Niespodzianka: podczas majowych rekolekcji z Padre Pio i Padre Matteo dołączono spotkanie z bratem Elia

Przypominamy, że są jeszcze wolne miejsca na majowe rekolekcje ze Świętym Michałem Archaniołem, Padre Matteo i Padre Pio. Program tych rekolekcji został dodatkowo wzbogacony o wizytę w mieście, w którym urodził się święty Ojciec Pio – w Pietrelcinie a ponadto dziś dostałam informację, że do programu dołączono spotkanie z bratem Elia
Więcej:
1) rekolekcje-stacjonarne-w-miejscach-swietych/
2) brat-elia-wspolczesny-stygmatyk-z-calvo/

Jeden z ostatnich maili na temat błogosławionego oleju św. Ojca Pio:
Pani Sabina napisała na maila:
„Dzień dobry, przesyłam podziękowania za olej św. Padre Pio i obrazki z modlitwami. Przekazałam trochę oleju rodzinie, która trwała przy umierającej osobie (odeszła w Wielki Czwartek). Przekazano mi, że ta osoba po posmarowaniu olejem św. Padre Pio lepiej spała….

Opublikowano Aktualności | 14 komentarzy

Homilia ks. Jana Pęzioła z dnia 22 kwietnia 2017 r.

Opublikowano Homilia, Wydarzenia | Otagowano , , | 1 komentarz

W Święto Miłosierdzia w Łagiewnikach zostanie odprawiona Msza św. w intencji czcicieli i dzieci duchowych Św. Padre Pio

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Na wieki wieków. Amen!

Drodzy Czciciele św. Ojca Pio z Pietrelciny, w niedzielę 23 kwietnia 2017 r., w Święto Miłosierdzia Bożego, w Łagiewnikach o godz. 10.00 zostanie odprawiona Msza Święta dziękczynna za łaski, które otrzymujemy za wstawiennictwem naszego św. Ojca Pio. Cały dzień trwajmy w dziękczynieniu. Zachętą do jeszcze serdeczniejszego dziecięcego przywiązania do naszego św. Ojca niech będą dzieje uzdrowienia Matteo.

W tym opisie odnajdujemy swoistego rodzaju „KATOLICKĄ INSTRUKCJĘ” sposobu zwracania się do Trójcy Przenajświętszej o potrzebne nam i naszym bliźnim łaski, za pośrednictwem Matki Najświętszej i naszych Świętych:

Pierwszym i zarazem podstawowym warunkiem jest odprawienie spowiedzi świętej, a co za tym idzie STAN ŁASKI UŚWIĘCAJĄCEJ.

Drugim warunkiem jest uczestniczenie we Mszach Świętych i przyjmowanie Komunii Świętej, także zamawianie Mszy Świętych.

Trzecim warunkiem jest wytrwałe przyzywanie orędownictwa Matki Najświętszej w Modlitwie Różańcowej.

Czwartym warunkiem jest przyzywanie  pomocy  konkretnych Świętych, połączone z uczczeniem ich relikwii, także jeśli to możliwe udział w pielgrzymkach do ich grobów.

Piątym warunkiem jest zaangażowanie w te pobożne praktyki duchowe jak najliczniejszego grona osób pobożnych, które ufnie wołać będą o Boże Miłosierdzie.

Tę drogę podjęli rodzice chorego Matteo  i ich przyjaciele świeccy i duchowni.

                                                   „Cud kanonizacyjny Ojca Pio

Uzdrowienie Matteo – relacja matki”

            „Niezwykły i bolesny przypadek Matteo rozegrał się w ciągu około czterdziestu dni, niczym Wielki Post. Wieczorem 20 stycznia 2000 r. (pogrubienia czcionki redakcja „wobroniewiary”) został przyjęty na oddziale pediatrii Domu Ulgi w Cierpieniu, (w San Govanni Rotondo)  gdzie natychmiast przeniesiono go na II oddział reanimacyjny. Miesiąc wcześniej Matteo skończył siedem lat.

            Następnego ranka nadeszły chwile najbardziej dramatyczne: na ekstremalny stan składały się obrzęk płuc, wstrzymanie akcji serca, saturacja tlenu 18 procent, a potem dziecko zapadło w śpiączkę polekową, co dla niego oznaczało jedenaście dni snu, a dla nas bezgranicznego bólu.

            W dniu 31 stycznia Matteo przebudził się, 12 lutego opuścił oddział reanimacyjny, a 26 lutego wyszedł ze szpitala”.

(w: Maria Lucia Ippolito, Cud kanonizacyjny Ojca Pio, Uzdrowienie Matteo – relacja matki, przekład Irena Burchacka, Wydawnictwo Księży Marianów, Warszawa 2003, s. 35)

„Niedziela, 23 stycznia

            Zakrystianka Tiziana umówiła nas na spotkanie z bratem Modestino w południe. Chwilę czekamy w starej zakrystii, wreszcie brat nadchodzi. Oboje z Antonim wybuchamy płaczem, lecz brat Modestino mówi nam swoim niewyraźnym językiem, na poły po włosku, na poły w dialekcie: „Ufajcie, ufajcie. Nie buntujcie się przeciwko woli Pana, lecz módlcie się. I powiedzcie Panu Bogu zwyczajnie: Ty nam go dałeś i Ty musisz go nam przywrócić do zdrowia. Nie buntujcie się przeciwko woli Pana. Módlcie się! Ja ofiarowuję Panu Bogu za Matteo moje życie i cierpienie”.

           Potem brat Modestino bierze krucyfiks otrzymany od Ojca Pio, podając nam do ucałowania i błogosławi nas, mówiąc: „Ufajcie, ufajcie, nie buntujcie się przeciwko woli Bożej. Powiedziałem Ojcu Pio, módl się za Matteo, módl się za Matteo, spraw, by to był cud potrzebny do twej kanonizacji. Potrzebny ci cud, żeby zostać świętym, dopomóż Matteo, wstąp na ołtarze razem z nim. Jestem pewien, że tak się stanie, że Matteo wyzdrowieje i wyniesie Ojca Pio na ołtarze”.

            Żegnamy brata i wychodzimy na korytarz obok starego kościoła, gdzie przez całe lata Ojciec Pio przyjmował rzesze wiernych. Tam, umocniona słowami brata Modestino, proszę w milczeniu Ojca, by urzeczywistnił krzepiące słowa tego pokornego braciszka i wyprosił Boże Miłosierdzie.

            W tym czasie jakiś niepowstrzymany impuls kazał mi iść do spowiedzi i do Komunii Świętej, a także prosić moich braci, bratowe, rodziców, teściową i jedenastoletniego syna Alessandro, by zrobili tak samo, gdyż jestem przekonana, że Eucharystia, będąca szczytowym momentem Mszy Świętej, zjednoczeniem z Panem Bogiem, jest także chwilą, kiedy najłatwiej prosić Pana Boga – przez Mękę Jego umiłowanego Syna Jezusa Chrystusa – o Jego łaski. Czuję, że Eucharystia to najlepszy sposób na otrzymanie łask i że stan łaski uświęcającej to nieodzowny warunek, by błagać o Bożą pomoc.

            W niedzielę wieczorem znowu przychodzę z mężem do krypty, żeby znaleźć trochę spokoju. Zatrzymujemy się przy schodach i prosimy o modlitwę ojca Terenzia, wiekowego już brata o silnej osobowości, który pociesza nas w podobny sposób: „Ufajcie, módlcie się, bądźcie w stanie łaski, ja ze swej strony ofiaruję Panu Bogu pokutę, co wieczór zamiast jeść z braćmi kolację, będę przychodził tutaj, żeby modlić się za Matteo. Prośmy Pana Boga, aby to mógł być cud, która Ojca Pio uczyni świętym, wyniesie go do chwały ołtarzy”. (w: jw. s. 55-56)

31 stycznia

            To ważna data, dzisiaj jest św. Cyrusa i zawsze będę pamiętać ten dzień jako drugie urodziny Matteo.

            Pierwszy telefon otrzymuję, gdy idę do szpitala z Giussi, żoną doktora Catapano. Dzwoni zaprzyjaźniony stolarz Michele z San Marco, czy może przynieść Matteo zdjęcie Ojca Pio. Bez zastanowienia mówię „tak”, skoro to coś dotyczy Ojca, absolutnie chcę to mieć. Po paru minutach drugi telefon. To Antonio. Zdyszanym głosem oznajmił, że Matteo otworzył oczy, że przebudził się. Został odłączony od urządzenia dostarczającego tlen i choć jest jeszcze pod wpływem leków, rozumie i rozpoznaje wszystko.

            Nic więcej do mnie nie dociera, zbyt silne są emocje, lęk i radość. Razem pędzimy w stronę szpitala. Na oddziale reanimacji są już nasi mężowie. Nakładamy sterylną odzież i stajemy za przeszklonymi ścianami pokoju. Oczy ma otwarte, niepewne, ale otwarte. (…)

            Szczęście, jakiego wówczas doznałam, było największym w moim życiu, nieporównywalnie większym od tego, co czułam podczas pierwszego krzyku Matteo i Alessandro po porodzie. Pojęłam, że zaczął się trudny, lecz wspaniały powrót do życia. Cały czas powtarzałam: „Panie Jezus, Matko Najświętsza, Ojcze Pio i wszyscy Święci w niebie, dziękuję, dziękuję!”. Około południa wróciłam do domu wziąć jakieś rzeczy potrzebne mi, kiedy będę czuwać przy dziecku w szpitalu.

