Pomagamy czyścić czyściec – Nowenna Pompejańska czytelników „wobroniewiary”

Organizujemy Nowennę Pompejańską w intencji Dusz Czyśćcowych odmawianą w grupach po 4 osoby, w terminie od 1 listopada do 24 grudnia 2018. Kończymy celowo w Wigilię, bo w Boże Narodzenie – właśnie tego dnia najwięcej dusz opuszcza czyściec i idzie do Nieba, bo NARODZIŁ SIĘ ZBAWICIEL i ZBAWIENIE przyszło na świat 
Link do wpisu z modlitwami i listą osób biorących udział w NP  >>>Kliknij<<<

Reklamy
Opublikowano Modlitwa, Nowenna, Wydarzenia | Otagowano ,

19 listopada – rocznica śmierci ks. Dolindo, któremu Pan Jezus podyktował modlitwę „Jezu, Ty się tym zajmij”

19 listopada przypada 48 rocznica śmierci ks. Dolindo Ruotolo. Urodził się on 6 października 1882 w Neapolu, a zmarł 19 listopada 1970 również w Neapolu. Ks. Dolindo został ogłoszony przez Kościół katolicki Sługą Bożym i trwa jego proces beatyfikacyjny.
Główne uroczystości rocznicowe rozpoczną się o godz. 17.30 Różańcem przed Najświętszym Sakramentem. Msza Św. koncelebrowana w 48 rocznicę śmierci Ks. Dolindo Ruotolo o godz. 18.30 w w kościele św. Józefa dei Vecchi na via Salvatore Tommasi 20 w Neapolu

„Życie wieczne to nie żart” – jak umierał ks. Dolindo Ruotolo?

(fragment książki „Jezu, Ty się tym zajmij. O. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda”, Joanna Bątkiewicz-Brożek, Wydawnictwo Esprit) 

Ostatnie lata życia ks. Dolindo

Choć jego życie to pasmo cierpień – od urodzenia przez 14 lat głodzony i bity do nieprzytomności przez ojca, pomiatany przez przełożonego w seminarium, zdradzony przez córki duchowe, wielokrotnie przesłuchiwany przez Święte Oficjum, więziony, a potem odgrodzony na ponad 19 lat od ołtarza, odrzucony przez to najpierw przez rodzinę i wytykany jak opętany na ulicach Neapolu – to jego kalwaria fizyczna zacznie się dekadę przed śmiercią.

1 listopada 1969 r. ks. Dolindo dostaje paraliżu połowy ciała. Mimo to nadal głosi do ośmiu kazań dziennie, spowiada, odwiedza szpitale, więzienia. Na ulicach nadal wytykają go palcem, ale wstrzymując niemal oddech: „Idzie święty kapłan!”. Mimo szykan, nigdy nie krytykuje Kościoła, a kocha go. Bo „Kościół to Jezus” – pisze. Trudno go z kimkolwiek pomylić: prawą ręką podpiera się laseczką i kurczowo trzyma różaniec. W lewej nosi własnoręcznie uszytą ze skaju torbę pełną kamieni. „To skarby dla zbawienia dusz, aniołeczki” – tłumaczy zaczepiającym go dzieciom.

Przy krętej via Salvator Rosa, w centrum miasta, gdzie mieszka mistyk, wiją się kolejki. Tłumy odsyłanych tu przez ojca Pio penitentów czekają choć na chwilę rozmowy. Ks. Dolindo nikomu nie odmawia. Nadal nocami pisze. Kończy największe dzieło, książkę o Maryi. Wtedy atakuje go szatan – bywa, że rzuca ks. Dolindo, jak ojca Pio, o ściany. W tym okresie często odwiedzają go aniołowie oraz sama Matka Boża.

Z ręcznych notatek Enziny Cervo, córki duchowej:

„(…) Skończył osiemdziesiąt osiem lat 6 października, a 1 listopada minęło dziesięć lat jego paraliżu; w sobotę 8 listopada, kiedy po Mszy Świętej pomagałam mu dojść do jego pokoiku drobnym kroczkiem, zatrzymał się i mówi: – Już nie umiem się utrzymać na nogach, ale nie martw się, Jezus podtrzymuje mnie swoją miłością. Odmówmy dziękczynne Ave Maria za to, że Matka Boża pozwala mi jeszcze odprawiać Msze Święte”. 

Ks. Dolindo kilka dni przed śmiercią

13 listopada 1970 roku ks. Dolindo Ruotolo po raz pierwszy celebruje Eucharystię i udziela Komunii na siedząco. „Miałam wrażenie, że ojciec lada chwila upadnie” – pisze Enzina. Między wymianą opatrunków na poranionych nogach, mimo ciężkiego stanu, ks. Dolindo nie odmawia nikomu spowiedzi.

16 listopada 1970 roku, poniedziałek. Ks. Dolindo prosi, by pomoc mu wstać. Chce odprawić Mszę. – Nie może ojciec, jest ojciec chory – z bólem tłumaczy mu Enzina. „Dopiero kiedy sam stwierdził, że nie może już usiąść, nawet z moją pomocą, nieomal zapłakał. Powierzył się cały woli Bożej”.(…)

Środa, 18 listopada.

Prawie nic nie zjadł […]. cały czas się modlił, […] na głos, za Kościół, za Papieża i za księży, za dusze, nie zapominał o nikim. Odpowiadał tym, którzy przychodzili z odwiedzinami. – Ojcze – mówiłam mu – niech ojciec trochę odpocznie. A on mi odpowiadał: – Córko moja, módlmy się, bo życie wieczne to nie żart. […] 

Śmierć ks. Dolindo Ruotolo
19 listopada 1970 roku, czwartek.

O świcie ojciec zaintonował Salve Regina i w pewnym momencie wpatrując się w górę powiedział: „Madonna mia! Jaka jesteś piękna! I jakby w ekstazie, trwał tak kilka chwil w ciszy. (…) Niesamowity pokój wyczuwało się wokół umierającego, jakiś rodzaj słodyczy i delikatności w ogniu tak wielkiego cierpienia!

Ks. Dolindo już nie przełyka, towarzyszący mu kapłan odmawia podania Komunii. „Ależ to był dla ojca ból, przeżywał przecież całe Misterium Paschy” – pisze Enzina. Jednak do mieszkania na Salvator Rossa po krótkim czasie puka inny kapłan, ks. Giovanni z Jezusem Sakramentalnym.

Uprzedziłam go, że ojciec już nie przełyka, ale on swoim donośnym głosem zapytał ojca, czy chce przyjąć Jezusa. – Tak! – odparł ojciec (…). Moja radość nie miała granic! Ojciec Dolindo był w stanie uniesienia, wielkiego wewnętrznego ukojenia, a gdy Jezus wypełniał to serce, które całe życie było dla Niego, wokół nas zaczął unosić się silny zapach lilii

Godzina 17.13. Ksiądz Dolindo ma coraz niższy puls, który schodzi do trzydziestu dwóch uderzeń na minutę.

