Ojciec Jerzy Garda ewangelizuje w Warszawie: „Czyńcie pokutę! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”

O. Jerzy Garda tak ewangelizuje w W-wie w czasie Wielkiego Postu 2018: 
„Czyńcie pokutę! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!”

 

Ojciec Jerzy chodzi po ulicy, po sklepach, wokół sex-shopów, idzie do supermarketów, na bazary, do metra i do innych miejsc, gdzie można spotkać dużo ludzi i ich ewangelizować. Zresztą posłuchajcie sami wypowiedzi ojca Jerzego

Ojciec Jerzy dziś mnie odwiedził, pobłogosławił, pomodlił się o zdrowie dla mnie, a potem powiedział kilka słów o swojej ewangelizacji. 
Dostałam dzisiaj od Ojca Jerzego w prezencie kalendarz Krucjaty Różańcowej z Poznania a Ojcu podarowałam książkę ks. Piotra Glasa „Dzisiaj trzeba wybrać. O potędze Maryi, walce duchowej i czasach ostatecznych”

Pokutujmy, nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię!

Reklamy
Opublikowano Aktualności | 1 komentarz

O. Augustyn Pelanowski OSPPE: Oblubieniec i moloch. Posłuchajmy i wynagradzajmy!

Bardzo bym chciała, aby jak najwięcej osób odsłuchało tę homilię. To jest bardzo mocna homilia – niszczenie świątyń (kościołów) i świątyń Ducha Świętego czyli naszych ciał, zwłaszcza dzieci, ich wykorzystywanie – seksualne, fizyczne, materialne, zabijanie przez aborcję….

Moloch – bóstwo kananejskie. Nazwa wywodzi się od hebr. מלך „Melek” – król, bóg., (gr. Molóch). Identyfikowany z Adramelechem. Tak jak jemu, Molochowi miano składać ofiary z dzieci.

Posłuchajmy

A następnie wynagradzajmy:

Adoracja on-line
Transmisja z kościoła Sióstr Klarysek od Wieczystej Adoracji w Słupsku

Wykonując swoje codzienne obowiązki, ofiaruj je jako modlitwę w zjednoczeniu z Chrystusem, którego w tym samym czasie ktoś adoruje w kościołach i kaplicach naszej Diecezji.

„Dziś adoracja nocna. Nie mogłam brać udziału w niej z powodu słabego zdrowia, jednak nim zasnęłam, łączyłam się z siostrami adorującymi. W godzinie od czwartej do piątej nagle zostałam zbudzona, usłyszałam głos, abym wzięła udział w modlitwie z tymi osobami, które teraz adorują. Poznałam, że jest wśród adorujących dusza, która się za mnie modli. Kiedy się pogrążyłam w modlitwie, zostałam w duchu przeniesiona do kaplicy i ujrzałam Pana Jezusa wystawionego w monstrancji; na miejscu monstrancji widziałam chwalebne oblicze Pana i powiedział mi Pan: co ty widzisz w rzeczywistości, dusze te widzą przez wiarę. O, jak bardzo mi jest miła ich wielka wiara. Widzisz, że choć na pozór nie ma we mnie śladu życia, to jednak w rzeczywistości ono jest w całej pełni i to w każdej Hostii zawarte; jednak abym mógł działać w duszy, dusza musi mieć wiarę. O, jak miła Mi jest żywa wiara.” (św. s. Faustyna Kowalska, Dzienniczek, nr 1421)

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , , | 32 Komentarze

O. Augustyn Pelanowski OSPPE: Przez pustynię do nieba

Jezus nie dokonał żadnego cudu i nie powiedział żadnej mowy, nie wygłosił żadnego błogosławieństwa, dopóki nie przeszedł pustynnej próby. Anioł Stróż, widząc Ojca Pio walczącego z demonami, powiedział do niego: „Czy sądzisz, że byłbym tak szczęśliwy, gdybym cię nie widział tak zmaltretowanego? Ja, który w świętej miłości bardzo pragnę twojego dobra, raduję się bardziej, widząc cię w tym stanie. Jezus dopuszcza te ataki demona, ponieważ jego miłosierdzie czyni, że jesteś mu drogi i chce, abyś był podobny do niego w mękach pustyni”.

I Niedziela Wielkiego Postu 

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię. Ulewa potopu trwała 40 dni. Tyle samo pościł Jezus. Czy zgadzasz się na pustkę w domu, ciszę w telefonie, samotność w sercu, na puste ściany i suszę uczuć? Przecież to Duch wyprowadza na pustynię. I to po to, by człowiek był kuszony przez szatana! Duch Święty chciał, by Jezus był kuszony przez złego ducha, bo wtedy aniołowie Mu usługiwali. Żył tam wśród zwierząt – jak Noe, gdy zamknął się ze zwierzętami w arce. Skarżysz się na złe relacje, na to, że wokół jest tyle agresywnych ludzi, złośliwych jak pustynne węże, chciwych niczym trzoda wygłodzonego bydła i dumnych jak pustynne lwy. Jezus żył wśród zwierząt pustyni, nie stał się jednak łupem dzikich bestii, gdyż Duch Go wyprowadził.

Gdy jesteś posłuszny Duchowi Świętemu, żyjesz jak Adam w raju przed grzechem, nawet w pustce i w otoczeniu zdziczałych istot. Ważne jest tylko jedno: nie szukaj grzechu. Nieskończenie gorszym niebezpieczeństwem dla człowieka jest grzech niż dzikie bestie. Ojciec Pio pisał w liście: „W tych dniach diabeł znęca się nade mną we wszelki możliwy sposób i robi tyle, że więcej już chyba nie może. Ten nieszczęśnik będzie podwajał swoje wysiłki na moją szkodę. Lecz nie obawiam się niczego, tylko obrażenia Boga”. To, że jesteśmy celem ataków złych duchów, nie oznacza nic innego, tylko to, że jesteśmy blisko Boga. Im bliżej Boga znajduje się dusza, tym większą pustkę i silniejsze ataki złych duchów przeżywa.

Jezus nie dokonał żadnego cudu i nie powiedział żadnej mowy, nie wygłosił żadnego błogosławieństwa, dopóki nie przeszedł pustynnej próby. Anioł Stróż, widząc Ojca Pio walczącego z demonami, powiedział do niego: „Czy sądzisz, że byłbym tak szczęśliwy, gdybym cię nie widział tak zmaltretowanego? Ja, który w świętej miłości bardzo pragnę twojego dobra, raduję się bardziej, widząc cię w tym stanie. Jezus dopuszcza te ataki demona, ponieważ jego miłosierdzie czyni, że jesteś mu drogi i chce, abyś był podobny do niego w mękach pustyni”.

Ognista kąpiel, którą przeżywasz, jest ci bardzo potrzebna, bez niej dusza uległaby szybko zarozumiałości. Żeby mieć w sobie niebo, trzeba mieć czasem wokół siebie piekło. Ogień zmienia wszystko w prawie niematerialny i delikatny popiół. Doświadczenie pustyni prowadzi człowieka do skruchy, bez której jesteśmy zbyt zmysłowi, zbyt cieleśni, zbyt twardzi. Ludzie, którzy wzniecają w tobie ogień gniewu, są ci potrzebni. Bez nich nie wiedziałbyś, co naprawdę ukrywa się w tobie, co naprawdę myślisz o sobie i czego naprawdę oczekujesz od innych. Na początku swej drogi jesteś wypełniony oczekiwaniami, żądaniami, oskarżeniami wobec siebie i innych. Żądamy, aby środowisko sprzyjało naszemu egoizmowi. Pierwszymi naszymi odruchami na to, co trudne, jest osądzanie siebie i innych. Na zło ten tylko reaguje źle, kto w sobie nie odkrył jeszcze zła. Kto nie przebył drogi wyjścia ze swych fałszywych przekonań o sobie i innych, nie jest zdolny pomóc innym przebyć tej drogi.
Za: kliknij

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 81 Komentarzy

Ks. Edmund Szaniawski – Przekleństwo i jego skutki

Z ks. Edmundem Szaniawskim MIC, wieloletnim egzorcystą w Licheniu rozmawia Artur Winiarczyk

Co to jest rzucanie klątwy? Czy spotkał się Ksiądz z czymś takim?
Wielokrotnie spotykałem osoby, które były ofiarami przekleństw albo rytuału czarnej magii. Przeklinanie to nie tylko rzucanie wulgaryzmów. Wypowiedziane z nienawiścią słowo nieczyste staje się przekleństwem. Klątwa związana jest ze złym życzeniem, które ma za­szkodzić drugiemu człowiekowi. Klątwa i złorzeczenie to jest to samo. Złorzeczyć znaczy źle życzyć, np. żeby ktoś nie dojechał do pracy, żeby komuś nie udała się in­westycja, żeby spalił się budynek. Tak jak słowo Boga ma moc stwórczą – Bóg poprzez słowo stworzył nie­biosa, świat człowieka, Jezus słowem uzdrawiał – tak samo słowo człowieka może mieć moc budowania do­bra, ukojenia. Słowo może być nośnikiem dobra pły­nącego z głębi serca. Słowo ludzkie może być też no­śnikiem zła, kiedy w sercu jest gniew, nienawiść, za­zdrość, może drugiemu człowiekowi szkodzić.

Jak to się dzieje, że „działanie” przez słowo jest tak skuteczne?
Jeżeli ten człowiek, który źle życzy, rzuca klątwę, jest w stanie grzechu, nie ma wię­zi z Bogiem, ma w sercu zlo, nienawiść, za­zdrość, to wtedy otwiera się na moc demonów. Wówczas to słowo jest spotęgowane silami de­monicznymi. Szatan podpowiada, żeby coś złe­go uczynić, zaszkodzić drugiemu. Wyraźnie to widać w czarnej magii. Jeżeli człowiek, na któ­rego została rzucona klątwa, nie jest w stanie łaski uświęcającej, nie ma ochrony od Pana Boga, to uderzenie może być druzgocące.