            Po paru minutach przychodzi stolarz Michele ze zdjęciem Ojca Pio. Dziękuję mu z całego serca za ten gest, wyjmuję zdjęcie z oprawki i oglądam je.  To oryginalna, czarno-biała fotografia Ojca, trzymającego w ramionach figurkę Dzieciątka Jezus. Na odwrocie kilka słów napisanych własnoręcznie przez Ojca Pio wraz z jego podpisem. Słowa skierowane były do jednej z jego duchowych córek, która – co wzrusza mnie głęboko – nosiła, tak jak ja, imię Lucia.

            W tej chwili czuję, że to sam Ojciec Pio chciał, żebym otrzymała to  w szczególny dzień, dzień przebudzenia mego syna, bym zrozumiała, że on jest blisko nas, z Panem Jezusem, i że modli się za nas. A oto te słowa: „Droga Lucio, w dniu twych imienin składam ci życzenia słowami, które ostatnio wypowiedział do mnie Ojciec – niechaj Matka Najświętsza oddali od ciebie wszelki lęk, niech rozjaśni twego ducha i uczyni cię godną Bożego Miłosierdzia, ukazując ci Pana Jezusa w pełni chwały – Ojciec Pio”.

            Kiedy kończę czytać tych kilka linijek, oczy zachodzą mi łzami. Przyciskam zdjęcie do serca i dziękuję Ojcu Pio, że kolejny raz dał mi odczuć swoją obecność i opiekę. Jestem pewna, że Matteo z każdym dniem będzie czuć się lepiej, że jego organizm obroni się, bo Pan Bóg wszystko może.

            I tak rozpoczyna się bardzo bolesny powrót do zdrowia mego syna. Pierwsze godziny są niezwykle  trudne (…).

            Na drugi dzień Matteo kilkakrotnie spogląda na puste miejsce i poruszając wargami, szepcze: „Chcę Ojca Pio, chcę Ojca Pio”. Następnie zaciska i otwiera prawą dłoń. Nie rozumiem, o co chodzi, wreszcie wkładam mu do ręki obrazek ojca.

            Dopiero później dowiem się z jego słów, że szukał Ojca Pio, gdyż ten trzymał go za prawą dłoń podczas śpiączki, a po przebudzeniu się już go nie zobaczył przy sobie. (w: jw., s. 59-60)

„6 lutego 2006

            Jest niedziela, minęło siedem dni od przebudzenia, Matteo gra w playstation, ogląda telewizję, jeszcze jest bardzo, bardzo cierpiący i słaby, ale narządy podjęły swoje czynności, z każdym dniem wyniki badań krwi stają się lepsze.

            Zegar wskazuje wpół do ósmej wieczór, jestem z nim sama, od tygodnia ja, Antonio (mąż) i moi bracia wymieniamy się przy jego łóżku. Nauczyłam się już doskonale czytać z ruchu jego warg to, czego nie może powiedzieć głośno.

            W pewnej chwili Matteo pyta mnie ruchem warg: „Mamusiu, kiedy mnie uśpili i dlaczego? Jak długo spałem?” Żeby nie sprawiać mu przykrości, mówię, że spał tylko jedną noc, a uśpiono go po to, żeby móc go leczyć. I nagle coś każe mi zapytać: „Czy coś ci się śniło tej nocy? Nic nie pamiętasz z tego głębokiego snu?”.

            Matteo wzrusza ramionami, a potem zamyka oczy, jakby chciał się zastanowić. Po chwili otwiera je i mówi ruchem warg: „Tak, widziałem siebie”–  „Jak to – siebie?” – pytam zaciekawiona. „Widziałem siebie, jak spałem, leżąc zupełnie sam w tym łóżku” – odpowiada Teo. Na to ja: „Och, biedne moje kochanie! Zupełnie sam! A nie było lekarzy, pielęgniarek, mamy, taty?”. „Nie” – mówi Teo i znowu zamyka oczy.

            Wyraźnie skupia się na swych wspomnieniach. Nagle podnosi powieki i dodaje: „Nie, mamusiu, nie byłem sam!” „A kto był z tobą?” – pytam. „Był taki bardzo stary pan z siwą brodą”.

            Jeszcze nie rozumiem i pytam z niepokojem: „A jak ten pan był ubrany?” Na to Matteo: „Miał ubranie długie i brązowe”. „A co robił?”. „Podał mi prawą rękę i powiedział: nie martw się, Matteo, niedługo wyzdrowiejesz”.

Na te słowa moje serce zaczęło bić jak szalone. Pojęłam, że Matteo musiał widzieć kogoś niezwykłego, i domyślam się, kogo, ale nie śmiem w to wierzyć. Wzięłam wiec obrazek Ojca Pio, który Matteo ściskał w dłoni (nigdy go zresztą nie widząc) i podstawiam go przed nim, nie mówiąc ani słowa. Chłopiec przyglądał się uważnie, a następnie z błyszczącymi oczyma, nieoczekiwanie rozradowany, rzekł, poruszając wargami: „To on, mamusiu, to on, to Ojciec Pio był przy mnie”. (…)

            Po chwili wszedł doktor Mione, który spostrzegł, że Matteo jest rozpromieniony, a ja zmieszana. Zapytał, co się stało, a ja, zapytawszy Mattea o zgodę, opowiedziałam mu o wszystkim. Doktor wysłuchał w milczeniu, i po chwili, spuściwszy oczy, powiedział: „Wiesz, Matteo, my też wierzymy, że to się zdarzyło”(w: jw. s. 61-63)

„Poniedziałek, 7 lutego 2000 r.

Jest wieczór, godzina siódma, modlę się, dziękując Panu Bogu i szczęśliwa ściskam rączkę Tea, który jeszcze bardzo chory – żyje. Żyje!

Myślę, że powinnam komuś o tym o tym, co usłyszałam od dziecka. Nie  wiem jednak, jak i komu,  proszę więc o pomoc Ducha Świętego. I w tym właśnie momencie wchodzi ojciec Giacinto.

Już raz odwiedził Tea, kiedy ten spał, i przyłożył mu do ust relikwię Ojca Pio, którą właśnie w tych dniach od kogoś otrzymał. Pytam go, czy moja szwagierka Maria, zakrystianka w klasztorze, coś mu mówiła. On zaprzecza i uszczęśliwiony słucha tego, co mi powiedział Matteo.

Na koniec mówi z uśmiechem:
„Modlitwą wyrwaliśmy ten cud od Boga, ale by inni mogli się o tym dowiedzieć, musimy poczekać, aż Matteo wyjdzie stąd, z oddziału reanimacji. I choć my wiemy, choć pewni jesteśmy, że stał się cud, to żeby był całkowity żeby Bóg działał w dalszym ciągu, musicie być w stanie łaski, w stanie łaski”. (w: jw. s. 64)

OCENA TEOLOGICZNA CUDU
(Głosowanie nr 1 Teologów Konsultorów)

            Rzadko kiedy, tak jak w niniejszym przypadku, występuje taka obfitość wyraźnych i przekonywujących dowodów co do istotnego elementu, jak jednogłośna modlitwa oraz chronologiczna jednoczesność modlitwy i uzdrowienia, a tym samym co do przyczyny i skutku, dwu faktów niepodważalnie potwierdzonych tak na płaszczyźnie historycznej, jak i prawnej. W intencji uzdrowienia Matteo Colelli trwała bowiem prawdziwa krucjata modłów skierowanych do bł. Ojca Pio z Pietrelciny, od chwili gdy zorientowano się w powadze sytuacji chorobowej, jaka dotknęła małego chorego, aż do jego całkowitego wyzdrowienia, które wprawiło w zdumienie lekarzy, którzy go leczyli i uznali za już „straconego”.

            Poczynając od rodziców chłopca, będących gorącymi czcicielami Ojca Pio, przez krewnych, przyjaciół, zakonników, kapucynów z San Giovanni Rotondo – trwało nieustanne błaganie, by Ojciec Pio pomógł w uzdrowieniu dziecka.

            Matteo, jeszcze przed chorobą, w każdą niedzielę chodził na grób Ojca Pio razem z rodzicami; w czasie choroby, ledwo odzyskał świadomość, modlił się również do Ojca, który ukazał mu się „we śnie”, to znaczy w stanie śpiączki, i zapewnił go, że wyzdrowieje.

            Jego ojciec, doktor Antonio, oświadcza, że od tej nocy, kiedy syna został hospitalizowany, zwracał się wspólnie z żoną, przyjaciółmi i wielu innymi osobami z San Giovanni Rotondo do Ojca Pio, prosząc go o wstawiennictwo w uzdrowieniu dziecka, oraz że modlitwy były nieprzerwane. Wszystko to potwierdza matka Matteo. Taką samą intencję swoich modlitw podają też następujące osoby: doktor Alfredo Dei Gaudio, specjalista anestezjolog  i reanimator; pan G. Palladino, pielęgniarz; pani A. R. Clemente, pielęgniarka; doktor Nicola Gorgoglone, pediatra; chirurg, doktor Nicola Ippolito, wujek uzdrowionego, który mówi: „Chodziliśmy w małych grupach na grób bł. Ojca Pio, zwłaszcza wieczorem, na modlitwę różańcową” i dodaje, że modlono się także w Stanach Zjednoczonych i nie ustawano w modlitwach przez cały czas trwania choroby Matteo; doktor Michele Pellegrino, pediatra; pani Concetta Centra, nauczycielka Matteo, która po śmierci męża odeszła całkowicie od praktyk religijnych, lecz teraz odzyskała wiarę i modliła się o zdrowie swojego małego ucznia; pan Raffaele Augello, pielęgniarz, który najpierw stwierdza ogólnie: „Modlitwy kierowano do Pana Boga Bożej i świętych”, lecz zaraz mówi jasno o modlitwach do Ojca Pio; również doktor Paolo De Vivo, ordynator II oddziału anestezjologii i reanimacji, potwierdza, ze mdlił się do Ojca Pio za małego chorego.

