Ks. Piotr Glas: Szatan jako zwodziciel i ojciec kłamstwa

Zło jest głośne i krzykliwe, szatan robi wszystko, aby stworzyć pozory, że jest wszechpotężny i ma całkowitą władzę nad ludźmi – przestrzega ks. Piotr Glas. – Zwycięstwo jednak jest po stronie Jezusa Chrystusa. Kto opowiada się po stronie złego, ten staje po stronie przegranego.
Rejestracja: ks. Sławomir Kostrzewa

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , , | 69 komentarzy

Polski aktor, który zagrał w „Pasji”, o historii swojego nawrócenia

Pił alkohol, stoczył się na dno, stał się bezdomnym. Trzy słowa wypowiedziane przez przypadkową osobę odmieniły jego życie. „Bóg Cię kocha” – usłyszał. Po nawróceniu zagrał w „Pasji” Mela Gibsona. Był oprawcą Chrystusa, a w programie opowiada o swojej burzliwej historii i o współpracy z Gibsonem.

Romuald Kłos w programie „Gość Dnia” w Salve TV opowiada między innymi o tym, czy wymodlił sobie rolę w „Pasji”.

Poniżej: wszystkie sceny z udziałem Romualda Kłosa w filmie „Pasja” Mela Gibsona, gdzie zagrał Rzymianina, kata Jezusa.

Źródło: Gość.pl

Opublikowano Świadectwa | Otagowano , , | 7 komentarzy

Świadectwo Magdy: synowi, uzależnionemu od gier i filmów pornograficznych posmarowałam komputer olejem Ojca Pio …

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Zachęcona licznymi świadectwami, komentarzami na temat oleju św. Ojca Pio, postanowiłam  nabyć ten olej z myślą o licznych chorobach i strapieniach fizycznych i duchowych. Lęki, nieprzespane noce, chory kręgosłup, stawy i sprawy kobiece i wiele innych dolegliwości. Na maila dostałam „instrukcję” używania tego oleju, w której przeczytałam, że można też i tym olejem posmarować komputer od spodu.

Wklejam instrukcję z maila, przyda się na pewno wielu osobom 🙂
„Instrukcja” jak stosować olej:
1) Już pisałam, można uczynić znak krzyża, posmarować chore miejsce a nawet spożywać. Modlić się przy tym sercem, można odmówić modlitwy do o. Matteo z obrazka, do św. O. Pio – np. Litanię, czy co serce dyktuje.
2) Oczywiście to oliwa z oliwek powiem też że wiele osób dręczonych między jedną a drugą wizytą u egzorcysty ma codziennie pic po łyżeczce oleju egzorcyzmowanego
3) Ktoś pisze:  Posmarowałam w piątek chore miejsca olejem, a wczoraj jelita mi szalały i dostałam biegunkę. Jednak objawy były troszkę inne niż przy zatruciu, bo obyło się bez tabletek. Słyszałam, że osoby opętane po wypiciu oleju pluły różnymi przedmiotami, były wymioty i inne takie różne rzeczy się działy…Ja miałam znowu taką sytuację. Czy dopatrywać się tutaj interwencji Boga czy jednak to było zwykłe zatrucie pokarmowe?
4) Oleju używamy na wszelkie możliwe sposoby:
1) czynimy nim znak krzyża na czole – swoim i bliskich
2) smarujemy obolałe miejsce (ja nawet watkę moczyłam i w ucho córci włożyłam)
3) przy grypie posmarowałam sobie skronie
4) można dziecku posmarować komp od spodu
5) drzwi można posmarować lekko, ja uczyniłam kilka razy znak krzyża na trumnie taty w dniu jego pogrzebu
6) można wziąć kroplę do ust, dodać do sałatki
Jest wiele sposobów – nie ma specjalnej modlitwy, modlisz się sercem i prosisz o wstawiennictwo i o to, czego pragniesz (zdrowia, uwolnienia, nawrócenia, zbawienia…)

Mam syna, już dorosłego, ale jeszcze chodzi do szkoły, uczy się i mieszka z nami. Szczerze mówiąc to raczej nie mieszka, tylko wegetuje. Całe dnie albo z kolegami, albo w pokoju na komputerze, nieraz było czuć piwo i papierosy. Komputer to był cały jego świat. Filmy i gry, i to te z najgorszego gatunku, pornograficzne i horrory. Nic nie docierało, żadne tłumaczenia, prośby i groźby. Po odgłosach z pokoju słychać było, jakie filmy ogląda, bo nieraz w zapomnieniu zapomniał i głos ściszyć. Czuł się zbyt pewny i był bardzo arogancki.
Napisałam prośbę o olej i po jego otrzymaniu postanowiłam zadziałać tak jak jest w „instrukcji”. Wzięłam odrobinę oleju i posmarowałam sobie chore miejsca a potem komputer od spodu, dosłownie przeciągnęłam palcem po obudowie od dołu.

olej-i-padre-matteo
Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Komputer padł. Dosłownie!
Programy przestały działać, syn siedział kilka dni, majstrował, wgrywał, przegrywał i nic. Był mocno podenerwowany, musi teraz uzbierać na nowy, bo tego nie da się naprawić. Brak komputera wygonił go z pokoju, od kilku dni zaczął spotykać się z koleżanką, pokój wreszcie posprzątał i nie czuję do niego alkoholu, za to więcej perfum i słyszę jakby mniej podniesionego głosu i wulgaryzmów. Myślę jeszcze, jak dorwać jego telefon komórkowy 😉

Wierzę mocno w działanie Świętego Ojca Pio w moim życiu. W intencji syna odmawiam tajemnicę Różańca Świętego „Przemienienie na Górze tabor” wierząc w jego przemianę.  Odkrywam też Ojca Matteo, czytam o nim, obejrzałam film. I widzę, że ma dużo wspólnego z Ojcem Pio, nawet mieszkali w tym samym klasztorze i obydwaj walczą z diabłami.