Pan Umberto (syn duchowy): – W pewnym momencie zerwał się z łóżka, rozpostarł szeroko ramiona. Jak dziecko, które wyciąga ręce do mamy i rzuca się jej naprzeciw wołając „och!” z zachwytem. I oddał ducha Bogu. Cinzia notuje: „Jego twarz była uśmiechnięta, wydawał się jaśniejący i pełen szczęścia, błogosławiony”.

Nad jego łóżkiem unosił się zapach lilii, wszystkie rany i blizny na nogach zniknęły w ciągu godziny.

W ostatnim liście do córek duchowych ks. Dolindo – przeczuwając swoje odejście – pisze kilka zdań, które brzmią jak swoisty testament duchowy kapłana:

Pocieszajcie ubogich, napełniajcie nadzieją tych, którzy zawodzą z powodu jej braku, przywróćcie ludziom wiarę, zróbcie wszystko, by pojednali się z Bogiem ci, którzy od Niego odeszli, albo też gorzej – którzy się przeciw Niemu zbuntowali w swoim bólu i żyją w mroku swojej ich świadomości, bez jakiegokolwiek pocieszenie, bez nadziei!

Módlmy się modlitwą „Jezu, Ty się tym zajmij” oraz Różańcem świętym, którego Sługa Boży ks. Ruotolo Dolindo nigdy nie wypuszczał z rąk!

Kiedy do ojca Pio przychodziły tłumy, mówił: – Idźcie lepiej do ks. Dolindo! A o. Dolindo wręczał im „Akt całkowitego oddania Jezusowi”. „Nie kombinuj nic, tylko módl się tak, jak Jezus prosi” – dodawał.

Ks. Ruotolo twierdzi, że to słowa, jakie w duszy, w ciszy, przed Najświętszym Sakramentem dyktuje mu sam Jezus. W jaki sposób Chrystus nawiedza tego kapłana – nie wiadomo. Po bolesnych doświadczeniach ze Świętym Oficjum ks. Dolindo nie dzieli się tym z nikim. W jego autobiografii pojawia się nagle taka nota: „Oto słowa dla ludzkości, słowa, które prosił przekazać mi Jezus. Były mi pomocą w każdym cierpieniu”. Ks. Ruotolo nie przypuszcza, że po pół wieku obiegną świat, a w dobie internetu będą linkowane przez setki tysięcy.

Módlmy się więc razem modlitwą, którą ks. Dolindo podyktował sam Pan Jezus. 

Akt oddania (przeciw niepokojom i zmartwieniom)

           Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie Mi troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę powiadam wam, że każdy akt prawdziwego, ślepego i całkowitego oddania się Mnie rozwiązuje trudne sytuacje.

       Oddanie się Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, abym podążał za wami. Oddanie się oznacza zamianę niepokoju na modlitwę. Oddanie się oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i poddanie się Mnie, bo tylko dzięki Mnie poczujecie się jak dziecko uśpione w objęciach matki, gdy pozwolicie, abym mógł przenieść was na drugi brzeg.

       Mnie oddajcie to co wami wstrząsa, co was boli bezgranicznie – te wasze wątpliwości, wasze przemyślenia, wasze niepokoje i chęć powzięcia odpowiednich kroków za wszelką cenę, aby zapobiec temu co was trapi. Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do Mnie, patrzy na Mnie mówiąc: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”, a przy tym zamyka oczy i uspokaja się!

       Dostajecie niewiele łask, kiedy się męczycie i dręczycie, aby je otrzymać. Otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy wasza modlitwa jest pełnym oddaniem się Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym oddalił je od was, ale w taki sposób, jak wy sobie tego życzycie… Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do waszych planów. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają.

       Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”: „Święć się imię Twoje” – to znaczy: bądź uwielbiony w tej mojej potrzebie; „Przyjdź Królestwo Twoje” – to znaczy: niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twojego w nas i na świecie; „Bądź wola Twoja” – to znaczy: Ty decyduj. Ja wkroczę z całą Moją wszechmocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje.

       Czy widzisz, że nieszczęścia następują jedne po drugich, że sytuacja wciąż się pogarsza, zamiast się poprawiać? Nie przejmuj się – zamknij oczy i powiedz Mi z ufnością: „Bądź wola Twoja, TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Powiadam ci, że się zatroszczę, że interweniuję jak lekarz, a nawet uczynię cud, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dostrzegasz, że stan chorego się pogarsza? Nie przerażaj się, ale zamknij oczy i powiedz: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Zapewniam cię, że się o ciebie zatroszczę.

       Sprzeczne z oddaniem się Mnie jest zamartwianie się, niepokój, chęć rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Przypomina to zamieszanie spowodowane przez dzieci, które domagają się, aby mama troszczyła się o ich potrzeby, a jednocześnie wszystko chcą zrobić samodzielnie, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie się ponieść nurtowi Mojej Łaski; zamknijcie oczy i pozwólcie Mi działać; zamknijcie i nie myślcie o chwili obecnej, także odwróćcie myśli od przyszłości jako od pokusy.

       Oddajcie się Mnie, uwierzcie w Moją dobroć, a przysięgam wam na Moją Miłość, że kiedy z taką ufnością powiecie: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”, Ja w pełni wezmę to na siebie, pocieszę was, wyzwolę i poprowadzę. A gdy zmuszony jestem poprowadzić was drogą odmienną od tej, jaką widzielibyście dla siebie, wówczas pouczam was, noszę w Moich ramionach, bo nie istnieje skuteczniejsze lekarstwo niż interwencja Mojej Miłości. Jednak troszczę się tylko wtedy, kiedy zamkniecie oczy.

       Jesteście bezsenni, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć, i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim, albo jeszcze gorzej – ludziom, pokładając ufność w ich interwencji. A to właśnie stoi na przeszkodzie Moim słowom i Moim zamiarom.

       O! Jak bardzo pragnę tego waszego całkowitego oddania się Mnie, abym mógł was obdarować, i jakże smucę się widząc, że jesteście niespokojni! Szatan do tego właśnie zmierza: aby was podburzyć, by oddzielić was ode Mnie i od Mojego działania i rzucić na pastwę ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, spocznijcie we Mnie, oddajcie Mi się we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego pełnego oddania się Mnie, a nie waszego zaufania do siebie samych. Wylewam na was skarby łask, kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie!

       Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie, lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, który jest często zakłócany przez szatana. Żaden człowiek rozumujący i rozważający tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów, nawet spośród Świętych.

       Na sposób Boski działa ten, kto odda się Bogu. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczyma duszy: „JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ!”. I odwróć swoją uwagę w inną stronę, bo dociekliwość twego umysłu utrudnia ci dostrzeżenie zła. Zawierzaj Mi często, nie skupiając uwagi na samym sobie. Czyń tak we wszystkich swoich potrzebach. Czyńcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na Moją miłość. Zapewniam was, że Ja się o was zatroszczę.