            Interesujące szczegóły można znaleźć w oświadczeniach ojca Rinaldo Totano, kapucyna kierującego grupami młodzieżowymi. Towarzyszył on rodzicom Matteo, gdy modlili się w celi Ojca Pio; następnie wieczorem prowadził Różaniec odmawiany przy grobie Błogosławionego razem z zakonnikami i rodzicami dziecka; poza tym prosił o modlitwę wszystkich znajomych.

            Nawet kiedy rozeszła się wieść, że dziecko zmarło, nie ustawali w modlitwach, a rodzice Matteo po jego uzdrowieniu zamówili Mszę Świętą dziękczynną do Ojca Pio.

KONKLUZJA
Sądzę, że dysponujemy dostateczną liczbą elementów, by z całą moralną pewnością stwierdzić, że uzdrowienie Matteo Colelli – uznane jednogłośnie przez Rade Lekarską za niewytłumaczalne naukowo i zaistniałe w całkowitej zbieżności chronologicznej z nieustannymi modlitwami, jakie wiele pobożnych osób zanosiło do Ojca Pio – można przypisać wstawiennictwu naszego Błogosławionego, ponieważ ma wszystkie cechy cudu III stopnia według przyjętych zasad”. (w: jw. s. 96-98).

Santo Padre Pio da Pietrelecina, wierny naśladowco Pana Jezusa Ukrzyżowanego, prosimy, abyś przez Niepokalane Serce Matki Bożej Fatimskiej, złożył w Jego Świętej Ranie Miłosierdzia, nas woje duchowe dzieci, abyśmy na ziemi w Niebie mogli wpatrywać się w Boskie Oblicze naszego Pana i Zbawiciela. Amen!

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Opublikowano Wydarzenia | 19 komentarzy

Święto Bożego Miłosierdzia. Litania do Króla Miłosierdzia – Najmiłosierniejszego Zbawiciela

Święto Miłosierdzia obchodzone jest w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, czyli II Niedzielę Wielkanocną, zwaną obecnie Niedzielą Miłosierdzia Bożego. Wpisał je do kalendarza liturgicznego najpierw kard. Franciszek Macharski dla archidiecezji krakowskiej (1985), a potem niektórzy biskupi polscy w swoich diecezjach. Na prośbę Episkopatu Polski Ojciec Święty Jan Paweł II w 1995 roku wprowadził to święto dla wszystkich diecezji w Polsce. W dniu kanonizacji Siostry Faustyny 30 kwietnia 2000 roku Papież ogłosił to święto dla całego Kościoła.

Inspiracją  dla ustanowienia  tego święta  było pragnienie  Jezusa, które przekazała Siostra Faustyna. Pan Jezus powiedział do niej: Pragnę, ażeby pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia (Dz. 299). Pragnę, aby święto Miłosierdzia, było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla biednych grzeszników. W dniu tym otwarte są wnętrzności miłosierdzia Mego, wylewam całe morze łask na dusze, które się zbliżą do źródła  miłosierdzia  Mojego. Która dusza  przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar. W dniu tym otwarte są wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski (Dz. 699). W wielu objawieniach Pan Jezus określił nie tylko miejsce święta w kalendarzu liturgicznym Kościoła, ale także motyw i cel jego ustanowienia, sposób przygotowania i obchodzenia oraz wielkie obietnice. Największą z nich jest łaska „zupełnego odpuszczenia win i kar” związana z Komunią świętą przyjętą w tym dniu po dobrze odprawionej spowiedzi (bez przywiązania do najmniejszego grzechu), w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, czyli w postawie ufności wobec Boga i czynnej miłości bliźniego. Jest to – jak tłumaczy ks. prof. Ignacy Różycki – łaska większa od odpustu zupełnego. Ten polega bowiem tylko na darowaniu kar doczesnych należnych za popełnione grzechy, ale nie jest nigdy odpuszczeniem samychże win. Najszczególniejsza łaska jest zasadniczo również większa niż łaski sześciu sakramentów z wyjątkiem sakramentu chrztu: albowiem odpuszczenie wszystkich win i kar jest tylko sakramentalną łaską chrztu świętego. W przytoczonych zaś obietnicach Chrystus związał odpuszczenie win i kar z Komunią świętą przyjętą w święto Miłosierdzia, czyli pod tym względem podniósł ją do rzędu „drugiego chrztu”. Przygotowaniem do tego święta ma być nowenna polegająca na odmawianiu przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku, Koronki do Miłosierdzia Bożego. Święto Miłosierdzia Mojego wyszło z wnętrzności [Moich] dla pociechy świata całego (Dz. 1517) – powiedział Pan Jezus do Siostry Faustyny.

Święto Miłosierdzia ma najwyższą rangę pomiędzy wszystkimi formami kultu Miłosierdzia Bożego ze względu na wielkość obietnic i miejsce w liturgii Kościoła. Po raz pierwszy Pan Jezus mówił o pragnieniu ustanowienia tego święta w Płocku, gdy przekazywał swą wolę co do powstania obrazu: Ja pragnę – mówił w lutym 1931 roku do Siostry Faustyny – aby było Miłosierdzia święto. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, żeby był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia (Dz. 49). W następnych latach Pan Jezus powracał do tej sprawy w kilkunastu objawieniach, w których  nie tylko  określił miejsce  tego  święta w kalendarzu liturgicznym, ale także podał przyczynę jego ustanowienia, sposób przygotowania i obchodzenia oraz łaski do niego przywiązane.

Wybór pierwszej niedzieli po Wielkanocy nie jest przypadkowy – na ten dzień przypada bowiem oktawa Zmartwychwstania Pańskiego, które wieńczy obchody Misterium Paschalnego Chrystusa. Ten okres w liturgii Kościoła wyraźniej niż pozostałe ukazuje tajemnicę miłosierdzia Bożego, która najpełniej została objawiona właśnie w męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego w bezpośrednim sąsiedztwie  liturgii  męki  i  zmartwychwstania  Chrystusa  podkreśla  źródło i motyw przeżywanych tajemnic wiary. Jest nim, oczywiście, miłosierdzie Boga. Inaczej mówiąc – nie byłoby dzieła odkupienia, gdyby nie było miłosierdzia Boga. Ten związek dostrzegła św. Siostra Faustyna, która w „Dzienniczku” napisała: Widzę, że złączone jest dzieło odkupienia z dziełem miłosierdzia, którego żąda Pan (Dz. 89).

Jakie racje przemawiają za ustanowieniem nowego święta w kalendarzu liturgicznym Kościoła? Podaje je Pan Jezus, mówiąc: Dusze giną mimo Mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia Mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia Mojego, zginą na wieki (Dz. 965). Ostatnią deską  ratunku  jest  ucieczka  do  Miłosierdzia  Bożego.  By jednak z niej skorzystać, trzeba wiedzieć, że ona jest, trzeba poznać Boga w tajemnicy Jego miłosierdzia i zwrócić się do Niego z ufnością, a temu poznaniu sprzyja ustanowienie osobnego święta, bo ono zwraca szczególną uwagę na ten przymiot Boga.

Przygotowaniem do tego święta jest nowenna,  polegająca na odmawianiu przez 9 dni, poczynając od Wielkiego Piątku, Koronki do Miłosierdzia Bożego. W tej nowennie – obiecał Pan Jezus – udzielę duszom wszelkich łask (Dz. 796). Rozpowszechniona jest także nowenna do Miłosierdzia Bożego zapisana w „Dzienniczku” św. Siostry Faustyny, w której każdego dnia przyprowadzamy do Boga inną  grupę dusz. Tę  nowennę można odmawiać z pobożności, ale nie można na niej poprzestać, ponieważ Pan Jezus pragnie, aby święto poprzedzała nowenna z Koronki do Miłosierdzia Bożego.

W dniu święta (pierwsza  niedziela po  Wielkanocy) obraz  Miłosierdzia ma być uroczyście poświęcony i publicznie uczczony, a kapłani mają mówić kazania o miłosierdziu Bożym i budzić ufność w duszach. Wierni winni ten dzień przeżywać z czystym sercem, w duchu tego nabożeństwa, a więc w postawie ufności wobec Pana Boga i miłosierdzia względem bliźnich. Pierwsza niedziela po Wielkanocy jest świętem Miłosierdzia, ale musi być i czyn; i żądam czci dla Mojego miłosierdzia przez obchodzenie uroczyście tego święta i przez cześć tego obrazu (Dz. 742).

