Pan nie pospieszył mi z pomocą i nie podtrzymał mego wyrywającego się z piersi serca. Wtedy tajemnicza postać zniknęła, a ja zobaczyłem, że moje ręce, nogi i bok zostały przebite i ociekają krwią…”. (z listu do ojca Benedetto z 22 października 1918 roku).

Pierwsze świadectwo w swoim dzienniczku pozostawił Ojciec Agostino: „Ukazała mu się ta sama postać, którą widział już 6 sierpnia, lecz tym razem ukrzyżowana. Poczuł się tak, jakby stracił przytomność i przebywał poza swoim ciałem. Krucyfiks rozbłysnął pięcioma promieniami wydobywającymi się z dłoni, ze stóp, z boku. One przebiły jego dłonie, stopy i bok. Wizja ta trwała kilka minut, a kiedy wrócił do siebie, spostrzegł, że naprawdę został zraniony: z ran wypływała krew, szczególnie z tej w okolicy serca. Znalazł w sobie dość siły, aby dowlec się do celi i wyczyścić całą przesiąkniętą krwią odzież”.

Drugie świadectwo pochodzi od Giuseppe Orlando, który przytacza zwierzenia Ojca: „Znajdowałem się na chórze i składałem dzięki za Mszę Świętą, kiedy poczułem, że z wolna wypełnia mnie narastająca słodycz, która sprawiała, że rozkoszowałem się modlitwą. Więcej nawet, im goręcej się modliłem, tym rozkosz ta się powiększała. W pewnej chwili wielka światłość poraziła moje oczy, a wewnątrz tej światłości ukazał mi się Chrystus pokryty ranami. Nie powiedział nic. Zniknął… Kiedy się ocknąłem, spostrzegłem, że leżę poraniony na ziemi. Dłonie, stopy i serce krwawiły i bolały bardzo, że nie miałem siły się podnieść. Na czworakach wlokłem się z chóru przez całą długość korytarza aż do celi. Wszyscy ojcowie znajdowali się wówczas poza klasztorem. Rzuciłem się na łóżko i modliłem się, aby powtórnie ujrzeć [Pana] Jezusa. Lecz później zanurzyłem się w sobie, przypatrzyłem się moim ranom i zapłakałem, znosząc hymny dziękczynienia i modlitwy”.

*****
Nowenna do św. Michała Archanioła. Dzień 1
Za osoby zniewolone przemocą w rodzinie

Modlitwa dnia

Najświetniejszy archaniele, św. Michale, który pełen wiary, pokory, wdzięczności i miłości, daleki od poddania się podszeptom zbuntowanego Lucyfera i od zastraszenia widokiem mrowia jego popleczników, zaraz przeciwko niemu powstałeś i, porwawszy resztę zastępów niebieskich do obrony sprawy Bożej, odniosłeś całkowite zwycięstwo, błagam cię, wyjednaj dla mnie łaskę wykrycia wszystkich pułapek i odparcia wszelkich ataków aniołów ciemności, tak bym, za twoim przykładem, zwyciężywszy, mógł któregoś dnia zasłużyć na to chwalebne miejsce, z którego one zostały bezpowrotnie strącone.

Panie Jezu, za wstawiennictwem Świętego Michała Archanioła pobłogosław i udziel nam potrzebnych Łask, według Woli Twojej, Amen.

Ojcze nasz…
Zdrowaś, Maryjo…
Chwała Ojcu…

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 62 Komentarze

19 września – Najświętszej Maryi Panny z La Salette

Najświętsza Maryja Panna z La Salette

Matka Boża z La Salette

W sobotę, 19 września 1846 r., Matka Najświętsza ukazała się dwojgu dzieciom pochodzącym z Corps w Alpach francuskich: jedenastoletniemu Maksyminowi Giraud i prawie piętnastoletniej Melanii Calvat, którzy pilnowali swoich krów na hali należącej do La Salette, na górze Planeau, na wysokości 1800 metrów. W kotlinie strumyka spostrzegli nagle kulę ognia – „jakby tam spadło słońce”. W oślepiającej jasności rozpoznali siedzącą kobietę z łokciami opartymi na kolanach i z twarzą ukrytą w dłoniach. Piękna Pani podniosła się i powiedziała do nich po francusku: „Zbliżcie się, moje dzieci, nie bójcie się, jestem tu po to, by wam opowiedzieć wielką nowinę”.
Zrobiła następne kilka kroków w ich kierunku. Nabrawszy pewności, Maksymin i Melania zbiegli ze zbocza na dół. Piękna Pani cały czas płakała. Była wysoka i cała ze światła, ubrana jak miejscowe kobiety: w długą suknię, w wielki fartuch wokół bioder, w chustkę skrzyżowaną na piersiach i zawiązaną na węzeł na plecach, w czepek wieśniaczki. Szeroki, płaski łańcuch biegł brzegiem jej chusty. Inny łańcuch podtrzymywał na Jej piersi wielki krucyfiks. Pod ramionami krzyża, po prawej ręce Chrystusa, znajdowały się obcęgi, po lewej – młotek. Z postaci Ukrzyżowanego wypływała cała światłość, z której jest utworzona zjawa, światłość, która tworzyła iskrzący się diadem na czole Pięknej Pani. Róże otaczały wieńcem Jej głowę, obrębiały Jej chustę i zdobiły obuwie.
Oto, co Piękna Pani powiedziała do pasterzy, najpierw po francusku: „Jeżeli mój lud nie zechce się poddać, będę zmuszona puścić ramię mojego Syna. Jest ono tak mocne i ciężkie, że dłużej nie mogę go podtrzymywać. Od jak dawna cierpię z waszego powodu! Chcąc, by mój Syn was nie opuścił, muszę Go nieustannie o to prosić, a wy sobie nic z tego nie robicie. Choćbyście nie wiedzieć, jak się modlili i co robili, nigdy nie zdołacie wynagrodzić trudu, którego się dla was podjęłam. Dałam wam sześć dni do pracy, siódmy zastrzegłam sobie – i nie chcą mi go przyznać. To właśnie czyni ciężkim ramię mojego Syna! Również woźnice przeklinają, mieszając z przekleństwami imię mojego Syna. To są dwie rzeczy, które czynią tak bardzo ciężkim ramię mego Syna. Jeżeli zbiory się psują, to tylko z waszej winy. Pokazałam wam to w roku ubiegłym na ziemniakach. Wy jednak nic sobie z tego nie robiliście. Przeciwnie, kiedy znajdowaliście zgniłe ziemniaki, przeklinaliście mieszając z przekleństwami imię mojego Syna. Będą się psuły nadal, a tego roku na Boże Narodzenie nie będzie ich wcale”.
Słowo pommes de terre wprawiło w zakłopotanie Melanię. W gwarze, której się używało w tamtej okolicy, na ziemniaki mówiło się las truffas. Pasterka zwróciła się więc do Maksymina, ale Piękna Pani ją uprzedziła: „Nie rozumiecie tego, moje dzieci? Zaraz powiem wam to inaczej”.

