27 czerwca: 140 rocznica Objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Jedyne objawienie NMP w Polsce uznane przez Kościół

Objawienia w Gietrzwałdzie, jako jedyne do tej pory w Polsce zostały oficjalnie uznane przez władze kościelne.

Miały miejsce dziewiętnaście lat po objawieniach Matki Bożej w Lourdes i trwały od 27 czerwca do 16 września 1877 roku. W pierwszym dniu Maryja objawiła się Justynie Szafryńskiej, gdy wracała z mamą z egzaminu przed Pierwszą Komunią Świętą. Następnego dnia w czasie odmawiania różańca nad klonem przed kościołem „Jasną Panią” siedzącą na tronie z Dzieciątkiem Jezus pośród Aniołów zobaczyła też Barbara Samulowska. Działo się to w zaborze pruskim poddanym intensywnej germanizacji, a Matka Boża przemówiła do dziewczynek po polsku.

objawienie_gietrzwald

Pierwsze objawienie 27 czerwca 1877 r.
Był wieczór i dzwon kościoła bił na Anioł Pański. Justyna dostrzegła Matkę Boża pomiędzy dwoma uschniętymi konarami. Najświętsza Maryja miała długie włosy. Po chwili z nieba zstąpiło Dzieciątko Jezus w biało-żółtym odzieniu. Oboje wstąpili do nieba. Dzieciątko widziała po lewej stronie Matki Bożej.

Objawienie 28 czerwca 1877 r.
Tym razem „Piękną Panią” widziały obie dziewczynki: Justyna Szafryńska i Barbara Samulowska.
Matka Boża ukazała się ponad klonem, rosnącym niedaleko kościoła. Najświętsza Maryja siedziała na tronie z Dzieciątkiem Jezus i w otoczeniu Aniołów. Dzieciątko Jezus trzymało błyszczącą kulę z krzyżykiem u góry. Matka Boża została ukoronowana przez Aniołów.

Objawienie w sobotę, 30 czerwca 1877 r.
Justyna zapytała: „Czego żądasz Matko Boża?” i usłyszała odpowiedź: „Ja żądam, abyście codziennie odmawiali różaniec! ”

Objawienie w niedzielę 1 lipca 1877 r.
Tego dnia dzieci z parafii w Gietrzwałdzie przystąpiły do I Komunii Świętej. Justyna podczas odmawiania różańca pod klonem, zapytała „Kto Ty Jesteś?”, a  Matka Boża odpowiedziała: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta!”

Objawienie 3 lipca 1877 r.
Dziewczynki zapytały się Matki Bożej „Czy przybywający tutaj chorzy będą doznawać uzdrowienia?” Matka Boża odpowiedziała: „Stanie się cud, a później chorzy zostaną uzdrowieni”, a potem powiedziała: “Niech chorzy odmawiają różaniec”.

Objawienie 28 lipca 1877 r.
Na pytanie co to znaczy, jeśli ktoś fałszywie przysięga, Matka Boża odpowiedziała: „Taki nie jest godny wejść do nieba, on jest do tego namówiony przez szatana”.

Objawienie 1 sierpnia 1877 r.
Barbara zapytała: „Czy osierocone parafie otrzymają wkrótce kapłanów?” – Matka Boża odpowiedziała: „Jeśli ludzie gorliwie będą się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów !”

Objawienie 8 września 1877 r.
W dniu 8 września 1877 r., około godziny siódmej wieczorem Matka Boża pobłogosławiła źródełko i wypowiedziała słowa: „Teraz chorzy mogą brać tę wodę na uzdrowienie”.

Objawienie 16 września 1877 r. – ostatnie
W dniu 16 września 1877 r., około godziny piątej wieczorem Matka Boża błogosławiła najpierw swoją figurę w kapliczce, a potem błogosławieństwa udzieliła proszącym i wszystkim zgromadzonym. Na koniec powiedziała:

„ODMAWIAJCIE GORLIWIE RÓŻANIEC!”

Odpowiedzi Matki Bożej przyniosły wtedy pocieszenie Polakom. Faktycznie wypełniły się. Polacy ze wszystkich dzielnic bardzo licznie nawiedzali Gietrzwałd. W ciągu niecałych 3 miesięcy naliczono około 160 spotkań, które ściągnęły do Gietrzwałdu około 300 tysięcy pielgrzymów z całej rozebranej wówczas przez zaborców Polski od Bałtyku po Tatry. Przez to władze pruskie  od razu w sposób zdecydowanie negatywny odniosły się do objawień.
Biskup warmiński Filip Krementz interesował się wydarzeniami w Gietrzwałdzie, zażądał szczegółowego sprawozdania proboszcza, a potem wydelegował do Gietrzwałdu kanoników Kapituły Katedralnej do zbadania i oceny wydarzeń.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z pobłogosławionego przez Matkę Bożą 8 września 1877 roku źródełka pielgrzymi od lat czerpią wodę, którą przynosiła ulgę cierpiącym i liczne uzdrowienia. Sam akt błogosławieństwa został uwieczniony figurą Niepokalanej Dziewicy w altance. Wodę przeprowadzono następnie do kamiennej studzienki. Nad źródełkiem znajdują się trzy marmurowe płaskorzeźby, ukazujące Mojżesza, dotykającego laską skałę, z której wytrysnęła woda i Izraelitów, pijących wodę na pustyni.
Objawieniom gietrzwałdzkim nadał szczególne znaczenie i związał je z sytuacją narodu polskiego błogosławiony kapucyn o. Honorat Koźmiński z Zakroczymia (1829-1916). W swoich wystąpieniach podkreślał, że wydarzenia z 1877 roku są dowodem błogosławieństwa i łaski, nadanych Polakom. „Nigdy nie słyszano jeszcze, aby tak długo i tak przystępnie i do tego w sposób tak uroczysty ukazała się Matka Boża”.
Wpływ objawień na Warmii był ogromny. Nastąpiło przede wszystkim odrodzenie życia obyczajowego i podniesienie świadomości religijnej wiernych. Pięć lat po wydarzeniach, w sprawozdaniu z 27 września 1882 roku ks. Augustyn Weichsel pisał: „nie sama tylko moja parafia, ale też cała okolica stała się pobożniejsza po objawieniach. Dowodzi tego wspólne odmawianie różańca świętego po wszystkich domach, wstąpienie do klasztoru bardzo wielu osób, regularne uczęszczanie do Kościoła (…)”.

gietrzwad_MB_news

Kult Matki Bożej krzepł i promieniał coraz bardziej. Co roku do Gietrzwałdu 29 czerwca, 15 sierpnia i 8 września przybywały rzesze polskich pielgrzymów ze wszystkich zaborów. Pielgrzymowali też Niemcy. Napływ pątników skłaniał kolejnych proboszczów do rozbudowy sanktuarium. Jeszcze podczas trwania objawień, 16 września 1877 roku w miejscu, gdzie dzieciom ukazywała się Matka Boża umieszczona została kapliczka z figurą Najświętszej Marii Panny.
Największe zasługi w upowszechnianiu przesłania Matki Bożej z Gietrzwałdu przypisać trzeba księdzu proboszczowi Augustynowi Weichslowi (1830-1909), który prawie czterdzieści duszpasterzował w Gietrzwałdzie.  Był kilka razy aresztowany, wytoczono mu procesy sądowe za propagowanie kultu maryjnego.
W dniu 10 września 1967 r., Prymas Polski, Kardynał Stefan Wyszyński ukoronował obraz Matki Bożej.
W dniu 2 lutego 1970 r. Papież Paweł VI nadał kościołowi w Gietrzwałdzie tytuł i godność Bazyliki Mniejszej.
11 września 1977 odbyły się, poprzedzone IV Ogólnopolskim Kongresem Mariologicznym, uroczystości 100-lecia objawień Matki Bożej, którym przewodniczył Ks. Karol Kardynał Wojtyła, metropolita krakowski. W tym dniu Ks. Biskup Józef Drzazga, biskup warmiński, uroczyście zatwierdził kult objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie.
24 czerwca 2002 roku papież Jan Paweł II przesłał list z okazji 125 rocznicy objawień Matki Bożej, w duchu pielgrzymując do sanktuarium gietrzwałdzkiego, by dziękować Maryi za Jej obecność i matczyną opiekę.

cropped-herb-1

Sanktuarium oraz całym kompleksem opiekują się Kanonicy Regularni Laterańscy. Zapraszają do odwiedzin w tym miejscu, które Maryja wybrała i przez wszystkie lata wysłuchuje próśb i wiele łask uprasza. Każdego dnia powiększa się ilość wpisów w  tomach ksiąg ze świadectwami. W Gietrzwałdzie Matka Najświętsza jest szczególne blisko każdego serca Jej dziecka, które o pomoc prosi.

film-obraz

Modlitwa z prośbą łaski za wstawiennictwem Sługi Bożej Siostry Stanisławy Barbary Samulowskiej
Wszechmogący i Miłosierny Boże,

uwielbiam Cię za łaskę objawień
Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie,
którą otrzymała Siostra Stanisława Barbara Samulowska.
Pokornie Cię błagam Dawco wszelkiego dobra,
abyś za wstawiennictwem Twojej Służebnicy
udzielił mi łaski, której szczególnie potrzebuję i pragnę…
Najświętszy Boże, proszę Cię także o beatyfikację
Siostry Stanisławy Barbary Samulowskiej.
Niech świadectwo jej życia
będzie dla współczesnych chrześcijan
przykładem doskonałego naśladowania
Jezusa Chrystusa i miłości bliźniego. Amen.

Ktokolwiek otrzyma od Boga jakąś łaskę za wstawiennictwem Sługi Bożej Siostry Stanisławy Barbary Samulowskiej, proszony jest o przesłanie opisu tej łaski na adres: SANKTUARIUM MATKI BOŻEJ GIETRZWAŁDZKIEJ, 11-036 Gietrzwałd, ul. Klasztorna 1 lub e-mail: rektorat@sanktuariummaryjne.pl

*****
Objawienia Maryjne Matki Bożej Madonna w Gietrzwałdzie

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 4 komentarze

Schody św. Józefa. Telegram do Św. Józefa – modlitwa w sprawach trudnych i nagłych

W Santa Fe, w stanie Nowy Meksyk w USA znajduje się kaplica sióstr loretanek, a w niej niezwykłe schody, o których mówi się, że są dziełem samego wielkiego Cieśli z Nazaretu, czyli św. Józefa, albo przynajmniej genialnego rzemieślnika posłanego przez niego. 

