Zostań duchowym dzieckiem Św. Ojca Pio – oddaj się Mu w opiekę w dniu Jego urodzin

Dziś wigilia urodzin św. Ojca Pio – zapoznaj się z poniższym tekstem i przemódl go przez cały dzień. A potem – jeśli tylko chcesz – w dniu urodzin Ojca Pio zostań Jego duchowym dzieckiem: duchowym synem/duchową córką. Padre Pio na kilka dni przed śmiercią powiedział:

Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój

25 maja – dzień urodzin św. Ojca Pio (Padre Pio z Pietrelciny OFMCap, właśc. Francesco Forgione, znany jako święty ojciec Pio ur. 25 maja 1887 w Pietrelcinie, zm. 23 września 1968 w San Giovanni Rotondo)

kaplica św O Pio

Jeden z licznych cudów św. Ojca Pio – cud wskrzeszenia

Był maj 1925. roku. Maria miała małe dziecko, które było chore od urodzenia. W związku z tym Maria była bardzo zatroskana o los swojego dziecka. Po wizycie lekarskiej powiedziano jej, że jej dziecko ma bardzo skomplikowaną chorobę. Nie było dla niej żadnej nadziei, żadnych szans na wyzdrowienie. Wtedy Maria zdecydowała się pojechać pociągiem do Rotundy San Giovanni. Mimo że mieszkała w maleńkiej miejscowości na południu Puglii (biedny rejon południowych Włoch), dotarły do niej opowieści o Ojcu Pio, o zakonniku, który był znamienny jak Jezus, czynił cuda, uzdrawiał chorych i dawał nadzieję zdesperowanym. Natychmiast wyjechała w stronę Rotundy, lecz po drodze dziecko zmarło. Czuwała przy nim całą noc a potem położyła do kufra i zamknęła wieko. Następnego dnia dotarła do Rotundy San Giovanni. Nie miała nadziei lecz nie utraciła wiary. Tego wieczora poznała Ojca Pio. Czekała w kolejce do konfesjonału i niosła na rękach kufer, gdzie znajdowało się ciało jej synka, który zmarł dwadzieścia cztery godziny wcześniej. Kiedy stanęła przed Ojcem Pio, uklękła, zapłakała i błagała o pomoc. On przypatrywał się jej uważnie i wtedy ona uchyliła wieko i pokazała Ojcu zwłoki dziecka. Ojciec Pio, do głębi serca poruszony jej żalem, wziął maleńkie ciałko jej synka i położył na jego czole swą dłoń. Modlił się, zadzierając głowę do Nieba. Nagle dziecko ożyło. Zaczęło ruszać rączkami, nóżkami i wyglądało tak, jakby dopiero co przebudziło się z długiego snu. Zwracając się do matki, Ojciec Pio rzekł: „Matko, czemu płaczesz? Twój syn spał!” Okrzyki radości matki i zebranych wypełniły cały kościół i wydarzenia tego dnia i cudu, jaki uczynił Ojciec Pio były na ustach wszystkich.

Jak zostać dzieckiem duchowym Ojca Pio? 

Wypowiedź brata Modestino, zm. 23.08.2011 r., („Skromniutki”),
który
osobiście znał Ojca Pio.

Każdy katolik, któremu bliska jest duchowość Ojca Pio marzył o tym, żeby stać się jego duchowym synem (córką). Zasłużenie sobie na ten tytuł nie było wcale takie łatwe, ponieważ O. Pio zanim przyjął kogoś pod swoją duchową opiekę, od samego początku wymagał nawrócenia, zmiany dotychczasowego życia oraz wkroczenia na drogę ascezy, którą  zresztą on sam kroczył.

W 1956 roku, przebywając w klasztorze w Agnone, rozmyślałem o pożytkach duchowych jakimi cieszyli się synowie i córki mojego współbrata, a zarazem o tych, którzy nie mogli się udać do San Giovanni Rotondo, aby poprosić go o adopcję duchową. Z jeszcze większą intensywnością i zatroskaniem myślałem także o tych, którzy po śmierci O. Pio chcieli by cieszyć się z tego tak zacnego miana jakim jest bycie jego „duchowym dzieckiem”.

Pragnienie to łączyło się z innym, które tkwiło we mnie od czasu kiedy zacząłem myśleć o kapłaństwie: “Być krzewicielem pobożności Maryjnej poprzez codzienne odmawianie Różańca.” Tego to roku, z wymienionymi pragnieniami w sercu, przyjechałem na wakacje do San Giovanni Rotondo, aby spędzić kilka dni blisko Ojca.

Podczas spowiedzi w zakrystii, po wyznaniu grzechów, za poruszeniem wewnętrznym i po zdobyciu się na odwagę zapytałem: „Ojcze, chciałbym założyć w Agnone grupę twoich duchowych dzieci.” Ojciec Pio, z wyrazem zrozumienia w swoich wielkich, błyszczących oczach, odpowiedział z niewymowną słodyczą: „Na czym miałoby polegać to o co prosisz?” Zachęcony tym wyrazem oczu, dodałem: „Ojcze, chciałbym przyjąć do twoich duchowych dzieci tych wszystkich, którzy podejmą się odmawiania każdego dnia, jednej części różańca oraz zamówią od czasu do czasu jedną Mszę św. w twoich intencjach. Mogę to zrobić czy nie?” Ojciec Pio, wyciągając ramiona, podniósł oczy ku niebu i wykrzyknął: „Czyżbym mógł bracie Modestino zrezygnować z tak wielkiego dobrodziejstwa? Rób to o co mnie prosisz, a ja będę cię wspierał.” Po powrocie do Agnone rozpocząłem z entuzjazmem nową misję. Różaniec święty rozprzestrzeniał się, a duchowa rodzina O. Pio powiększała się także dzięki mojej skromnej osobie.

Pewnego dnia zbliżyłem się do O. Pio, zagłębionego w modlitwie, z zapytaniem: „Ojcze, co mam powiedzieć twoim duchowym dzieciom?” Odpowiedział mi głosem przepełnionym miłością: „Powiedz, że jestem z nimi całym sercem, byleby tylko pozostawali wytrwali w modlitwie i dobru.”

Innego znowu dnia towarzysząc mu w drodze z chóru do celi i zadałem pytanie: „Ojcze, liczba twoich dzieci duchowych jest już bardzo duża! Co mam robić, przyjmować innych, czy już nie?” A O. Pio rozkładając ręce, głosem, który wprawił w drżenie moje serce odpowiedział: „Synu mój, powiększaj grupę jak tylko możesz, ponieważ oni otrzymują więcej dobrodziejstw od Boga niż ja.”

Muszę się przyznać, że czasie rozlicznych spotkań, jakie odbyłem z O. Pio, zawsze prosiłem go o jakąś pamiątkę w darze, ale nigdy nie byłem wysłuchany, aż do 1968, kiedy przebywałem w Isernia. Przybył wtedy do mnie pewien współbrat z następującą wiadomością od O. Pio: „Powiedz bratu Modestino, że kiedy przyjedzie do San Giovanni Rotondo, otrzyma ode mnie piękną rzecz.”

Kiedy zatem 20 września odbywało się tam międzynarodowe spotkanie grup modlitewnych, pobiegłem do niego. Po odprawieniu uroczystej Mszy św. zaprowadzono O. Pio na taras. Byli obecni z nim O. Honorat Marcucci i Tarcisio da Cervinara. O. Pio był bardzo wzruszony, mówił z trudem i często popłakiwał. Było to skutkiem wielu emocji przeżytych w czasie tego pracowitego dnia. W pewnym momencie dał mi znak, abym zbliżył się do niego. Zdjął swój nieodłączny różaniec z nadgarstka i złożył go w moich rękach, ze wzrokiem którym zdawał się mówić: „Oto powierzam ci święty różaniec. Rozprzestrzeniaj go wśród moich dzieci”. Było to potwierdzenie misji, tego przepięknego zadania.

Dzisiaj, po jego śmierci liczba dzieci duchowych O. Pio jest nie do policzenia. Cała ta wielka rodzina gromadzi się duchowo, każdego wieczoru o 20.30, dookoła grobu O. Pio. Jestem tam także i ja, brat Modestino aby przewodniczyć modlitwie różańcowej. Wszyscy ci, którzy mimo że pozostają we własnych domach będą się z nami łączyć duchowo, w tej wybranej przez Ojca godzinie różańcowej (20.30-21.00), oraz co jakiś czas zamówią Mszę św. według intencji O. Pio, będą mogli stać się jego dziećmi. Zaświadczam to na moją własną odpowiedzialność. Będą się cieszyć nieustannym wsparciem Ojca oraz naszej modlitwy przy jego grobie.

