Św. Ludwik Maria de Montfort odpowiada kiedy nastąpi kres czasów ostatecznych. Stop fałszywym prorokom i datom

Kiedy i jak to się stanie?… Jedynemu Bogu to jest wiadome. My zaś milczmy, módlmy się, prośmy, wyczekujmy: Czekając oczekiwałem Pana (Ps 39(40),2 Wlg)

Apostołowie Czasów Ostatecznych (…) w ustach będą mieli obosieczny miecz słowa Bożego (Hbr 4,12; Ef 6,17); na ramionach nieść będą zakrwawiony proporzec Krzyża, w prawej ręce krucyfiks, różaniec w lewej, święte imiona Jezusa i Maryi na sercu, a skromność i umartwienie Jezusa Chrystusa zajaśnieje w całym ich postępowaniu.

Nie czytajmy fałszywych proroków, nie zgadujmy i nie gdybajmy. Posłuchajmy kolejnego Świętego, który mówi, iż Bóg sam zna czas i miejsce.

Apostołowie czasów ostatecznych

Lecz kimże będą owi słudzy, niewolnicy i dzieci Maryi? Będą to kapłani Pańscy, co jak ogień gorejący będą rozpalać wszędzie żar miłości Bożej.

Będą jako strzały w ręku mocarnej Maryi (zob. Ps 127,4), by przebić Jej nieprzyjaciół. Będą jako synowie pokolenia Lewi, którzy dobrze oczyszczeni ogniem wielkich utrapień, a ściśle zjednoczeni z Bogiem, będą nosić złoto miłości w sercu, kadzidło modlitwy w duszy i mirrę umartwienia w ciele.

Dla biednych i maluczkich będą oni wszędzie dobrą wonią Chrystusową; dla „wielkich” zaś tego świata, dla bogaczy i pysznych, będą wonią śmierci (por. 2 Kor 2,14-16).

Będą jak chmury gromonośne, które za najmniejszym powiewem Ducha Świętego polecą w dal, by rozsiewać słowo Boże i nieść życie wieczne, nie przywiązując się do niczego, nie dziwiąc się niczemu, nie smucąc się niczym. Grzmieć będą przeciw grzechowi, huczeć przeciwko światu, uderzą na diabła i jego wspólników i przeszyją obosiecznym mieczem słowa Bożego (Ef 6,17) na życie lub śmierć wszystkich, do których Najwyższy ich pośle.

Będą to prawdziwi apostołowie czasów ostatecznych, którym Pan Zastępów da słowo, moc działania cudów i odnoszenia świetnych zwycięstw nad Jego nieprzyjaciółmi.

Będą spoczywać bez złota i srebra, a co ważniejsze, bez troski „pośród innych kapłanów i duchownych” – „inter medios cleros”, a jednak będą mieli srebrzące się skrzydła gołębicy (Ps 68,14), by z czystą intencją chwały Bożej i zbawienia dusz udawać się wszędzie, dokąd Duch Święty zawoła. A wszędzie, gdzie głosić będą słowo Boże, pozostawią po sobie tylko złoto miłości, będącej doskonałym wypełnieniem Prawa (Rz 13,10).

Wiemy wreszcie, że będą to prawdziwi uczniowie Jezusa Chrystusa, idący śladami Jego ubóstwa, pokory, wzgardy dla świata, miłości bliźniego. Będą nauczali jak iść wąską drogą do Boga w świetle czystej prawdy, tj. według Ewangelii, a nie według zasad świata, bez względu na osobę, nie oszczędzając nikogo, bez obawy przed kimkolwiek ze śmiertelnych, choćby najpotężniejszym. W ustach będą mieli obosieczny miecz słowa Bożego (Hbr 4,12; Ef 6,17); na ramionach nieść będą zakrwawiony proporzec Krzyża, w prawej ręce krucyfiks, różaniec w lewej, święte imiona Jezusa i Maryi na sercu, a skromność i umartwienie Jezusa Chrystusa zajaśnieje w całym ich postępowaniu.

Takimi oto będą owi wielcy mężowie, którzy się pojawią, a których Maryja ukształtuje i wyposaży na rozkaz Najwyższego, by Królestwo Jego rozprzestrzeniali nad krainą bezbożnych, bałwochwalców i mahometan. Kiedy i jak to się stanie?… Jedynemu Bogu to jest wiadome. My zaś milczmy, módlmy się, prośmy, wyczekujmy: Czekając oczekiwałem Pana (Ps 39(40),2 Wlg)

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 15 komentarzy

Pan Jezus do stygmatyczki Natuzzy Evolo: Nie nadużywajcie mojego miłosierdzia

Natuzza Evolo nigdy z własnej inicjatywy nie nawiązywała kontaktu ze zmarłymi. To sam Pan Bóg decydował, kiedy i jacy zmarli mogli się z nią spotykać i przekazywać przez nią orędzia.

W domu Natuzzy gromadzili się ludzie, aby się modlić na różańcu i odmawiać inne modlitwy, a po ich zakończeniu rozmawiano na różne tematy religijne. Natuzza była uśmiechnięta, zrównoważona i promieniowała radością i pokojem. W pewnym momencie, którego nikt nie mógł przewidzieć, a więc najczęściej podczas różańca lub rozmowy, Natuzza wpadała w ekstazę, podczas której ujawniały się dusze zmarłych, mówiące do zebranych. Każda z dusz przemawiała swoim głosem, a więc były to głosy kobiet, mężczyzn, starych, młodych oraz dzieci. Ekstaza taka trwała od 15 do 30 minut.

Poprzez Natuzzę zmarli przekazali nam, żyjącym na ziemi, następujące orędzie: „Wiedzcie, że tu, gdzie jesteśmy, jest wieczność, a wy na ziemi macie do niej dojrzewać i się do niej przygotowywać. Ze szczerym żalem proście Miłosiernego Boga o przebaczenie wszystkich śmiertelnych grzechów, które popełniliście w pełni świadomie i dobrowolnie. Jeżeli tego nie uczynicie, pójdziecie do piekła. Proście także o przebaczenie grzechów popełnionych w dobrej wierze oraz wszystkich grzechów powszednich. Dlaczego opuszczacie i lekceważycie niedzielną Mszę św.? Może dlatego, że nie chcecie dać satysfakcji księżom? Kiedy odprawiają Mszę św., oni reprezentują Jezusa Chrystusa i nie powinno was interesować to, że mają jakieś słabości i wady. Uczestniczcie w każdą niedzielę we Mszy św., przestrzegajcie prawa Bożego, idźcie prostą drogą. Jezus jest bardzo smutny, dlatego że tak dużo w świecie jest grzechów. Módlcie się, módlcie się, bo inaczej zło w świecie, które jest skutkiem grzechów, nie będzie przezwyciężone”.
Natomiast dusze potępione w piekle tak się żaliły: „O, gdybyśmy mogli wrócić na ziemię! Chcielibyśmy ponieść każde cierpienie, bylebyśmy mogli się zbawić. Jak bardzo bylibyśmy zadowoleni, gdybyśmy mogli pozostać tutaj, w tym strasznym cierpieniu, przez tyle lat, ile jest ziarenek piasku morskiego! Jesteśmy w tym wiecznym ogniu dlatego, że wielu z nas zanegowało istnienie Boga, lub dlatego, że świadomie odrzuciliśmy Jego nieskończone miłosierdzie i nie prosiliśmy o przebaczenie naszych grzechów”.