W 1872 r. biskup miasta Santa Fe zawarł kontrakt na budowę kaplicy dla sióstr loretanek, sprowadzonych ze środkowej części USA, które miały w tym mieście prowadzić szkołę dla dziewcząt. Owa kaplica pw. Najświętszej Maryi Panny miała być miniaturą paryskiej Sainte Chapelle, którą zbudował król św. Ludwik do przechowywania Korony Cierniowej i innych relikwii męki Zbawiciela przywiezionych z wyprawy krzyżowej. 
Budowa trwała kilka lat i kiedy była już na ukończeniu zdarzyło się nieszczęście. Ktoś zamordował architekta. Po jego śmierci okazało się, że w planach nie ma schematu budowy schodów prowadzących na chór, o czym architekt zwyczajnie zapomniał. Siostry miały nie lada kłopot. Teoretycznie schody można było wybudować, ale ze względu na niewielkie rozmiary kaplicy ich budowa była niewskazana. Każdy ze sprowadzonych architektów tak uważał. W tej sytuacji przygnębione siostry rozpoczęły nowennę do św. Józefa z prośbą o pomoc.
Nie czekały długo. Już następnego dnia po ukończeniu nowenny do furty klasztornej zapukał brodaty staruszek licho ubrany, w dodatku z osiołkiem, który dźwigał skrzynię z narzędziami i osobistymi rzeczami. Przybysz nie przedstawił się, a jedynie powiedział, że dowiedział się o kłopocie sióstr i że jest gotów wybudować schody. Przełożona matka Magdalena pokazała mu prawie ukończoną kaplicę, w której trzeba było wybudować bardzo wąskie schody prowadzące na chór, których budowy po prostu nikt się nie chciał podjąć. Staruszek powiedział, że nie potrzebuje niczyjej pomocy. Nie chciał też, aby mu przeszkadzano, toteż zamknął kaplicę na klucz.
Po trzech miesiącach można było oglądać jego dzieło. Zakonnice i okoliczni mieszkańcy byli zdumieni widokiem schodów w kształcie ślimacznicy, kunsztownie wykonanych, które według praw fizyki powinny były runąć chociażby pod ciężarem jednej osoby, nie mówiąc o większej liczbie, bo przecież nie zawierały one żadnej podpory. Nie miały słupa, wokół którego by się wiły, ani ściany, na której by się wspierały, ani podpory od dołu. Schody pnąc się w górę robiły dwa obroty po 360 stopni każdy.
Do tego trzeba dodać fakt, że tajemniczy staruszek do ich budowy nie użył ani jednego gwoździa i ani jednej śrubki. Do spojeń rzemieślnik użył drewnianych czopów. Wykonał także doskonale dopasowane spirale, czyli skręcone szyny drewniane, na których wznosiły się trzydzieści trzy stopnie. Spirale nie zostały wykonane z jednego dużego kawałka drzewa, lecz złożone z wielu mniejszych kawałków. Do tych dziwów dodajmy jeszcze to, że schody wykonano z rzadkiego budulca – drzewa o wielkiej trwałości, z pewnością niewystępującego w okolicy. Nikt nawet nie jest w stanie odpowiedzieć na pytanie, gdzie takie drzewo rośnie.


Dziś, żeby wykonać takie schody, trzeba by było pół tuzina fachowców, jednego lub dwóch inżynierów, precyzyjnych aparatów mierniczych i specjalnych narzędzi do naginania drzewa pod żądanym kątem. Tymczasem cieśla nie miał ani pomocnika, ani tym bardziej specjalistycznych narzędzi. Miał jedynie, wg relacji matki Magdaleny, parę młotków, dziwacznie wyglądającą piłę i miarę w kształcie dużej litery T oraz dłuto.
By było jeszcze ciekawiej, ów rzemieślnik zaraz po skończonej pracy, kiedy matka przełożona widząc jego dzieło, pobiegła po inne siostry, przepadł jak kamień w wodę. I chociaż wszczęto poszukiwania dziwnego staruszka na osiołku, wyznaczono nawet nagrodę (siostry chciały mu zapłacić za pracę), nie odnaleziono go.

Zakonnice z Santa Fe, które tak gorliwie w owym czasie modliły się do św. Józefa, były przekonane, że to sam święty przybył im z pomocą pod postacią starego człowieka, albo przynajmniej przysłał im genialnego mistrza stolarskiego.
A schody, które przez osiemdziesiąt pięć lat służyły zakonnicom każdego dnia, stoją do dziś. Trzydzieści siedem lat temu odgrodzono je i przeznaczono do zwiedzania jako ciesielskie curiosum.
Ojciec Kornelian Dende, franciszkanin, który opowiedział tę historię, zwrócił uwagę na to, że schody są przede wszystkim świadectwem potęgi modlitwy, podkreślając, że św. Józef Robotnik-Rzemieślnik, wierny małżonek Maryi, odpowiedzialny ojciec rodziny, przyjaciel nieszczęśliwych, opiekun chorych i umierających, opiekun Kościoła, poskromiciel złych duchów trapiących człowieka – złych nałogów, nieopanowanych namiętności, jest naszym potężnym orędownikiem w niebie.

*****
Telegram do Św. Józefa – modlitwa w sprawach trudnych i nagłych

Telegram do św. Józefa w nagłej potrzebie, czyli Triduum odprawiane w jednym dniu dla wybłagania szybkiego ratunku

Podane modlitwy można odmówić trzykrotnie w ciągu dnia: rano, w południe i wieczorem. Jeśli jest to sprawa bardzo pilna, np. wyjednanie nawrócenia dla niebezpiecznie chorej osoby, wówczas można odprawić to nabożeństwo w trzech godzinach następujących po sobie.

Modlitwa
Święty Józefie, ofiaruję Ci miłość Jezusa i Maryi, jaką oni żywią ku Tobie. Ofiaruję Ci też uwielbienia i hołdy wdzięczności i ofiary, jakie Ci wierni złożyli przez wieki aż do tej chwili. Siebie i wszystkich drogich memu sercu oddaję na zawsze Twej świętej opiece. Błagam Cię, dla miłości Boga i Najświętszej Maryi Panny, Twej Oblubienicy, racz nam wyjednać łaskę ostatecznego zbawienia i wszystkie łaski nam potrzebne, a szczególnie tę łaskę… (tu wymienić intencję). Pośpiesz mi na ratunek, święty Patriarcho, i pociesz mnie w tym strapieniu. O święty Józefie, Przyjacielu Serca Jezusa, wysłuchaj mnie.

Ojcze naszZdrowaś MaryjoChwała Ojcu

Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Przenajświętszą Krew, Serce i Oblicze Twego Jednorodzonego Syna, wszystkie cnoty i zasługi Matki Najświętszej i Jej Przeczystego Oblubieńca, świętego Józefa oraz wszystkie skarby Kościoła świętego na wyjednanie łaski ostatecznego zbawienia i łask nam potrzebnych, szczególnie tej… dla….

Opublikowano Cuda, Modlitwa, Pomoc duchowa | Otagowano , | 50 komentarzy

Uwaga na niebezpieczeństwo: demony przyjeżdżają do Polski

Znany katolicki vloger Mikołaj Kapusta ostrzega przed niebezpieczeństwem

Warto obejrzeć po uprzedniej modlitwie do św. Michała Archanioła – ks. Piotr Glas wspominał o Toronto blessing podczas Forum Maryjnego w Szczecinie!

Oto  i „Toronto blessing” i chrzest „Ja ciebie chrzczę w imię szika bumba”
[in the name the sheeka-boom-ba-bam]
No i jest tam „msza szika bum-ba”

Masz wątpliwosci, że diabeł to „małpus dei”?
Ale to żałosny „małpus dei” – nie daj się zwieść!!!

Osobiście – Bóg mi świadkiem – takie zachowanie widziałam podczas egzorcyzmu!!!

To nie jest działanie Ducha Świętego!!!

Opublikowano Zagrożenia duchowe | 39 komentarzy

24 czerwca – uczcijmy Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny

Liturgiczne święta Matki Bożej idą zwykle równolegle ze świętami Pana Jezusa. Tak więc Kościół obchodzi: Boże Narodzenie (25 XII) i Narodzenie Najświętszej Maryi (8 IX), Ofiarowanie Chrystusa w świątyni (2 II) i Ofiarowanie Maryi (21 XI), Wielki Piątek i wspomnienie Matki Bożej Bolesnej (15 IX), Wniebowstąpienie Pana Jezusa i Wniebowzięcie Maryi (15 VIII), Serca Pana Jezusa i Serca Maryi (dzień później), Chrystusa Króla (w ostatnią niedzielę przed Adwentem) i Maryi Królowej (22 VIII).

W sobotę po uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa Kościół powszechny obchodzi wspomnienie obowiązkowe Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Bezpośrednią okazją do ustanowienia tego wspomnienia było poświęcenie całego rodzaju ludzkiego Niepokalanemu Sercu NMP przez papieża Piusa XII w 1942 r.

13 października 1942 roku w 15-lecie objawień fatimskich papież Pius XII drogą radiową ogłosił całemu światu, że poświęcił rodzaj ludzki Niepokalanemu Sercu Maryi. Polecił także, aby uczyniły to poszczególne kraje w swoim zakresie. Pierwsza uczyniła to Portugalia z udziałem prezydenta państwa. Polska była wówczas pod okupacją hitlerowską. Prymas Polski, kardynał August Hlond w obecności całego Episkopatu Polski i około miliona pielgrzymów uczynił to 8 września 1946 r. na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej

Na wielką skalę kult Serca Maryi rozwinął św. Jan Eudes (1601-1680). Kult, który szerzył, nosił nazwę Najświętszego Serca Maryi lub Najsłodszego Serca Maryi. Jak wiemy, łączył go ze czcią Serca Pana Jezusa. Odtąd powszechne są obrazy Serca Jezusa i Serca Maryi. Najwięcej jednak do rozpowszechnienia czci Serca Maryi przyczynił się ks. Geretes, proboszcz kościoła Matki Bożej Zwycięskiej w Paryżu. W roku 1836 założył on bractwo Matki Bożej Zwycięskiej, mające za cel nawracanie grzeszników przez Serce Maryi. W roku 1892 bractwo liczyło 20 milionów członków.

W objawieniu „cudownego medalika Matki Bożej Niepokalanej”, jakie otrzymała w roku 1830 św. Katarzyna Laboure, są umieszczone dwa Serca: Jezusa i Maryi. Św. Antoni Maria Klaret (+ 1870) Niepokalane Serce Maryi ustanowił Patronką swojego zgromadzenia. Co więcej, Serce Niepokalane Maryi umieścił w herbie tegoż zakonu.

W wieku XIX rozpowszechniło się nabożeństwo do Niepokalanego Serca Maryi dla podkreślenia przywileju Jej Niepokalanego Poczęcia i wszystkich skutków, jakie ten przywilej na Maryję sprowadził. To nabożeństwo w ostatnich dziesiątkach lat stało się powszechne. Początek temu nabożeństwu dało ogłoszenie dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi przez papieża Piusa IX w roku 1854, jak też objawienia Matki Bożej w Lourdes (1858). Najbardziej jednak przyczyniły się do tego głośne objawienia Matki Bożej w Fatimie w roku 1917.