Piękna Pani powtórzyła ostatnie zdanie i prowadziła dalszą rozmowę w narzeczu z Corps: „si la recolta se gasta… Si ava de bla… Jeżeli macie zboże, nie trzeba go siać. Wszystko, co posiejecie, zje robactwo, a to, co wzejdzie, rozsypie się w proch przy młóceniu. Nastanie wielki głód. Zanim głód nadejdzie, dzieci w wieku poniżej siedmiu lat dostaną dreszczy i będą umierać na rękach trzymających je osób. Inni będą pokutować z powodu głodu. Orzechy zrobaczywieją, a winogrona zgniją”.
W tym miejscu Piękna Pani powierzyła tajemnicę Maksyminowi, później – Melanii. Następnie powiedziała do obojga dzieci: „Jeżeli się nawrócą, kamienie i skały zamienią się w sterty zboża, a ziemniaki same się zasadzą. Czy dobrze się modlicie, moje dzieci?” – „Nie bardzo, proszę Pani!” – odpowiedzieli obydwoje. Ach! Moje dzieci, trzeba się dobrze modlić wieczorem i rano. Jeżeli nie macie czasu, zmówcie przynajmniej Ojcze nasz i Zdrowaś, a jeżeli będziecie mogły – módlcie się więcej. W lecie na Mszę świętą chodzi tylko kilka starszych niewiast. Inni pracują w niedzielę przez całe lato. W zimie, gdy nie wiedzą, co robić, idą na Mszę św. jedynie po to, by sobie drwić z religii. W czasie Wielkiego Postu jedzą mięso jak psy. Moje dzieci, czy nie widziałyście kiedyś zepsutego zboża?” – „Nie, proszę Pani” – odpowiedziały dzieci.
Wówczas Piękna Pani zwróciła się do Maksymina: „Lecz ty, moje dziecko, musiałeś je kiedyś widzieć, w Coin, razem z twoim ojcem. Właściciel pola powiedział wówczas do twego ojca: «Chodźcie zobaczyć, jak moje zboże się psuje». Poszliście razem. Twój ojciec wziął dwa lub trzy kłosy w dłonie, pokruszył je i wszystko obróciło się w proch. Wracaliście później do domu. Kiedy byliście około godziny drogi od Crops, ojciec dał ci kawałek chleba, mówiąc: «Masz, dziecko, jedz jeszcze chleb w tym roku, bo nie wiem, czy go kto będzie jadł w roku przyszłym, jeżeli zboże będzie się dalej tak psuło». – „O tak, proszę Pani! – odpowiedział Maksymin – teraz sobie to przypominam. Przed chwilą o tym nie pamiętałem”. I Piękna Pani dokończyła, nie w gwarze, ale po francusku: „A więc, moje dzieci, ogłoście całemu mojemu ludowi”.
Później przesunęła się naprzód, przekroczyła strumyk i nie oglądając się, powtórzyła z naciskiem: „A więc, moje dzieci, ogłoście to całemu mojemu ludowi”. Następnie wspięła się po krętym zboczu, które wznosi się w stronę Le Collet (mała przełęcz). Tam uniosła się do góry. Dzieci podbiegły do Niej. Ona spojrzała w niebo, potem ku ziemi. Zwrócona w kierunku południowo-wschodnim, „rozpłynęła się w świetle”. Potem zniknęła również światłość.

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 17 Komentarzy

Najnowsza konferencja o. Augustyna Pelanowskiego: Czy pokochać siebie, czy być kochanym przez Boga?

Zapraszam Wszystkich Czytelników na stronę Wydawnictwa „Paganini”, które udzieliło mi zgody zamieszczania wpisów informujących o pojawieniu się nowych nagrań ojca Augustyna Pelanowskiego ❤

18 września pojawiły się dwie najnowsze konferencje:

1) Ojciec Augustyn Pelanowski: Czy pokochać siebie, czy być kochanym przez Boga cz. I
2) Czy pokochać siebie, czy być kochanym przez Boga cz. II

Tak więc klikamy i słuchamy a w komentarzach dzielimy się uwagami i spostrzeżeniami:

Posłuchaj o. Pelanowskiego

Tam też można  przejrzeć ofertę wydawniczą i nabyć najnowsze książki o. Augustyna

http://www.wydawnictwopaganini.pl

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 81 Komentarzy

Ks. Adam Lenik: Apel – odpowiedź na wezwanie kard. L. Burke i bpa A. Schneidera do „Krucjaty Synodalnej” X/2019

Z tym Apelem zwracam się do moich współbraci, kapłanów, aby do dnia 26.10. br. włączyli do Modlitwy Powszechnej każdej Mszy św. końcowy fragment w/w. Wezwania: Niech Bóg, za wstawiennictwem świętych, których dały Kościołowi rdzenne ludy Ameryki, m.in. świętego Juana Diego i św. Kateri Tekakwitha, a w szczególności za wstawiennictwem Najświętszej Dziewicy Maryi, Królowej Różańca Świętego, pozwoli, aby członkowie nadchodzącego Specjalnego Zgromadzenia Biskupów dla Regionu Panamazońskiego oraz Ojciec Święty zostali zachowani od niebezpieczeństwa zaaprobowania błędów i niejasności doktrynalnych oraz podważenia apostolskiej zasady celibatu kapłańskiego.”

 Proszę laikat Ruchu Maryjnego ks. S. Gobbi o dostarczenie tekstu tej modlitwy swoim duszpasterzom. Praktykujący brewiarzową Liturgię Godzin niech dołączą ją do „Próśb” w Jutrzni i Nieszporach. To może wam zastąpić w/w. krucjatę polegającą na modlitwie i poście. Niech to będzie Akcja „Polska przy Skale-Piotrze”, kontynuacja Akcji „Polska pod Krzyżem”.