Włoski egzorcysta, ks. Rauł Salvucci, po­równał stan wewnętrzny człowieka odnośnie do ochrony przed przekleństwami do trzech przedmiotów: płyty metalowej, drewnianej de­ski i gąbki. Jeśli wodę wyleje się na metalową płytę, ona nie wsiąknie, na deskę – wsiąknie częściowo, na gąbkę – bardzo mocno. Serce człowie­ka zjednoczone z Panem Bogiem to płyta metalowa, zaś gąbka to serce człowieka, w które bardzo szybko wsią­ka zło płynące od wróżki, uzdrowiciela czy maga. Dla­tego tak ważne jest życie wiarą, w przyjaźni z Bogiem; prośba o ochronę przez Boga, Matkę Bożą i aniołów. Taką rolę ochronną mają też przedmioty – medaliki, szkaplerze, różańce.
W czarnej magii stosowane są specjalne podręczni­ki, księgi z rytuałami szkodzenia. Pewna kobieta pokazała mi taki tekst który znalazła po śmierci bab­ci. Babcia chciała jej przekazać swoją moc, ale ona się nie zgodziła. Były tam opisane procedury: tu splunąć, tam postawić znak krzyża itp., ale nie mówić „Chwała Ojcu…”. Ta mieszanka magii z religią wiąże się z przywoływaniem złych duchów.

Rodzina mieszkająca na wsi miała ciągłe problemy ze zdrowiem, niepowodzenia w gospodarstwie, dotykały ją konflikty rodzinne. Okazało się, że po sąsiedzku mieszka wdowa, która zajmuje się czarną magią i znana jest z zawiści i złośliwości. Po pewnym czasie rodzina ta zorientowała się, że niepowodzenia prawdopodobnie „płyną” od niej. Syn tej kobiety, będąc kiedyś pod wpływem alkoholu, wyznał swym kolegom, że jego matka przywołuje złe duchy i wysyła je w konkretne miejsca, by czyniły to, co im poleca. To jest straszne, bo musiała ona zawrzeć jakiś pakt z diabłem, by móc wzywać demony!

W Polsce jest to rzadziej spotykane, ale np. we Wło­szech istnieje wiele punktów usługowych czarnej ma­gii gdzie na życzenie zamawia się upadek przedsię­biorstwa, rozbicie małżeństwa itp.
Czarna magia jest związana z rytuałem zaklinania przedmiotów, pokarmów, które mają stać się nośnika­mi zaklętego zła. Ktoś, kto zetknie się z takim przed­miotem, będzie źle się czuł, mogą go spotykać nie­powodzenia. Widziałem takie sytuacje. Tak się dzie­je, kiedy człowiek nie jest w stanie łaski uświęcającej. Jest po prostu na to podatny. Trzeba rozróżnić klątwę, przekleństwo od uroku, który ma na celu wprowadzić kogoś w stan odrealniony, „założyć mu różowe okulary”, by nie miał pełnej świadomości tego, co robi, z kim się żeni, jaki samochód kupuje itp.

Popularne znaczenie słowa „przeklinać” to „mówić wulgarne wyrazy”. Ktoś się zdenerwował i poprzeklinał. Czy to ma coś wspólnego z klątwami?
Zwykłe przekleństwa, brudne słowa nie mają nic wspólnego z przekleństwem jako klątwą. Wulgaryzmy bez nienawiści tak nie szkodzą. Są oczywiście nieczyste i mogą wzbudzić niepokój, natomiast prawdziwe przekleństwo związane jest ze złym życzeniem. W potocznym języku są takie przekleństwa, jak: „Idź do diabląt”, „Niech to diabli wezmą!”, „Czort z nim!”. Te słowa są no­śnikiem zła, nie wolno ich wypowiadać, szcze­gólnie odnośnie do diabła. Albo np. „Cholera!” – kiedyś to była epidemia; „Idź do cholery!” znaczyło: idź i choruj na taką chorobę zakaźną Takich słów nie wol­no wypowiadać, bo słowo ma moc.

Mimo że większość ludzi prawdopodobnie mówi to bezmyślnie…
Bezmyślnie, czyli nie ma świadomości. Są takie przypadki, że ludzie ogarnięci złem przeklinają swo­ich najbliższych, matka przeklina swoje dzieci, wnu­ki męża, sąsiadkę. Wpada w obsesję, trans i przekli­na. Potem nawet tego nie pamięta…

Rodzic doprowadzony do furii powiedział coś, czego w normalnym, w pełni przytomnym stanie nigdy by nie zrobił…
Są takie przypadki. Dlaczego najbardziej rażące przekleństwo to przekleństwo ojca, matki i księdza? Dlatego, że jest silna więź duchowa. Jeśli ojciec lub matka przeklina swoje dzieci, jest to duża siła rażenia, bo czyni to w złości, nienawiści. Znam przypadek kobiety, lat ok. 40, która nie mogła wyjść za mąż.

Wszystkie próby kończyły się fiaskiem, mężczyźni odchodzili. Nie wiedziała dlaczego. W rozmowie ze mną przypomniała sobie, że miała jakiś konflikt z ojcem, który w strasznej nienawiści wykrzyknął: Obyś ty nigdy za mąż nie wyszła! Ojciec umarł i tego nie odwołał.

Jeden rodzic w zdenerwowaniu rzucił coś, co można by nazwać klątwą na swoje dzieci, ale drugi tego nie akceptuje. Przecież ma taką samą władzę duchową nad dziećmi. Czy może więc swoją niezgodą zablokować ten wpływ?
Jeżeli jest to możliwe, trzeba prosić, żeby ta osoba, która rzuciła klątwę, przekleństwo, odwołała to, przebaczyła i naprawiła szkody. A jeśli nie jest to możliwe, to trzeba prosić Pana Boga o pomoc, by nie było skutku tego przekleństwa. Jeśli ktoś jest ofiarą przekleństwa, ma niepowodzenia finansowe, szkolne, relacji międzyludzkich, małżeńskie, wszystko wymyka mu się z rąk, wtedy powinien przyjść do księdza, który przez modlitwę błogosławieństwa wyprosi u Boga zniweczenie skutków klątwy – w to miejsce udzieli zaś błogosławieństwa. Modlitwa taka przynosi dobry skutek.

Pewna kobieta w średnim wieku, rozwiedzio­na, miała niespokojne sny, czuła się skrępowana, ciągle coś ją bolało, była niespokojna, nerwo­wa. Trwało to kilka lat, a ona nie wiedziała, co jej jest. Modliłem się nad nią, nie mogliśmy zna­leźć przyczyny. Zapytałem, od kiedy ma te złe stany. Wtedy przypomniała sobie, że gdy po roz­prawie rozwodowej wyszła z sądu, teść bardzo źle jej życzył. I właśnie od tego czasu zaczęła się źle czuć. W momencie, kiedy ją błogosławiłem, jej ręce tak opadły, jakby spadły z nich łańcuchy. Cała osunęła się w klęczniku. To był znak, że fizycznie odczuwała tę modlitwę, która była przezwyciężeniem zła, przekleństwa. Łaska Boża i modlitwa Kościoła mają większą moc.

Czy taka osoba może pójść do księdza w swojej parafii i poprosić o tę modlitwę i błogosławieństwo?
W zwykłych przypadkach potrzebne jest przebaczenie winowajcom. Należy prosić Boga o ich nawrócenie i Jemu zostawić sąd. Potem dopiero poprosić kapłana o błogosła­wieństwo. Każdy ksiądz mógłby to uczynić, gdyby była odpowiednia dyspozycja serca człowieka. Natomiast w przypadkach poważ­nych – ofiar rytuałów magii – lepiej udać się do księdza egzorcysty.

Pewnemu gospodarzowi w Wielkopolsce krowy zaczęły dawać coraz mniej mleka. Zauważył, że ich wymiona są pokaleczone. Pilnował, zakładał kłódki i kamery, ale przyczyny nie znalazł. Jego córka otrzymała ode mnie sól i wodę święconą, dała ojcu, który ich użył. Dużo się też modlili. I krowy zaczęły zdrowieć. Okazało się, że w tej wiosce jest bardzo dużo zazdrosnych ludzi, którzy potrafią robić czary w rytualny sposób. Dawne powiedzenie, że ktoś w nocy przyszedł do krowy i rzucił na nią urok, to nie jest bajka. Świat stworzeń również może być dotknięty ziem.
Biblia także mówi o przekleństwie i błogosławień­stwie: dobro lub zło, błogosławieństwo lub przekleń­stwo. Bóg posługuje się błogosławieństwem, a nie przekleństwem – nie wzywa złych mocy nie życzy źle człowiekowi. Po prostu cofa swoje błogosławieństwo. Mówi: Jeśli nie będziecie słuchali Mego głosu, nie bę­dziecie posłuszni Mojemu słowu, Moim przykazaniom to brak tego błogosławieństwa stanie się przekleństwem dla ludu wybranego. To człowiek odcina się od Boga, nie przyjmując Jego błogosławieństwa. Pan Bóg nikogo nie przeklina.

Kiedyś były stosowane w Kościele klątwy… Dziś chyba tego się nie praktykuje?
Wiązało się to z wyłączeniem ze społeczności Kościoła. Chodziło o brak błogosławieństwa Kościoła. Papież czy biskup rzucił klątwę na jakiegoś księcia lub króla. Kościół mówi: ponieważ uczyniłeś zło, skrzywdziłeś maluczkich, mordowałeś, to nie spotka cię błogosławieństwo. Odszedłeś od wspólnoty, Kościół się ciebie wyrzeka. Każda kara nakładana przez Kościół ma charakter leczniczy, moralny, by dokonało się nawrócenie i naprawienie zła. Także dzisiaj Kościół nakłada kary na wiernych, którzy w określonych przypadkach dopuścili się zła.