Dnia 13 maja 1917 roku, kiedy dzieci: Łucja (lat 10), jej cioteczny brat Franciszek (lat 9) i Hiacynta (siostra Franciszka, lat 7) w odległości 3 km od Fatimy pasły swoje owce, ujrzały nagle silny błysk ognia jakby potężnej błyskawicy, który powtórzył się dwa razy. Zaniepokojone dzieci zaczęły zabierać się do domu ze swymi owcami. Ujrzały nagle na dębie postać Matki Bożej i usłyszały Jej głos: „Nie bójcie się, przychodzę z nieba. Czy jesteście gotowe na wszelkie cierpienia i pokuty, aby sprawiedliwości Bożej zadośćuczynić za grzechy, jakie Jego Majestat obrażają? Jesteście gotowe nieść pociechę memu Niepokalanemu Sercu?” W imieniu trojga odpowiedziała najstarsza Łucja: „Tak jest, bardzo tego chcemy”. Matka Boża poleciła dzieciom, aby przychodziły na to samo miejsce co miesiąc 13 każdego miesiąca.
Dzieci wzięły sobie głęboko do serca polecenie z nieba i zadawały sobie w tym czasie najrozmaitsze pokuty i cierpienia na wynagrodzenie Panu Bogu za grzechy ludzkie. W czerwcu Łucja usłyszała od Maryi: „Moje Serce Niepokalane chciałoby Panu Bogu składać dusze odkupione, jako kwiaty przed Jego tronem”. W lipcu Maryja powiedziała: „Musisz ofiarować się za grzechy. Kiedy to będziesz czynić, powtarzaj: «O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie i za nawrócenie grzeszników w łączności z Niepokalanym Sercem Maryi»”. Matka Boża pokazała też dzieciom piekło, a w nim wiele dusz potępionych, aby wzbudzić w nich grozę i tym większe pragnienie ratowania grzeszników od ognia wiecznego. Zażądała także z tej okazji, aby w każdą pierwszą sobotę miesiąca była przyjmowana Komunia święta wynagradzająca. W końcu poleciła: „Gdy będziecie odmawiać różaniec, to na końcu dodajcie: – O Jezu, strzeż nas od grzechu i zachowaj nas od ognia piekielnego, wprowadź wszystkie dusze do nieba, a zwłaszcza te, które wyróżniały się szczególnym nabożeństwem do Niepokalanego Serca Maryi”.
10 grudnia 1925 roku Matka Boża pojawiła się siostrze Łucji, pokazała jej swoje Serce otoczone cierniami i powiedziała: „Spójrz, córko moja, na to Serce otoczone cierniami, którymi ludzie niewdzięczni Mnie ranią. (…) Ty przynajmniej staraj się Mnie pocieszać i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinę śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia tym wszystkim, którzy w pierwsze soboty pięciu następujących po sobie miesięcy wyspowiadają się, przyjmą Komunię świętą, odmówią różaniec, towarzyszyć Mi będą przez 15 minut w rozważaniu tajemnic różańca świętego w intencji wynagrodzenia”.
Episkopat Polski wyprosił u Stolicy Apostolskiej przywilej odprawiania w każdą pierwszą sobotę miesiąca (za wyjątkiem sobót uprzywilejowanych liturgicznie) Mszy świętej o Niepokalanym Sercu Maryi. Warto z tego przywileju korzystać i nadać nabożeństwu odpowiednią oprawę. We wszystkie inne zwykłe soboty można odprawiać Mszę świętą wotywną o Najświętszej Maryi Pannie.

*****
AKT OFIAROWANIA SIĘ JEZUSOWI CHRYSTUSOWI PRZEZ RĘCE MARYI

Wg. św. Ludwika Marii Grignon de Montfort
Traktat o doskonałym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny

O, odwieczna, wcielona Mądrości! O, najmilszy i czci najgodniejszy Jezu, prawdziwy Boże i prawdziwy człowiecze, Synu Jednorodzony Ojca Przedwiecznego i Maryi, zawsze Dziewicy! Oddaję Ci najgłębszą cześć w łonie i chwale Ojca Twego w wieczności oraz w dziewiczym łonie Maryi, Twej najgodniejszej Matki, w czasie Twego wcielenia.
Dzięki Ci składam żeś wyniszczył samego siebie, przyjmując postać sługi, by mnie wybawić z okrutnej niewoli szatana. Chwalę Cię i uwielbiam, żeś we wszystkim poddać się raczył Maryi, Twej świętej Matce, aby mnie przez Nią wiernym swym niewolnikiem uczynić. Lecz niestety! W niewdzięczności i niewierności swej nie dochowałem obietnic, które uroczyście złożyłem Tobie przy chrzcie św. Nie wypełniłem zobowiązań swoich; nie jestem godny zwać się dzieckiem lub niewolnikiem Twoim, a ponieważ nie ma we mnie nic, co by nie zasługiwało na Twój gniew, nie śmiem już sam zbliżyć się do Twego Najświętszego i Najdostojniejszego Majestatu. Przeto uciekam się do wstawiennictwa i miłosierdzia Twej Najświętszej Matki, którą mi dałeś jako Pośredniczkę u siebie. Za Jej możnym pośrednictwem spodziewam się wyjednać sobie u Ciebie skruchę i przebaczenie grzechów oraz prawdziwą mądrość i wytrwanie w niej.
Pozdrawiam Cię więc, Dziewico Niepokalana, żywy przybytku Bóstwa, w którym odwieczna, ukryta Mądrość odbierać chce cześć i uwielbienie aniołów i ludzi. Pozdrawiam Cię, Królowo nieba i ziemi, której panowaniu prócz Boga wszystko jest poddane. Pozdrawiam Cię, Ucieczko grzeszników, której miłosierdzie nie zawiodło nikogo; wysłuchaj prośbę mą, pełną gorącego pragnienia Boskiej mądrości, i przyjmij śluby i ofiary, jakie Ci w pokorze składam.
Ja, … grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby chrztu św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia. Bym zaś wierniejszy Mu był niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego, za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak i obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i wieczności.
Przyjmij, Panno łaskawa, tę drobną ofiarę z mego niewolnictwa dla uczczenia i naśladowania owej uległości, jaką Mądrość odwieczna macierzyństwu Twemu okazać raczyła; dla uczczenia władzy, jaką oboje posiadacie nade mną, nikłym robakiem i grzesznikiem nędznym; jako podziękowanie za przywileje, którymi Cię Trójca Najświętsza łaskawie obdarzyła. Zapewniam, że odtąd jako prawdziwy Twój niewolnik chcę szukać Twej chwały i Tobie we wszystkim być posłuszny. Matko przedziwna, przedstaw mnie Twemu drogiemu Synowi jako wiecznego niewolnika, aby jako mnie przez Ciebie odkupił, tak też przez Ciebie przyjąć mnie raczył. Matko miłosierdzia, udziel mi łaski prawdziwej mądrości Bożej i przyjmij mnie do grona tych, których kochasz, których pouczasz, prowadzisz, żywisz i bronisz jak dzieci swe i sługi. Dziewico wierna, spraw, abym zawsze i we wszystkim był tak doskonałym uczniem, naśladowcą i niewolnikiem Mądrości wcielonej, Jezusa Chrystusa, Syna Twego, abym za Twym pośrednictwem i za Twoim przykładem doszedł do pełni wieku Jego na ziemi i Jego chwały w niebie. Amen.

Opublikowano Wydarzenia | 30 komentarzy

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa

Serc 1
Czerwiec to miesiąc w sposób szczególny poświęcony czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kult Serca Jezusowego wywodzi się z czasów średniowiecza; początkowo miał charakter prywatny, z czasem ogarnął szerokie rzesze społeczeństwa.
Mistyka średniowiecza łączyła kult Serca Jezusowego w bardzo żywym nabożeństwem do Najświętszej Rany boku Jezusa. Do najwcześniejszych, którzy w Ranie boku, otwartej włócznią żołnierza, odnaleźli Serce Boże, należy nieznany autor poetyckiego utworu Winny szczep mistyczny. Mówi w nim, że właśnie w tej Ranie odnalazł Serce Boże, że spocznie przy Nim, że się już z Nim nie rozstanie. Cały zakon św. Dominika Guzmana – dominikanie – bardzo wcześnie przyswoił sobie nabożeństwo do zranionego boku i Serca Pana Jezusa. W piątek po oktawie Bożego Ciała, a więc w dzień, który Chrystus wybrał sobie na święto Jego Serca, dominikanie odmawiali oficjum o Ranie boku Pana Jezusa.
Warto wymienić przynajmniej kilku świętych i błogosławionych, którzy wyróżniali się w średniowieczu szczególnym nabożeństwem do Serca Pana Jezusa; w tym Sercu znaleźli dla siebie źródło szczególnej radości i uświęcenia:

Św. Mechtylda (1241-1298) za zachętą samego Pana Jezusa wchodziła do Jego Serca i w nim spoczywała. Jezus oddawał jej swoje Serce jako znak zawartego z nią przymierza. Pewnego dnia w czasie spotkania Pan tak mocno przycisnął jej serce do swojego Serca, że miała wrażenie, że odtąd te dwa serca stanowią jedno. Mechtylda każdego rana witała Boże Serce i każdego wieczora czule je żegnała.

Podobnym przywilejem cieszyła się młodsza siostra Mechtyldy, św. Gertruda(1250-1303). Jej zasadnicze dzieło, które wsławiło jej imię po całej Europie, toPoseł Bożej pobożności. Jest to prawdziwy poemat o miłości Boga do duszy i duszy do Boga. Jego zaś źródłem jest Najświętsze Serce Syna Bożego. Można powiedzieć, że Gertruda obcowała z Sercem Jezusowym na co dzień.

Do św. Małgorzaty z Kortony (1252-1297) Pan Jezus odezwał się pewnego dnia: „Połóż twe ręce na ranach moich rąk!” Na to święta: „Nie, Panie!” W tej chwili otwarła się rana boku Chrystusa i święta ujrzała w niej Serce Zbawcy.

Od XVII wieku nabożeństwo do Serca Pana Jezusa staje się własnością ogółu wiernych i całego Kościoła. Przyczyniło się do tego dwoje świętych: św. Jan Eudes i św. Małgorzata Maria Alacoque. Pierwszy działał bardziej z własnej inicjatywy, natomiast św. Małgorzata – pod wpływem nakazów, jakie otrzymała od samego Chrystusa, który chciał się jej pośrednictwem posłużyć.