Święto Miłosierdzia jest nie tylko dniem wielkiej czci Boga  w tajemnicy Jego miłosierdzia, ale także dniem ogromnej łaski, ponieważ Pan Jezus związał z nim wielkie obietnice. Największa dotyczy łaski zupełnego odpuszczenia win i kar: Która dusza przystąpi do spowiedzi i Komunii świętej, dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar (Dz. 699). Ta łaska – wyjaśnia ks. prof. I. Różycki – jest czymś znacznie większym niż odpust zupełny. Ten polega bowiem tylko na darowaniu kar doczesnych należnych za popełnione grzechy, ale nie jest nigdy odpuszczeniem samychże win. Najszczególniejsza łaska jest zasadniczo również większa niż łaski sześciu sakramentów z wyjątkiem sakramentu chrztu: albowiem odpuszczenie wszystkich win i kar jest tylko sakramentalną łaską chrztu świętego. W przytoczonych zaś obietnicach Chrystus związał  odpuszczenie  win i kar  z Komunią świętą  przyjętą w święto Miłosierdzia, czyli pod tym względem podniósł ją do rzędu „drugiego chrztu”. Jest oczywiste, że Komunia święta przyjęta w święto Miłosierdzia musi być nie tylko godna, ale także spełniać podstawowe wymagania nabożeństwa do Miłosierdzia, by dawała całkowite darowanie win i kar. Trzeba tutaj wyjaśnić, że spowiedź nie musi być odprawiana w dniu święta Miłosierdzia, można to uczynić wcześniej; ważne jest, aby dusza była czysta, bez przywiązania  do jakiegokolwiek  grzechu. Nie można też pominąć troski o przeżywanie tego święta w duchu nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego, czyli w duchu ufności wobec Boga i miłosierdzia względem bliźnich. Dopiero taka postawa pozwala oczekiwać spełnienia obietnic Chrystusowych związanych z tą formą kultu Miłosierdzia Bożego.

Pan Jezus powiedział,  że w tym  dniu otwarte są  wszystkie upusty Boże, przez które płyną łaski; niech się nie lęka zbliżyć do Mnie żadna dusza, chociażby grzechy jej były jako szkarłat (Dz. 699). W tym dniu wszyscy ludzie, nawet ci, którzy wcześniej nie mieli nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego i dopiero się nawracają, mogą uczestniczyć we wszystkich łaskach, jakie Pan Jezus na to święto przygotował. Jego obietnice dotyczą nie tylko łask nadprzyrodzonych, ale i doczesnych dobrodziejstw, których zakres nie został ograniczony. Ludzie ufający mogą prosić o wszystko dla siebie i innych, byleby przedmiot modlitwy zgodny był z wolą Bożą, czyli dobry dla człowieka w perspektywie wieczności. Łaski potrzebne do zbawienia są zawsze zgodne z wolą Bożą, bo Bóg niczego tak nie pragnie, jak zbawienia dusz, za które Jezus oddał swoje życie. Tak więc w święto Miłosierdzia wszystkie łaski i dobrodziejstwa są dostępne dla wszystkich ludzi i wspólnot, byleby o nie prosili z ufnością.

s. M. Elżbieta Siepak ZMBM

Pełna analiza teologiczna w pracy:
ks. Ignacy Różyczki: Nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego,
Kraków 2008, s. 99-104.
Źródło: Faustyna.pl

*****

Litania do Króla Miłosierdzia – Najmiłosierniejszego Zbawiciela

Kyrie eleison, Chryste eleison, Kyrie elejson.
Chryste, usłysz nas, Chryste, wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba Boże, zmiłuj się nad nami.
Synu Odkupicielu świata, Boże, zmiłuj się nad nami.
Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami.
Święta Trójco, Jedyny Boże, zmiłuj się nad nami.

Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które wszystko się stało, co się stało, Ufamy Tobie,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które świat odkupiłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nas uświęcasz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które Tajemnicę Trójcy Świętej nam objawiłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które wszechmoc Boga okazałeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które duchy niebieskie stworzyłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nas z nicości do bytu powołałeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które cały świat obejmujesz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nas życiem nieśmiertelnym obdarzyłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nas przed karami należnymi zasłaniasz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nas z nędzy grzechu podnosisz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które mękę i śmierć za nas poniosłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nam zawsze i wszędzie towarzyszysz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, przez które nas łaskami swymi uprzedzasz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w objawieniu Tajemnic Bożych okazałeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w ustanowieniu Kościoła ujawniłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w darowaniu nam sakramentów wyświadczyłeś,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w chrzcie i pokucie przede wszystkim okazujesz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w Eucharystii i kapłaństwie rozdajesz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w powołaniu nas do wiary ujawniasz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w nawróceniu grzeszników rozlewasz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w uświęceniu sprawiedliwych objawiasz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które w oświeceniu niewiernych okazujesz,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które z ran Twoich wypływa,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które z Serca Twego wytryska,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest ulgą chorych i cierpiących,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest pociechą uciśnionych,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest nadzieją rozpaczających,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest ostoją umierających,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest ochłodą dusz w czyśćcu cierpiących,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest niewyczerpanym źródłem cudów,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest radością niebian,
Jezu, Królu Miłosierdzia, które jest koroną wszystkich świętych,

Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

V. Miłosierdzie Boże ponad wszystkie dzieła Jego
– Alleluja (Ps 144,9).
R. Przeto Miłosierdzie Pańskie na wielki wychwalać będę
– Alleluja (Ps 88,2).

V. Módlmy się:
Najmiłosierniejszy Odkupicielu – Królu Miłosierdzia, który nie chcesz śmierci grzesznika, lecz by się nawrócił i żył, wejrzyj – prosimy – na nas i pomnóż w nas Miłosierdzie swoje, byśmy nigdy w największych trudnościach nie poddawali się rozpaczy, lecz zawsze ufnie zgadzali się z Wolą Twoją, która jest samym Miłosierdziem, który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem i Duchem Świętym.
R. Amen.

ZA POZWOLENIEM KURII METROPOLITALNEJ
w Warszawie nr 3547/K72
z dnia 7 czerwca 1972 r.

Opublikowano Wydarzenia, Świeto | Otagowano , | 10 komentarzy

Sprawdź, czy twoja wspólnota nie jest sektą!

Coraz częściej słyszymy o Kościele w kontekście skandali seksualnych, finansowych czy politycznych. Jakby tego było mało, coraz częściej wspólnoty kościelne podejrzewane są o sekciarstwo, o ślepe podążanie za charyzmatycznym liderem, zamykanie się w sobie. Jak rozpoznać, czy przypadkiem nie jesteś w jednej z nich?

źródło zdjęcia: http://www.misyjne.pl

Niestety coraz więcej wspólnot zaraziło się chorobą fanatyzmu, rygoru, egocentryzmu, idealizowania. Wyrządziły one wielkie szkody wspólnocie Kościoła i poszczególnym osobom, które z tego powodu straciły wiarę. Obecnie Kościół bada ponad dwunastu założycieli różnych wspólnot, przyglądając się ich życiu religijnemu.
Dlaczego tak się dzieje, że wielu idzie nie tą drogą, którą powinni? Powodów może być wiele. Może to być skrajny indywidualizm naszego społeczeństwa, utrata podstawowego rozumienia teologii czy też po prostu spryt diabła, który znalazł w naszych czasach wielu wrażliwych i charyzmatycznych ludzi, którymi się posłużył do swoich celów.
Jakie mogą być symptomy tego, że dana wspólnota zaczyna schodzić na złą drogę? Przedstawiamy wam 11 takich objawów, na które wy również powinniście zareagować, jeśli je zaobserwujecie.

Prawie jak święci
Są na pewno w waszych wspólnotach osoby, które traktowane są jak świętość, których słowa znaczą tyle co słowa Ewangelii. Należy pamiętać, że osoby te są ludźmi takimi samymi jak my: słabymi, grzesznymi. Nie chcemy przez to powiedzieć, że tacy współbracia nie są cnotliwi. Jednak nie jest zdrowym dla człowieka, by bez przerwy mu słodzono i komplementowano go. Sam papież mówi zresztą o sobie, że jest grzesznikiem. Za tym anielskim obliczem kryje się z pewnością potrzeba wsparcia braci, które czasem musi przybrać postać krytyki, sprowadzić na ziemię, pokazać fakty, prawdę. Nie chodzi o to, by taką osobę poniżyć czy wskazać palcem jej grzechy. Należy po prostu realistycznie podejść do ludzkiej kondycji. A jeśli taki ktoś ma dodatkowo ważną rolę we wspólnocie, jest to tym bardziej potrzebne. Demon tym bardziej wykorzystuje takie osoby. Dlatego tym bardziej jeśli widzisz kogoś takiego wykraczającego poza swoje kompetencje, popraw go z pokorą. Bo to oznacza kochanie tej osoby.

Dwubiegunowość
Należy uważać z  ocenianiem w kategoriach biały – czarny, dobry – zły, wierny – niewierny czy zdrowy – chory. To bardzo infantylny sposób rozumienia rzeczywistości. Dwubiegunowość w ocenie sprawia, że rozumienie świata staje się wygodne. Albo jesteś taki albo siaki, innej opcji nie ma. To typowe zachowanie sekt. Wyraża ono strach przed byciem przeciętnym, szarym. Tymczasem życie jest pełne tego, co przeciętne. Tych odcieni szarości jest tyle, że analizowanie rzeczywistości staje się zawiła, nie mieści się w naszym uproszczonym, ideologicznym i skategoryzowanym systemie myślenia. Można by powiedzieć, że sam Chrystus był takim szarakiem. Z pewnością nie spełniał oczekiwań ówczesnych Żydów dotyczących Mesjasza.