Czy klątwa może zaszkodzić komuś, kto ją rzuca?
Zawodowi magowie są świadomi tego, że jeśli osoba, na którą rzucają klątwę, jest silna duchowo, to zło nie ma dostępu do niej, klątwa może się „odbić” i w nich ude­rzyć. Niezależnie jednak od stanu ofia­ry uprawianie magii wcześniej czy później przyniesie samozniszczenie. Ci magowie, wróżbici, bioenergoterapeuci po latach swo­jej pracy są wrakami duchowymi, psychicz­nymi i fizycznymi, to ich eksploatuje. Oni ostatecznie przegrywają, bo diabeł coś daje, ale nie za darmo. Pozwala osiągnąć jakiś sukces, a potem tego człowieka niszczy, nio­sąc mu w finale życiową klęskę.

Zna Ksiądz przypadki nawróceń takich ludzi?
Spotkałem osoby, które parały się bioener­goterapią, nawróciły się, ale skutki pozostały. 60-letni mężczyzna, który się tym zajmował, może nawet w dobrej wierze, nie wiedział, ze sam się wyeksploatował. Ściągnął na siebie zło, stał się niespokojny, zaczęły go nękać róż­ne choroby przez lekarzy nierozpoznawane – mimo ze się nawrócił. Pewna wróżka, która przeżyła nawrócenie, opowiadała, jak do tego doszło. Na początku wróżyła z kart tak trochę dla żartu, nie na serio. Ale potem doświadczy­ła, że to, co mówi sprawdza się; poczuła siłę, która nią kieruje i weszła w to. Dopiero po na­wróceniu zrozumiała, że to nie była ani jej siła, ani jej inteligencja czy intuicja, tylko siła dia­belska, która nią kierowała. Potrzebne jej było dogłębne nawrócenie, wyrzeczenie się zła, ge­neralna spowiedź, dobre rekolekcje, naprawie­nie szkód, przebłaganie Pana Boga, bo dużo zła uczyniła sobie i innym.

Niektórzy zauważają tendencję do traktowania egzorcyzmów czy innych modlitw uwalniających jako pewnego rodzaju zabieg albo tabletkę. Wezmę i będę uwolniony…
Są osoby, które zgłaszając się do egzorcystów, oczekują natychmiastowej pomocy na zasadzie czarodziejskiej różdżki, bez własnego wysiłku. Tymczasem pomoc może przyjść wtedy, kie­dy człowiek sam się otworzy, kiedy wejdzie na drogę wiary, pojedna się z Bogiem, uporząd­kuje swoje życie wewnętrzne, sumienie, odbę­dzie dobrą spowiedź. Dopiero wtedy pomoc ka­płana może być skuteczna. Dlatego ważna jest współpraca.

Jeśli człowiek poddawany jest modlitwie egzorcyzmu, to musi współpracować z kapłanem, przede wszystkim wyrzec się Szatana i zła, wyznać wiarę, odejść od środowiska, które go zniewoliło, np. zerwać z sektą, nie posługiwać się przedmiotami magicznymi i zniszczyć je. Należy odrzucić różne bożki, maski, talizmany, niewłaściwą literaturę, muzykę, gry komputerowe. Droga do wolności wiąże się z wysiłkiem człowieka, uporządkowaniem swojego domu, relacji międzyludzkich. Konieczne jest zerwanie ze złym środowiskiem – czy to narkotycznym, przestępczym, czy satanistycznym. Musi dokonać się nawrócenie człowieka, by żył wiarą i modlitwą. Dopiero wtedy pomoc Kościoła staje się skuteczna.
Źródło: Duchowy.net oraz www.miesiecznikegzorcysta.pl

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , , | 23 Komentarze

Droga Krzyżowa z modlitwą o przebaczenie

Rzadko wypowiadamy słowo „przebaczam”. Nawet jeśli przebaczamy tym, którzy wobec nas zawinili, czynimy to przy pomocy innych słów lub odwołujemy się do prostych gestów.
Codziennie upadamy i codziennie potrzebujemy przebaczenia. Także ktoś inny potrzebuje naszego przebaczenia. Odmawiając Ojcze nasz mówimy do Boga, że przebaczamy naszym winowajcom. Staramy się naśladować Chrystusa, który z krzyża prosił Ojca o przebaczenie ludzkich grzechów. Nam zaś powiedział: „Jeśli nie przebaczycie ludziom, nie otrzymacie przebaczenia od Ojca”. Naucz nas, miłosierny Jezu, trudnej sztuki przebaczania! 

Droga Krzyżowa z modlitewnika „Przebaczenie ma moc . Twoja droga do uzdrowienia”. IMPRIMATUR nr 176/2014, z dnia 29.01.2014

Przy każdej stacji drogi krzyżowej należy poprosić Jezusa o dar przebaczenia konkretnym osobom, wobec których nosimy w sobie gniew, urazy, z powodu cierpienia, jakie nam zadały.

Modlitwę należy rozpocząć wezwaniem do Ducha Świętego:
Duchu Święty, przyjdź do mnie. Pomóż mi spotkać się z miłosierną miłością Jezusa obecnego na mojej drodze. Przekonaj dziś moje zranione serce o przebaczającej miłości mego Zbawiciela. Przypomnij mi przykre zdarzenia, które noszę w pamięci, abym mógł oddać je Jemu – mojemu jedynemu Panu, Mistrzowi i Lekarzowi. Pragnę przebaczyć moim bliźnim wszelkie krzywdy, jakich doznałem.

STACJA PIERWSZA
JEZUS SKAZANY NA ŚMIERĆ

Jezu, pod Twoim adresem padają najcięższe oskarżenia, chociaż jesteś Królem Sprawiedliwości. Wybaczyłeś okrutną złość, nienawiść, szyderstwa, obelgi najwyższym sługom świątyni – arcykapłanom Annaszowi i Kajfaszowi. Przebaczasz tym, którzy Cię biją, popychają, plują na Ciebie, okazują pogardę. Przebaczasz Żydom, którzy krzyczą „Ukrzyżuj”!, żądając uwolnienia zbrodniarza Barabasza. Przebaczasz Piłatowi, który zalękniony o siebie – po tym jak kazał ubiczować – ulega presji tłumu. Podpisuje wyrok śmierci, wiedząc, że jesteś bez winy i umywa ręce. Już wtedy przebaczasz tym spośród twoich przyszłych uczniów, którzy nie będą opowiadać się po stronie prawdy i sprawiedliwości, aby się nie narazić innym.

Panie, proszę Cię, abym umiał przebaczyć każdemu, kto wydał na mnie niesłuszny wyrok – nazwał mnie głupcem, poniżył, znieważył, osądził, okazał złość, pogardę… Daruj mi Panie, gdy sam podobnie czyniłem. Przebacz mi, gdy dla własnej wygody nie zawsze stawałem po stronie prawdy i nie brałem w obronę krzywdzonych na moich oczach.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami.
I Ty, któraś współcierpiała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami

STACJA DRUGA
JEZUS BIERZE KRZYŻ NA SWE RAMIONA

Jezu, bierzesz na swe ramiona najcięższy z krzyży. Nie tylko nie masz do nikogo żalu, że zostajesz nim obarczony, ale jeszcze chętnie wyciągasz dłonie po drzewo twojej kaźni. Przyjmujesz swój krzyż z największą miłością. Przebaczasz i błogosławisz tym, którzy wiodą Cię na najbardziej haniebną śmierć. Przebaczeniem ogarniasz wszystkich ludzi, którzy przez dzieje będą zrzucać ciężar krzyża ze swoich ramion, gardząc Twoją miłością, a wybierać łatwą, lecz zgubną drogę grzechu. Bierzesz krzyż dla tych, którzy zamkną się w goryczy swego serca, odrzucając słodkie jarzmo naśladowania Ciebie. Przebaczasz nawet tym, którzy podniosą rękę na Twój krzyż.

Panie, pomóż mi przyjąć krzyż mojego życia. On nie jest zbyt ciężki – to ja przed nim wciąż uciekam i nie godzę się na niego… Przebacz mi. Naucz mnie przebaczać i błogosławić moim prześladowcom. Przebaczam i błogosławię tym, którzy kpili ze mnie, dlatego że należę do Ciebie i idę Twoimi śladami.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA TRZECIA
PIERWSZY UPADEK JEZUSA

Jezu, upadasz na samym początku krzyżowej drogi. Nie zniechęcasz się z powodu tego upadku. Dla mnie pragniesz powstać i iść dalej, na szczyt Golgoty, na którym dokona się całopalna ofiara Twojej miłości. Przebaczasz tym, którzy krzyczą na Ciebie, oraz tym, którzy czerpią radość z tego, że „Twoja noga się zachwiała” i upadłeś. Zamiast pomocnej dłoni otrzymujesz dodatkowe ciosy. Na nienawiść otoczenia odpowiadasz miłosierdziem i łagodnością Bożego Baranka. Nie ma w Tobie cienia gniewu. Dajesz nam przykład, abyśmy nigdy nie odpłacali złem za zło. Uczysz nas także przyjmować upokorzenie upadku, które dosięga nas mimo szczerych chęci naśladowania Ciebie.

Panie, proszę Cię, abym przebaczył tym, którzy widząc moją słabość, odsunęli się ode mnie. Przebaczam wyzwiska, krzyki, przekleństwa, których byłem świadkiem lub adresatem. Ty masz władzę nad wszelkim złym słowem, którym mnie uderzono, abym upadł. Daj, abym mocno Ci ufał, że kochasz mnie i jesteś ze mną, gdy pomimo postanowień upadam.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami

STACJA CZWARTA
SPOTKANIE Z MATKĄ

Jezu, Patrzę na Twoją Matkę, która spotyka na ulicach Jerozolimy Ciebie – umiłowanego Syna – tak mocno oszpeconego, idącego z krzyżem na haniebną śmierć. Bezgraniczna miłość i bezgraniczne cierpienie wypełniają wasze Serca. Maryja w swoim niewypowiedzianym bólu nie nosi wobec oprawców złości za to, co uczynili z Tobą, Jej jedynym Synem. Jej serce – podobnie jak Twoje – wypełnia miłość, która wszystko wybacza. Miłosierdziem ogarnia tych, którzy teraz Was poniżają i naśmiewają się z Was. Dla człowieka, dla mnie, jesteście gotowi przyjąć każde cierpienie, pokonując złość przebaczeniem i modlitwą.