W dekrecie o heroiczności cnót z 1903 r. Św. Jan Eudes jest nazwany „twórcą liturgicznego kultu Serca Jezusa i Maryi”. W breve beatyfikacyjnym czytamy wprost: „Płonąc sam szczególną miłością ku Najświętszym Sercom Jezusa i Maryi, powziął pierwszy – a nie było to bez natchnienia Bożego – myśl publicznego kultu ku ich czci. Należy go przeto uważać za ojca tego, tak miłego nam nabożeństwa. (…) Był także tego kultu doktorem, albowiem ku czci obu Serc ułożył oficjum i Mszę świętą. Był wreszcie ich apostołem, bo całym sercem przykładał się do szerzenia tego zbawiennego nabożeństwa”. Jan Eudes chciał, aby ono było własnością wszystkich. Nowością, którą wprowadził, było również to, że nabożeństwo do Serca Pana Jezusa łączył ściśle z nabożeństwem do Serca Maryi. Nie umiał tych dwóch Serc rozłączyć. Nabożeństwo do tych dwóch Serc wprowadził także do liturgii Kościoła.
Jan Eudes postawił sobie za program swojej kapłańskiej misji szerzenie kultu i nabożeństwa do Serca Pana Jezusa i do Serca Maryi: niezmordowanym słowem, pismami i dziełami. Założył także ku czci tych dwóch Serc i pod ich imieniem osobną rodzinę zakonną (1641), aby kapłani tegoż zgromadzenia ex professo oddawali się szerzeniu nabożeństwa do tych dwóch Serc. Ku czci tych dwóch Serc przepisuje swoim synom duchownym osobne nabożeństwa i modlitwy, wśród nich piękne pozdrowienie: Ave Cor sanctissimum, ave Cor amantissimum Jesu et Mariae! W roku 1643 poleca w swoim zakonie obchodzić uroczyście święto Najświętszego Serca Maryi (8 lutego) oraz Serca Pana Jezusa (20 października). Układa oficjum na te święta. W roku 1648 wydaje książeczkę O nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusa i Maryi. W roku 1670 otrzymuje od teologów aprobatę tekstów Mszy świętej i oficjum o Najświętszym Sercu Pana Jezusa.

Jednak główna zasługa w rozpowszechnieniu nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa przypada skromnej zakonnicy, wizytce, św. Małgorzacie Marii Alacoque (1647-1690). Żyła ona w tym samym wieku i czasie, co św. Jan Eudes, ale w zupełnym ukryciu w klasztorze w Paray-le-Monial. 27 grudnia 1673 roku Małgorzata dopuszczona została do tego, by spoczęła na Sercu Jezusowym. Pan Jezus pokazując jej swoje Serce pełne ognia, rzekł do niej: „Moje Boskie Serce tak płonie miłością ku ludziom, że nie może dłużej utrzymać tych płomieni gorejących, zamkniętych w moim łonie. Ono pragnie rozlać je za twoim pośrednictwem i pragnie wzbogacić ludzi swoimi Bożymi skarbami”. Następnie Jezus wziął serce Małgorzaty i umieścił je symbolicznie w swoim Sercu. Potem już przemienione i jaśniejące oddał Małgorzacie. Usłyszała pocieszające słowa: „Dotąd nosiłaś tylko imię mojej sługi. Dzisiaj daję ci inne imię – umiłowanej uczennicy mojego Serca”.
Drugie objawienie miało miejsce na początku roku 1674. Pan Jezus ponownie objawił Małgorzacie swoje Serce i wymienił dobrodziejstwa i łaski, jakie przyrzeka czcicielom swojego Serca. „To nabożeństwo – pisze św. Małgorzata – jest ostatnim wysiłkiem Jego miłości i będzie dla ludzi jedynym ratunkiem w ostatnich czasach”. Wśród różnych form czci Pan Jezus zażądał czci także wizerunków swojego Serca.
W tym samym roku 1674 miało miejsce trzecie z wielkich objawień. W czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu pojawił się Świętej Pan Jezus „jaśniejący chwałą, ze stygmatami pięciu ran, jaśniejącymi jak słońce”. Pan Jezus ponownie odsłonił swoją pierś i pokazał swoje Serce w pełnym blasku. Zażądał, aby w zamian za niewdzięczność, jaka spotyka Jego Serce i Jego miłość, okazaną rodzajowi ludzkiemu, dusze pobożne wynagradzały temuż Sercu zranionemu grzechami i niewdzięcznością ludzką. Zażądał, aby w duchu wynagrodzenia w każdą noc przed pierwszym piątkiem miesiąca odbywała się godzinna adoracja Najświętszego Sakramentu (tzw. godzina święta) oraz aby Komunia święta w pierwsze piątki miesiąca była ofiarowana w celu wynagrodzenia Boskiemu Sercu za grzechy i oziębłość ludzką.
Wreszcie w piątek po oktawie Bożego Ciała, 10 czerwca 1675 roku, nastąpiło ostatnie wielkie objawienie. Kiedy Małgorzata klęczała przed tabernakulum w czasie nawiedzenia Najświętszego Sakramentu, ukazał się jej Chrystus, odsłonił swoje Serce i powiedział: „Oto Serce, które tak bardzo umiłowało ludzi, że nie szczędziło niczego aż do zupełnego wyniszczenia się dla okazania im miłości, a w zamian za to doznaje od większości ludzi tylko gorzkiej niewdzięczności, wzgardy, nieuszanowania, lekceważenia, oziębłości i świętokradztw, jakie oddają mu w tym Sakramencie Miłości. Lecz najbardziej boli Mnie to, że w podobny sposób obchodzą się ze Mną serca służbie mojej szczególnie poświęcone. Dlatego żądam, aby pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała był odtąd poświęcony jako osobne święto ku czci mojego Serca i na wynagrodzenie Mi przez Komunię i inne praktyki pobożne zniewag, jakich doznaję. W zamian za to obiecuję ci, że Serce moje wyleje hojne łaski na tych wszystkich, którzy w ten sposób oddadzą Mu cześć lub przyczynią się do jej rozszerzenia”.
Pan Jezus dał św. Małgorzacie Alacoque dwanaście obietnic, dotyczących czcicieli Jego Serca:

serce 2
Stolica Apostolska dopiero po ścisłych i dokładnych badaniach zezwoliła na obchodzenie święta, jak i na cześć wizerunków Jezusowego Serca w formach dzisiaj powszechnie przyjętych. Po raz drugi Kościół pośrednio zatwierdził objawienia, dane św. Małgorzacie Marii Alacoque, kiedy po surowym procesie wyniósł ją do chwały ołtarzy. Jej beatyfikacja odbyła się w roku 1864, a kanonizacja w roku 1920. Pierwszym z papieży, który zatwierdził nabożeństwo do Serca Pana Jezusa a także święto dla niektórych diecezji i zakonów, był Klemens XIII. Uczynił to w roku 1765 – a więc prawie w sto lat po wspomnianych objawieniach. Decydującym jednak w tej sprawie stał się memoriał biskupów polskich wysłany do tego papieża w 1765 roku. Memoriał podaje najpierw historyczny przegląd kultu, a następnie uzasadnia bardzo głęboko godziwość i pożytki płynące z tego nabożeństwa. Papież Pius IX w roku 1856 rozszerzył święto Serca Pana Jezusa na cały Kościół. Leon XIII 31 grudnia 1899 roku oddał Sercu Jezusowemu w opiekę cały Kościół i rodzaj ludzki.

Kościół widzi w nabożeństwie do Serca Jezusowego znak miłości Boga ku ludziom. Chce także rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku Bogu poprzez to nabożeństwo. Sam Chrystus nadał temu nabożeństwu wybitnie kierunek ekspiacyjny: ma nas ono uwrażliwiać na grzech, mobilizować w imię miłości Chrystusa do walki z nim oraz do wynagradzania za tych, którzy najwięcej ranią Boże Serce. Bóg jest miłością. Z miłości Bożego Serca istnieje cały wszechświat i rodzaj ludzki. Kiedy zaś rodzaj ludzki sprzeniewierzył się Panu Bogu, swojemu Stwórcy, Bóg nie przestał go miłować. Dowodem tej niepojętej miłości było to, że dał swojego Syna. Uosobieniem tej największej Bożej miłości jest Serce Jezusowe. Ta właśnie miłość dla rodzaju ludzkiego kazała Jezusowi przyjść na ziemię, przyjąć dla zbawienia rodzaju ludzkiego okrutną mękę i śmierć. Z miłości tego Serca powstał Kościół, sakramenty święte, a wśród nich Sakrament Miłości – Eucharystia.
Nabożeństwo do Serca Jezusowego nakłada również zobowiązania. Człowiek nie powinien nadużywać dobroci Bożego Serca. Powinien mieć do tego Serca nieograniczone zaufanie. Dlatego może i powinien uciekać się do Serca Jezusa we wszystkich swoich potrzebach. Nie powinien jednak ranić tegoż Serca na nowo grzechami. Kiedy jednak słabość ludzka na nowo pchnie nas w bagno grzechu i w niewolę szatana, mamy prawo zawsze ufać w miłosierdzie Boże, które gotowe jest przyjść nam z pomocą i nas wybawić.
Nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusowego skłania również do aktów pokutnych za grzechy innych. Kto miłuje Boże Serce, ten będzie starał się temu Sercu wynagradzać za grzechy braci. Tak więc nabożeństwo to budzi także świadomość i odpowiedzialność społeczną. Nabożeństwo do Serca Jezusowego nagli do naśladowania cnót tego Serca – a przede wszystkim miłości we wszelkich jej przejawach.

Istnieją rozmaite formy czci Najświętszego Serca Pana Jezusa.

Pierwszą z nich jest coroczna uroczystość, obchodzona w piątek po oktawie Bożego Ciała.
Miesiąc czerwiec jest miesiącem Serca Jezusowego; szczególnym orędownikiem tej formy kultu był papież Leon XIII (+ 1903) i jego następcy.
Często spotyka się także wizerunki Serca Jezusowego: w postaci medalików, obrazków, obrazów ściennych, figur. Liczne są także świątynie poświęcone Sercu Jezusa – w samej Polsce jest ich ok. 400.
Wiele narodów i państw poświęciło się Sercu Pana Jezusa, m.in. Ekwador, Kolumbia, Belgia, Hiszpania, Francja, Meksyk, Polska. Istnieją też zakony pod nazwą Serca Jezusowego – m.in. sercanki, siostry Sacre Coeur, siostry urszulanki Serca Jezusa Konającego.
Istnieją także konkretne pobożne praktyki ku czci Serca Jezusowego. Godzina święta wywodzi się od św. Małgorzaty Marii Alacoque. Pan Jezus wyraził życzenie, aby wierni w nocy z czwartku na pierwszy piątek miesiąca adorowali chociaż przez godzinę Najświętszy Sakrament dla uczczenia konania Chrystusa w Ogrodzie Oliwnym. Praktykę tę przyswoiło sobie bardzo wiele parafii, odprawiając specjalne adoracje w godzinach wieczornych. Pan Jezus dał także św. Marii Małgorzacie obietnicę, że kto przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków przystąpi do Komunii świętej i ofiaruje ją jako wynagrodzenie za grzechy własne i rodzaju ludzkiego, temu Boże Serce zapewni miłosierdzie w chwili zgonu, że nie umrze bez Jego łaski. Kościół wprawdzie nie zaaprobował urzędowo tej obietnicy, pozwala jednak ufać, że zostanie ona wypełniona. Praktyka ta przyczyniła się do spopularyzowania zwyczaju częstej Komunii świętej. Pierwsze litanie do Najświętszego Serca Jezusowego powstały w XVII wieku. Obecna pochodzi z wieku XIX. Jej początek miał miejsce w klasztorze francuskich wizytek. Zatwierdził ją do odmawiania publicznego papież Leon XIII 2 kwietnia 1889 roku. On też dołączył do litanii akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Papież Pius XI dodał akt wynagrodzenia Sercu Jezusowemu,który nakazał odmawiać co roku w uroczystość Serca Jezusowego.