Zachowało się wiele sprawozdań ze spotkań Natuzzy ze zmarłymi. A oto jedno z nich, z 5 października 1947 r.: „W domu Natuzzy tego wieczoru był dr Nicola Valente ze swoją żoną, bratem, szwagrem i innymi ludźmi. Po rozmowie towarzyskiej odmówiliśmy różaniec. O godz. 20.15 Natuzza oparła swoją głowę o ramię. Poruszała wolno wargami, ale nie było słychać żadnego głosu; cała się usztywniła. W pewnej chwili usłyszeliśmy dziecięcy głos: »Przepraszam! Dlaczego się boicie? Jest nas tutaj dwóch i nic złego wam nie zrobimy«. Przybysze powiedzieli, że są zmarłymi dziećmi dra Valente, i potem długo rozmawiali ze swoimi rodzicami. Ich słowa wzruszyły słuchających do łez. »Chcielibyśmy dać kilka rad naszym rodzicom, lecz dzisiaj nie możemy, za dużo jest tutaj ludzi. Kochana Mamo, widzimy cię bardzo nerwową i także tato nie jest pogodny, bądźcie spokojni i cierpliwi«.
Zaraz potem słychać było inny głos, ponury, ochrypły i dyszący: »Jestem Raffaele Barbuto z Porto Salvo«. Nikt z zebranych go nie znał. Głos mówił dalej: »Jestem skazany na wieczny piekielny ogień, dlatego że zniszczyłem jedną dziewczynę… Strzeżcie się przed popełnianiem grzechów nieczystości, nie gorszcie innych, szanujcie kobiety«.
Później mówił Galati Gaspare, kuzyn jednej pani z  Vibo Valentia. Pomyślałam, że jest to brat pani Galati z Mileto. Wtedy usłyszeliśmy: »Nie, jestem jej kuzynem. Cierpię w ogniu czyśćcowym, dlatego że w czasie ziemskiego życia myślałem tylko o tym, jak się zabawić, ale przed śmiercią żałowałem i byłem u spowiedzi. Módlcie się za mnie, bardzo potrzebuję modlitwy i wstawiania się za mną«.
Usłyszeliśmy potem przerażający głos dziewczyny: »Z powodu kalumnii jestem potępiona na wieki, bez żadnej nadziei i ulgi. Nic nie możecie mi pomóc. Pomyślcie o swojej wieczności, póki jeszcze macie czas. Uwiodłam kapłana, wiele razy popełniałam ten sam straszny grzech. Nie chciałam się nawrócić i znienawidzić grzechu nieczystości. Teraz jestem zatracona na zawsze. Zaraz po śmierci Jezus powiedział mi: Katarzyno, niebo nie jest dla ciebie. Na koniec krzyknęła: »moje życie, moje cierpienie, mamma mia…«. Nikt z obecnych nie widział, kim jest ta dziewczyna.
Inna kobieta z czyśćca, w doskonałym dialekcie z Palmi, powiedziała, że nazywa się Rosina Tripoli i że odpokutowuje swoje grzechy, klęcząc przed obrazem Matki Bożej w swoim domu. Chwilę potem usłyszeliśmy dziecko, które przedstawiło się, że jest siostrą dra Valente, który był z nami obecny. Dziewczynka zmarła w wieku dwóch lat. Mówiła: »Jestem w niebie i modlę się za wszystkich. Módlcie się gorąco za naszego ojca; bardzo potrzebuje modlitwy w tym momencie…«”.
Pewnego dnia zebrani w domu Natuzzy usłyszeli głos zmarłego dziecka, które mówiło: „Niektórzy myślą, że jest to tylko przekaz myśli; tutaj nie jest to jakiś przekaz, ale to my sami bezpośrednio do was mówimy, posługując się tą dziewczyną (Natuzzą) za pozwoleniem Boga. Możecie mówić, bez obawy pomyłki, że słyszycie nas spoza grobu, jakby przez radio. Wszystko to dzieje się z woli Jezusa, który teraz jest z nami”.
Innym razem jeden ze zmarłych tak mówił: „Wszyscy, którzy teraz słuchacie, wiedzcie, że to, co tutaj się dzieje, jest za zgodą Boga. Dziewczyna (Natuzza) jest tylko narzędziem, którym Bóg się posługuje, aby wezwać was do zachowywania Jego przykazań: przykazania miłości, miłosierdzia i ofiary. Jest to bezpośrednie »radio« z zaświatów. Wiedzcie, że w życiu po śmierci dla każdego człowieka rzeczywiście istnieje kara za grzechy i nagroda za dobre postępowanie”.
Cierpiący w czyśćcu pokazywali się Natuzzy w ciele, w którym się znajdowali przed śmiercią, ale ubrani w strój, który najbardziej lubili. Natomiast dzieci pokazywały się, jakby były w wieku siedmiu lat, a młodzież do 33 lat. Pan Bóg wybrał tę formę, aby zmarli mogli być rozpoznani przez swoich najbliższych. Początkowo Natuzza nie mogła rozeznać, czy to są żywi czy zmarli, dopiero przez dotyk się orientowała, że to są dusze zmarłych, którzy cierpią w czyśćcu. Łatwo rozpoznawała dusze przychodzące z nieba, gdyż były one ubrane w białe szaty oraz promieniowały szczególnym światłem miłości i szczęścia. Nie widziała natomiast ludzi potępionych; słyszała tylko to, co Bóg kazał im powiedzieć.
Podczas ekstazy Natuzza opierała głowę na ramieniu, jakby spała. Jej wargi nie poruszały się, a jednak słowa płynnie wychodziły z jej ust. Nie było słuchać jej głosu, mówili jedynie zmarli – nie tylko po włosku, ale również w innych językach: po francusku, hiszpańsku, niemiecku, turecku. Słychać było, jak mówili jeden po drugim lub wszyscy razem. Były to głosy dzieci, kobiet, mężczyzn, ludzi starszych, księży, biskupów, papieży, filozofów i wieśniaków. Wszyscy prosili o modlitewną pomoc, aby ulżyć im w cierpieniach; wzywali także do nawrócenia i wytrwałości na drodze do doskonałości.
Święty Tomasz z Akwinu pisał w Sumie teologicznej, że dusze czyśćcowe ukazują się po to, aby prosić żyjących na ziemi o modlitwę, tak aby mogły się jak najszybciej oczyścić z konsekwencji swoich grzechów i pójść do nieba. Objawiają się także, aby pocieszać członków swojej rodziny oraz swoich przyjaciół, by dodać im otuchy i odwagi w kroczeniu drogą wiary. Natomiast dusze potępione objawiają się na wyraźne polecenie Boga, gdyż przez ich świadectwo niewyobrażalnego cierpienia w piekle Pan Bóg pragnie wzbudzić zbawczy lęk zatwardziałych grzeszników oraz wstrząsnąć ich sumieniami, żeby się opamiętali i nawrócili.
Podczas ziemskiego życia nie jesteśmy w stanie zrozumieć tego, jak bardzo cierpią dusze w czyśćcu. Święty Tomasz pisze: „Najmniejsze cierpienie w czyśćcu jest jak największy i najgwałtowniejszy ból na ziemi”. Dusze czyśćcowe kochają Boga gorącą miłością, akceptują cierpienie jako jedyną drogę dojrzewania do nieba. W tym doświadczeniu cierpienia umacniają i pocieszają ich Matka Boża, aniołowie oraz święci.
Modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące jest wielkim aktem miłosierdzia: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Miłosierdzie okazywane ludziom cierpiącym w czyśćcu jest bardziej cenione przez Boga od miłosierdzia okazywanego żyjącym na ziemi. Msza św. jest największym darem, jaki możemy ofiarować duszom czyśćcowym, a kiedy się modlimy za zmarłych, otrzymujemy od Boga wyjątkowe łaski. Wielką pomocą dla zmarłych jest ofiarowana w ich intencji jałmużna.
O tym, czy zmarli mogą się z nami kontaktować, decyduje tylko sam Pan Bóg, a nigdy człowiek. Z tego powodu Kościół katolicki zabrania wiernym kontaktowania się ze zmarłymi za pomocą jakiegokolwiek medium, dlatego że wtedy następuje otwarcie się na zwodnicze działanie duchów nieczystych, które podszywają się pod dusze zmarłych. Uczestnicy takich spirytystycznych spotkań ciężko grzeszą przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu i doznają niepowetowanych szkód duchowych. Podczas takich seansów ich uczestnicy są poddawani działaniu złych mocy i często dochodzi do przypadków opętania.
Adwokat Silvio Colloca opowiada, że w 1944 r. był świadkiem tego, jak Natuzza zapadła w ekstazę. Po pewnym czasie usłyszał dziecięcy głos: „Jestem twoim wujkiem Silvio”. Rzeczywiście, ośmioletni Silvio, brat ojca adwokata, zmarł w 1874 r. Nawiązała się między nimi rozmowa. Adwokat zapytał go (zmarłego wujka) o swoją siostrę Stellę oraz o jej męża, którzy mieszkali na północy Włoch i o których podczas wojny zaginął wszelki słuch. Zmarły chłopiec – wujek powiedział Colloce, aby nie martwił się o nich, ponieważ oboje mieszkają w Tarvisio i mają się dobrze. Po skończonej wojnie Silvio przekonał się, że jest to prawda.
Podczas tej samej ekstazy szwagier Silvia chciał potrząsnąć Natuzzą, aby ją obudzić. Usłyszeli wtedy głos zmarłego chłopca: „Nic to nie pomoże. Choćbyś ją wyrzucił przez okno, i tak się nie obudzi”. Na koniec przybysz z czyśca tak się pożegnał z adwokatem: „Już muszę iść, gdyż pozwolenie się skończyło. Przyjmij Komunię św. w mojej intencji”.
Adwokat nie ochłonął jeszcze ze zdumienia, gdy usłyszał inny, zachrypnięty głos dorosłego człowieka. Rozpoznał, że jest to jego krewny, który należał do masonerii i przed śmiercią wzgardził sakramentami. Tak mówił on do adwokata: „Cierpię, nie ma dla mnie żadnej nadziei, jestem potępiony w ogniu wiecznym. Nieustannie przeżywam straszne męczarnie”. Na wszystkich słuchających słowa te wywarły przerażające wrażenie.
Pan Jezus w różnoraki sposób pragnie dotrzeć do naszych serc, abyśmy otworzyli je i pozwolili się zanurzyć w oceanie Jego nieskończonego miłosierdzia. Tylko w ten sposób możemy na nowo się narodzić (por. J 3, 3).
Poprzez nadzwyczajny charyzmat Natuzzy dusze zmarłych dawały świadectwo o życiu po śmierci tylko w tym celu, aby ludzie się nawracali i podejmowali trud życia według Ewangelii w posłuszeństwie Jezusowi, który żyje, naucza i działa w Kościele katolickim.
Tak mówiła Matka Boża do Natuzzy podczas swego objawienia 1 kwietnia 1982 r.: „Jezus jest smutny, gdyż cały świat ponawia Jego ukrzyżowanie; ludzie myślą tylko o sprawach ziemskich, zaniedbując życie duchowe, a więc swoje dusze. Nie zdają sobie sprawy z tego, że życie ziemskie jest krótkie. Mogą zdobyć cały świat, ale gdy nie są z Jezusem, zatracają swoją duszę. Jezus jest dobry i pełen miłosierdzia, ale ostrzega: »nie nadużywajcie mojego miłosierdzia«”.
ks. Mieczysław Piotrowski TChr Miłujcie się