Kto podejmie obowiązek odmawiania różańca, powinien oczywiście  odrzucić grzech i o ile to możliwe naśladować O. Pio. Po tym będą mogli być rozpoznawani jego duchowi synowie i córki: będą kochać, modlić się i cierpieć tak jak to robił O. Pio, dla dobra własnego oraz dla zbawienia grzeszników.

Niezliczone telefony zaświadczające o łaskach otrzymanych, są dowodem wierności O. Pio złożonym obietnicom, który w sposób szczególny chroni tych, którzy nie zaniedbują wieczornego spotkania z Dziewicą podczas odmawianego różańca o 20.30-21.00.

Na podstawie książki: “Io, testimone del Padre”, Fra Modestino da Pietrelcina.
Za: kliknij

Ojciec Pio nie wypuszczał różańca z rąk!
Czyń podobnie – kliknij

„Kochajcie Maryję i starajcie się, by Ją kochano. Odmawiajcie zawsze Jej różaniec i czyńcie dobro. Dzięki tej modlitwie szatan spudłuje swe ataki i będzie pokonany, i to zawsze. Jest to modlitwa do Tej, która odnosi triumf nad wszystkim i nad wszystkimi”.
„Podajcie mi moją broń – mówił Ojciec Pio, gdy czuł, że traci siły w walce ze złem. – Tym się zwycięża szatana – wyjaśniał, biorąc do ręki różaniec”
Często, nawet w godzinie śmierci powtarzał : „Zawsze odmawiaj różaniec”.

„Ledwie się obudzisz, nie pozostawiaj ani sekundy szatanowi, zaczynaj odmawiać Różaniec. Nawet wtedy, gdy pracujesz: myjesz naczynia czy cokolwiek innego robisz, módl się – bo wtedy nie dajesz miejsca szatanowi, żeby pracował w twoich myślach. A poza tym kroczysz w wolności i zawsze jesteś spokojny” św. O. Pio

Kiedy O. Pio konał:
„Kiedy konał i już z nami nie mógł rozmawiać, jego jedyną odpowiedzią było pokazanie różańca i szeptane słowa: Zawsze, zawsze…”

Ojciec Pio powiedział:

„Przyjmuję cię chętnie za mego syna duchowego, ale pod warunkiem, że będziesz zawsze szlachetnie postępował i dawał dobry przykład życia chrześcijańskiego”.

Definicja świętego według o. Pio:
„Święty jest grzesznikiem, który nie zgadza się na to, żeby nim pozostać. Każdego dnia mówi: „pomyliłem się i nie będę więcej popełniał tego błędu”. Powtarza to do końca swojego życia” 

Na kilka dni przed śmiercią Ojciec Pio powiedział swoim współbraciom:

,,Należę całkowicie do wszystkich. Każdy może powiedzieć: Ojciec Pio jest mój. Kocham moich synów duchowych na równi z moją duszą. Odrodziłem ich dla Jezusa w bólu i miłości. Mogę zapomnieć samego siebie, ale nie moje dzieci duchowe. Jestem pewien, że kiedy Pan mnie zawoła do Siebie, to Mu powiem: Panie, ja zaczekam u niebieskich drzwi, wejdę, gdy zobaczę, że weszło do nieba ostatnie z moich duchowych dzieci”

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 2 komentarze

Ariana Grande, na której koncercie w Manchesterze doszło do zamachu, wcześniej dokonała apostazji

Młoda piosenkarka, Ariana Grande, na której koncercie w Manchesterze doszło do zamachu, w jednym z wywiadów wyznała, że za pontyfikatu papieża Benedykta XVI dokonała apostazji.

Z kuriozalnego powodu. Wielu duchownych przestrzega dzieci, młodzież i rodziców przed serią powieści J.K. Rowling o Harrym Potterze. Wśród nich – papież Benedykt XVI w czasach, gdy był jeszcze kardynałem.

Przypominamy:
Egzorcysta ks. Marian Piątkowski: Pod serią książek o Harrym Potterze swój podpis złożył sam Lucyfer – kliknij

„Urodziłam się w rodzinie rzymsko-katolickiej, ale utraciłam wiarę, kiedy papież powiedział, że to, co kocham i to, w co wierzę, jest złe”- wyznała piosenkarka w rozmowie z gazetą „Metro”. Jak wyznała, w okresie dojrzewania zaczęła kwestionować nauczanie Kościoła Katolickiego również w sprawach światopoglądowych, takich jak np. „małżeństwa” homoseksualne. 

„Według Kościoła SpongeBob Kanciastoporty jest gejem, grzesznikiem i powinien płonąć w piekle. Czytanie ‚Harry’ego Pottera’ to grzech. I jeszcze to krytykowanie kobiet pracujących. Miałam tego dojść. Najpierw geje, potem SpongeBob, a teraz Harry Potter? Wynocha z mojego domu! Nie potrzebuję tego”-mówiła w wywiadzie oburzona Ariana Grande. 

Obrażona wokalistka postanowiła przerzucić się na kabałę, mistyczno-filozoficzną szkołę judaizmu. Do wyznawców kabały należą takie gwiazdy jak Madonna czy Demi Moore.

*****

Państwo Islamskie (IS) przyznało się we wtorek do przeprowadzenia dzień wcześniej w Manchesterze, w północno-zachodniej Anglii, zamachu bombowego.

Oświadczenie w tej sprawie opublikowała powiązana z dżihadystami agencja propagandowa Amak. Zamach przeprowadzono za pomocą bomby podłożonej na miejscu koncertu.

„Jeden z żołnierzy kalifatu podłożył bombę na zgromadzeniu krzyżowców w mieście Manchester” – napisano w oświadczeniu. Dżihadyści nie uściślają jednak, czy ich bojownik zginął podczas ataku. Grupa twierdzi, że podczas zamachu na koncert w Manchesterze „30 krzyżowców zostało zabitych, a 70 rannych”

*****

Na temat zamachu w manchesterze wypowiedział się kard. Nichols, katolicki prymas Anglii i Walii. Wezwał jednak nie tylko do modlitwy, ale także do wyciągania wniosków z powtarzającej się sytuacji.

Niech Bóg udzieli siły i wiary tym, którzy zostali zranieni, są pogrążeni w żałobie i szoku. Niech przyjmie w swym miłosierdziu wszystkich, którzy zginęli – tymi słowami na zamach w Manchesterze zareagował katolicki prymas Anglii i Walii.

W przesłaniu kondolencyjnym kard. Vincent Nichols odnosi się również do religijnych pobudek, jakimi kierował się zamachowiec. „Niech Bóg nawróci serca wszystkich, którzy czynią zło, aby zrozumieli, jakie są Jego pragnienia i intencje względem ludzkości” – napisał kard. Nichols.

W stanie pogotowia jest teraz cały Kościół w Manchesterze: katolickie szpitale, kapelani, a także proboszczowie, bo wśród ofiar są też katolicy. Jak podkreśla bp John Arnold, ordynariusz diecezji Salford, obejmującej miasto Manchester, dla wszystkich są to chwile próby, a Kościół musi być blisko tych, którzy zostali przez ten zamach doświadczeni.

„Myślę, że tragedia ta powinna nam przypomnieć o priorytetach, którymi mamy się kierować w czasie najbliższych wyborów powszechnych. Potrzeba nam w tej chwili silnych więzi społecznych, współpracy, troski o bezpieczeństwo. Musimy znać się nawzajem i współpracować na rzecz budowania silnego i zespolonego społeczeństwa. Jest to trudne zadanie, ale musimy je wykonać. Teraz modlimy się za ofiary i ich rodziny. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy tak dobrze i wielkodusznie zareagowali ubiegłej nocy na tę tragedię. Bardzo stanowczo i z wielkim zaangażowaniem musimy zabiegać o naszą przyszłość i budować spójne społeczeństwo, aby takie wydarzenia już nigdy więcej się nie powtórzyły” – powiedział Radiu Watykańskiemu bp Arnold.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , , , | 18 komentarzy

Św. O. Pio: zły duch niczego się tak nie boi, jak Mszy Świętej, zwłaszcza kiedy jest ona odprawiana z zapałem

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,
Drodzy czciciele św. Ojca Pio  z Pietreleciny, 23 maja 2017 r. zostanie odprawiona Msza Święta dziękczynna – tyle łask nieustannie wyprasza nam św. Ojciec Pio.
Docierają do naszej redakcji między innymi informacje o odczuwaniu w różnych okolicznościach fiołkowego zapachu. Wiemy, że św. Ojciec Pio za życia i po śmierci swoją obecność zapachem tego kwiatu potwierdza. Trwajmy zatem cały ten dzień w dziękczynieniu. Wdzięczność otwiera ręce Bożej Opatrzności…

            Powszechnie znana jest niezwykła pobożność Eucharystyczna św. Ojca Pio ściśle połączona z darem stygmatów. Poniżej umieszczamy niezwykle ważny fragment książki wydrukowanej w Krakowie w 2008 r.