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 18 komentarzy

Święty Ojciec Pio – męczennik konfesjonału

Ojciec Pio znaczną część swojej służby kapłańskiej poświęcił sakramentowi pokuty. Wyspowiadał dziesiątki tysięcy pokutujących grzeszników. Wymagał spowiedzi jasnej, krótkiej, klarownej, szczerej. Biada tym, którzy się usprawiedliwiali! Wydawało się, że pragnie swymi ogromnymi oczyma zagłębić się w sumieniu penitenta, zajrzeć w najskrytsze jego tajemnice. Jeśli ktoś uporczywie ukrywał grzechy, Ojciec przerywał mówiąc: „Teraz powiedz mi… Czy kiedykolwiek zrobiłeś… czy kiedykolwiek…”. Jeśli ktoś nie chciał się przyznać do ukrywanego grzechu, Ojciec odsyłał penitenta bez rozgrzeszenia, czynił to głosem szorstkim i stanowczym. Wiedział, że tylko tak może spowodować w grzeszniku opamiętanie. Pewien mężczyzna rozgrzeszony przez Ojca dopiero po wielu spowiedziach wspominał: „Do tej pory nikt mną tak naprawdę nie wstrząsnął, przez co z łatwością usprawiedliwiałem swoje grzechy”. Kiedyś stanął przed Ojcem na schodach klasztornych pewien człowiek i poprosił o spowiedź. W odpowiedzi usłyszał słowa: „Nie widzisz, jaki jesteś brudny? Idź i poukładaj swoje sprawy, zmień swoje życie, a potem przyjdź, wtedy cię wyspowiada”. Ojca Tarcisio, który był świadkiem tego zdarzenia, wprawiła w zdumienie odpowiedz Ojca, który rzekł do niego: „Gdybyś tylko wiedział, ile strzał przeszyło moje serce! Lecz gdybym tak nie czynił, wielu nie wróciłoby do Boga…”. Innym razem Ojciec odesłał bez rozgrzeszenia pewnego młodzieńca, a wyraz jego twarzy świadczył o ogromnym niezadowoleniu. Lecz później Ojciec zwierzył się jednemu ze współbraci: „Jak bardzo cierpię, odmawiając rozgrzeszenia…”. Kiedyś Ojciec powiedział: „Wiem, że lepiej być zganionym przez człowieka, tu, na ziemi, niż przez Pana Boga po śmierci”. Był nieugięty i zdecydowany w przestrzeganiu zasad katolickich, bo szukał tylko prawdziwego dobra dusz. Zwierzył się jednemu ze współbraci: „Synu mój, zanim sprawisz cierpienie innym, zobacz, jak ja cierpię. Ale jest to konieczne, gdyż u tak wielu dusz muszę wykorzenić stare, a zasiać nowe”. Ojciec powtarzał często swoim penitentom: „Zrodziłem cię w miłości i w bólu”. Ojciec często mówił o swoich duchowych dzieciach: „Ja mogę także karać moje dzieci, ale biada temu, kto mi je dotknie!… Kuksańcami muszę przywoływać je do porządku…”. Pewnej nadgorliwej córce duchowej, która starała się usprawiedliwić jakiegoś grzesznika, prosząc, aby Ojciec udzielił mu jednak rozgrzeszenia, odpowiedział: „Córeczko moja, czy to jest moje zadanie, czy twoje?”. Pewnemu księdzu, który poprosił o radę, zdecydowanie odpowiedział, że należy odmawiać rozgrzeszenia tym małżonkom, którzy nie chcą mieć dzieci, i dodając słowa: „Krew Jego na nas i syny nasze”, Ojciec powiedział: „Zrozumiałeś to dobrze? My udzielamy Krwi Pana Jezusa. Uważaj, aby nie marnować je łatwo i lekkomyślnie”. Kiedy przewrotni penitenci starali się znaleźć innego księdza, który rozgrzeszyłby ich z grzechów przez Ojca nierozgrzeszonych, Ojciec mówił: „Znajdź spowiednika, który udzieli ci rozgrzeszenia, a do piekła pójdziecie obaj”. Stanowczość Ojca z reguły doprowadzała grzesznika do opamiętania. Kiedyś, przechodząc przez zakrystię, Ojciec zauważył żałośnie szlochającego młodzieńca. Ojciec zapytał: „Dlaczego płaczesz? – Ponieważ Ojciec nie dał mi rozgrzeszenia”. Ojciec zaczął łagodnie go pocieszać: „Synu, jeśli tak się stało, to odmówiłem ci rozgrzeszenia, żeby posłać cię do raju, a nie do piekła”. Gdy Ojciec spowiadał, używał krótkich i zwięzłych wyrażeń: „Ile razy?… Dlaczego?… I dalej?…”. stawiał pytania tym, którzy tego potrzebowali: „Czy kiedykolwiek przeklinałeś?… Opuściłeś niedzielną Mszę Świętą…?”. Ojciec starał się dostosować do każdego penitenta, i do prostego i do wykształconego. Jednemu ze współbraci zakonnych powiedział: „Trudność sprawia mi poznanie charakteru każdego z nich i dostosowanie się do niego”. Kobietom czasami zamykał okienko konfesjonału przed nosem: „Poszła stąd! Idź sobie, nikczemnico!”. Były osoby, które nie akceptowały takich gwałtownych wybuchów Ojca, na pozór pełnych zniecierpliwienia. Lecz Ojciec wiedział, że jego stanowczość pomoże grzesznikowi w nawróceniu. Gdy niektóre z kobiet skarżył się Ojcu Gwardianowi na złe traktowanie przez Ojca, Ojciec tłumaczył mu: „Synu mój, czasami wypowiadane słowa muszą być właśnie takie. Natomiast duszy mojej nigdy nie opuszcza pogoda. Wiesz poza tym, jak bardzo wszystkich kocham”. Ostre i stanowcze słowa Ojca były „niczym grom z jasnego nieba, który obalał wieloletnie dęby, przewracając je w jednej chwili. Grzesznicy, ugodzeni przez Ojca, nie mają już spokoju. Stają się grzeczni jak aniołki i wyznają publicznie wszystkie swoje błędy, płacząc przy tym i łkając jak dzieci. I to jest właśnie czas łaski”. I tak było. Ludzie ci często udawali się do innego kapłana, decydując się na dobrą spowiedź. „Wszyscy kapłani przyjmują tych synów marnotrawnych, którzy – płacząc – odsłaniają to, co kala ich dusze, i obiecują, że nigdy więcej nie zgrzeszą. Wyspowiadani drżący wracają do Ojca, który roześmiany obejmuje ich i błogosławi”. Pewnego dnia Ojciec płakał, siedząc w konfesjonale. Zapytany o przyczynę jego łez, odpowiedział: „Niewdzięczność ludzi względem Najwyższego Dobroczyńcy” i dodał: „Cóż jeszcze miał zrobić Jezus, ten biedny Jezus, i nie zrobił tego?…”. Jego cechy jako spowiednika można było uchwycić lepiej, patrząc na niego, gdy przebywał w konfesjonale. Siedział na krześle, często opierając stopę o dolną część klęcznika lub ramię o jego górną część. Czasami bawił się dużą, błękitna chustką, a czasami sprawiał wrażenie skupionego na starannym wydzieleniu porcji tabaki. Gdy słuchał spowiadającego się penitenta, często utkwiwszy w nim spojrzenie, powolnym ruchem uderzał się w piersi. Słuchał uważnie; rzadko przerywał, prosząc o sprecyzowanie wypowiedzi. Tuż przy konfesjonale ci, którzy czekali na swoją kolej, odczuwali istotę sakramentu, do którego wielokrotnie, w innych miejscach, podchodzili z nadmierną lekkością. Spowiedź u Ojca rzadko trwała dłużej niż pięć lub sześć minut, co więcej, często kończyła się po kilku sekundach wyrzuceniem penitenta. Tych kilka minut wystarczało, aby prześwietlić duszę grzesznika i skierować na dobrą drogę. „Grzech, – powiedział św. OJCIEC PIO Z PIETRELCINY – kiedy idzie za nim głęboki ból z powodu jego popełnienia, uczciwa obietnica, że już się go nie powtórzy, i żywa świadomość wielkiego zła, którym sprawiliśmy ból Miłosierdziu Bożemu, kiedy zatwardziałe serce pęka i wypływają z niego gorące łzy skruchy i miłości, nawet grzech, synu mój, z całą pewnością prowadzi nas do Niego”.

(Przy opracowaniu tego artykułu skorzystaliśmy z książki O. Luigi Peroni, włoskiego kapucyna: Ojciec Pio, t. II, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008, rozdział XXXIV CHARYZMATYCZNY SPOWIEDNIK, s.87-99)

******

„Ani w myślach, ani w spowiedzi Świętej nie powinno się wracać do win wyznanych na poprzednich spowiedziach świętych. Dzięki naszej [ doskonałej] skrusze, [wypływającej z miłości do Boga], Jezus przebaczył je w sakramencie pokuty. Tam On sam stanął przed nami i naszymi nędzami, jako Wierzyciel wobec niewypłacalnego dłużnika. Gestem nieskończonej wspaniałomyślności podarł i zniszczył weksle zapisane przez nas grzechami. Na pewno nie umielibyśmy spłacić naszych długów, gdyby nie przyszła nam z pomocą Jego Boska łaskawość. Powracanie do tych win, chęć ponownego wydobywania ich z zapomnienia po to, aby raz jeszcze otrzymać za nie przebaczenie tylko dlatego, że mamy wątpliwość, czy zostały one rzeczywiście i wspaniałomyślnie odpuszczone, czyż nie jest aktem nieufności wobec dobroci, która dała dowód ich przebaczenia, unicestwiając wszelki tytuł długu zaciągniętego przez nas grzechami?.” (GF, s. 169). Po zakończeniu spowiadania ojciec Pio natychmiast udawał się do kościoła, aby odprawiać nabożeństwo, albo na chór, albo się modlić.