Święty Ojcze Pio, dziękuję za opiekę nad nami i proszę o dalszą opiekę nad całą moją rodziną, o zdrowie, pokój, pojednanie i nawrócenia licznych moich bliskich i krewnych.

******

Informacja dla osób zainteresowanych olejem św. Padre Pio i obrazkami z Padre Matteo da Agnone: Na dzień dzisiejszy nie mam ani jednego obrazka ani oleju (swój obrazek też komuś oddałam) 10 osób czeka na wysyłkę, a ja dla tych osób dostanę olej dopiero w poniedziałek.
Pozostali chętni muszą poczekać i mogą składać zamówienie dopiero od 25-26 stycznia, a ja będę wysyłać po 2 lutego.
31 stycznia – ostatniego dnia miesiąca, zostanie odprawiona w naszych intencjach Msza św. za wstawiennictwem Padre Matteo i ja następnie otrzymam pobłogosławiony olej i obrazki.

Opublikowano Aktualności, Świadectwa | Otagowano , , , | 66 komentarzy

Nawrót pogaństwa, czyli znachorzy wśród nas – o wiejskich szeptuchach i ludzkiej naiwności

O wiejskich szeptuchach i ludzkiej naiwności:
Szczęść Boże, bardzo bym prosiła o odpowiedź na pytanie, czy moc szeptuch pochodzi od szatana? Jest to dla mnie bardzo ważne, ponieważ wiele osób z mojej rodziny jeździło i jeździ do takiej „znachorki”. Wierzą w to, że jej „modlitwa” pomaga. Twierdzą, że dzięki niej odzyskali zdrowie, np. moja babcia miała zdiagnozowaną torbiel, a po wizycie u szeptuchy okazało się, że torbiel zniknęła. Lekarze byli bardzo zdziwieni. Babcia jest osobą wierzącą i żyje w przekonaniu o tym, że „znachorka” jej pomogła. Ja również kilkakrotnie byłam u tej kobiety. Jako dziecko wierzyłam w to, że ona się modli i że nie robi niczego złego – po prostu ma dobry kontakt z Panem Bogiem, a On wysłuchuje jej próśb. Ale teraz zaczęłam się zastanawiać, czy to aby na pewno jest dobre? Ta kobieta ma w domu wiele świętych obrazów. Zawsze modli się przed wizerunkiem Matki Boskiej, tylko że daje też np. zawiniętą w papierek gorczycę z poleceniem, by zakasłać i wyrzucić zawiniątko na skrzyżowaniu… A to chyba są już czary?! Jeszcze raz bardzo proszę o odpowiedź. Z Panem Bogiem! Monika

Listów o podobnej treści otrzymałem w ostatnim czasie co najmniej kilka. Schemat zwykle jest bliźniaczo podobny: istnieje gdzieś jakaś szeptucha, która modli się nad chorymi, leczy, pomaga, odwołuje się do Pana Boga, ale…Zawsze jest to „ale”. Trzeba zrobić jeszcze coś „extra”. I tak np. każe o określonej godzinie wykonać magiczny gest, wypowiedzieć słowa, czy – jak pisze Monika – zawinąć w papierek gorczycę, zakasłać i wyrzucić na skrzyżowaniu. „Coś” w tym jest? Paradoksalne jest to, że wedle wszelkiej miary prawdopodobieństwa te i im podobne praktyki w pierwszej dekadzie jaśnie oświeconego XXI w. powinny być co najwyżej przedmiotem politowania bądź żartów. Okazuje się, że nie! Wręcz przeciwnie. Istnieje wcale niemała grupa ludzi, którzy święcie wierzą, że np. krew koguta zmieszana z popiołem żaby mogą decydować o czyimś zdrowiu lub szczęściu; że można przepowiedzieć przyszłość, patrząc na wewnętrzną stronę dłoni. Albo że układ gwiazd przy narodzeniu określa całe życie człowieka. Wahadełka, bioenergoterapia, leczenie kolorami, kursy reiki itd. – to tylko przykłady odmian współczesnego okultyzmu. Problem staje się jeszcze bardziej bolesny, gdy okaże się, że spora grupa chrześcijan nie widzi sprzeczności pomiędzy praktykowaniem wiary a regularnymi wizytami u wróżki, kartami tarota czy szeptuchyzasięganiem rady u szeptuchy. Mamy do czynienia z nawrotem pogaństwa, które w sytuacji, gdy chrześcijaństwo w wielu przypadkach jedynie siłą inercji wypełnia przestrzeń publiczną (mówił o tym Benedykt XVI podczas swojej ostatniej wizyty w Niemczech), coraz mocniej się rozzuchwala. Gdy rozmawiam o tym z ludźmi, zwykle tłumaczą się: „No wie ksiądz, ja nie wierzę w te gusła, ale (ALE!) coś w tym jest”. Co? – pytam. Nie potrafią odpowiedzieć… Mamy więc do czynienia z dziwaczną hybrydą, która nie wytrzymuje próby logicznego osądu. Ale logika, jak się okazuje, nie jest naszą mocną stroną. A szkoda. Uchroniłoby to nas od wielu tragedii, także duchowych. Tyle tytułem wstępu. Pogaństwo atakuje Sceptykom, kwalifikującym wyżej wymienione praktyki (o których m.in. pisze Monika) do zbioru żartów czy niewinnej zabawy, odpowiem, że gdyby ludzie nie byli przekonani, iż wróżka przepowie im przyszłość, pomoże wybrać męża czy trafić „6” w totolotka, a szeptucha uzdrowić, nie płaciliby grubych pieniędzy za wizytę czy poradę. Tym samym wpadają w sprytnie zastawioną pułapkę. Pozór dobra (zdrowie, pomyślność) działa jak lep albo wonna trutka, wabiąca ku sobie niepomne niebezpieczeństwa ofiary. Nie wiem, na ile osoby posługujące się różnymi „darami” są świadome ich pochodzenia. I na ile wiedzą, że jest to igranie z rzeczywistością, która choć nie dana poznawczo wprost, to jednak na kartach Biblii i w nauczaniu Kościoła jawi się jako siła wroga człowiekowi? Lech Dokowicz, który przez wiele lat był operatorem kamery obsługującym wielkie imprezy techno, opowiada o spotkaniu z ludźmi posiadającymi potężną władzę i nieograniczone środki, świadomie pozostającymi na usługach szatana (świadectwo jest dostępne w internecie w formacie mp3, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwisko). Stwierdza wprost: człowiekiem, który otworzył Polskę na okultyzm, był Harris. Na początku lat 80 ubiegłego wieku zapraszano go nawet do kościołów, gdzie „uzdrawiał”. Skutki tego wielu ludzi ponosi do dziś…Niektórzy mówią: „To niesprawiedliwe. Ja przecież nie wiedziałem, nie byłem świadom!”. Błąd logiczny. Akurat złemu duchowi najmniej zależy na tym, czy coś jest sprawiedliwe, czy niesprawiedliwe. Jest ojcem kłamstwa i posługuje się nim ze szczególną perfidią. Jest cierpliwy, inteligentny i działa „długodystansowo”. Nie zawsze skutek „zakażenia” okultyzmem musi przyjść od razu. Może minąć wiele lat, otwarcie na zło przypomina małą kroplę, która cierpliwie pada na skałę, drążąc ją i – w konsekwencji – powodując całkowitą erozję. Nasza naiwność sprawia, że niepomni niebezpieczeństw pakujemy się w rzeczywistość, która nas wcześniej czy później zniszczy. Świadectwo Jako odpowiedź na dylemat Moniki pozwolę sobie przytoczyć świadectwo młodej kobiety. Końcówka tego wyznania szokuje. I jest przestrogą dla tych, którzy w wizytach u wróżek i szeptuch nie widzą niczego złego.
Oddaję głos Annie.