„Rozdział XXXVI – MSZA OJCA PIO

(uwaga: pogrubienia czcionek w poniższym tekście pochodzą od strony „wobroniewiary”)

            W pierwszych latach powojennych ojciec Pio celebrował Mszę Świętą o czwartej rano, w latach następnych o piątej. Kiedy dzwonki znajdujące się na korytarzach pensjonatów oznajmiały pielgrzymom godzinę pobudki, panowała już wśród nich żywa krzątanina. Co więcej, wielu opuszczało pensjonat już po północy, aby dotrzeć do kościółka jak najwcześniej.

            Kiedy padał deszcz lub śnieg albo ostro wiał bora (dokładniej bora scura tzn. zimny, północno-wschodni, wilgotny i porywisty wiatr) spływający porywistymi podmuchami z góry Monte Nero, świszcząc i zawodząc ogłuszająco, ludzie stali przed bramą skuleni. Kobiety otulone były w grube szale, mężczyźni z nasuniętymi na oczy kapeluszami. Wszyscy starali się przedostać jak najbliżej wejścia, aby zająć jak najlepsze miejsca wewnątrz, gdy wreszcie świątynia została otwarta.

            Ludzie oczekujący na Mszę Świętą tłoczyli się przed kościółkiem. Wśród nich panowały nieprzeniknione ciemności. Ci, którzy wspinali się samotnie lub w małych grupkach ścieżką prowadzącą do kościoła, wszyscy pochyleni w taki sposób, aby łatwiej było przedrzeć się przez uderzenia wiatru, przypominali pastuszków podążających do stajenki.

            Niektóre kobiety – omotane wielką ilością chust i szali, zaopatrzone  w krzesełka – czuły się powołane do wzbudzania zapału religijnego wśród zgromadzonych. Umieściwszy się więc naprzeciw kościelnych drzwi, intonowały różne pobożne modlitwy głosem, w którym przebrzmiewały władcze nuty nakazujące pozostałym, aby się przyłączyli. Wśród oczekujących było wielu takich, którzy starali się pogrążyć w medytacji. Inni odczuwali potrzebę przemyślenia własnego życia albo pragnęli modlić się w ciszy. Milczący i cierpliwi ludzie akceptowali jednak owe próby zorganizowania modlitwy, przechadzając się w oczekiwaniu na otwarcie kościoła.

            Wreszcie nadeszła oczekiwana godzina. Zgromadzeni, słysząc chrzęst sandałów zakonnika otwierającego kościół, zaczęli napierać na drzwi. Były to niezwykłe chwile. Drzwi o dwóch skrzydłach były niewielkie, a ludzi wielu i wszyscy chcieli przedostać się jak najbliżej ołtarza. Brat furtian, który otrzymał nakaz, aby otwierać drzwi dopiero na pięć minut przed rozpoczęciem Mszy Świętej, drżał ze strachu, że zostanie zdeptany przez gwałtowny strumień ludzki, a bardziej jeszcze, że zmiażdży go gwałtowne uderzenie któregoś z pchniętych od zewnątrz skrzydeł drzwiowych. W tej sytuacji musiał odwołać się do własnej pomysłowości: najpierw przekręcał klucz w zamku, a następnie – oddaliwszy się od drzwi – kijem odsuwał przytrzymujące go rygle. Uczyniwszy to, niezbyt bohatersko uciekał.

            Pobożne mieszkanki okolicy, które rościły sobie prawo do tytułu pierwszych spośród wszystkich innych dzieci duchowych Ojca Pio, znały podstępne taktyki, by szybko wślizgnąć się do wnętrza i rozsiąść na zarezerwowanych już poprzedniego dnia krzesłach stojących przy balustradzie i spiętych grubymi łańcuchami. One pierwsze wdzierały się do kościółka, zajmując miejsca dla spóźnialskich sióstr, kładąc na nich płaszcze lub inne przedmioty. Inni wierni, którzy nie znali takich sztuczek, stali zaklinowani w drzwiach, co rodziło jeszcze większe zamieszanie. Trwało ono jednak tylko chwilkę, bowiem szybko powracał porządek i spokój.

            Jednak te drobne przepychanki stały się dla pewnych niedowiarków i ludzi pozbawionych zmysłu krytycznego pretekstem, aby twierdzić, że San Giovanni Rotondo było centrum nieporządku, a kobiety trzymały w garści Ojca Pio, mając wpływ na jego decyzje i działalność. Niestety, błahostki te, umiejętnie rozdmuchane staną się za kilka lat jednym z pretekstów do zawziętej i bolesnej kampanii przeciwko zakonnikowi.

* * *

            Gdy zadźwięczał dzwonek, wychodził do ołtarza Ojciec Pio – pierwszy kapłan noszący stygmaty, aby celebrować Mszę Świętą. W jego udręczonym ciele rozpoczynało się na nowo ukrzyżowanie, każda chwila męki Pana: biczowanie, cierniem koronowanie, agonia, przebicie serca.

            Krwawienie jego ran już od momentu zbliżania się do ołtarza nadawało znaczenie celebrze eucharystycznej. Ojciec Pio kroczył w stronę ołtarza ciężko, lekko utykając. Szedł pochylony, jakby pod niewidocznym ciężarem. Jego dłonie nieco przysłonięte, stykały się z końcami palców. W jednym z jego listów czytamy: „Podążam w stronę prasy Kościoła, w stronę świętego ołtarza, skąd nieustannie sączy się święte wino krwi z tych wybornych i niezwykłych gron, którym tylko nielicznym wybrańcom wolno się upajać” (list z 5 maja 1918 r. napisany w San Marco la Catola).

            Gdy rozlegał się głos dzwonka ogłaszającego początek Mszy Świętej, pomruk wyrażający uwielbienie i wzruszenie przebiegał przez tłum wiernych, a potem wszyscy pogrążali się w głębokim i milczącym skupieniu.

            Dwaj synowie duchowi Ojca na zmianę służyli mu do Mszy Świętej.

Celebrans cichym głosem, powoli, prawie skandując sylaby, intonował: „W Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen. Przystąpię do ołtarza Bożego… Bądź mi sędzią, o Boże… Ześlij światłość swoją i prawdę swoją…”.

            W momencie odmawiania Confiteor (Spowiadam się Bogu Wszechmogącemu) jego głos nabierał błagalnych tonów, a on sam skłaniał się głęboko przed trybunałem Miłosierdzia Bożego. „Moja wina… moja wina… moja bardzo wielka wina…”. Uderzenia dłonią w rozdarte serce odbijało się echem ponad tłumem, który trwając w skupieniu, powtarzał cicho słowa kapłana.

            Zakonnik wstępował na schodki. „Zgładź nieprawości nasze, prosimy Cię, Panie, abyśmy do przybytku najświętszego z czystym sercem mogli przystąpić”. Przez kilka minut stał głęboko skupiony.

            Po Kyrie elejson wypowiadał niezwykle uroczyście: „Chwała na wysokości Bogu. W tym momencie jego dłonie wznosiły się w błagalnym geście ku górze, ku Niebu.

            Gdy czytał słowo Boże, jego głos był chrapliwy, lecz przenikliwy. Stał zwrócony prawie całkowicie w stronę wiernych po lewej stronie ołtarza, ogłaszając zgromadzonym dobrą nowinę.

            Po ofiarowaniu trwającym około 10 minut i umyciu rąk, Ojciec Pio zwracał się do wiernych, aby wezwać ich do wspólnej modlitwy: „Módlcie się, bracia…”

            Zebrani odczuwali dreszcz wzruszenia. Na dłoniach ukazywały się krwawiące rany. To była zaledwie chwila, lecz widok ran wywierał na wiernych tak ogromne wrażenie, że ich głosy drżały, gdy wypowiadali słowa: „Niech Pan przyjmie ofiarę z rąk twoich…”. Te krwawiące dłonie łączył się wówczas w błagalnej modlitwie. Oblicze celebransa okrywała świetlista bladość, a jego głowa czasami pochylała się, jakby potakując współrozmówcy w intensywnym dialogu. Niekiedy z jego piersi wyrywały się zduszone słowa, prawie nieuchwytne, jakby odległe pomruki.

