Ks. Adam Skwarczyński: PILNY OBOWIĄZEK RESTYTUCJI CUDZEGO MIENIA

JEZUS NADCHODZI! ZWRÓĆCIE CUDZE MIENIE!!!

       Uściślenie pojęć:
Kradzież – pozbawienie właściciela (społeczeństwa lub osób indywidualnych) jego własności w sposób ukryty.

Rabunek – jak wyżej, lecz w sposób jawny i przy użyciu siły, przemocą.
Zamiar kradzieży lub rabunku – grzech, (może być ciężki, gdy chodzi o znaczne dobra), i to niezależnie od tego, czy doszło do czynu. Bóg patrzy w serce i osądza nas według tego, co chcieliśmy uczynić.
Restytucja – zwrot właścicielowi jego mienia zniszczonego, ukradzionego lub zrabowanego. Gdy zwrot tego samego mienia jest niemożliwy – wyrównanie szkody w inny sposób, np. przez odkupienie rzeczy, odpracowanie, a gdy to niemożliwe – przez dobra duchowe.
Zwrot ukryty – oddanie cudzej własności bez ujawnienia (się) sprawcy kradzieży.
Ukryte wyrównanie samemu sobie krzywdy – odzyskanie swojej własności bez wiedzy tego, kto tę krzywdę spowodował (np.właściciela firmy, wstrzymującego pensję). Nie jest grzechem.

       Czasu zostało niewiele. Wkrótce Jezus prześwietli każde sumienie „rentgenem” swojego wzroku, a wtedy wielu złodziei i rabusiów zapragnie do Niego należeć, poznawszy Jego miłość. Nawracając się zobaczą niestety, jak bardzo dzieli ich od Niego bariera dóbr ziemskich, nieuczciwie zdobytych i niezwróconych właścicielom. Pogrążeni w szczerym żalu, zechcą wyrównać naruszony porządek i wyrządzone krzywdy, lecz z przerażeniem zobaczą, że te dobra topnieją z minuty na minutę i w końcu sami muszą dołączyć do tłumu bezdomnych i głodnych, szukających jakiegokolwiek wsparcia. Na wyrównanie na ziemi będzie już za późno, a jeśli umrą, w czyśćcu będzie ono bardzo długie i bolesne. Za najmniejszą niesprawiedliwość Bóg karze bardzo surowo tych, którzy do tej kary Go zmuszają, nie skorzystawszy w odpowiednim czasie z Jego miłosierdzia. Czyściec można porównać do najsurowszego więzienia, odnosząc do niego słowa naszego Pana (Mt 5,25-26): „Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz”. Maria Simma, obdarzona stałym kontaktem z duszami czyśćcowymi stwierdziła, że przeciętny człowiek przebywa w czyśćcu około 40 ziemskich lat… Ci więc, którzy beztrosko liczą na restytucję (wyrównanie, zwrot długów) w czyśćcu, muszą się dobrze już teraz nad swoim losem zastanowić. Teraz – w ostatniej chwili – gdy jeszcze ta restytucja na ziemi jest możliwa.

       Łatwo jest ulec sugestii szatana i oprzeć się na jego podstępnych argumentach, uspokajając nimi swoje sumienie. Prześledźmy teraz niektóre z nich.
– „Pan X tyle nakradł i nie tylko nic złego mu się nie dzieje, lecz wprost przeciwnie – bardzo dobrze mu się powodzi, wygląda na szczęśliwego. Pan Y żyje uczciwie, i to aż do przesady, i zobacz w jakiej biedzie żyje. Gdyby Bóg naprawdę istniał i był sprawiedliwy, z miłości troszcząc się o swoje dzieci, to by do tego nie dopuścił!”. Biedny kto tak myśli!!! Przecież złodziej i bandyta od czasu do czasu zrobi coś dobrego, więc musi za to otrzymać nagrodę w postaci ziemskiej pomyślności, a na ukaranie go (jeśli się nie nawróci) będzie miał Bóg całą wieczność! Natomiast krzyż, nieraz ciężki, niesiony na ziemi przez ludzi dobrych, i to często ofiarowany za nawrócenie złych, spotka się z wieczną nagrodą!
       – „Bogactwo jest dla ludzi. Dlaczego miałbyś sobie tego czy tamtego żałować? Pieniądz robi pieniądz, a pieniądze lubią tych, którzy je lubią. A ponieważ wiadomo, że trudno się dorobić w sposób uczciwy – możesz sobie pozwolić na wszystko, byle tylko cię nie przyłapali”.

– „Tylko głupiec nie korzysta z okazji, kiedy ta sama pcha mu się w ręce! Takie jest widocznie twoje przeznaczenie. Na razie musisz się nachapać dopóki można, a potem pomyślisz co dalej”.
– „Tak już jest w naturze, że zawsze silniejszy wygrywa. Skoro ty jesteś tym silniejszym, musisz się sprężyć i wygrać. A że kosztem innych – to nie powinno cię interesować, bo tak zawsze było i będzie – i wśród roślin, i wśród zwierząt, i wśród ludzi”.
– „Nędza innych niech cię nie obchodzi. Musiałbyś dać im wędkę a nie rybę, bo rybę zjedzą i dalej będą biedni. A wędka kosztuje. Poza tym posłużyć się nią nie zechcą albo nie będą umieli, tylko zmarnują. A zresztą i tak biedy na świecie nie przezwyciężysz, nawet gdybyś wspomógł kliku biedaków, więc się nią nie przejmuj – zawsze była i będzie!”

       Na te argumenty piekielnego wroga odpowiada nasz Nauczyciel, Sędzia żywych i umarłych:
– (Łk 6,24-25) „Biada wam, bogaczom, bo odebraliście już pociechę waszą”.
– „Biada wam, którzy teraz jesteście syci, albowiem głód cierpieć będziecie”.
– „Biada wam, którzy się teraz śmiejecie, albowiem smucić się i płakać będziecie”.
– (Łk 16,13) „Nie możecie [jednocześnie] służyć Bogu i mamonie” (czyli zyskowi).
– (Łk 16,19-31 – z opowiadania o bogaczu i Łazarzu) „Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś już swoje dobra, a Łazarz przeciwnie – niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz; […] między nami a wami zionie ogromna przepaść…”.
– (Łk 18,25) „Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”.

       Święty Jakub Apostoł w swoim liście (Jk 5,1-5) upomina i ostrzega: „Bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi”.

       Świadectwo św. Faustyny Kowalskiej, „sekretarki Bożego Miłosierdzia” (akapit 741 jej „Dzienniczka): „Dziś byłam w przepaściach piekła, wprowadzona przez anioła. Jest to miejsce wielkiej kaźni, jakiż jest obszar jego strasznie wielki. Rodzaje mąk, które widziałam: pierwszą męką, która stanowi piekło, jest utrata Boga; drugie – ustawiczny wyrzut sumienia; trzecie – nigdy się już ten los nie zmieni; czwarta męka – jest ogień, który będzie przenikał duszę, ale nie zniszczy jej, jest to straszna męka, jest to ogień czysto duchowy, zapalony gniewem Bożym; piąta męka – jest ustawiczna ciemność, straszny zapach duszący, a chociaż jest ciemność, widzą się wzajemnie szatani i potępione dusze, i widzą wszystko zło innych i swoje; szósta męka – jest ustawiczne towarzystwo szatana; siódma męka – jest straszna rozpacz, nienawiść Boga, złorzeczenia, przekleństwa, bluźnierstwa. Są to męki, które wszyscy potępieni cierpią razem, ale to jest nie koniec mąk. Są męki dla dusz poszczególne, które są mękami zmysłów: każda dusza czym grzeszyła, tym jest dręczona w straszny i nie do opisania sposób. Są straszne lochy, otchłanie kaźni, gdzie jedna męka odróżnia się od drugiej; umarłabym na ten widok tych strasznych mąk, gdyby mnie nie utrzymywała wszechmoc Boża. Niech grzesznik wie: jakim zmysłem grzeszy, takim dręczony będzie przez wieczność całą. Piszę o tym z rozkazu Bożego, aby żadna dusza nie wymawiała się, że nie ma piekła, albo tym, że nikt tam nie był i nie wie, jak tam jest. Ja, siostra Faustyna, z rozkazu Bożego byłam w przepaściach piekła na to, aby mówić duszom i świadczyć, że piekło jest. […] O mój Jezu, wolę do końca świata konać w największych katuszach, aniżeli bym miała Cię obrazić najmniejszym grzechem”.

       Piekło jest straszne, nie do pojęcia dla zwykłych mieszkańców ziemi, choć tylu z nich sobie z niego drwi! Czy jest możliwe, by szli do niego nawet ci, którzy nie czynili wielkiego zła, ale zaniedbali pełnienie dobra? Niestety tak, jak widać na przykładzie wspomnianego wyżej bogacza, który dzień w dzień świetnie się bawił, lecz nie obchodził go los biednego żebraka Łazarza przy bramie jego pałacu. Za brak litości został na wieki potępiony! (Łk 16,19-31). Mówił pewno sobie: to wszystko moje, więc mogę sobie robić ze swoim co chcę… A więc nie tylko naruszenie cudzego dobra, lecz także egoistyczne korzystanie z własnych dóbr bez liczenia się z biedą innych jest przez Boga najsurowiej karane, chociaż świat daleki jest od potępienia żarłoków żyjących wśród umierających z głodu. Oni jednak bardzo grzeszą zaniedbaniem i poniosą za to wieczną odpowiedzialność.
Jednak powróćmy do restytucji. Jako spowiednik i teolog postaram się wskazać praktyczne rozwiązanie niektórych problemów, związanych ze zwrotem cudzego mienia. Uczynię to w formie pytań i odpowiedzi.

  1. Czy jeśli niechcący, bez złego zamiaru, wyrządziłem komuś szkodę, muszę ją naprawić?
    – Wtedy grzechu nie masz, gdyż nie było to świadome i dobrowolne popełnienie złego czynu, jednak w sferze materialnej musisz ponieść konsekwencje, jak np. w razie nieumyślnie spowodowanego wypadku drogowego. Gdyby udało ci się uciec z tego miejsca, nie będąc rozpoznanym, może unikniesz kary ze strony ludzi, jednak za osobą przez ciebie poszkodowaną ujmie się w swoim czasie Bóg, sprawiedliwy Sędzia.