Zbyt dumni
Może stać się tak, że wspólnota, w której życiu uczestniczysz, stanie się słynna, zacznie liczyć mnóstwo członków. Możliwe, że takiej wspólnocie uderzy woda sodowa do głowy. Pozostawanie w takim zadufaniu oddali ją od tego, co jedynie jest źródłem łaski Bożej – od Kościoła. Narzekamy na niego, nie da się też ukryć, że ma ona swoje słabości i grzechy, a biskupi są dalecy od doskonałości. A mimo wszystko to właśnie przez niego Bóg chce wylewać na nas swoje łaski. Kościół jest szczęśliwy z powodu osiągnięć poszczególnych wspólnot, z których się składa, ale w swojej dwutysiącletniej historii wie, że Bóg przychodzi przez to, co proste i skromne, a nie przez karierowiczostwo.

Nastawienie na sukces
Jeśli jakaś wspólnota jest nastawiona wyłącznie na osiąganie sukcesów ewangelizacyjnych, etycznych, ludzkich, duchowych, to niestety sprawia, że jej członkowie stają się coraz mniej przystosowani do życia. To jak wychowywanie kosmitów, którzy nadają się tylko do wysłania ich w kosmos, z powrotem na swoją planetę, bo widocznie nie zdali sobie do tej pory sprawy z tego, że są zwykłymi ludźmi. A ludzie, obok sukcesów, doświadczają również porażek i frustracji. Bycie w relacji z Chrystusem, znajomość Jego nauki nie zapewnia nam mniejszego cierpienia. Nie jest też przyzwoleniem na pchanie się w kolejkę po mniejszy ciężar życiowy. Na pewno natomiast daje pewność w sercu, że ten ból i porażki nie są większe niż Bóg. Wspólnota musi przygotowywać również do zaakceptowania i poprawnego przeżywania porażek, bo to jest droga do świętości, czyli pragnienia kierującego nas do jakiejkolwiek wspólnoty.

Ujednolicanie
Bycie w jednej wspólnocie nie oznacza bycia takim samym. Nie powinno też oznaczać dążenia do bycia takimi samymi. Dzieje się tu trochę podobnie jak z dwubiegunowością. Ujednoliconą grupę łatwiej jest przecież kontrolować niż różnorodną masę. Jednak w ujednolicaniu jest coś z duchowego braku zaufania. A przecież Kościół i Bóg prowadzą lud Boży w jego złożonej różnorodności.

Unikalny charyzmat
Często mówimy, że to właśnie charyzmat jest tym, co wyróżnia nas spośród innych grup. W rzeczywistości jest na odwrót: charyzmat jest niezbitym dowodem na to, że przynależymy do Kościoła jako jeden z jego elementów, z których każdy jest wyjątkowy. To tak jak z mozaikami czy freskami w średniowiecznych świątyniach: obrazy łączą się ze sobą, tworząc jeden duży.

Perfekcjonizm
Musimy zrozumieć, czym jest cnota, asceza i poszukiwanie perfekcji. Niestety w przypadku wielu wspólnot stało się to celem samym w sobie, przez co zapomina się o tym, czym jest Boża łaska. To tak, jakby ktoś umierał, otrzymując od Boga życie. Dzieje się tak dlatego, że żadne ludzkie dążenie, choćby nie wiadomo jak bliskie ideału, bez Boga nie jest w stanie utrzymać nas na powierzchni. I nie chcemy przez to powiedzieć, że nie należy praktykować cnót, co raczej uwrażliwić na to, że dla nas samych to jest za ciężkie do uniesienia. Tylko Bóg swoim tchnieniem może nas odciążyć. Asceza ma przecież prowadzić do pokory i zdania sobie sprawy z własnej słabości, a nie kierować ku dumie i samowystarczalności. Chrześcijaństwo buduje się nie z perfekcyjnych jednostek, tylko z ludzi zregenerowanych w Chrystusie.

Nadmierny aktywizm
Dochodzi do takiego momentu, kiedy bycie we wspólnocie, uczestniczenie w różnych inicjatywach parafialnych staje się najważniejsze. Oczywiście, ewangelizacja jest celem tych wszystkich aktywności, ale w pewnym momencie może nam to przysłonić cały świat. Nagle działanie staje się ważniejsze od modlitwy, zatraca się pierwotny cel tych kościelnych aktywności, a centrum wszystkiego staje się gratyfikacja, jaką się otrzymuje.

Postawa wobec krytyki
Nie da się obyć bez krytyki, ona jest wszędzie. Nawet w Kościele są świeccy i duchowni, którzy otwarcie wyrażają negatywną opinię o pewnych zwyczajach czy rytuałach jakichś wspólnot czy grup. To, jak dana wspólnota reaguje na krytykę, jest świetnym narzędziem pokazującym, na ile może mieć coś wspólnego z sektą. Czy kiedy ktoś was krytykuje, rozmawiacie o tym, szukając prawdy i wytłumaczenia, czy osądzacie osobę, która krytykę w waszą stronę skierowała? Innym kryterium jest to, na ile wolni czują się współbracia do tego, by krytykować wspólnotę od wewnątrz, gdy coś nie idzie dobrze, gdy coś wydaje im się niepoprawne, podejrzane?

Posłuszeństwo lidera
Jeśli wszystkie lub część wyżej wymienionych czynników zaistnieje, dochodzi się do takiego momentu, w którym członkowie wspólnoty stają się obiektami do wykorzystania, a wspólnota staje się miejscem cenzury i ideologicznego zamknięcia. Jeśli liderem jest osoba duchowna, ślubowała już posłuszeństwo ze względu na swoje powołanie, oddała się ona w ręce Boga. Jednak gdy ktoś taki przekracza swoje kompetencje jako lider wspólnoty, tym bardziej powołując się na Boga, bardzo łatwo o zranienia i konflikty. Ta funkcja ma być służbą innym, a nie pożytkiem dla tej osoby. Lider wspólnoty nie może być też nagrodą dla tych, którzy w grupie zachowują się w porządku, ani sędzią dla tych, którzy nie spełniają jakichś wewnętrznych wymogów.

Gdy ktoś odchodzi 
Traktowanie tych, którzy oddalili się od wspólnoty z obojętnością, urazem lub pogardą, jest cechą sekt. To demoniczna postawa, której daleko od Bożego rozumienia miłości. Takie zachowanie silnie rani tych, którzy zdecydowali się na odejście z sobie tylko znanych powodów. Odejście nie oznacza jednak zerwania znajomości. To może się wydarzyć jedynie wtedy, gdy dojdzie do takich właśnie ekstremalnie wykluczających człowieka zachowań.

Jak z tym walczyć?
Zaobserwowałeś, że wspólnota, w której jesteś, charakteryzuje się jednym lub wieloma z tych symptomów? Najlepszą radą, jaką możemy dać, jest rozmowa. Należy skonsultować przypadek z dobrymi, mądrymi osobami, których intencje są szczere, osobami, które nie są związane z daną wspólnotą. Może to być biskup czy jakiś zaprzyjaźniony ksiądz. Przede wszystkim nie milcz. Oczywiście, należy dobrać odpowiednie słowa, by przedstawić sytuację. Może się zdarzyć, że jesteś w błędzie i twój osąd okazał się niesłuszny. Nie ma co się w takich sytuacjach wykłócać, raczej lepiej się pomodlić. Słuchaj też braci ze wspólnoty, rozmawiaj z nimi, by szerzej poznać problem lub wyprowadzić siebie z błędu.

Najprościej mówiąc: bądź zapatrzony w instytucję Kościoła, szukaj w niej pomocy. On jest mądrą i kochającą matką, nie powinieneś nigdy przestać jej ufać. Pomimo wszystkich swoich upadków i ciemnych okresów, jest dziełem Boga i nie upadł od dwóch tysięcy lat.
Źródło: Misyjne.pl

Opublikowano Aktualności, Zagrożenia duchowe | Otagowano , , | 20 komentarzy

Św. O. Pio: W trudnych sprawach idźcie do ojca Dolindo! Święty to kapłan!

Wszystkie troski powierz Panu Jezusowi mówiąc „Ty się tym zajmij”

Nic, co wyszło spod pióra ks. Dolindo, ani jedno słowo, nie może zostać zaprzepaszczone. Święty to kapłan. św. o. Pio, 1967 rok

Neapolitańczyk – trwa jego proces beatyfikacyjny – nosił na ciele niewidzialne znaki męki Chrystusa. To do niego św. o. Pio kierował ludzi. „Idźcie do ojca Dolindo!” – odsyłał pielgrzymów kapucyn.
 A o. Dolindo wręczał im „Akt całkowitego oddania Jezusowi”. „Nie kombinuj nic, tylko módl się tak, jak Jezus prosi” – dodawał.