Maryjo, Ty rozumiesz, jak bardzo boleć mogą słowa, jak bardzo rani ludzkie postępowanie… Proszę Cię o miłość, która da mi moc przebaczania największych krzywd i pokonania każdego zła, jakiego doświadczyłem w życiu. Pomóż mi przebaczyć tym, którzy zranili najbliższych memu sercu.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami

STACJA PIĄTA
SZYMON Z CYRENY

Jezu, ciężar krzyża tak bardzo Cię wyczerpał, iż przymuszono Szymona, aby niósł go razem z Tobą. Nie miałeś żalu do Cyrenejczyka za to, że tak niechętnie przyjął to zadanie. Odpłaciłeś mu hojnie za tę wymuszoną na nim przez żołnierzy przysługę – jest blisko Ciebie przez całą wieczność. Przebaczasz dziś tym, którzy chociaż są Twoimi uczniami, niechętnie pomagają bliźnim nieść krzyż. Uczysz przebaczać tym ludziom Kościoła, którzy nie są – jak Ty – sługami miłości. Uczysz nas przebaczenia wobec tych, od których spodziewaliśmy się pomocy, a którzy nas zawiedli. Uczysz przebaczać naszym najbliższym – ojcu, matce, mężowi, żonie – każdy brak miłości, egoizm, niechęć do poświęcenia.

Panie, dziękuję, że mi wybaczyłeś, choć tyle razy Cię zawiodłem, uciekając przed czekającymi na moją pomoc. Przebaczam moim najbliższym to, że nie zawsze kochali mnie tak, jak Ty tego dla mnie pragnąłeś. Przebaczam tym, którzy mnie opuścili w trudnościach. Przebaczam wszelkie zgorszenie, jakiego byłem świadkiem.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami

STACJA SZÓSTA
WERONIKA

Jezu, Weronika odważnie podbiega do Ciebie, aby otrzeć Twoją tak nieludzko sponiewieraną twarz. Nie słucha urągań i gróźb oprawców, lecz głosu swego wrażliwego serca. W zamian otrzymuje w darze wizerunek Twego Boskiego Oblicza. Pokazujesz nam, że jeden mały gest miłości ma w Twoich oczach nieskończoną wartość. Gdy okazujemy drugiemu miłosierdzie, przebaczając mu to, czym względem nas zawinił, Twoje Oblicze jaśnieje nad nami. Stajemy się podobni nie tylko do św. Weroniki, ale i do Ciebie. Nasze twarze zaczynają promienieć Twoim pięknem – stają się łagodne, pełne dobroci.

Panie, daj mi proszę, odwagę przebaczania tym, którzy ranią mnie swą złośliwością. Ucz mnie modlitwą i przebaczeniem ocierać ich twarze, zachowując moje oblicze podobnym do Twojego. Przebacz mi wszelką złośliwość wobec bliźnich.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA SIÓDMA
DRUGI UPADEK

Jezu, upadasz pod krzyżem po raz drugi… Przebaczasz tym, którzy zamiast Ci pomóc, obrzucają Cię przekleństwami. Nie masz już sił, aby iść dalej, bo jesteś ponad miarę wyczerpany. Jednak miłość do człowieka podnosi Cię z drugiego upadku. Przebaczasz nam, że tak niewiernie cię naśladujemy – tak łatwo się zniechęcamy, obrażamy, nie liczymy na Ciebie… Uczysz przyjmowania prawdy o swojej słabości, nie wymierzając sobie samym kary. Uczysz przebaczać tym, którzy nie przyszli nam z pomocą, gdy leżeliśmy przytłoczeni ciężarem naszego krzyża. Uczysz przebaczać osobom, które nas wyśmiały, przekreśliły, uznały za niewiele wartych lub niezdolnych do dobrych czynów.

Panie, dziękuję, że dajesz mi moc do przyjęcia prawdy o mojej słabości i Twojej wielkiej miłości do mnie. Proszę cię o miłosierne spojrzenie na bliźnich, szczególnie tych, którzy kiedykolwiek wzgardzili mną, poniżyli mnie, lub przeszli obojętnie obok mnie, kiedy wołałem o pomoc. Przebacz, gdy ja gardziłem innymi ze względu na ich słabości.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA ÓSMA
JEZUS I PŁACZĄCE NIEWIASTY

Jezu, z miłością pocieszasz kobiety, które lamentują nad Tobą. Jako Dobry Pasterz wskazujesz im drogę ratunku: nawrócenie, czyli odrzucenie zła. Mówisz nam, co mamy czynić: żałować z powodu przewinień, przebaczać, łzami skruchy naprawiać to, co zniszczył w nas grzech. Chcesz, abyśmy zrozumieli, że bez ciągłego powracania na Twoje drogi i dogłębnego przebaczenia nie będziemy synami i córkami twego królestwa. Utracimy Twoje życie. Uczysz pocieszać, upominać, mądrze wymagać, darować bliźnim ich winy i błędy – duże i małe. Uczyni to tylko ten, kto doświadcza Twojego miłosierdzia i przyjmuje prawdę, że sam jest grzesznikiem.

Panie, proszę Cię, zanurz mnie w wodach Twego miłosierdzia, abym umiał pokutować za moje własne grzechy oraz za grzechy bliźnich. Przebacz mi, że uchylałem się od obowiązku napominania oraz nie przychodziłem z pomocą czekającym na mnie.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA DZIEWIĄTA
JEZUS PO RAZ TRZECI UPADA POD KRZYŻEM

Jezu, po raz trzeci widzę Cię pogrążonego w ciemnościach upadku. Wydaje się, że już nie powstaniesz – jednak po chwili podnosisz się. Czynisz to dla nas – abyśmy mieli siłę podnieść się z największej ciemności; abyśmy umieli przebaczać bliźnim nie siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy. Ty znasz nawet najmniejszy ból, który nam zadano na naszej krzyżowej drodze. Znasz ciemność naszych upadków i z miłosierdziem pragniesz nas podźwignąć. Mówisz: Zaufaj mojej przebaczającej miłości. Ja dam ci moc przebaczenia każdej krzywdy. Chcesz, abyśmy przebaczyli ludziom – żyjącym i zmarłym – którzy nas ranili, przyczyniali się do naszych upadków lub utraty zdrowia.

Panie, podaj mi Twą dłoń. Dla Ciebie nie jestem ciężarem ponad miarę. Ty mnie miłujesz i jesteś moim Wybawicielem. Pomóż mi z serca przebaczyć tym wszystkim, którzy mnie skrzywdzili. Przynieś przebaczenie tym, którym ja zadałem cierpienie.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA DZIESIĄTA
JEZUS ODZIERANY Z SZAT

Jezu, modliłeś się za tymi, którzy brutalnie zdzierali z Ciebie szaty, rozrywając przyschnięte rany na Twoim ciele. Utraciło ono wdzięk i blask, ale zachowało wielką godność Syna Bożego. Usprawiedliwiałeś tych, którzy naśmiewali się z Twego widoku. Także dla nich pragnąłeś znieść to cierpienie. Ty – Najświętszy, Najczystszy, Król Miłości – obnażony stanąłeś przed tłumem złoczyńców, aby każdy z nas mógł w Tobie odzyskać piękno i godność utracone przez własny grzech; abyśmy przyjmując Twoje przebaczenie i przebaczając bliźnim, odnowili Twój obraz w sobie, często tak mocno zszargany i zaryglowany za stalową kratą braku przebaczenia. Uzdalniasz do przebaczenia tym, którzy naruszają godność i świętość naszego ciała, odzierają z honoru albo pozbawiają nas naszej własności…

Panie, spraw, abym z serca przebaczył tym, którzy w przeszłości zadali mi cierpienie, obnażając moje słabości przed innymi, bez miłości mówili o mnie, niszcząc moje imię. Przebacz mi, że sam źle mówiłem o innych.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA JEDENASTA
UKRZYŻOWANIE

Jezu, gdy gwoździe przeszywają Twoje dłonie i stopy, Ty – jako cichy Baranek – wydajesz jedynie słodki jęk. W Sercu błogosławisz sprawców wyroku. Chętnie znosisz ból przybijania do krzyża, aby nas wyzwolić od nieustannego użalania się nad sobą, rozpamiętywania ran, jakie nam zadano. Uczysz przebaczenia tym, których słowa i czyny ranią jak żelazo brutalnie wbijane w Twoje ciało. Krew, która wypływa z Twoich ran, oczyszcza i uwalnia skrzywdzonych oraz krzywdzicieli. Ona sprawia, że stajemy się zdolni na znak pojednania wyciągnąć dłoń do tych, którzy nas skrzywdzili; możemy jak Ty modlić się za naszych nieprzyjaciół: ” Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.