            Potem następowało Podniesienie. Ojciec Pio powoli ujmował hostię, wypowiadał formułę Przeistoczenia i w geście głębokiej adoracji podnosił Ciało ofiarowane przez Pana Jezusa i Krew wylaną przez Niego za wszystkich. Jego oczy były utkwione w tej Hostii i w tym Kielichu, które odsłaniały przed nim wymiar dla innych niedostępny.

            Pogrążeni w adoracji wierni słyszeli słowa Chrystusa wypowiadane przez Jego sługę: „To jest bowiem Ciało Moje… To jest bowiem kielich Krwi Mojej…”. W tej chwili, dzięki mocy Przeistoczenia, pod postacią chleba i wina obecne stają się Ciało i Krew Zbawiciela. Zgromadzeni wierni doznawali intensywnego odczucia, że ołtarz łączy się z Kalwarią: przelana na krzyżu Krew płynęła na nowo. Oto pamiątka ofiary złożonej na krzyżu.

            Consummatum est (Wykonało się). Bez rozlewu krwi ofiara została dokonana, niepokalany Baranek prawdziwie złożony w ofierze. Ojciec Pio opadał z sił, stał oblany potem, z twarzą rozświetloną „światłem prawie boskim i niedającym się opisać” (de Maerzio). Upadający ze zmęczenia zakonnik osuwa się w ramiona Tego, który wspierał go przy ołtarzu. Z twarzą zalaną łzami, które z trudem powstrzymywał, z najwyższą pokorą kontynuował liturgię, wzbudzając pewność, że właśnie dokonuje się boska wymiana pomiędzy Stworzycielem a Jego dziełem, pomiędzy Chrystusem Kapłanem a jego sługą.

            Jakby przyciągani niepojętą siłą, wierni jednoczyli się z celebransem, tworząc jedno serce i jedną duszę w adoracji, błaganiu, skrusze i dziękczynieniu składanym Panu, którego rysy objawiały w twarzy Jego sługi. Głęboka cisza panująca w tym zgromadzeniu wyrażała to, czego głos ludzki wyrazić nie był w stanie.

            W żywotach pewnych świętych czytamy, że „w momencie podniesienia kielicha widzieli oni drogocenną Krew przelewającą się przez brzegi kielicha i spływającą po ramionach kapłana, a Aniołowie zbierali ją do złotych pucharów, aby zanieść daleko, do tych, którzy wielce pragnęli uczestniczyć w misterium odkupienia”.

            Widok krwi sączącej się z zaróżowionych ran na dłoniach Ojca Pio sprawiał, że we wszystkich zgromadzonych wokół ołtarza odżywała owa subtelna wizja nielicznych uprzywilejowanych.

Wielu czcicieli Ojca Pio pochodzących z różnych części świata twierdziło, że podczas gdy w kościele dokonywało się święte misterium, a świt dopiero przełamywał nocne ciemności, czuli oni, jak niespodziewanie opuszczały ich bolączki fizyczne i duchowe, więzy krepujące ich niczym duszące zmory.

„Zły duch niczego się tak nie boi, jak Mszy Świętej, zwłaszcza kiedy jest ona odprawiana z zapałem i wielu łączy się ze sobą w duchu wiary. Gdy nieprzyjaciel dobra czuje odrazę do jakiejś nieprzezwyciężonej, dzieje się tak dlatego, że kapłan, zdając sobie sprawę z własnej słabości i własnych ograniczeń, z wiarą składa mającą ogromną moc ofiarę Zbawiciela” (Słowa wpisane przez Ojca Pio do Małego Mszału).

            „Podczas uczestnictwa we Mszy Świętej – pisał Ojciec Pio – wszystko w tobie koncentruje się na bolesnym misterium, które rozgrywa się przed twoimi oczyma: zbawieniu twojej duszy i pojednaniu z Panem Bogiem”.

            Po Przemienieniu Ojciec Pio stawał nieruchomo, jakby pogrążony w jakiejś wizji. Tłum otaczający ołtarz w prawie absolutnej ciszy, pozostawał pod wrażeniem tego zakonnika będącego alter Christus (drugim Chrystusem). Słowa wypowiadane przez celebransa były ledwie zrozumiałe, jakby stanowiły echo dialogu toczącego się poza postrzegalną rzeczywistością. „Przeto i my, słudzy Twoi, Panie, oraz lud Twój święty… ofiarujemy najwyższemu Majestatowi Twojemu Hostię czystą, Hostię świętą, Hostię Niepokalaną, Chleb święty wiekuistego życia i Kielich zbawienia wiecznego… Pokornie Cię błagamy, Wszechmogący Boże, rozkaż, by ręce świętego Anioła Twego zaniosły tę ofiarę na niebiański Twój ołtarz w niebie, przed oblicze Boskiego Majestatu…”.

            Potem następowała modlitwa za zmarłych, prośba do świętych o wstawiennictwo i Ojcze nasz odmawiane z pokorą i w skupieniu. Zmęczony głos celebransa wydawał się być bardziej ożywiony. „Wybaw nas, Panie, prosimy Cię, od wszelkich nieszczęść… za przyczyną Najświętszej i chwalebnej zawsze Dziewicy, Bogarodzicy Maryi…”. Akcent położony na ostatnich słowach i delikatny ton głosu zdradzały szczególną serdeczność, którą Ojciec Pio żywił wobec Najświętszej Panienki, o której tak pisał do swojego spowiednika: „Kiedy myślę o niezliczonych dobrodziejstwach, które wyświadczyła mi ta droga Mateczka, wstydzę się za siebie… Jakże często mnie pocieszała… Jak bardzo mnie kocha… Z jak wielką troskliwością towarzyszyła mi Ona dzisiejszego ranka u ołtarza. Wydawałoby mi się, że nie myślała Ona o niczym, tylko o mnie, wypełniając całe moje serce świętymi uczuciami’.

            Dostojeństwo i piękno sługi Bożego stojącego u ołtarza objawiały się w pełni, kiedy w chwili łamania chleba, ze starannością i czcią odrywał maleńką cząstkę hostii, która wkładał do kielicha, a także wtedy, kiedy podczas Agnus Dei z pokorna modlitwą za wszystkich wznosił wzruszające błaganie: „…zmiłuj się nad nami”.

            Następujące później przygotowania do Komunii Świętej odbywało się w atmosferze osobistego dialogu, z którego można było dosłyszeć tylko kilka słów wypowiadanych z trudnością: „Patrz nie na grzechy moje, lecz na wiarę Twojego Kościoła… Wybaw mnie przez to Przenajświętsze Ciało i Krew od wszystkich nieprawości moich i od wszelkiego zła… Przyjęcie ciała Twego, które ja, niegodny sługa, spożywać się ważę…”.

            Nadchodziła uroczysta chwila Komunii Świętej. „Panie, nie jestem godzien…”. Kapłan z trudem wypowiadał te słowa… Jego lewa dłoń podnosi Hostię ponad patenę. Wspierał się na łokciach opartych o ołtarz. „Panie, nie jestem godzien…” Zdawało się, że jego oczy utkwione w Hostii oślepiała niewidzialna i pełna majestatu obecność. Milczenie potęgowało wyraz tej sceny. „Panie nie jestem godzien…”. Była to cicha modlitwa kogoś, kto czuje się zdruzgotany własną małością i pokorą, ośmielał się mieć nadzieję wbrew wszystkiemu.

            Odprawiwszy święte obrzędy, umierając mistycznie wraz z Panem Jezusem, Ojciec Pio na kilka minut zastygał pochylony przy ołtarzu. Przed Komunią Świętą udzieloną wiernym kierował się powoli do ołtarza, podpierając się, jakby bał się, że straci równowagę, podnosił Hostię, wpatrując się w nią, a następnie sylaba po sylabie powoli wypowiadał: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł do wnętrza mego, ale rzeknij tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”.

            Ludzie podchodzili do balustrady przez ponad godzinę, przyklękając, by przyjąć Komunię Świętą. Palce kapłana, zesztywniałe z bólu, z trudnością chwytały Hostie. Patrząc, jak poruszają się one w cyborium, odnosiło się wrażenie, że Ojciec Pio wybiera konkretna Hostię. Głęboka ciszę przerywał tylko jego głos co pewien czas powtarzający: „Ciało Pana naszego Jezusa Chrystusa niech strzeże duszy Twojej na żywot wieczny. Amen”.

            Msza Święta zbliżała się ku końcowi. Święte naczynia zostawały starannie oczyszczone, ostatnie modlitwy wyrecytowane. Ojciec Pio przygotowywał się do udzielenia końcowego błogosławieństwa, najdonioślejszego ze wszystkich, których udzielał podczas całego dnia. Oczy wszystkich zgromadzonych wpatrywały się w błogosławiącą dłoń kapłana, by ujrzeć krwawiącą ranę. Ite, Missa est. Msza Święta się skończyła. Ofiara spełniona, Męka została przeżyta na nowo”.