******

Drodzy Czytelnicy, 23 czerwca 2017 r, zostanie odprawiona Msza Święta dziękczynna za Błogosławieństwo spływające na duchowe dzieci św. Ojca Pio. Naszą wdzięczność przekuwajmy na świętość w życiu codziennym.

Święty Ojcze Pio z Pietreleciny, wierny naśladowco Pana Jezusa Ukrzyżowanego,
prosimy, abyś przez Niepokalane Serce Najświętszej Maryi Panny z Fatimy,
złożył w Jego Świętej Ranie Miłosierdzia, nas swoje duchowe dzieci,
abyśmy na ziemi w niebie oglądać mogli Oblicze naszego Pana i Zbawiciela. Amen

******

Informujemy, że zamówienia na błogosławiony olej św. Ojca Pio można składać tylko do końca czerwca a potem dopiero od września – pisząc na adres e-mail: jutrzenka2012@gmail.com
W sierpniu istnieje możliwość pojechania na  wczaso-pielgrzymkę do Włoch, w tym do San Giovanni Rotondo. Informacje pod tym samym adresem e-mail.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Opublikowano Wydarzenia | 43 komentarze

Ks. Adam Skwarczyński: Czy umiesz ochrzcić w sytuacji wyjątkowej?

CZY UMIESZ OCHRZCIĆ W SYTUACJI WYJĄTKOWEJ?

       Na stronie: https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/pomoc-duchowa/kacik-dla-nieochrzczonych/ został zamieszczony mój artykuł „Kącik dla nieochrzczonych” (5 stron A4). Teraz zwracam się do ochrzczonych z pytaniem, czy umieją udzielić tego sakramentu w sytuacji wyjątkowej, niebezpiecznej, gdy nikogo innego nie ma w pobliżu, a już na pewno zwykłego szafarza. A księży w parafiach pytam: czy wypełnili swój obowiązek, wynikający z Kanonu 861 §2 KPK? Oto jego treść: „Duszpasterze, zwłaszcza zaś proboszcz, powinni zatroszczyć się o to, aby wierni zostali pouczeni o prawidłowym udzielaniu chrztu”.

       Wkrótce miliardy ludzi staną twarzą w twarz przed Jezusem, przychodzącym w Paruzji „z wielką mocą i chwałą”. Ogromna liczba tych, którzy Go nagle poznają, zapragnie pójść za Nim do Domu Ojca drogą Dekalogu i Ewangelii, drogą przynależności do Kościoła. Jak wiemy, bramą do Kościoła, ale także do Nieba, jest sakrament Chrztu świętego. Możemy się więc domyślić, że ta ogromna rzesza, oświecona i pobudzona łaską Bożą, nagle zawoła, jak w Jerozolimie w dniu zstąpienia Ducha Świętego: „Co mamy czynić, aby się zbawić?! Ochrzcijcie mnie!!!”, a my nie będziemy mogli im tego odmówić w tych nadzwyczajnych okolicznościach. Czy wiemy, jak mamy się wtedy zachować?

       Kodeks Prawa Kanonicznego zawiera pouczenia, dotyczące Chrztu w sytuacji zagrożenia życia:

       Kan. 865 §2: Dorosły (tzn. ten, kto ukończył 14 rok życia – zob. kan. 863), znajdujący się w niebezpieczeństwie śmierci, może być ochrzczony, jeśli mając jakąś znajomość głównych prawd wiary, ujawni w jakikolwiek sposób intencję przyjęcia chrztu i przyrzeknie, że będzie zachowywał nakazy chrześcijańskiej religii.

       Kan. 868 §2: Dziecko rodziców katolickich, a nawet i niekatolickich, znajdujące się w niebezpieczeństwie śmierci, jest godziwie ochrzczone nawet wbrew woli rodziców. Kan. 870: Dziecko podrzucone lub znalezione, jeśli po dokładnym zbadaniu nie ustali się jego chrztu, należy ochrzcić. (W razie watpliwości należy użyć formy warunkowej: Janie, jeśli nie jesteś ochrzczony, ja ciebie chrzczę w Imię…).

       Zwykle za Chrzest dorosłych odpowiedzialni są biskupi diecezjalni, oni też ustalają warunki i zasady przygotowania do niego etapami, najczęściej na przestrzeni trzech lat. Jednak wskutek Paruzji Jezusa powstanie sytuacja nadzwyczajna, która nie tylko upoważni nas, ale wprost narzuci nam wyjątkowy sposób działania. Będzie się przecież zbliżała wielka kara Boża, przeróżne kataklizmy, które zmiotą z powierzchni ziemi miliardy ludzi, czasu więc na naukę i przygotowanie do Chrztu zabraknie. Zgodnie z nauką Kościoła w okolicznościach zagrażających czyjemuś życiu może ten ktoś poprosić o Chrzest każdego przechodnia, i to nawet niewierzącego lub wyznawcę innej religii, jeśli ten zechce wypełnić dwa warunki: że użyje on wody i wypowie konieczne słowa, a przy tym uczyni to z pragnieniem wypełnienia tego, co w takiej sytuacji czyni Kościół.

       Ośmieszyłby się ten, kto by wtedy wpadł w popłoch i zaczął myśleć zwykłymi kategoriami: „Gdzie ja ci teraz znajdę rodziców chrzestnych?! Do jakiej księgi i w jakiej parafii ma być wpisany twój chrzest? Gdzie tu szukać białej szaty?” – itp. Jednak, gdyby czas na to pozwalał i okoliczności (np. znajomość języka), dobrze by było mającemu przyjąć chrzest zadać kilka pytań: czy wierzysz w Trójjedynego Boga i w życie wieczne, czy żałujesz za wszystkie grzechy i czy postanawiasz poprawę? Jak wiemy, Chrzest gładzi nie tylko grzech pierworodny i wszystkie inne, ale i uwalnia od kary za grzechy, czy to na ziemi, czy w czyśćcu. Czy jednak Bóg odpuszcza grzechy, za które ktoś nie żałuje? Dlatego, w razie potrzeby, należy chrzczonemu pomóc wzbudzić sobie żal za grzechy, które stały się przyczyną męki i śmierci Odkupiciela – tak wiele Go kosztowały.

       W świątyni przed Chrztem składane jest wspólne wyznanie wiary (jest to Skład Apostolski, znany nam z pacierza czy Różańca), które i my możemy głośno odmówić, albo przynajmniej zadajmy chrzczonemu jakieś pytania, dotyczące głównych prawd wiary. Mamy także, zgodnie z Kodeksem Prawa, zachęcić chrzczonego do złożenia przyrzeczenia, że będzie przestrzegać w dalszym życiu „nakazów religii chrześcijańskiej”. Gdyby to jednak był głuchoniemy albo posługujący się językiem nam nieznanym, a tylko na migi dał nam znać, że prosi o Chrzest – powinniśmy go ochrzcić z pominięciem nawet tak krótkiego przygotowania. Zastąpmy je wtedy gestami znanymi wszystkim: złożywszy dłonie do modlitwy i wznosząc wzrok w górę, pobudźmy go do modlitwy, a następnie, bijąc się w piersi z pochyloną głową – do wzbudzenia sobie szczerego żalu za grzechy.

       I oto wszystko gotowe. W pobliżu mamy wodę na tyle głęboką, że możemy w niej zanurzyć z głową chrzczonego (sami możemy też do niej wejść, ale wystarczy, jeśli z brzegu zdołamy dokonać jego trzykrotnego całkowitego zanurzenia), albo też mamy w ręku naczynie z wodą – jakąkolwiek, nawet wytopioną ze śniegu czy lodu – do polania głowy. Może być święcona, ale wiedzmy o tym, że poświęconą specjalnie do Chrztu dysponują tylko kapłani.

       Gdy jest woda, trzeba wypowiedzieć odpowiednie słowa sakramentalne, a wypowiadając je, jednocześnie tej wody użyć. Oto one: Janie (Janino), ja ciebie chrzczę w Imię Ojca (polanie głowy wodą) i Syna (polanie) i Ducha Świętego (polanie). Ewentualnie – jak wyżej powiedziano – trzykrotne, przy wypowiadaniu tychże słów, zanurzenie ręką głowy chrzczonego w wodzie. Gdy szafarz sakramentu znajduje się w wodzie obok przyjmującego, może wywrzeć nacisk na cały korpus albo tak go pochylić podtrzymując, np. pod plecy, by cały się trzykrotnie zanurzył. Jakkolwiek to zrobi, niech pamięta, że to on ma być tym zanurzającym, gdyż nikt nie może ochrzcić samego siebie.

       Jak wiadomo, ludzie mają często imiona „pogańskie”, które wypowiemy na pierwszym miejscu, ale na drugim możemy umieścić imię któregoś ze świętych. Choć i bez tego chrzest będzie ważny, ale w ten sposób będą mieli swojego patrona.

       W kościołach po udzieleniu sakramentu następuje wspólne podziękowanie Bogu, więc warto je zachować: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen.

       Gdyby warunki na to pozwalały, dobrze by było dać nowoochrzczonemu kartkę o takiej (w przybliżeniu) treści: „Dnia… ochrzciłem z wody Muhammada Józefa… (nazwisko), co potwierdzam swoim podpisem:…”. Możemy też go zachęcić, by przy najbliższej okazji poszedł z tą kartką do jakiejś parafii, a księża poinformują go o dalszych krokach, zwłaszcza o namaszczeniu olejem krzyżma świętego oraz o przyjęciu Bierzmowania i Komunii Świętej.

CZY UMIESZ OCHRZCIĆ ZMARŁEGO?

       Chociaż niektórzy z Czytelników mogą być zaskoczeni tym moim pytaniem, są i tacy, dla których ten temat nie jest obcy. Ileś lat temu w „Rycerzu Niepokalanej” napotkałem szczegółową „instrukcję”, odnoszącą się do chrztu zmarłych dzieci, zawierającą obrzęd dość rozbudowany. Było tam kilka modlitw, które mogły sprawiać wrażenie, że są ściśle konieczne, chociaż w rzeczywistości takimi nie były. Ktoś pobożny ułożył je pewno po to, by wszystko razem wyglądało bardziej „uroczyście”. Dla mnie ważne było to, że tak popularny miesięcznik, posiadający aprobatę władzy kościelnej, w ogóle poruszył ten temat. Przez to samo odmówił podpisania się pod orzeczeniem papieskiej komisji teologicznej z 2006 roku. Stwierdziła ona, że dusze małych dzieci zmarłych bez chrztu idą prosto do Nieba, gdyż są one niewinne, a nieskończenie miłosierny Bóg ma na pewno nieznane nam sposoby na ich uszczęśliwienie. To orzeczenie jest wyłącznie opinią teologów, której przyjęcie nas nie obowiązuje – tym bardziej, że przekreśla wielowiekowe (chociaż nie ujęte w dogmat) przekonanie Kościoła w tym względzie. Zgodnie z tym przekonaniem żaden nieochrzczony nie może cieszyć się w Niebie uszczęśliwiającą wizją Boga, a małe dzieci obdarzone są wyłącznie szczęściem naturalnym, podobnym do Raju, w miejscu zwanym po łacinie „limbus puerorum”. Jest to jakby przedsionek Nieba.