         26 dzień miesiąca jest w naszych wspólnotach (RM) już drugi rok dniem wielkiej modlitwy i ofiary za Biskupa Rzymu Franciszka, właśnie w tej intencji „zachowania Go od (następnych) błędów”. Przypominam, że wcześniej ten dzień (26 m-ca) był poświęcony naszej modlitwie za aktualnego Prezydenta Polski. Dlaczego powinniśmy używać określenia „Biskup Rzymu”, a nie – „Papież”? Otóż dlatego, że On sam sobie tego zażyczył. Trzeba więc uszanować Jego wolę.

Kraków-Podstolice
14.09.2019r.
ks. Adam Lenik

P.S.  Proponuję, aby ten 26 dzień m-ca był dla mieszkańców Krakowa i okolicy sposobnością do wspólnej modlitwy podejmującej tę „Akcję przy Skale-Piotrze”. Miejscem modlitwy może być np. łagiewnickie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, Bazylika dolna, kaplica niemiecka z figurą św. Teresy Benedykty od Krzyża, na lewo od kaplicy św. Faustyny. Najbardziej odpowiednia godzina to 17:00. Znakiem rozpoznawczym grupy niech będzie ten nieoficjalny hymn Stolicy Apostolskiej „Christus Vincit…”.

Dodaję, że w/w. kaplica była uprzednio miejscem modlitwy III-go Zakonu Apostołów Czasów Ostatecznych.

*****
Hierarchowie wzywają do krucjaty modlitwy i postu

KRUCJATA MODLITWY I POSTU

BŁAGAJMY BOGA, ABY BŁĄD I HEREZJA NIE WYPACZYŁY SPECJALNEGO ZGROMADZENIA SYNODU BISKUPÓW DLA REGIONU PANAMAZOŃSKIEGO

Rozmaici hierarchowie oraz świeccy komentatorzy, jak również świeckie instytucje, ostrzegali, że autorzy Instrumentum Laboris, dokumentu wydanego przez sekretariat Synodu Biskupów na potrzeby dyskusji podczas nadchodzącego Specjalnego Zgromadzenia [Synodu Biskupów] dla Regionu Panamazońskiego, zawarli w jego treści poważne teologiczne błędy i herezje.

Zapraszamy duchownych i świeckich katolickich do udziału w krucjacie modlitwy i postu, by – za wstawiennictwem Dziewiczej Matki naszego Pana i Zbawiciela –  błagać Go w następujących intencjach:

  • aby teologiczne błędy i herezje zawarte w treści Instrumentum Laboris nie zostały zatwierdzone podczas zgromadzenia synodalnego;

  • aby w szczególności papież Franciszek, sprawując urząd Piotrowy, utwierdził swych braci w wierze poprzez jednoznaczne odrzucenie błędów Instrumentum Laboris i aby nie zgodził się na zlikwidowanie celibatu kapłańskiego w Kościele latynoamerykańskim poprzez wprowadzenie praktyki wyświęcania do kapłaństwa żonatych mężczyzn, tzw. „viri probati”.

Proponujemy, aby czterdziestodniowa krucjata modlitwy i postu rozpoczęła się 17 września i zakończyła się 26 października 2019 r., w przeddzień zamknięcia Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Regionu Panamazońskiego. Każdy, kto dowie się o Krucjacie po jej rozpoczęciu, może oczywiście włączyć się w nią w dowolnej chwili.

Proponujemy, by podczas czterdziestu dni modlitwy i postu codziennie odmawiać przynajmniej jeden dziesiątek Różańca Świętego i aby raz w tygodniu pościć w wyżej wymienionych intencjach. Zgodnie z tradycją Kościoła post polega na spożyciu tylko jednego pełnego posiłku dziennie oraz dodatkowo – opcjonalnie – najwyżej dwóch mniejszych posiłków. Polecany jest ponadto post o chlebie i wodzie tym osobom, które są w stanie się go podjąć.

Naszym obowiązkiem jest uświadomienie wiernym niektórych z głównych błędów, które szerzone są za pośrednictwem Instrumentum Laboris. Należy zauważyć, że dokument ten jest długi i cechuje go język, który nie jest wystarczająco klarowny w swoim znaczeniu, szczególnie w odniesieniu do depozytu wiary (depositum fidei). Wśród zasadniczych błędów odnotowujemy w szczególności, co następuje:

  1. Ukryty panteizm

Instrumentum Laboris promuje pogańską socjalizację „Matki Ziemi” w oparciu o kosmologię plemion amazońskich, która jest implicite panteistyczna.

  • Rdzenne ludy odkrywają, jak wszystkie części „są wymiarami, które w sposób konstytutywny istnieją w relacji, tworząc żywotną całość (nr 21) i dlatego żyją „w komunii z naturą jako całością” (nr 18) i „w dialogu z duchami” (nr 75);

  • Ich życie i „dobre życie” cechuje „harmonia relacji” między „całym kosmosem – przyrodą, ludźmi i najwyższą istotą” oraz „różnymi siłami duchowymi” (nr 12 i 13), co ujęte jest w „mantrze” papieża Fanciszka: „wszystko jest połączone” (nr 25);
  • Wierzenia i rytuały „starszych uzdrowicieli” (nr 88 i 89) odnośnie do „bóstwa o wielu imionach” działającego w naturze i w relacji do natury (nr 25) „tworzą harmonię i balans między istotami ludzkimi i kosmosem” (nr 87).
  • Dlatego musimy słuchać wołania Matki Ziemi (nr 146), zaprzestać jej eksterminacji (nr 17) i żyć zdrowo w harmonii z nią (nr 85).

Magisterium Kościoła odrzuca taki ukryty panteizm jako niedający się pogodzić z wiarą katolicką: „Ciepło Matki Ziemi, której boskość przenika całe stworzenie, jest uważane za pomost pomiędzy stworzeniem a transcendentnym Bogiem — Ojcem judaizmu i chrześcijaństwa, a zarazem za sposób na oddalenie perspektywy bycia sądzonym przez taką Istotę. W tej wizji zamkniętego wszechświata, który zawiera zarówno „Boga”, inne istoty duchowe, jak i nas samych, możemy rozpoznać ukryty panteizm” (Papieska Rada Kultury – Papieska Rada Do Spraw Dialogu Międzyreligijnego, „Jezus Chrystus dawcą wody życia.
 Chrześcijańska refleksja na temat New Age”, 2.3.1).