Panie, przyjdź do mnie, abym umiał natychmiast i do końca przebaczać tym, którzy zadają mi ból, oraz modlić się za tych, którzy mnie dotkliwie zranili, wcale nie przepraszając za uczynione zło. Przebacz mi, że wybierając grzech, zadawałem najgłębsze rany Tobie, samemu sobie i moim bliźnim.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA DWUNASTA
KONANIE I ŚMIERĆ JEZUSA

Jezu, konasz na krzyżu w cierpieniach, jakich nie potrafi nikt wyrazić. Przebaczyłeś arcykapłanom i uczonym w Piśmie, którzy szydzili z Ciebie, mówiąc: „Jest Królem Izraela: niechże teraz zejdzie z krzyża, a uwierzymy w Niego”. Przebaczyłeś swoim uczniom, że Cię opuścili, oraz tym, którzy, choć byli tak blisko Ciebie, – nie podali Ci wody, gdy byłeś spragniony. Przebaczasz złorzeczącym Ci. Przebaczasz tym, którzy wzgardzą Twoim krzyżem – także za nich z miłości oddajesz życie. Na ludzką złość odpowiadasz największym miłosierdziem, wylewając krew i wodę z Twego przebitego Serca. Uczysz przebaczać nawet tym, którzy odbierają życie…Darujesz mi każdą mą winę…

Panie, proszę, aby krew i woda wypływające z Twego boku obmyły mnie i uwolniły serce od nienawiści, gniewu, złości, których przyczyną jest brak przebaczenia moim bliźnim. Ulecz mnie, abym wierząc, że mi przebaczyłeś, potrafił patrzeć na siebie oraz moich bliźnich jak Ty – z miłością i miłosierdziem.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA TRZYNASTA
JEZUS W RAMIONACH MATKI

Maryjo, trzymasz w swych ramionach martwe ciało Twojego Jedynaka i płaczesz z bólu, jakiego – ze względu na stopień Twej doskonałości – nigdy nie doświadczy żadna matka na ziemi. Przebaczasz tym, którzy tak okrutnie zbeszcześcili świątynię ciała najpiękniejszego z synów ludzkich i odebrali Mu życie. Matko, po Jezusie, któż lepiej od Ciebie nauczy nas przebaczać naszym krzywdzicielom? Wierzę, że widzisz we mnie, tak bardzo poranionym, piękno Twojego królewskiego Syna. Wierzę, że pragniesz przytulić mnie do Swego Serca i pomóc mi odzyskać zdrowie. Wierzę, że chcesz mnie nauczyć żyć przebaczeniem na co dzień.

Maryjo, proszę Cię za tymi, którzy nie potrafią lub nie chcą mi wybaczyć. Proś za nimi Twego Syna, aby przyszedł do nich z darem przebaczającej miłości i pojednał nas ze sobą. Proś za moimi najbliższymi, aby darowali mi wszelkie rany – zadane im świadomie lub nieświadomie.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

STACJA CZTERNASTA
ZŁOŻENIE DO GROBU

Jezu, Twoi przyjaciele obmywają i namaszczają Twe rany, zanim złożony zostaniesz w grobie. One wkrótce staną się niewyczerpanym zdrojem miłości miłosiernej uzdrawiającej nasze rany. Twoje martwe, zranione ciało leży już w grobie, lecz duch Twój żyje! Wiesz jak bardzo potrzebujemy balsamu twojej miłości, bo jesteśmy martwi duchowo, emocjonalnie…
Nasze serca poprzez liczne grzechy i brak przebaczenia tak często stają się grobem, w którym obumarło życie. Nasze ciała nękają choroby będące często skutkiem braku przebaczenia. Ty oddałeś swoje życie za mnie, abym nie był martwy, lecz żył pełnią życia, do jakiej mnie stworzyłeś i powołałeś, abym prawdziwie był chwałą Boga.

Panie, dziękuję za to, co dla mnie uczyniłeś. Ufam, że dzięki twej łasce zakwitną we mnie Twoje ogrody, rodząc owoce pojednania, zgody, miłości, radości i pokoju. Tchnij we mnie Twojego Ducha, aby On mnie napełnił Twoim życiem i zdrowiem; aby uczynił me serce miłosiernym. ty zapewniasz, że miłosierni dostąpią twego miłosierdzia.

Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste zmiłuj się nad nami.
I Ty któraś współcierpiała Matko Bolesna przyczyń się za nami.

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , | 58 Komentarzy

Bł. ks. Michale Sopoćko – módl się za nami!

Dzisiaj Kościół wspomina bł. ks. Michała Sopoćko, spowiednika sióstr ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Siostra Faustyna Kowalska była jego penitentką od maja 1933 r. Ksiądz Sopoćko był inspiratorem powstania jej Dzienniczka Duchowego, i sam za jej przyczyną stał się czcicielem Miłosierdzia Bożego i stworzył podstawy teologiczne tego kultu. W Dzienniczku siostra Faustyna zapisała obietnicę Pana Jezusa, dotyczącą jej spowiednika, ks. Michała Sopoćki, który pomagał jej przekazać prawdę o Miłosierdziu Bożym:

Tyle koron będzie w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to.
Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam (Dzienniczek, 90).

Modlitwa za wstawiennictwem bł. ks. Michała Sopoćko

Miłosierny Boże, Ty uczyniłeś sługę swego Ks. Michała Sopoćko apostołem Twego nieograniczonego Miłosierdzia i żarliwym czcicielem Maryi, Matki Miłosierdzia.
Spraw, abym dla rozsławienia Twego Miłosierdzia i rozbudzenia ufności w Twoją ojcowską dobroć, otrzymał(a) łaskę… za jego wstawiennictwem, o którą Cię proszę, przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
Ojcze nasz ….. Zdrowaś Maryjo….. Chwała Ojcu …..

Kilka słów o bł. ks. Michale Sopoćko z Dzienniczka św. Faustyny

PAN JEZUS BŁOGOSŁAWIŁ KS. SOPOĆCE ODPRAWIAJĄCEMU MSZĘ ŚW.
+Kiedy odprawiał Mszę św. widziałam w czasie przed Podniesieniem Pana Jezusa ukrzyżowanego, Który odrywał prawą rękę od krzyża i światło, które wychodziło z Rany, dotykało ramienia jego; powtórzyło się to w trzech Mszach św., zrozumiałam, że Bóg da mu moc do spełnienia dzieła tego, pomimo trudności i przeciwności; Dusza ta, miła Bogu, jest ukrzyżowana wielorakimi cierpieniami, ale nie dziwię się wcale temu, bo tak Bóg postępuje z tymi, których szczególnie miłuje.(Dz 1253)

SOPOĆKO PRZYWIÓZŁ ŚW. FAUSTYNIE DOBRE WIADOMOŚCI ZWIĄZANE Z DZIEŁEM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
+Dziś 29, otrzymałam pozwolenie na dłuższą rozmowę z ks. dr Sopoćko. Dowiedziałam się, że aczkolwiek są trudności, dzieło to jednak postępuje naprzód i że święto to wielkiego miłosierdzia już jest daleko posunięte i nie wiele pozostaje do jego urzeczywistnienia, ale jednak trzeba się jeszcze wiele modlić, aby ustąpiły pewne trudności.
A teraz co do Siostry, to dobrze, że Siostra jest w takiej obojętności co do woli Bożej i więcej zrównoważona i proszę się o tę równowagę starać. A teraz co się tyczy tych wszystkich rzeczy, to Siostra ściśle zależy od Ojca Andrasza, ja się całkowicie z nim zgadzam. Niech Siostra nic na swoją rękę nie robi, ale we wszystkim niech się zawsze porozumie ze swym kierownikiem. Proszę we wszystkim zachować równowagę i jak największy spokój. – Jeszcze jedno – dałem do druku tę koroneczkę, która ma być na odwrotnej kartce tego obrazka i także te wezwania, które są w podobieństwie do litanii, także na odwrotnej stronie tego obrazka. I  jeszcze jeden większy obrazek, a przy nim parę kartek z tą nowenną do miłosierdzia: Niech się Siostra modli, aby to było zatwierdzone.(Dz 1254-1255)

ŚW. FAUSTYNA OPISUJE DUSZĘ KS. SOPOĆKO
+ Podczas rozmowy poznałam jego duszę udręczoną. Ta dusza ukrzyżowana, podobna do Zbawiciela. Tam gdzie słusznie spodziewa się pociechy, znajduje krzyż; żyje wśród wielu przyjaciół, a nie ma nikogo prócz Jezusa. Tak Bóg ogałaca duszę, którą szczególnie miłuje.(Dz 1259)

ŚW. FAUSTYNA WIDZIAŁA CIERPIENIA SWEGO SPOWIEDNIKA
14.IX.[37] Podwyższenie Krzyża św. Dziś poznałam jak kapłan ten doznaje wielkich przeciwności w całej tej sprawie. Sprzeciwiają mu się nawet dusze pobożne i gorliwe o chwałę Bożą, a że się nie zniechęca, jest to tylko wyłączna łaska Boża.(Dz 1272)

DUSZĄ ŚW. FAUSTYNY KIEROWAŁ PAN JEZUS ZA POŚREDNICTWEM JEJ SPOWIEDNIKA
+ Jezu, spostrzegłam, jakobyś się mną mniej zajmował.
Tak, dziecię Moje, zastawiam się kierownikiem twoim, on się tobą zajmuje według woli Mojej, każde jego słowo szanuj, jako Moje własne, on Mi jest zasłoną, pod którą się ukrywam. Kierownik twój i Ja jedno jesteśmy, jego słowa są słowami Moimi.(Dz 1308)

SOPOĆKO BYŁ SZCZEGÓLNIE PRZEZ BOGA WYBRANYM KAPŁANEM
Widzę księdza Sopoćko, jak umysł jego jest zajęty i pracuje w sprawie Bożej, wobec dostojnych Kościoła, aby przedłożyć życzenia Boże. Za jego staraniem nowe światło zajaśnieje w Kościele Bożym dla pociechy dusz. Choć na razie dusza jego jest przepełniona goryczą, jakoby nagroda za wysiłki dla Boga, ale nie tak będzie. Widzę radość jego, której nic uszczerbku nie sprawi, udzieli mu Bóg i części tej radości już tu na ziemi. Takiej wierności dla Boga, jaką się ta dusza odznacza, nie spotkałam.(Dz 1390)