(w: Ojciec Luigi Peroni, Ojciec Pio t. II, tłumaczenie Joanna Curyło, Wydawnictwo Rafael, Kraków 2008; s. 119-126)

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 29 komentarzy

Święta Rita z Cascia – patronka spraw beznadziejnych i po ludzku niemożliwych….

Św. Rita z Cascii jest najbardziej popularną świętą augustiańską. Jej imię to zdrobnienie od imienia Margherita (Małgorzata). Niewątpliwie jest osobą godną podziwu, gdyż doświadczywszy różnych sytuacji życiowych potrafiła stawić im czoła w duchu pokory i miłości. Wszędzie starała się wprowadzać pokój, stawała się lekarstwem dla zwaśnionych i skłóconych. Żyła w XV w. Lecz szeroko znaną stała się dopiero po wyniesieniu na ołtarze w 1900 r. Historycznie pewne daty z jej życia zapisane są w dokumentach procesu kanonizacyjnego z 1626 r.

 Całe jej życie upłynęło w Cascii. Jedyny raz opuściła Umbrię, udając się z pielgrzymką do Rzymu. Rita, jedyne dziecko Antoniego Lotti, urodziła się ok. 1381 r. w małej wiosce Roccaporena w pobliżu Cascii. Od wczesnej młodości czuła powołanie do wstąpienia na drogę życia zakonnego, jednak, na żądanie rodziców, w 1395 roku poślubiła młodego człowieka o dość gwałtownym usposobieniu. W krótkim czasie została matką dwóch synów. Jako młoda zamężna kobieta i matka całkowicie poświęciła się swojej rodzinie. Własnym postępowaniem starała się łagodzić negatywne cechy charakteru swego małżonka, przyczyniając się do jego nawrócenia. W osiemnastym roku ich małżeństwa mąż Rity został zamordowany. Nie wiadomo, czy był napastnikiem, czy padł ofiarą „wendety” w trwającej wówczas wojnie gwelfów i gibelinów. Rita, przepełniona duchem Ewangelii, potrafiła przebaczyć zabójcom męża i zaprzysięgła swych synów, by nie mścili krwi ojca. Modląc się prosiła Boga, by raczej ich zabrał, niż mieliby oni splamić się krwią dokonując zemsty. Niedługo potem jej niespełna dwudziestoletni synowie zmarli, prawdopodobnie w wyniku jakiejś zaraźliwej choroby.

Po utracie męża i dzieci, Rita postanowiła zrealizować swoje dawne pragnienie i poprosiła o przyjęcie do klasztoru Sióstr Augustianek w Cascii. Początkowo odmawiano jej mówiąc, że jeszcze żadna wdowa nie została przyjęta do zakonu. Lecz wreszcie po długich staraniach otrzymała pozwolenie wstąpienia do klasztoru św. Marii Magdaleny w Cascii. Tam przez 40 lat za ścisłą klauzurą prowadziła pełne heroicznej świętości Bogu poświęcone życie. Charakterystyczną dla tej doświadczonej przez życie kobiety była cześć do cierpiącego Jezusa – dlatego św. Rita należy także do grona mistyków pasyjnych Kościoła. Pewnego dnia tak przejęła się kazaniem o cierpieniu Chrystusa, że prosiła o łaskę udziału w cierpieniach Zbawiciela. Wtedy cierń z korony Jezusa wbił się w czoło Rity, i od tego momentu, przez następnych 15 lat, do śmierci nosiła tę bolesną, otwartą ranę. Zmarła 20 maja 1457 r. i w dwa dni później została uroczyście pochowana.

Zaraz po śmierci za jej wstawiennictwem zaczęło dziać się wiele cudów, które stały się podstawą do szybkiego rozprzestrzenienia się kultu. Dziesięć lat po śmierci niezniszczone zwłoki Rity zostały przeniesione do klasztornej zakrystii i złożone w ozdobnym sarkofagu.

 Sarkofag z 1457 r. posiada doskonałą wartość historyczną. Zawiera uznanie jej kultu przez miejscowego biskupa. Także obrazy ukazujące jej życie przedstawiają ją obok umęczonego Jezusa, trzymającą w prawej ręce długi cierń, a jej szlachetna twarz jest obramowana aureolą, która przypomina koronę cierniową. Pierwszy życiorys świętej, spisany na sposób poetycki przez pewnego adwokata z Cascii, nazywa ją „pełnią światła uświęconą, wielce szlachetną kobietą” i opowiada o cudach, które Bóg zdziałał za jej wstawiennictwem.

W 1946 r. w Cascii, obok starego klasztoru została zbudowana nowa bazylika, do tego szkoła, hospicjum i dom dla sierot. Bazylika stała się często odwiedzanym miejscem pielgrzymkowym. We Włoszech jedynie św. Antoni jest bardziej popularny od św. Rity, w której wierni widzą skuteczną wstawienniczkę w trudnych sprawach życiowych, gdyż ona sama, jako żona i matka, musiała w swym życiu wiele przecierpieć. Jest czczona w całym świecie katolickim, a zwłaszcza w Ameryce Południowej i na Filipinach, gdzie pod jej wezwaniem są liczne kościoły, a nawet wsie noszą jej imię.

Każdego 22. dnia miesiąca wierni gromadzą się w naszym kościele parafialnym p.w. św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Krakowie na mszy św. odprawianej w intencji próśb zanoszonych do Boga za wstawiennictwem świętej stygmatyczki. Po mszy odprawiane jest nabożeństwo, w czasie którego odczytywane są przesłane lub złożone osobiście prośby wiernych dotkniętych boleśnie przez los, chorych, opuszczonych, zdradzonych ale nie tracących wiary, przybywają lub przesyłają swe intencje osoby pochodzące nie tylko z Krakowa ale wręcz z całego kraju, a nawet rodacy z zagranicy. Doroczna uroczystość w dniu 22 maja to niewątpliwie jedno z najważniejszych wydarzeń religijnych Krakowa, w tym też dniu nasz Zakon dziękuje swym dobroczyńcom oraz osobom, które swoją pracą i modlitwą wspierają go we wszelkich zadaniach i posłudze.

Modlitwa do św. Rity – patronki spraw beznadziejnych

Św. Rita – patronka rodziny i przebaczenia. Na całym świecie uznawana za patronkę od spraw beznadziejnych. Siła tej modlitwy zmiękcza serca i umysły wierzących i ateistów… sam zobacz i daj świadectwo

O potężna i sławna Święta Rito, oto u twoich stóp nędzna dusza potrzebująca pomocy, zwraca się do ciebie z nadzieją, że zostanie wysłuchana. Ponieważ jestem niegodny z tytułu niewierności mojej, nie śmiem spodziewać się, że moje prośby będą zdolne ubłagać Boga. Dlatego wyczuwam potrzebę, aby mieć za sobą potężną orędowniczkę, więc ciebie wybieram sobie, Święta Rito, ponieważ ty właśnie jesteś niezrównaną Świętą od spraw trudnych i beznadziejnych.
O droga Święta, weź do serca moją sprawę, wstaw się do Boga, aby uprosić mi łaskę, której tak bardzo potrzebuję i o którą tak gorącą proszę (tutaj wyrazić łaskę, o którą się prosi)
Nie pozwól mi odejść od ciebie nie będąc wysłuchanym. Jeżeli jest we mnie coś, co byłoby przeszkodą w otrzymaniu łaski, o którą proszę, pomóż mi usunąć tę przeszkodę: poprzyj moją prośbę swymi cennymi zasługami i przedstaw ją swemu niebieskiemu Oblubieńcowi, łącząc ją z twoją prośbą. W ten sposób moja prośba zostanie przedstawiona przez ciebie, wierną oblubienicę spośród najwierniejszych. Ty odczuwałaś boleść Jego męki, jak mógłby on odrzucić twą prośbę i nie wysłuchać jej?
Cała moja nadzieja jest więc w tobie i za twoim pośrednictwem czekam ze spokojnym sercem na spełnienie moich życzeń. O droga Święta Rito, spraw, aby moja ufność i moja nadzieja nie zostały zawiedzione, aby moja prośba nie była odrzuconą. Uproś mi u Boga to, o co proszę, a postaram się, aby wszyscy poznali dobroć twego serca i wielką potęgę twego wstawiennictwa.
O Najsłodsze Serce Jezusa, które zawsze okazywało się tak bardzo czułe na najmniejszą nędzę ludzkości, daj się wzruszyć moimi potrzebami i nie bacząc na moją słabość i niegodność, zechciej wyświadczyć mi łaskę, która tak leży mi na sercu i o którą prosi Cię dla mnie i ze mną Twoja wieczna oblubienica, Święta Rita.
O tak, za wierność, jaką Święta Rita zawsze okazywała łasce Bożej, za wszystkie zalety, którymi uhonorowałeś jej duszę, za wszystko co wycierpiała w swym życiu jako żona, matka i w ten sposób uczestniczyła w Twej bolesnej męce i wreszcie z tytułu nieograniczonej możliwości wstawiania się, przez co chciałeś wynagrodzić jej wierność, udziel mi Twej łaski, która jest mi tak bardzo potrzebna.
A Ty, Maryjo Dziewico, nasza najlepsza Matko Niebieska, która przechowujesz skarby Boże i rozdzielasz wszelkie łaski, poprzyj Twoim potężnym wstawiennictwem modły Twej wielkiej czcicielki Świętej Rity, aby łaska o którą proszę Boga, została mi udzielona. Amen.
za: http://www.augustianie.pl