„On urodził się świętym. Święty Antoni, Franciszek czy Augustyn – oni wszyscy najpierw wiedli ziemskie, czasem wręcz upojne życie, a potem nawracali się i stawali świętymi. A ks. Dolindo świętym się urodził. Które dziecko w wieku dwóch lat czuje Jezusa żywego na ustach mamy, zapach Jezusa na jej płaszczu, kiedy wraca ze Mszy? A Dolindo to czuł. Które dziecko, bite do krwi, z otwartymi ranami po operacji, któremu ojciec wykręca ręce, a potem zamyka je w komórce z węglem i szczurami, w bezgranicznym strachu modli się za tego samego tatę i wychwala Boga? Kto wystrugałby potem własnymi rączkami krzyż i całował go z miłości do Męki Chrystusa? Powtarzam to wszędzie: urodził się świętym. Który kapłan odsunięty na dwadzieścia lat od odprawiania Mszy i od spowiedzi nie tylko zostanie w Kościele, ale i będzie go kochał? I nie pozwoli powiedzieć o Kościele złego słowa? Heros pokory! Kto przed tymi, którzy obrzucają go oszczerstwami, klęka i błogosławi im? Święty”.
Grazia Ruotolo, najbliższa żyjąca krewna Sługi Bożego ks. Dolindo Ruotolo, Neapol, styczeń 2015 roku

Joanna Bątkiewicz-Brożek: „Jezu, Ty się tym zajmij! o. Dolindo Ruotolo. Życie i cuda” Wydawnictwo Esprit, Kraków 2017

Ze wstępu do książki ks. Roberta Skrzypczaka:

(…) Po raz pierwszy zetknąłem się z ks. Dolindo za pośrednictwem jego charakterystycznej modlitwy: Jezu, Ty się tym zajmij. Mówili mi o niej moi włoscy przyjaciele, Bruno i Silvia Serafini z Maceraty na początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, goszcząc mnie jeszcze jako seminarzystę podczas letniej praktyki językowej. Zapamiętałem wówczas brzmienie modlitwy, nie wiedząc, od kogo ona pochodzi. Jako młody kapłan natrafiłem na ślad o ks. Dolindo, wczytując się w biografie św. o. Pio. Wywarł na mnie wrażenie „ślad” ukryty w reprymendzie włoskiego stygmatyka pod adresem pielgrzymów z Neapolu: czemu przychodzicie do mnie, skoro u siebie macie świętego! Postanowiłem tym „śladem” podążyć. Zadałem sobie pytanie: kim jest ów święty z Neapolu? Po kilku latach pracy w duszpasterstwie akademickim wyjechałem na staż naukowy do Włoch. Zgłębiając „włoski personalizm”, natrafiłem na bł. Antonia Rosminiego i na ks. Dolindo Ruotolo, dwóch kapłanów zranionych trudną miłością do Kościoła. Podobne doświadczenie bolesnej próby wiary w swoim Kościele, podobna postawa heroicznej pokory i miłości do Matki Eklezji. Wyprzedzili epokę, dlatego też wydawali się do niej niedopasowani. Mimo że dzielił ich dystans całego pokolenia – ks. Dolindo urodził się dwadzieścia siedem lat po śmierci ks. Antonia – połączyła ich heroiczna walka o autentyczność przesłania ewangelicznego i wysiłek najdoskonalszego spojenia go z życiem. Obaj zderzyli się z Goliatem Świętego Oficjum, starli się z obawami i lękami epoki, gnuśnym letargiem, któremu uległo wielu stróżów Dobrej Nowiny. Kluczem do osiągnięcia zwycięstwa na krzyżu jest zawsze gotowość do wstąpienia na niego i oddania życia. Tak, jak zrobił to Chrystus. Antonio Rosmini musiał o ponad pół wieku dłużej od ks. Dolindo czekać na rehabilitację. Za to o wiele szybciej zasłużył na uznanie świętości życia. Został beatyfikowany przez papieża Benedykta XVI w listopadzie 2007 roku. Sprawa kapłana z Neapolu jeszcze czeka na swój chwalebny finał w Kościele.

Zapoznawałem się z nielicznymi książkami o ks. Dolindo, z jego autobiografią, kwiatkami, listami do kapłanów i do swych duchowych córek. Pewnego razu dowiedziałem się o jego charyzmacie proroctwa wyrażanym za pośrednictwem immaginette i z niezwykle miłym zaskoczeniem natrafiłem na ślad jego profetycznej intuicji wyrażonej trzynaście lat przed wyborem Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, co do przyszłej konfrontacji Jana Pawła ii z ateistycznym światem komunizmu. Dotarłem też do świadectw o nim arcybiskupa Pavla Hnilicy, słowackiego bohatera podziemnej walki o przetrwanie Kościoła u naszych południowych sąsiadów ….

 

(…) Dolindo znaczy ból – napisał sam o sobie w swej autobiografii. Dolindo znaczy świętość – zdaje się dopowiadać Duch Święty. Ukrył się dobrze. Niebawem minie pół wieku od jego odejścia, a wciąż niewielu ludzi o nim słyszało, nawet we Włoszech. Dyskretny i pokorny – jak całe jego życie. Miał się za ostatniego i najnędzniejszego. Pragnął tylko chwały Bożej. „Dlaczego przychodzicie do mnie, skoro macie u siebie świętego?” – dziwił się o. Pio, gdy widział przybywających do San Giovanni Rotondo neapolitańczyków. Ksiądz Ruotolo skrył się nie tylko w Neapolu, pod Wezuwiuszem, w mieście śmieci i kamorry. Tkwi wciąż schowany zarówno w archiwach swego Apostolatu Wydawniczego, skrupulatnie strzeżonego przez braci i siostry zakonu franciszkanów od Niepokalanej, jak i w zasobach Kongregacji do Spraw Kanonizacyjnych – tam bowiem trafiły materiały zarezerwowane na potrzeby procesu beatyfikacyjnego […].

Droga życiowa ks. Dolindo Ruotolo oraz jego doświadczenie cierpienia w Kościele – to niełatwa lektura. Niemalże dziewiętnastoletnie odsunięcie go od zadań kapłańskich w następstwie fałszywych oskarżeń, ostracyzm, jakiego doznał w zgromadzeniu zakonnym i rodzinie, długie i, wydaje się, absurdalne przesłuchania i procesy urządzane przez kongregację Świętego Oficjum, umieszczenie jego dzieł biblijnych na Indeksie Ksiąg Zakazanych, liczni, nieraz anonimowi wrogowie, wypisujący paszkwile szargające mu opinię, zdrada doznana ze strony jednej z jego córek duchowych, przymusowe badania psychiatryczne, ludzkie docinki i złośliwości… – trudno to wszystko wyjaśnić. Dobrze, jeśli Czytelnik, wczytując się w tę książkę, będzie świadomy intencji jej bohatera: „Miałem zawsze wielką miłość do Kościoła, do papieża, do kapłanów. Tę moją miłość Jezus swym działaniem i obecnością doprowadził do gigantycznych rozmiarów. Największy ból w mym obecnym uniżeniu odczuwam z tego powodu, że uderzenie przyszło od papieża i Kościoła, których tak bardzo miłuję. Lecz ja oddałem się w ofierze za ten Kościół i wydaje mi się to logiczną tego konsekwencją”. Jestem wewnętrznie przekonany, że takie perły jak padre Dolindo winny być wyciągane na światło dzienne jako przedmiot chluby dla wyznawców w Chrystusa we współczesnym świecie. Mam przeczucie, że dla zagonionego, zagubionego i zmęczonego człowieka ks. Dolindo Ruotolo będzie jak maska tlenowa w zatęchłym klimacie postnowoczesnego udawania. Obudzi w niejednym sercu ufność w miłość Bożą i dostarczy odwagi w ryzykowaniu na rzecz poznania pełnego sekretu udanego człowieczeństwa. W skamieniałych sercach Jego akt zatracenia się w woli Bożej może zdziałać równie dużo dobrego, co przesłanie s. Faustyny o Bożym miłosierdziu. Gdy Maryja ukazywała się w Fatimie, Lourdes czy w La Salette, nikt z obecnych jej nie widział. Ludzie zdawali sobie sprawę z Jej obecności po odbiciu w twarzach wizjonerów. Wpatrując się w oblicze ubogiego kapłana z Neapolu, można doznać podobnego objawienia. Wielu po spotkaniu z nim przestało mieć wątpliwości, czy Kościół na ziemi na pewno należy do Chrystusa.

******
NMP do ks. Dolindo: Niesamowite proroctwo o św. Janie Pawle II

                Był 2 lipca 1965 roku. Na odwrocie obrazka z wizerunkiem Matki Bożej ks. Dolindo wypisał wyjątkowe przesłanie dla polskiego arystokraty, hrabiego Witolda Laskowskiego, będącego szczególnym czcicielem ojca Pio. Na obrazku widnieje następujący zapis:

„Maryja do duszy:
Świat chyli się do upadku, ale Polska, dzięki nabożeństwom do Mego Niepokalanego Serca uwolni świat od straszliwej tyranii komunizmu, tak jak za  czasów Sobieskiego z 20-ma tysiącami rycerzy  wybawiła Europę od tyranii tureckiej. Powstanie z niej nowy Jan, który poza jej granicami, heroicznym wysiłkiem zerwie kajdany, nałożone przez tyranię komunizmu. Pamiętaj o tym. Błogosławię Polskę! Błogosławię Ciebie. Błogosławcie mnie. Ubogi ksiądz Dolindo Ruotolo – ulica Salvator Rosa, 58, Neapol
”.