PAN JEZUS ZAPEWNIŁ ŚW. FAUSTYNĘ, ŻE KIEROWAŁ MYŚLAMI KS. SOPOĆKO
Msza św., którą odprawiał ks. Sopoćko. – Byłam na niej obecna, podczas której ujrzałam małego Jezusa, Który dotykając jednym paluszkiem czoła tego kapłana, rzekł do mnie: Myśl jego jest ściśle złączona z myślą Moją, a więc bądź spokojna o dzieło Moje, nie dam mu się pomylić, a ty nic nie czyń bez jego pozwolenia – napełniając duszę moją wielkim spokojem o całość dzieła tego.(Dz 1408)

KAPŁAN ZAANGAŻOWANY W SZERZENIE DZIEŁA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO DOŚWIADCZAŁ WIELU PRZECIWNOŚCI
Dziś ujrzałam wysiłki tego kapłana w sprawie Bożej. Serce jego zaczyna kosztować tego, czym było przepojone Serce Boże w czasie tego ziemskiego żywota. Za wysiłki ­niewdzięczność… lecz gorliwość jego wielka jest o chwałę Bożą…(Dz 1547)

ŚW. FAUSTYNA MIAŁA WIELKĄ WDZIĘCZNOŚĆ WOBEC KS. SOPOĆKO
O Jezu mój, Ty widzisz, jak wielką mam wdzięczność dla ks. Sopoćko, który tak daleko posunął dzieło Twoje. Ta dusza tak pokorna, umiała wytrzymać wszystkie burze i nie zniechęciła się przeciwnościami, ale wiernie odpowiedziała wezwaniu Bożemu.(Dz 1586) 

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 47 Komentarzy

Rekolekcje Wielkopostne z ks. Piotrem Glasem: podejmij walkę z szatanem!

„Co jest twoim lękiem?
Czego boisz się, gdy zostajesz sam na pustyni?
Odkryj ten strach w rzeczywistości swojego życia i podejmij walkę! – mówi ks. Piotr Glas w pierwszym odcinku rekolekcji „Niepokonani. Walcz i zwyciężaj!”

Następny odcinek – za tydzień

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 14 Komentarzy

Rozpoczynamy Wielki Post – czas modlitwy, postu, jałmużny…

Z czego zrezygnuję w Wielkim Poście?
Zrezygnuj z narzekania –  skoncentruj się na wdzięczności.

Zrezygnuj z pesymizmu – stawaj się optymistą.
Zrezygnuj z gorzkich sądów – myśl życzliwie.
Zrezygnuj z nadmiernej troski – zawierz Opatrzności Bożej.
Zrezygnuj ze zniechęcenia – bądź pełen nadziei.
Zrezygnuj z zawziętości – powróć do przebaczenia.
Zrezygnuj z nienawiści –  odpłacaj dobrem za zło.
Zrezygnuj z negatywizmu – bądź pozytywny.
Zrezygnuj z gniewu – bądź cierpliwszy.
Zrezygnuj z małostkowości – stawaj się dojrzalszy.
Zrezygnuj ze smutku – raduj się pięknem, które jest wokół ciebie.
Zrezygnuj z zazdrości – módl się o ufność.
Zrezygnuj z obgadywania – kontroluj język.
Zrezygnuj z grzechu – wracaj do cnoty.
Zrezygnuj ze zrezygnowania – wytrwaj!!!

Środa Popielcowa

Środa Popielcowa przypomina nam o tym, że z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy.  Życie ziemskie to tylko chwilka… Czas postu, to czas zadumy nad własnym życiem, przemijaniem, czas oczyszczenia z wszelkich nienawiści i przemiany w lepszego człowieka – to czas nawrócenia do Stwórcy

Ewangelia Mt 6,1-6.16-18
Jezus powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

W czasie Wielkiego Postu trzeba nam usłyszeć oświadczenie Chrystusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40). Przed chwilą więc Jezus mówił mi o dyskretnej jałmużnie, o delikatnej pomocy moim bliźnim. A będzie nią mój czas, moja obecność, moje podzielenie się pieniądzem, ale także doświadczeniem i wiedzą, moją wiarą i zaufaniem, przeżywaniem Boga, moją radością. Będzie to praktyczne zatroskanie się o moja rodzinę, parafię, ojczyznę.

Dzisiejsza Ewangelia podpowiada mi jeszcze jeden środek na drodze nawracania się, przemiany, a jest nim post. To Bóg sam uświęca, daje mi udział w swoim życiu, ale szanując moją wolność, którą mnie obdarzył, potrzebuje niejako, abym usunął przeszkody, które rozstawiłem między sobą a Nim. Żeby mógł mnie przebóstwić, potrzeba mojej zgody, powierzenia Mu siebie. A jak mam Bogu pozwolić uświęcać siebie, powierzyć Mu siebie skoro jestem zniewolony, nie posiadam siebie. Rządzi mną zmysłowość, lenistwo, nienawiść, alkohol, narkotyki, papierosy, internet, telewizja, egoizm… I wiele innych bożków panuje nade mną, steruje mną. Trzeba mi je rozpoznać i podjąć starania, aby je przezwyciężyć. A więc zdecydowana odpowiedź na pytanie, co odgradza mnie od Jezusa, co odrzucić, co sobie nakazać, w czym się ćwiczyć.

Post, jałmużna i modlitwa są niejako współzależne od siebie. Post, który pozwala mi panować nad sobą, otwiera mnie na potrzeby braci, otwiera mnie równocześnie na Boga, prowadzi do słuchania Go, do modlitwy. Modlitwa zaś umacnia nasze siły duchowe, uzdalnia do wysiłku, oświeca umysł i serce, daje wytrwałość i napełnia pokojem i radością.

Rozważania Drogi Krzyżowej podyktowane Alicji Lenczewskiej 
 23.6.1989, godz. 11.15 – Droga Krzyżowa

I Stacja: Sąd
Nie bój się sądu ludzkiego, ale Mojego sądu.

II Stacja: Krzyż
Weź krzyż, który ci dałem, w nim jest zbawienie twoje.

III Stacja: Pierwszy upadek
Upadniesz wielokrotnie, ale zawsze Ja będę z tobą, by cię podnieść.

IV Stacja: Matka
Moja Mama jest zawsze przy tobie, by cię pokrzepić.

V Stacja: Pomoc
Dam ci pomoc, gdy będziesz słabła.

VI Stacja: Miłosierdzie
I otrę twoją twarz z potu i łez – przez twego bliźniego to uczynię.

VII Stacja: Drugi upadek
Każdy następny upadek będzie bardziej bolesny, ale przecież dojść musisz tam, gdzie 
zmartwychwstanie twoje.

VIII Stacja: Spotkanie
Nie myśl o sobie, myśl o innych.

IX Stacja: Trzeci upadek
Ostatni twój upadek człowieczy ujawni ci najgłębiej twoją słabość i moc Moją.

X Stacja: Ogołocenie
Oddaj wszystko, nie zwlekaj – abym już teraz mógł odziać cię we Mnie.

XI Stacja: Przybicie do krzyża
Pozwól na to, aby Miłość Moja trysnęła z twoich ran.

XII Stacja: Śmierć
I umrzyj dla siebie, abym żył w tobie dla wszystkich dzieci Moich.

XIII Stacja: Zdjęcie z krzyża
Mama Moja cię utuli i w Jej ramionach znajdziesz ukojenie.

XIV Stacja: Grób
Twój ziemski świat to pusty grób, z którego wyjdziesz do wieczności…

XV Stacja: Zmartwychwstanie
… by zmartwychwstać i radować się Mną na wieki.
Amen

 

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 92 Komentarze

Matka Boża: To co zaczęłam w Fatimie, dokończę w Medjugorie

W ok. 28 minucie filmu możemy usłyszeć słowa, które dedykujemy wyznawcom fałszywych proroków: „Ci wizjonerzy nie biegną do sklepów wykupywać żywności, broni i amunicji, nie robią bunkrów, aby się schronić”. My mamy ratować swoje dusze a nie ciała!
Film godny polecenia każdemu, zwłaszcza niewierzącym w objawienia w Medjugorje (ponieważ w spokojny, wyważony sposób, bez żadnych chorych emocji pokazuje wydarzenia związane z objawieniami, w tym również fragmenty badań psychiatrycznych wizjonerów oraz opinie psychiatrów, polityków itp.).
Do tego można zobaczyć wystawione za oszkloną szybą buty, podarowane przez św. Jana Pawła II, który z powodu braku zaproszenia przez biskupa miejsca i nie mogąc samemu przybyć do Medjugorje, podarował je jednej z widzących – Mirjanie.

Medjugorie to miejscowość w Bośni i Hercegowinie. Od 1981 roku wzbudza wiele kontrowersji na całym świecie, a to za sprawą Matki Bożej, która właśnie w tym roku zaczęła objawiać się sześciorgu młodym dzieciom.

Objawienia trwają do dnia dzisiejszego. Cała szóstka otrzymała od Matki Bożej tajemnice dotyczące wydarzeń, które będą następowały na świecie w kulminacji czasów ostatecznych. I właśnie te tajemnice mają zostać przez nich ujawnione tuż przed ich wypełnieniem się. Pięcioro z nich otrzymało do tej pory po 9 z 10 tajemnic. Jedynie Mirjana otrzymała wszystkie 10 tajemnic i to właśnie ona ma za zadanie objawić je światu. Matka Boża kazała jej wybrać kapłana któremu przekaże te tajemnice na 10 dni przed ich wypełnieniem się, z kolei ten kapłan (Petar Ljubicić) ma je ogłosić światu 3 dni przed wypełnieniem się.
Matka Boża w jednym z objawień powiedziała Mirjanie, że to co rozpoczęła w Fatimie, dokończy w Medjugorie. Patrząc na kondycję dzisiejszego świata trudno nie odnieść wrażenia, że żyjemy w wyjątkowych czasach i świat potrzebuje interwencji Boga jak nigdy dotąd.
Trzecia tajemnica fatimska, mówi między innymi o śmierci papieża i duchownych w Watykanie. Jeśli weźmiemy pod uwagę to, co dzieje się obecnie w Europie, zamachy terrorystyczne i oficjalne groźby dżihadystów, którzy mówią wprost, że ich celem jest Watykan, to wszystko wydaje się być bardzo realne.
Dodatkowo, biorąc pod uwagę wiek kapłana który ma ogłosić światu te tajemnice, który 28 października 2018 roku skończy 72 lata, należy spodziewać się, że wydarzenia te nie będą następowały w bardzo odległej przyszłości.