Modlitwa odpustowa do św. Rity odmawiana w Sanktuarium w Cascii

W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Amen.
Bądź pochwalona, o święta Rito z Cascii, za Twoją wierność obietnicom chrztu świętego. Wstawiaj się za nami, abyśmy z radością i wiernie realizowali nasze powołanie do świętości, zwyciężając zło dobrem.

Chwała Ojcu…

Bądź pochwalona, o chwalebna święta Rito, za Twoje umiłowanie modlitwy. Pomagaj nam, byśmy byli zjednoczeni z Jezusem, ponieważ bez Niego nic uczynić nie możemy i tylko w Jego imieniu i naśladując Go możemy być zbawieni.

Chwała Ojcu…

Bądź pochwalona, o Święta przebaczenia, za Twoją stałość i odwagę, którą ukazałaś w najtragiczniejszych momentach Twego życia oraz za wspaniałość przebaczenia. Wstawiaj się za nami do Boga, abyśmy przezwyciężali uprzedzenia i lęki oraz wierzyli w zwycięstwo miłości nawet w beznadziejnych sytuacjach.

Chwała Ojcu…

Bądź pochwalona, święta Rito, za cnoty, których przykład nam zostawiłaś jako córka, żona, matka, wdowa i siostra zakonna. Pomóż nam, abyśmy doceniali dary otrzymywane od Boga, siejąc ziarna nadziei pokoju poprzez wierne wypełnianie naszych codziennych obowiązków.

Chwała Ojcu…

Owocem Ducha Świętego jest miłość.
– Ty, Rito, nią żyłaś – uproś ją nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest pokój.
– Twoje serce było nim wypełnione. Uproś go nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest radość.
– Ty, Rito, jej doświadczyłaś. Uproś ją nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest cierpliwość.
– Ty, Rito, ją posiadałaś. Uproś ją nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest przebaczenie.
– Ty, Rito, nim żyłaś. Uproś je nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest wierność.
– Ty, Rito, nią jaśniałaś. Uproś ją nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest panowanie nad sobą.
– Ty, Rito, je posiadałaś. Uproś je nam u Boga.
Owocem Ducha Świętego jest nadzieja.
– Ty, Rito, nią żyłaś. Uproś ją nam u Boga.

Ojcze nasz…

Panie Jezu, przez wstawiennictwo świętej Rity przedstawiamy Ci nasze prośby i gorące pragnienie dobra dla naszych rodzin i wspólnot. Ześlij nam Ducha Świętego, aby nasze słowa i czyny, tak jak świętej Rity, były inspirowane Twoją Ewangelią i kierowane łaską. Tobie chwała i dziękczynienie przez wszystkie wieki wieków. Amen.

Przez wstawiennictwo świętej Rity niech nas błogosławi Bóg wszechmogący, Ojciec i Syn, i Duch Święty. Amen.

Za: Ks. Z. Sobolewski, Święta Rito – módl się za nami. Modlitewnik, Siedlce 2009, s. 72.

******
Jeśli w dniu św Rity 22 maja (w ten poniedziałek)  zaczniesz 33-dniowe
przygotowanie do Aktu Ofiarowania się Maryi, czyli Jezusowi przez Matkę
Bożą, to dzień poświęcenia wypadnie 23 czerwca w Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa a ofiarowanie w 34 dniu a samo poświecenie 24 czerwca w 36 rocznicę objawień w Medziugorje

Czas tego przygotowania trzeba szczególnie poświęcić Matce Bożej. Niech to będzie okres wewnętrznego i zewnętrznego wyciszenia się, na ile jest to możliwe.
Śp. ks. M. Piątkowski mówił: „wyobrażaj sobie, że jesteś w Jej najczystszym i pełnym pokoju Sercu, jak w świątyni. Otoczony Nią zewsząd. Niech cię ogarnie atmosfera Jej wnętrza. Będziesz wtedy prawie spontanicznie unikał wszystkiego, co w Niej być nie może: niepokoju, hałaśliwości, zdenerwowania, złości, egoizmu… 
Będziesz spontanicznie nasycał się Jej cnotami i darami: pokorą, pokojem, czystością, ufnością…” 

Ofiarujemy się w niewolę miłości Jezusowi Chrystusowi przez Maryję

10806366_10205246451862432_1920739160820617711_n

Przygotowanie

1. Przygotowanie część wstępna I
2. Przygotowanie część wstępna II
3. Przygotowanie część wstępna III

33 dni ćwiczeń duchowych do Aktu Ofiarowania się Jezusowi Chrystusowi przez Maryję

1. Dzień pierwszy 2. Dzień drugi 3. Dzień trzeci 4. Dzień czwarty 5. Dzień piąty 6. Dzień szósty 7. Dzień siódmy 8. Dzień ósmy 9. Dzień dziewiąty 10. Dzień dziesiąty 11. Dzień jedenasty 12. Dzień dwunasty 13. Dzień trzynasty 14. Dzień czternasty 15. Dzień piętnasty 16. Dzień szesnasty 17. Dzień siedemnasty 18. Dzień osiemnasty 19. Dzień dziewiętnasty 20. Dzień dwudziesty 21. Dzień dwudziesty pierwszy 22. Dzień dwudziesty drugi 23. Dzień dwudziesty trzeci 24. Dzień dwudziesty czwarty 25. Dzień dwudziesty piąty 26. Dzień dwudziesty szósty 27. Dzień dwudziesty siódmy 28. Dzień dwudziesty ósmy 29. Dzień dwudziesty dziewiąty 30. Dzień trzydziesty 31. Dzień trzydziesty pierwszy 32. Dzień trzydziesty drugi 33. Dzień trzydziesty trzeci , To już jutro
Uroczystość Niepokalanego Poczęcia NMP, dzień naszego oddania się w Bożą niewolę

***
Do codziennego odmawiania:

Ja, N…, grzesznik niewierny, odnawiam i zatwierdzam dzisiaj w obliczu Twoim śluby Chrztu Św. Wyrzekam się na zawsze szatana, jego pychy i dzieł jego, a oddaję się całkowicie Jezusowi Chrystusowi, Mądrości wcielonej, by pójść za Nim, niosąc krzyż swój po wszystkie dni życia.
Bym zaś wierniejszy Mu był, niż dotąd, obieram Cię dziś, Maryjo, w obliczu całego dworu niebieskiego za swą Matkę i Panią. Oddaję Ci i poświęcam jako niewolnik Twój, ciało i duszę swą, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych moich uczynków, zarówno przeszłych, jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga w czasie i wieczności.

Opublikowano Święci | Otagowano | 27 komentarzy

Adoracja i modlitwa uwolnienia oraz uzdrowienia z ks. Piotrem Glasem i Dominikiem Chmielewskim na Forum Maryjnym

Modlitwa o Cud śp. Peter Mary Rookey OSM

Panie Jezu, staję przed Tobą taki jaki jestem.
Przepraszam za moje grzechy, żałuję za nie, proszę przebacz mi. W Twoje Imię przebaczam wszystkim cokolwiek uczynili przeciwko mnie. Wyrzekam się szatana, złych duchów i ich dzieł. Oddaję się Tobie Panie Jezu całkowicie teraz i na wieki. Zapraszam Cię do mojego życia, przyjmuję Cię jako mojego Pana, Boga i Odkupiciela. Uzdrów mnie, odmień mnie, wzmocnij na ciele, duszy i umyśle. Przybądź Panie Jezu, osłoń mnie Najdroższą Krwią Twoją i napełnij Swoim Duchem Świętym. Kocham Ciebie Panie Jezu. Dzięki Ci składam. Pragnę podążać za Tobą każdego dnia w moim życiu. Amen.
Maryjo Matko moja, Królowo Pokoju,
Święty Peregrynie Patronie chorych na raka,
Wszyscy Aniołowie i Święci, proszę przyjdźcie mi ku pomocy. Amen!