Opublikowano Orędzia, Pomoc duchowa | Otagowano , | 29 komentarzy

Pan Jezus do Alicji: wszelka żałość, nieżyczliwość, niecierpliwe i ostre odnoszenie się do bliźnich pochodzi od złego ducha

❤ Alicja Lenczewska „POUCZENIA” czw. 27.06.1991, godz. 21.05

† Dziecko Moje, pamiętaj o tym, że wszelka żałość, nieżyczliwość, niecierpliwe i ostre odnoszenie się do bliźnich pochodzi od złego ducha. Wszelkie rozdrażnienie i niepokój także. Strzeż się tego, bo to znaka, że uległaś wpływom kusiciela i zniewolona jest dusza twoja. Uciekaj wtedy w ramiona Matki i wzywaj Miłosierdzia Mego.

Żyjesz w świecie i tu ciągle narażona jesteś na wpływ szatana, który cię śledzi i usiłuje wedrzeć się do duszy twojej. Twoje bezpieczeństwo jest we Mnie. I jest ono doskonałe, jeśli ufnie oddajesz się Mojej prowadzącej cię Miłości. Uległa bądź wobec woli Mojej. Każdy odruch buntu i samodzielności to także tchnienie piekła, które cię dosięgło, bo to znak, że Mi nie ufasz. Że bardziej pokładasz nadzieję w sobie niż we Mnie.

Maryja jest nie tylko twoim Wzorem. Ona jest przy tobie, by pomagać ci stawać się coraz bardziej otwartą na Moje prowadzenie i przemianę serca twego.

Zdjęcie pochodzi z projektu „VICONA”

 

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , , , , , , | 15 komentarzy

Ks. Piotr Glas – Modlitwa o uzdrowienie i uwolnienie

Modlitwa o uzdrowienie i uwolnienie, prowadzona przez ks. Piotra Glasa podczas Forum Charyzmatycznego „Maryja Gwiazda Ewangelizacji” w Szczecinie, 20 maja 2017 roku.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , | 9 komentarzy

W Dniu Matki podejmijmy Duchową Adopcję Ofiar aborcji – pomóżmy im w nawróceniu i zbawieniu

Duchowa adopcja Ofiar aborcji powstała w odpowiedzi na ogrom cierpienia jaki jest wynikiem dramatu aborcji. Jest to forma wsparcia duchowego dla osób zranionych grzechem aborcji jak również poprzez modlitwę wprowadzenia w czyn miłosierdzia dla tych, którzy potępiają człowieka a nie grzech. Niestety ofiara aborcji jest jedynie identyfikowana z zabitym dzieckiem a pozostałe osoby, które bezpośrednio lub pośrednio brały udział w tej tragedii są pozostawione same sobie. Samotność, która im towarzyszy, potęguję ból.

NA CZYM POLEGA DUCHOWA ADOPCJA OFIAR ABORCJI?

Jest to codzienna modlitwa różańcowa w intencji jednej ofiary aborcji znanej tylko Bogu przez 12 miesięcy jedną tajemnicą różańca. Celem jest objęcie wszystkich ofiar aborcji modlitwą i aby nikt nie pozostał samotny. Ofiara cierpienia w intencji drugiego człowieka jest niezastąpiona.

Kroki wiodące ku uwolnieniu z ciężaru winy po grzechu aborcji – dla kobiet

  1. Módl się do Ducha Świętego, byś mógł zobaczyć swój grzech i jego konsekwencje w Bożym świetle.
  2. Proś Boga o przebaczenie.
  3. Przebacz tym, którzy cię zranili.
    Przebaczenie jest aktem woli i zależy wyłącznie od twojej decyzji. Negatywne uczucia w stosunku do osób, które cię zraniły w przeszłości – nie są przeszkodą w podjęciu takiej decyzji. Przebaczenie uruchamia proces uzdrawiania, a ten zwykle wymaga czasu. Jest to czas błogosławiony, poprzez który Bóg pragnie wejść w głębszą relację z tobą, nauczyć cię zażyłości, rozpoznawania Jego znaków oraz kroczenia ku wolności przygotowaną przez Niego drogą.
  4. Nie obwiniaj Boga za swój grzech. Bóg pragnie wyłącznie dobra człowieka. Udowodnił Swoją miłość przychodząc na świat jako bezbronne dziecko, przyjmując postać sługi i umierając za nas na Krzyżu. On sam obarczył się naszym grzechem i dźwigał nasze boleści (Iz 53,4).
  5. Przebacz sobie. Przebaczenie jest konieczne, byś mógł zostać uwolniony od bolesnej przeszłości. Jeśli nie przebaczysz sobie – nie będziesz zdolny, by przyjąć Miłość Ojca.
  6. Uznaj, że potrzebujesz uzdrowienia.
  7. Wyznaj przed Panem negatywne emocje. Nazwij je, wypowiedz, wydobądź na zewnątrz. Pamiętaj, że negatywne uczucia same w sobie nie są grzechem. Bóg cię nie osądza, pragnie jedynie uwolnić cię od ich niszczącego wpływu na twoje życie i na nowo napełnić cię miłością i pokojem.
  8. Przyjmij krzyż. Złóż swoje uczucia w Ranach Jezusa (w Jego ranach jest nasze uzdrowienie). Jezus wziął na Siebie wszystkie grzechy świata, także twój grzech i grzechy tych osób, które cię zraniły.
  9. Módl się za ludzi, którym przebaczyłeś, aby oni również mogli doznać przebaczenia i żyć w wolności dzieci bożych. (Gal 51 13-14).
  10. Wyznaj grzech w Sakramencie Pokuty. Nie wracaj do przeszłości i nie spowiadaj się ponownie z grzechu, który już raz został wyznany. Zaufaj Bożemu Miłosierdziu.
  11. Uznaj swoje nienarodzone dziecko i nawiąż z nim duchowy kontakt.
  12. Módl się do Boga o usunięcie konsekwencji grzechu aborcji, które ciążą na twojej rodzinie.
  13. Podejmij walkę duchową. Czytaj Pismo Święte. Słowo Boże nie wraca bezowocnie. Wyszukaj w Biblii fragmenty mówiące o miłości Boga. Będą one skuteczną bronią w chwili ataku złego ducha. Ilekroć pojawi się w twojej głowie negatywna myśl, że Bóg ci nie przebaczy – zatrzymaj się i odpowiedz odpowiednim fragmentem Pisma Świętego – np. …wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia… (Flp 4,13).
    Możesz też zwrócić się bezpośrednio do Jezusa, wypowiadając Jego Imię lub modląc się aktem strzelistym np. Jezu ufam Tobie!.
  14. Umacniaj się duchowo korzystając często z Sakramentów Świętych, zwłaszcza Sakramentu Pokuty i Eucharystii.
  15. Włącz się w Apostolstwo Życia. Podejmij modlitwę Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Realizuj dzieła miłosierdzia, świadcząc konkretną pomoc rodzinom i osobom potrzebującym. Przyłącz się do wspólnoty obrońców życia.