Magisterium Kościoła odrzuca panteizm i relatywizm w następującym stwierdzeniu:

„Mają tendencję do relatywizowania doktryny religijnej, faworyzując mętny światopogląd wyrażany jako system mitów i symboli przybranych w język religijny. Ponadto, często oferują panteistyczny koncept Boga, który jest nie do pogodzenia z Pismem Świętym i Tradycją chrześcijańską. Zastępują osobistą odpowiedzialność wobec Boga za nasze czyny poczuciem obowiązku wobec kosmosu, obalając w ten sposób prawdziwy koncept grzechu i potrzebę odkupienia przez Chrystusa” (Jan Paweł II, przemówienie do amerykańskich biskupów ze stanów Iowa, Kansas, Missouri i Nebraska z okazji ich wizyty ad limina, 28 maja 1993 r). 

  1. Pogańskie zabobony jako źródła Boskiego Objawienia i jako alternatywne ścieżki do zbawienia

Instrumentum Laboris czerpie ze swojej ukrytej koncepcji panteistycznej jako błędnego konceptu Boskiego Objawienia, stwierdzając w zasadzie, że Bóg wciąż komunikuje samego siebie w historii poprzez sumienie ludów i wołanie natury. Zgodnie z tym poglądem, pogańskie zabobony ludów amazońskich są wyrazem Boskiego Objawienia, zasługującym na postawę dialogu i akceptacji po stronie Kościoła:

  • Amazonia jest „miejscem teologicznym”, w którym przeżywana jest wiara lub „doświadczenie Boga w historii”; jest „szczególnym źródłem Bożego objawienia: miejscami epifanicznymi”, w których „pieszczoty Boga” zostają „wcielone w historii” (nr 19);

  • Kościół musi „odkryć wcieloną i aktywną obecność Boga” w „duchowości ludów pierwotnych” (nr 33), rozpoznając w nich „inne drogi/ścieżki” (nr 39), ponieważ Duch Stwórca „karmił duchowość tych ludów przez stulecia, nawet przed głoszeniem Ewangelii” (nr 120), nauczając ich „wiary w Boga Ojca-Matkę Stwórcę” i „żywej relacji z naturą i ‘Matką Ziemią’”, oraz „z przodkami” (nr 121);

  • Poprzez dialog Kościół musi unikać narzucania „skostniałych doktryn” (nr 38), „sformułowań wiary wyrażonych w innych kontekstach kulturalnych” (nr 120) oraz „korporatystycznej postawy, która rezerwuje zbawienie wyłącznie dla własnego Credo” (nr 39) i czyniąc w ten sposób Kościół będzie podróżował „w poszukiwaniu swojej tożsamości ku jedności z Duchem Świętym” (nr 40).

Magisterium Kościoła odrzuca relatywizację wyjątkowości objawienia Bożego zawartego w Piśmie Świętym i w świętej Tradycji, nauczając:

„Kościół miał zawsze we czci Pisma Boże, podobnie jak samo Ciało Pańskie (…). Zawsze uważał i uważa owe Pisma zgodnie z Tradycją świętą, za najwyższe prawidło swej wiary, ponieważ natchnione przez Boga i raz na zawsze utrwalone na piśmie przekazują niezmiennie słowo samego Boga, a w wypowiedziach Proroków i Apostołów pozwala rozbrzmiewać głosowi Ducha Świętego. Trzeba więc, aby całe nauczanie kościelne, tak jak sama religia chrześcijańska, żywiło się i kierowało Pismem św.” (Sobór Watykański II, Konstytucja dogmatyczna „Dei Verbum”, nr 21).

Magisterium Kościoła potwierdza, że istnieje jeden jedyny Zbawiciel, Jezus Chrystus, i Kościół jest Jego jedynym Ciałem Mistycznym i Oblubienicą:

„Dlatego w powiązaniu z jedynością i powszechnością zbawczego pośrednictwa Jezusa Chrystusa należy stanowczo wyznawać jako prawdę wiary katolickiej jedyność założonego przezeń Kościoła. Tak jak jest jeden Chrystus, istnieje tylko jedno Jego Ciało, jedna Jego Oblubienica: «jeden Kościół katolicki i apostolski». Ponadto obietnice Pana, że nigdy nie opuści swojego Kościoła (por. Mt 16, 18; 28, 20) i będzie nim kierował przez swego Ducha, oznaczają też, iż według wiary katolickiej jedyność i jedność Kościoła, a także wszystko to, co stanowi o jego integralności, nigdy nie przeminie” (Kongregacja Nauki Wiary, Deklaracja Dominus Iesus o jedyności i powszechności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła, nr 16).

  1. Dialog międzykulturowy zamiast ewangelizacji

Instrumentum Laboris zawiera błędną teorię, zgodnie z którą ludy rdzenne otrzymały już Boskie Objawienie, a Kościół katolicki w Amazonii powinien poddać się „misjonarskiemu i duszpasterskiemu nawróceniu” zamiast wprowadzać doktrynę i praktykę powszechnej prawdy i dobra. Instrumentum Laboris twierdzi również, że Kościół musi się ubogacić symbolami i rytuałami ludów pierwotnych:

  • „Kościół wyruszający w drogę” unika ryzyka „oferowania rozwiązania o wartości uniwersalnej” lub zastosowania „doktrynalnego monolitu strzeżonego przez wszystkich” (nr 110), preferując międzykulturowość, to znaczy „wzajemne ubogacenie kultur w dialogu”, ponieważ „aktywnymi podmiotami inkulturacji są same rdzenne ludy” (nr 122);

  • Ponadto Kościół uznaje „rdzenną duchowość jako źródło bogactw dla doświadczenia chrześcijańskiego” i podejmuje „katechezę, która przyjmuje język i znaczenie narracji kultur rdzennych i wywodzących się z Afryki” (nr 123);
  • Poprzez wzajemne dzielenie się „swoimi doświadczeniami Boga”, wierni czynią „wzajemne różnice bodźcem wzrostu i pogłębienia swojej własnej wiary” (nr 136).