       Oto znamienny przykład ze średniowiecza. Konrad Confalonieri urodził się w Piacenzy we Włoszech w zamożnej rodzinie. Jako młody rycerz rozpalił ognisko dla wypłoszenia zwierzyny i spowodował pożar wielkiego lasu. Przyznał się do winy i miastu oddał cały swój majątek. Został wędrownym ascetą, nawiedzając kolejne sanktuaria, a ostatnich osiem lat spędził w grocie na Sycylii jako pustelnik. Dziś czczony jest jako święty. Oto jak naprawienie zła stało się źródłem dobra.
Dlaczego o tym piszę? Bo jest to przykład godny i pochwały, i naśladowania! Konrad mógł się nie przyznać i żyć spokojnie dalej w swoim zamku z rodziną, a za jego czyn zapłaciłby głową człowiek, którego przypadkowo napotkano w lesie i oskarżono o wywołanie pożaru. Czy jednak byłoby to życie szczęśliwe z ciężarem winy na sumieniu? Zresztą, jako człowiek religijny, liczył się także z sądem Boga, na którym musiałby stanąć.
Inny pozytywny przykład czerpiemy z Ewangelii św. Łukasza (19,2 nn). Bardzo bogaty zwierzchnik celników Zacheusz, nawróciwszy się, podejmuje trudną decyzję życiową. Czyni to z radością i zapałem, a nie ze smutkiem i ociąganiem się. Mówi Jezusowi: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Radość zapanowała w Niebie, radość biedaków na ziemi, a że krytycy się znaleźli i mówią o nawróconym niezbyt pochlebnie, jakie to ma znaczenie?
Dedykuję te przykłady wielkim malwersantom, żyjącym między nami. W ostatnich dziesięcio­leciach udało im się przy „okrągłym stole” oszukać „ciemny naród”, na którego ciele rozpanoszyli się jak rak, przywłaszczając sobie jego mienie i dobra. Do tej pory czuli się bezkarni, lecz teraz drżą z lęku przed sprawiedliwością, która mogłaby ich dosięgnąć. Skrytobójczo, a więc i bezkarnie, unicestwili wielu spośród tych, którzy znali prawdę o nich. Chętnie obaliliby rząd, który im „zagraża”, a więc i wywołują oraz podsycają zamieszki w ten rząd godzące. Czy jednak – na co czeka społeczeństwo – znajdzie się wśród nich ktoś tak rycerski i odważny jak Konrad? Tak zdecydowany w podejmowaniu właściwych decyzji jak Zacheusz? Ktoś, kto przyzna się otwarcie do przywłaszczenia sobie mienia społecznego (bo jak inaczej nazwać „nabycie go za symboliczną złotówkę”) i za ten czyn przeprosi?
Z pewnością życie takiego człowieka zmieniłoby się diametralnie: otrzymałby przebaczenie ze strony rodaków, unikając i surowej kary, i dalszego lęku przed nią, a jego czyn uznano by za godny naśladowania. To prawda, że musiałby wejść na drogę restytucji, lecz ten zwrot mienia rozłożono by mu na dłuższy okres, co praktycznie równałoby się z umorzeniem długu. Przecież zbliżająca się Paruzja Jezusa i tak doprowadzi całą ludzkość do zaczynania niemal od zera, pozbawi ją posiadanych dóbr. A ponieważ nasz Pan prześwietli każde sumienie, osądzi także tych, którzy uniknęli stanięcia przed ludzkim sądem. Tak więc i dla własnego dobra, i dla dobra społeczeństwa, malwersanci powinni wykorzystać tę jedyną i wyjątkową okazję, natychmiast przyznając się do winy! Gdy wkrótce staną przed ludźmi z pustymi rękami, a przed Bogiem z pustym sercem – jaka czeka ich przyszłość?

  1. Gdybym jednak wstydził się przyznać do winy, a poza tym jawny zwrot cudzego mienia naraziłby mnie na surową karę (której się boję), nienawiść, pozbawienie pracy – co wtedy…?

– Bohaterem się nie staniesz, jednak będziesz przynajmniej usprawiedliwiony, jeśli zwrócisz to mienie bez ujawniania swojej tożsamości: podłożysz je po kryjomu, posłużysz się pocztą, kurierem lub kimś znajomym, zachowującym dyskrecję. Nie masz obowiązku pozbawiać samego siebie dobrej sławy.

  1. Czy mogę iść do spowiedzi, jeśli posiadam cudzą własność nieuczciwie zdobytą?

– Możesz, jeśli szczerze tego żałujesz i postanawiasz więcej nie grzeszyć, a cudze mienie zwrócić. Ten zwrot będzie możliwy po spowiedzi, jednak dokona się jeszcze w ramach sakramentu Pokuty, którego ostatnim warunkiem jest „zadośćuczynienie Bogu i bliźniemu”.

  1. A gdyby ta cudza własność uległa zniszczeniu, rozproszeniu lub zaginęła, co wtedy? Gdyby np. złodzieje mnie okradli albo spłonął mi dom wraz z nieuczciwie zdobytym mieniem? Gdyby mój bank albo firma obecna na giełdzie, gdzie ulokowałem to mienie, upadły?

– Od czasów starożytnych obowiązuje reguła: „Rzecz przywołuje swojego właściciela”. Jeśli ta rzecz przestała istnieć albo stała się dla ciebie niedostępna, wygasł po twojej stronie obowiązek zwrotu. Pozostał jednak skrzywdzony jej właściciel, a jego krzywda oskarża cię przed Bogiem. Powinieneś więc podjąć pokutę, nie tylko przepraszając Boga, lecz i „zapełniając konto” tego skrzywdzonego dobrami duchowymi.

  1. Jeśli umrę jako nawrócony, jednak nie zdążywszy zwrócić cudzego mienia, co mnie czeka?

– Pozostanie ci pokuta w czyśćcu, długa i bolesna, chyba że ktoś na ziemi wyrówna twój dług.

  1. Jak mam rozumieć to „wyrównanie” ze strony pozostających na ziemi?

– Możesz prosić, a nawet zobowiązać bliskich lub znajomych, np. pisząc testament, by zwrócili właścicielowi jego własność.

       W mieście L. (szczegóły są mi znane) żyła mistyczka, mająca „wgląd w zaświaty”. Zwrócono się do niej z pytaniem: co jest przyczyną, że w pewnym domu w tym mieście nikt nie może zamieszkać? (chodziło o kolejnych nabywców). O północy rozlegają się w nim tak przerażające odgłosy, że nikt tego psychicznie nie wytrzymuje. Jej odpowiedź brzmiała: do budowy tego domu użyto cegły, przygotowanej na ogrodzenie parafialnego cmentarza. Kto chce w nim mieszkać, musi za tę cegłę zapłacić parafii jako właścicielowi. Po uregulowaniu długu odgłosy ustały…

  1. A gdyby właściciel był nieznany lub nieosiągalny…?

– Możliwe jest wtedy użycie przywłaszczonego sobie mienia lub jego równowartości do wsparcia szlachetnego celu, np. misji katolickich. Zakony misyjne w kraju dysponują numerami kont bankowych i otrzymują prośby o pomoc z placówek misyjnych za granicą, mogą więc w tym pośredniczyć. Ważne jest przy tym, by ofiarę na ten cel złożyć z odpowiednią intencją, wzbudzoną w sercu: niech ten szlachetny czyn będzie w Niebie zapisany „na koncie” nie moim, lecz osoby poszkodowanej (tzn. tak jakby tę ofiarę złożył ze swego mienia okradziony właściciel – ja ją składam „w jego zastępstwie” i kiedyś na sądzie Bóg to uwzględni). Także dobrym sposobem restytucji, gdy dotarcie do poszkodowanego jest niemożliwe, może być gorliwe wspieranie („w jego zastępstwie”, „na jego konto przed Bogiem”) fundacji dobroczynnych, których jest wielka liczba. Trzeba jednak unikać naciągaczy typu pewnej znanej „orkiestry”.

  1. Jeśli stałem się posiadaczem cudzego mienia nie wiedząc, że właścicielowi zostało ukradzione albo zrabowane, czy mam obowiązek zwrotu? Drugie pytanie: gdy cudze mienie, nieprawnie przeze mnie zdobyte, oddałem komuś innemu, co powinienem zrobić? Trzecie: gdy pomogłem komuś w kradzieży, jaką za to ponoszę odpowiedzialność?

– Jeśli wszedłeś w posiadanie cudzego majątku w dobrej wierze, nie masz obowiązku zwrócenia go dawnemu właścicielowi. Na drugie i trzecie pytanie odpowiedź jest podobna: nie jesteś posiadaczem cudzego mienia, więc restytucja (zwrot) cię nie obowiązuje. Złamałeś jednak przykazanie Boże „Nie kradnij”, z czego musisz rozliczyć się z samym Bogiem i wejść na drogę pokuty. Zawsze pamiętaj przy tym o ogólnej zasadzie: złem jest wszystko, co do złego prowadzi (przyczynia się).

9. A gdy zwrot w sferze materialnej jest niemożliwy, co wtedy?

– Wtedy pozostaje rzecz materialną zastąpić częściowo dobrami duchowymi. O dwóch takich możliwościach już wspomniałem: o ofierze na misje i na fundacje. Oto kilka sytuacji, w których restytucja może nastąpić w sferze niematerialnej: właściciel jest ci nieznany albo nie żyje ani on, ani jego spadkobiercy; właściciele są liczni, a dostęp do nich jest niemożliwy (np. kasjerka celowo nie wydawała latami nieznanym klientom całej reszty); zubożałeś i obecnie nie masz szansy na zdobycie koniecznej kwoty.
Dobrą restytucją (materialną i jednocześnie „duchową”) może być złożenie ofiary na Mszę świętą (lub wiele Mszy) oraz składanie jałmużny na rzecz ubogich. Czysto „duchową” może być piesza pielgrzymka w intencji poszkodowanego, post i modlitwa, adopcja dziecka poczętego, ofiarowanie Bogu codziennego krzyża za osobę (żywą lub zmarłą), której należy się zwrot mienia.