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , | 45 komentarzy

Edvige Carboni: Stygmatyczka, kandydatka na ołtarze, która widziała swojego Anioła Stróża

Jako pięciolatka grała w piłkę z Jezusem… Miała stygmaty i rozmawiała ze świętymi. Piękna kobieta z Sardynii jest na liście nowych kandydatów na ołtarze. Świadkowie mówią, że kiedy kilka godzin przed narodzinami Edvige Carboni jej mama przyjmowała komunię świętą, z podawanej jej hostii błysnęło światło. Był ciepły majowy poranek 1880 roku. W Pozzomaggiore, na zachodnim brzegu Sardynii, Maria Domenica Pinna po porodzie przytuliła córeczkę. Na piersi noworodka zauważyła odciśnięty jak pieczęć krzyż. Pozostał na ciele dziewczynki do końca jej życia.

Stygmaty pojawiły się później. Piękna, o ostrych, południowych rysach wieśniaczka, trzymała się kurczowo prostego testamentu mamy: „Każdego dnia przyjmuj żywego Jezusa. On poprowadzi cię do świętości”.

Edvige, czy Mnie kochasz?
Życie na Sardynii na przełomie XIX i XX wieku toczy się szybko. Większość mieszkańców to rzemieślnicy i rolnicy. Ulicami wiosek w niedziele suną barwne procesje z Madonną, kościoły pękają w szwach. Edvige (Jadwiga) wychowuje się w ubogim i religijnym domu.

„Przyjęłam sakrament bierzmowania, kiedy miałam cztery latka. Babcia trzymała mnie na rękach – pisze Edvige Carboni. – Kiedy zbliżał się do mnie biskup, płakałam. Był dostojny, z wielką czapą na głowie”. Rok później dziewczynka widzi swojego Anioła Stróża. Ten zachęca ją, by oddała swoje życie Bogu.

Edvige bawi się też często z małym chłopczykiem. Jest nim Dzieciątko Jezus, które stawia przed dziewczynką sama Matka Boża. Jak donoszą źródła o życiu Sługi Bożej, Maryja podaje Edvige Jezusa z obrazu, który wisi na ścianie w domu Carbonich.

W 1891 r. Sardynka notuje: „Kiedy przyjęłam po raz pierwszy Jezusa do serca, zapytał mnie: «Edvige, czy Mnie kochasz?». Modliłam się całymi dniami, ale nie chciałam, żeby dowiedzieli się o tym moi bracia”. Dziewczynka codziennie – zgodnie z instrukcją anioła – powtarza akt zawierzenia Bogu przed tabernakulum, gdzie prowadzi ją mama.

Stygmaty
Każdy dzień zaczyna od mszy świętej. Potem trzy razy jeszcze biegnie do kościoła: w południe na Anioł Pański, na nieszpory i modlitwę wieczorną. Kiedy w 1910 r. umiera jej mama, Edvige na polecenie spowiednika rezygnuje z zamiaru wstąpienia do klasztoru i przejmuje opiekę nad rodzeństwem. Zarabia haftując wizerunki świętych na obrusach czy kapach.

Godzinami wpatruje się też w krzyż. 14 lipca 1911 roku ma wizję: „Pan na krzyżu zapytał: «Czy chcesz przyjąć cierpienie dla Mnie?». «Tak Panie – odparłam – wszystko dla Twojej miłości». Z ran jego na dłoniach, boku i ze stóp błysnęły snopy światła. Upadłam i leżałam tak kilka godzin” – pisze Carboni. Kiedy się budzi, ma rany na dłoniach i stopach, boku i głowie – jak po odciśniętej koronie cierniowej, a na całym ciele ślady biczowania. Krwawi.

Edvige staje się szybko obiektem sensacji i zazdrości. Wieści o stygmatach docierają do Rzymu. Edvige jest przesłuchiwana i wnikliwie badania przez Święte Oficjum, które stawia jej zarzuty udawania świętej i oszustwa.

Barka Piotra ocaleje
„Kto gorzeje, ten w końcu zapłonie dla Pana” – Edvige powtarza ciągle te kilka słów. Sąsiedzi rozpoznają, którędy chodzi, bo wokół kobiety roztacza się zapach fiołków. Ma dar bilokacji, rozmawia ze świętymi. Carboni musi opuścić Sardynię i z ojcem przenosi się w okolice Rzymu.

Tam w czasie II wojny światowej stygmatyczka opatruje rany w szpitalach i przytułkach. „Kościół będzie prześladowany, będzie wielu męczenników, ale Barka Piotra ocaleje” – notuje Edvige w latach 40. W tym czasie oddaje Jezusowi cierpienie za Kościół i za prześladowanych za wiarę w krajach komunistycznych poddanych reżimowi Rosji. Umiera w 1952 r. Po szesnastu latach rusza jej proces beatyfikacyjny.

Spowiednik Edvige, Giovanni Battista Manzella zostawił taką adnotację o Edvige Carboni: „Świat nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele wycierpiała, ale i jak wiele uzyskała dla ludzkości ta skromna, ale mocna kobieta”.

4 maja papież Franciszek zatwierdził 12 dekretów otwierających drogę do beatyfikacji. Wśród sług Bożych, nowych kandydatów na ołtarze, znalazła się Edvige Carboni.

Źródło: https://pl.aleteia.org

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , , | 12 komentarzy

Maryja o kapłanach – „nie osądzajcie ich, ponieważ mój Syn ich wybrał (…)

Ile w zwykłych ludziach jest nienawiści i pogardy dla kapłanów. Ile można przeczytać komentarzy na różnych „katolickich” stronach, gdzie niejednego kapłana wyzywa się od masonów, zdrajców, wsadza się ich do piekła a samego Papieża to już jawnie zwie Antychrystem lub chociażby Fałszywym Prorokiem. Ileż nieludzkich oszczerstw otrzymują kapłani….

******
Oddajmy głos Niepokalanej, przeczytajmy, co Maryja przekazuje w Medziugorje na temat osądzania kapłanów – przez każdego!

NMP i Jezus Miłosierny

2 maja 2014
„Drogie dzieci!
[…] W szczególny sposób jestem z waszymi pasterzami. Matczynym sercem miłuję ich i chronię, ponieważ oni prowadzą was do Raju, który obiecał wam mój Syn”.

2 stycznia 2012 r. Jak mówi Mirjana, Matka Boża jest stanowcza.
„Drogie dzieci!
[…] Proszę was, módlcie się za tych, których mój Syn wybrał. Nie sądźcie, bo wszyscy będziecie sądzeni”.

2 lutego 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] „Tylko dusza pokorna staje się rajem, ponieważ w niej jest mój Syn. Dziękuję wam!… Ponownie proszę was: módlcie się za tych, których mój Syn wybrał, to są wasi pasterze”.

2 marca 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] „Módlcie się za tych, których mój Syn wybrał, by zawsze mogli żyć przez Niego i w Nim, Najwyższym Kapłanie. Dziękuję wam”

2 kwietnia 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] „Nie zapomnijcie o swoich pasterzach. Módlcie się, by zawsze byli myślami z moim Synem, który ich powołał, aby dawali o Nim świadectwo. Dziękuję wam”.

2 maja 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] „Zaufajcie mi i adorujcie mojego Syna. Dzieci moje, nie możecie bez pasterzy. Niech każdego dnia będą w waszych modlitwach. Dziękuję wam”

2 czerwca 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] „Pragnę, byście wy, swoim przykładem, pomogli grzesznikom, by przejrzeli, byście wzbogacili ich ubogie dusze, i sprowadzili ich z powrotem w moje objęcia. Dlatego módlcie się, módlcie się, pośćcie i regularnie się spowiadajcie. Jeśli spożywanie mojego Syna [we Mszy świętej] jest centrum waszego życia, wtedy nie bójcie się, wszystko możecie. Ja jestem z wami. Każdego dnia modlę się za pasterzy i od was oczekuję tego samego, ponieważ,dzieci moje, bez ich prowadzenia i wzmocnienia przez błogosławieństwo, nic nie możecie. Dziękuję wam”.

2 lipca 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] Módlcie się, jak i ja, za swoich pasterzy. Ponownie was upominam: nie osądzajcie ich, ponieważ mój Syn ich wybrał. Dziękuję wam”.

2 lipca 2012 r.
„Drogie dzieci!
[…] „Módlcie się za tych, których mój Syn wybrał, by prowadzili was na drodze do zbawienia. Niech wasze usta będą zamknięte na każdy osąd. Dziękuję wam”.