Kroki wiodące ku uwolnieniu z ciężaru winy po grzechu aborcji – dla mężczyzn 

  1.  Módl się do Ducha Świętego, byś mógł zobaczyć swój grzech i jego konsekwencje w Bożym świetle.
  2. Proś Boga o przebaczenie.
  3. Przebacz tym, którzy cię zranili.
    Przebaczenie jest aktem woli i zależy wyłącznie od twojej decyzji. Negatywne uczucia w stosunku do osób, które cię zraniły w przeszłości – nie są przeszkodą w podjęciu takiej decyzji. Przebaczenie uruchamia proces uzdrawiania, a ten zwykle wymaga czasu.
    Jest to czas błogosławiony, poprzez który Bóg pragnie wejść w głębszą relację z tobą, nauczyć cię zażyłości, rozpoznawania Jego znaków oraz kroczenia ku wolności przygotowaną przez Niego drogą.
  4. Nie obwiniaj Boga za swój grzech. Bóg pragnie wyłącznie dobra człowieka. Udowodnił Swoją miłość przychodząc na świat jako bezbronne dziecko, przyjmując postać sługi i umierając za nas na Krzyżu. On sam obarczył się naszym grzechem i dźwigał nasze boleści (Iz 53,4).
  5. Przebacz sobie. Przebaczenie jest konieczne, byś mógł zostać uwolniony od bolesnej przeszłości. Jeśli nie przebaczysz sobie – nie będziesz zdolny, by przyjąć Miłość Ojca.
  6. Uznaj, że potrzebujesz uzdrowienia.
  7. Wyznaj przed Panem negatywne emocje. Nazwij je, wypowiedz, wydobądź na zewnątrz. Pamiętaj, że negatywne uczucia same w sobie nie są grzechem. Bóg cię nie osądza, pragnie jedynie uwolnić cię od ich niszczącego wpływu na twoje życie i na nowo napełnić cię miłością i pokojem.
  8. Przyjmij krzyż. Złóż swoje uczucia w Ranach Jezusa (w Jego ranach jest nasze uzdrowienie). Jezus wziął na Siebie wszystkie grzechy świata, także twój grzech i grzechy tych osób, które cię zraniły.
  9. Módl się za ludzi, którym przebaczyłeś, aby oni również mogli doznać przebaczenia i żyć w wolności dzieci bożych. (Gal 51 13-14).
  10. Wyznaj grzech w Sakramencie Pokuty. Nie wracaj do przeszłości i nie spowiadaj się ponownie z grzechu, który już raz został wyznany. Zaufaj Bożemu Miłosierdziu.
  11. Uznaj swoje nienarodzone dziecko i nawiąż z nim duchowy kontakt.
  12. Módl się do Boga o usunięcie konsekwencji grzechu aborcji, które ciążą na twojej rodzinie.
  13. Podejmij walkę duchową. Czytaj Pismo Święte. Słowo Boże nie wraca bezowocnie. Wyszukaj w Biblii fragmenty mówiące o miłości Boga. Będą one skuteczną bronią w chwili ataku złego ducha. Ilekroć pojawi się w twojej głowie negatywna myśl, że Bóg ci nie przebaczy – zatrzymaj się i odpowiedz odpowiednim fragmentem Pisma Świętego – np. …wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia… (Flp 4,13).
    Możesz też zwrócić się bezpośrednio do Jezusa, wypowiadając Jego Imię lub modląc się aktem strzelistym np. Jezu ufam Tobie!.
  14. Umacniaj się duchowo korzystając często z Sakramentów Świętych, zwłaszcza Sakramentu Pokuty i Eucharystii.
  15. Włącz się w Apostolstwo Życia. Podejmij modlitwę Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. Realizuj dzieła miłosierdzia, świadcząc konkretną pomoc rodzinom i osobom potrzebującym. Przyłącz się do wspólnoty obrońców życia.

Wskazówki dotyczące odmawiania modlitwy i modlitwę znajdziesz na stronie: 
Duchowa Adopcja Ofiar aborcji

Opublikowano Aktualności, Pomoc duchowa | Otagowano , , , , | 29 komentarzy

Ks. Piotr Glas: z Maryją w bitwie przeciw szatanowi

Maryja dziś nie milczy, ale krzyczy – przypomina ks. Piotr Glas. Dziś trwa walka przeciw Maryi i tym, którzy Jej się oddali w wielu środowiskach tzw. chrześcijańskich, ale, jak przypomina Matka Boża w wielu orędziach, w decydującej bitwie z szatanem i jego armią zwycięstwo przyjdzie przez Nią, Jej Niepokalane Serce, i razem z Nią.

Opublikowano Rekolekcje, Wydarzenia | Otagowano | 17 komentarzy

Zostań duchowym dzieckiem Św. Ojca Pio – oddaj się Mu w opiekę w dniu Jego urodzin

Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój

25 maja – dzień urodzin św. Ojca Pio (Padre Pio z Pietrelciny OFMCap, właśc. Francesco Forgione, znany jako święty ojciec Pio ur. 25 maja 1887 w Pietrelcinie, zm. 23 września 1968 w San Giovanni Rotondo)

kaplica św O Pio

Jeden z licznych cudów św. Ojca Pio – cud wskrzeszenia

Był maj 1925. roku. Maria miała małe dziecko, które było chore od urodzenia. W związku z tym Maria była bardzo zatroskana o los swojego dziecka. Po wizycie lekarskiej powiedziano jej, że jej dziecko ma bardzo skomplikowaną chorobę. Nie było dla niej żadnej nadziei, żadnych szans na wyzdrowienie. Wtedy Maria zdecydowała się pojechać pociągiem do Rotundy San Giovanni. Mimo że mieszkała w maleńkiej miejscowości na południu Puglii (biedny rejon południowych Włoch), dotarły do niej opowieści o Ojcu Pio, o zakonniku, który był znamienny jak Jezus, czynił cuda, uzdrawiał chorych i dawał nadzieję zdesperowanym. Natychmiast wyjechała w stronę Rotundy, lecz po drodze dziecko zmarło. Czuwała przy nim całą noc a potem położyła do kufra i zamknęła wieko. Następnego dnia dotarła do Rotundy San Giovanni. Nie miała nadziei lecz nie utraciła wiary. Tego wieczora poznała Ojca Pio. Czekała w kolejce do konfesjonału i niosła na rękach kufer, gdzie znajdowało się ciało jej synka, który zmarł dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Kiedy stanęła przed Ojcem Pio, uklękła, zapłakała i błagała o pomoc. On przypatrywał się jej uważnie i wtedy ona uchyliła wieko i pokazała Ojcu zwłoki dziecka. Ojciec Pio, do głębi serca poruszony jej żalem, wziął maleńkie ciałko jej synka i położył na jego czole swą dłoń. Modlił się, zadzierając głowę do Nieba. Nagle dziecko ożyło. Zaczęło ruszać rączkami, nóżkami i wyglądało tak, jakby dopiero co przebudziło się z długiego snu. Zwracając się do matki, Ojciec Pio rzekł: „Matko, czemu płaczesz? Twój syn spał!” Okrzyki radości matki i zebranych wypełniły cały kościół i wydarzenia tego dnia i cudu, jaki uczynił Ojciec Pio były na ustach wszystkich.