10. Gdy chodzi o mienie społeczne, w jaki sposób zwrócić je właścicielowi?

– Gdy całe społeczeństwo danego kraju zostało przez ciebie poszkodowane – jest ono wieloosobowym właścicielem, jego mienie nie jest „niczyje”. Czeka więc ono na zwrot lub wyrównanie, gdyż sprawiedliwości musi stać się zadość. Ideałem by było, gdybyś – jak to wyżej powiedziano – przyznał się do winy i dostosował się do wskazanego ci sposobu restytucji. Jeżeli cię na to nie stać, powinieneś przekazać równowartość zawłaszczonego mienia na jakiś cel społeczny poprzez włączenie się w akcję charytatywną, wyręczając w ten sposób społeczeństwo i zastępując je np. w zaopiekowaniu się jakimś domem (dla starców, nieuleczalnie chorych, dzieci specjalnej troski, trudnej młodzieży itp.). Mógłbyś nawet wybudować taki dom lub domy. Nie musisz przy tym ujawniać źródła pochodzenia użytych do tej akcji środków, gdyż nie masz obowiązku zniesławiać samego siebie.

       Gdyby tu chodziło nie o całe społeczeństwo, lecz o społeczność lokalną jako właściciela – powinieneś zadbać o dobro tej społeczności i w ten sposób „zło dobrem zwyciężyć”. To samo dotyczyłoby okradzionego lub zniszczonego miejsca kultu religijnego. Chodzi tu o wyrównanie szkody materialnej. Wiedz jednak, że ten, kto dopuścił się świętokradztwa poprzez zbezczeszczenie Najświętszego Sakramentu, nie może otrzymać rozgrzeszenia od księdza w konfesjonale. Ksiądz jednak wypełni tu rolę pośrednika: zachowawszy ścisłą tajemnicę co do osoby świętokradcy, odniesie się w jego imieniu do Rzymu, do Stolicy Apostolskiej, by uzyskać zdjęcie z niego kary tzw. ekskomuniki czyli wyłączenia z Kościoła.
Temat restytucji jest bardzo obszerny, a i niełatwy. Tu możliwe było zaledwie zasygnalizowanie niektórych związanych z nim problemów. Sądy kościelne są przygotowane na to, by udzielić pomocy w tych kwestiach, lecz zwykle nie do nich, lecz do sądów świeckich zwracają się poszkodowani, chcąc pociągnąć do odpowiedzialności bezprawnie posiadających ich mienie. Zachęcam jednak do korzystania z pomocy tych sądów, gdyż zdolne są zachować dyskrecję, nie są powiązane z organami ścigania, a poza tym sprawy duchowe powinny stawiać na pierwszym miejscu. A cóż jest ważniejsze od duszy ludzkiej, dla której ziemia powinna być nie pułapką lub miejscem udręki, lecz miejscem zasługiwania na wieczne szczęście?
Wszystkim, którzy chcieliby być „Konradami” i „Zacheuszami”, lecz do tej pory nie mieli do tego ani odwagi, ani dostatecznej motywacji, ani pomocy – obiecuję modlitewne wsparcie i zachęcam innych, by w ich intencji gorąco się modlili. Dla Boga wszystko jest możliwe, a nawet łatwe, także tam, gdzie ludzie pozostają bezradni. A ponieważ nieskończenie kocha wszystkie swoje dzieci i na nie czeka na progu wieczności – niech odważnie rzucą się w Jego ramiona! Także wtedy, a może szczególnie wtedy, gdy czują się brudni, niegodni, zagubieni. On powiedział (Łk 15,7): „Większa jest w Niebie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia”. Niech więc radość w sercu nawracających się i odzyskujących swoje mienie złączy się, i to jak najszybciej, z radością Nieba
Ks. Adam Skwarczyński
R., 27 lipca 2017
Pobierz całość pdf:
Ks. Adam Skwarczyński: PILNY OBOWIĄZEK RESTYTUCJI CUDZEGO MIENIA

Opublikowano Pomoc duchowa, Wydarzenia | Otagowano , | 2 komentarze

Duchowa pielgrzymka do granic Polski – zostań duchowym pielgrzymem

Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia to wspólnota 10 osób, która 13 maja wyrusza na pieszą pielgrzymkę, w trakcie której otoczy naszą Ojczyznę szczególną modlitwą różańcową. Kontynuując dzieło Wielkiej Pokuty, powstała akcja

Różaniec do Granic
Wspólnota wędrować będzie wzdłuż polskiej granicy. Przebędzie około 3500 km, co zajmie pielgrzymom 20 tygodni, czyli dokładnie tyle, ile jest tajemnic różańcowych.

Pielgrzymka jest tylko przygotowaniem do ogólnopolskiej modlitwy za Ojczyznę, która odbędzie się 7 października. Wtedy też zakończy się „fizyczna” wędrówka, którą zwieńczy utworzenie żywej linii granicznej. Polacy utworzą żywy łańcuch i trzymając się za ręce na granicy Polski odmówią Różaniec.

ERM zaprasza CIEBIE dziś
do DUCHOWEJ PIELGRZYMKI „RÓŻANIEC DO GRANIC POLSKI”
Pielgrzymi Bożego Miłosierdzia przyjmują na szlaku po 2-3 osoby (ze względów wytrzymałościowych oraz noclegowo-technicznych). Oczywiście wiemy, że nie każdy może pozwolić sobie na taką wędrówkę! Dlatego też Eucharystyczny Ruch Młodych organizuje

DUCHOWĄ PIELGRZYMKĘ (Rejestracja Duchowego Pielgrzyma, kliknij)
która wyruszy równolegle z tą właściwą. Zadaniem Duchowego Pielgrzyma, będzie codzienne odmawianie przynajmniej jednej dziesiątki różańca, by w ten sposób złączyć się w modlitwie z Pielgrzymami-piechurami, wypraszając u Matki Bożej opiekę nad Polską.

ZAPRASZAMY KAŻDEGO:
dużego, małego i najmniejszego, starszego, młodszego i najmłodszego, wspólnoty, zgromadzenia zakonne, osoby indywidualne. Stwórzmy linię obrony przed złem. Oddawajmy pod obronę Maryi Polskę, Europę i cały świat.
Rejestracja Duchowego Pielgrzyma (kliknij)
Zachęcamy również, by dać widzialny wyraz naszej troski o Ojczyznę w święto Matki Bożej Zwycięskiej tj. dnia 7 października 2017 roku.
Stwórzmy ŻYWY ŁAŃCUCH RÓŻAŃCOWY wzdłuż całej granicy Polski!
Źródło: Różaniec do Granic

***

„Za miesiąc zostanie wydany opracowany przez KEP oficjalny program”
zapowiedział Maciej Bodasiński.

Dodał, że podjęcie inicjatywy należy do 22 diecezji, przez teren których przebiega granica Polski. W każdej z nich wyznaczeni zostaną księża – koordynatorzy oraz tzw. kościoły stacyjne – będzie ich ok. 200.
Jak zapowiedział Maciej Bodasiński, wzdłuż całej granicy wyznaczone zostaną sektory; będzie ich ok. 3,5 tys. Będą też sektory specjalne, jak górskie szczyty, czy akweny.
„Na morzu ustawią się rybacy w kutrach, na Bugu mamy już umówionych kajakarzy, którzy wyruszą z kościoła stacyjnego, by w kajakach utworzyć szpaler na rzece. Na wspólnej granicy Polski, Czech i Słowacji zaprosimy do modlitwy także Czechów i Słowaków. W jednym momencie wszyscy ci zgromadzeni ludzie rozpoczną modlitwę” – podkreślił Bodasiński. Radio Maryja

Opublikowano Modlitwa, Różaniec, Wydarzenia | Otagowano , | 12 komentarzy

Co to są sakramentalia? Odkryj wielką pomoc w przeżywaniu codzienności z Bogiem

Woda święcona, medaliki, pobłogosławiona sól. Wiele osób uważa je za coś w rodzaju „chrześcijańskich amuletów”. Tymczasem są to ustanowione przez Kościół znaki, które mają pomagać nam w uświęcaniu naszego codziennego życia. Warto poznać ich sens i moc.

Sakramentalia. Co to jest?
Używanie sakramentaliów to jedna z bardziej niezrozumiałych praktyk w Kościele katolickim. Od samego początku były one częścią życia chrześcijan, ale dziś często uważane są za rodzaj przesądu. Wynika to w dużej mierze z faktu, że przez wieki wielu katolików – zamiast używać sakramentaliów z wiarą, jako narzędzi łaski – traktowało je w „magiczny” sposób, jak „chrześcijańskie amulety”. Szkoda, bo sakramentalia są po to, by ubogacić nasze życie duchowe, a nie hamować je i wykrzywiać.
Sakramentalia to ustanowione przez Kościół znaki, które służą uświęcaniu naszej codzienności. Są niejako „przedłużeniem” sakramentów, w których przyjmujemy Bożą łaskę. Sakramentalia nie udzielają wprost łaski Ducha Świętego, tak jak sakramenty, ale uzdalniają do jej przyjmowania i życia nią na co dzień.