       Módlcie się zawsze z tą gotowością do oddania się Mnie, a zawsze będziecie odczuwać wielki pokój ducha i osiągać znaczne korzyści, również wtedy, gdy udzielam wam łaski ofiary, zadośćuczynienia i miłości, która nakłada na was cierpienie.

       Wydaje ci się to niemożliwe? A zatem zamknij oczy i powiedz całą swoją duszą: „JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ!”. Nie lękaj się, ja się zatroszczę. A ty błogosławić będziesz Imię Moje, nie dbając o siebie samego. Inne twoje modlitwy nie mają takiej wagi, jak ten akt pełnego ufności oddania się Mnie – zapamiętaj to sobie dobrze. Nie ma skuteczniejszej „nowenny” od tej: „Och Jezu, oddaję się Tobie, troszcz się o mnie Ty”.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 2 Komentarze

16 listopada – Święto NMP Ostrobramskiej, Matki Miłosierdzia

Matka Boża Miłosierdzia
http://www.faustyna.pl

Maryja jest Tą, która w sposób szczególny i wyjątkowy doświadczyła miłosierdzia, a równocześnie też w sposób wyjątkowy okupiła swój udział w objawieniu się miłosierdzia Bożego ofiarą serca. Ona najlepiej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia. Wie, ile ono kosztowało i wie, jak wielkie ono jest (por. DM*, 9).

Matka Boża Miłosierdzia choć czczona jest w Kościele pod tym tytułem od dawna, to jednak literatura teologiczna na ten temat jest wyjątkowo skąpa. Matka Boża Miłosierdzia jest przede wszystkim Tą, która dała światu Syna Bożego, Wcielone Miłosierdzie, i daje Je nieustannie, prowadząc do Niego wszystkich wierzących. Najpełniejsze uzasadnienie tego tytułu Maryi współcześnie podaje Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice „Dives in misericordia”. Pisze w niej, że Maryja jest najpierw Tą, która w sposób wyjątkowy doświadczyła Bożego miłosierdzia, gdy została zachowana od grzechu pierworodnego i obdarzona pełnią łaski, by stać się Matką Syna Bożego. W czasie Zwiastowania wyraziła zgodę, w Betlejem porodziła Syna Bożego w ludzkim ciele i przez całe życie uczestniczyła w objawianiu przez Niego tajemnicy miłosierdzia Bożego aż po ofiarę, którą złożyła u stóp krzyża. Dlatego Maryja jest Tą, która najpełniej zna tajemnicę Bożego miłosierdzia, wie, ile ono kosztowało i jak wielkie ono jest (DM* 9).
Ona też głosi miłosierną miłość Boga z pokolenia na pokolenie od dnia, w którym wyśpiewała „Magnificat’ na progu swej krewnej Elżbiety, i prowadzi ludzi do Zbawicielowych zdrojów miłosierdzia. Miłosierna miłość Boga w dziejach Kościoła i świata nie przestaje objawiać się w Niej i poprzez Nią. Jest to objawienie szczególnie owocne – napisze Jan Paweł II – albowiem opiera się w Bogarodzicy o szczególną podatność macierzyńskiego serca, o szczególną wrażliwość, o szczególną zdolność docierania do wszystkich, którzy tę właśnie miłosierną miłość najłatwiej przyjmują ze strony Matki(DM*, 9).

Maryja jest Matką Miłosierdzia także i z tego względu, że przez Jej pośrednictwo spływa na świat miłosierdzie Boga w postaci wszelkich łask. Jej macierzyństwo wobec wszystkich ludzi trwa nieustannie – jak podkreśla Sobór Watykański II – albowiem wzięta do nieba, nie zaprzestała tego zbawczego zadania, lecz poprzez wielorakie swoje wstawiennictwo ustawicznie zjednuje nam dary zbawienia wiecznego. Dzięki swej macierzyńskiej miłości opiekuje się braćmi Syna swego, pielgrzymującymi jeszcze i narażonymi na trudy i niebezpieczeństwa, póki nie zostaną doprowadzeni do szczęśliwej ojczyzny(KDK**, 62).
Maryja nazywana jest Matką miłosierdzia, Matką Bożą miłosierdzia lub Matką Bożego miłosierdzia, a każdy z tych tytułów – jak pisze papież Jan Paweł II – ma głęboki sens teologiczny. Te tytuły mówią bowiem o Maryi jako o Matce Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego. Jako o Tej, która doświadczywszy miłosierdzia w sposób wyjątkowy, w takiż sposób „zasługuje” na to miłosierdzie przez całe życie, a nade wszystko u stóp krzyża swojego Syna (DM 9). Ona je głosi i wyprasza całemu światu.

Matko, Twoja pokora, uniżenie i całkowite zawierzenie Bogu wyniosło Cię do godności Królowej Nieba. Zaszczytne tytuły nie przemieniły Twojej natury. Nadal pozostajesz cicha, wierna i całkowicie oddana Bogu. Służysz Mu nadal kierując ludzi ku Bożemu Majestatowi, nie zatrzymując ich wzroku na sobie. “Od śmierci Pana Jezusa Maryja stała się naszą Matką Miłosierdzia, albowiem wyjednała nam łaski i sprowadza Miłosierdzie Boże na nas”. Dziękujmy Bogu za zaufanie jakim obdarzył Matkę Swego Syna i za Jej pokorne “fiat”, które przemieniło świat: “wielbi dusza moja Pana i raduje się Duch mój w Bogu Zbawicielu moim, bo wejrzał na uniżenie swojej służebnicy! Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, a Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenie!”

Inne modlitwy i kult: http://www.faustyna.pl/

MODLITWA DO MATKI BOSKIEJ OSTROBRAMSKIEJ

O Pani moja, Święta Maryjo!
Twojej łasce, osobliwej straży i miłosierdziu Twojemu dzisiaj i każdego dnia, i w godzinę śmierci mojej duszę i ciało moje polecam; wszystkie nadzieje i pociechy moje, wszystkie uciski i dolegliwości, życie i koniec życia mojego Tobie poruczam, aby przez zasługi Twoje wszystkie uczynki moje były sprawowane i rządzone według Twojej i Syna Twego woli. Amen.

Najświętsza Maryja Panna Ostrobramska Matka Miłosierdzia

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie;
Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,
Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie
Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie.

Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem,
(Gdy od płaczącej matki pod Twoją opiekę
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę
I zaraz mogłem pieszo do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu),
Tak nas powrócisz cudem na Ojczyzny łono.