Jak zostać dzieckiem duchowym Ojca Pio? 

Wypowiedź brata Modestino, zm. 23.08.2011 r., („Skromniutki”),
który
osobiście znał Ojca Pio.

Każdy katolik, któremu bliska jest duchowość Ojca Pio marzył o tym, żeby stać się jego duchowym synem (córką). Zasłużenie sobie na ten tytuł nie było wcale takie łatwe, ponieważ O. Pio zanim przyjął kogoś pod swoją duchową opiekę, od samego początku wymagał nawrócenia, zmiany dotychczasowego życia oraz wkroczenia na drogę ascezy, którą  zresztą on sam kroczył.

W 1956 roku, przebywając w klasztorze w Agnone, rozmyślałem o pożytkach duchowych jakimi cieszyli się synowie i córki mojego współbrata, a zarazem o tych, którzy nie mogli się udać do San Giovanni Rotondo, aby poprosić go o adopcję duchową. Z jeszcze większą intensywnością i zatroskaniem myślałem także o tych, którzy po śmierci O. Pio chcieli by cieszyć się z tego tak zacnego miana jakim jest bycie jego „duchowym dzieckiem”.

Pragnienie to łączyło się z innym, które tkwiło we mnie od czasu kiedy zacząłem myśleć o kapłaństwie: “Być krzewicielem pobożności Maryjnej poprzez codzienne odmawianie Różańca.” Tego to roku, z wymienionymi pragnieniami w sercu, przyjechałem na wakacje do San Giovanni Rotondo, aby spędzić kilka dni blisko Ojca.

Podczas spowiedzi w zakrystii, po wyznaniu grzechów, za poruszeniem wewnętrznym i po zdobyciu się na odwagę zapytałem: „Ojcze, chciałbym założyć w Agnone grupę twoich duchowych dzieci.” Ojciec Pio, z wyrazem zrozumienia w swoich wielkich, błyszczących oczach, odpowiedział z niewymowną słodyczą: „Na czym miałoby polegać to o co prosisz?” Zachęcony tym wyrazem oczu, dodałem: „Ojcze, chciałbym przyjąć do twoich duchowych dzieci tych wszystkich, którzy podejmą się odmawiania każdego dnia, jednej części różańca oraz zamówią od czasu do czasu jedną Mszę św. w twoich intencjach. Mogę to zrobić czy nie?” Ojciec Pio, wyciągając ramiona, podniósł oczy ku niebu i wykrzyknął: „Czyżbym mógł bracie Modestino zrezygnować z tak wielkiego dobrodziejstwa? Rób to o co mnie prosisz, a ja będę cię wspierał.” Po powrocie do Agnone rozpocząłem z entuzjazmem nową misję. Różaniec święty rozprzestrzeniał się, a duchowa rodzina O. Pio powiększała się także dzięki mojej skromnej osobie.

Pewnego dnia zbliżyłem się do O. Pio, zagłębionego w modlitwie, z zapytaniem: „Ojcze, co mam powiedzieć twoim duchowym dzieciom?” Odpowiedział mi głosem przepełnionym miłością: „Powiedz, że jestem z nimi całym sercem, byleby tylko pozostawali wytrwali w modlitwie i dobru.”

Innego znowu dnia towarzysząc mu w drodze z chóru do celi i zadałem pytanie: „Ojcze, liczba twoich dzieci duchowych jest już bardzo duża! Co mam robić, przyjmować innych, czy już nie?” A O. Pio rozkładając ręce, głosem, który wprawił w drżenie moje serce odpowiedział: „Synu mój, powiększaj grupę jak tylko możesz, ponieważ oni otrzymują więcej dobrodziejstw od Boga niż ja.”

Muszę się przyznać, że czasie rozlicznych spotkań, jakie odbyłem z O. Pio, zawsze prosiłem go o jakąś pamiątkę w darze, ale nigdy nie byłem wysłuchany, aż do 1968, kiedy przebywałem w Isernia. Przybył wtedy do mnie pewien współbrat z następującą wiadomością od O. Pio: „Powiedz bratu Modestino, że kiedy przyjedzie do San Giovanni Rotondo, otrzyma ode mnie piękną rzecz.”

Kiedy zatem 20 września odbywało się tam międzynarodowe spotkanie grup modlitewnych, pobiegłem do niego. Po odprawieniu uroczystej Mszy św. zaprowadzono O. Pio na taras. Byli obecni z nim O. Honorat Marcucci i Tarcisio da Cervinara. O. Pio był bardzo wzruszony, mówił z trudem i często popłakiwał. Było to skutkiem wielu emocji przeżytych w czasie tego pracowitego dnia. W pewnym momencie dał mi znak, abym zbliżył się do niego. Zdjął swój nieodłączny różaniec z nadgarstka i złożył go w moich rękach, ze wzrokiem którym zdawał się mówić: „Oto powierzam ci święty różaniec. Rozprzestrzeniaj go wśród moich dzieci”. Było to potwierdzenie misji, tego przepięknego zadania.

Dzisiaj, po jego śmierci liczba dzieci duchowych O. Pio jest nie do policzenia. Cała ta wielka rodzina gromadzi się duchowo, każdego wieczoru o 20.30, dookoła grobu O. Pio. Jestem tam także i ja, brat Modestino aby przewodniczyć modlitwie różańcowej. Wszyscy ci, którzy mimo że pozostają we własnych domach będą się z nami łączyć duchowo, w tej wybranej przez Ojca godzinie różańcowej (20.30-21.00), oraz co jakiś czas zamówią Mszę św. według intencji O. Pio, będą mogli stać się jego dziećmi. Zaświadczam to na moją własną odpowiedzialność. Będą się cieszyć nieustannym wsparciem Ojca oraz naszej modlitwy przy jego grobie.

Kto podejmie obowiązek odmawiania różańca, powinien oczywiście  odrzucić grzech i o ile to możliwe naśladować O. Pio. Po tym będą mogli być rozpoznawani jego duchowi synowie i córki: będą kochać, modlić się i cierpieć tak jak to robił O. Pio, dla dobra własnego oraz dla zbawienia grzeszników.

Niezliczone telefony zaświadczające o łaskach otrzymanych, są dowodem wierności O. Pio złożonym obietnicom, który w sposób szczególny chroni tych, którzy nie zaniedbują wieczornego spotkania z Dziewicą podczas odmawianego różańca o 20.30-21.00.

Na podstawie książki: “Io, testimone del Padre”, Fra Modestino da Pietrelcina.
Za: kliknij

Ojciec Pio nie wypuszczał różańca z rąk!
Czyń podobnie – kliknij

„Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.
„Podajcie mi moją broń – mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. – Tym się zwycięża szatana – wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec”
Często, nawet w godzinie śmierci powtarzał : „Zawsze odmawiaj różaniec”.

„Ledwie się obudzisz, nie pozostawiaj ani sekundy szatanowi, zaczynaj odmawiać Różaniec. Nawet wtedy, gdy pracujesz: myjesz naczynia czy cokolwiek innego robisz, módl się – bo wtedy nie dajesz miejsca szatanowi, żeby pracował w twoich myślach. A poza tym kroczysz w wolności i zawsze jesteś spokojny” św. O. Pio

Kiedy O. Pio konał:
„Kiedy konał i już z nami nie mógł rozmawiać, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i szeptane słowa: Zawsze, zawsze…”

Ojciec Pio powiedział:

„Przyjmuję cię chętnie za mego syna duchowego, ale pod warunkiem, że będziesz zawsze szlachetnie postępował i dawał dobry przykład życia chrześcijańskiego”.