Maryja prosi:
„Niech wasze usta będą zamknięte na każdy osąd

Opublikowano Wydarzenia | 24 komentarze

Maryjne Forum Charyzmatyczne w Szczecinie – transmisja online

 

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 21 komentarzy

Ks. Dominik Chmielewski – Maryja miażdżąca Lucyfera

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano | 7 komentarzy

Pan Jezus do Alicji Lenczewskiej: Staraj się zupełnie wykluczyć mówienie nieprawdy. Wiesz, kto jest ojcem kłamstwa

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Drodzy Czytelnicy naszej strony „wobroniewiary” 5 maja 2017 r. została odprawiona Msza Święta dziękczynna za dar ukrytego przed światem życia Alicji Lenczewskiej, którą Pan Jezus obdarował łaską miłości oblubieńczej, przyjmując ofiarę jej życia jak zadośćuczynienie za jej własne grzechy i grzechy całego świata. Pan Jezus, którego czciła w tytule Miłości Ukrzyżowanej, zalecił Alicji Lenczewskiej pod opieką kierownika duchowego utrwalić treści rozmów duchowych, które z Alicją prowadził, a także jej osobistych przemyśleń.

Konfesjonał, w który Alicja Lenczewska prowadziła rozmowy z kierownikiem duchowym

W 2016 r., zaledwie 4 lat po jej śmierci (zmarła 5 stycznia 2012 r.) drukiem wydano w Poznaniu w Wydawnictwie Agape dwie książki Świadectwo i Słowo Pouczenia. Ukazały się też artykuły przybliżające dzieje życia Alicji Lenczewskiej oraz wspomniane wyżej dzieła literackie min. w dzienniku Nasz Dziennik, w tygodniku Niedziela, w dwumiesięczniku Miłujcie się, w tygodniku Gość Niedzielny i w prasie świeckiej w Szczecinie. Również Redemptorysta Ojciec Tadeusz Rydzyk, Dyrektor Radia Maryja zaprosił do rozmowy na żywo na temat Alicji Lenczewskiej i jej dzieł duchowych Księży Chrystusowców z Poznania. Wiemy, że te niezwykle cenne książki są czytane przez Polaków żyjących poza granicami kraju, min. w Niemczech, we Włoszech czy w Stanach Zjednoczonych.

Lektura tych dzieł umacnia bogobojne dusze w wierze, motywuje do gorliwego życia sakramentalnego i modlitewnego, a stawiając wysokie wymaganie moralne nakłania do nawrócenia i uświęcenia życia zwykłego, szarego jakim najczęściej bywa codzienność katolików świeckich. Nasi Księża Biskupi i nasi Księża Duszpasterze też sięgają do tych dzieł, przypominając sobie min. o tym, jak ważne jest podejmowane przez naszych Księży kierownictwo duchowe w przypadku dusz wezwanych przez Pana Jezusa do wysokiego stopnia zjednoczenia z Trójcą Przenajświętszą. O jednym z naszych polskich Księży Arcybiskupów wiemy, że wgłębia się w treść tych książek każdego wieczora, przed zaśnięciem. Wiemy też, że coraz liczniej nasi Księża w głoszonych kazaniach, rekolekcjach, na parafialnych stronach internetowych odwołują się do przesłań zawartych w Świadectwie i Słowie Pouczenia.

Zwyczajem naszej strony „wobroniewiary” stało się przypominanie o Alicji Lenczewskiej 5. dnia każdego miesiąca, kiedy to Księża związani z nasza stroną informują o odprawieniu Mszy Świętej dziękczynnej, a my podajemy do przemyśleń fragmenty ze Świadectwa i Słów Pouczenia.
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Kościół pw. św. Jana Ewangelisty w Szczecinie

18 maja 1986 r. Alicja Lenczewska zapisał w swoim dzienniku duchowym:
– Skąd te myśli rano, Ojcze?
+ Dałem ci je, abyś poznała cząstkę Prawdy. (pogrubienie czcionki redakcja „wobroniewiary”)
– Zrozumiałam, że każdy człowiek potrzebny jest Panu Bogu, bo jest inny i w inny sposób uwielbia Pana Boga. Gdy odejdzie jest brak, wyrwa w Królestwie Pana Boga. Stworzył nas aktem Swojej woli i pragnie mieć nas wszystkich w Swoim Królestwie, aby była pełnia. W każdym jest cząstka Jego oddzielona życiem w ciele. Stąd tęsknota powrotu, konieczność powrotu i szczęście powrotu jako zaspokojenie wszystkiego i najwyższa radość. Stąd też tragizm i odejścia, buntu. Wszystko jest jednością, bo wszystko jest Jego cząstką i emanacją. (…)

(w: Alicja Lenczewska, Świadectwo Dziennik Duchowy, Wydawnictwo Agape, Poznań 2016, nr 81,; s. 83, N. 18 V 86, g.7)

27 lipca 1986 r. Pan Jezus polecił Alicji Lenczewskiej zapisać następujące słowa:
+ Największym zagrożeniem charyzmatyków, a także księży, jest pycha. To znaczy przypisywanie sobie Moich darów i chęć wywyższania się nad innych. Przy wielkich łaskach są też wielkie zagrożenia. Nie znaczy to, że trzeba hamować łaski i gasić ducha. A wręcz odwrotnie otoczyć troską i opieką grupy Odnowy. Włączać do Kościoła, by cały stawał się bardziej charyzmatyczny. (w: jw., nr 148, N. 27 VII 86, g. 19:30)

10 września 1986 r. Alicja Lenczewska opisała następujące zdarzenia:
– Przepraszam za te drobne kłamstwa w taksówce.
+ Pilnuj się. Jeśli nie chcesz dawać prawdziwych odpowiedzi na pytania czasem wścibskie – tak pokieruj rozmową, by ich nie było, lub nie odpowiadaj. Staraj się zupełnie wykluczyć mówienie nieprawdy. W drobnych i obojętnych sprawach też. Wiesz, kto jest ojcem kłamstwa. Nie pomagaj mu. w: jw., nr 210; śr. 10 IX 86, g. 23:30)

14 lipca 1989 r. Pan Jezus powiedział Alicji Lenczewskiej:
+ Trzeba w życiu kierować się wyłącznie dobrem duszy: twojej i bliźnich, i unikać wszystkiego co ma choćby pozór zła.
Badaj swoje intencje: czy o wygodę i przyjemność ci chodzi, czy o ubogacenie wewnętrzne innych ludzi. Pozory grzechu są grzechem.
(w: Alicja Lenczewska, Słowo Pouczenia, Wydawnictwo Agape, Poznań 2016, nr 4; pt. 14 VII 1989, g. 23; s. 31)

15 kwietnia 1990 r. Pan Jezus powiedział Alicji Lenczewskiej:
+ Bardziej okazuje się miłość i oddanie, gdy jest się z kimś w jego cierpieniu niż w jego radości. W jego klęsce niż w jego zwycięstwie. Widzisz: do zwycięzcy wielu się garnie, do przegrywającego tylko ten, kto prawdziwie kocha. (w: jw., nr 74; N. 15 IV 1990, G. 14:30)

27 września 1990 r. Pan Jezus pouczył Alicję Lenczewską słowami:
+ Trzeba, Moje dziecko, abyś nie tylko pilnowała swego języka, ale także swych myśli. Jest konieczne kierować swe myśli ku dobremu, ku życzliwości wypływającej z Mojej Miłości.

Jeśli tego nauczysz się i prosić będziesz o to, nie będzie problemu z pilnowaniem języka, by nie ranił innych, bo myśli wypełnione Moją miłością nie pozwolą na to.

Oddaj Mi swe myśli podczas porannej modlitwy i proś, aby wszystkie rodziły się we Mnie, by wypełniały twój umysł i twoje serce przez cały dzień.

Gdy pojawiają się pokusy i trudne sytuacje zanurzaj swój umysł i swoje serce we Mnie i proś o pokój w myślach i o miłość w sercu, aby nie było w tobie pustki i zła. Myśl o Mnie: o Mojej dobroci, mądrości, wszechmocy. Zanurzaj we Mnie swój umysł, aby przeniknęły go Moja mądrość i miłość.

Nie staraj się wszystkiego do końca zrozumieć i poznać. Staraj się natomiast wszystko przyjmować z pokojem, miłością i wdzięcznością, bo wszystko służy dobru: twojemu i innych. Jest darem dla ubogacenia twej duszy.
(w: jw., nr 88, czw. 27 IX 1990, g. 23:30)

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 31 komentarzy