Magisterium Kościoła odrzuca ideę, jakoby działalność misyjna była jedynie interkulturowym ubogaceniem, nauczając:

„Ogólnie „misjami” nazywa się specjalne przedsięwzięcia, które wysłani przez Kościół głosiciele Ewangelii, idąc na cały świat, podejmują celem wykonania zadań głoszenia Ewangelii, idąc na cały świat, podejmują celem wykonania zadań głoszenia Ewangelii i zakładania Kościoła wśród narodów lub grup społecznych jeszcze nie wierzących w Chrystusa (…). Właściwym celem tej działalności misyjnej jest przepowiadanie Ewangelii i zakładanie Kościoła wśród ludów i grup, gdzie Kościół nie zapuścił jeszcze korzeni (…). Głównym środkiem do zakładania Kościoła jest głoszenie Ewangelii Jezusa Chrystusa” (Sobór Watykański II, Dekret Ad Gentes, nr 6).

„Poprzez inkulturację Kościół wciela Ewangelię w różne kultury i jednocześnie wprowadza narody z ich kulturami do swej własnej wspólnoty; przekazuje im własne wartości, przyjmując wszystko to, co jest w nich dobre i odnawiając je od wewnątrz. Ze swej strony przez inkulturację Kościół staje się bardziej zrozumiałym znakiem tego, czym jest, i coraz odpowiedniejszym narzędziem misji” (Jan Paweł II, Encyklika Redemptoris Missio, nr 52). 

  1. Błędna koncepcja święceń sakramentalnych, postulująca [ustanowienie] szafarzy kultu obu płci mających sprawować nawet szamańskie rytuały

W imię inkulturacji wiary i pod pretekstem braku kapłanów, którzy mogliby często sprawować Eucharystię, Instrumentum Laboris wspiera dostosowanie katolickiej posługi kapłańskiej do rodzimych zwyczajów rdzennych luddów, dopuszczenie kobiet do kapłańskich urzędów i wyświęcanie żonatych przywódców danej wspólnoty na kapłanów drugiej kategorii, pozbawionych części kapłańskich uprawnień, lecz zdolnych do sprawowania szamańskich rytuałów:

  • Ponieważ „klerykalizm nie jest akceptowany w żadnym ze swoich przejawów” (nr 127), „prosi się o zmianę w kryteriach wybierania i przygotowywania szafarzy upoważnionych do tego, by sprawować Najświętszą Eucharystię” (nr 126), badaąc możliwość wyświęcania na kapłanów „starszych ludzi, najchętniej miejscowych, szanowanych i akceptowanych przez swoją wspólnotę, nawet jeśli mają istniejącą i stabilną rodzinę” (nr 129), którzy ukazują „inną drogę bycia Kościołem (…) bez cenzury lub dogmatyzmu bądź rytualnej dyscypliny” (nr 138).

  • Ponieważ w kulturach Amazonii „władza podlega rotacjom”, byłoby rzeczą wskazaną, by „na nowo zastanowić się nad tym, że sprawowanie jurysdykcji (władzy rządzenia) musi być powiązane we wszystkich obszarach (sakramentalnym, sądowniczym i administracyjnym) oraz w sposób trwały z sakramentem święceń kapłańskich (nr 127);
  • Kościół musi „zidentyfikować rodzaj oficjalnej posługi, która może być powierzona kobietom” (nr 129);
  • Należy uznać „rdzenne rytuały i ceremonie”, które „tworzą harmonię i balans między istotami ludzkimi a kosmosem” (nr 87) oraz „tradycyjne elementy, które są częścią procesów uzdrowienia” dokonywanych przez „starszych uzdrowicieli” (nr 88), których „rytuały, symbole i style celebracji” powinny być włączone w „rytuały liturgiczne i sakramentalne” (nr 126).

Magisterium Kościoła odrzuca takie praktyki i wiążący się z nimi sposób myślenia, nauczając:

„Kapłaństwo urzędowe różni się istotowo od wspólnego kapłaństwa wiernych, ponieważ udziela świętej władzy w służbie wiernym. Pełniący urząd święceń wykonują swoją posługę wobec Ludu Bożego przez nauczanie (munus docenti), kult Boży (munus liturgicum) i rządy pasterskie (munus regendi)” (Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1592).

„Chrystus, jedyny Syn Boga, przez samo swoje wcielenie stał się Pośrednikiem między niebem a ziemią, między Ojcem a rodzajem ludzkim. Dostosowując się do tego zadania, Chrystus przez cały bieg swego życia zachował stan dziewiczy; oznacza to, że całkowicie się poświęcił służbie Bogu i ludziom. Ten niezwykle ścisły związek między dziewictwem a kapłaństwem, jaki istnieje w Chrystusie, odnosi się również do tych, którym dane jest uczestniczyć w godności i zadaniach Pośrednika i wiecznego Kapłana; uczestnictwo zaś owo tym jest doskonalsze, im bardziej kapłan jest wyzwolony od więzów ciała i krwi” (św. Paweł VI, encyklika Sacerdotalis Caelibatus, nr 21).

„Zaś wola Kościoła znajduje swoją ostateczną motywację w związku, jaki łączy celibat ze święceniami kapłańskimi, które upodabniają kapłana do Jezusa Chrystusa Głowy i Oblubieńca Kościoła. Kościół jako Oblubienica Chrystusa pragnie, aby kapłan miłował go w sposób całkowity i wyłączny, tak jak umiłował go Jezus Chrystus Głowa i Oblubieniec Celibat kapłański jest więc darem z siebie w Chrystusie i z Chrystusem dla Jego Kościoła i wyraża posługę kapłana dla Kościoła w Chrystusie i z Chrystusem” (św. Jan Paweł II, adhortacja apostolska Pastores dabo vobis, nr 29).

„Święcenia kapłańskie, poprzez które przekazana zostaje misja nauczania i uświęcania wiernych oraz rządzenia nimi, powierzona przez Chrystusa swoim Apostołom, były w Kościele katolickim zawsze i od samego początku zastrzeżone wyłącznie dla mężczyzn (…).Wreszcie fakt, że Najświętsza Maryja Panna, Matka Boga i Matka Kościoła, nie otrzymała misji właściwej Apostołom ani kapłaństwa urzędowego, ukazuje wyraźnie, iż niedopuszczenie kobiet do święceń kapłańskich nie może oznaczać umniejszenia ich godności ani ich dyskryminacji (…)Aby zatem usunąć wszelką wątpliwość w sprawie tak wielkiej wagi, która dotyczy samego Boskiego ustanowienia Kościoła, mocą mojego urzędu utwierdzania braci (por. Łk 22,32) oświadczam, że Kościół nie ma żadnej władzy udzielania święceń kapłańskich kobietom oraz że orzeczenie to powinno być przez wszystkich wiernych Kościoła uznane za ostateczne” (św. Jan Paweł II, list apostolski Ordinatio Sacerdotalis, nr 1, 3, 4).