Definicja świętego według o. Pio:
„Święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: „pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu”. Powtarza to do końca swojego życia” 

Na kilka dni przed śmiercią Ojciec Pio powiedział swoim współbraciom:

,,Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój. Kocham moich synów duchowych na równi z moją duszą. Odrodziłem ich dla Jezusa w bólu i miłości. Mogę zapomnieć samego siebie, ale nie moje dzieci duchowe. Jestem pewien, że kiedy Pan mnie zawoła do Siebie, to Mu powiem: Panie, ja zaczekam u niebieskich drzwi, wejdę, gdy zobaczę, że weszło do nieba ostatnie z moich duchowych dzieci”

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 88 komentarzy

Zapraszamy na sierpniową pielgrzymkę do Włoch z ks. Adamem Skwarczyńskim

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Wraz z księdzem Adamem Skwarczyńskim zapraszamy na sierpniową pielgrzymkę do Włoch (głównie dla rodzin z dziećmi i osób w wieku średnim), organizowaną przez biuro pielgrzymkowe Piotr Travel z okolic zamieszkania ks. Adama.

san-giovanni-rotondo

Jak Bóg da i nie pojawią się żadne nieplanowane np. zdrowotne przeszkody, to ks. Adam Skwarczyński będzie sprawować opiekę duchową na tej pielgrzymce.

Termin: 12-23.08 /12 dni/
Cena: 650 zł + 390 Euro
Program szczegółowy na stronie biura kliknij

Bardzo proszę o podjęcie decyzji do 31 maja i napisanie maila na adres: mariagreg@wp.pl

Ps. W związku z zapytaniami odnośnie rekolekcji majowych odpowiadamy, że prowadząc stronę religijną informujemy o różnych pielgrzymkach i rekolekcjach w kraju i za granicą, ale sami nie jesteśmy ani organizatorami ani koordynatorami czy pomocnikami.. Od tego są biura turystyczno-pielgrzymkowe. My jedynie służymy informacją, zwłaszcza, jeśli mogliśmy w którychkolwiek z nich brać udział, ale podkreślamy, że naszym celem jest informacja i zachęta, ale nie organizacja.

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , | 19 komentarzy

Ariana Grande, na której koncercie w Manchesterze doszło do zamachu, wcześniej dokonała apostazji

Młoda piosenkarka, Ariana Grande, na której koncercie w Manchesterze doszło do zamachu, w jednym z wywiadów wyznała, że za pontyfikatu papieża Benedykta XVI dokonała apostazji.

Z kuriozalnego powodu. Wielu duchownych przestrzega dzieci, młodzież i rodziców przed serią powieści J.K. Rowling o Harrym Potterze. Wśród nich – papież Benedykt XVI w czasach, gdy był jeszcze kardynałem.

Przypominamy:
Egzorcysta ks. Marian Piątkowski: Pod serią książek o Harrym Potterze swój podpis złożył sam Lucyfer – kliknij

„Urodziłam się w rodzinie rzymsko-katolickiej, ale utraciłam wiarę, kiedy papież powiedział, że to, co kocham i to, w co wierzę, jest złe”- wyznała piosenkarka w rozmowie z gazetą „Metro”. Jak wyznała, w okresie dojrzewania zaczęła kwestionować nauczanie Kościoła Katolickiego również w sprawach światopoglądowych, takich jak np. „małżeństwa” homoseksualne. 

„Według Kościoła SpongeBob Kanciastoporty jest gejem, grzesznikiem i powinien płonąć w piekle. Czytanie ‚Harry’ego Pottera’ to grzech. I jeszcze to krytykowanie kobiet pracujących. Miałam tego dojść. Najpierw geje, potem SpongeBob, a teraz Harry Potter? Wynocha z mojego domu! Nie potrzebuję tego”-mówiła w wywiadzie oburzona Ariana Grande. 

Obrażona wokalistka postanowiła przerzucić się na kabałę, mistyczno-filozoficzną szkołę judaizmu. Do wyznawców kabały należą takie gwiazdy jak Madonna czy Demi Moore.

*****

Państwo Islamskie (IS) przyznało się we wtorek do przeprowadzenia dzień wcześniej w Manchesterze, w północno-zachodniej Anglii, zamachu bombowego.

Oświadczenie w tej sprawie opublikowała powiązana z dżihadystami agencja propagandowa Amak. Zamach przeprowadzono za pomocą bomby podłożonej na miejscu koncertu.

„Jeden z żołnierzy kalifatu podłożył bombę na zgromadzeniu krzyżowców w mieście Manchester” – napisano w oświadczeniu. Dżihadyści nie uściślają jednak, czy ich bojownik zginął podczas ataku. Grupa twierdzi, że podczas zamachu na koncert w Manchesterze „30 krzyżowców zostało zabitych, a 70 rannych”

*****

Na temat zamachu w manchesterze wypowiedział się kard. Nichols, katolicki prymas Anglii i Walii. Wezwał jednak nie tylko do modlitwy, ale także do wyciągania wniosków z powtarzającej się sytuacji.

Niech Bóg udzieli siły i wiary tym, którzy zostali zranieni, są pogrążeni w żałobie i szoku. Niech przyjmie w swym miłosierdziu wszystkich, którzy zginęli – tymi słowami na zamach w Manchesterze zareagował katolicki prymas Anglii i Walii.

W przesłaniu kondolencyjnym kard. Vincent Nichols odnosi się również do religijnych pobudek, jakimi kierował się zamachowiec. „Niech Bóg nawróci serca wszystkich, którzy czynią zło, aby zrozumieli, jakie są Jego pragnienia i intencje względem ludzkości” – napisał kard. Nichols.

W stanie pogotowia jest teraz cały Kościół w Manchesterze: katolickie szpitale, kapelani, a także proboszczowie, bo wśród ofiar są też katolicy. Jak podkreśla bp John Arnold, ordynariusz diecezji Salford, obejmującej miasto Manchester, dla wszystkich są to chwile próby, a Kościół musi być blisko tych, którzy zostali przez ten zamach doświadczeni.

„Myślę, że tragedia ta powinna nam przypomnieć o priorytetach, którymi mamy się kierować w czasie najbliższych wyborów powszechnych. Potrzeba nam w tej chwili silnych więzi społecznych, współpracy, troski o bezpieczeństwo. Musimy znać się nawzajem i współpracować na rzecz budowania silnego i zespolonego społeczeństwa. Jest to trudne zadanie, ale musimy je wykonać. Teraz modlimy się za ofiary i ich rodziny. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy tak dobrze i wielkodusznie zareagowali ubiegłej nocy na tę tragedię. Bardzo stanowczo i z wielkim zaangażowaniem musimy zabiegać o naszą przyszłość i budować spójne społeczeństwo, aby takie wydarzenia już nigdy więcej się nie powtórzyły” – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Arnold.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , , | 33 komentarze

Św. O. Pio: zły duch niczego się tak nie boi, jak Mszy Świętej, zwłaszcza kiedy jest ona odprawiana z zapałem

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,
Drodzy czciciele św. Ojca Pio  z Pietreleciny, 23 maja 2017 r. zostanie odprawiona Msza Święta dziękczynna – tyle łask nieustannie wyprasza nam św. Ojciec Pio.
Docierają do naszej redakcji między innymi informacje o odczuwaniu w różnych okolicznościach fiołkowego zapachu. Wiemy, że św. Ojciec Pio za życia i po śmierci swoją obecność zapachem tego kwiatu potwierdza. Trwajmy zatem cały ten dzień w dziękczynieniu. Wdzięczność otwiera ręce Bożej Opatrzności…

            Powszechnie znana jest niezwykła pobożność Eucharystyczna św. Ojca Pio ściśle połączona z darem stygmatów. Poniżej umieszczamy niezwykle ważny fragment książki wydrukowanej w Krakowie w 2008 r.

„Rozdział XXXVI – MSZA OJCA PIO

(uwaga: pogrubienia czcionek w poniższym tekście pochodzą od strony „wobroniewiary”)

            W pierwszych latach powojennych ojciec Pio celebrował Mszę Świętą o czwartej rano, w latach następnych o piątej. Kiedy dzwonki znajdujące się na korytarzach pensjonatów oznajmiały pielgrzymom godzinę pobudki, panowała już wśród nich żywa krzątanina. Co więcej, wielu opuszczało pensjonat już po północy, aby dotrzeć do kościółka jak najwcześniej.