Adam Mickiewicz

Ostra Brama w WilnieZarówno cudowny obraz, jak i kaplica, w której się mieści, oraz sama Ostra Brama mają bogatą historię, ściśle wiążącą się z historią rozbudowy Wilna. Na przełomie XV i XVI w. postanowiono otoczyć je murem obronnym. Powstało dziewięć bram miejskich, z których jedna (jedyna zachowana do naszych czasów) nosiła nazwę Miednickiej, inaczej Krewskiej. Nieco później przyjęła się inna nazwa bramy – Ostra. Zgodnie z tradycją na bramach obronnych zawieszano święte obrazy. Ostra Brama po obu jej stronach również miała własne obrazy, które po pewnym czasie uległy zniszczeniu. Jednym z tych obrazów był wizerunek Matki Bożej. Z czasem miejsce to stało się miejscem modlitwy do Maryi.
Kult Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy jest ogromny i niezrównany w swej sile. Sięga drugiej połowy XVII w. i wiąże się z obroną murów miasta. Jednakże wyraźne jego wzmożenie nastąpiło w I połowie XVIII w. Szczególny rozwój czci Matki Miłosierdzia nastąpił po rozbiorach Polski. W 1993 roku modlił się w kaplicy w Ostrej Bramie św. Jan Paweł II. Ofiarował wtedy Matce Bożej Miłosierdzia złotą różę. Kult Matki Bożej Ostrobramskiej jest ciągle żywy i obecny nie tylko na terenie Litwy, ale także w sąsiednich krajach. W Polsce około 30 parafii ma za patronkę Matkę Bożą Ostrobramską.

Oryginalny obraz jest namalowany temperą na ośmiu dębowych deskach, jest więc duży. W późniejszych latach obraz został przemalowany farbą olejną; zmieniono także wizerunek Matki Bożej (zamalowano m.in. pukiel włosów wymykający się spod chusty i skrócono palce dłoni). Nie znamy twórcy obrazu. Namalowano go prawdopodobnie w I poł. XVII wieku na wzór obrazu Martina de Vosa – flamandzkiego artysty. Dzisiaj odrzuca się całkowicie wersję o wschodnim pochodzeniu obrazu, który miał przywieźć z wyprawy książę litewski Olgierd w XIV wieku, jak też i to, że Matka Boża ma twarz Barbary Radziwiłłówny.

Najświętsza Maryja Panna OstrobramskaGłowę Matki Bożej zdobią dwie korony. Pierwsza pochodzi z końca XVII wieku, w XIX wieku ozdobiona została klejnotami ofiarowanymi jako wota. Druga korona, z połowy XVIII wieku, podtrzymywana jest przez dwa aniołki i ozdobiona sztucznymi kamieniami. 2 lipca 1927 r. odbyła się uroczysta koronacja obrazu złotymi koronami. Dokonał jej arcybiskup metropolita warszawski kard. Aleksander Kakowski w obecności prezydenta Ignacego Mościckiego i marszałka Józefa Piłsudskiego.
Obraz przedstawia pochyloną Madonnę bez Dzieciątka. Głowę otoczoną promienną aureolą Maryja lekko pochyla w lewo, smukłą szyję zdobi szal. Jej twarz jest pociągła, półprzymknięte oczy dodają jej powagi; ręce trzyma skrzyżowane na piersiach.

Ostra Brama wiąże się również w istotny sposób z kultem Miłosierdzia Bożego. Obraz Miłosierdzia Bożego został namalowany w Wilnie i wystawiony publicznie właśnie w Ostrej Bramie (26-28 kwietnia 1935 r.). Tu też św. Faustyna miała wizję triumfu obrazu Miłosierdzia Bożego.

Bardzo silne są też związki św. Jana Pawła II z Ostrą Bramą:
„W momencie mojego wyboru na Stolicę Piotrową pomyślałem o Matce Najświętszej z Ostrej Bramy” (6 września 1993 r.); „Niedługo po tym, jak niezbadanym wyrokiem Bożym zostałem wybrany na Stolicę Piotrową, udałem się do litewskiej kaplicy Matki Miłosierdzia w podziemiach Bazyliki Watykańskiej. I tam, u stóp Najświętszej Dziewicy, modliłem się za was wszystkich” (8 września 1993 r.).
Opiece Matki Miłosierdzia św. Jan Paweł II przypisuje uratowanie z zamachu z 13 maja 1981 r.: „Kiedy mogłem kontemplować oblicze Matki Bożej w sanktuarium w Ostrej Bramie w Wilnie, skierowałem do Niej słowa wielkiego polskiego poety, Adama Mickiewicza: «Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy i w Ostrej świecisz Bramie! (…) Jak mnie (…) do zdrowia powróciłaś cudem!». Powiedziałem to na koniec modlitwy różańcowej odmówionej w sanktuarium ostrobramskim. I głos mi się załamał…” (13 maja 1994 r.).

Opublikowano Świeto | Otagowano , | 72 Komentarze

Ks. Adam Skwarczyński: Oświadczenie w sprawie orędzi Cypriana Polaka

9 listopada 2018 roku na prośbę „Cypriana Polaka”, zbulwersowanego negatywnymi wypowiedziami na temat jego “orędzi” na stronie WOWiT, wysłałem mu list następującej treści:

“Teraz poczytałem Pana teksty. Są bardzo dobre, dobre, byle-jakie i wątpliwe. I tyle różnych wątków, że można się w tym pogubić. Więc wobec tego moje dla Pana oświadczenie, na które może się Pan powołać: Oświadczam, że nie zajmuję żadnego stanowiska w sprawie tekstów, znajdujących się na stronie Cypriana Polaka. Ocenę pozostawiam czytelnikom. Niech, pouczeni przez Pana Jezusa, rozpoznają drzewo po owocach, złych lub dobrych. Pana Krzysztofa na jak najlepsze rozpoznanie i wypełnienie woli Bożej z serca błogosławię. ks. Adam Skwarczyński”

Chociaż jestem typem, walczącym zdecydowanie o Prawdę, jednak przy tym jestem na tyle delikatny, że nie chcę nikogo mocno uderzyć, zranić, podważyć jego prawdomówność. Dlatego też zrobiłem ten unik, nie zajmując stanowiska w poruszonej sprawie. Cyprian Polak znał powód tego uniku, wyjaśniony dostatecznie w powyższym zdaniu: “Teraz poczytałem Pana teksty. Są bardzo dobre, dobre, byle-jakie i wątpliwe. I tyle różnych wątków, że można się w tym pogubić. Więc wobec tego moje dla Pana oświadczenie, na które może się Pan powołać…” Dodatkową przyczyną wydania tego oświadczenia była wiadomość, którą K.M. mi przysłał: znalazł się jakiś ksiądz, który weźmie jego i jego teksty pod swoją opiekę (może “lupę”?).