„Odkąd pamiętam moje życie było niekończącym się pasmem porażek. Nawet lata dzieciństwa naznaczone były wydarzeniami, o których dziś wolę nie myśleć. Szkoła, wejście w dorosłe życie, rodzice, którzy się rozstali, alkohol, eksperymenty z narkotykami i inne wydarzenia sprawiały, że jakaś bliżej nieokreślona ciemność wsysała mnie w siebie. Coś było nie tak – czułam to! Ale ponieważ zagubiłam po drodze Pana Boga, gardziłam Kościołem, księżmi, nie miałam siły, aby stawiać jakiekolwiek pytania. Tonęłam, choć wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam. Życie zamieniło się w pasmo cierpienia […] Momentem przełomowym stało się poznanie najpierw na czacie internetowym, a potem w realu nowych ludzi. Okazało się, że namierzyli mnie sataniści. Prawdziwi, bardzo groźni i bezwzględni. Przez internet docierali do takich jak ja: zagubionych i wypranych z zasad. Kiedyś jeden z nich wypowiedział słowa, na które wtedy jeszcze nie zwróciłam uwagi: „Czekaliśmy na ciebie. Wiedzieliśmy, że przyjdziesz”. Na początku było super, zaczęłam brnąć w rzeczywistość, która wciągnęła mnie bez reszty […]. To trwało kilka lat. Kiedy chciałam odejść, zaczęło się… Pojawiły się szantaże, straszenie, ale najgorsze było co innego: nocne dręczenia, spadające przedmioty w domu, przeraźliwy chłód i fetor jakby rozkładającego się mięsa, moje zachowanie (np. budziłam się rano na kuchennej posadzce, trzymając w ręku porwany różaniec), utraty świadomości itd. Gdy wzięłam do ręki Pismo Święte, na dłoniach pojawiały się bąble jak po oparzeniu. Nie mogłam wejść do kościoła. Co dziwne, moje sny zawsze działy się w kontekście konkretnego pomieszczenia – do tego stopnia, że, nie widząc go nigdy wcześniej, mogłabym opisać je ze szczegółami […]. Znalazłam w sobie jeszcze na tyle odwagi, że gdy w naszej parafii i pojawił się ksiądz, którego znałam ze szkoły podstawowej, poprosiłam go o pomoc. Zgodził się. Kiedy próbowałam przygotować się do spowiedzi, opisane wyżej zjawiska nasiliły się. Było strasznie. Świadkiem tych wydarzeń był mój mąż, były dzieci. Agresywnie reagowałam na świętość. Ks. Piotr zaproponował, abym udała się do egzorcysty. Tak się stało. […] Zły robił, co mógł, aby mi w tym przeszkodzić. Ale mu się nie udało. Dziś mija już trzeci rok od momentu, gdy zaczęła się moja droga powrotu do Pana Boga. Jestem szczęśliwą osobą, matką, żoną. Moja dusza jeszcze nie jest do końca uleczona, ale wiem, dokąd iść. Pojednałam się z ojcem, który w przeszłości nas opuścił. Pewnego dnia opowiedział mi historię, która mnie zmroziła. Otóż moja mama, zanim mnie urodziła, kilka razy poroniła. Ktoś poradził jej, aby udała się do wiejskiej szeptuchy. Po kilku wizytach (ojciec nie pamięta już dziś, co się podczas nich działo, ale były jakieś modlitwy, słowa, zaklęcia) mama zaszła w ciążę. Potem przyszłam na świat ja. Gdy się o tym dowiedziałam (w sierpniu tego roku), poprosiłam ojca, aby zawiózł mnie do tej kobiety. Pojechaliśmy. Dom, choć na pół zawalony, jeszcze stał. Kobieta, jak się okazało, dawno zmarła. Kiedy podeszliśmy do zabudowań i gdy spojrzałam do wnętrza przez wybite okna, nogi się pode mną ugięły… Było to pomieszczenie, które wielokrotnie widziałam w nocnych dręczeniach! Znałam każdy szczegół, choć nigdy wcześniej tam nie byłam! […] Dziś, kiedy łączę fakty, analizuję swoje życie, jestem pewna, że wizyta mojej mamy u tej kobiety rzuciła mnie w ramiona ciemnych mocy. One ciągle były gdzieś blisko mnie. Przypomniałam sobie słowa, które swego czasu wypowiedział jeden ze wspomnianych wyżej ludzi: „Zostałaś przeznaczona mojemu panu. Należysz do niego”. Mówił o szatanie. Ja na początku się śmiałam, dopiero potem poznałam wagę tych słów […]”.