Błogosławić i być błogosławieństwem
W sakramencie chrztu każdy z nas został włączony w wieczne i jedyne kapłaństwo Jezusa Chrystusa. Jesteśmy Ludem Kapłańskim, powołanym, by błogosławić i być „błogosławieństwem”. Jako chrześcijanie jesteśmy „duszą świata” i naszym zadaniem jest oddawać cały ten świat, w którym żyjemy, Panu Bogu. Jemu go poświęcać.
W naszym życiu nie ma podziału na „religijne” i „świeckie”, na sacrum i profanum. Bóg pragnie przenikać i przemieniać swoją łaską wszystkie momenty naszego życia i wszystkie wymiary naszej egzystencji. Właściwie niemal każde godziwe użycie rzeczy materialnych i każda godziwa ludzka czynność mogą być formą sakramentalium – służyć uświęcaniu człowieka i uwielbieniu Boga.
Jeśli żyję z Chrystusem, jeśli do Niego należę, to wszystkie moje działania, gesty, wszystko, co robię, ma być uświęcone Jego łaską i służyć mi do pogłębiania mojej więzi z Bogiem. Modlitwa towarzysząca konkretnym znakom, gestom, czynnościom czy posługiwaniu się przedmiotami pobożności pozwala nam zanurzać różne sfery naszych aktywności w oceanie Bożej łaski, która w ten sposób przenika całe nasze życie.
Błogosławieństwo jest uwielbieniem Boga i modlitwą o Jego dary. W Chrystusie zostaliśmy obdarowani „wszelkim błogosławieństwem duchowym” (Ef 1,3). Dlatego błogosławiąc, wzywamy imienia Jezusa i czynimy znak krzyża.

Różne rodzaje błogosławieństw
Niektórych błogosławieństw mogą dokonywać świeccy. Im bardziej zaś dane błogosławieństwo związane jest z życiem eklezjalnym, liturgicznym i sakramentalnym, tym bardziej jego udzielanie zastrzeżone jest dla wyświęconych do posługi, czyli diakonów, prezbiterów i biskupów.

Każdy chrześcijanin może błogosławić innych ludzi, posiłki, przedmioty codziennego użytku, miejsca, w których przebywa. Szczególne znaczenie ma błogosławieństwo udzielane przez rodziców swoim dzieciom, czy też to, jakiego członkowie rodziny udzielają sobie nawzajem. Piękny i ważny jest też zwyczaj błogosławienia posiłków czy chleba, który kroimy.
Część błogosławieństw ma charakter trwały. Ich skutkiem jest poświęcenie konkretnych osób Bogu lub zastrzeżenie miejsc i przedmiotów do użytku liturgicznego. Tych błogosławieństw dokonują duchowni – najczęściej biskup. Są to: błogosławieństwo opata lub ksieni klasztoru, konsekracja dziewic i wdów, profesja zakonna, czyli inaczej śluby zakonne (których nie należy mylić ze święceniami sakramentalnymi).
Do tej kategorii należy też błogosławieństwo do pełnienia pewnych posług w Kościele – na przykład lektorów, akolitów, katechetów, nadzwyczajnych szafarzy Eucharystii. Trwały charakter mają również błogosławieństwa takich przedmiotów i miejsc, jak kościół lub kaplica, ołtarz, stacje drogi krzyżowej, naczynia i szaty liturgiczne, dzwony czy oleje święte.

Są też specjalne błogosławieństwa osób i rzeczy związane ze wspomnieniami konkretnych świętych. Na przykład na świętego Jana błogosławi się wino, na świętej Agaty chleb, na świętego Błażeja gardło, a w uroczystość Ofiarowania Pańskiego, czyli Matki Bożej Gromnicznej, świece.

Egzorcyzmy, czyli modlitwa o wolność
Gdy przez błogosławieństwo prosimy w imię Jezusa o obronę przed napaścią Złego i wolność od jego wpływu i panowania, wtedy mówimy o egzorcyzmach. Sam Jezus nakazał swoim uczniom wypędzać złe duchy.

W prostej formie egzorcyzmy występują podczas celebracji chrztu. Egzorcyzmy uroczyste, nazywane „wielkimi”, mogą być wypowiadane tylko przez prezbitera i za zezwoleniem biskupa. Egzorcyzmy należy traktować bardzo roztropnie, przestrzegając ściśle ustalonych przez Kościół norm (Katechizm Kościoła Katolickiego 1673).

Ale najprostszym egzorcyzmem jest już posłużenie się wodą święconą lub pobłogosławioną solą, modlitwa do świętego Michała lub modlitwa świętego Benedykta.

Sakramentalia, których możesz używać na co dzień
Woda święcona przypomina nam chrzest i jest znakiem duchowego oczyszczenia. Sakrament chrztu – jak wszystkie sakramenty – bierze swój początek z przebitego na krzyżu boku Jezusa, z którego wypłynęły krew i woda. Znak wody święconej do tego się odwołuje. Jest więc dla Złego znakiem jego klęski i tego, że nad nami i naszym życiem panuje Chrystus, który „nabył nas swoją krwią”. Warto mieć więc w domu tak zwaną „kropielnicę”, czyli naczynie na wodę święconą zamontowane przy drzwiach wejściowych lub także w innych pomieszczeniach. A jeszcze bardziej warto z niej często i z wiarą korzystać.
Jeśli to możliwe, dobrze mieć także w domu nieco błogosławionej soli. O pobłogosławienie soli można poprosić księdza w swojej parafii, choć nie zdziwcie się, jeśli ksiądz wyrazi zdumienie lub sceptycyzm, bo to sakramentalium jest nieco zapomniane i rzeczywiście może dziwić. Niemniej, od samego początku chrześcijanie, pamiętając, że mają być „solą ziemi”, używali pobłogosławionej soli jako potężnej broni przeciw złu – już to mieszając ją z pokarmem, już to rozsypując w miejscach, które pragnęli widzieć wolnymi od wpływu Złego.
Krzyże, krzyżyki, ikony, medaliki, różańce, wizerunki świętych, relikwie różnego stopnia, jak choćby ukryty w obrazku kawałek sutanny Jana Pawła II, czy materiału, który dotknął ciała jakiegoś świętego – to nie „amulety”, ale konkretne znaki, które mają przemawiać do naszej wyobraźni i ożywiać naszą pamięć o Bogu wśród codziennych zajęć, „prowokując” nas do krótkiej chociaż modlitwy.
Nie chodzi o to, by obwiesić się naraz połową asortymentu ze sklepu z dewocjonaliami, ale ten znak wiary, który mam przy sobie, ma mnie samemu pomagać w stawaniu się znakiem dla świata. My, chrześcijanie też jesteśmy „sakramentaliami” dla ludzi, wśród których żyjemy – czerpiemy swoją moc z sakramentów i do ich życiodajnego źródła mamy prowadzić innych.
Źródło: Aleteia

Opublikowano Aktualności, Pomoc duchowa | Otagowano , , , , , | 4 komentarze

Homilia ks infułata Jana Pęzioła z 22 lipca 2017r

Opublikowano Homilia | Otagowano , | 37 komentarzy

Ksiądz Dolindo Ruotolo: jak zwyciężać w walce duchowej

W jaki sposób troszczyć się o swoją duszę? Jak walczyć, znosić cierpienia i zachowywać nadzieję? „Wyceluj broń w zło i ofiaruj swoje cierpienia, ból przeżywanych przez ciebie nieszczęść. To skarb, który posiadasz, by ofiarować go Bogu. Czyniąc w ten sposób akt pokory i wiary przyciągasz Jego przebaczenie” – tłumaczył ks. Dolindo Ruotolo. Jak podkreślał, trzeba nam cierpliwości i ciągłego uciekania się do Boga. Tak, jak czynili to apostołowie.
„Zło świata, nasze grzechy i błędy przysparzają nam, szukającym Boga, wielu cierpień. Cierpienie to jest podwójne: na początku duchowego życia odczuwamy bolesny cios ze względu na zamieszanie panujące w świecie. Więcej cierpimy z powodu tego zamieszania i niesprawiedliwości niż ze względu na naszą miłość ku Bogu, którego obraziliśmy. (…) Kiedy nasza miłość ku Bogu wzrasta, wówczas czujemy większy ból z tego względu, że Boga obraziliśmy i odczuwamy potrzebę naprawy. Ból jest głębszy, a nasza gorliwość jest spokojniejsza, bardziej miłosierna i przebaczająca, ponieważ dotyczy grzesznika stojącego w świetle Bożej dobroci” – tłumaczył ks. Dolindo. Największym bólem, jaki nas czasem spotyka, jest poczucie bezradności. Ale nie jest ono prawdziwe: Bóg dał nam narzędzia do walki, z których możemy korzystać dzięki Chrystusowi.
„Musimy mieć wielką wiarę w Bożą Opatrzność: On wie jak wyprowadzać z tego zła dobro. Boga nie pokonało żadne spośród Jego stworzeń, jest on raczej nieskończenie wielkim Królem, który dopuszcza tak wiele zła właśnie dlatego, że jest nieskończenie wielki i dobry. (…) Patrząc na zamieszanie panujące na świecie odwróć wzrok w stronę Boga, który jest nieskończonym Dobrem i Opatrznością. Miej wiarę, że on zdominuje ten nieporządek. Zwróć się do Niego bez żadnego zamartwiania się, by to On się tym zajął” – zachęcał włoski duchowny.
„Nie martw się o to, co możesz zrobić i co napisać. Zamiast tego módl się cicho i z pokorą. Modlitwa nadaje bitwie plan, dostarcza ci nowych posiłków – prosto z nieba. Kiedy się modlisz, spływają na ciebie łaski, a aniołowie kontynuują swój marsz. Modlitwa jest jak ostrzał z wysokości, przeprowadzany nim nastąpi atak na zło. Modlitwa wspina się na wysokość nieba, stamtąd zsyłając bomby niszczące plany Szatana” – podkreślał ks. Ruotolo. To modlitwa oczyszcza przedpole w bitwach, które toczymy. Jest ona niezbędna, niczego nie należy stawiać ponad nią. Przeciwnie, to jej powinny być podporządkowane inne narzędzia naszej walki.
„Jeśli na twoich ustach zagości jałowe słowo, to ofiaruje je Bogu, niech rozkwitnie dzięki Niemu. Jeśli mówisz pełen radości, chwal Boga, który cię nią napełnił. Jeśli czujesz się nieszczęśliwy i poniżony, to wtedy Bóg jest najbardziej obecny. Działaj z prostotą i nigdy nie bądź zdenerwowany. Jeśli musisz być cicho, walcz wówczas innymi broniami. Nigdy się nie zniechęcaj, bo jeśli będziesz zniechęcony, zaczniesz szukać samego siebie. Jeśli chcesz odnieść sukces, ukochaj to, że nie możesz go odnosić wtedy, gdy tego chcesz, spokojnie czekając na czas wyznaczony przez Boga” – zachęcał neapolitański duchowny.
„Potrzebujesz cierpliwości, wytrwałości i spokoju. Bądź jak mrówka: jeśli ktoś zniszczy jej dzieło, wybudowane przez nią mrowisko, to jak się wówczas zachowuje? Odbudowuje je z tym samym spokojem co poprzednio. Bądź jak pająk: co dzieje się, jeśli ktoś niszczy jego pajęczynę? Pająk odnawia ją pod osłoną nocy i kryje się w kącie. A jeśli ktoś dalej będzie ją niszczył, wtedy pająk udaje się w inne miejsce, w którym skutecznie tworzy swoją pułapkę na muchy” – tłumaczył w trakcie rozważań zatytułowanych „Le Battaglie del Signore: come si vincono”.
„Szukasz czyjejś duszy? Schwyć ją w sieć. Nie taką z nici, tę utkaną otwieraniem się na drugiego, cierpieniem, własnymi modlitwami i westchnieniami. Jeśli jakieś pułapki bądź zło ją zniszczą, odbuduj ją – tak wiele razy, jak to będzie konieczne, zawsze z tym samym spokojem”. To „wieczny apostolat” człowieka, dzięki któremu ludzie rodzą się na nowo, dla życia wiecznego.
„Bądź zawsze spokojny, spoczywaj w Bogu, w Nim żyj, nie przykładaj tak wielkiej wagi do ludzi i ludzkich dróg. Tylko Ty Boże! Borykasz się z trudnością? Tylko Ty możesz tego dokonać, Boże! Napotykasz na przeszkody? Obyś Ty sam Boże triumfował!” – pouczał ks. Dolindo. „To cierpliwość jest drogą doskonałą, dzięki niej zwyciężysz. Apostołowie zwyciężyli dzięki ich męczeństwu, Jezus zwyciężył na Krzyżu! Czekaj i ufaj, Jezus zwyciężył cały świat” – zachęcał.
„Nie kochaj rzeczy wielkich, wielkich przedstawień czy ruchów, raczej kochaj rzeczy skromne. Kto ubiera się w barwy królewskie, nie zyskuje niczego; ale ten, kto idzie w drogę boso – tak, jak apostoł Piotr – może zniszczyć dumę Imperium Rzymskiego. Nie martw się za wiele o samego siebie, nie bądź też pesymistyczny. (…) Pesymizm głęboko rani duszę i sprawia, że traci ona wiarę. Nasze nieszczęścia są jak kurz przyciągający śmieci. Jeśli marnujesz czas myśląc o nich, to nigdy niczego nie zrobisz. Miej wiarę, miej wiarę i ofiaruj swoje cierpienia Jezusowi, by z nich mógł ci uczynić pokarm” – czytamy.
Ks. Dolindo Ruotolo (1882 – 1970) ­ włoski duchowny, tercjarz franciszkański, wielki czciciel Najświętszej Maryi Panny. Jest autorem 33 tomów komentarzy biblijnych i dzieł teologicznych. Zmarł w opinii świętości.
Źródło: Kliknij