Gdyby Cyprian Polak był uczciwy, nie mógłby wykorzystać mojego oświadczenia-uniku jako “pochwały” swoich tekstów, co niestety próbował uczynić. Zaogniając sytuację, odważył się nawet na czyn ohydny i nieludzki: wiedząc, że adminka strony WOWiT jest dzisiaj w napięciu i oczekuje trudnej operacji córki, zaatakował ją rzekomym “orędziem”. W nim jego szef (nie możemy  przecież tego “orędzia” przypisywać Jezusowi, który nigdy nie mści się na nikim, a tym bardziej nie załatwia porachunków między ludźmi, uderzając niektórych z nich!) miał oświadczyć, że chorobę córki (trwającą już od wielu lat!) dopuścił na nią za jej wpisy na stronie WOWiT! Postępując w ten sposób, p. K.M. zmusił mnie do wyraźnego zajęcia stanowiska w sprawie jego tekstów. Oto ono:

Ponieważ w tekstach Cypriana Polaka znalazłem tak wiele nieścisłości, nielogiczności, gadatliwości niegodnej Pana Jezusa (On nie zajmuje się byle czym, np. ile i kiedy kto ma wypić kawy), a przy tym nie potwierdziło się żadne z zapowiadanych przez niego wydarzeń lub kar (np. rzucenie przez Putina bomby atomowej na Warszawę) – muszę uznać jego teksty za niepochodzące z Nieba. Jego rewelacje budzą zainteresowanie (np. Ziemia jako wklęsła cienka skorupa – my żyjemy po stronie wklęsłej, a piekło jest po stronie wypukłej, zaś Niebo Boga w samym środku, czy też okoliczności zamachu pod Smoleńskiem na Prezydenta), jednak nie posiadają znamion prawdziwości. Jeśli dodamy do tego brak dobrych owoców duchowych pod wpływem tej lektury – takie sygnały otrzymywałem – z konieczności muszę ostrzec czytelników przez ZWODZENIEM i zachęcić, by poświęcali czas na teksty, które ich duchowo ubogacą.
Ks. Adam Skwarczyński

Od redakcji WoWit:
My bronimy wiary, proponujemy Czytelnikom – jak piszą to sami w komentarzach – modlitwę, Nowenny Pompejańskie, Adorację Najświętszego Sakramentu, lekturę Pisma Świętego (nasza druga strona to: Ewangelia dla nas z codziennymi czytaniami z Mszy św. i życiorysami patronów dnia: kliknij) – zaś Cyprian Polak proponuje newage’owskie czakramy „Serca Pana Jezusa” orgonity, wszelką bioenergoterapię a do tego mściwość, złorzeczenia, przekleństwa (lub jak kto woli błogosławieństwa) „Jezusa” który używa słów „satanizm z jasnego nieba”). Wszyscy dobrze wiemy, że Niebo to Pan Bóg, Aniołowie i Święci a nie żaden satanizm!

 

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 55 Komentarzy

Św. Charbelu – módl się za nami! Adoracja z modlitwą o uzdrowienie

O wielki cudotwórco, święty Charbelu, którego najczystsze ciało wydaje niebiańską woń, przyjdź mi z pomocą i wstawiaj się za mną u Boga, aby udzielił mi łaski, której gorąco pragnę (wymienić łaskę, o którą prosimy), jeżeli jest na chwałę Boga i służy zbawieniu mojej duszy. Amen!

Jednym z najgłośniejszych było cudowne uzdrowienie Nouhad Al-Chami. W 1993 r. uległa ona częściowemu paraliżowi, stwierdzono u niej także niedrożność tętnicy szyjnej. Jedyną szansą dla cierpiącej była operacja, która jednak nie gwarantowała powodzenia. Nouhad modliła się do Matki Boskiej i św. Charbela. W nocy przyśnił jej się święty Charbel, który w towarzystwie drugiego zakonnika zoperował jej szyję i zapewnił, że jest już zdrowa. Rano Nouhad stwierdziła, że paraliż minął i może się już sprawnie poruszać a na szyi zobaczyła dwie duże blizny ze szwami, w których znajdowały się jeszcze nici chirurgiczne. Żaden lekarz nie był w stanie wytłumaczyć tego zdarzenia, które odbiło się głośnym echem w Libanie i za granicą. Od tej pory, zgodnie z poleceniem św. Charbela, każdego 22 dnia miesiąca na pamiątkę swego uzdrowienia Nouhad przybywa do sanktuarium w Annaya, by wraz z tłumami pielgrzymów modlić się i dziękować za cud.

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 25 Komentarzy

Ks. Adam Skwarczyński: Modlitwa w rodzinnym gronie

Ks. Adam Skwarczyński proponuje rodzinom poniższy tekst, jeszcze “zielony”, do wydrukowania i wypróbowania. Czeka na uwagi, uzupełnienia… Błogosławi rodzinom, które w tej modlitwie spróbują się teraz zjednoczyć.

UWAGA: ten tekst jest tylko do “wypróbowania”, jeszcze nie do rozpowszechniania!

MODLITWA W RODZINNYM GRONIE

    Zasady.
    Wielkie obietnice Pana Jezusa dotyczą tych, którzy modlą się wspólnie: „Zaprawdę powiadam wam: jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im Mój Ojciec, który jest w Niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię Moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 19-20). A więc mamy tu podwójną „gwarancję”: wysłuchania modlitwy, ale i czegoś większego: rzeczywistej obecności Pana Jezusa w tym miejscu! Jak wiele tracą więc domy i rodziny, w których nie ma wspólnej modlitwy. Są i takie małżeństwa, niby katolickie, które po odejściu od ołtarza w dniu ślubu nigdy potem nie modliły się wspólnie, więc jak Bóg może łączyć małżonków? Symboliczne złączenie ich rąk przed Bogiem stułą kapłana ma tylko wskazywać kierunek, nie może zastąpić ich codziennego łączenia się w modlitwie. Gdzie jej brak, szatan łatwo prowadzi do zerwania więzi sakramentalnej.
    Tu chodzi nam nie tylko o modlitwę małżonków, ale i całej rodziny. Gdzie jej brakowało – najwyższy czas ją wprowadzić, co pomoże rodzinom przetrwać najtrudniejsze lata końcowego zmagania się Nieba z piekłem na ziemi, która ma być oczyszczona i piękna. Pomoże także wypełnić przykazanie: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego swego serca…”. Oto ogólne zasady.
1. Rodziną Boga jesteśmy, więc mamy w tymże duchu, z otwartym sercem przychodzić do Niego: jak dzieci do Tatusia, jak rodzeństwo do Brata, jak przyjaciele do najlepszego Przyjaciela. Mamy przychodzić nie tylko po to, by coś otrzymać – może z egoizmu – lecz by dawać, dzielić się, sprawić Bogu radość swoją postawą, serdecznością, zaufaniem, a nawet… pieszczotą! Czy Tatuś Niebieski nie ucieszy się, gdy dziecko przytuli się do Niego, czy nawet wdrapie Mu się na kolana? Będzie się cieszył nawet wtedy, gdy przyjdzie brudne i umorusane, aby tylko przyszło! Ten brud to grzech, a Bóg może go z nas zmyć, gdy żałujemy i postanawiamy poprawę. Idźmy więc chętnie do spowiedzi gdy trzeba, gdyż modlitwa w grzechu ciężkim nikogo nie pociąga, lecz wprost przeciwnie: odpycha!