To fragment świadectwa Anny. Przytaczam je – za jej zgodą – jako przestrogę dla tych, którzy lekkomyślnie pakują się w sidła złego ducha. Szatan jest inteligentny. Być może wizyty u szeptuchy mogą mieć skutek w postaci uleczenia z choroby. Nie wykluczam tego. Ale za jaką cenę?… To nie są żarty. Tu chodzi nie tylko o teraźniejszość, ale też o wieczność. A może przede wszystkim o nią.
KS. PAWEŁ SIEDLANOWSKI
Za: http://www.opoka.org.pl

Opublikowano Zagrożenia duchowe, Świadectwa | Otagowano , , , , | 22 komentarzy

Ikona Świętego Michała Archanioła – Bieszczadzka Pracownia Ikon Krzyża Świętego

Pracownia ikon Doroty:

sw-michal

W Sanoku – mieście leżącym w południowo-wschodniej Polsce, w którym od wieków współistnieje sztuka chrześcijaństwa wschodniego i zachodniego, mieści się Pracownia Ikon Krzyża Świętego. Jest to miejsce szczególne – miejsce, w którym od piętnastu lat powstają ikony pisane zgodnie z kanonem ikonograficznym, Ewangelią i Tradycją potwierdzoną przez Ojców Kościoła.

W bogatej kolekcji ikon szczególne miejsce znajduje ikona Archanioła Michała – patrona miasta Sanoka i wszystkich wzywających o pomoc w walce przeciwko złu. Archanioł Michał przedstawiony jest na ikonie jako strażnik i wojownik Królestwa Niebieskiego – broni przed siłami szatana, a jego zawołaniem jest „Któż jak Bóg!”. Pokazany jest on jako świetlisty Wódz Niebiańskiej Armii, walczącej w imię sprawiedliwości. To ten, który jest we wszystkim posłuszny Bogu – stąd opaska na włosach odsłaniająca ucho. W prawej ręce trzyma miecz, w lewej sferę z monogramem Chrystusa.

Wszystkie ikony pisane są jedną z najstarszych technik malarskich – tempery żółtkowej. Powstają z pasją, która w połączeniu z modlitwą podczas pracy nad ikoną sprawia, że ikony nie są jedynie pięknym obrazem, lecz cudownym odbiciem Pierwowzoru.

Ps. Jeśli ktoś byłby zainteresowany – odsyłam do strony http://www.dorotafilip.pl/

Dlaczego o tym piszę? Dorota to moja koleżanka, również pomagająca osobom zniewolonym asystująca u księdza egzorcysty,  podczas jednego z czuwań I-sobotnich z ojcem Józefem Witko  w Jarosławiu, podarowała mi przepiękną ikonę św. Michała Archanioła – oto ona 🙂

moja-ikona

Opublikowano Aktualności, Nowenna | Otagowano , | 35 komentarzy

Ks. Dariusz Kowalczyk: Film „Pucz” trzeba obejrzeć!

Film „Pucz” trzeba obejrzeć. Niech obejrzą go szczególnie ci, którzy powtarzają, że obydwie skłócone strony są siebie warte. Nie! Tu nie ma żadnej symetrii. Z jednej strony są spokojni ludzie, którzy wygrali wybory i chcą rządzić zgodnie z demokratycznymi procedurami, a z drugiej agresywni pieniacze, którzy biegają jak na haju w Sejmie i pod Sejmem szukając awantury, prowokując, wyzywając, kłamiąc, manipulując, by polała się krew… To nie jest już tylko spór polityczny. To spór cywilizacyjny i moralny.
Za: Ks. Dariusz Kowalczyk na fb.

Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , | 75 komentarzy

Św. Jan Maria Vianney o grzechu obmowy: ciągle grzebiecie w sumieniach innych ludzi, a własne zarastają chwastami

Obmawiać znaczy tyle, co ujawniać wady i błędy bliźniego w celu szkodzenia jego opinii. Grzech ten można popełnić w rozmaity sposób.