Opublikowano Pomoc duchowa | Otagowano | 17 komentarzy

Dzieciństwo Francesco Forgione – słów kilka o najmłodszych latach św. Ojca Pio

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Dzieciństwo Francesco Forgione

Francesco Forgione urodził się w Pietrelcina, przy ulicy Vico Storro Valle 27, w środę 25 maja 1887 r. Kum Grazio, ojciec, w późniejszych latach życia wspominał, jak to pod gorącym majowym słońcem jego żona, przerwawszy nagle pracę, uświadomiła mu, że nadszedł czas porodu i udała się do domu. Była godzina 17, akuszerka powiedziała: „Giuseppa, mały urodził się owinięty w biały welon (w języku polskim mówi się w czepku urodzony). To dobry znak. Będzie wielkim i szczęśliwym człowiekiem”. Rodzice dali mu na imię Francesco, ku czci św. Franciszka z Gargano. Chrzest odbył się następnego dnia o godzinie 8 w kościółku Matki Boskiej Anielskiej. Mały Francesco dał się wkrótce poznać sąsiadom, gdyż płakał „nieprzerwanie, prawie przyprawiając swoich rodziców o desperację”. Czasami płacz chłopca był doprawdy nie do zniesienia, tak że którejś nocy jego dzielny tata „nie mógł już dłużej wytrzymać”. Rozgniewany wyjął owinięte w pieluszki dziecko i z furią rzucił na łóżko, krzycząc: „Przecież to mały diabeł mi się urodził, a nie chrześcijanin!”. Niemowlę przetoczyło się przez łóżko i spadło na podłogę po jego drugiej stronie. Matka Giuseppa krzyknęła: „Zabiłeś naszego syna!”, i podbiegłą, żeby go podnieść. Nie tylko, że był żywy, ale nie miał nawet najmniejszego zadrapania. Od tej chwili dziecko już nie płakało. Dlaczego jednak wcześniej mały Francesco płakał? Kilka lat później sam wyjaśnił tę kwestię: „Kiedy moja mama gasiła światło, pojawiało się wokół mnie mnóstwo potworów i wtedy płakałem. Gdy na nowo zapalała światło, ja przestawałem płakać, gdyż potwory znikały. Ona więc gasiła światło, a ja znów zaczynałem płakać, bo widziałem potwory…”. Wiele lat później mama, wspominając to wydarzenie, powiedziała: „Synu mój, ile mi napędziłeś strachu tamtej nocy!”. On wyjaśnił jej z prostotą: „Mamusiu, tamtej nocy to diabeł tam mnie męczył”. Ojciec w jednym z listów, mówiąc o Panu Jezusie, pisał: „Ten Boski Oblubieniec… już od dnia moich narodzin okazywał mi swoją szczególną miłość. Pokazywał mi, że nie jest On tylko moim Zbawicielem, moim Najwyższym Dobroczyńcą, lecz także oddanym Przyjacielem, szczerym, wiernym, przyjacielem od serca, wieczną, nieskończoną miłością, pocieszeniem, radością, całym moim skarbem” (22.XI,1922). Kiedy jeden ze współbraci zapytał go: „Ojcze, kiedy zacząłeś cierpieć? , Ojciec odpowiedział: „W łonie mojej matki”. „Moja dusza – napisał Ojciec – już od najmłodszych lat odczuwała silne powołanie do stanu zakonnego”… Kilkumiesięcznego Francesca mama zaniosła do znanego w okolicy „astrologa”, aby „zobaczył, co mu jest pisane”. „Kiedy przyniesiono przyniesiono dziecko, zaczął studiować układ gwiazd, pod którym urodził się chłopczyk. Cała jego wiedza opierała się jednej książce pełnej znaków zodiaku. Wznosząc ku górze lazurowe oczy, wybełkotał drżącym głosem: „Cały świat będzie wielbił to dziecko. Przez jego ręce przepłynie mnóstwo pieniędzy, lecz on sam nie będzie posiadał niczego”. Około drugiego roku życia malutkiego Francesca zaczęły męczyć dolegliwości jelitowe bliżej nieokreślonego pochodzenia. Mama zawinęła więc malca w szal i udała się do pewnej kobiety zdolnej „odczyniać urok”. Ojciec Pio ubawiony, opowiadał później, że owa kobieta odprawiała przewidziany w takim wypadku rytuał, trzymając go „za nogi jak jakieś jagniątko”. Pewnego razu cztero- lub pięcioletni Grancesco, który nie znosił przekleństw, słysząc je, schował się wzburzony w domu i tam płakał ukryty za drzwiami. Wstręt, jaki odczuwał słysząc wulgarne słowa, towarzyszył całemu jego życiu: „Wolałbym umrzeć lub przynajmniej stać się głuchy, niż słuchać tych wszystkich obelg, którymi ludzie znieważają Pana Boga… a najbardziej ze wszystkich tych okropnych przekleństw”. W wieku pięciu lat, kiedy zdecydował, że „poświęci się Panu”, zaczęły się „ekstazy i objawienia”. Wtedy też również diabły, nękając go okropnymi wizjami, rozpoczęły gwałtowne ataki. Piekło skierowało swoją furię przeciwko małemu Francesco. Kiedy miał pięć lub sześć lat, Francesco stał przed ołtarzem głównym małego kościółka. Wtedy objawił mu się Pan Jezus, który ruchem ręki dał znak, aby się zbliżył. Malec podszedł, a Pan Jezus w geście uznania i przyjęcia jego ofiarowania położył mu dłoń na główce. Mały Francesco pomagał ojcu, doglądając owiec. Jego koledzy wspominali, że „miał delikatny umysł, był milczący, nigdy nie można było go zrozumieć, zawsze był milczący jak wilk”. „Lubiłem się bawić, lecz jeszcze bardziej lubiłem obserwować. To sprawiało mi taką samą przyjemność jak zabawa”. Jednak kiedy nadarzała się okazja, żeby na dworze ćwiczyć walki wręcz, Francesco nie zostawał w tyle. Jednak któregoś dnia przeciwnik Francesco zaklął. „W czasie walki – opowiadał on – upadliśmy i zostałem przygwożdżony plecami do ziemi. Chciałem przewrócić Francesco i zmienić sytuację na swoją korzyść. Jednak wszystkie moje wysiłki szły na próżno. W pewnym momencie wyrwało mi się brzydkie słowo”. Było to niczym uderzenie pioruna. Francesco odskoczył, po czym zaczął uciekać. Właśnie te przykre zdarzenia sprawiły, że powoli Francesco stawał się bardziej ostrożny i stroniący od ludzi. Mama namawiała go, aby przyłączył się do zabawy, jednak on odmawiał: „ Nie mam ochoty iść do nich, bo oni przeklinają”. Matka opowiadała, że Framcesco „w domu był bardzo grzeczny, nie kaprysił i zawsze był posłuszny” i że każdego ranka i wieczora „chodził do kościoła, żeby odwiedzić Pana Jezusa i Matkę Boską”. Znajomi mówili: „To była jego natura…, pociągał go wyłącznie Kościół”. Rówieśnik Fracesca wspominał: „W niedzielę po południu, kiedy dzwon ogłaszał godzinę dwunastą, krętymi uliczkami podążała dziwna procesja. Na przedzie szedł chłopiec, niosący krzyż. Za nim postępował kościelny, dzwoniąc małym dzwonkiem. Był to sygnał do katechizmu. Na ten dźwięk z domów wyłaniali się chłopcy i dziewczęta i przyłączali się do idących. Matki popędzały opornych, a najgorsi chowali się pod łóżkiem. Do tej ostatniej kategorii należał na przykład brat Francesco – Michele Forgione. Francesco natomiast szybko podążał na wezwanie”. Chętnie uczęszczał do swojego kościółka, był też ministrantem. W wieku dziewięciu –dziesięciu lat Francesco uczęszczał do wieczorowej szkoły prowadzonej przez pewnego skromnego rzemieślnika znającego trochę alfabet. Wieczorami, w małej izdebce, bez żadnych ławek, czterech lub pięciu sennych chłopców powtarzało niechętnie nudną lekcję, która ograniczała się do nauki liter alfabetu. Tylko jeden z tych uczniów był czujny i uważny: mały Francesco. Z nauką radził sobie przeciętnie. Rodzice byli analfabetami. Brat Michele zakończył edukację na trzeciej klasie szkoły podstawowej. W ostatecznym rozrachunku Francesco musiał sam starać się przezwyciężać pierwsze trudności. Z okresu gdy był już nieco starszy, wspominane jest wymowne zdarzenie: pewien rówieśnik, który zauważył, że czasami Francesco źle wygląda, powiedział mu, że najlepszą kuracją w takich przypadkach jest „zabawa z jakąś dziewczyną”. Francesco złamał na jego plecach kij od miotły. Z biegiem czasu grono przyjaciół zawęziło się do dwóch chłopców. Wybrał ich na swoich kolegów, gdyż nie używali wulgarnego języka.
(Przy opracowaniu tego artykułu skorzystano z książki włoskiego kapucyna O. Luigi Peroni, Ojciec Pio t. I, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008, s. 17-35))