2. Wieczorna wspólna modlitwa w niektórych domach jest problemem, gdyż trudno wszystkich zwołać, stąd i czekanie, i zniecierpliwienie, a nawet zdenerwowanie. Aby tego uniknąć, warto uwzględnić co następuje:
a) wybieramy stałą godzinę (np. 21 – początek Apelu Jasnogórskiego) i jej przestrzegamy;
b) głowa rodziny oznajmia: ja o tej godzinie zawsze się modlę, a was zapraszam – dołączcie do mnie. Gdy z jakiegoś powodu nie przyjdziecie – wiem, że pomodlicie się sami. (Wtedy uszanowana zostanie wolność wszystkich, zwłaszcza w trudnym okresie dojrzewania).
c) Dobrze mieć jakiś sygnał umówiony: dzwonek, zwrotka pieśni lub rota Apelu itp. Po chwili osoba prowadząca modli się, nawet gdyby nikt nie przyszedł.
d) Rodzina umawia się, że będzie to na stałe godzina jej duchowej łączności – także z tymi, którzy chwilowo wyjeżdżają, a nawet na stałe opuszczają dom.

3. Dobrze jest wspólną modlitwę urozmaicić. Do najlepszych sposobów należy
a) związanie jej na stałe z tematami przypisanymi do dni tygodnia,
b) losowanie każdego dnia numeru zestawu modlitw.
Numery od 1 do 6 można wypisać na jednakowych przedmiotach: kostkach, kulkach, kartonikach, te zaś losować przed modlitwą z pudełeczka lub woreczka. Niedziela ma swój stały „program”, bez losowania.
    To jasne, że modlitwy (co do treści i długości) muszą być dostosowane do wieku uczestników. Gdy młodsze dzieci zaczynają ziewać i kręcić się, lepiej pobłogosławić je (np. znakiem krzyża na czole, podaniem krzyża do pocałowania) i pozwolić im odejść, niż zmuszać do nużącego pozostawania.

4. Nie może to być odmawianie czegoś „z marszu”, bez nawiązania kontaktu z Bogiem. Ten kontakt nie jest łatwy, jeśli nie staniemy przed Bogiem w prawdzie, czyli bez krótkiego rachunku sumienia i aktu pokuty. Tak więc przechodzimy do konkretnych, szczegółowych propozycji.

Pobierz PDF: Ks. Adam Skwarczyński: Modlitwa w rodzinnym gronie

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 187 Komentarzy

Modlitwa ks. Rafała Jarosiewicza i egzorcyzmy proste ks. Stanisława Małkowskiego na Marszu Niepodległości

Na scenie na błoniach Stadionu Narodowego, gdzie zakończono Marsz Niepodległości w Warszawie, nie zabrakło modlitw.

Ks. Rafał Jarosiewicz wraz z uczestnikami Marszu odmówił wspólnie następującą modlitwę:
Boże, który jesteś Miłością, dałeś swojego Syna na Zbawienie świata, uznaję przed Tobą mą słabość i ogłaszam Cię moim Jedynym Zbawicielem i Panem. Chcę zwyciężać miłością, przeciwstawiając się złu i nie chce dać się zwyciężyć złu, ponieważ miłość zwycięża. Duchu Święty, poprowadź naród polski, abyśmy mogli wzrastać w miłości. Amen 

Następnie głos zabrał ksiądz Stanisław Małkowski, działacz opozycji PRL i kapelan Solidarności, który powiedział: 
Odmówmy dwa proste egzorcyzmy. Złe duchy szukają dostępu do nas. Obroną jest Chrystus, Matka Najświętsza, Duch Święty. Wszyscy odmówili dwa egzorcyzmy proste: Potężna Niebios Królowo oraz Święty Michale Archaniele. 

Na koniec ks. Stanisław Małkowski pobłogosławił wszystkich uczestników marszu.

Nagranie od momentu poprowadzenia modlitwy
przez ks. Rafała Jarosiewicza i ks. Stanisława Małkowskiego

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 45 Komentarzy

11 listopada 2018 roku – 100. rocznica odzyskania przez Polskę niepodległości

11 listopada w ramach akcji „Niepodległa do hymnu!” Polacy o godz. 12 odśpiewali hymn Polski. W centralnym miejscu akcji – przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie – uczestniczył m.in. prezydent Polski Andrzej Duda wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą.

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 62 Komentarze

Najnowsze świadectwo uzdrowienia z Wąwolnicy

Jeździłam przez ten czas sama do Wąwolnicy, prosząc o pomoc Maryję, ale Ines nie mogła już ze mną jeździć. Pomyślałam, że musimy dać radę i przyjechać obie. Dodzwoniłam się do ks. Infułata Pęzioła, opowiedziałam o naszej sytuacji i poprosiłam o modlitwę i Mszę św. Usłyszałam „przyjeżdżajcie”. Wsiadłyśmy w samochód i ruszyłyśmy do Wąwolnicy. Był 3 lipca tego roku – mówi Małgosia

Kiedy Małgosia, mama Ines, dowiedziała się, że jest w ciąży, od razu zaproponowano jej aborcję, twierdząc, że dziecko, jeśli w ogóle się urodzi, będzie kaleką.

Opowieść Małgorzaty Grabowskiej zaczyna się od poważnych problemów. – Jakiś czas wcześniej uległam wypadkowi i miałam złamany kręgosłup. Wszystko bolało mnie tak bardzo, że dostawałam silne zastrzyki przeciwbólowe długo po tym, jak złamanie się zagoiło. Kiedy okazało się, że spodziewam się dziecka, pani doktor słysząc, jakie leki przyjmowałam do tej pory, powiedziała, że z tego dziecka nic nie będzie i zaproponowała aborcję. Nie zgodziłam się – mówi pani Małgorzata.

Widząc w Matce Bożej jedyny ratunek, każdego dnia wsiadała w autobus MPK i jechała do lubelskiej katedry do Matki Bożej, prosząc ją o zdrowie dla swego maleństwa. Przez dziewięć miesięcy nie opuściła żadnego dnia w swojej modlitwie.

– Kiedy poszłam rodzić, miałam bardzo mały brzuch. To było 33 lata temu i zupełnie inne czasy. Lekarz, który mnie przyjmował, w mojej obecności powiedział do pielęgniarek, że to dziecko, to pewnie będzie jakiś pokurcz. Tymczasem urodziłam piękną, zdrową córeczkę o bujnych czarnych włoskach, którą wszyscy się zachwycali. Wiem, że to łaska Matki Bożej – opowiada Małgosia.

Mijały lata, Ines rosła i choć losy jej rodziny były początkowo bardzo trudne, dziewczyna wyrosła na piękną i pełną radości kobietę.

– Nasza historia rodzinna jest skomplikowana, ale odkąd pamiętam, jeździłam z mamą do Matki Bożej w Wąwolnicy. Czasem zdarzało się, że w ciągu tygodnia wsiadałyśmy w samochód i jechałyśmy tam na Mszę. Zawsze dawało to nam spokój. Niestety, przez ostatnie lata zdarzało się to bardzo rzadko – mówi Ines. Wszystko z powodu problemów, jakie zaczęły się cztery lata temu. Ines nagle przestała spać.