1. Dopuszcza się obmowy ten, kto bliźniemu zarzuca coś niesprawiedliwie, albo przypisuje mu wadę, której ten nie posiada. Ten rodzaj obmowy nazywamy oszczerstwem. Bo musicie wiedzieć, że obmowę od oszczerstwa dzieli nieraz tylko mały krok, odległość między nimi jest niewielka. Bo ludzie, kiedy usłyszą o bliźnim coś złego, wyolbrzymiają to, a gdy rzecz przejdzie przez języki kilku osób, nie jest już tym samym – i ten, kto ją pierwszy opowiedział, nie rozpoznałby jej, tyle porobiono w niej zmian i dodatków. […]

Jan_Maria_Vianney_-_cytat
2. Dalej. Obmowy dopuszcza się ten, kto wyolbrzymia zło, jakiego dopuścił się bliźni. Bliźniemu powinęła się noga, a wy, zamiast okryć jego upadek płaszczem miłości, wyolbrzymiacie jeszcze w opowiadaniu jego rozmiary. Pracownik odpocznie sobie chwilę, a wy zaraz mówicie, że to nicpoń, leń, który okrada swojego chlebodawcę. Zdarzy się, że ktoś uszczknie kilka winogron na polu albo owoców w sadzie – czego naturalnie nie powinien robić – a wy zaraz opowiadacie o tym ludziom: że to złodziej, przed którym należy się mieć na baczności. Pięknie mówi na ten temat św. Franciszek Salezy: Nie wolno głosić, że ten czy ów jest pijakiem albo złodziejem, tylko dlatego, że go widzieliście raz pijanego albo wyciągającego rękę po cudzą własność. Noe i Lot upili się przypadkowo jeden raz; a przecież ani jeden, ani drugi nie był pijakiem. Św. Piotr nie był bluźniercą, choć jeden raz zaparł się Chrystusa. A więc osoba, która dopuściła się występku jeden raz – a choćby i kilka razy – nie może uchodzić za nałogowca. Szymon Trędowaty, widząc Chrystusa Pana i płaczącą Magdalenę, mówił: Gdyby ten człowiek był prorokiem, wiedziałby, że ta niewiasta jest grzesznicą. I bardzo się pomylił tak twierdząc, bo Magdalena nie była już grzesznicą, ale świętą pokutnicą, która otrzymała przebaczenie grzechów. Pyszny faryzeusz przechwalał się głośno w świątyni swoimi dobrymi uczynkami, dziękując Bogu, że nie jest cudzołożnikiem, człowiekiem niesprawiedliwym ani złodziejem, jako i ten celnik. – Ale pomylił się, bo w tej chwili celnik był już usprawiedliwiony. Miłosierdzie Boże jest tak wielkie, że w jednej chwili przebacza pokutującym najcięższe grzechy i dlatego nie możemy twierdzić, że ten, kto wczoraj był grzesznikiem, jest nim także i dzisiaj.

3. Popełnia też obmowę ten, kto bez dostatecznego powodu wyjawia ukryty błąd albo winę bliźniego. Kto postępuje w ten sposób, wykracza przeciwko cnocie miłości, którą Bóg tak gorąco zaleca. Zresztą zdrowy rozum mówi, że tego, co nam nie jest miłe, nie powinniśmy robić bliźniemu. Czy byłoby nam przyjemnie, gdyby ktoś mówił ludziom o naszych ukrytych błędach? Dobre imię jest cenniejsze niż majątek, a to imię ginie, jeżeli ujawniamy ukryte błędy jednostek lub rodzin.

4. Obmową jest, kiedy ktoś tłumaczy sobie na niekorzyść uczynki bliźniego. Są ludzie, którzy niby pająki najlepszą rzecz zamieniają w truciznę. Biedny jest człowiek, który dostanie się na języki obmawiających, bo jest jak ziarno, które wpadło pod koło młyńskie: zostanie zmiażdżony i poszarpany w kawałki. Ludzie złośliwi przypisują nam nieraz najgorsze zamiary, które nigdy nie postały nam w głowie. Jeśli modlimy się pobożnie i spełniamy obowiązki naszej świętej wiary, często nazywają nas obłudnikami i mówią, że jesteśmy aniołami w kościele, a diabłami w domu. Kiedy spełniamy dobre uczynki, myślą sobie, że kierujemy się pychą, że chcemy, żeby nas widziano i chwalono. Usuwanie się od świata nazywają dziwactwem, słabością i ciemnotą umysłu, oszczędność – skąpstwem. […]

5. Nieraz można popełnić obmowę nawet milczeniem. Chwalą w waszej obecności jakąś osobę, którą znacie. Wy nic na to nie mówicie albo chwalicie ją oszczędnie. Z waszego milczenia ludzie wyciągają wniosek, że wiecie o niej coś złego. Czasem dopuszczamy się obmowy nawet przez współczucie. „Szkoda – mówi ktoś na przykład – że ta osoba dała się uwieść. Nie chce mi się w to wierzyć.” Św. Franciszek nazywa taką obmowę zatrutą strzałą, którą ktoś zanurza w oliwie, żeby tym gładziej raniła. Kto uśmiecha się znacząco, potrząsa głową, kto mówi „ale”, ten nieraz także bardzo szkodzi dobremu imieniu bliźniego.

Najbardziej przykra w skutkach jest obmowa wtedy, kiedy ktoś donosi drugiemu o tym, co o nim mówił kto inny. Stąd bowiem biorą początek nienawiść, zemsta, gniew, który trwa nieraz aż do śmierci. Dlatego Duch Święty umieszcza takie doniesienia wśród siedmiu rzeczy, którymi brzydzi się Bóg. […]

Z grzechów obmowy trzeba się dokładnie wyspowiadać i powiedzieć, czy mówiliśmy o bliźnim źle z lekkomyślności, czy z nienawiści lub zemsty? Czy chcieliśmy przez to zaszkodzić czyjemuś dobremu imieniu? Kogo obmawialiśmy: czy przełożonego, czy osobę równą stanowiskiem, czy duchownego, czy świeckiego? Wobec ilu osób miała miejsce obmowa?