Opublikowano Medziugorje | 81 Komentarzy

11 lutego: Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, Światowy Dzień Chorego

W 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, św. Bernadecie Soubirous, w Grocie Massabielskiej w Lourdes. Podczas osiemnastu zjawień (w okresie 11 lutego-16 lipca) Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.
11 lutego 1858 r. Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – na poszukiwanie suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy została sama, usłyszała dziwny dźwięk podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać „Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd objawienia powtarzały się.
Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice skrzyczeli Bernadettę, że rozpowiada plotki i zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że ich dziecko gaśnie im na oczach z udręki. Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta, idąc za poradą towarzyszek, pokropiła tajemniczą zjawę i wypowiedziała słowa: „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się; jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do brzegu wylotu groty i odmawiała różaniec.

1 marca 1858 r. – Pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes.
Codzienny Różaniec z Groty w Lourdes

Pewna kobieta poprosiła Bernadetę, aby pomodliła się na jej różańcu w obecności Pani. Dziewczynka spełniła tę prośbę, lecz Pani zapytała ją, co zrobiła ze swoim różańcem. Bernadeta wyjęła swój stary różaniec i modliła się na nim, 1 marca przed grotą była także prosta chłopka, Katarzyna Latapie, z dwojgiem dzieci. W 1856 r. po upadku z drzewa, zwichnęła ramię oraz złamała kości nadgarstka i palców. Po wyleczeniu nie mogła jednak poruszać dłonią, a dwa palce pozostały krzywe. Pchana jakąś wewnętrzną siłą obmyła dłoń w wodzie źródła i ze zdumieniem stwierdziła, że odzyskała ona dawną sprawność. Przypadek –”Latapie” został uznany za pierwsze cudowne uzdrowienie w Lourdes

Lourdes leży w rejonie Górnych Pirenejów i liczy 17 tys. mieszkańców. Dzięki objawieniom Matki Bożej w   1858 r. miasto stało się maryjną metropolią świata.  Co roku przybywa tu około 7 milionów pielgrzymów ze wszystkich kontynentów…

Górująca nad miastem baszta zamku przypomina burzliwą historię. Już Rzymianie zbudowali tutaj twierdzę (Mirambel). Na przełomie VII i VIII wieku Mirambel wpadła w ręce saracenów. Wypierając ich w 778 r. Karol Wielki musiał zdobywać twierdzę głodem. Wtedy miało miejsce znamienne wydarzenie. Pewnego dnia olbrzymi orzeł upuścił nad twierdzą wielką rybę. Dowódca Saracenów – Mirat odesłał ją jeszcze żywą, Karolowi Wielkiemu na znak, że nie prędko  się poddadzą. Z kolei do twierdzy udał się biskup Turpin z Puy, aby w imieniu króla podziękować za prezent.  Przy okazji biskup gorąco apelował, aby Mirat przyjął wiarę chrześcijańską i stał się lennikiem Matki Bożej, skoro nie chce się poddać Karolowi Wielkiemu. Ku zdumieniu wszystkich Mirat zgodził się i przyjął chrzest. Otrzymał imię Lorus. Zamek oddał w lenno Matce Chrystusa, a król Karol odstąpił od oblężenia.  Z czasem twierdza i okolica – nazywana ”Lorus” – przekształciła się w ”Lourdes” 

  ABY  DAĆ ŚWIADECTWO PRAWDZIE   (J  18, 37) 

Henryk Lasserre, literat i publicysta, dobrze znany we Francji, będąc  zagrożony nieuchronną ślepotą użył za poradą i namową swojego przyjaciela Karola Fraycienta, późniejszego ministra wojny i do tego protestanta, wody ze źródła w Lourdes, która natychmiast  go uzdrowiła. Uzdrowienie to utrzymywało się przez całe jego długie życie, przez kilkadziesiąt lat niezmiennie, pomimo ciągłej  pracy umysłowej, pisania i czuwania po nocach, połączonego z  jego literackim zawodem. Temu uzdrowieniu zawdzięczamy prześliczną książkę, którą Henryk Lasserre napisał pod tytułem „Notre Dame de Lourdes”, w przekładzie polskim „Niepokalana  z Lourdes”. W niej między innymi pisze o cudownym uleczeniu swojej ślepoty duszy i ciała.
„Przez długie lata cieszyłem się doskonałym wzrokiem. Nagle, latem 1862 roku, zaczął się on stopniowo pogarszać. Przypisywałem to przeforsowaniu, ponieważ przez kilka tygodni pracowałem intensywnie do późnej nocy. Postanowiłem nieco wypocząć; lecz mimo to naprawa nie następowała. Przeciwnie, pogorszenie stale postępowało, zapisane przez  okulistę środki nic nie pomagały. Zwróciłem się do innego lekarza, który cierpienie przypisał ogólnemu przemęczeniu i zalecił wypoczynek na wsi. Wyjechałem więc z Paryża do majątku mojej matki, gdzie całe dnie spędzałem na świeżym powietrzu, nic nie robiąc.  Ale choroba wciąż postępowała,  przeczytanie trzech wierszy książki wystarczałoby w głębi gałek ocznych wywołać nieznośny ból i zamglenie wzroku. Poważnie zaniepokojony, powróciłem do  Paryża, gdzie serdeczny mój przyjaciel namówił mnie, abym udał się do dr Giraud, jednego z najsłynniejszych specjalistów. Tak  też uczyniłem, a sprawa była widocznie poważna, skoro doktor  po zbadaniu mnie zażądał konsylium z udziałem drugiego znanego specjalisty, dr Desmares. Rezultatem tej narady i badań przy pomocy specjalnej aparatury było przepisanie ciemnych okularów i absolutny zakaz czytania.
–   Źle ze mną – pomyślałem – widocznie tracę wzrok i nawet leki  pomogą, skoro mi żadnych nie przepisali. Zwierzyłem się z tych podejrzeń przyjacielowi, który mnie wyśmiał. Lecz  po kilku dniach powrócił do rozmowy.
–   Słuchaj – rzekł mi – a gdybyś tak spróbował wody z Lourdes?  Tyle piszą o tych cudownych uzdrowieniach. Może i Tobie pomoże.
Rada mego przyjaciela zastanowiła mnie z dwóch powodów. Po pierwsze  jest on kalwinem i co za tym idzie, w cuda wierzyć nie może, a po wtóre, musiał dowiedzieć się od poleconego przez siebie okulisty, że moje obawy są słuszne. Okazało się, że tak jest istotnie.  Przyciśnięty przeze mnie do muru dr Giraud wyznał mi w końcu, że stwierdził sklerozę gałek ocznych i będące jej następstwem odklejanie się siatkówki. Grożące mi całkowite jej odklejenie  jest równoznaczne z nieuleczalną ślepotą. Przyjaciel mój wiedział o tym i jego rada, abym szukał ratunku w cudzie, była po prostu przygotowaniem mnie do katastrofy.
–  Tak, wiedziałem – przyznał się – ale radziłem ci i radzę w  dalszym ciągu użycie wody z Lourdes nie dlatego, aby cię do katastrofy przygotować, ale dlatego, że uzdrowienia przez nią są podobno prawdą. Więc dlaczego nie spróbować, skoro nie ma się nic do stracenia? Mnie by to nie pomogło, bo jestem kalwinem i w cuda nie wierzę. Ale ty jesteś przecież katolikiem… Prawda, jestem katolikiem. Tego jednak mój  przyjaciel nie wiedział, że nie będąc niedowiarkiem, przestałem  jednak praktykować obowiązki religijne już od dosyć dawna, a w cuda, zwłaszcza zdarzające się w XIX wieku, nie bardzo wierzyłem.  Zwierzyłem mu się teraz, jakim to ja jestem katolikiem, a on zamilkł, bo co miał odpowiedzieć?
Ale stan moich oczu pogarszał się coraz bardziej i pomimo oszczędzania ich, pomimo, że całkowicie zaprzestałem czytania i pisania, zacząłem widzieć wszystko jak przez mgłę pokrytą czarnymi plamami. Po pewnym czasie przyjaciel mój znów poruszył temat cudownej wody.
– Użycie wody z Lourdes uważam za próbę, której nie wolno ci pominąć, choćby jej pozytywny wynik miał ci się zdawać najmniej prawdopodobny. A ponieważ uznaję działania zgodne z logiką, uważam, że każda próba powinna być wykonana dokładnie, to  znaczy tak, jak tego wymaga twoja religia. Będąc na twoim miejscu poszedłbym do spowiedzi, napisałbym do Lourdes z prośbą o przy­słanie wody i spróbowałbym jej mocy.
Rozmowę tę prowadziliśmy w jego mieszkaniu.
–   Sam pisać nie możesz – dodał – ale podyktuj mi, a ty tylko podpiszesz. O,  mam już pióro i papier – czekam.  Był  to po prostu przymus, któremu uległem. List do proboszcza w Lourdes został jeszcze tego samego wieczora wysłany. Po kilku  dniach, gdy wracałem z przechadzki do domu, portier zatrzymał mnie, mówiąc:
–  Jest tu do pana jakaś skrzyneczka z poczty,
Była  to woda z Lourdes. Doznałem dziwnego wzruszenia i nie mogąc zdobyć się na odwagę otworzenia skrzyneczki poszedłem do mego przyjaciela.
Woda już nadeszła – powiedziałem mu – mam ją u siebie, lecz przesyłki nie rozpieczętowałem. A wiesz dlaczego? Po prostu boję się obowiązków, jakie to uzdrowienie może na mnie włożyć. Gdyby mnie uleczył lekarz, to zapłaciłbym mu honorarium i sprawa byłaby  załatwiona, nie pozostałbym dłużnikiem. Ale pozostanę nim na zawsze wobec Boga, jeśli uzdrowi mnie Swą łaską. Jeślibym doznał cudu, zaciągnąłbym obowiązek wyrzeczenia się wszystkiego i zmiany życia. A takim jestem tchórzem, że się tego boję. Sądzisz może, że cofam się przed użyciem wody z Lourdes w obawie, że cud nie nastąpi i że utracę nadzieję ratunku? Mylisz się. Ja teraz boję się, że cud może nastąpić!