       Nie zagłębiając się w dyskusję możemy śmiało przyjąć, że jeśli raz zrobimy wyłom w tradycyjnej nauce Kościoła, reszta nam się rozsypie – bo dlaczego nie mieliby oglądać Bożego Oblicza nieochrzczeni starsi, którzy aż do śmierci nie popełnili grzechu ciężkiego? Dla mnie większą wartość od opinii teologów ma pouczenie w tej kwestii przychodzące z Nieba. Myślę o tym, co napisała włoska mistyczka Rosa Quattrini, która mieszkała w San Damiano, gdzie teraz jest wielkie sanktuarium. Otóż zstąpienie duszy Pana Jezusa do piekieł, w które wierzymy zgodnie ze słowami Składu Apostolskiego, dotyczyło nie piekła (jak twierdzą np. prawosławni), lecz otchłani, w której czekali na Odkupiciela wszyscy sprawiedliwi Starego Przymierza. Z niej to właśnie wywołał Pan Jezus dusze Mojżesza i Eliasza, by rozmawiać z nimi na górze Tabor. Zstąpiwszy tam po swojej śmierci ochrzcił Pan Jezus ich dusze i otworzył im Niebo. Otchłań jednak nie przestała istnieć – zaczęła się na nowo zapełniać duszami sprawiedliwych nieochrzczonych, które tym razem na swój chrzest muszą czekać aż do końca świata. Muszą – to już dodam od siebie, a myślę szczególnie o duszach dzieci – jeśli my nie będziemy naśladować Pana Jezusa i ich nie ochrzcimy!

       W czasach apostolskich istniała praktyka, później zaniechana i na tyle zapomniana, że w dzisiejszych komentarzach do Pisma Świętego nie znajdujemy logicznego i pewnego jej wyjaśnienia. Porusza ją św. Paweł w 1 Liście do Koryntian (15,29): „Jeżeli umarli w ogóle nie zmartwychwstają, to czemuż za nich [niektórzy] chrzest przyjmują?” Jednak to tłumaczenie nie jest precyzyjne i zależy od sposobu myślenia tłumacza. Równie dobrze (korzystam tu ze słownika greckiego) można te słowa oddać w ten sposób: „… To czemuż [niektórzy] są zanurzani zamiast nich (lub: w ich zastępstwie)?” Moim zdaniem wyjaśnienie tego zdania nie jest trudne: Kościół wierzył, że można udzielić Chrztu duszy zmarłego. Lecz jak ochrzcić samą duszę, nie widząc ani jej, ani ciała? Jak ją zanurzyć w wodzie? Wobec tego ktoś na ziemi (już ochrzczony) reprezentował tego zmarłego chrzczonego, użyczając swojego ciała i będąc zanurzanym w wodzie jakby w jego zastępstwie, a udzielającemu Chrztu było wtedy łatwo skoncentrować się w myśli na duszy zmarłego. I ja postępuję w podobny sposób, który teraz opiszę.

       Gdy przychodzi do mnie matka poronionego dziecka, daję jej specjalnie ułożoną modlitwę. Ma jej ona pomóc wyjść z duchowej traumy – by zamiast się smucić, a czasami i oskarżać o jakieś zaniedbania, uczyła się wielbić Boga za wieczne szczęście swojego dziecka. Proponuję jej także chrzest duszy tego dziecka, by mogło wejść do Nieba. Zapalam świecę (choć nie jest to konieczne) i odmawiamy Skład Apostolski jako symbol tej wiary, w której jesteśmy ochrzczeni oraz chrzcimy innych. Następnie nad naczyniem w kształcie miseczki matka trzyma swoją dłoń zwiniętą w pięść, a ja polewam ją trzykrotnie w Imię Osób Boskich, jakby ta pięść była główką dziecka, nadając ustalone wcześniej imię. Gdy płeć dziecka jest nieznana, proszę jego matkę, by wybrała dwa imiona, męskie i żeńskie, a wypowiadając oba, rozdzielam je słowem „albo”, np.: Mariuszu albo Mario, ja ciebie chrzczę w Imię Ojca… Gdy rodzice nie mogą być przy tym obecni, a mnie o taki chrzest zmarłego dziecka proszą, wykorzystuję swoją własną pięść, którą polewam drugą ręką.

       Mogę stwierdzić, że niejedna matka wyszła z mojej zakrystii duchowo przemieniona i pocieszona. Towarzyszące jej głębokie przekonanie, że ona i jej rodzina mają w Niebie świętego orędownika, na pewno przełożyło się jakoś na jej życie codzienne. Mam nadzieję, że otrzymana do domu modlitwa mogła jej przynieść nowe spojrzenie na Boga jako nieskończenie miłującego Ojca, ale i na jej własne macierzyńskie powołanie, dobrze wypełnione. Mam także wersję tej modlitwy dla obojga rodziców.

       Zachęcam rodziców zmarłych przedwcześnie dzieci do ochrzczenia ich dusz w sposób zbliżony do opisanego. A jeśli sami przyczynili się do ich śmierci i teraz tego żałują, niech tym bardziej takiego Chrztu dokonają, by zło zwyciężyć dobrem. Wielkim dobrem byłoby także podjęcie przez nich adopcji nieznanego sobie dziecka poczętego, by swoją 9-miesięczną modlitwą uchronić je przed aborcją i w ten sposób wynagrodzić Bogu za swój grzech. W każdej parafii mogą otrzymać na ten temat informacje. Wprawdzie w parafiach odbywa się w niektóre dni roku uroczyste włączenie się chętnych w to dzieło, ale w każdej chwili można się do niego przyłączyć w oparciu o otrzymane teksty.

       Zdarza się również, że wiadomość o planowanej w rodzinie lub wśród znajomych aborcji mobilizuje otoczenie do walki o to zagrożone życie. Nieraz sam Bóg pokazuje, jak bardzo sobie tę walkę ceni, obdarzając potomstwem małżonków dotychczas niepłodnych, którzy się w nią zaangażowali.

       Wejście do Nieba jest szczęśliwym uwieńczeniem ziemskiego życia, które w tym momencie znajduje swoje przedłużenie w wiecznym szczęściu. Kto tylko będzie miał ku temu okazję, niech w oparciu o powyższy tekst dopomoże przez Chrzest – czy to żyjącym na ziemi, czy już zmarłym – wejść do Wiecznej Chwały, wypełniając tym samym najwznioślejszy dobry czyn. A my wszyscy pielgrzymujący przez ziemię życzmy sobie nawzajem z głębi serca: DO SPOTKANIA W BRAMIE NIEBA!

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , | 43 komentarze

Dominik Tarczyński: uchodźcą jest osoba, która uchodzi do pierwszego bezpiecznego kraju, a nie leci pół świata po socjal

 

Mamy do czynienia z wojną – wojną cywilizacji. To nie są zamachy terrorystyczne, tylko regularna wojna

— powiedział poseł Dominik Tarczyński w programie „Minęła dwudziesta” na antenie TVP Info.
Poseł Prawa i Sprawiedliwości komentował ostatnie zamachy terrorystyczne w Europie.
Premier May mówiła, że tygodniowo udaremniane są cztery zamachy. Nie możemy porównywać tego co działo się 20-30 lat temu, z tym szaleństwem, które wywołały Niemcy. Trzeba powiedzieć prawdę – to co się dzieje jest elementem politycznej łapówki dla Donalda Tuska, który teraz promuje te siłowe rozwiązania relokacji, a wśród tych ludzi, tak jak w Berlinie, Paryżu czy w Belgii są uchodźcy, którzy otrzymali dokumenty na greckich wyspach. Te osoby, które promują te siłowe rozwiązania i pośrednio dopuszczają do tych zamachów mają krew na rękach
— stwierdził.

Tarczyński przekonywał, że tak długo jak Polską rządzi PiS, Polacy mogą czuć się bezpiecznie.
To wojna cywilizacji i my tej wojny w Polsce nie chcemy. Tej wojny w Polsce nie będzie dopóki Prawo i Sprawiedliwość rządzi. I nieważne jak będziecie nas nazywać, nieważne, co będziecie malować kredkami, my nie zgodzimy się na to, by za polityczny deal stawiać w ryzyku polskich obywateli. Tu nie chodzi o żadną politykę, to wojna, za którą ktoś wziął stołek
— powiedział.

Musimy wprowadzić rozwiązania, o których przedstawiciele polskiego rządu już dawno mówili. Należy powstrzymać nielegalną imigrację, bo nie mówimy o uchodźcach tylko o nielegalnych imigrantach
— dodał.

Tłumaczył też, że to wcale nie obywatele państw UE przeprowadzają zamachy a uchodźcy, którzy przybyli na Stary Kontynent.
Wszystkie fakty pokazują, że ci ludzie którzy się wysadzali, którzy mordowali, w przypadku Paryża trzech, dwóch w Belgii, to byli uchodźcy
— powiedział.

Byłem w Libanie trzy razy i ci ludzie mówili, że nie chcą nigdzie wyjeżdżać, tylko zostać tam. Prosili tylko, by im pomóc. I to Polski rząd robi
— dodał.

Tarczyński zareagował też na słowa Adama Szłapki z Nowoczesnej, który przekonywał, że PiS posługuje się językiem z lat. 30
Jakie porównania. Faszyzm, nazizm, a sami wykorzystaliście Auschwitz do walki politycznej
— odpowiedział mu Tarczyński.

Chce powiedzieć, żeby to dotarło to do waszych głów. Polacy tego nie chcą. Zrozumcie to. Jeżeli będziecie działać przeciw narodowi polskiemu, to skończycie jak Palikot
— mówił.

Źródło: wPolityce.pl

*****
Ks. prof. Waldemar Cisło – Pomoc Kościołowi w Potrzebie PKWP
„Imigranci czy uchodźcy”

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , | 52 komentarze

Ks. Adam Skwarczyński: Apel do Rodaków za granicą!

Drodzy Rodacy za granicą!