***

Drodzy Czytelnicy, 23 lipca 2017 r. zostanie odprawiona Msza Święta dziękczynna za dar życia i świętości św. Ojca Pio, wiernego naśladowcy Pana Jezusa Ukrzyżowanego. My, duchowe dzieci Ojca prosimy, aby nas składał nieustannie w Świętej Ranie Miłosierdzia Pana Jezusa.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.

Opublikowano Wydarzenia | 11 komentarzy

Kard. Robert Sarah: „Jestem niegodny celebrować Mszę św. w ornacie który nosił św. Maksymilian Kolbe”

„Jestem niegodny celebrować Mszę św. w ornacie który nosił św. Maksymilian Kolbe” – słowa Prefekta Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów kard. Roberta Saraha podczas Mszy św. w kaplicy św. Maksymiliana w Niepokalanowie.

***

Ks. kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, jeden z najbliższych współpracowników Ojca Św. Franciszka przebywa z wizytą w Polsce. Spotkał się m.in. z dyrektorem Radia Maryja o. Tadeuszem Rydzykiem CSsR.

W specjalnym wywiadzie udzielonym TV Trwam ks. kard. Robert Sarah zwrócił uwagę na przywiązanie Polaków do Matki Bożej i głębokość naszej wiary.

– Cenię sobie u was waszą wierność, bo cierpieliście za wiarę. Podziwiam też to, że w waszej wierze wspiera was Matka Boża Częstochowska. Trzeba zostać wiernym tej tradycji. Wasza wiara może wiele pomóc Zachodowi. Cieszę się, że tutaj przyjeżdżam. Wasz przykład wierności i pobożności maryjnej umacnia moją własną wiarę. Łaskę, którą macie trzeba pieczołowicie strzec i bronić. Ta wierność została wynagrodzona przez to, że w waszym kraju pojawili się wielcy święci – Jan Paweł II, s. Faustyna Kowalska. Tych dwoje świętych potwierdziło, że macie rację dochowując wierności wierze chrześcijańskiej. Wciąż miejcie przed oczyma tych świętych, również św. Maksymiliana Maria Kolbe, który umarł za wiarę – powiedział ks. kard. Robert Sarah.

W najbliższą niedzielę prefekt Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów ogłosi Sanktuarium Matki Bożej w Rychwałdzie bazyliką mniejszą.

Źródła: profil na fb. br. Jana Hruszowca, Radio Maryja.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 29 komentarzy

Dlaczego Koran nie jest Pismem Świętym. Allah nie jest Bogiem Biblii!

Dlaczego Koran nie jest Pismem Świętym?
W jednym z odcinków programu „Boso przez świat” Wojciech Cejrowski stwierdził, że przeczytał Koran (w całości oraz z przypisami) i doszedł do wniosku, że głosi on te same zasady co Stary i Nowy Testament, tylko nieco innym językiem. Co więcej Koran z wielkim szacunkiem odnosi się do Jezusa, a muzułmanie uważają, że islam został przekazany Muhammadowi (Mahometowi) za pośrednictwem… anioła Gabriela. Takie postawienie sprawy rodzi pytanie, dlaczego właściwie Koran nie jest Pismem Świętym i czym różni się od Biblii?

Wszystkie największe religie świata posiadają swoje święte księgi, na których opierają swój autorytet i które zawierają fundamentalne dla ich tożsamości doktryny, wartości etyczne, jak również opisują źródło ich pochodzenia oraz „historię” powstania. Dla nas – chrześcijan – nie ma jednak znaczenia opinia wyznawców islamu, którzy uważają Koran za księgę zesłaną z Nieba przez Allaha. Koran nie jest dla nas Pismem Świętym ponieważ nie został napisany pod natchnieniem Ducha Świętego.
Kiedy 14 maja 1999 roku Jan Paweł II ucałował podarowaną mu księgę Koranu, wywołało to liczne i pełne konsternacji komentarze, jakoby sam papież potwierdził jego świętość i zrównał go z Biblią. Tymczasem papież po prostu wyraził szacunek dla wiary swoich gości, od których otrzymał w prezencie coś, co dla nich jest najświętsze. Prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, jak to zostanie przez niektórych zinterpretowane.

Czy Dżibril to archanioł Gabriel?
Jak podaje tradycja muzułmańska, w 610 r. podczas nocnych rozmyślań na górze Hira w okolicach Mekki, do Mahometa przybył anioł Dżibril i wydał polecenie, które po arabsku brzmiało: Ikra! (Recytuj!). Mahomet nie wiedział, co ma recytować, a podduszony przez anioła, który ścisnął go w pasie, wyznał, że właściwie to nie umie czytać. Wówczas Dżibril wyrecytował słowa, które zostały później zapisane jako początek sury 96: „Głoś w imię twego Pana, który stworzył! Stworzył człowieka z grudki krwi zakrzepłej! Głoś!” (Sura 96,1).
Przerażony Mahomet uciekł do domu i opowiedział o całym wydarzeniu Chadidży, swojej żonie. Ta zaprowadziła go do kuzyna, Waraki ibn Nawfala, który był nestoriańskim duchownym. Uznał on, że do Mahometa przybył anioł Gabriel, ten sam, którego Bóg posłał do Mojżesza. Od tego czasu – jak utrzymuje muzułmańska tradycja – objawienia i wizje powtarzały się ze zmienną regularnością przez ponad dwadzieścia lat, aż do śmierci Mahometa w 632 r. Istotna była nie tylko treść, jaką Mahomet rzekomo otrzymywał od anioła Dżibrila, ale nawet tempo i sposób poruszania językiem. Anioł miał przekazać siedem sposobów recytacji Koranu, które funkcjonują do dziś. Słowo „Koran” (al-kuran) oznacza właśnie recytację i do recytacji jest przeznaczony.

Koran kontynuacją Biblii?
Koran mógł panu Cejrowskiemu wydać się podobny do Biblii, ponieważ większość postaci z Koranu ma w Biblii swój pierwowzór. Początkowo Mahomet pragnął bowiem udowodnić, że jego religia wywodzi się z tego samego źródła, co judaizm i chrześcijaństwo. Dlatego odwoływał się do Starego i Nowego Testamentu jako probierza swoich nauk. Mówił nawet, że gdyby ktoś chciał sprawdzić, czy to czego uczy jest prawdą, powinien udać się do „ludzi Księgi” i spytać, czy rzeczywiście tak to stoi w ich Pismach. Oprócz Jezusa (Isa) w Koranie pojawia się Adam, Noe (Nuh), Enoch (Idris), patriarcha Józef (Dżusup), Abraham (Ibrahim), Hiob (Ajub), Mojżesz (Musa), Aaron (Arun), Jonasz (Junus), Saul (Talut), Dawid, Salomon (Sulejman), i wiele innych postaci. Matce Jezusa – Mariam, poświęcona jest cała sura 19, nazwana jej imieniem. Koran opisuje jej dzieje, dzieciństwo, dziewicze poczęcie syna dzięki mocy Allaha i zwiastowanie dokonane przez anioła Dżibrila. Wszystko to w celu wykazania, że Koran jest kontynuacją Biblii, ostatecznym objawieniem Boga.