–   Mogę tylko powtórzyć to, – odrzekł przyjaciel – co ci już raz powiedziałem: idź do spowiedzi.
–   Dziwny z ciebie kalwin. Pożegnałem się i prosto od niego poszedłem do księdza Ferrand, niegdyś mego spowiednika, z którym – niestety – już od dawna się nie widziałem. Nie było go w domu. Powiedziano mi, że wróci dopiero późnym wieczorem. Wzrok miałem już tak słaby, że musiałem iść ostrożnie i powoli, aby nie potrącać przechodniów, których sylwetki widziałem jak przez mgłę. Świat zewnętrzny rysował mi się coraz mniej wyraźnie i może dlatego coraz silniej rozrastał się świat wewnętrzny, w którym Bóg miał swe miejsce, bom przecież wiary nie utracił. Pełen głębokich i poważnych myśli wróciłem powolnym krokiem do domu. Ułomność ludzka szuka zawsze usprawiedliwienia dla własnych grzechów. Nie brakowało ich w moim życiu, więc jakże mogłem oczekiwać od Boga cudu, nie wzbudziwszy w sobie żalu. Otworzyłem skrzyneczkę. Była w niej butelka z wodą i mała  Książeczka, której tytuł z trudem odcyfrowałem, z opisem objawień w Lourdes. Pogrążony w myślach, klęknąłem przy łóżku. Dawno nieodmawiane pacierze znalazły się na moich ustach, a z serca popłynęła gorąca, pokorna prośba. Jakaś obawa wstrzymała mnie przed odkorkowaniem butelki zanim się wyspowiadam, a jednocześnie popychała do tego gwałtowna chęć. Z ust wyrwała się mi modlitwa: „Boże wszechmogący, odpuść mi grzechy! A Ty, Bogarodzico, ulituj się nade mną! Usuń ślepotę mej duszy i mych oczu!”. Uczułem przypływ gorącej i silnej wiary… odkorkowałem butelkę… ulałem na spodek wody i zamoczywszy w niej chusteczkę, przetarłem nią natychmiast czoło  i oczy. Wszystko to razem trwało niecałą minutę. Któż zdoła sobie zdać sprawę z uczucia, jakiego doznałem? Nie potrafię określić tego słowami: było to uczucie radości, graniczącej nieomal z przerażeniem. Ledwie dotknąłem zwilżoną chusteczką powiek i otworzyłem oczy, wisząca nad nimi mgła rozwiała się błyskawicznie bez śladu! Dzień był jasny, przedmioty wyraźne, widziałem najdrobniejsze szczegóły, tak jak przed rokiem. Uleczenie to było zupełnie nagłe, Nie wierzyłem własnym zmysłom. Myślałem, że śnię. Ukląkłem ponownie i dziękowałem Bogu.  „Jestem uleczony! Jestem uleczony!” – powtarzałem sobie nieustannie nie mogąc  opanować radości i sięgnąłem do szafy z książeczką. Nie! Pierwszą, jaką po tylu miesiącach wezmę do ręki, będzie ta, którą mi przysłano z Lourdes, i zacząłem ją czytać. Czytałem  znakomicie, jak dawniej. Z mego kalectwa nie pozostało ani śladu. Przeczytałem bez odpoczynku 104 strony i gdy na 105 zamknąłem książkę to dlatego, że zapadł zmrok.
Pierwszym człowiekiem, który nazajutrz rano dowiedział się o łasce mego uzdrowienia był w konfesjonale ks. Ferrand, drugim proboszcz z Lourdes, do którego napisałem niezwłocznie, a trzecim mój przyja­ciel „Czyż muszę dodawać, że moje uzdrowienie było drogą, którą Bóg  wywiódł go z błędu i przyprowadził do Kościoła?”
(„Pani z nieba wzywa”, Michalineum, Warszawa 1989)

Uzdrowienie Maksymiliana Marii Kolbe

Jak św Maksymilian został uzdrowiony wodą z Lourdes

W liście z życzeniami wielkanocnymi do swojej matki Marianny Kolbe, młody kleryk Maksymilian napisał do matki z Rzymu gdzie studiował. List datowany jest na 6 IV 1914

„Nic tak ważnego nie zaszło, chyba to, żem o mało nie utracił (małego, grubego) palca u prawej ręki. Utworzyło mi się tam bowiem coś na kształt wrzodu. Pomimo zabiegów kolegialnego lekarza materia tworzyła się ciągle. W końcu lekarz orzekł, że już kość się psuje; trzeba więc będzie ją wyskrobać. Usłyszawszy o tym odpowiedziałem, że mam na to lepsze lekarstwo. Dostałem był bowiem od O. Rektora cudowną wodę z Lourdes.

Dając mi ją, opowiedział mi O. Rektor historię swego cudownego uzdrowienia. Gdy miał lat 12, zachorował na nogę. Kość w stopie się psuła, wskutek czego nie mógł spać, krzyczał z boleści. W końcu miano mu odjąć stopę. Wieczorem miało się już zebrać konsylium lekarzy; widząc co się dzieje, matka chwyciła się innego środka: wyrzuciła wszystkie lekarstwa z nogi, wymyła ją mydłem i przyłożyła cudowną wodę z Lourdes. O. Rektor pierwszy raz zasnął. Po 15 minutach zbudził się – zdrów.

Cud był oczywisty, ale lekarz niedowiarek starał się fakt w inny sposób wytłumaczyć. Ale, gdy po kilku dniach ze środka stopy oderwał się i wyszedł kawałek zepsutej kości, lekarz uwierzył, że rzeczywiście kość się psuła i cudem oderwała się i wyszła i że całe uzdrowienie było cudowne. Potem nawrócił się i wystawił swoim kosztem kościół. O. Rektor po przyłożeniu cudownej wody był co prawda zdrów i mógł chodzić, ale nie mógł wdziać buta, bo pozostał wzgórek na nodze. Po wyjściu kości i wzgórek zniknął.

Otóż nasz lekarz usłyszawszy, że mam wodę z Lourdes, z radością sam mi ją przyłożył. I cóż się stało? Nazajutrz zamiast operacji i skrobania kości usłyszałem od lekarza szpitalnego, że nie widzi tego potrzeby i po kilku opatrunkach byłem zdrów. Chwała więc Panu Bogu i cześć Niepokalanej!

Z gorącą prośbą o modlitwę
zawsze wdzięczny syn
br. Maksymilian”
Za: http://niepokalanow.pl/12-do-marii-kolbe/

Światowy Dzień Chorego

Światowy Dzień Chorego ustanowił Jan Paweł II w liście skierowanym 13 maja 1992 r. do ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Duszpasterstwa Służby Zdrowia, kard. Fiorenzo Angeliniego. Papież wyznaczył też od razu na obchody tego Dnia wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourdes, które przypada 11 lutego. Ogólnoświatowe obchody tego Dnia odbywają się co roku w jednym z sanktuariów maryjnych na świecie.
Ustanowienie przez Ojca Świętego Jana Pawła II Światowego Dnia Chorego stało się wezwaniem do całego Kościoła powszechnego, aby poświęcić jeden dzień w roku modlitwie, refleksji i dostrzeżeniu miejsca tych, którzy cierpią na duszy i na ciele.
Jan Paweł II we wspominanym liście zaznaczył, że „ma on na celu uwrażliwienie ludu Bożego i – w konsekwencji – wielu katolickich instytucji działających na rzecz służby zdrowia oraz społeczności świeckiej na konieczność zapewnienia lepszej opieki chorym; pomagania chorym w dowartościowaniu cierpienia na płaszczyźnie ludzkiej, a przede wszystkim na płaszczyźnie nadprzyrodzonej; włączenie w duszpasterstwo służby zdrowia wspólnot chrześcijańskich, rodzin zakonnych, popieranie coraz cenniejszego zaangażowania wolontariatu…”
Sprawom ludzi chorych Jan Paweł II, sam doświadczający licznych chorób, poświęcił wiele miejsca w swoim nauczaniu. Często spotykał się z chorymi i niepełnosprawnymi, tak w Rzymie, jak i w czasie podróży apostolskich. Chorych prosił już na samym początku pontyfikatu o wsparcie modlitewne.

Jan Paweł II pije wodę z cudownego źródełka w LourdesPo raz pierwszy Dzień Chorego obchodzono w 1993 r., a główne uroczystości odbyły się wtedy w Lourdes i – częściowo – w Rzymie. W kolejnym roku miejscem centralnych obchodów była Jasna Góra, a następnie: Jamusukro (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1995), Guadalupe (Meksyk, 1996), Fatima (1997), Loreto (1998), Harissa (Liban, 1999), Rzym (2000, połączone z Jubileuszem Chorych), Sydney (2001), narodowe sanktuarium katolików indyjskich w Vailankamy (2002), Lourdes (2004), Jaunde w Kamerunie (2005), Adelajda w Australii (2006) i Seul w Korei Południowej (2007). W 2008 r., z racji 150. rocznicy objawień w Lourdes, Światowy Dzień Chorego obchodzono ponownie (jak w 1993 i 2004 r.) – w Lourdes.
Źródło i całość: Brewiarz.pl

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 62 Komentarze