     Nie jestem „katastrofistą”, a tym bardziej „prorokiem zagłady” w tym świecie, w którym coraz trudniej nam wszystkim żyć. Wprost przeciwnie – chciałbym wskazać Wam drogę do (bliskiego już) Nowego Świata, bardzo podobnego do Raju. Dlatego właśnie to piszę, z ręką na sercu i na oczach Boga, który wie, że nie zmyślam ani nie kłamię. Na oczach Boga, od którego otrzymałem nagle ku temu natchnienie.

       Jestem niczym i nikim, a mój głos jest jak pisk myszy kościelnej pod miotłą Przychodzącego posprzątać swój Kościół i świat! Jednak Przychodzący dał mi, i to już od dziecka, świadomość rzeczy mało znanych innym, a uczynił to w określonym celu: byście Wy właśnie, i to teraz, z tej wiedzy skorzystali.

       Już doświadczacie na sobie w niektórych krajach niechęci, a nawet wrogości gospodarzy, a będzie ona teraz narastać z każdym dniem. Oficjalnie będą udawać przyjaciół, a za Waszymi plecami będą spiskować przeciwko Wam i snuć ukryte plany, może nawet z przesiedleniem Was na inny kontynent włącznie. Uderzy w Was boleśnie kolejny kryzys, zaplanowany przez ludzi oddanych piekielnemu władcy tego świata. Wstrząśnie Wami poczucie zagrożenia, ogarniające całe społeczności, i to nie tylko z powodu agresji islamu, lecz i zbliżających się kataklizmów. Dotknie Was niepewność jutra.

       W tym wszystkim jednak macie dostrzec nie zło, lecz wprost przeciwnie: wielkie dobro! Bóg chce posłużyć się tymi środkami, by wskazać Wam wyraźny cel i sposób działania: niejako przymusić Was do powrotu do Kraju, byście mogli ocaleć w czasie nadchodzącego straszliwego oczyszczenia świata. Wprawdzie i Polskę dotkną bolesne kary, jednak u nas będzie najbezpieczniej. Między innymi dlatego, że Polska ma jeszcze do wypełnienia ważną misję wobec innych narodów. Znane są słowa Pana Jezusa, przekazane przez słynną stygmatyczkę Teresę Neumann, która przez 40 lat żyła bez ziemskiego pokarmu: „Zdejmie niewolnica kajdany swoje i stanie się jako królowa. Wstawią się za nią łzy, które Matka Moja pod Krzyżem przelała, a naród, który Ją czci, nie będzie między narodami ostatni. Światłych i mądrych Polsce nie odmówię. W języku polskim będą głoszone najmądrzejsze prawa i najsprawiedliwsze ustawy, zaś Warszawa stanie się stolicą Stanów Zjednoczonych Europy. Polska, która pierwsza karę poniosła, choć wina jej nie była największa, prędzej niż inni się podniosła. W czym zawiniła, przez to musiała doznać kary. Ale już bliski jest koniec jej pokuty. Wytrwa przy Kościele swoim i doczeka wyzwolenia. Nieprzyjaciołom swoim krzywdy pamiętać nie będzie, dobrem za zło zapłaci. Będzie mieć chwałę między narodami i skrzydła szeroko otwarte, rozszerzy też granice swoje. Weźmie narody wierne Kościołowi w nagrodę wierności swojej”.

       Stygmatyczka kieruje w imieniu Boga ostrzeżenie do narodów: „Idzie godzina wielka, groźna, sądu i kary. […] Nie otworzą się tym razem upusty niebieskie, jak za dni Noego, i nie popłyną wody, by zalać ziemię skalaną grzechami. Ale otworzy się ziemia, zapłonie od wulkanów, które już zagasły, i będzie drżało jej łono, aż walić się będą lądy, gdzie szumi zboże i stoją łany. Pioruny będą padały z chmur jak deszcz, aż poruszona zostanie materia nienawiści ludzkiej. Zbliża się nowy potop, tym razem nie potop wody, lecz ognia i błyskawic”. Kto zna treść objawień Matki Bożej w Akita w Japonii (uznanych przez Kościół za prawdziwe), łatwo dostrzeże ich zbieżność z powyższym tekstem. Karząca ręka Boga wzbudzi wszystkie żywioły, by rzuciły się na ludzi, więc zostanie ich niewielu – jak pisze prorok Izajasz: jak garść oliwek na wierzchołku otrząsanego z nich drzewa (17,6; 24,18-20): „Upusty otworzą się w górze, a podwaliny ziemi się zatrzęsą. Ziemia rozpadnie się w drobne kawałki, ziemia pękając wybuchnie, ziemia zadrgawszy zakołysze się, ziemia się mocno zataczać będzie jak pijany i jak budka [na wietrze] będzie się chwiała, grzech jej zaciąży nad nią”. To trzęsienie ziemi i sprowokowany przez nie wybuch superwulkanów wzbudzi tak monstrualne fale, że olbrzymie połacie lądu zostaną przez nie spłukane. Rozstroi się skorupa ziemska, wypiętrzając nowe góry i pochłaniając stare, powierzchnia ziemi zmieni się nie do poznania.

       Przeżywałem to od dziecka, chociaż wtedy nie miałem pojęcia, czego to dotyczy. Wiem, że trzęsienie całego globu ziemskiego (tak wielkie, że nikt nie utrzyma się na nogach!) zamieni miasta w stosy gruzów, jednak gdy do ziemi zbliżać się będzie olbrzymia asteroida, którą widziałem z bliska, w Polsce będzie możność ucieczki na wieś, gdyż niskie domy ocaleją. Im dalej od miast, tym łatwiej będzie można przetrwać. W braku magazynów, sklepów i transportu jedynym środkiem utrzymania będzie to, co da się na wsi na bieżąco wyhodować.

       Może powiecie: „Co Bóg da to będzie. W końcu i tak trzeba umrzeć i zostawić wszystko”. To prawda. Jednak dla wielu z Was Bóg planuje jeszcze dalszą przyszłość na ziemi i chce, byście po jej oczyszczeniu doświadczyli Jego ogromnego Miłosierdzia, wychodząc z ruin na słońce i budując Nowy Świat w oparciu o zasady Ewangelii. Bywałem w tym świecie, który opisałem w swojej powieści, i tak bardzo za nim tęsknię! Jeżeli i Wy zatęsknicie, a poza tym odczujecie w sobie impuls pobudzający Was do powrotu do Ojczyzny – nie lekceważcie go! Bardzo możliwe, że w ten sposób Bóg otworzy przed Wami drogę do Nowego Świata. Nie lekceważcie, mówiąc sobie: gdy coś się zacznie dziać, zawsze jeszcze zdążę podjąć decyzję i uciec… Nie mówcie tak, gdyż możecie wpaść w pułapkę tak nagle i niespodziewanie, że już nie będzie odwrotu. Gdy ludzi ogarnie popłoch, wielu z nich rzuci się do banków po swoje pieniądze i przekona się, że tam ich nie ma i nie będzie. A gdy padną banki i pieniądze wraz z nimi, runą całe struktury, na których opiera się dzisiaj życie społeczne. Nie tylko zostaniecie z pustymi rękami tracąc wszystko, ale i powrót do Kraju stanie się niemożliwy.

       Nastawiając się na powrót, napotkacie pewno na opór ze strony najbliższego otoczenia. Bliskim, którzy te Wasze pragnienia i dążenia zlekceważą, a nawet wyśmieją, z serca to wybaczcie i nie miejcie im tego za złe. Może zdążą jeszcze zmienić swoje poglądy w ostatniej chwili, gdy np. pokaże się świetlisty Krzyż na niebie (opisany w „Dzienniczku” św. Faustyny Kowalskiej) albo z Medziugorja przyjdzie zapowiedź spełnienia się pierwszej czy drugiej tajemnicy. Może nie staną się ofiarą wspomnianego popłochu. Może zdarzy się w ich życiu jakiś cud. Jeśli nie – Bóg przeprowadzi ich przez próg śmierci razem z rzeszą mieszkańców kraju ich zamieszkania… Pozostaje tylko modlić się o ich dobre przygotowanie na ostatnie z Nim spotkanie.

       Szczęśliwy ten, kto na pierwszym miejscu w swym życiu postawi wolę Bożą, Boży plan, odnoszący się do jego życia, a nie własne upodobania i dążenia. Wówczas nie błądzi, lecz najlepiej jak to możliwe korzysta z życia ziemskiego, a ono staje się dla niego źródłem zasługi na życie wieczne. A więc w Imię Trójjedynego Boga na całą drogę, jaką macie jeszcze do przejścia przez ziemię zgodnie z Bożym planem – na drogę pielgrzymów i robotników w Winnicy Pańskiej, pracujących za „denara” Wiecznego Szczęścia – z serca Was błogosławię.
R., 18 czerwca 2017.

Ks. Adam Skwarczyński

Opublikowano Aktualności, Pomoc duchowa | Otagowano | 94 komentarze

Moje codzienne ofiarowanie

Ofiaruję Ci Panie

Ofiaruję Ci Panie pracę tych,
którzy pragną utrzymać rodzinę
i zapewnić sobie godziwe warunki życia.
Przyjmij ich trud i wysiłek.

Ofiaruję Ci Panie ból bezrobotnych,
ich bezradność i troskę o niepewne jutro.
Nie pozwól, aby zwątpili w Twoją Miłość.
Ustrzeż ich od lenistwa i próżności.
Niech ufni w Twoje miłosierdzie uwierzą w lepsze jutro.

Ofiaruję Ci tych, którzy wypoczywają na wakacjach,
ich radości i zachwyt nad tym, co stworzyłeś.
Umocnij ich siły fizyczne i duchowe,
by kontakt z pięknem przyrody rozpalił ich miłość ku Tobie.

Ofiaruję Ci radość dzieci,
które mają szczęśliwych i kochających rodziców.
Niech poczucie bezpieczeństwa rozbudza w nich miłość ku Tobie.

Ofiaruję ból dzieci z rozbitych rodzin,
domów dziecka, z rodzin patologicznych.
Niech brak rodzicielskiej miłości nie przesłoni im
Miłości Twojej – Najlepszego Ojca.

Ofiaruję Ci Panie ból i cierpienie chorych i przebywających w szpitalach.
Niech swoje cierpienia złączą z Twoim cierpieniem,
by w ten sposób przyczynili się do zbawienia świata.

Ofiaruję Ci Panie cierpienie ludzi samotnych i opuszczonych.
Ty znasz smak samotności i opuszczenia.
Wzbudź w ich sercach Swoją obecność
i natchnij serca innych by przyszli im z pomocą.

Ofiaruję Ci Panie osoby,
które Ty sam powołałeś na swoją wyłączną służbę.
Umacniaj w nich Swoją odwieczną miłość i spraw,
by zawsze wiernie kroczyły Twoimi śladami.

Ofiaruję Ci Panie samą siebie.
Niech z każdym dniem kocham Cię coraz więcej.
Amen.

 

Opublikowano Aktualności, Pomoc duchowa | Otagowano | 5 komentarzy