Źródło:
Św. Jan Maria Vianney, Kazania proboszcza z Ars, VIATOR, Warszawa 1999


Opublikowano Wydarzenia | Otagowano , | 28 komentarzy

Ks. prof. Tadeusz Guz – Jeden jest Pan. Jak żyć Aktem Poświęcenia Polski Chrystusowi?

Homilia ks. profesora Tadeusza Guza wygłoszona w Jarosławiu, podczas której mówi on m.in. o próbie, na jaką wystawiona jest wiara wielu katolików w Polsce z powodu obchodów rocznicy reformacji. Ksiądz profesor porusza także problem herezji protestanckich i zachęca wszystkich do współpracy z sakramentalną łaską Chrystusa Króla obecnego w Najświętszym Sakramencie.

W niedzielę, 8 stycznia 2017 r., w święto Chrztu Pańskiego, ks. prof. Tadeusz Guz odwiedził Jarosław na Podkarpaciu. Po uroczystej Mszy św. kapłan spotkał się z mieszkańcami tego miasta w Miejskim Ośrodku Kultury, gdzie wygłosił prelekcję pt. „Jak żyć Aktem Poświęcenia Polski Chrystusowi jako Królowi w przestrzeni Kościoła świętego, Narodu, Ojczyzny i Rzeczypospolitej Polskiej jako państwa”

Opublikowano Aktualności | Otagowano | 21 komentarzy

Zakonnik napadnięty przed Jasnogórskim Sanktuarium przez człowieka będącego pod wpływem środków odurzających

Zakonnik napadnięty przed Jasnogórskim Sanktuarium

Ks. Jarosław Cielecki znajduje się dziś w Częstochowie, gdzie odprawił Mszę św. Kiedy wyszedł przed Sanktuarium na dziedzińcu przed wejściem do Bazyliki, zobaczył grupę młodych ludzi, którzy trzymali jakiegoś mężczyznę. Okazało się, że człowiek ten kilka minut wcześniej rzucił się na zakonnika – o. Jana Tyburczy, dusił go i ciągnął po ziemi. Zastosował chwyt zwany klamrą, z którego duchowny nie mógł się uwolnić.

Ks. Jarosław podszedł do o. Jana, zapytał jak się czuje – zakonnik odpowiedział, że nie za dobrze. W pewnym momencie gdy napastnik go dusił, zobaczył już tylko ciemność i myślał, że to koniec. Mężczyzną, który zaatakował zakonnika zajęły się służby porządkowe Sanktuarium. Na miejsce przyjechała karetka pogotowia i policja. Okazało się, że napastnik był pod wpływem środków odurzających.

Ks. Jarosław zapewnił ks. Jana, że Domy Modlitwy św. o. Charbela obejmą go modlitwą.

Bardzo proszę o modlitwę za ks. Jana i za tego, który go zaatakował – mówi ks. Jarosław.
14.01.2017

Za: http://padrejarek.pl/zakonnik-napadniety-na-jasnej-gorze/

Opublikowano Aktualności | Otagowano , , , | 25 komentarzy

Nowe, nieznane cuda Świętego Ojca Pio: modlitwa przyjaciół ratuje mężczyźnie wzrok, nawrócenie 6-krotnej aborcjonistki i inne

Wiele lat wcześniej, kiedy urodzony jako Francesco Forgione przyszły święty miał dopiero trzydzieści pięć lat i od kilkunastu lat pracował już jako kapłan, inny Papież, Benedykt XV, miał o nim powiedzieć: „Ojciec Pio to człowiek o naprawdę wielkiej duszy, to jedna z tych niezwykłych osób, które Bóg zsyła nam od czasu do czasu na ziemię, aby nawracać ludzi”.

Sylwetkę Świętego Pio znakomicie przybliża książka pt. “Padre Pio. I miracoli sconosciuti del santo con le stigmate” („Ojciec Pio. Nieznane cuda świętego ze stygmatami”), opublikowana nakładem wydawnictwa The Fountain of Siloam. Jej autor, hiszpański dziennikarz i pisarz José María Zavala, nie tylko ciekawie opisuje fakty z życia świętego zakonnika, ale dodatkowo przytacza bardzo dużą liczbę świadectw dotyczących nowych, nieznanych wcześniej nawróceń, cudów i łask, jakich doznały za wstawiennictwem włoskiego kapucyna osoby będące w różnym wieku, pochodzące z różnych stron świata. Wszystkie te spisane ręką autora jakże szczere i wzruszające historie znakomicie ilustrują po latach prawdziwie proroczy charakter słów Świętego Pio, który powiedział kiedyś: „większym uznaniem cieszyć się będę po śmierci, aniżeli za życia”.

Nie ulega bowiem wątpliwości, że dziś, ponad czterdzieści lat po swej śmierci, Ojciec Pio jest bardziej niż kiedykolwiek obecny w duchowym życiu ogromnej liczby wiernych nie bez powodu darzących go czcią i uwielbieniem. I to zarówno tych, którzy mieli okazję poznać go osobiście lub za sprawą współczesnych mu przekazów, jak i tych, którzy w kluczowych momentach swego życia mieli szczęście, za sprawą Opatrzności, spotkać go na swej drodze i otrzymać od niego niezwykłe dary, kiedy on sam był już w Raju.