– Początkowo było to dziwne doświadczenie. Dom usypiał, cichło miasto tak, że nawet samochody przestawały jeździć, a sen nie nadchodził. Chodziłam więc po domu, próbowałam zająć się jakimiś sprawami, by zabić czas. Gdy rano dzwonił budzik u mamy w pokoju, ja wciąż nie spałam – opowiada Ines.

Po kilku nieprzespanych nocach zgłosiła się do lekarza. Zaczęły się leki nasenne, ale nic nie działało.

– Czasem udawało mi się zasnąć na 15 minut. Jak spałam w ciągu doby pół godziny, to był sukces. Wylądowałam w szpitalu neuropsychiatrycznym, ale bez rezultatów. Silniejszych leków nasennych niż te, które dostawałam, nie było – mówi dziewczyna.

Brak snu sprawiał, że nie była w stanie funkcjonować.

– Bałam się wychodzić na ulicę, bo ze zmęczenia nie widziałam np. czy jedzie samochód. Nie mogłam chodzić do pracy, więc mnie zwolnili. Z czasem wycieńczony organizm zareagował paraliżem. Przeraźliwy ból pleców uniemożliwiał mi chodzenie. Po badaniach lekarze powiedzieli, że w moim kręgosłupie nastąpiły takie zmiany, że już na zawsze będę kaleką – opowiada Ines.

Brak snu oraz dokuczliwe bóle sprawiły, że Ines przestała wychodzić z domu.

– Z łóżka wstawałam na czworaka, by dostać się do łazienki. O kulach, krok po kroku, mogłam przejść z pokoju do kuchni. Z pełnej życia dziewczyny, która zawsze była w biegu, stałam się więźniem w domu, a ból jaki mi towarzyszył przy każdym kroku sprawiał, że nie chciałam się ruszać – mówi dziewczyna. Po czterech latach bez snu, ciągłych wizyt u lekarzy, brania silnych leków, Ines była na skraju wyczerpania. Wówczas jej mama zarządziła, że skoro ludzie nie mogą już nic pomóc, trzeba szukać ratunku u Matki Bożej.

– Jeździłam przez ten czas sama do Wąwolnicy, prosząc o pomoc Maryję, ale Ines nie mogła już ze mną jeździć. Pomyślałam, że musimy dać radę i przyjechać obie. Dodzwoniłam się do ks. Infułata Pęzioła, opowiedziałam o naszej sytuacji i poprosiłam o modlitwę i Mszę św. Usłyszałam „przyjeżdżajcie”. Wsiadłyśmy w samochód i ruszyłyśmy do Wąwolnicy. Był 3 lipca tego roku – mówi Małgosia.

Ines o kulach i podtrzymywana przeze mamę weszła do kaplicy Matki Bożej Kębelskiej. Tam ks. Pęzioł pomodlił się nad nią, została odprawiona Msza św. i kobiety prosiły Maryję o pomoc.

– W kaplicy spłynął na mnie wielki spokój. Miałam wrażenie, że mniej mnie boli, tak, że do samochodu doszłam o kulach sama, bez pomocy mamy. Jechałyśmy do Lublina w milczeniu, ale pełne radości. W domu, zaraz po przyjeździe, około godz. 17.00 poczułam, że chce mi się spać. To było uczucie, jakiego od czterech lat nie znałam. Położyłam się i zasnęłam. Obudziłam się następnego dnia o 9 rano i wstałam z łóżka. Wówczas dotarło do mnie, że wstałam o własnych siłach. Zrobiłam kilka kroków bez kul i nic mnie nie bolało. Zaczęłam chodzić po domu i śmiać się z całego serca. Wiedziałam, że Matka Boża mi pomogła – mówi Ines.

Od tamtego dnia Ines śpi normalnie, paraliż zniknął, nie ma bólu. Świadectwo o swoim uzdrowieniu złożyła w księdze łask w Wąwolnicy. Opowiadając o tym co się wydarzyło, zdała sobie sprawę, że cud miał miejsce 3 lipca – czyli w dzień odpustu Matki Bożej Płaczącej w lubelskiej katedrze, przed którą mama Ines wyprosiła dla niej zdrowe narodzenie.
Źródło: Gość Niedzielny

Opublikowano Cuda, Wydarzenia | Otagowano , , , | 40 Komentarzy

Ks. Adam Skwarczyński: JEŚLI NIE „BÓG, HONOR, OJCZYZNA” – TO CO W ZAMIAN?!

ks. Adam Skwarczyński, 8 listopada 2018 r.

JEŚLI NIE „BÓG, HONOR, OJCZYZNA” – TO CO W ZAMIAN?!
Refleksje wokół Marszu Niepodległości 2018.

       Pewne osoby, wahając się co do swojego udziału w Marszu Niepodległości, nieświadomie zdjęły ze swojej twarzy maskę, ku zdumieniu i zaskoczeniu wielu. Niezależnie od motywów, jakimi się kierowały – czy to z lęku przed krytyką wypisaną na transparentach, czy przed hasłami o charakterze narodowym, z którymi się nie solidaryzują – swoją reakcją dały nam dużo do myślenia. A więc… pomyślmy! Spróbujmy wyciągnąć na światło dzienne zderzenie tej maski (tego, co oficjalnie głoszą) – oznaczmy ją literą M – z tym, co pod nią się kryje, oznaczonym literą F (bo chodzi o fakty).