                Dzieje tej kartki są przedziwne. Wszyscy zapomnieli o tym wpisie. Dopiero po wyborze Karola Wojtyły na papieża w 1978 roku uczennice duchowe ks. Dolindo odkryły kopię zapisku przeniesioną do jednego z zeszytów Stowarzyszenia Apostolstwa Wydawniczego, ugrupowania założonego przez neapolitańskiego kapłana. Należało odszukać oryginał. Kanałami Bożej Opatrzności udało się dotrzeć do wspomnianego obrazka, opartego o ścianki kasy pancernej, w której przechowywał swe tajne dokumenty biskup słowacki Paweł Hnilica, bliski przyjaciel Jana Pawła II. Nie można było nie odszukać tej kartki. Zawierała ona wyraźne proroctwo na temat nowego polskiego Jana i jego niezastąpionej roli w załamaniu się systemu ateistycznego komunizmu. „Wypełniło się pragnienie Matki Bożej – mówił sekretarz papieski kardynał Stanisław Dziwisz, nawiązując do objawień Maryi w Fatimie i próby spełnienia Jej życzenia, aby Ojciec Święty poświęcił specjalnym aktem oddania Związek Radziecki i cały komunistyczny świat, co Jan Paweł II podjął 25 marca 1984 roku na placu św. Piotra – To wtedy miały swój początek wydarzenia prowadzące do rozsypania się komunistycznego świata”[3].

Ks. Adam Skwarczyński poleca:
Akt oddania przeciw niepokojom i zmartwieniom wg ks. Dolindo Ruotolo

     Ks. Dolindo Ruotolo, neapolitański kapłan, który zmarł w opinii świętości, pozostawił po sobie wiele dzieł. M.in. spisał niżej przedstawioną, a zainspirowaną przez samego Pana Jezusa, naukę o oddaniu się Bogu.

       Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie Mi troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę powiadam wam, że każdy akt prawdziwego, ślepego i całkowitego oddania się Mnie rozwiązuje trudne sytuacje.

       Oddanie się Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, abym podążał za wami. Oddanie się oznacza zamianę niepokoju na modlitwę. Oddanie się oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i poddanie się Mnie, bo tylko dzięki Mnie poczujecie się jak dziecko uśpione w objęciach matki, gdy pozwolicie, abym mógł przenieść was na drugi brzeg.

       Mnie oddajcie to co wami wstrząsa, co was boli bezgranicznie – te wasze wątpliwości, wasze przemyślenia, wasze niepokoje i chęć powzięcia odpowiednich kroków za wszelką cenę, aby zapobiec temu co was trapi. Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do Mnie, patrzy na Mnie mówiąc: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”, a przy tym zamyka oczy i uspokaja się!

       Dostajecie niewiele łask, kiedy się męczycie i dręczycie, aby je otrzymać. Otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy wasza modlitwa jest pełnym oddaniem się Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym oddalił je od was, ale w taki sposób, jak wy sobie tego życzycie… Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to ja dostosował się do waszych planów. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają.

       Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie „Ojcze nasz”: „Święć się imię Twoje” – to znaczy: bądź uwielbiony w tej mojej potrzebie; „Przyjdź Królestwo Twoje” – to znaczy: niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twojego w nas i na świecie; „Bądź wola Twoja” – to znaczy: Ty decyduj. Ja wkroczę z całą Moją wszechmocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje.

       Czy widzisz, że nieszczęścia następują jedne po drugich, że sytuacja wciąż się pogarsza, zamiast się poprawiać? Nie przejmuj się – zamknij oczy i powiedz Mi z ufnością: „Bądź wola Twoja, TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Powiadam ci, że się zatroszczę, że interweniuję jak lekarz, a nawet uczynię cud, jeśli zajdzie taka potrzeba. Dostrzegasz, że stan chorego się pogarsza? Nie przerażaj się, ale zamknij oczy i powiedz: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”. Zapewniam cię, że się o ciebie zatroszczę.

       Sprzeczne z oddaniem się Mnie jest zamartwianie się, niepokój, chęć rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Przypomina to zamieszanie spowodowane przez dzieci, które domagają się, aby mama troszczyła się o ich potrzeby, a jednocześnie wszystko chcą zrobić samodzielnie, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie się ponieść nurtowi Mojej Łaski; zamknijcie oczy i pozwólcie Mi działać; zamknijcie i nie myślcie o chwili obecnej, także odwróćcie myśli od przyszłości jako od pokusy.

       Oddajcie się Mnie, uwierzcie w Moją dobroć, a przysięgam wam na Moją Miłość, że kiedy z taką ufnością powiecie: „TY SIĘ TYM ZAJMIJ”, Ja w pełni wezmę to na siebie, pocieszę was, wyzwolę i poprowadzę. A gdy zmuszony jestem poprowadzić was drogą odmienną od tej, jaką widzielibyście dla siebie, wówczas pouczam was, noszę w Moich ramionach, bo nie istnieje skuteczniejsze lekarstwo niż interwencja Mojej Miłości. Jednak troszczę się tylko wtedy, kiedy zamkniecie oczy.

       Jesteście bezsenni, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć, i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim, albo jeszcze gorzej – ludziom, pokładając ufność w ich interwencji. A to właśnie stoi na przeszkodzie Moim słowom i Moim zamiarom.

       O! Jak bardzo pragnę tego waszego całkowitego oddania się Mnie, abym mógł was obdarować, i jakże smucę się widząc, że jesteście niespokojni! Szatan do tego właśnie zmierza: aby was podburzyć, by oddzielić was ode Mnie i od Mojego działania i rzucić na pastwę ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, spocznijcie we Mnie, oddajcie Mi się we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego pełnego oddania się Mnie, a nie waszego zaufania do siebie samych. Wylewam na was skarby łask, kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie!

       Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie, lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, który jest często zakłócany przez szatana. Żaden człowiek rozumujący i rozważający tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów, nawet spośród Świętych.

       Na sposób Boski działa ten, kto odda się Bogu. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczyma duszy: „JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ!”. I odwróć swoją uwagę w inną stronę, bo dociekliwość twego umysłu utrudnia ci dostrzeżenie zła. Zawierzaj Mi często, nie skupiając uwagi na samym sobie. Czyń tak we wszystkich swoich potrzebach. Czyńcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na Moją miłość. Zapewniam was, że Ja się o was zatroszczę.

       Módlcie się zawsze z tą gotowością do oddania się Mnie, a zawsze będziecie odczuwać wielki pokój ducha i osiągać znaczne korzyści, również wtedy, gdy udzielam wam łaski ofiary, zadośćuczynienia i miłości, która nakłada na was cierpienie.

       Wydaje ci się to niemożliwe? A zatem zamknij oczy i powiedz całą swoją duszą: „JEZU, TY SIĘ TYM ZAJMIJ!”. Nie lękaj się,

ja się zatroszczę. A ty błogosławić będziesz Imię Moje, nie dbając o siebie samego. Inne twoje modlitwy nie mają takiej wagi, jak ten akt pełnego ufności oddania się Mnie – zapamiętaj to sobie dobrze. Nie ma skuteczniejszej „nowenny” od tej: „Och Jezu, oddaję się Tobie, troszcz się o mnie Ty”.

Pozostawił po sobie liczne zapiski, zwłaszcza komentarze do Biblii w 33 tomach, które spisywał mimo udaru, jaki go złamał bólem i spowolnił na dziesięć ostatnich lat życia. Pomimo paraliżu lewej strony ciała, nadal pisał listy i konferencje przy swoim starym biurku, przekonany do słuszności swego apostolatu budzenia wiary w duszach ludzkich. „Bóg posługuje się mną, by oświecać i wspierać innych, podobnie jak używa się draski, by zapalić zapałkę, albo miotły do sprzątania, zwykłej igły do szycia, a wreszcie nawozu do użyźniania gleby”. Napęczniałe i pokrzywione chorobą nogi wymagały kuracji niemniej bolesnych, jak sama dolegliwość. Przy tym wszystkim nigdy nie opuszczał go wyśmienity humor. Przez łzy uśmiechał się i łobuzerskim „cześć, brachu” witał każdy nowy przypływ bólu. Gdy mu się polepszało, wyruszał na nowo, by zanosić umocnienie innym chorym, którzy o własnych siłach nie mogli się poruszać.

                Miał specyficzny zwyczaj rozdawania ludziom obrazków świętych i wysyłania pod rozmaite adresy pocztówek, które zawsze zaopatrzał w ręcznie napisane zdanie, jedno lub dwa. Niezmordowanie umacniał i oświecał innych ludzi, dołączając im rodzaj przesłania duchowego, które zazwyczaj zaopatrywał na początku we wzmiankę: „Jezus do duszy…”, „Maryja do duszy…” lub „To ja, Jezus, mówię do ciebie…”. Jak przejrzysty kryształ daje się przenikać promieniami światła, tak i on przepuszczał przez siebie treść szczególnego rodzaju dialogu, który prowadził nieustannie z Bogiem i Świętymi.

*****

Czytam tę książkę Joanny Bątkiewicz-Brożek „Jezu Ty się tym zajmij” i co rusz będę dawać z niej różne fragmenty. Chcę, aby ten święty kapłan – o. Dolindo Ruotolo był coraz bardziej znany!