Wyznawcy islamu uważają, że Allah wielokrotnie przekazywał ludziom swoją wolę za pośrednictwem proroków, ale ludzie bądź o niej zapominali, bądź ją zniekształcali. Abraham otrzymał od Allaha Przymierze i nakaz obrzezania wiernych, Mojżesz otrzymał „Taurat” (żydowską Torę), Dawid otrzymał „Az-Zabur” (Psalmy), Jezusowi natomiast została objawiona „Al-Indźil” (Ewangelia). Teoretycznie muzułmanie oprócz Koranu powinni więc uznawać jako księgi zawierające słowo Allaha: Torę Mojżesza, Psalmy Dawida i Ewangelie, ale uważają oni, że księgi obecnie używane przez Żydów i chrześcijan nie są tymi, które pierwotnie przekazał im Allah. Koran został według muzułmanów objawiony jako ostatnia Święta Księga, najważniejsza, poprawiająca wszystkie poprzednie i nadrzędna wobec nich, ponieważ każda litera w Koranie i każdy znak pochodzą bezpośrednio od Allaha. Zdaniem wyznawców islamu księgi biblijne, zawierające słowa Allaha, zostały zmieszane ze słowami ludzkimi i zmanipulowane przez Żydów oraz chrześcijan, Koran jest zaś uznawany za jedyną księgę w całości objawioną przez Boga i zawierającą słowa Allaha bez jakichkolwiek błędów. W odróżnieniu od chrześcijańskiego pojęcia natchnienia biblijnego, muzułmanie nie dopuszczają jakichkolwiek śladów obecności pierwiastka ludzkiego w Koranie. Wierzą, że wszystkie słowa, które Mahomet usłyszał od anioła Dżibrila, odzwierciedlają dokładnie treść „Praksięgi”, zwanej także „Księgą-Matką” (Umm al-Kitab), która znajduje się w Niebie i na długo zanim została podyktowana Mahometowi, współistniała odwiecznie z Allahem, stworzona przez niego u zarania dziejów.

Jak powstawał Koran?
W rzeczywistości jednak Koran to dzieło pełne sprzeczności, błędów rzeczowych i historycznych, w wielu miejscach skrajnie nietolerancyjne i małostkowe. Relacje historyczne informują nas, że Mahomet nie umiał pisać, ale przekazywał uczniom to, co rzekomo usłyszał od anioła Dżibrila, a jego wyznawcy zapisywali te słowa na przedmiotach, które akurat znajdywały się pod ręką (fragmentach papirusu, kawałkach skóry, płaskich kamieniach, liściach palmowych, deszczułkach i łopatkach zwierzęcych).
Wiele dowodów świadczy o tym, że Mahomet na poczekaniu wymyślał niektóre „objawienia”, aby rozwiązać bieżące problemy swojej społeczności, usprawiedliwiać własne, niezbyt święte zachowanie lub zadbać o własne interesy. Na przykład, zgodnie z surą 33, 37, Allah zaaprobował pragnienie Mahometa, aby poślubił byłą żonę własnego pasierba, „aby [w przyszłości] nie było dla wiernych żadnej przeszkody w poślubieniu żon ich adoptowanych synów, gdy ci oddalą je od siebie”. Kiedy zapragnął większej ilości żon lub chciał, aby przestały się ze sobą kłócić, także dostawał natychmiastowe „objawienia” w tej sprawie (sura 33, 28-34).
Ponadto zdarzało się Mahometowi zmieniać zdanie, co także uzasadniał wolą Allaha: „Kiedy znosimy jakiś znak albo skazujemy go na zapomnienie, przynosimy lepszy od niego lub jemu podobny. Czyż ty nie wiesz, że Bóg jest nad każdą rzeczą wszechwładny?!” (por. sura 2, 106). Mahomet nakazał także wykreślenie i zmienienie dwóch wersetów (21-22) z sury 53, które zawierały pochwałę kultu dwóch arabskich bogiń-aniołów, tłumacząc, że został zwiedziony przez szatana, kiedy je dyktował. Po śmierci Mahometa zebrano 114 istniejących sur i ułożono je według rozmiaru (od najdłuższej do najkrótszej). Tak powstał Koran. Fakt istnienia różnych wersji został zaś rozwiązany przy pomocy siły i przymusu. Obecnie zaś wyznawcy islamu twierdzą, że nie istniały żadne inne wersje Koranu, co oczywiście nie jest prawdą.

Jak Koran przekręca Biblię?
Mahomet znał treść ksiąg biblijnych jedynie ze słyszenia, dlatego nagminnie przekręcał fakty biblijne, podawał sprzeczne informacje, mylił nazwy, osoby, wydarzenia i kolejność chronologiczną. W konsekwencji Koran niefrasobliwie łączy postacie z bardzo różnych okresów historycznych. Nemrod, Abraham, Haman i Mojżesz są przedstawieni jako żyjący w czasie, kiedy był potop i kiedy budowano wieżę Babel. Ponieważ siostra Mojżesza i Aarona nazywała się Miriam, twórca islamu błędnie założył, że była ona matką Jezusa, choć obie te postacie dzieli dystans ponad tysiąca lat (sura 19, 28). Pomylenie matki Jezusa z siostrą Mojżesza dobrze ilustruje całkowitą ignorancję Mahometa w sprawie różnych okresów biblijnych wydarzeń.
Według Koranu Jezus czyli Isa ibn Mariam był prorokiem stworzonym przez Allaha w łonie Maryi bez udziału mężczyzny i poprzedzającym przyjście największego proroka Muhammada. Wyznawcy islamu na podstawie Koranu twierdzą, że Jezus nie został ukrzyżowany, gdyż Allah oszukał jego wrogów, nakładając podobiznę Jezusa na innego człowieka, którego pojmano i ukrzyżowano, myśląc, że to Jezus („powiedzieli: Zabiliśmy Mesjasza Jezusa, syna Marii, posłańca Boga – podczas gdy oni ani go nie zabili, ani go nie ukrzyżowali, tylko im się tak zdawało” – sura 4, 157). Widać tu prawdopodobnie wpływ jednej z heretyckich ewangelii wymyślonych przez gnostyków. Mahomet znał ze słyszenia kilka apokryficznych opowieści i posłużył się tymi bajecznymi wymysłami w konstruowaniu Koranu. Na przykład, w surze 3, 49 Jezus przemawia z kołyski, a później jako dziecko lepi z gliny ptaszki, które odfruwają ożywione. Mahomet zapożyczył też wiele z targumów i żydowskich midraszy.

Allah nie jest Bogiem Biblii!
Koran zdecydowanie odrzuca chrześcijańską naukę o Trójcy Świętej: „Mesjasz, Jezus syn Marii, jest tylko posłańcem Boga… Wierzcie więc w Boga i Jego posłańców i nie mówcie: „Trzy!” Zaprzestańcie! To będzie lepiej dla was! Bóg-Allah – to tylko jeden Bóg! On jest nazbyt wyniosły, by mieć syna!” (sura 4, 171-172). Według Mahometa Jezus nie mógł być Synem Bożym, bo gdyby tak było, Bóg musiałby uprawiać seks z kobietą (sury 2, 116; 6, 100. 101; 10, 68; 16, 57; 19, 35; 23, 91; 37, 149, 157; 43, 16-19). Co ciekawe, Mahomet nie miał pojęcia na czym polega chrześcijańska doktryna o Trójcy Świętej i błędnie uważał, że chrześcijanie są politeistami, którzy wierzą w trzech bogów, czyli Boga Ojca, Jezusa i… Maryję (Sura 5, 73-75. 116).

Wbrew temu, co myśli Wojciech Cejrowski, islam i chrześcijaństwo nie oddają też czci temu samemu Bogu, a Allah nie jest po prostu kolejnym imieniem Boga. Biblia i Koran przedstawiają diametralnie odmienne koncepcje boskości. Allah jest tak odległy, niedostępny i abstrakcyjny, że człowiek nie może wejść z nim w osobistą relację. Na pierwszym miejscu jest jego transcendentność. Allah oddziałuje na świat poprzez swoje słowo, proroków i aniołów, ale nie wkracza w historię ludzkości i nie uczestniczy w niej osobiście. Nie ma tu mowy o miłości czy odkupieniu grzechów, wszystko opiera się na ślepym posłuszeństwie. Słowo „islam” oznacza zresztą „poddanie się” prawu Allaha, które jest jego autonomicznym i niepodlegającym ludzkiemu rozumowi rozporządzeniem, swoistym torem przeszkód na drodze do Nieba, wymyślonym przez Boga, aby ludzie mogli wykazać się swoim bezwzględnym posłuszeństwem.
Roman Zając

Artykuł ukazał się w lipcowo-sierpniowym numerze „Któż jak Bóg” 4-2015. Zapraszamy do lektury!
Źródło: profil  na fb„Któż jak Bóg” 

Opublikowano Pomoc duchowa | 7 komentarzy

Więcej niż cuda

W Polsce nie brakuje uzdrowień za wstawiennictwem włoskiego stygmatyka. Dużo ważniejsze są jednak przemiany duchowe, dokonujące się za jego pośrednictwem. Mija 15 lat od kanonizacji św. o. Pio.

Dzięki zbliżeniu się do niego ludzie odzyskują nadzieję. Znam przypadki osób, które spowiadały się w naszym kościele pierwszy raz od 50 lat. Schodzą się także małżeństwa po rozwodach – mówi GN ks. Andrzej Kuflikowski, proboszcz parafii św. Ojca Pio w Warszawie. Przyznaje, że, podobnie jak w przypadku wielu Polaków, jego fascynacja zakonnikiem z Pietrelciny rozpoczęła się od obejrzenia filmu „Ojciec Pio” w reżyserii Carla Carlei. Obraz poświęcony stygmatykowi, obdarzonemu darami bilokacji i czytania w ludzkich sumieniach, na wielu zrobił ogromne wrażenie. Jednak do intensywnego zgłębiania duchowości kapucyna zachęciła katolików przede wszystkim decyzja Jana Pawła II o jego kanonizacji. Wyniesienie o. Pio na ołtarze dało impuls do szybkiego rozwoju kultu tej postaci w Polsce, czego wyrazem jest 12 parafii pod jego wezwaniem, kilka sanktuariów oraz ponad 300 grup modlitewnych. Dużym zainteresowaniem cieszą się również książki poświęcone świętemu, a także dwumiesięcznik „Głos Ojca Pio”, który regularnie dostarcza czytelnikom prawie 100 stron poświęconych duchowości zakonnika.