M: Bóg, udział oficjeli w uroczystościach religijnych, krzyż w Sejmie, religia w szkołach.
F: Loże masońskie z szefami w Warszawie i z ukrytym kultem szatana; publiczne łamanie Bożych Przykazań w oparciu o polskie prawo (zwłaszcza nie zabijaj, pamiętaj abyś dzień święty święcił, nie cudzołóż – chodzi o bezkarny zalew prostytucji); „tęczowy piątek” czyli nalot sodomitów na szkoły, ich parady w miastach; na największą skalę uderzenie w Kościół, duchowieństwo, moralność i kulturę katolicką („Kler”, „Klątwa”, występki „Nergala”, zalew porno w telewizji i w filmach dostępnych przez internet i smartfony, w niby-polskich filmach i programach język wulgarny, chamski, wyśmiewanie się z osób związanych z Kościołem, w radio muzyka zespołów satanistycznych, oddanie prawie całej prasy i telewizji w ręce wroga Polski i katolicyzmu, sex shopy). Bardzo wygodne jest dla Rządu ciche przyzwalanie na to wszystko, a przy tym chowanie się za plecami samorządów lokalnych oraz sądów. Wymieńmy tu jeszcze prowadzanie młodzieży na filmy i sztuki obce naszej tradycji i moralności, oddanie teatrów dyrektorom niegodnym i wrogom Polski i Kościoła, a w miastach coraz więcej ukrytych meczetów z kultem Mahometa.
M: Honor Polaka.
F: Zgoda władz na szkalowanie Polski za granicą; wycofywanie się ze słusznych uchwał i posunięć tylko dlatego, że ktoś z zagranicy pogroził palcem; zgoda na faktyczne (już zaklepane w USA w sferze materialnej) uznanie Polski za winną holocaustu i pobawienia Żydów ich majątków; brak dostatecznej troski o Rodaków na dawnych kresach wschodnich, żyjących w biedzie i tęskniących za Macierzą, a szerokie otwarcie granicy dla obcokrajowców i hojność wobec nich o wiele większa, niż wobec swoich; codzienne przyjmowanie na stałe osiedlenie dużej liczby Żydów; podtrzymywanie bezpodstawnych oskarżeń o atakach Polaków na Żydów z pomijaniem oczywistych faktów; obsadzanie Żydami (pod polskimi nazwiskami) kluczowych stanowisk, co nie zmieniło się od 1945 roku.
M: Ojczyzna.
F: Propaganda sukcesów w sferze materialnej dla przykrycia posunięć, które Polskę wyniszczają, osłabiają, wyludniają, wystawiają na pośmiewisko. Oto niektóre z nich. Oburzające lekceważenie tak licznych głosów obywateli w najpoważniejszych kwestiach. Dwulicowość w kontaktach członków Rządu z zagranicą – treść rozmów jest skrzętnie ukrywana. Ciche dążenie do zalania Polski obcokrajowcami o obcej nam kulturze („korytarz humanitarny”), co jest wypróbowanym na Zachodzie sposobem na zlikwidowanie rękami obcych i Kościoła, i osób niewygodnych. Lekceważenie, a nawet po cichu zwalczanie ruchu narodowego. Pozorna walka z narkomanią, a w rzeczywistości podtrzymywanie jej; podobnie rzecz ma się z alkoholizmem: podtrzymywanie go przez zgodę na reklamy alkoholu, absurdalne zagęszczanie sieci sklepów, narzucenie browarom obowiązku zaprawiania piwa spirytusem. Dopuszczenie (jawne, a o ukrytym mało wiemy) trującej żywności oraz nasion i zbóż genetycznie modyfikowanych, jak też zabronionych za granicą trucizn chwastobójczych i owadobójczych (a przy tym podtrzymywanie mitu o „zdrowej polskiej żywności”). Zawalanie Polski karmą dla zwierząt, opartą na zagranicznych trujących komponentach. Dopuszczenie do powszechnego użytku (już od niemowlęctwa) i reklamowanie rafinowanego kwasem siarkowym, wapnem i kwasem węglowym cukru, chociaż jest on straszliwą trucizną, a przy tym uzależniającą niczego nieświadomych użytkowników. Opryskiwanie Kraju z samolotów trującymi chemikaliami i drwiny z alarmów, podnoszonych w tej kwestii przez ludzi świadomych zagrożenia. Chodzi o podtrzymywanie bajki o „znaczącym wpływie człowieka na ocieplenie klimatu” i stąd konieczności zasłonięcia nieba sztucznymi chmurami (mniej rozgarniętym wmawia się bezpodstawne zaniepokojenie „smugami kondensacyjnymi” z samolotów). Bajka o „zbyt wysokim poziomie emisji dwutlenku węgla”, która pozwala międzynarodówce masońskiej na łatwe niszczenie gospodarki krajów. Szerzenie mitu o coraz skuteczniejszej walce z rakiem, podczas gdy jest na odwrót: narzuca się lekarzom tendencję do wyszukiwania raka w każdym pryszczu czy guzku, a potem do szybkiego wdrażania „procedur”, polegających na pozbawieniu organizmu samoobrony i na zastąpieniu jej truciznami. Następnie przychodzi zabójcze naświetlanie radem, który uśmiercił wynalazczynię Marię Skłodowską-Curie, ale dla niewtajemniczonych nazwano je ironicznie „radioterapią”, chociaż z radiem nie ma nic wspólnego. Takie „leczenie” wytrzymuje zaledwie kilku pacjentów na stu, dożywając swoich lat, więc jest to ukryta eutanazja, cicha i skuteczna. Po niej mamy liczyć na hordy obcokrajowców, które będą mogły zwiększyć zaludnienie Kraju.

       Co by było, gdyby niektóre z poruszonych tu problemów wypisać na transparentach i wynieść 11 listopada na ulice? Nic dziwnego, że ludzie, którzy nie mogą mieć czystego sumienia, wolą podobnych haseł nie czytać. Czy jednak nie myślą o tym, że Bóg rzeczywiście istnieje i o takie rządy ich zapyta? Że honor Polaka to święta sprawa, a nie szmata do pucowania butów wrogowi? Że Ojczyzna jest darem Boga, a polska ziemia ma służyć nie hordom duchów, zniewalających i porywających ludzi do piekła, lecz pielgrzymom do Wiecznej Ojczyzny? Najwyższa pora, by o tym pomyśleli, bo chociaż nas, ludzi, lekceważą, wkrótce Bóg ich o to wszystko zapyta.

       O moja biedna Ojczyzno, z dopustu Bożego wciąż jeszcze ukrzyżowana! Gdy nie masz zbyt wielu dobrych ludzi, na których mogłabyś się oprzeć, zaufaj swemu Bogu! Zaufaj orędownictwu swojej Królowej oraz wszystkich świętych Rodaków, którzy w Niebie Jej tron otaczają. Mimo wszystko nadejdzie dzień Twojego zmartwychwstania i szczęścia, dzień Twojej Prawdziwej Niepodległości, a wtedy rozkwitnij czerwienią i bielą swoich sztandarów! I hymn swój narodowy zaśpiewaj: „Bogurodzicę”, bo już wtedy szablą nie będzie trzeba Ciebie bronić, a tym bardziej komuś odbierać. Niech Cię Bóg błogosławi.

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 48 Komentarzy

M. Bodasiński i L. Dokowicz: Oświadczenie w sprawie zmian, jakie zaszły na Cudzie Eucharystycznym w Sokółce

08.11.2018 r.

Oświadczenie w sprawie zmian, jakie zaszły na Cudzie Eucharystycznym w Sokółce.

W trakcie realizacji zdjęć do filmu “Ja Jestem” o żywej obecności Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie, wykonaliśmy serię zdjęć Cudu Eucharystycznego w Sokółce, miało to miejsce dokładnie pierwszego października 2011. Zdjęcie przedstawia żywą tkankę, fragment mięśnia sercowego w agonii. Przez trzy lata, od czasu, gdy cud miał miejsce (rok 2008), tkanka nie wyschła i trwała w niezmienionej formie i kształcie.

14 kwietnia 2018 roku została zrobiona kolejna seria zdjęć, która ukazuje głębokie zmiany w kolorze i strukturze tkanki. Przy tej okazji uzyskaliśmy informację, że Cud wyprowadzony na zewnątrz kościoła w procesji, w upalny i słoneczny dzień wyblakł i nie wygląda już tak samo, jak wcześniej. Poniżej prezentujemy oba zdjęcia.

Maciej Bodasiński
Lech Dokowicz
Studio Filmowe Mikael

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 68 Komentarzy