  1. „Ekologia integralna”, która umniejsza ludzką godność

Zgodnie ze swoimi ukrytymi poglądami panteistycznymi, Instrumentum Laboris relatywizuje antropologię chrześcijańską uznającą ludzką osobę jako stworzoną na obraz Boga i dlatego będącą szczytem materialnego stworzenia (Rdz 1, 26-31), uznając człowieka jedynie za ogniwo w ekologicznym łańcuchu przyrody i postrzegając rozwój społeczno-ekonomiczny jako agresję wobec „Matki Ziemi”.

  • „Fundamentalnym aspektem korzeni ludzkiego grzechu jest oderwanie się od natury i nieuznawanie jej jako części człowieka oraz eksploatowanie natury bez ograniczeń” (nr 99);
  • „Nowy paradygmat ekologii integralnej” (nr 56) powinien opierać się na „mądrości rdzennych ludów” i ich codziennego życia, które „uczy nas, żeby uznawać siebie za część biomu” (nr 102), „część ekosystemów” (nr 48), „część natury” (nr 17).

Magisterium Kościoła odrzuca opinie, zgodnie z którymi ludzie nie posiadają wyjątkowej godności przewyższającej resztę materialnego stworzenia, a postęp technologiczny wiąże się z grzechem, nauczając:

„Bóg daje ludziom możliwość dobrowolnego uczestniczenia w swojej Opatrzności, powierzając im odpowiedzialność za czynienie sobie ziemi „poddaną” i za panowanie nad nią. Bóg pozwala więc ludziom być rozumnymi i wolnymi przyczynami w celu dopełniania dzieła stworzenia, w doskonałej harmonii dla dobra własnego i dobra innych” (Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 307). 

  1. Kolektywizm plemienny, który podważa wyjątkowość i wolność osobistą

Zgodnie z Instrumentum laboris, integralne „nawrócenie ekologiczne” obejmuje przyjęcie kolektywnego modelu społecznego rdzennych plemion, w których podważa się osobowość i wolność jednostki:

  • „Koncept sumak kawsay (‘dobrego życia’) został ukuty na bazie rodzimej mądrości rdzennych ludów i narodów. Jest to pojęcie sprawdzone, starsze i bardziej aktualne, proponujące wspólnotowy styl życia, w ramach którego wszyscy CZUJĄ, MYŚLĄ i CZYNIĄ to samo, niczym utkana nić, która podtrzymuje, otula i chroni, niczym różnobarwne poncho” (Apel: „Wołanie Sumak Kawsay w Amazonii”, cytowane w 5. przypisie do nr 12).

  • „Życie w Amazonii jest zintegrowane i zjednoczone z terytorium; poszczególne części nie są od siebie odseparowane ani podzielone. Ta jedność obejmuje wszelkie istnienie: pracę, odpoczynek, stosunki międzyludzkie, rytuały i celebracje. Wszystko jest wspódzielone; przestrzeń prywatna, tak charakterystyczna dla nowoczesności, jest minimalna. Życie toczy się na ścieżce wspólnotowej, na której zadania i obowiązki są rozdzielane i współdzielone dla dobra wspólnego. Nie ma miejsca na koncepcję jednostki oddzielonej od wspólnoty lub jej terytorium” (nr 24).

Magisterium Kościoła odrzuca takie opinie, nauczając:

„Osoba ludzka postrzegana jest zawsze w swojej niepowtarzalnej i niezbywalnej wyjątkowości. Faktycznie, człowiek istnieje przede wszystkim jako podmiotowość, jako ośrodek świadomości i wolności, którego życie, jedyne i nieporównywalne z żadnym innym, wyraża niemożność zredukowania go do jakichś myślowych schematów albo zamknięcia w obrębie takich czy innych systemów władzy lub ideologii” (Kompendium nauki społecznej Kościoła, nr 131).

„Człowiek słusznie wysoko ceni sobie wolność i żarliwie o nią zabiega: słusznie pragnie, i powinien, formować i kierować swoją wolną inicjatywą, swoim życiem osobistym i społecznym, biorąc za nie osobistą odpowiedzialność (Veritatis Splendor, 34). Rzeczywiście, wolność nie tylko pozwala człowiekowi odpowiednio zmieniać stan rzeczy znajdujących się na zewnątrz niego, ale także za sprawą wyborów, zgodnych z prawdziwym dobrem, wpływa na jego wzrastanie jako osoby (Katechizm Kościoła Katolickiego, nr 1733): tym sposobem człowiek rodzi samego siebie, jest ojcem swojego istnienia (św. Grzegorz z Nyssy, De Vita Moysis), buduje porządek społeczny (Centesimus Annus, 13)” (Kompendium nauki społecznej Kościoła, nr 135).

Podsumowanie

Teologiczne błędy i herezje, zawarte w sposób ukryty lub jawny w Instrumentum Laboris zbliżającego się Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Regionu Panamazońskiego, są alarmującym przejawem zamętu, błędu i podziału, które gnębią Kościół w naszych czasach. Nikt nie może zwolnić się z obowiązku bycia poinformowanym o powadze sytuacji i z podjęcia należytych działań z miłości do Chrystusa i do Jego życia z nami w Kościele. W obliczu takiego zagrożenia dla integralności Kościoła, każdy członek Mistycznego Ciała Chrystusa musi przede wszystkim modlić się i pościć w intencji wiecznego dobra jego członków, którzy – poprzez powyższy tekst opracowany dla Synodu Biskupów – narażeni są na zgorszenie, czyli wiedzeni są ku zamętowi, błędowi i podziałowi. Ponadto każdy katolik, jako prawdziwy żołnierz Chrystusa, jest wezwany do tego, by strzec i głosić prawdy wiary oraz by zachowywać dyscyplinę pozwalającą czcić te prawdy w praktyce, tak aby uroczyste synodalne zgromadzenie biskupów nie zdradziło misji synodu, którą jest „[świadczenie Biskupowi Rzymskiemu pomocy] swoją radą w celu zachowania i wzrostu wiary oraz obyczajów, a także zachowania i umocnienia dyscypliny kościelnej” (kan. 342). 13 października 2019 r., podczas zbliżającego się Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Regionu Panamazońskiego, będzie miała miejsce kanonizacja błogosławionego kardynała Johna Henry’ego Newmana. Niech Ojciec Święty i wszyscy członkowie Specjalnego Zgromadzenia Synodu Biskupów dla Regionu Panamazońskiego usłyszą i przyjmą następującą, świetlaną naukę najnowszego świętego Kościoła, w której ostrzegał on przeciwko błędom teologicznym podobnym do wyżej wymienionych błędów zawartych w Instrumentum Laboris:

„Prywatne wierzenia, modne religie mogą być w danym czasie efektowne i pociągające dla wielu, religie państwowe, wielkie i martwe, mogą przez stulecia rozkładać się na określonych ziemiach, mogą odwracać uwagę i zakłócać osąd osób wykształconych, ale z czasem stanie się jasne, że albo religia katolicka jest rzeczywiście wstąpieniem świata niewidzialnego w nasz świat, albo nie istnieje nic, co by w sposób pozytywny, pouczający, rzeczywisty wskazało nam skąd przychodzimy i dokąd idziemy” (Discourses to Mixed Congregations, XIII)[1].

„Nigdy wcześniej Kościół Święty nie potrzebował tak bardzo bojowników w tej walce [przeciw duchowi liberalizmu w religii] jak obecnie, kiedy, niestety, błąd ów, niczym sidła, rozpostarł się po całym świecie (…) Liberalizm w religii to pogląd, według którego religia nie zawiera żadnej pozytywnej prawdy, [zaś] jedno wyznanie jest tak samo dobre jak każde inne – a przekonanie to nabiera znaczenia i siły z każdym dniem. Pozostaje ono w sprzeczności z uznaniem jakiejkolwiek religii za prawdziwą: liberalizm naucza, że wszystkie należy tolerować, wszystkie bowiem są jedynie kwestią opinii. Religia objawiona nie jest prawdą, lecz kwestią uczuć i smaku; nie jest obiektywnym faktem – cudem, a każdemu człowiekowi przysługuje prawo nakazać religii nauczać tego, co jemu akurat odpowiada. Pobożność nie musi koniecznie opierać się na wierze. Ludzie mogą chodzić do kościoła protestanckiego lub katolickiego, czerpać dobro z obydwu i nie należeć do żadnego. Mogą bratać się w duchowych myślach i uczuciach bez jakichś wspólnych poglądów na doktrynę – i nawet nie zauważać potrzeby takowych” (Biglietto Speech, 12 maja 1879 r)[2].

Niech Bóg, za wstawiennictwem wielu prawdziwie katolickich misjonarzy, którzy ewangelizowali rdzenne ludy Ameryki, między innymi św. Turybiusza de Mogrovejo i św. Józefa Anchiety, oraz za wstawiennictwem świętych, których dały Kościołowi rdzenne ludy Ameryki, m.in. świętego Juana Diego i św. Kateri Tekakwitha, a w szczególności za wstawiennictwem Najświętszej Dziewicy Maryi, Królowej Różańca Świętego, która kruszy wszelką herezję, pozwoli, aby członkowie nadchodzącego Specjalnego Zgromadzenia Biskupów dla Regionu Panamazońskiego oraz Ojciec Święty zostali zachowani od niebezpieczeństwa zaaprobowania błędów i niejasności doktrynalnych oraz podważenia apostolskiej zasady celibatu kapłańskiego.

Kardynał Raymond Leo Burke
Biskup Athanasius Schneider

12 września 2019 r.
Wspomnienie Najświętszego Imienia Maryi

Tłumaczenie: Izabella Parowicz

[1] Tłum. ks. Jacek Dunin-Borkowski
[2] Tłum. Paweł K. Długosz

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 43 Komentarze

15 września – Najświętszej Maryi Panny Bolesnej

Najświętsza Maryja Panna Bolesna

„Oto Ten przeznaczony jest na upadek… A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 34a. 35).

Maryja siedmiokrotnie przebita mieczem boleściTymi słowami prorok Symeon, podczas ofiarowania Jezusa w świątyni, zapowiedział Maryi cierpienie. Maryja, jako najpokorniejsza i najwierniejsza Służebnica Pańska, miała szczególny udział w dziele zbawczym Chrystusa, wiodącym przez krzyż.

Przez wiele stuleci Kościół obchodził dwa święta dla uczczenia cierpień Najświętszej Maryi Panny: w piątek przed Niedzielą Palmową – Matki Bożej Bolesnej oraz 15 września – Siedmiu Boleści Maryi. Pierwsze święto wprowadzono najpierw w Niemczech w roku 1423 w diecezji kolońskiej i nazywano je „Współcierpienie Maryi dla zadośćuczynienia za gwałty, jakich dokonywali na kościołach katolickich husyci”. Początkowo obchodzono je w piątek po trzeciej niedzieli wielkanocnej. W roku 1727 papież Benedykt XIII rozszerzył je na cały Kościół i przeniósł na piątek przed Niedzielą Palmową.
Drugie święto ma nieco inny charakter. Czci Maryję jako Matkę Bożą Bolesną i Królową Męczenników nie tyle w aspekcie chrystologicznym, co historycznym, przypominając ważniejsze etapy i sceny dramatu Maryi i Jej cierpień. Święto to jako pierwsi zaczęli wprowadzać serwici. Od roku 1667 zaczęło się ono rozszerzać na niektóre diecezje. Pius VII w roku 1814 rozszerzył je na cały Kościół, a dzień święta wyznaczył na trzecią niedzielę września. Papież św. Pius X ustalił je na 15 września. W Polsce oba święta rychło się przyjęły. Już stary mszał krakowski z 1484 r. zawiera Mszę De tribulatione Beatae Virginisoraz drugą: De quinque doloribus B. M. Virginis. Również mszały wrocławski z 1512 roku i poznański z 1555 zawierają te Msze.
Oba święta są paralelne do świąt Męki Pańskiej, są w pewnym stopniu ich odpowiednikiem. Pierwsze bowiem święto łączy się bezpośrednio z Wielkim Tygodniem, drugie zaś z uroczystością Podwyższenia Krzyża świętego. Ostatnia zmiana kalendarza kościelnego zniosła pierwsze święto, obchodzone przed Niedzielą Palmową.