            Kiedy padał deszcz lub śnieg albo ostro wiał bora (dokładniej bora scura tzn. zimny, północno-wschodni, wilgotny i porywisty wiatr) spływający porywistymi podmuchami z góry Monte Nero, świszcząc i zawodząc ogłuszająco, ludzie stali przed bramą skuleni. Kobiety otulone były w grube szale, mężczyźni z nasuniętymi na oczy kapeluszami. Wszyscy starali się przedostać jak najbliżej wejścia, aby zająć jak najlepsze miejsca wewnątrz, gdy wreszcie świątynia została otwarta.

            Ludzie oczekujący na Mszę Świętą tłoczyli się przed kościółkiem. Wśród nich panowały nieprzeniknione ciemności. Ci, którzy wspinali się samotnie lub w małych grupkach ścieżką prowadzącą do kościoła, wszyscy pochyleni w taki sposób, aby łatwiej było przedrzeć się przez uderzenia wiatru, przypominali pastuszków podążających do stajenki.

            Niektóre kobiety – omotane wielką ilością chust i szali, zaopatrzone  w krzesełka – czuły się powołane do wzbudzania zapału religijnego wśród zgromadzonych. Umieściwszy się więc naprzeciw kościelnych drzwi, intonowały różne pobożne modlitwy głosem, w którym przebrzmiewały władcze nuty nakazujące pozostałym, aby się przyłączyli. Wśród oczekujących było wielu takich, którzy starali się pogrążyć w medytacji. Inni odczuwali potrzebę przemyślenia własnego życia albo pragnęli modlić się w ciszy. Milczący i cierpliwi ludzie akceptowali jednak owe próby zorganizowania modlitwy, przechadzając się w oczekiwaniu na otwarcie kościoła.

            Wreszcie nadeszła oczekiwana godzina. Zgromadzeni, słysząc chrzęst sandałów zakonnika otwierającego kościół, zaczęli napierać na drzwi. Były to niezwykłe chwile. Drzwi o dwóch skrzydłach były niewielkie, a ludzi wielu i wszyscy chcieli przedostać się jak najbliżej ołtarza. Brat furtian, który otrzymał nakaz, aby otwierać drzwi dopiero na pięć minut przed rozpoczęciem Mszy Świętej, drżał ze strachu, że zostanie zdeptany przez gwałtowny strumień ludzki, a bardziej jeszcze, że zmiażdży go gwałtowne uderzenie któregoś z pchniętych od zewnątrz skrzydeł drzwiowych. W tej sytuacji musiał odwołać się do własnej pomysłowości: najpierw przekręcał klucz w zamku, a następnie – oddaliwszy się od drzwi – kijem odsuwał przytrzymujące go rygle. Uczyniwszy to, niezbyt bohatersko uciekał.

            Pobożne mieszkanki okolicy, które rościły sobie prawo do tytułu pierwszych spośród wszystkich innych dzieci duchowych Ojca Pio, znały podstępne taktyki, by szybko wślizgnąć się do wnętrza i rozsiąść na zarezerwowanych już poprzedniego dnia krzesłach stojących przy balustradzie i spiętych grubymi łańcuchami. One pierwsze wdzierały się do kościółka, zajmując miejsca dla spóźnialskich sióstr, kładąc na nich płaszcze lub inne przedmioty. Inni wierni, którzy nie znali takich sztuczek, stali zaklinowani w drzwiach, co rodziło jeszcze większe zamieszanie. Trwało ono jednak tylko chwilkę, bowiem szybko powracał porządek i spokój.

            Jednak te drobne przepychanki stały się dla pewnych niedowiarków i ludzi pozbawionych zmysłu krytycznego pretekstem, aby twierdzić, że San Giovanni Rotondo było centrum nieporządku, a kobiety trzymały w garści Ojca Pio, mając wpływ na jego decyzje i działalność. Niestety, błahostki te, umiejętnie rozdmuchane staną się za kilka lat jednym z pretekstów do zawziętej i bolesnej kampanii przeciwko zakonnikowi.

* * *

            Gdy zadźwięczał dzwonek, wychodził do ołtarza Ojciec Pio – pierwszy kapłan noszący stygmaty, aby celebrować Mszę Świętą. W jego udręczonym ciele rozpoczynało się na nowo ukrzyżowanie, każda chwila męki Pana: biczowanie, cierniem koronowanie, agonia, przebicie serca.

            Krwawienie jego ran już od momentu zbliżania się do ołtarza nadawało znaczenie celebrze eucharystycznej. Ojciec Pio kroczył w stronę ołtarza ciężko, lekko utykając. Szedł pochylony, jakby pod niewidocznym ciężarem. Jego dłonie nieco przysłonięte, stykały się z końcami palców. W jednym z jego listów czytamy: „Podążam w stronę prasy Kościoła, w stronę świętego ołtarza, skąd nieustannie sączy się święte wino krwi z tych wybornych i niezwykłych gron, którym tylko nielicznym wybrańcom wolno się upajać” (list z 5 maja 1918 r. napisany w San Marco la Catola).

            Gdy rozlegał się głos dzwonka ogłaszającego początek Mszy Świętej, pomruk wyrażający uwielbienie i wzruszenie przebiegał przez tłum wiernych, a potem wszyscy pogrążali się w głębokim i milczącym skupieniu.

            Dwaj synowie duchowi Ojca na zmianę służyli mu do Mszy Świętej.

Celebrans cichym głosem, powoli, prawie skandując sylaby, intonował: „W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. Przystąpię do ołtarza Bożego… Bądź mi sędzią, o Boże… Ześlij światłość swoją i prawdę swoją…”.

            W momencie odmawiania Confiteor (Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu) jego głos nabierał błagalnych tonów, a on sam skłaniał się głęboko przed trybunałem Miłosierdzia Bożego. „Moja wina… moja wina… moja bardzo wielka wina…”. Uderzenia dłonią w rozdarte serce odbijało się echem ponad tłumem, który trwając w skupieniu, powtarzał cicho słowa kapłana.

            Zakonnik wstępował na schodki. „Zgładź nieprawości nasze, prosimy Cię, Panie, abyśmy do przybytku najświętszego z czystym sercem mogli przystąpić”. Przez kilka minut stał głęboko skupiony.

            Po Kyrie elejson wypowiadał niezwykle uroczyście: „Chwała na wysokości Bogu. W tym momencie jego dłonie wznosiły się w błagalnym geście ku górze, ku Niebu.

            Gdy czytał słowo Boże, jego głos był chrapliwy, lecz przenikliwy. Stał zwrócony prawie całkowicie w stronę wiernych po lewej stronie ołtarza, ogłaszając zgromadzonym dobrą nowinę.

            Po ofiarowaniu trwającym około 10 minut i umyciu rąk, Ojciec Pio zwracał się do wiernych, aby wezwać ich do wspólnej modlitwy: „Módlcie się, bracia…”

            Zebrani odczuwali dreszcz wzruszenia. Na dłoniach ukazywały się krwawiące rany. To była zaledwie chwila, lecz widok ran wywierał na wiernych tak ogromne wrażenie, że ich głosy drżały, gdy wypowiadali słowa: „Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich…”. Te krwawiące dłonie łączył się wówczas w błagalnej modlitwie. Oblicze celebransa okrywała świetlista bladość, a jego głowa czasami pochylała się, jakby potakując współrozmówcy w intensywnym dialogu. Niekiedy z jego piersi wyrywały się zduszone słowa, prawie nieuchwytne, jakby odległe pomruki.

            Potem następowało Podniesienie. Ojciec Pio powoli ujmował hostię, wypowiadał formułę Przeistoczenia i w geście głębokiej adoracji podnosił Ciało ofiarowane przez Pana Jezusa i Krew wylaną przez Niego za wszystkich. Jego oczy były utkwione w tej Hostii i w tym Kielichu, które odsłaniały przed nim wymiar dla innych niedostępny.

            Pogrążeni w adoracji wierni słyszeli słowa Chrystusa wypowiadane przez Jego sługę: „To jest bowiem Ciało Moje… To jest bowiem kielich Krwi Mojej…”. W tej chwili, dzięki mocy Przeistoczenia, pod postacią chleba i wina obecne stają się Ciało i Krew Zbawiciela. Zgromadzeni wierni doznawali intensywnego odczucia, że ołtarz łączy się z Kalwarią: przelana na krzyżu Krew płynęła na nowo. Oto pamiątka ofiary złożonej na krzyżu.