Spośród wielu świadectw odnoszących się do cudów, które zostały w książce przytoczone w pierwszej osobie, a więc opowiedziane słowami samych wiernych, którzy bezpośrednio doświadczyli na sobie ich dobrodziejstwa, zamieszczamy poniżej kilka szczególnie wymownych przykładów dla zilustrowania niezwykłej różnorodności sytuacji życiowych, w jakich znajdowały się osoby cierpiące, ocalone dzięki wstawiennictwu Świętego Ojca Pio, wymodlonemu żarliwymi prośbami i głęboką wiarą.

Modlitwa przyjaciół ratuje mężczyźnie wzrok

„Dla kogoś, kto, jak ja, jest radiologiem, oczy są głównym narzędziem pracy”. Po przejściu niezliczonych terapii i zabiegów, „(…) w 2000 roku, po tym jak przypadkowo zdiagnozowano u mnie podwyższone ciśnienie wewnątrzgałkowe, stanąłem twarzą w twarz ze śmiercią. (…) W kwietniu 2010 roku, sytuacja pogorszyła się: ciśnienie w lewym oku wzrosło do 20-22, i to pomimo że przez cały czas pozostawałem pod ścisłą opieką medyczną. W tej sytuacji, ryzyko konieczności poddania się przeze mnie operacji chirurgicznej jedynego „zdrowego” oka było bardzo wysokie.

PioKilka dni później, zaprosiłem na obiad jednego z moich bliskich przyjaciół. Wiedziałem, że modlił się za mnie od chwili, gdy dowiedział się o moich poważnych problemach z oczami. Kiedy po obiedzie piliśmy kawę, wyciągnął z portfela i wręczył mi obrazek Świętego Ojca Pio wraz z malutką relikwią pochodzącą z jego habitu. Nigdy wcześniej nie słyszałem o tym mnichu. „Masz, módl się do niego pełen wiary, a on Cię uzdrowi” – powiedział przyjaciel przekazując mi przyniesiony przez siebie drobiazg mający mnie chronić.

Zaniepokojony realną groźbą dalszego pogarszania się mojego stanu zdrowia, jeszcze tej samej nocy zacząłem odmawiać nowennę. Po kilku dniach przyjaciel zostawił mi na skrzynce głosowej mojego telefonu komórkowego krótką wiadomość: „Przyłóż relikwię do chorego oka”. I tym razem go posłuchałem. No i pamiętam, jak ogromne było zdziwienie badających mnie kilka dni później mnie lekarzy, kiedy analizując wyniki stwierdzili, że ciśnienie w oku spadło do 10! I moją ogromną ulgę, gdy dowiedziałem się, że operacja jednak nie będzie konieczna.

Oczywiście, aby całkowicie wykluczyć ryzyko błędnej diagnozy, lekarze specjaliści poddali mnie następnie całemu szeregowi dodatkowych badań, których wyniki potwierdziły na szczęście w całości moje cudowne uzdrowienie. A muszę przy tym zaznaczyć, że wcześniej ani hiszpańscy, ani amerykańscy lekarze, do których udałem się po ratunek nie mając już praktycznie większej nadziei na poprawę, nie byli w stanie w żaden sposób doprowadzić do zmniejszenia występującego w moim przypadku nadciśnienia wewnątrzgałkowego. Kiedy opowiedziałem mojemu przyjacielowi o tym niezwykłym wydarzeniu, powiedział mi, że on, jego żona oraz ich dwoje dzieci każdej nocy odmawiali nowennę do Ojca Pio w intencji mojego uzdrowienia.”

Anorektyczka, uzależniona od alkoholu i narkotyków,
która sześć razy przerwała ciążę

„To, co chciałabym opowiedzieć to nie historia jednego, wielkiego cudu, ale świadectwo wielu malutkich cudów, których Ojciec Pio dokonał w moim sercu. (…) Dorastałam przepełniona arogancją, w poczuciu pewności, że zawsze mogę otrzymać, to czego chcę. (…) I wszystko to, co miałam, osiągałam kosztem deptania ludzkiej godności. Moje życie seksualne było jednym wielkim bałaganem. Sześć razy przerywałam ciążę. Za każdym razem moje serce odmawiało Bogu przyjęcia tego ogromnego daru, jakim jest dziecko. (…)

W końcu zaczęłam czuć obrzydzenie do samej siebie. Zaczęłam się nienawidzić, pogrążając się pomału, ale coraz głębiej w ciemnej otchłani narkotyków i alkoholu. (…) Schudłam do tego stopnia, że mój terapeuta zdiagnozował u mnie anoreksję. (…) Kilka lat później, po nieudanym i zakończonym rozwodem małżeństwie z amerykańskim impresario, który był starszy ode mnie o dwadzieścia lat, pojechałam do Dallas, aby w domu moich rodziców starać się jakoś pozbierać, jakoś dojść do siebie. Gdy przyjechałam, wyglądałam jak nieboszczyk.

Opatrzność Boża sprawiła, że moja matka w międzyczasie zaprzyjaźniła się z pewnym filipińskim kapłanem. (…) Ponieważ nie miałam nic do roboty, pewnego dnia przyjęłam zaproszenie do wzięcia udziału w mszy, która miała być odprawiana w domu jednego lekarza. Celebransem w trakcie tej mszy był Ojciec Santos Mendoza, który niedługo potem zaoferował mi swoją gotowość do wyspowiadania mnie w znajdującym się niedaleko, niewielkim mieszkaniu. Stanąwszy w progu, w pierwszej chwili ogarnęło mnie zwątpienie,  czy to wszystko ma sens, bo od mojej poprzedniej spowiedzi minęło piętnaście lat. W końcu jednak przemogłam się i weszłam do środka.