Od XIV w. często pojawiał się motyw siedmiu boleści Maryi. Są nimi:
1. Proroctwo Symeona (Łk 2, 34-35)
2. Ucieczka do Egiptu (Mt 2, 13-14)
3. Zgubienie Jezusa (Łk 2, 43-45)
4. Spotkanie z Jezusem na Drodze Krzyżowej (Ewangelie o nim nie wspominają)
5. Ukrzyżowanie i śmierć Jezusa (Mt 27, 32-50; Mk 15, 20b-37; Łk 23, 26-46; J 19, 17-30)
6. Zdjęcie Jezusa z krzyża (Mk 15, 42-47; Łk 23, 50-54; J 19, 38-42)
7. Złożenie Jezusa do grobu (Mt 27, 57-61; Mk 15, 42-47; Łk 23, 50-54; J 19, 38-42)

Maryja BolesnaJest rzeczą niezaprzeczalną, że Maryja wiele wycierpiała jako Matka Zbawiciela. Nie wiemy, czy dokładnie wiedziała, co czeka Jej Syna. Niektórzy pisarze kościelni uważają to za rzecz oczywistą. Ich zdaniem, skoro Maryja została obdarzona szczególniejszym światłem Ducha Świętego odnośnie do rozumienia ksiąg świętych, gdzie w wielu miejscach i nieraz bardzo szczegółowo jest zapowiedziana męka i śmierć Zbawiciela świata, to również wiedziała o przyszłych cierpieniach Syna. Inni pisarze, powołując się na miejsca, gdzie kilka razy jest podkreślone, że Maryja nie rozumiała wszystkiego, co się działo, są przekonani, że Maryja nie była wtajemniczona we wszystkie szczegóły życia i śmierci Jej Syna.
Maryja nie była tylko biernym świadkiem cierpień Pana Jezusa, ale miała w nich najpełniejszy udział. Jest nie do pomyślenia nawet na płaszczyźnie samej natury, aby matka nie doznawała cierpień na widok umierającego syna. Maryja cierpiała jak nikt na ziemi z ludzi. Zdawała sobie bowiem sprawę z tego, że Jej Syn jest Zbawicielem rodzaju ludzkiego.

Więcej: https://ewangeliadlanas.wordpress.com

Litania do Matki Bożej Bolesnej

Maryjo – Matko Bolesna, ogłoszona na Kalwarii naszą matką – otaczaj macierzyńską opieką wszystkich cierpiących,
Maryjo – Matko Ukrzyżowanego Jezusa – naucz nas widzieć w cierpiących braciach umęczonego Chrystusa,
Maryjo – stojąca pod krzyżem każdego cierpiącego człowieka – naucz nas trwać przy cierpiących i współcierpieć z nimi,
Maryjo – Matko cierpiących – wyjednaj wszystkim cierpiącym łaskę owocnego przeżywania cierpienia,
Maryjo – mężnie trwająca pod Krzyżem swego Syna uproś nam męstwo w cierpieniu,
Maryjo – Mistrzyni cierpiących – naucz nas po chrześcijańsku przeżywać cierpienie,
Maryjo – której serce przeniknął miecz boleści – wyjednaj nam światło zrozumienia zbawczych wartości cierpienia,
Maryjo – Matko cierpiącego Odkupiciela – naucz nas współcierpieć z Chrystusem dla przybliżenia Królestwa Bożego,
Maryjo – Współcierpiąca z Jezusem -ucz nas dopełniać w naszym ciele, czego nie dostaje męce Chrystusa, za Ciało Jego, którym jest Kościół,
Maryjo – pragnąca zbawienia każdego człowieka – naucz nas przyjmować, znosić i ofiarować nasze cierpienia dla zbawienia świata,
Maryjo – Królowo Męczenników i Królowo Apostołów pomagaj nam w apostolskim przeżywaniu cierpienia.
Ze strony: http://www.bolesna.op.opoka.org.pl/modlitwy_rmbb.htm

Opublikowano Aktualności | 71 Komentarzy

Polska Pod Krzyżem – transmisja on-line

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Wydarzenie Polska pod Krzyżem będzie transmitowane w CAŁOŚCI, od godziny 11:00 do godziny 22:15.

Transmisja online będzie na stronach:
WWW.TVP.INFOWWW.VOD.TVP.PL oraz WWW.POLSKAPODKRZYZEM.PL.
DROGA KRZYŻOWA będzie transmitowana od godziny 20:15 na antenie TVP1 oraz na falach radiowej Jedynki. Przez cały dzień towarzyszy nam ekipa Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Prosimy Was o modlitwę za wszystkich ludzi mediów pracujących przy Polsce pod Krzyżem

Przekazujcie tę informację wszystkim znajomym!

Gdziekolwiek jesteś, cokolwiek robisz,
przez wiarę 
możesz stanąć pod Krzyżem Jezusa.

ODWAGI!
SURSUM CORDA!

Niech Maryja Niepokalana Was prowadzi, a Dobry Bóg błogosławi!
Ekipa Fundacji Solo Dios Basta

Program

09:00 – Przyjmowanie pielgrzymów na placu.
10:45 – Zawiązanie wspólnoty.
11:00 – Różaniec: Tajemnice Bolesne.
11:30 – Konferencja wprowadzająca: „Odrzucenie Krzyża i walka duchowa we współczesnym świecie”, Lech Dokowicz.
13:00 – Przerwa na posiłek.
15:00 – Koronka do Bożego Miłosierdzia.
15:15 – Msza Święta wraz z uroczystym wniesieniem relikwii Krzyża Świętego.
17:30 – Konferencja: ks. Dolindo Ruotolo oraz Joanna Bątkiewicz-Brożek.
18:30 – Przerwa.
20:00 – Droga Krzyżowa.
22:00 – Adoracja Najświętszego Sakramentu.
03:00 – Zakończenie Adoracji i Msza Święta z niedzieli (Święto Matki Bożej Bolesnej)

Szczegółowe informacje, wciąż aktualizowane, można znaleźć na stronie internetowej polskapodkrzyzem.pl.

Link do transmisji on-line:
www.tvp.info/44363998/tam-gdzie-wszystko-sie-zaczelo-spotkanie-polska-pod-krzyzem-transmisja

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 62 Komentarze