            Consummatum est (Wykonało się). Bez rozlewu krwi ofiara została dokonana, niepokalany Baranek prawdziwie złożony w ofierze. Ojciec Pio opadał z sił, stał oblany potem, z twarzą rozświetloną „światłem prawie boskim i niedającym się opisać” (de Maerzio). Upadający ze zmęczenia zakonnik osuwa się w ramiona Tego, który wspierał go przy ołtarzu. Z twarzą zalaną łzami, które z trudem powstrzymywał, z najwyższą pokorą kontynuował liturgię, wzbudzając pewność, że właśnie dokonuje się boska wymiana pomiędzy Stworzycielem a Jego dziełem, pomiędzy Chrystusem Kapłanem a jego sługą.

            Jakby przyciągani niepojętą siłą, wierni jednoczyli się z celebransem, tworząc jedno serce i jedną duszę w adoracji, błaganiu, skrusze i dziękczynieniu składanym Panu, którego rysy objawiały w twarzy Jego sługi. Głęboka cisza panująca w tym zgromadzeniu wyrażała to, czego głos ludzki wyrazić nie był w stanie.

            W żywotach pewnych świętych czytamy, że „w momencie podniesienia kielicha widzieli oni drogocenną Krew przelewającą się przez brzegi kielicha i spływającą po ramionach kapłana, a Aniołowie zbierali ją do złotych pucharów, aby zanieść daleko, do tych, którzy wielce pragnęli uczestniczyć w misterium odkupienia”.

            Widok krwi sączącej się z zaróżowionych ran na dłoniach Ojca Pio sprawiał, że we wszystkich zgromadzonych wokół ołtarza odżywała owa subtelna wizja nielicznych uprzywilejowanych.

Wielu czcicieli Ojca Pio pochodzących z różnych części świata twierdziło, że podczas gdy w kościele dokonywało się święte misterium, a świt dopiero przełamywał nocne ciemności, czuli oni, jak niespodziewanie opuszczały ich bolączki fizyczne i duchowe, więzy krepujące ich niczym duszące zmory.

„Zły duch niczego się tak nie boi, jak Mszy Świętej, zwłaszcza kiedy jest ona odprawiana z zapałem i wielu łączy się ze sobą w duchu wiary. Gdy nieprzyjaciel dobra czuje odrazę do jakiejś nieprzezwyciężonej, dzieje się tak dlatego, że kapłan, zdając sobie sprawę z własnej słabości i własnych ograniczeń, z wiarą składa mającą ogromną moc ofiarę Zbawiciela” (Słowa wpisane przez Ojca Pio do Małego Mszału).

            „Podczas uczestnictwa we Mszy Świętej – pisał Ojciec Pio – wszystko w tobie koncentruje się na bolesnym misterium, które rozgrywa się przed twoimi oczyma: zbawieniu twojej duszy i pojednaniu z Panem Bogiem”.

            Po Przemienieniu Ojciec Pio stawał nieruchomo, jakby pogrążony w jakiejś wizji. Tłum otaczający ołtarz w prawie absolutnej ciszy, pozostawał pod wrażeniem tego zakonnika będącego alter Christus (drugim Chrystusem). Słowa wypowiadane przez celebransa były ledwie zrozumiałe, jakby stanowiły echo dialogu toczącego się poza postrzegalną rzeczywistością. „Przeto i my, słudzy Twoi, Panie, oraz lud Twój święty… ofiarujemy najwyższemu Majestatowi Twojemu Hostię czystą, Hostię świętą, Hostię Niepokalaną, Chleb święty wiekuistego życia i Kielich zbawienia wiecznego… Pokornie Cię błagamy, Wszechmogący Boże, rozkaż, by ręce świętego Anioła Twego zaniosły tę ofiarę na niebiański Twój ołtarz w niebie, przed oblicze Boskiego Majestatu…”.

            Potem następowała modlitwa za zmarłych, prośba do świętych o wstawiennictwo i Ojcze nasz odmawiane z pokorą i w skupieniu. Zmęczony głos celebransa wydawał się być bardziej ożywiony. „Wybaw nas, Panie, prosimy Cię, od wszelkich nieszczęść… za przyczyną Najświętszej i chwalebnej zawsze Dziewicy, Bogarodzicy Maryi…”. Akcent położony na ostatnich słowach i delikatny ton głosu zdradzały szczególną serdeczność, którą Ojciec Pio żywił wobec Najświętszej Panienki, o której tak pisał do swojego spowiednika: „Kiedy myślę o niezliczonych dobrodziejstwach, które wyświadczyła mi ta droga Mateczka, wstydzę się za siebie… Jakże często mnie pocieszała… Jak bardzo mnie kocha… Z jak wielką troskliwością towarzyszyła mi Ona dzisiejszego ranka u ołtarza. Wydawałoby mi się, że nie myślała Ona o niczym, tylko o mnie, wypełniając całe moje serce świętymi uczuciami’.

            Dostojeństwo i piękno sługi Bożego stojącego u ołtarza objawiały się w pełni, kiedy w chwili łamania chleba, ze starannością i czcią odrywał maleńką cząstkę hostii, która wkładał do kielicha, a także wtedy, kiedy podczas Agnus Dei z pokorna modlitwą za wszystkich wznosił wzruszające błaganie: „…zmiłuj się nad nami”.

            Następujące później przygotowania do Komunii Świętej odbywało się w atmosferze osobistego dialogu, z którego można było dosłyszeć tylko kilka słów wypowiadanych z trudnością: „Patrz nie na grzechy moje, lecz na wiarę Twojego Kościoła… Wybaw mnie przez to Przenajświętsze Ciało i Krew od wszystkich nieprawości moich i od wszelkiego zła… Przyjęcie ciała Twego, które ja, niegodny sługa, spożywać się ważę…”.

            Nadchodziła uroczysta chwila Komunii Świętej. „Panie, nie jestem godzien…”. Kapłan z trudem wypowiadał te słowa… Jego lewa dłoń podnosi Hostię ponad patenę. Wspierał się na łokciach opartych o ołtarz. „Panie, nie jestem godzien…” Zdawało się, że jego oczy utkwione w Hostii oślepiała niewidzialna i pełna majestatu obecność. Milczenie potęgowało wyraz tej sceny. „Panie nie jestem godzien…”. Była to cicha modlitwa kogoś, kto czuje się zdruzgotany własną małością i pokorą, ośmielał się mieć nadzieję wbrew wszystkiemu.

            Odprawiwszy święte obrzędy, umierając mistycznie wraz z Panem Jezusem, Ojciec Pio na kilka minut zastygał pochylony przy ołtarzu. Przed Komunią Świętą udzieloną wiernym kierował się powoli do ołtarza, podpierając się, jakby bał się, że straci równowagę, podnosił Hostię, wpatrując się w nią, a następnie sylaba po sylabie powoli wypowiadał: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł do wnętrza mego, ale rzeknij tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”.

            Ludzie podchodzili do balustrady przez ponad godzinę, przyklękając, by przyjąć Komunię Świętą. Palce kapłana, zesztywniałe z bólu, z trudnością chwytały Hostie. Patrząc, jak poruszają się one w cyborium, odnosiło się wrażenie, że Ojciec Pio wybiera konkretna Hostię. Głęboka ciszę przerywał tylko jego głos co pewien czas powtarzający: „Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niech strzeże duszy Twojej na żywot wieczny. Amen”.

            Msza Święta zbliżała się ku końcowi. Święte naczynia zostawały starannie oczyszczone, ostatnie modlitwy wyrecytowane. Ojciec Pio przygotowywał się do udzielenia końcowego błogosławieństwa, najdonioślejszego ze wszystkich, których udzielał podczas całego dnia. Oczy wszystkich zgromadzonych wpatrywały się w błogosławiącą dłoń kapłana, by ujrzeć krwawiącą ranę. Ite, Missa est. Msza Święta się skończyła. Ofiara spełniona, Męka została przeżyta na nowo”.

(w: Ojciec Luigi Peroni, Ojciec Pio t. II, tłumaczenie Joanna Curyło, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008; s. 119-126)

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 31 komentarzy