Pamiętam, że gdy po zakończonej spowiedzi, Ojciec Santos Mendoza uśmiechając się zażartował, że jestem prawdziwą „grubą rybą”, która właśnie wpadła prosto w ręce Pana Boga, odczułam dziwną i zarazem przyjemną ulgę. Jakiś czas później, już po jego śmierci, dowiedziałam się, że Ojciec Santos był egzorcystą i że w trakcie spowiedzi czytał w duszy otwierającego sobie drogę do pokuty grzesznika. Sama też zresztą tego doświadczyłam.

To właśnie dzięki niemu, odkryłam Ojca Pio. (…) Ojciec Pio, ręką Świętego Ignacego Loyoli, obdarował mnie wielką miłością mojego życia: moim mężem Jesusem, który jest z pochodzenia Baskiem i sam też odbył edukację w szkole jezuickiej, a obecnie jest ojcem naszej córki Anamarii. Ilekroć przyglądam się mojej córeczce i rozmyślam o niej, chce mi się płakać ze szczęścia i dziękuję Panu Bogu za to, że ponownie zechciał zasiać tyle piękna w moim łonie, łonie, które wcześniej przez własny egoizm tyle razy zamieniałam w grobowiec.”

Dziewczynka, która chciała mieć braciszka, spotyka o. Pio

„Moja żona Andrea i ja przez cztery lata braliśmy udział w terapii leczenia niepłodności. (…) W końcu, w 2004 roku, urodziła się nasza córka Delfina María Luján. Trzy lata później, po pełnym nadziei, lecz jak się miało okazać niestety złudnym wyczekiwaniu drugiego dziecka, Andrea poroniła. Był to dla nas straszny cios, po którym nie mogliśmy dojść do siebie. (…) Po jakimś czasie, udaliśmy się do położonego na północy Argentyny miasta Salta, a konkretnie do znajdującego się w dzielnicy Tres Cerritos Sanktuarium Niepokalanej Matki Bożego Serca Eucharystycznego Jezusa, gdzie ponad 60.000 ludzi gromadzi się dzień w dzień na modlitwie różańcowej odmawianej ku czci Patronki (…).

Zauważyłem, jak moja siostra Maria, będąca pokojówką w działającym przez sanktuarium ośrodku, wyjęła z kieszeni obrazek Świętego Ojca Pio i wręczyła go Andrei, aby ta modliła się do niego. W drodze powrotnej do domu, 3,5-letnia wówczas Delfina powiedziała nam w samochodzie, że właśnie widziała odzianego w długi habit zakonnika stojącego za jednym z drzew, u stóp którego siedziała jego matka. Początkowo nie przywiązywaliśmy wagi do tego faktu, przypuszczając, że chodzi o typowy dla dziewczynki w tym wieku przejaw dziecięcej fantazji. Ale gdy później opowiedzieliśmy o tym mojej siostrze Marii, ta wyjaśniła nam, że wielu ludzi widziało już wcześniej Ojca Pio obok tego samego drzewa.

A co ważniejsze, okazało się, że nasze modlitwy kierowane do Świętego Ojca Pio z Pietrelciny szybko zostały wysłuchane, ponieważ już miesiąc później dowiedzieliśmy się, że Andrea jest znowu w ciąży. Przewidywany termin porodu określono na 23 września. Czyli na ten sam dzień, w którym zmarł Ojciec Pio. Nie namyślając się wiele, zgodnie postanowiliśmy, że jeśli narodzi się chłopiec, nadamy mu imię Pio, a jeśli dziewczynka, to nazwiemy ją Pia. (…) Ponieważ jednak życie i tak pisze własne scenariusze, Pio Santiago zaskoczył nas wszystkich przychodząc na świat już 1 sierpnia, a więc 1,5 miesiąca przed spodziewanym terminem. W tej sytuacji 23 września odbył się jego chrzest. Zorganizowaliśmy go w kościele pod wezwaniem Świętego Pio, niedaleko miasta La Plata. Później, w podziękowaniu za tak owocne wstawiennictwo, wysłaliśmy kopię nagrania z uroczystości chrztu małego Pio Santiago do Sanktuarium w San Giovanni Rotondo”.

Trudno nie być podbudowanym lekturą tak pasjonujących, przesyconych dramaturgią autentycznych historii życiowych zakończonych happy endem. A przecież powyżej przytoczyliśmy tylko niektóre z nich. Niezależnie od tego, warto przy tej okazji mieć na uwadze informację zamieszczoną w notce prezentującej książkę, w której to można przeczytać, że prawdziwy cud, jakiego dokonuje Ojciec Pio za każdym razem, gdy wstawiając się za osobą cierpiącą doprowadza do jej fizycznego lub psychicznego uzdrowienia, polega tak naprawdę na czymś innym: „Jak wynika ze świadectw spisanych w tej książce, każda osoba, która dzięki wstawiennictwu Ojca Pio doznała uzdrawiającej łaski boskiej staje się bez wyjątku całkowicie inną osobą. Ja sam mogę zapewnić, że do tej pory nie spotkałem ani jednego przypadku, w którym osoba krocząca wcześniej złą lub niebezpieczną drogą po otrzymaniu „daru” od Boga wymodlonego za wstawiennictwem Ojca Pio nie doznałaby radykalnej zmiany w swoim życiu i nie nawiązała dużo mocniejszej, dużo bardziej wymagającej, ale zarazem też dużo radośniejszej relacji z Chrystusem”.

Za: aleteia.org

Opublikowano Cuda | Otagowano , | 13 komentarzy