W aktach procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożego czytamy:
Pewnego dnia znaleźliśmy ks. Dolindo przed otwartym tabernakulum.Wyciągał rękę do góry, jakby chciał go dotknąć. Zanosił się płaczem, bo zakazali mu nawet przyjmować komunii… Pytał Jezusa z anielską wręcz adoracją: czemu…
str. 26
A czemu?
Oto fragment odpowiedzi o. Germano Ventury, „pasjonisty z domu generalnego w Rzymie, gdzie przez miesiące z nakazu Świętego oficjum więziono ks. Dolindo”
„Neapolitańczyk jest w czołówce najbardziej prześladowanych i nękanych kapłanów w historii byłej inkwizycji. Zarzut?  „Udawanie świętości” oraz „głoszenie nowości w Kościele”. O co chodzi? Msza święta w języku narodowym, codzienna komunia oraz w Wielki Piątek, możliwość odprawiania dwóch Mszy przez kapłana w ciągu jednego dnia, wreszcie apostolat kobiet jako konsekrowanych dziewic, których misję ks. Ruotolo nazywa „dziewiczym kapłaństwem” (Matka Boża użyła tego terminu, objawiając się kapłanowi). Postulaty, które dziś są częścią życia Kościoła, ks. Ruotolo wysunął na początku lat 20. XX wieku!|
str. 27-28

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , | 25 komentarzy

Św. Jan Paweł II: Miało się świadomość, że tu na ołtarzu w San Giovanni Rotondo spełnia się ofiara Samego Chrystusa

Eucharystia odprawiana przez Ojca Pio trwała długo i w czasie której widziało się na Jego twarzy, że On głęboko cierpi. Widziałem Jego ręce sprawujące Eucharystię — miejsca stygmatów były przesłonięte czarną przepaską, to pozostało dla mnie jako niezapomniane przeżycie. Miało się świadomość, że tu na ołtarzu w San Giovanni Rotondo spełnia się ofiara Samego Chrystusa, ofiara bezkrwawa, a równocześnie te krwawe rany na rękach kazały myśleć o całej tej ofierze, o Ukrzyżowanym. Poniekąd do dzisiaj mam przed oczyma to, co wówczas widziałem. To pierwsze spotkanie z żywym jeszcze Stygmatykiem z San Giovanni Rotondo uważam za najważniejsze i za nie w szczególny sposób dziękuję Opatrzności.
Karol Wojtyła

Niezapomniane przeżycie

Ojciec Pio i Jan Paweł II. Prosty zakonnik, „który potrafi tylko się modlić” i wielki papież, który zmienił oblicze Kościoła i świata. Ich drogi spotkały się kilka razy. Dla Karola Wojtyły było to niezapomniane przeżycie.

Młody, dwudziestoośmioletni ksiądz Karol Wojtyła, wyświęcony ledwie półtora roku wcześniej w Krakowie, teraz student Papieskiego Międzynarodowego Atheneum Angelicum, z dopiero co obronionym licencjatem i otwartym przewodem doktorskim, jedzie z Rzymu do Foggii, by potem dostać się do odległego o 40 km San Giovanni Rotondo, gdzie żyje słynny kapucyn, mistyk, stygmatyk, o którym mówią całe Włochy. Towarzyszy mu o trzy lata młodszy kolega z Polski, wówczas jeszcze kleryk, ks. Stanisław Starowieyski.

Do San Giovanni Rotondo, o którym niejedno już w Rzymie słyszeli, wybrali się w kwietniu 1948 roku, w poświątecznym tygodniu, wolnym od zajęć na uczelni. Zaraz po przyjeździe mieli okazję po raz pierwszy spotkać Ojca Pio po wieczornym nabożeństwie. „I wtedy mogłem zamienić z nim kilka słów” — napisze Wojtyła. Na nocleg nie musieli iść daleko — gościnę znaleźli naprzeciw kapucyńskiego kościoła, w domu Marii Basilio, duchowej córki Ojca Pio, która wynajmowała pielgrzymom pokoje. Mogli więc jeszcze przed nocą obserwować to, co się dzieje na placu, poczuć atmosferę tego miejsca, w którym po latach wojny odradzał się ruch pielgrzymkowy z wszystkimi jego zaletami i wadami. Mogli obserwować tłum wiernych, który wielką falą wypłynął z kościoła i kłębił się wśród straganów z dewocjonaliami i zdjęciami Stygmatyka. Mogli patrzeć na setki jego czcicieli koczujących całą noc przed klasztorem. Słyszeli ich śpiewy i okrzyki, widzieli, jak wpatrują się w okno na piętrze z nadzieją, że jeszcze raz, choćby na chwilę, on się w nim pojawi. Trwało to długo, do późnych godzin, aż Ojciec Pio wreszcie ukazał się w oknie, aby pobłogosławić pielgrzymów i powiedzieć przez megafon „Buona notte”…

Następnego dnia wczesnym rankiem księża Wojtyła i Starowieyski znów pojawili się w kościele, by uczestniczyć w odprawianej przez Ojca Pio Eucharystii, która — jak napisał we wspomnieniu Jan Paweł II — „trwała długo i w czasie której widziało się na Jego twarzy, że On głęboko cierpi. Widziałem Jego ręce sprawujące Eucharystię — miejsca stygmatów były przesłonięte czarną przepaską, to pozostało dla mnie jako niezapomniane przeżycie”. Obraz Stygmatyka pozostał w nim na zawsze: „To pierwsze spotkanie uważam za najważniejsze i za nie w szczególny sposób dziękuję Opatrzności”.

Po każdej Mszy Świętej Ojciec Pio spowiadał w zakrystii mężczyzn. Również ksiądz Wojtyła uklęknął przed nim, by wyznać grzechy. „Przy spowiedzi Ojciec Pio okazał się spowiednikiem mającym proste, jasne rozeznanie i do penitenta odnosił się z wielką miłością” — wspominał po latach.

Spowiedź przyszłego papieża u mistyka, który czytał w myślach, jak zresztą całe ich spotkanie w 1948 roku, rozpalały wyobraźnię wielu i były pożywką dla przeróżnych domysłów. Kilka dni po pamiętnym 13 maja 1981 roku prasę włoską obiegła plotka, jakoby podczas tej rozmowy Ojciec Pio przepowiedział Karolowi Wojtyle pontyfikat i męczeństwo. Informację taką podał nawet oficjalny biuletyn włoskich kapucynów. Na pierwszych stronach gazet pojawiły się nagłówki: „Będziesz Papieżem we krwi — powiedział mu Ojciec Pio”, „Przepowiednia Ojca Pio na temat zamachu na Wojtyłę”, „Ojciec Pio do Wojtyły: będziesz Papieżem, ale przez krótki czas”.

Jak zwykle okazało się, że nie ma żadnego wiarygodnego świadka tamtych wydarzeń. Sam Jan Paweł II dementował te pogłoski — raz ze śmiechem, innym razem całkiem poważnie. Wieloletni przyjaciel Wojtyły, biskup Andrzej Deskur, był świadkiem jednego z takich dementi. Na pytanie, czy Ojciec Pio przepowiedział mu męczeństwo i pontyfikat, Jan Paweł II zdecydowanie odparł: „Nie, to absolutnie nie jest prawda. Z Ojcem Pio rozmawiałem tylko o jego stygmatach. Zapytałem go, który ze stygmatów sprawia mu największy ból. Byłem przekonany, że to ten w sercu. Ojciec Pio bardzo mnie zaskoczył, mówiąc: Nie, najbardziej boli mnie ten na ramieniu, o którym nikt nie wie i który nawet nie jest opatrywany”.

Zdumiewające wyznanie. Dlaczego Ojciec Pio wyznał tę tajemnicę nieznanemu, przypadkowo spotkanemu, młodemu księdzu z Polski? O ranie ramienia nie mówił nikomu: ani przełożonym, ani lekarzom, ani nawet swym najbliższym córkom duchowym. O istnieniu tego stygmatu dowiedziano się dopiero w 1971 roku, podczas inwentaryzacji osobistych rzeczy po zmarłym przed trzema laty Stygmatyku. Wtedy to brat Modestino Fucci zauważył na jego podkoszulku „widoczny, okrągły ślad krwawej wybroczyny, o średnicy około dziesięciu centymetrów, na prawym ramieniu, blisko obojczyka”. Ukryty stygmat Ojca Pio okazał się zgodny z rozkładem plam na Całunie Turyńskim oraz starodawną modlitwą św. Bernarda z Clairvaux do „rany na ramieniu Chrystusa, zadanej Mu przez najtwardsze drzewo krzyża”. Karol Wojtyła poznał ten sekret już w 1948 roku.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , | 9 komentarzy

9 dni z o. Józefem Witko – cz. III. Kafarnaum – dom Piotra – Znosić czy nosić – akceptacja/miłość

Opublikowano Pomoc duchowa, Rekolekcje | Otagowano , | 4 komentarzy

9 dni z o. Józefem Witko – cz. II „Czy chcesz być zdrowy – przebaczenie”

Konferencja 2:
Sadzawka Betesda – Czy chcesz być zdrowy – przebaczenie.

Opublikowano Pomoc duchowa, Rekolekcje | Otagowano , , , | 2 komentarzy

9 dni z o. Józefem Witko – cz. I „Oto uzdrowię Ciebie”

Konferencja 1:
Jerozolima – pałac królewski – Król Ezechiasz – Oto uzdrowię Ciebie – wola Boża

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano , | 36 komentarzy