Zainteresowanie postacią włoskiego stygmatyka rośnie, pomimo tego, że recepty, które dawał wiernym na zbawienie, wcale nie są atrakcyjne dla współczesnego człowieka. – Dzisiaj ludzie nie akceptują cierpień i trudności, chcą się od nich uwolnić, a o. Pio uczy, jak akceptować wolę Bożą i nieść swój krzyż – mówi GN o. Eugeniusz Maria Lorek, rektor sanktuarium św. Ojca Pio w Świętej Górce Przeprośnej. Z drugiej strony droga wyznaczona wiernym przez kapucyna nie jest skomplikowana. Duszpasterze podkreślają, że wystarczy być wiernym Bogu i starać się żyć sakramentami. – Na kazaniach powtarzam: Ojciec Pio mówi, że droga do świętości to nieustanne powstawanie z upadków w spowiedzi i w Komunii – mówi ks. Kuflikowski.

Modlitwa i miłosierdzie

– Nie ma chyba diecezji, w której nie byłoby Grup Modlitwy Ojca Pio. Pierwsza powstała na początku lat 70. – mówi GN br. Roman Rusek, krajowy koordynator GMOP. Na świecie do takich wspólnot należą w sumie 3 mln katolików. W Polsce, pod względem liczby członków, rekordy bije Nowy Sącz, w którym istnieje grupa licząca 2 tys. osób, standardowo do jednej należy ok. 30 osób. Jaka jest geneza GMOP? Pius XII, widząc okrucieństwa II wojny światowej, nienawiść, cierpienie i podziały między ludźmi, wezwał cały Kościół do tworzenia grup, które modliłyby się o pokój. Jako pierwszy na apel papieża odpowiedział właśnie o. Pio, zakładając w 1947 r. taką wspólnotę w San Giovanni Rotondo. Jej działanie miało być ściśle powiązane z wielkim dziełem włoskiego stygmatyka: Domem Ulgi w Cierpieniu. Jeden z najnowocześniejszych szpitali w Europie, wybudowany w 1956 r., został poświęcony opiece duchowej i materialnej grup. Wkrótce zaczęły one powstawać na całym świecie. Każda grupa ma kierownika duchowego, lidera świeckiego, jego zastępcę oraz sekretarza. Funkcjonowanie wspólnoty opiera się na modlitwie różańcowej, odmawianiu Nowenny do Najświętszego Serca Pana Jezusa (jedna z ulubionych modlitw o. Pio), uczestnictwie w Mszach św. i adoracji Najświętszego Sakramentu. Istotne są także świadectwa, które dają członkowie, dzieląc się z innymi tym, jak przez o. Pio Bóg działa w ich życiu. Grupy spotykają się co najmniej raz w miesiącu, regularnie odbywają się rekolekcje i dni skupienia. W formacji wspólnot największy nacisk kładzie się na uczynki miłosierdzia. Ojciec Pio powiedział bowiem, że grupy mają być szkołami wiary, ale także ogniskami miłości. Dlatego poza modlitwą i własną formacją angażują się w pomoc bliźnim. – W tym roku staramy się zebrać środki dla centralnej Afryki, gdzie pracują misjonarze. Chcemy wybudować tam studnię dla dużej wioski – wyjaśnia br. Rusek. Dzięki wsparciu materialnemu grup w Krakowie funkcjonuje Dzieło Pomocy Ojca Pio, skierowane do osób bezdomnych. Na miejscu pracownicy wydają im 300 posiłków dziennie, a uzależnionym ad narkotyków i alkoholu udzielają pomocy psychologicznej.

Prezent od przyjaciółki JPII

W kościele na warszawskim Gocławiu uwagę przykuwa nietypowa Droga Krzyżowa: przy piątej stacji, zamiast Cyrenejczyka, widać podobiznę o. Pio, niosącego krzyż za Pana Jezusa. – On mówił tak: ja wam krzyża zabrać nie mogę, ale pomogę wam go nieść – wyjaśnia ks. Kuflikowski. Proboszcz opowiada, jak kilka lat temu dostał od biskupa zadanie, żeby postawić tutaj świątynię. Długo zastanawiał się, kto powinien zostać patronem, aż wreszcie przyszła odpowiedzieć: Ojciec Pio. Kapłan wspomina, jak w 2004 r. był na audiencji u Jana Pawła II. Podczas tamtego spotkania pokazał papieżowi obraz świętego, który miał zawisnąć w kościele. – Ojciec Święty ucieszył się, że Warszawa będzie miała tak solidnego patrona – opowiada kapłan. W działającej od 12 lat parafii kult św. o. Pio rozwija się bardzo intensywnie. We wtorki odbywa się nowenna do świętego połączona z peregrynacją relikwii, a 23. dnia każdego miesiąca (zakonnik umarł 23 września 1968 r.) Msza św. w intencji wszystkich modlących się za wstawiennictwem kapucyna. Przynajmniej dwa razy w roku wierni jeżdżą na pielgrzymki do San Giovanni Rotondo. W dniach skupienia Grup Modlitwy Ojca Pio w parafii regularnie uczestniczy ok. 300 osób. Od dwóch tygodni w kościele znajduje się duży zbiór relikwii o. Pio, podarowanych parafii przez Wandę Półtawską, która 60 lat temu została cudownie uzdrowiona za wstawiennictwem świętego. Sam Karol Wojtyła wysyłał w jej sprawie listy do włoskiego stygmatyka. – To są dwaj wielcy świeci, ściśle powiązani ze sobą: jeden uzupełnia drugiego – tłumaczy proboszcz Kuflikowski. Obecnie już 95-letnia przyjaciółka papieża nadal jest bardzo aktywna: w parafiach Ojca Pio dzieli się z innymi swoim świadectwem.

W gablocie na Gocławiu znajdują się ułożone w kształt kwiatu skrzepy krwi świętego, bandaż, którym zakrywał stygmaty, oraz podpisane przez zakonnika obrazy i koperty. W świątyni została także wystawiona księga cudów i łask. – Przyjeżdżają do nas ludzie z całej Polski. Wystąpiliśmy już do biskupa o ustanowienie naszego kościoła sanktuarium – tłumaczy proboszcz.

Zapach fiołków

Kiedy rozmawiam z o. Lorkiem, z przyspieszonym oddechem właśnie dociera na wzgórze, żeby zająć się kolejnymi pielgrzymami. Pracy nie brakuje. – Relikwie są wystawione non stop – to krew, która wypływała z serca o. Pio. Coraz więcej ludzi przybywa tutaj dziękować Mu za wyproszone u Boga łaski – mówi kapłan. Dodaje, że pielgrzymi chętnie uczestniczą w wyjątkowej Drodze Krzyżowej na Górce Przeprośnej – pomiędzy stacjami zachowano odległości, które rzeczywiście pokonał w Jerozolimie Chrystus.

Moi rozmówcy przyznają, że słyszeli o wielu uzdrowieniach za wstawiennictwem świętego, jednak mówią o nich dość niechętnie. Dlaczego? – My do tego nie przywiązujemy wagi, bo nie chcemy, żeby ludzie biegali za o. Pio, oczekując cudów. Ważne, żeby umacniali się w wierze – tłumaczy rektor sanktuarium. Jeszcze bardziej obrazowo mówi ks. Kuflikowski. – Dla świata cudem będzie to, że komuś odrosła ręka, ale przecież człowiek prędzej czy później i tak ją straci: jeśli nie teraz, to po śmierci. Tutaj chodzi o zbawienie – podkreśla kapłan.

Brat Roman Rusek zgadza się na opowiedzenie jednej z historii, które słyszał. – Dwa tygodnie temu sprowadzałem relikwie do Rudy Śląskiej. Poznałem tam mężczyznę, który 25 lat temu był nieuleczalnie chory na raka – mówi kapłan. Przeszedł wiele operacji. Po chemioterapii poczuł intensywną woń fiołków (według świadków właśnie taki zapach wydzielały rany stygmatyka) i towarzyszącą mu obecność o. Pio, do którego zwracał się w swojej chorobie. Wkrótce okazało się, że mężczyzna jest zupełnie zdrowy. – Był bardzo wdzięczny, zafundował swojej parafii relikwiarz, chciał żeby o. Pio był tam obecny. Wkrótce powstała tam także grupa modlitewna – opowiada duchowny.

Brat Rusek oraz inni kapucyni sprowadzają relikwie prosto z San Giovanni Rotondo. W jednym z wywiadów śp. o. Bogusław Piechuta, przez całe życie zaangażowany w rozpowszechnianie kultu świętego w naszym kraju, przyznał, że przywiózł tutaj prawie 50 tys. relikwii III stopnia. Dlaczego Polacy tak pokochali zakonnika z Pietrelciny? – Zostawił nam przesłanie, które trafia do każdego: mimo że jestem słaby i grzeszny, to chociaż to niełatwe, mogę stanąć przed Bogiem w prawdzie, a On da mi siły – podsumowuje ks. Kuflikowski.
za: gosc.pl

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 32 komentarze

Wielkie diecezjalne rekolekcje z ojcami Enrique i Antonello w Zamościu

Zapraszamy na wielkie diecezjalne rekolekcje z ojcami Enrique i Antonello w Zamościu – Stadion OSiR, 26 sierpnia 2017 r. Bilety i zapisy już wkrótce w parafiach, Katolickim Radiu Zamość, sklepach religijnych w każdym mieście diecezji i na stronie www.jezusnawschodzie.pl

Czas – 26 sierpnia 2017r. 
Miejsce: Zamość, ul. Królowej Jadwigi 8 /stadion OSiR/
9.00   – zawiązanie wspólnoty /różaniec / uwielbienie
10.00 – konferencja I
11.30 – przerwa
12.00 – konferencja II
13.30 – obiad
15.00  – koronka do Bożego Miłosierdzia
15.30 – Msza św. – przewodniczy JE ks. bp Marian Rojek
18.00 – uwielbienie / adoracja Najświętszego Sakramentu / modlitwy o uzdrowienie duszy i ciała

Przypomnijmy Wielką Pokutę:

Opublikowano Aktualności | Otagowano , | 13 komentarzy